loosia
04.02.05, 21:15
No właśnie. Po 6 latach małżenstwa, roku mieszkania w koncu własnym M-3 na
kredyt na 20 lat, w pewną sobotę małżonek rano zrobił kawę, poszedł po bułki
i gazetę, zjedliśmy śniadanie, przeczytaliśmy poranną prasę, wzięłam pysznic,
wyszłam coś załatwić do miasta, a jak wróciłam po 2 godzinach zastałam puste
szafy. Po prostu spakował się pod moją nieobecnośc i się wyprowadził. Swoje
przeszłam- depresja, nerwica itp., ale to już nieważne. Jak ja mam teraz żyć?
Nie zauważyłam,że mąż ode mnie chce odejść, po prostu nie zauważyłam. Dwa
tygodnie wczesniej byliśmy na rowerowej wycieczce, całowaliśmy się co rano
życząc miłego dnia, kupowaliśmy kinkiet do łazienki, planowaliśmy urlop.Do
tej pory nie dowiedziałam się , dlaczego to zrobił w tak prymitywny ,
tchórzliwy sposób. Czy kolejnego faceta mam nie spuszczać z oka? Nie
wychodzić z domu, bo nie wiadomo, czy go zastanę po powrocie? Przecież to
chore. Boję się siebie po tym wszystkim. Pomóżcie.