rozwód za tydzień

04.02.05, 21:15
No właśnie. Po 6 latach małżenstwa, roku mieszkania w koncu własnym M-3 na
kredyt na 20 lat, w pewną sobotę małżonek rano zrobił kawę, poszedł po bułki
i gazetę, zjedliśmy śniadanie, przeczytaliśmy poranną prasę, wzięłam pysznic,
wyszłam coś załatwić do miasta, a jak wróciłam po 2 godzinach zastałam puste
szafy. Po prostu spakował się pod moją nieobecnośc i się wyprowadził. Swoje
przeszłam- depresja, nerwica itp., ale to już nieważne. Jak ja mam teraz żyć?
Nie zauważyłam,że mąż ode mnie chce odejść, po prostu nie zauważyłam. Dwa
tygodnie wczesniej byliśmy na rowerowej wycieczce, całowaliśmy się co rano
życząc miłego dnia, kupowaliśmy kinkiet do łazienki, planowaliśmy urlop.Do
tej pory nie dowiedziałam się , dlaczego to zrobił w tak prymitywny ,
tchórzliwy sposób. Czy kolejnego faceta mam nie spuszczać z oka? Nie
wychodzić z domu, bo nie wiadomo, czy go zastanę po powrocie? Przecież to
chore. Boję się siebie po tym wszystkim. Pomóżcie.
    • futu Re: rozwód za tydzień 04.02.05, 21:39
      Dlaczego obwiniasz siebie? Po prostu nie miał odwagi powiedzieć Ci o co chodzi,
      bo jest tchórzem.Albo jest miłosnikiem tezy, ze jak zerwać z dotychczasowym
      zyciem to raz a dobrze...tak, jak się zrywa plaster z zaschnietej rany... ALE:
      wśród moich licznych kolezanek- rozwódek jest tylko jedna, która przezyła
      podobną rzecz. Ona najszybciej stanęła na nogi.Po kilku dniach wniosła o
      alimenty, po dwóch miesiacach o rozwód. Facet tak dobrze zniknął, że nawet
      rozwód odbył się bez jego obecności.Po niespełna roku poznała nowego faceta i
      jest jedna ze szczęśliwszycyh osób, jakie znam!
      • clio11 Re: rozwód za tydzień 07.02.05, 11:48
        Pytasz-dlaczego...Na sprawie rozwodowej(to już chyba niedługo?)z pewnością się
        dowiesz. Coś będzie musiał sądowi powiedzieć, takie są procedury. Trzymaj się.
        Większość z nas przez to przechodziła. Dasz radę.
        • loosia Re: rozwód za tydzień 10.02.05, 21:19
          Pozew to jedna wielka bzdura. Że charaktery nie do pogodzenia, brak rozmów,
          scysje. Żadnych konkretów. Wiem, że dam radę i jakoś przez to przebrnę. Chciał
          odejśc-odszedł, trudno, pewnie planował to od dawna. Nie mogę jednak przeboleć
          sposobu, w jaki to zrobił. Myślałam, że takie rzeczy przytrafiają się tylko
          bohaterkom oper mydlanych. No, ale jak widać -życie też potrafi pisać banalne
          scenariusze.
          • marta.sama Re: rozwód za tydzień 10.02.05, 23:11
            Wiesz, jestem na tym forum od czterech miesięcy (aż, zaledwie), od kiedy się
            wyprowadził. Zostałam z trójką dzieci, długami... Też pisałam: wiem, że dam
            radę itd... raz w to wierzyłam, raz kompletny dół. Ostatnio poczytałam sobie
            moje własne posty na tym i innych forach, jak wpisy w pamiętniku. I zobaczyłam,
            że to, co wydawało się nierealne kiedyś, nie do przejścia - minęło. Przeszłam
            ten najgorszy ból, fizyczne "atrakcje" w stylu wymiotów po zjedzeniu
            czegokolwiek, czy wypadnięcia połowy włosów. Cóż, teraz się cieszę, bo przecież
            zawsze chciałam schudnąć, włosy obciełam na jeża i kiedyś odrosną. Skupiłam się
            na dzieciach i sobie i na nas jako nowej "rodzinie". Musiałam swoje
            przemyśleć, "przerobić", dojść do tego, że ja to ja, i mimo, że wiem, że
            jeszcze minie trochę czasu (trzeba przeżyć coś w rodzaju żałoby) to zaczynam
            czuć się lepiej. Na pewno czuję się lepiej. I choć czasem mam wrażenie (może to
            tylko moje wrażenie) że jego zachowanie zmienia się z jakichś powodów, które
            jeszcze nie tak dawno odczytałabym na swoją korzyść, to myślę, że to niestety
            (stety?) już nie jest dla mnie istotne. To przeszłość, przetrwałam, przeszłam
            moje małe piekło (może jeszcze nie do końca), ale dużo zyskałam i tego już nie
            oddam. Trzymaj się, czas naprawdę leczy rany...
            • clio11 Re: rozwód za tydzień 11.02.05, 09:07
              Marta! Cieszę sie, że się odezwałaś! Może to przez analogie, ale czekałam na
              parę Twoich słów na tym forum. Nie wiedziałam, jak rozwinie się Twoja sytuacja.
              Widzę, że radzisz sobie wyśmienicie, dziewczyno! Brawo!!!! Jestem z Ciebie
              dumna!Siedzę przed komputerem i uśmiecham się szeroko od ucha do ucha. To
              będzie dobry dzieńsmile
              • marta.sama Re: rozwód za tydzień 11.02.05, 23:56
                smile
                jestem tu często, ale piszę rzadziej - myślę, że dlatego że dochodzę
                do "pionu". Już coraz mniej chwil, kiedy trzeba wylać żale gdziekolwiek,
                najlepiej na klawiaturę. Po prostu żalu coraz mniej. Czytam posty tak podobne
                do moich kiedyś, czuję ten fizyczny ból i myślę: też nie wierzyłam że to
                przeżyję. Przeżyłam, włożyłam dużo świadomej pracy żeby poukładać świat od
                nowa, to dopiero początek drogi ale chyba ten najbardziej "stromy" mam już za
                sobą. Wielkie podziękowania dla Jarkoniego, to forum naprawdę dużo mi dało, i
                oczywiście fakt, że zagościli tu ludzie, którzy mimo czasem zupełnie różnych
                poglądów potrafią rozmawiać konstruktywnie. Radzimy sobie wzajemnie na
                podstawie własnych przeżyć, i każdy kto pisze wie, że nie ma obowiązku słuchać
                rad, ale z każdej wypowiedzi może coś dla siebie odczytać, nie wspomnę o
                słowach wsparcia. A i krytyka nawet nieco brutalna, też czasem daje
                efekt "potrząśnięcia". Ale myślę sobie: słuchajmy ludzi, mówmy o swoich
                uczuciach, słuchajmy krytyki żeby ją przemyśleć "może coś w tym jest, ale może
                wcale się z tym nie zgadzam" i bądźmy świadomi siebie. Każdy z nas jest po
                prostu niepowtarzalnym egzemplarzem, nie ma szablonu, każdy ma jakąś wartość.
                Mój mąż, który odszedł ode mnie i dzieci do kogoś innego, jego żona, jej mąż
                itd, nie ma uniwersalnej, obiektywnej prawdy. Jest teraźniejszość, potrzeba
                wyrażenia emocji, które bolą tu i teraz, są subiektywne prawdy i dobrze że są
                miejsca, gdzie można się wyżalić i ludzie, którzy wysłuchają...
                Pozdrawiam wszystkich forumowiczów
                Do usłyszenia następnym razem, kiedy wkurzy mnie mój "prawie były" smile
                • anuteczek Re: rozwód za tydzień 12.02.05, 08:10
                  Jestem szczęśliwa - Mały rośnie prawidłowo, mam cudownego faceta, a wszystko to
                  zaledwie pół roku po rozstaniu z mężem. Jeszcze we wrześniu nie wierzyłam, że
                  będzie to możliwe, jedyną rzeczą która trzymała mnie przy życiu była ciąża,
                  bardzo zagrożona zresztą... Najpierw zmienilam łóżko na jednoosobowe i
                  spakowałam wszystkie pamiątki w pudła. Potem zmieniłam mieszkanie i poznałam
                  mojego M, na początku gadaliśmy całe noce, następnie odważyłam się na zawodową
                  rewolucję. Z dnia na dzień było lepiej. Są gorsze dni - mój eks dokładnie wie,
                  jak mnie zranić - wtedy płaczę, jest mi źle, miałam też pasmo rocznic -
                  wspomnień się nie da wykasować.Odkąd mój eks został ojcem rozmawiamy częściej,
                  zupełnie neutralnie, czasami wręcz ciepło... podświadomie czekam, kiedy mu coś
                  nie wyjdzie i zacznie mu odbijać, ale jestem już ponad tym. Wiem, że zaboli,
                  zakłuje, ale wiem też, że nie ma bólu, który się nie kończy. Najwyżej znowu M
                  będzie miał mokrą koszulę smile, życie toczy się dalej
                  uszy do góry
                  a.
                • jarkoni Re: ech,,,,, 13.02.05, 02:43
                  Wielkie podziękowania dla Jarkoniego, to forum naprawdę dużo mi dało, i
                  oczywiście fakt, że zagościli tu ludzie, którzy mimo czasem zupełnie różnych
                  poglądów potrafią rozmawiać konstruktywnie. Radzimy sobie wzajemnie na
                  podstawie własnych przeżyć, i każdy kto pisze wie, że nie ma obowiązku słuchać
                  rad, ale z każdej wypowiedzi może coś dla siebie odczytać, nie wspomnę o
                  słowach wsparcia. A i krytyka nawet nieco brutalna, też czasem daje
                  efekt "potrząśnięcia". Ale myślę sobie: słuchajmy ludzi, mówmy o swoich
                  uczuciach, słuchajmy krytyki żeby ją przemyśleć "może coś w tym jest, ale może
                  wcale się z tym nie zgadzam" i bądźmy świadomi siebie.

                  Wzruszyłaś mnie marta.sama....Już wiem, że to forum ma tyle wątków, że ja już
                  jestem mało ważny..Ale cenię sobie wszystkie opinie, nawet "kopy"..To wszystko
                  pomaga, nawet nie sądziłem jak bardzo...Cieszę się, że rozpocząłem aż tak
                  wielowątkową rozmowę, wymianę opinii, porady...Pozdrawiam Cię
                  • marta.sama Re: ech,,,,, 13.02.05, 03:40
                    Tak naprawde, to jestes "uosobienieniem mojego ex". Ale ... Ty masz potrzebe
                    zglebienia problemu, wiesz, ze nie jest wazny skutek, lecz przyczyna, wiec idz
                    dalej, szukaj to jest wazne...
                    • jarkoni Re: ech,,,,, 19.02.05, 19:38
                      marta każdy jest inny i jestem zupełnie inny niż Twój ex, zaręczam Ci...Może to
                      tylko znak zodiaku, że analizuję zbytnio i lubię być przygotowany do tego co ma
                      się wydarzyć a nienawidzę być zaskakiwany...Nawet jak w korku przede mną jedzie
                      tir czy bus i nie widzę co się dzieje z przodu to mnie to drażni...A co do
                      szukania to ciągle liczę na cud...Naiwny taki...Pozdrawiam Cię
          • tricolour Re: rozwód za tydzień 12.02.05, 19:26
            Troszkę się dziwię...

            Bo mniej Cię interesuje sam fakt wyprowadzenia się męża, a bardziej sposób w
            jaki to zrobił. Czy chciałabyś czegoś z większą klasą? Z fanfarami i pokazem
            sztucznych ogni?
            Odejście, rozwód, alimenty, to rzeczy upokarzające obie strony. Po co do tego
            jakiś blichtr?
            • loosia Re: rozwód za tydzień 13.02.05, 16:41
              Nie, nie chciałam pokazu sztucznych ogni, tylko jestem zwolenniczką rozmów.
              Jeżeli coś mu przeszkadzało w naszym małżeństwie, we mnie,to mógł mi to po
              prostu powiedzieć. Nie wiem wprawdzie, jakbym zniosła wypowiedziane prosto w
              oczy stwierdzenie, że mnie już nie kocha , że mu się znudziłam, czy co by tam
              miał do powiedzenia. Jednak byłoby to uczciwsze postawienie sprawy, może
              zastanowiłabym sie nad sobą, może coś bym się starała zmienić. Ale nie dał mi
              takiej szansy.

              Nigdy w życiu nikt mnie tak nie upokorzył, widocznie miałam dotąd takie
              szczęście, dlatego tym bardziej nie spodziewałam się czegoś takiego od kogoś,
              przy kim zasypiałam i budziłam się od ponad 7 lat.

              I chyba zaczynam wpadać w paranoję, wydaje mi się, że wszyscy naokoło chcą mnie
              wykiwać- od pani w warzywniaku zaczynając na szefie w pracy kończąc. Mam
              wrażenie, że mam na czole wypisane, jaka za mnie naiwniara.
    • kasiar74 Re: rozwód za tydzień 12.02.05, 15:56
      spoósb rozstania się po prostu--bez komentarza. Ale faktycznie zgadzam się z
      marta sama, czas leczy rany. Jak się z kims nie mieszka, nie przebywa, nie
      planuje to naprawde z czasem zwyczajnie przestaje zalezec. Teraz on chce sie
      pogodzic a ja juz sama nie wiem co czuje. Byłam wsciekle zazdrosna a teraz nie
      jestem juz wcale. Pewnie bedzie mi zawsze w jakis sposob bliski ale naprawde nic
      nie trwa wiecznie. Nie pielęgnowane, bez dzielenia sie codziennoscia, wspolnych
      snoadan i zakupów wygasa więź. Czas to najlepsze lekarstwo.
      • poczta301 Re: rozwód za tydzień 18.02.05, 19:20
        Tak naprawdę nie wiadomo co jest lepsze.Ciche odejście czy odchodzenie w taki
        sposób jak to zrobił mój mąż ;zostawiając mi karteczkę w spodniach dresowych
        tylko ta karteczka nie była skierowana do mnie.Potem głośne wyprowadzanie się
        (ale wyprowadzka nie doszła do skutku)dalej mieszkamy w jednym mieszkaniu
        czasem nie widząc się całymi dniami.Żyjemy tak jakbyśmy się nigdy nie
        znali,kłotnie ,przepychanki.szok nie do opisania pozdrawiam
      • jarkoni Re: rozwód za tydzień 19.02.05, 19:47
        Nie pielęgnowane, bez dzielenia sie codziennoscia, wspolnych
        > snoadan i zakupów wygasa więź. Czas to najlepsze lekarstwo.

        Kasia jak długo ten czas leczy rany...chyba różnie u różnych osób...Ja po 4
        miesiącach prawie ciągle te rany rozdrapuję...Masz gotową receptę i wskazówki
        jak długo jeszcze? Zeby kogoś wywalić z głowy?
        Chyba nie ma gotowych rad, nawet jeśli rozstanie było..hmmm...jak mówisz i to
        popieram: bez komentarza...
        • joanek1 Re: rozwód za tydzień 19.02.05, 19:52
          Czym sie strułeś, tym się lecz..
          no ale to tak niezupełnie na serio powiedziane...
    • bezecnymen Re: rozwód za tydzień 18.02.05, 19:56
      Loosia... na czole to masz napisane..porzucona
      maja rację Kobiety tutejszetongue_out czas... czas... to jest to , co pozwoli Ci wyleźć
      z dołka, ale
      przestań zadręczać się sposobem, w jaki exio odszedł...gdyby zajrzeć w jakowes
      statystyki, to pewnie nie znaleźlibysmy 2 jednakowych sposobów... widocznie nie
      umiał, nie potrafił normalnie, w oczy powiedzieć Ci tej szczególnej rewelacji
      tchórz? owszem, czerwone uszy od wstydu też, ale to nie zmienia podstawowego
      faktu..odszedł, nie ma Go i juz nie będzie...skup się na tym co dalej
      ale ale...początek topiku z 4.02. rozwód za tydzień... 18-4=14 dwa
      tygodnie...podzielisz sie wrażeniami? czy masz dość??(na razie...)
    • marcepanna Re: rozwód za tydzień 18.02.05, 20:22
      Nie zeby cos ale to w sumie smieszne jest. Szpieg z Krainy Deszczowcow to byl
      jakis..
      • jarkoni Re: rozwód za tydzień 19.02.05, 19:50
        marcepanna...carramba? No chyba był...albo cichociemny...
        • ulala.v Re: rozwód za tydzień 19.02.05, 20:17
          w filmie sobie wymyślili to carramba...w książce szpieg z krainy deszcowców nie
          powiedział tak ani razu....
          • bezecnymen Re: rozwód za tydzień 19.02.05, 20:37
            alez problem..co powiedział szpieg z krainytongue_outtongue_outtongue_out to może zróbmy topik, co
            czytac i oglądać po rozwodzie?? a ja nadal czekam n info looosi....
            • jarkoni Re: rozwód za tydzień 19.02.05, 20:41
              racja, loosia co z rozwodem...
              • loosia rozwód tydzien temu 04.03.05, 11:33
                No i po wszystkim.

                Przeżyłam, choć opóźniło się o 2 tygodnie z powodu nieuzupełnionej
                dokumentacji.

                Pierwsza sprawa-10 minut, druga-15 minut, ogłoszenie wyroku - 40 sekund.
                Porównując inne wątki i opisy zdarzeń dochodzę do wniosku, że obyło się bez
                problemów i w miarę normalnie, o ile w tym kontekście można używać takich słów.
                Najgorsze było kilkumiutowe czekanie na korytarzu przed rozprawą i siedzenie
                naprzeciw siebie na sali. Koszmar.

                Rozwód rozwodem, ale to nie koniec, bo musimy sprzedać mieszkanie, w którym
                cały czas mieszkam i które dopiero co skończyliśMY urządzać.Potencjalni kupcy
                oglądają, a ja -zachwalam towar, a po ich wyjściu wpadam w histerię. Na to
                nakłada się konieczność kontaktowania się z ex, bo on też ma jakichś
                chętnych na kupno.

                On już jest zdystansowany, zupełnie spokojnie , rzeczowo ze mną rozmawia o
                formalnościach, a ja wspinam sie wtedy na szczyty sztuki aktorskiej , żeby nie
                zrobić z siebie kompletnej idiotki.

                Ale jakoś powoli zaczynam sobie radzić ze sobą. Faktycznie, coś jest w tym
                banale, że czas robi swoje. Jak już skończmy z mieszkaniem i kupię sobie
                przysłowiowe ciasne, ale własne, będzie już chyba całkiem OK. Oby.
                Koniec z zadręczaniem siebie- dlaczego ja? dlaczego tak? dlaczego...(Nota bene
                na rozprawie też się nie dowiedziałam, bo powtarzał formułki z pozwu, więc
                zero konkretów). Nic to nie da i trzeba się wziąć w garść. Pół roku traumy
                wystarczy.

                Dzięki za odzew. Pozdrawiam.

                • bezecnymen Re: rozwód tydzien temu 04.03.05, 12:59
                  pozostaje mi tylko życzyc Ci loosiu powodzenia w budowaniu życia w nowych
                  warunkach
    • dimmonya Re: rozwód za tydzień 20.02.05, 19:49
      na początek 100 punktów dla jarkoniego za to forum...kto ma na to ochotę, może
      sie wyżalić a kto nie, może poczytać i dowiedzieć sie czegoś o procedurach
      rozwodowych...ja też za tydzień mam sprawe i jako debiutantka nie do końca wiem
      czego sie spodziewać (tzn.pozew z mojej strony,5 lat małżeństwa,bez dzieci,od
      1,5roku żadnego kontaktu z M).Prawdopodobnie rozwód bedzie orzeczony zaocznie
      (tak twierdzi adwokat) ponieważ mój M, jak słyszałam, nie zamierza sie
      stawić...W każdym razie warto sie przygotować na wszystko...I co dalej?
      Odzyskam wolność, niezależność, zaczne wreszcie oddychać i w pełni cieszyć sie
      życiem...chociaż balast doświadczeń i uczucie jakiejś tam życiowej porażki
      pozostanie obecny, mam nadzieje nie na długo...Pozdrawiam wszystkich
      skołatanych życiem jużrozwiedzionych i jeszczenierozwiedzionych...Głowa do
      górysmile))
      • marija123 Re: rozwód za tydzień 04.03.05, 20:56
        Kochana! Balast doświadczeń to jest to co w życiu wzmacania człowieka. Pewnie
        popełnisz ich w życiu jeszcze wiele, ale moze już takich samych - nie. Na razie
        przejdź sprawę rozwodową. Jest trochę stresogenna, ale "co nas nie zabije to
        nas wzmocni". Ot, kolejne doświadczenie życiowe. Przynajmniej ja to tak
        traktowałam, jako zwykłą slużbową, kolejną sprawę do załatwienia. A jak już
        pozałatwiasz wszystkie formalności - a jest ich trochę - odetchniesz, zakochasz
        się ponownie i życie znów nabierze barw. Rozwód to nie porażka!!!! To furtka do
        lepszego życia. Kolejna szansa na szczęsliwy jego finał. I tak masz myśleć!!!!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja