zazdroszcze, nie, nie ma komu.Jak juz napisales w PS, odeszla.A chcialam
napisac, ze jej zazdroszcze tak dojrzalego mezczyzny.Swiadomego.
Ja jestem po drugiej stronie tej bramki.Moj kochany jest w Twojej sytuacji,
ale nie do konca.Nie do konca przeciez moga byc sytuacje takie same.Nie chce
pisac o jego zachowaniu, watpliwosciach,wahaniach.Musialby Tobie sam
powiedziec.Ja sie tylko domyslam, troche wiem, duzo mi powiedzial.Alke nie
jest do konca tak ,jakby moglo byc.
On wlasnie skonczyl 40 lat.Ja jestem "swiezo po rozwodzie" .Zakonczylam
parodie malzenska, ktora trwala 17 lat.
Mam 38 lat, wiec nie taka mloda, jak Twoja pani.
Nie szukam meza. Jest mi wspaniale byc samej.Mam pewna stabilizacje.
Nie popedzam, nie zmuszam.Marze tylko ,jak cudownie byloby nam byc razem.Nie
jestem harpia, ktora tylko czycha na jakiegos samca.Nie, docenilam
samotnosc,spokoj.Ale milosc pojawila sie nagle i niespodziewanie.Obydwoje o
niej marzylismy.Jestesmy ze soba juz rok.W ukryciu,znaczy sie moi znajomi o
nim wiedza,znaja go,ale jego zona niby nie.Niby, no bo w naszym
malomiasteczkowym srodowisku,jest to niemozliwe.Nie wiem,jak sie to dalej
potoczy.Nie rozbijam czyjegos domu.Tam milosci nie ma juz od wielu lat.Mysle,
ze rozumiesz o czym mowie.Ja tylko boje sie, czy potrafimy ,z ranami po
poprzednich zwiazkach, stworzyc jeszcze wspolny DOM? Ja powiedzialam takie
zdanie"Teraz wiem, czego nie mozna robic i mowic w malzenstwie" To moj bagaz
z zycia, doswiadczen.Jestem niepoprawna optymistka, ale juz ostrozna.Co czas
pokaze?
Pozdrawiam Cie z glebi serca