czuję się winna

05.03.05, 13:36
no cóż
pan mąż podziałał, pogadał i - jak w tytule - czuję się cholernie winna
wszystkiemu
usłyszałam nawet: - sama tego chciałaś - potem wprawdzie za to przeprosił,
ale powiedziane zostało

dlatego pytam - tak na przyszłość - jaka powinna być kobieta?

wszystkie te zabawowe teksty zakończone "i żeby sie nigdy nie spotkały" nic
nie wnoszą

gdzie tkwi tajemnica?

jakiej kobiety nie porzucą??
    • bezecnymen Re: czuję się winna 05.03.05, 13:57
      rozumiem, że to cie gnębi ..... ale niestety ja nie widze odpowiedzi na takie
      pytanie
      nie widze choćby dlatego, że są dwie- na pierwszy rzut oka- wersje rozstania:
      a)cos wisi w powietrzu, nie układa się, jest coraz gorzej, proby ratowania
      spełzaja na niczym i wreszcie cos peka ostatecznie i on/ona odchodzi
      b) ni stąd ni zowąd dowiadujemy sie nagle że on/ona ma dośc i sobie idzie
      odmian tych dwóch wersji jest bez liku, za diabła nie da się ani przewidzieć,
      ani zapobiec, czemu? a cholera wie!co robić? tez nie wiadomo, bo to co jednej
      parze pomaga, u innej przyspiesza rozstanie
      na tej samej zasadzie droga indio mozna spytać:
      dlaczego mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus? nie moga być razem np. z
      Jowisza?
      czujesz sie winna? a jeszcze umiejętnie to w tobie w/w umacnia?
      ja znam tylko jeden przypadek ewidentnej winy tylko jednego z partnerów, a i to
      nie nadaje się do porównan bo facet jest po prostu chory,a tu mówimy o
      normalnych.......... powiedzmy, że dotąd normalnych związkach
      • bezecnymen Re: czuję się winna 05.03.05, 14:03
        aha! to jeszcze jedno gdybys raptem doszla do wniosku że pomimo wszystko to
        jednak twoja wina....to podam ci na to dowód bys nie zaczęła w to wątpićtongue_out
        kobieta jest jak papieros, na początku daje dużo przyjemności, ale z czasem
        cała trucizna zbiera się w ustmikutongue_out
        • india8 Re: czuję się winna 05.03.05, 14:05
          żmija!!!
          • bezecnymen Re: czuję się winna 05.03.05, 14:07
            alez indiotongue_out a ulżyj sobiesmile
      • india8 Re: czuję się winna 05.03.05, 14:09
        do tej pory dość mocno przed tym obrzydliwym poczuciem winy chroniły mnie słowa
        psycholożki, która rozmawiała z nami 2 dni po jego decyzji - kiedy wyszedł,
        powiedziała, żebym absolutnie nie dała sobie tego wmówić, bo w tym przypadku
        jest to dość ewidentna sprawa
        jednak ani mój mąż chory psychicznie nie jest (niestety), ani ja się taka
        cudowna znowu nie czuję
        musi być coś na czym Wam zależy w kobiecie najbardziej
        musi, prawda?
        • poczta301 Re: czuję się winna 05.03.05, 14:16
          winna?

          chyba ta wina leży sobie jednak po środku (drogi kotku) nie sprecyzowanej
          definicji dlaczego coś pęka ulatnia sie i nie chce być już
          razem .....skomplikowani są ludzie i stąd te wszystkie zagadki świata (ja też
          dzisiaj usłuszałam od mojego jeszcze nie byłego co on to przy dziecku nie robił
          i czego jej nie nauczył -do cholery przecież to ojciec obowiązki dzielimy na
          pół a może się mylę) dziwny jest ten świat
          • india8 Re: czuję się winna 05.03.05, 14:45
            ja przepraszam Cię poczto drogasmile, ale teoria "winy pośrodku" nijak mi nie
            odpowiada i nigdy nie odpowiadała

            abstrahuję teraz od mojej sytuacji

            już wiele razy widziałam urabiającą się po łokcie dla dobra związku jedną
            połowę (niekoniecznie oną), wiele postów na tym forum też świadczy przeciw tej
            teorii (chyba że o winie mówimy tu w kategoriach - trzeba było się z nim/nią
            nie wiązać)

            ale decydują sie na związek oboje, prawda, więc - ja to tak rozumiem - oboje
            ponoszą za niego odpowiedzialność, więc oboje powinni się starać
            czasem jedna strona odpuszcza bez walki

            i w jakim środku wtedy szuka się winy?

            a wracając do mnie: mój mąż przy młodszym dziecku nie robił prawie nic,
            ostatnio - kiedy chciałam wyjechać na 2 godziny, powiedział, żebym wzięła jedno
            dziecko, bo on sobie z dwójką nie poradzi (są normalne i bez żadnych ADHD)

            wniosek z powyższego do postawionego przeze mnie pytania - kobieta NIE MA być
            zaradna

            poczytałam sobie trochę postów na innych grupach i ciarki mnie przechodzą -
            wynika z nich, że to nie kobiety - jak zawsze słyszałam - ale faceci kochają
            uszami!!!

            to nic, że lata, że wspólne życie, że dowiedziona życiem miłość - kiedy jakiś
            miś, piesek lub inny króliczek usłyszy z innych usteczek urocze słodziutkie:
            kocham cię troszku, a jeszcze go przy tym jakieś nowe rzęski musną po policzku,
            to żegnaj kotku

            a ty się teraz zastanawiaj, babo, które to miało być uszko - prawe czy lewe,
            może masz z dykcją problemy albo kiepsko u ciebie z intonacją, a może
            zamruczałaś w złym momencie

            co zrobiłaś źle, bo że zrobiłaś to pewne

            bo jak nie ty, to kto????????
    • akacjax wina? 05.03.05, 15:40
      Z jednej strony wiesz, że to nie Ty spowodowałaś(czyli nie zawiniłaś)rozpadu
      związku. A z drugiej strony ta widza, to dla Ciebie mało, chcesz to jasno,
      prawnie, publicznie..udowodnić i koniecznie ogłosić światu swoja niewinność.
      Powiedz tylko, czy warto. Czy satysfakcja udowadniania rzeczy oczywistych jest
      aż taka wielka, czy warto szarpać się, by mąż to usłyszał oficjalnie? Przecież
      on tego nie zrozumie, być może potem powie, że już nic nie robił, przystał na
      to, bo nie chciał przedłużać....odwróci kota do góry ogonem i znowu będziesz
      czuć, że mu nie udowodnilaś.
      Zostaw to myślenie o winie, ( zawinienie mam na myśli, o winie jako napitku
      możesz myśleć do wolismile, zajmij sie sobą, dbaj o siebie. Wiem, łatwo powidzieć,
      trudniej zrobić.

      Czas poprawi Twoje samopoczucie, odkochasz się ostatecznie, przestaniesz
      rywalizować z konkurencją. Dasz radę, jesteś przecież kobietą, a my zawsze
      sobie radzimy!
      • poczta301 Re: wina? 05.03.05, 15:54
        to prawda z tą winą .Są niestety nie wytłumaCZALNE na tym świecie stwierdzenia
        i ciężko jest uzasadnić dlaczego tak się dzieje ,było fajnie a już nie
        jest,albo nie chce być.Mój mąż stwierdził że znudziłam mu się ,więc ta wina
        cholerna wina może była moja że wydawało mi się że jest wszystko ok jak dla
        mnie ale dla niego egoisty ,który martwi się tylko o swoje szczęcie było tak
        tragicznie ,że nie darady dalej ze mną żyć .jak mam znaleść tą cholerną
        winę ,gdzie ona sobie poszła .w las?
      • india8 Re: wina? 05.03.05, 16:15
        > Czas poprawi Twoje samopoczucie, odkochasz się ostatecznie, przestaniesz
        > rywalizować z konkurencją. Dasz radę, jesteś przecież kobietą, a my zawsze
        > sobie radzimy!

        tak napisałaś i w zasadzie pewnie racja

        ale

        powiedz - jaką ja teraz moge być dla niej konkurencją - tam czułe szepty,
        kwiatki i skowronki, a tu ból, poniżenie i zawiedzione uczucie

        nie potrafię tego ciągle ukrywać, tak dobrą aktorką nie jestem

        i druga sprawa - już chyba o tym pisałam: ja nie chcę już sobie radzić!
        chcę, żeby w końcu ktoś pomyślał o mnie, a nie wciąż na odwrót

        mogę sobie chcieć

        no nic - nie ma co marudzić - idę do kina, może tam mnie oświecismile))
        • akacjax oświecenie? 06.03.05, 02:13
          To nie Ty dla niej jesteś konkurencja, ale ona dla Ciebie (przynajmniej z
          Twojej strony i póki co).
          A jeżeli w tej chwili tak bardzo potrzebujesz ramienia i niekoniecznie ma to
          być ramię Twojego m. to idź nie do kina, ale tam gdzie można ludzi widzieć, z
          ludźmi rozmawiać...
    • gosiaas25 Re: czuję się winna 05.03.05, 16:38
      nie wiem jaka powinna byc kobieta,nie sądze też, aby istniała taka idealna
      nieporzucalna kobieta, zapewen istnieje kobieta idealna, i nie do porzucenia w
      tym momencie, na pewnym etapie życia, w konkretnym okresie wink
      ale wiem, że nie powinnaś szczególnie teraz, szukać winy w sobie, do tego
      jeszcze powodowana wyrzutami męża
      na wnioski i ewentualne rozważania będziesz miała mnóstwo czasu, na razie dbaj
      o siebie, przyjmij taką wersję z jaką Tobie jest wygodnie, trzymaj sie jej
      jesli to ma Ci pomoc poczuc sie pewenie i dobrze
      pomyslisz o tym potem, kiedy bedziesz juz mogla ocenic sytuacje nieco
      chlodniejszym okiem i staniesz pewnie na nogach,
      ja uslyszałam na koniec, ze jestem dla niego za dobra, i powinnam znalezc
      kogos, kto bedzie umial w pelni mnie docenic smile))
    • tricolour A może manipulowana? 05.03.05, 17:56
      Może najzwyczajniej mąż manipuluje Twoim poczuciem winy? Nawmawiał Ci winę, a
      sam jak zaznaczył swoją obecność?
      Jest wielkia różnica między mówieniem do drugiej, a mówieniem o drugiej osobie.
      Jeżeli mąż stwierdził Twoją winę, a o sobie milczał, to zachował sie jak
      pamiętna Edyta, czy niedawna Janiea, których nie lubimy i psy wieszamy na nich.
      Nie lubimy za gadanie o innych, a nie o sobie...

      A kobieta powinna być jak mężczyzna - prawdziwa, nie udawać kogoś innego. To z
      pozoru banał, ale najczęściej nie jesteśmy sobą. Dopiero po latach wspólnego
      życia okazuje się, że ten nasz partner, to jakis inny niż kiedyś i nie do
      przyjęcia. Bo w końcu poznaliśmy prawdziwe oblicze, które jest inne niż
      nasze "wymagania".

      Tak mi się wydaje...
      • jarkoni Re: A może manipulowana? 05.03.05, 18:52
        Podobno kocha się nie "za coś" ale "pomimo czegoś"..A już wiem na pewno, że
        ludzie będąc już małżeństwem docierają się jakoś..poznają bardziej niż przed
        ślubem... i zalety, które były już wcześniej wyeksponowane, i wady, które
        czasami były skrzętnie ukrywane..A kiedy po paru czy parunastu latach myślimy,
        że już znamy się na wylot, to wtedy nagle ups...Ją czy jego aż tak nie
        znaliśmy, a nie było rozmów ( a wiem jakie to ważne), było status quo i
        myśleliśmy, że już tak będzie zawsze, spokój i stateczność..A jednak może coś
        latami narastać i rzeczy niedopowiedziane, niewyjaśnione, nieprzebaczone, i z
        jednej i z drugiej strony, mogą doprowadzić do wybuchu..To może truizm, ale
        wracam do swojej teorii : ROZMAWIAĆ, zawsze jest na to czas..
        PS przyganiał kocioł...Ja nie rozmawiałem i mam za swoje..Dlatego wiem jakie to
        ważne
      • india8 Re: A może manipulowana? 05.03.05, 20:16
        on powiedział, że dopiero teraz mnie poznaje
        zapytałam, czy zrobiłam lub powiedziałam choć jedną rzecz, do której, zważywszy
        na sytuację, nie byłabym uprawniona
        na to już nie było argumentu



        fakt, że powiedziałam co myślę o kobiecie, dla której nas zostawił
        ale przecież ta ... pani rozbiła mi rodzinę
        sam powiedział, że nie chodzi o to, żeby nie być z nami, tylko o to, żeby być z
        nią
        mam chyba prawo do tego, żeby jej - powiedzmy - nie poważać

        masz rację - to jakaś perwersyjna wręcz manipulacja
        do tego dochodzi jeszcze kwestia dzieciaków, które - według niego - nie
        ucierpią, bo tatuś będzie przyjeżdżał do nich od czasu do czasu i w ogóle mam
        tego nie demonizować

        a ponieważ ustaliliśmy, że dla dzieci będziemy starali się ułożyć jakoś
        neutralnie nasze stosunki, jemu wydaje się chyba, że to, że w ogóle z nim
        rozmawiam, piję kawę czy robię cokolwiek innego, co się robi w towarzystwie
        obojętnych znajomych, że to jest norma

        a każda moja uwaga na temat sytuacji bezczelnie burzy tę normę i robię nią
        krzywdę dzieciom (nie zgłaszam do niego pretensji w ich towarzystwie)

        k..., chłop mi się w jakiegoś robokopa zamienił

        a ja - jeśli się nie wyładuję - zamienię się w zgorzkniałego babsztyla, co to
        tylko ma pretensje

        no to na kim mam się wyładować jak nie na nim i tej jego ... ?

        bo rola zgorzkniałego babsztyla ani trochę mi nie odpowiada

        przecież nie może oczekiwać, że przejdę nad wszystkim do porządku dziennego,
        prawda?

Pełna wersja