Dodaj do ulubionych

zaczynam..

24.08.17, 07:48
Osoby w trakcie rozwodu, jak znajdujecie w sobie siłę? Jak walczyć z myślami, że wszystko stracone? Chodź sama podjęłam decyzję o rozwodzie, mam przeczucie, że czeka mnie samotność..mam ochotę zamknąć się w pokoju, schować pod kołdrą i wyć... staram się być silna, ale stres zabiera mi całą energię życia...kiedy będzie lepiej?
Boję się reakcji męża na pozew...boję się rozprawy..boję się kolejnych dwóch lat mojego życia...
Obserwuj wątek
    • obs2 Re: zaczynam.. 24.08.17, 15:08
      >Jak walczyć z myślami, że wszystko stracone?

      nie da się z nimi walczyć

      >mam przeczucie, że czeka mnie samotność.

      upiorność naszej egzystencji polega na tym, że samotność jest bazalnym stanem. Każdy jest a priori samotny, i chce od tej samotności uciec. Każdy gest tej ucieczki, to wysiłek, inwestycja. Każdy kolejny zawód i rozczarowanie, to wzmożenie lęku. Uciekamy od tego na co jesteśmy skazani. Nienawidzimy siebie. Sens istnienia upatrujemy w partnerze. A on odchodzi, umiera, albo czasem trywialniej - oddala się po prostu choć niby jest....I znów jesteśmy samotni....

      > mam ochotę zamknąć się w pokoju, schować pod kołdrą i wyć.

      zrób to kiedy potrzebujesz. Nie ma ucieczki od takich chwil.

      > kiedy będzie lepiej?

      nie wiem. Ode mnie żona odeszła pół roku temu, a tak naprawdę rok. Na razie jest coraz gorzej, pomimo przyjaciół, sensownej terapii i ogromnej ilości pracy w którą uciekam.

      > boję się kolejnych dwóch lat mojego życia...

      ja się boję kolejnych trzydziestu, bo statystycznie tyle mi zostało i liczę że nie będę ukarany przedłużeniem tego okresu...






      • koronka2012 Re: zaczynam.. 25.08.17, 22:30
        obs2 napisał:

        > nie da się z nimi walczyć

        Ależ da się, jak najbardziej. Co to w ogóle znaczy "wszystko stracone"? wszystko - to znaczy co niby się traci przez wyjście z toksycznego związku?

        > > Każdy jest a priori samotny, i chce od tej samotności uciec. Każdy gest tej uci
        > eczki, to wysiłek, inwestycja. Każdy kolejny zawód i rozczarowanie, to wzmożeni
        > e lęku. Uciekamy od tego na co jesteśmy skazani.

        WOW, to jakaś chora wizja.

        Owszem, człowiek jest zwierzęciem stadnym, ale zły związek można świetnie zastąpić dobrymi relacjami z innymi ludźmi. Zacząć cieszyć się życiem i nie opierać swojego poczucia szczęścia na tym, czy w szafie wisi para portek/spódnic czy nie. To jest kwestia wyboru, przestawienia myślenia na inne tory.

        Od paru lat jestem sama i nie czuję się samotna, a tym bardziej nie czuję się przerażona. Ba - czuję się o wiele lepiej, realizuję swoje marzenia, otwieram się na ludzi, żyję ciekawiej.
        Nigdy w życiu nie czułam się tak bardzo samotna jak w złym małżeństwie. Nigdy będąc samą nie osiągnę takiego stopnia samotności jaki odczuwałam wtedy.

        > > kiedy będzie lepiej?

        Jak tylko zdoła się poczuć, że rozwód to nie koniec świata, a początek innego życia, jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało.
        • obs2 Re: zaczynam.. 29.08.17, 11:50
          > Co to w ogóle znaczy "wszystko stracone"? wszystko - to znaczy co niby się traci przez wyjście z toksycznego
          > związku?

          poczucie stabilności życia, gdy pomimo toksyczności związku, partner był przyjacielem życiowym? Tak było u mnie. Związek był ruiną od lat, z winy obojga, bez gwałtownych wydarzeń, po prostu wypalenie na które oboje pozwoliliśmy. Ale trwała przyjaźń. Niektórzy tak żyją do końca życia i może to nie jest zły pomysł. Związek może i był toksyczny, ale on w sumie wygasł. A przyjaźń nie. Wspólnota zainteresowań.....wspólnota intelektu. Bardzo tego brakuje.

          > Zacząć cieszyć się życiem

          a jeśli nigdy się tego nie umiało? Nauczysz mnie tego, gdy mam dobrze po 40? Dobrze zapłacę, jak za terapię. Wielu próbowało....

          >nie opierać swojego poczucia szczęścia na tym, czy w szafie wisi para portek/spódnic czy nie.

          racja, tylko żeby nie opierać na czymkolwiek poczucia szczęścia, trzeba by było najpierw w ogóle doświadczyć szczęścia. A dopiero potem rozważać, czy jest oparte czy nie oparte na czymś.


          > ale zły związek można świetnie zastąpić dobrymi relacjami z innymi ludźmi.

          można próbować, tylko gdzie znaleźć tych innych ludzi.

          >że rozwód to nie koniec świata, a początek innego życia, jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało.

          zazdroszczę Ci podejścia i w ogóle zazdroszczę poczucia, że żyjesz. Mnie to poczucie jest obce.



          • koronka2012 Re: zaczynam.. 03.09.17, 20:34
            obs2 napisał:

            > Związek był ruiną od lat, z winy obojga, bez gwałtownych wydarzeń, po prostu wypalenie na które oboje pozwoliliśmy. Z > wiązek może i był toksyczny, ale on w sumie wygasł.

            Wiesz co? ty powinieneś iść na terapię, bo coś z tobą nie tak (bez urazy). Nie wiem czy jest męska forma nazwy kobieta-bluszcz, ale ty mi wyglądasz na osobę tego pokroju.
            To jak opisujesz swój związek jest jakieś dziwne. Toksyczne związki niszczą i nie ma w nich nic dobrego, a to, że się za czymś takim tęskni.. hmm, to przypomina syndrom sztokholmski.

            > a jeśli nigdy się tego nie umiało? Nauczysz mnie tego, gdy mam dobrze po 40? Do
            > brze zapłacę, jak za terapię. Wielu próbowało....

            Może masz niedobór serotoniny? są osoby wiecznie depresyjne, takie którym nie da się pomóc, z powodów czysto medycznych bądź charakterologicznych - bo tak naprawdę same nie chcą zmian. Czują się dobrze w roli męczybuły, delektują się swoim poczuciem nieszczęścia, to dla nich stan dający paradoksalnie poczucie bezpieczeństwa. Nie widzą, czy nie chcą widzieć, że zatruwają innym życie, wysysają radość życia.

            > można próbować, tylko gdzie znaleźć tych innych ludzi.

            Są wszędzie. Tylko umówmy się - ktoś skupiony na swoim przegranym życiu raczej nie przyciąga towarzystwa... Masz DOPIERO 40+lat. Zrób coś ze sobą, zamiast stale marudzić i tęsnkić za czymś, co było namiastką związku.
    • amb25 Re: zaczynam.. 25.08.17, 08:36
      Kiedy bedzie lepiej? Gdy zorumiesz, ze rozwod to wolnosc i spokoj, ze bycie z kims, kto cie rani nie jest czyms niezbednym do szczescia.
      • mall77 Re: zaczynam.. 25.08.17, 08:55
        Masz rację amb...Przez 8 lat z 10 naszego małżeństwa myślałam o rozwodzie..zawsze jednak zaciskałam zęby bo nie był odpowiedni moment..a to za mało zarabiałam, albo wcale..a to dzieci małe..zawsze było coś. Dziś czuję się silna...w przyszłym tygodniu złożę pozew. Boję się panicznie jednak sprawy rozwodowej. Mój mąż twierdzi, że mnie kocha. co będzie jeśli będzie tak mówił przed sądem? Mam kilka dowodów na to że w naszym związku była przemoc psychiczna..mam nadzieję że to wystarczy.
        • azja001 Re: zaczynam.. 25.08.17, 13:57
          Lepiej będzie gdy poczujesz całą sobą że życie bez człowieka, który ciągnie Cię w dół, jest źródłem smutku i nieprzespanych nocy jest po prostu lepszej jakości. Zanim nastąpią te wszystkie formalności i człowiek zostanie przeciągnięty przez sądowe procedury jest strach i niepewność. To normalne, trzeba zacisnąć zęby i iść do przodu. Po sprawie są jeszcze emocje, rozpamiętywanie. Później z miesiąca na miesiąc wypracowywuje się swoją małą stabilizację, uczy się być samemu i sprawia to pewną radość. Kiedy Ty osiągnesz spokój to nie wiadomo, to sprawa indywidualna. Ja tuż po sprawie już poczułam ulgę, ale ja już nie miałam prawie żadnych dobrych uczuć wobec mojego byłego. Teraz 1,5 roku po jestem w fazie rozglądania się za partnerem🙂 . Taka kolej rzeczy...najważniejsze żeby nie żyć przeszłością i lubić siebie, łatwiej wtedy o optymizm mimo wszystko
        • obs2 Re: zaczynam.. 29.08.17, 11:55
          > Przez 8 lat z 10 naszego małżeństwa myślałam o rozwodzie.

          "Słuchając opowieści których finał znasz, to jaką szansę miłość ma?"
          Ja wiem że to forum rozwodowe, więc raczej mowa tu o porażkach związków, OK. Ale tak się zastanawiam. Czy istnieją związki szczęśliwe (pomijam oczywistą i fałszywą z gruntu fazę wczesnej fascynacji)?
          Czy to w ogóle działa? Po co to wszystko? Za co musimy się tu męczyć? Zamieniać mękę samotności na chyba jeszcze gorszą mękę relacji?
          Aż tak grzech pierworodny jest nie do zmycia? Ile jeszcze setek pokoleń tak się będziemy katować?
          Uciekać od samotności by męczyć się jeszcze bardziej - z kimś?

          • bun.seki Re: zaczynam.. 03.09.17, 17:57


            >"Słuchając opowieści których finał znasz, to jaką szansę miłość ma?"
            Ja wiem że to forum rozwodowe, więc raczej mowa tu o porażkach związków, OK. Ale tak się zastanawiam. Czy istnieją związki szczęśliwe (pomijam oczywistą i fałszywą z gruntu fazę wczesnej fascynacji)?
            Zależy jak zdefiniujesz szczęście. Zapewne istnieją związki udane. Nie wiem, czy w dużej mierze nie psujemy związków przez nadmiar oczekiwań. W stosunku do tej drugiej osoby, w stosunku do samego bycia w związku. Czasem mamy nadzieję, ze związek coś nam załatwi (od ukojenia lęków egzystencjalnych po ukojenie lęków materialnych). Może za rzadko podchodzimy do związku jako do czegoś dodatkowego w życiu, przywileju, że ktoś chce z nami dzielić część życia, a za często jak do czegoś co ma spełniać wiele różnych oczekiwań i zupełnie też przyziemnych funkcji Mam też wrażenie, że niedostatecznie szanujemy autonomię drugiej osoby, co niejednokrotnie prowadzi do tego, że jedna lub obie strony zaczynają się męczyć w nadmiarze kompromisów. Ja widze związki udane tam, gdzie jest bardzo duże poszanowanie wolności i autonomii drugiej osoby, tam, gdzie ten drugi człowiek jest dopełnieniem naszego zycia, a nie kimś, kto mam nam załatwiać własne lęki, niedobory, ambicje.

            >Czy to w ogóle działa? Po co to wszystko? Za co musimy się tu męczyć? Zamieniać mękę samotności na chyba jeszcze gorszą mękę relacji?

            Aż tak grzech pierworodny jest nie do zmycia? Ile jeszcze setek pokoleń tak się będziemy katować?
            Uciekać od samotności by męczyć się jeszcze bardziej - z kimś?

            Myślę, ze znakomita część ludzkości się nie męczy. W większości z prozaicznych powodów - nie ma czasu/środków, aby się nad tym zastanawiać. Nie ma też oczekiwań innych niż te z podstawy piramidy Maslowa. Są też uwarunkowania kulturowe. Naprawdę, małżeństwo/relacja są rozumiane na wiele różnych sposobów w zależności od kultury. Wielu osobom z innych kultur niż nasza (a także niektórym w naszej) nawet by do głowy nie przyszło, by oczekiwać od męża/żony braterstwa dusz, wspólnych zainteresowań, ba nawet wspólnego spędzania czasu wolnego. I to nie znaczy, że ich związki są gorsze, są inne (nie mowie oczywiście o związkach, w których panuje przemoc). Po prostu te potrzeby zaspokajają poza małżeństwem.

            Co do samotności - jesteśmy sami cale życie. Jedno to zgłaszają relacjami, praca, nałogami i się tego ciągle boją, inni to oswajają. Bycie z kimś jako ucieczka od samotności chyba nie rokuje najlepiej. Bo to trochę bycie z kimś z lęku. Nie wiem, czy wówczas też nie obciążamy tej drugiej osoby nadmiernie. Tym naszym lękiem i oczekiwaniami.
    • krzywelustro Re: zaczynam.. 16.09.17, 22:05
      Badacze małp zauważyli, że są wśród nich takie osobniki, które nie puszczą jednej gałęzi, dopóki solidnie nie chwycą jakiejś innej. Taka "ostrożność" ma jedno kluczowe następstwo: poruszają się one o wiele wolniej nież pozostałe małpy, przez co:
      * są częstymii łatwymi ofiarami drapieżników,
      * jako ostatnie docierają do pożywienia, którego często już dla nich brakuje,
      * stado na nie nie czeka i często pozostawia samym sobie.

      Wbrew Twoim obawom nic nie jest stracone. dopiero puszczając dotychczas trzymaną gałąź dajesz sama sobie szanse na ucieczkę przed drapieżnikiem, dotarcie do lepszych kąsków i nie pozostanie samotną.

      Odwagi, Mall!
      • lukasgld Re: zaczynam.. 18.09.17, 11:17
        Bardzo mądry wpis. Iść na żywioł to jest to.
    • convalariamaia Re: zaczynam.. 18.09.17, 10:47
      Jestem po rozwodzie już 7 lat. I chciałam go. Było ciężko przez kilka lat tym bardziej, że przez te kilka lat byłam w dołku finansowym. Wiedziałam, że to słuszna decyzja i teraz gdy przebrnęłam te kilka ciężkich lat - jestem szczęśliwa. Nie mam nikogo innego przy sobie, ale nie szukam, nie mam potrzeby. Mam dwóch wspaniałych synów, z którymi różne rzeczy też przeszliśmy, ale jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Wiem, że chociaż świadomie podjęłaś słuszną decyzję, nie zmienia to faktu, że jest trudna i bolesna.Wiele razy jeszcze będziesz obracać w głowie, czy dobrze zrobiłaś i co mogłaś zrobić inaczej, lepiej itd. Nie mogłaś i już. Zaciśnij zęby i trzymaj się tego, że to słuszna decyzja, a zbierzesz jej dobre owoce za jakiś czas. Trzymam kciuki.
    • lukasgld Re: zaczynam.. 18.09.17, 11:12
      Nigdy nie wiesz co będzie jutro ? Może samotność, może nowy związek. Mężczyzna też cierpi w takim przypadku. Nie wiem jaki jest powód decyzji o rozwodzie, bo chyba jakiś musiał być skoro zdecydowałaś się na krok ostateczny i uważasz, że tego nie da się już naprawić.
    • lukasgld Re: zaczynam.. 18.09.17, 11:14
      Usłyszałem taki mądry cytat niedawno. Najważniejsze jest następne 5 minut twojego życia. Reszta to marzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka