Dodaj do ulubionych

Witam :) ja drugiej strony

23.03.05, 22:38
Do tych, którzy związali się po raz drugi smile

Mam chłopa po rozwodzie. Zastanawiam sie jak było u Was, czy mieliście
problemy hmmmm... z rodziną? To znaczy: czy rodzina partnera/ki miała opory
przed związkiem z rozwiedziona osobą? Jak sobie poradziliście?
Obserwuj wątek
    • tricolour Re: Witam :) ja drugiej strony 24.03.05, 10:16
      To tak trochę dziwnie wygląda, kiedy nagle pytasz o prywatne sprawy:
      "Zastanawiam się jak byo u Was?". Warto może zacząć od siebie, przedstawić
      się... itp.

      Bo jeżeli nie masz żadnych problemów, to żyj dalej szczęśliwie...

      Pozdrawiam.
      • bezecnymen Re: Witam :) ja drugiej strony 24.03.05, 10:35
        i trochę dziwnie wygląda, że sprawa związku z rozwodnikiem ma coś wspólnego z
        twoim wymiarem pionowym... czego sie obawiali? że będziesz mu pluć na czubek
        głowy?
      • bellima Re: Witam :) ja drugiej strony 24.03.05, 10:39
        Tri.. przeczytalam troche twoich wypowiedzi i najczestsze co robisz to
        krytykowanie innych, wtytykanie ich niewatpliwych błędów wobec
        ciebie,siebie,otoczenia,moralnosci i calej ludzkosci... czepianie sie,
        napadanie za chodzby najmniejsza "niepoprawnosc" pogladow, traktowanie innych
        jako chyba zlych z natury, epitetowanie, pouczanie, pouczanie, pouczanie i
        upierdliwosc, brak elementarnej checi zobaczenia czlowieka w drugim czlowieku...

        gdybym byla bardzo zlosliwa to powiedzialabym, ze jakos sie twojej zonie nie
        dziwie.
        poki co moze sie zastanow nad tym w czasie swiat. to taka dobra pora.
        • india8 Re: Witam :) ja drugiej strony 24.03.05, 10:44
          czytałam wiele wypowiedzi tri i jakoś mam inne wrażenie
          ale może to kwestia tego, co chce się zobaczyć...

          a pewne uwagi poniżej pasa naprawdę można zachować dla siebie
          • gosza26 Re: Witam :) ja drugiej strony 24.03.05, 11:15
            rachela wszystko zalezy od tego w jakiej rodzinie zostałś wychowana i jakie
            masz stosunki z bliskimi
        • latoja Re: Witam :) ja drugiej strony 24.03.05, 11:43
          > gdybym byla bardzo zlosliwa to powiedzialabym, ze jakos sie twojej zonie nie
          > dziwie.

          ... ależ Ty właśnie jesteś złośliwa ... i to bardzo
        • tricolour Zrozumiałbym... 24.03.05, 18:14
          ... gdyby taki tekst do mnie napisały osoby, które poddałem krytyce. Wobec
          których byłem upierdliwy, wytykałem niepoprawność itp.
          O ile sobie przypominam, to jeszcze nie miałem przyjemności odpowiadać na Twoje
          wypowiedzi więc dlaczego piszesz do mnie w nie swojej sprawie? Najęłaś sie na
          adwokata tych, co do mnie nie piszą? Uważasz, że powinnaś załatwiać sprawy
          innych?
          Jeżli chodzi o moją żonę i mój dawny związek, to bardzi Cie proszę, byś
          zostawiła to w spokoju. I nie pisz, że "gdybyś była bardzo złosliwa", bo
          właśnie taka jesteś... skoro wtrącasz sie w moje życie. Wynocha!
          • jarkoni Re: Zrozumiałbym... 24.03.05, 19:17
            Tri..Znamy się trochę już i mam nadzieję, ze wzajemnie też trochę cenimy..Ja
            chętnie Racheli odpowiem jak to zaczęło być u mnie...Rzeczywiście zadała
            pytanie jak detektyw, nie mówiąc nic o sobie, na zasadzie a teraz sobie
            posłucham co macie do powiedzenia...Z kolei bellima Cię skrytykowała, india
            broni..Chciałbym usłyszeć co rachela dalej powie, jeśli się jeszcze
            odezwie...Bo ja miałem osobiście problemy niejakie z rodziną kobiety, z którą
            chciałem i ciągle chcę być...Ale jeśli mogę coś osobistego to hmmm Tri mimo
            całego szacunku do Ciebie(nie obraź się), mimo wielu mądrych postów, to
            wczoraj "tuman", dziś "wynocha"...Ja się zawsze kłócę szeptem i bez żadnych
            wyzwisk, jeśli widzę nadpobudliwość interlokutora to odwracam się i wychodzę z
            komentarzem: "wrócimy do rozmowy kiedy się uspokoisz"..Nie jestem Wujek Dobra
            Rada, sam oczekuję porad róznorakich, ale napisałbym chociaż "nie zyczę sobie
            wtrącania się w moje prywatne sprawy, a w szczególności w sprawy mojej
            rodziny", zamiast tego "wynocha"...
            Nie, nie czepiam się..Ale zaczynam widzieć powoli eskalację kalumni, inwektyw,
            błota... A zrobiło nam się miłe, przyjacielskie i wspierające się forum...
            I niezależnie od tego kto miał merytorycznie rację, to proszę: nie obrażajmy
            się wzajemnie....A jesli już to lepiej prywatnie mailami, albo gg, albo
            spotkanie w samo południe na pustej ulicy i każdy po dwa rewolwery w
            kaburach..I Ennio Morricone w tle.. Pozdrawiam bardzo przedświątecznie, choć
            osobiście nie czuję tych Świąt jakoś..................................
            • tricolour Traktuję Twoje... 24.03.05, 19:44
              ... słowa serio.
              Oczekuję równie stanowczego tonu wobec innych, którzy podobnie się zachowują.
              Szczególnie kiedy dowalają "od zachrystii" za pomocą aluzji, czy plotek. Bo ja
              osobiście wole epitet przed którym mogę sie bronić niż atak na moją żonę, który
              jest podły.
              Tego jednak jakoś nie zauwazyłeś... szkoda.

              Poza tym to już kolejna twoja reprymenda pod moim adresem i czuję się
              szczególnie wyróżniony. W negatywnym znaczeniu. Może wyróżniam się sam, a Ty
              tylko to dostrzegasz i nazywasz rzeczy po imieniu - tak może być.
              W każdym razie Ci, którzy napadają mniej otwarcie, w rękawiczkach, są wścibscy,
              złośliwi... są traktowani łagodniej.
              Przykro mi.


              • bellima Re: Traktuję Twoje... 25.03.05, 08:32
                atak na twoja zone????

                twoja zone to ja podziwiam! mysle ze na to zasluzyla. czy tez jej
                serwowales "wynocha!" jak wpadles w furie-histerie?
                • tricolour Może lepiej... 25.03.05, 09:15
                  ... zastanów się, czy masz zo co podziwiać siebie....
                • tricolour Powiem "wynocha"... 25.03.05, 09:32
                  ... każdemu, kto przekroczy moje granice. Nie życzę sobie komentowania mojego
                  byłego związku, bo żadne z Was nie wie, co się działo i stało.
                  Jeżeli masz ochotę poruszać się w sferze wyobrażeń, to nie rób tego ani moim
                  kosztem, ani mojej rodziny.
        • tricolour Zrozumiałbym 2. Bellimo! 24.03.05, 18:49
          Zastanowię się, czy rzeczywiście nie masz racji, że najczęściej poddaję
          krytyce. Skoro reagujesz na moje słowa tak żywiołowo, to coś w tym musi być...

          Inna sprawa, że umiejętność przyjmowania krytyki, to duża rzecz.

          Wesołych Świąt.
          • jarkoni Re: Zrozumiałbym 2. Bellimo! 24.03.05, 21:11
            Tri, zauważ, ze właśnie nie reaguję żywiołowo, zupełnie spokojnie...Jesli atak
            nawet w białych rękawiczkach i aluzjami, to według mnie epitety nie są
            najlepszą obroną..Możemy popolemizować, ale ja zazwyczaj jeśli czuję atak z
            czyjejś strony i to taki niezbyt fair (vide bellissima), to staram się nie
            odpowiadać jeszcze bardziej agresywnym..Piszę "staram się", bo raz nie
            wytrzymałem tu na forum, daaaawno temu smile)
          • bellima Re: Zrozumiałbym 2. Bellimo! 25.03.05, 08:43
            rozumiem, ze Jarkoni ci "kazal", wiec jestes milszy by nie byc wykluczonym z
            towarzystwa.
            mnie jako "obca" ktora smie ci zwracac uwage pogardzasz co-do-zasady, twojej
            zasady szanowania ludzi.

            no to wesolych swiat.
            • tricolour Popatrz... 25.03.05, 09:14
              ... na godziny wysłania postów... a może zobaczysz, czy ktoś coś mi kazał...
              Żałosne...
              • bellima Re: Popatrz... 25.03.05, 09:22
                pozostawiam cie w swietnym samopoczuciu. na cale swieta oczywiscie.
                • tricolour Dziękuję 25.03.05, 09:59
                  za życzenia. Przyłączam się do nich...
            • jarkoni Re: Zrozumiałbym 2. Bellimo! 25.03.05, 18:03
              Bellima nie było mnie tu od rana, ale atakujesz całkiem nie fair...Przyjmij do
              wiadomosci, ze jeśli ludzie się cenią i dobrze im się gada to nikt nikomu
              niczego nie musi kazać..Trochę przegięłaś..Tu są na tyle mili i mądrzy ludzie,
              że nie ma mowy o wykluczaniu...I nie jesteś "obca", słowo pogarda jest lekko
              be smile) Bądź z nami i mów co u Ciebie i będzie miło, obiecuję Ci...
              A swoją drogą hmmmm na jakich Ty forach bywałaś z takimi doświadczeniami o
              restrykcjach założyciela czy obcości, czy też pogardzie innych...Będzie
              dobrze...
              Pozdrawiam i Miłych Spokojnych Świąt
    • julka1800 Re: Witam :) ja drugiej strony 24.03.05, 11:47
      Wiesz co Rachelo, rodzina to uwazam aspekt drugorzedny.
      Dużo wazniejsza jest, wydaje mi się, Twoja świadomość tego faktu i mogących sie
      z tym wiązać następstw /nic nie piszesz o tym czy twoj "chlop" ma
      dziecko/dzieci itp/

    • kasiar74 Re: Witam :) ja drugiej strony 24.03.05, 14:21
      czytałam ostatnio artykuł, że męczyźni po przejściach często są lepszymi mężami
      w następnych związkach, dają z sibei więcej, a następne partnerki mogą być
      szczęśliwe o jeżeli nawiążą dobry kontakt z dziećmi z poprzedniego małżeństwa i
      zabiją w sobie zazdrość o przeszłość z byłą żoną (namiętne noce, wspólny poród
      itd)
    • kruszynka301 Re: Witam :) ja drugiej strony 24.03.05, 19:02
      " To znaczy: czy rodzina partnera/ki miała opory
      > przed związkiem z rozwiedziona osobą? Jak sobie poradziliście?"

      poradziłam sobie normalnie - po prostu pojechaliśmy wszyscy łącznie z córą do mamy męża, po 5 minutach rozmowy było wszystko w porzadku - to nie zależy od statusu rozwodnika, ale od konkretnej osoby! Teść podszedł do mnie moim zdaniem trochę chłodno, ale podobno i tak rewelacyjnie w porównaniu do wcześniejszych dziewczyn mężawink.
      Natomiast np moim rodzicóm nie podoba się chłopak siostry, ale fakt, że jest on rozwodnikiem, to po prostu jeszcze jeden argument przeciwko niemu (myślę jednak, że z biegiem czasu wszystko się ułoży i rodzice przekonają się do niego).
      Ważną sprawą moim zdaniem jest, czy był już rozwodnikiem, kiedy się spotkaliście, czy nie - bo w takim przypadku reakcje mogą być różne (moja nekst jest źle odbierana przez rodzinę i znajomych, ale związała się z żonatym facetem, którego żona była w ciąży).
      • monica.monica Re: Witam :) ja drugiej strony 25.03.05, 19:38
        ja chcialam sie dowiedziec jak sobie radzic, a wlasciwie co zrobic, jak
        postepowac zeby bylo dobrze
        jestem z mezczyzna ktory sie rozwodzi, ale poznalam go jak jeszcze byl zonaty
        (nie wiedzialam od poczatku), podobno byla to wpadka, a razem zyli dla corki,
        ktora i tak prawie oddzielnie wychowywali. o mnie nie wiedza, jedynie moze jego
        matka, choc i tego pewna nie jestem, wiem ze jest miedzy nami cos wyjatkowego i
        oboje chcielibysmy byc razem, ale jak zyc ze swiadomosci ze to dziecko tak
        cierpi, a zona nieswiadoma, rozumiem ze tak postepuje bo to tylko by
        skomplikowalo sprawe i lepiej nie ranic bardziej, ale co to znaczy dla nas? czy
        mam mu wierzyc ze bedziemy razem? mam jakis dziwne wrazenie ze on panicznie boi
        sie ze jego corka sie dowie i ze ja straci... nie jestem zla osoba, ani
        bezwzgledna, bardzo sie tym wszystkim przejmuje, mam czasem koszmary. ale wiem
        ze chce z nim byc, i wiem ze razem moglibysmy byc szczesliwi, ale wiem tez jak
        trudno jest miec 'inne' dziecinstwo niz kolezanki, sama podobna sytuacje
        mialam... prosze czy moglibyscie podzielic sie ze mna swoimi uwagami,
        doswiadczeniami? nie szukam usprawiedliwienia ale troche pomocy, moja rodzina
        nie wie ze z nim jestem, a moi znajomi- niekotrzy mi mowia ze powinnam odejsc
        bo to facet jeszcze nie rozwiedziony i z dzieckiem, ale inni, ze jesli czuje
        sie szczesliwa u jego boku to nie powinnam uciekac... ja po prostu staram sie
        myslec o wszystkim i wszystkich, i nie chce nikogo skrzywdzic... ale wiem co
        uczyni mnie szczesliwa...
        • bezecnymen Re: Witam :) ja drugiej strony 25.03.05, 20:23
          cóż jakby nie liczyć 2/3 populacji ciebie oskarży o spowodowanie rozpadu
          związku..jesteś tą trzecia i nic tego nie zmieni, co robić??? nie mam
          pojęcia... nie wiem czy jest wobec Ciebie szczery, czy zamierza się z Toba
          związac uzyskawszy rozwód... nie wiem, czy naprawde tak kocha dziecko, czy to
          może tylko wymówka
          no i kwestia asadnicza..byc może ty będziesz przy nim szczęśliwa, ale czy on?
          ze świadomością, że zostawił córkę?
          ktos w tym czworokącie na pewno będzie nieszczęśliwy..kto? to juz sprawa
          przyszłości........
        • jarkoni Re: Witam :) ja drugiej strony 25.03.05, 20:29
          monica ciekawy jestem jakie będą porady i odpowiedzi...Ja akurat jestem w
          odwrotnej sytuacji i nie wiem co podpowiedzieć..Powiedz coś więcej, choćby czy
          oni mieszkają razem(on, żona i dziecko) czy tylko je wspólnie wychowują..Czy on
          też chciałby być z Tobą tak powaznie i czy o tym rozmawialiście..Poza tym z
          ciekawości ile Ty masz lat a ile on?Macie jakieś wspólne plany na przyszłość
          czy po prostu dobrze jest jak jest i żyjecie chwilą?
          • monica.monica Re: Witam :) ja drugiej strony 25.03.05, 21:45
            nie mieszkaja razem a nawet ona z dzieckiem mieszka w innym miescie, to
            naprawde jest tak, ze ja nie myslalam ze dojdzie do takiej decyzji, ja mieszkam
            dosc daleko od niego i to jak sie zaczelo nie moglo dawac jemu pewnosci ze ja
            zrobie wszystko abysmy byli razem (chodzi o odleglosc) to jest bardziej tak ze
            to on mowi o wspolnym zyciu razem, mieszkaniu itd., mysle ze zawsze tego
            pragnal, i teraz pragnie zrobic wszystko by to osiagnac, a co do wieku, to nie
            jest to facet majacy kryzys, bo dopiero niedawno stuknela mu 30-tka, a ja
            jestem kilka lat mlodsza, co do planow na przyszlosc to trudno to okreslic, my
            raczej o tym teraz nie rozmawiamy, ani moja sytuacja (chodzi o zawodowa, bo
            dopiero skonczylam studia) ani jego (rodzinna) nie pozwalaja na takie
            planowanie, mysle ze to jeszcze za wczesnie a w naszej sytuacji nawet niezbyt
            chyba wskazane...
            mnie meczy i to bardzo fakt ze jego zona o niczym nie wie, a on klamie corce, i
            chyba najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nie potrafie wyobrazic sobie co by
            bylo gdyby sie dowiedzialy, moze nie teraz ale z czasem... w koncu beda
            musialy... w jakis sposob chcialabym byc fair wobec nich, wiem ze moze byc
            trudniej, ale fair... on chyba nie chce powiedziec ze wzgledu na rozwod, i
            chyba aby nie bylo tak ze to dla innej, bo gleboko wierze ze to nie tak wlasnie
            bylo, i ze moje pojawienie sie w jego zyciu to tylko dowod na cos, a nie
            przyczyna czegos...
            naprawde, nie potrafie sobie z tym poradzic sad
            • akacjax Re: Witam :) ja drugiej strony 26.03.05, 19:25
              Monico! Już jest w trakcie rozwodu, tak? A co on do Ciebie mówi, gdy Ty
              wyznajesz mu, że Ci z tym ciężko?
              Bo jego słowa, gesty, czyny muszą być podstawą Twojego myślenia o Waszej
              wspólnej przyszłości. Jeżeli z jego strony pojawi się bariera, będzie
              nieciekawie. Ile lat ma jego dziecko i co on jemu kłamie?
              • monica.monica Re: Witam :) ja drugiej strony 26.03.05, 21:30
                staram sie nie mowic mu ze tak bardzo to przezywam, jak on to raz zobaczyl to
                bylo mu przykro ze sprowadza na mnie cierpienie... to ja mam bardziej chyba
                obawy co do naszej przyszlosci, ale w tym momencie to nie chodzi mi o
                przyszlosc, tylko o to co jest teraz...
                ta dziewczynka mysli ze jej rodzice rozstali sie tylko dlatego ze nie moga juz
                dluzej ze soba byc bo sie nie kochaja, i wiem ze tak jest, ale nie wie ze jest
                tez inna kobieta, to czasem mi sie nie miesci w glowie, najgorsze jest to, ze
                zastanawiam sie co bedzie jak ona sie dowie, i czy juz bedziemy musieli klamac
                zawsze co do tego od kiedy jestesmy razem...
                ja chce dobrze, naprawde
                • india8 Re: Witam :) ja drugiej strony 26.03.05, 21:53
                  moniko
                  nie wiem, co sądzić o Twojej sytuacji - kilka ważnych kwestii jest dość
                  niejasnych i nie mam za bardzo podstaw do wyciągania wniosków

                  jednak zastanawia mnie coś, co dotyczy zarówno Twojej jak i mojej sprawy:
                  dlaczego ci faceci (Twój mężczyzna, mój mąż itd.), skoro tak bardzo kochają
                  swoje kobiety (Twój - Ciebie, mój - nie mnie), skazują je na taką nieznośną
                  niekomfortową, niedobrą sytuację

                  ja rozumiem, że jeśli się kogoś kocha, to się o niego dba i chce się dla niego
                  dobrze - banalne, ale to rozumiem

                  rozumiem też, że człowiek może się zakochać, czy może pokochać kogoś
                  w "nieodpowiednim życiowo momencie"

                  ale

                  wtedy należałoby chyba posadzić zainteresowane strony na krzesełkach i
                  wyłuszczyć im o co chodzi, jak wygląda sytuacja i czego w przybliżeniu mogą
                  oczekiwać

                  natomiast mam wrażenie, że zarówno u Ciebie, jak i u mnie panowie nie stanęli
                  na wysokości zadania, wykazując się - delikatnie rzecz ujmując - egoizmem (Twój
                  także w stosunku do Ciebie)

                  ale ponieważ jesteście razem, być może masz na niego jakiś wpływ - musi
                  zrozumieć, że nie tylko powinien podjąć pewne decyzje, ale w dodatku ma
                  obowiązek Was o nich poinformować

                  i jeszcze jedno - nie wiem ile lat ma dziecko, ale nie okłamujcie Jej
                  i tak się dowie i będzie wtedy miała do Was (słuszne) pretensje

                  pomyślcie tylko nad sposobem wprowadzenia Jej w sytuację
                  • monica.monica Re: Witam :) ja drugiej strony 27.03.05, 13:37
                    india 8 niestety nie znam twojej sytuacji wiec nie moge sie do niej ustosunkowac
                    ale wiem co masz na mysli mowiac o klarownym przedstawieniu sytuacji...
                    jestem podobnego zdania i wiem ze tak ci mezczyzni ktorzy sa w podobnych
                    sytuacjach powinni zrobic, zeby pokazac szacunek do wszystkich zainteresowanych
                    stron...
                    jednak rozumiem tez ze zycie w nieswiadomosci jest latwiejsze, i choc tego
                    zupelnie nie pochwalam, bo prawda predzej czy pozniej wyjdzie na jaw, to jednak
                    rozumiem
                    ta dziewczynka jest teraz w pierwszej klasie podstawowki, trudno mi powiedziec
                    na ile sie domysla ze cos jest nie tak, a na ile po prsotu od dluzszego czasu
                    sie spodziewala rozlaki rodzicow...
                    wiem, ze nie kazdy jest w stanie przyjac prawde taka jaka jest, ale wiem tez ze
                    lepsza prawda niz jakiekolwiek klamstwo, bo nimowienie prawdy jest klamstwem

                    nie wiem jak bedzie, ale chcialabym byc fair wobec tej kobiety i tej
                    dziewczynki, i pewnie moja osoba wzbudzilaby gniew i zlosc, to jednak strony
                    wiedzialyby o sobie a to juz pierwszy krok...

                    czyz nie? czy takie jest twoje doswiadczenie?
                    wasze doswiadczenie?
                    nie wiem co myslec...
                    • india8 Re: Witam :) ja drugiej strony 27.03.05, 15:22
                      Moniko, jeśli faktycznie Twój facet związał się z Tobą już po podjęciu kroków
                      rozwodowych, Twoja sytuacja wobec jego żony jest dość czysta. Na pewno
                      poinformowanie jej o tym dla nikogo przyjemne nie będzie, ale i tak się w końcu
                      dowie, więc lepiej, żeby to była wiadomość z pierwszej ręki. To chyba ona
                      powinna zdecydować o tym jak i kiedy powiedzieć małej, która wcale nie jest
                      taka mała i swoje wie.

                      Jeśli jednak byłaś bezpośrednią czy pośrednią przyczyną rozpadu ich rodziny to
                      (i w tej sytuacji moja odpowiedź byłaby ostatnią, jaką do Ciebie kieruję)
                      uszanuj tę kobietę, porozmawiaj z nią, wytłumacz, że to dla Ciebie coś ważnego -
                      powinna wiedzieć, że jej rodzina nie rozpadła się przez przypadek, głupotę,
                      czy cokolwiek małego. Ja jestem w tej historii (opcja druga) żoną i bardzo
                      chciałam to usłyszeć. Chciałam, ale już mi wszystko jedno.

                      Pozdrawiam
                      • monica.monica Re: Witam :) ja drugiej strony 27.03.05, 15:56
                        no widzisz, to wszystko jakies tajemnicze i sama teraz juz nie wiem co myslec..
                        my sie poznalismy jak oni byli razem a decyzje podjeli podobno wspolnie, po tym
                        jak ja z nim znalame juz pare miesiecy, choc nie widywalismy sie czesto ze
                        wzgledu na odleglosc, z tego co wiem, to oni zyli jakby obok siebie ale zadne
                        nie mialo odwagi rozwiazac sytuacji, ja nie naciskalam w zaden sposob, a tak
                        naprawde sadzilam ze do tego nie dojdzie i nie okazywalam zaangazowania, bo
                        troche balam sie o siebie.
                        teraz sie rozstali a rozwod w toku.
                        ja nie wiem kim jest jego zona, jak wyglada, nie wiem o niej nic, wiec nie
                        moglabym w zaden sposob z nia porozmawiac
                        czuje sie dziwnie, bo mimo tego ze on chce planowac ze mna przyszlosc, to te
                        kwestie pozostawia nie roztrzygnieta, moze dlatego iz nie chce orzekania o
                        winie w czasie rozwodu, i wlasnie zeby jego zona nie myslalam ze gdyby mnie nie
                        poznal on nadal by chcial byc z nia...
                        ale w jakis sposob ja czuje sie troche wykorzystywana i naprawde nie fair,
                        zastanawiam sie czy jakbym odeszla od niego jak tylko sie dowiedzialam ze ma
                        rodzine, to on by sie rozwiodl, on twierdzi ze tak bo i tak o tym myslal, i
                        jego zona pewnie tez...
                        nie miesci sie w glowie czasem to wszystko
                        nie wiem co bedzie dalej
                        • india8 Re: Witam :) ja drugiej strony 27.03.05, 17:21
                          widzisz, miałam nie odpisywać

                          ale odpiszę raz jeszcze

                          z tego, co piszesz wynika, że cała Twoja wiedza o jego rodzinie, pochodzi od
                          niego, a więc tak na dobra sprawę to jest żadna wiedza

                          być może jest tak, jak mówi, ale może byc zupełnie inaczej, co oznacza, że
                          krzywdzicie kilka osób

                          nie raz i nie tylko na tym forum można było przeczytać lub usłyszeć, że faceci
                          rzucający rodziny dla innych kobiet często mówią im właśnie to: żyliśmy obok
                          siebie, związek dawno nie istniał, ona też tego chciała, ona prawie na pewno
                          tez kogoś ma ... samousprawiedliwianie się i tchórzostwo

                          być może naiwność czasami jest wygodna, ale z tego, co piszesz wynika, że już w
                          tej chwili czujesz się, powiedzmy, niekomfortowo

                          sytuację wyjaśnić może chyba tylko rozmowa, jesli nie z nim, to z nią


                          dziewczyno, znajdź sobie faceta, który Cię będzie szanował!!!

                          pozdrawiam mimo wszystko


                          i życzę słusznej decyzji
                        • poczta301 Re: Witam :) ja drugiej strony 28.03.05, 09:03
                          monica.monica napisała:

                          > no widzisz, to wszystko jakies tajemnicze i sama teraz juz nie wiem co
                          myslec..
                          > my sie poznalismy jak oni byli razem a decyzje podjeli podobno wspolnie, po
                          tym
                          >
                          > jak ja z nim znalame juz pare miesiecy, choc nie widywalismy sie czesto ze
                          > wzgledu na odleglosc, z tego co wiem, to oni zyli jakby obok siebie ale zadne
                          > nie mialo odwagi rozwiazac sytuacji, ja nie naciskalam w zaden sposob, a tak
                          > naprawde sadzilam ze do tego nie dojdzie i nie okazywalam zaangazowania, bo
                          > troche balam sie o siebie.
                          > teraz sie rozstali a rozwod w toku.
                          > ja nie wiem kim jest jego zona, jak wyglada, nie wiem o niej nic, wiec nie
                          > moglabym w zaden sposob z nia porozmawiac
                          > czuje sie dziwnie, bo mimo tego ze on chce planowac ze mna przyszlosc, to te
                          > kwestie pozostawia nie roztrzygnieta, moze dlatego iz nie chce orzekania o
                          > winie w czasie rozwodu, i wlasnie zeby jego zona nie myslalam ze gdyby mnie
                          nie
                          >
                          > poznal on nadal by chcial byc z nia...
                          > ale w jakis sposob ja czuje sie troche wykorzystywana i naprawde nie fair,
                          > zastanawiam sie czy jakbym odeszla od niego jak tylko sie dowiedzialam ze ma
                          > rodzine, to on by sie rozwiodl, on twierdzi ze tak bo i tak o tym myslal, i
                          > jego zona pewnie tez...
                          > nie miesci sie w glowie czasem to wszystko
                          > nie wiem co bedzie dalej

                          jak to nie powiedział Ci kim jest żona czym się zajmuje?w sumie nie wiesz jak
                          jest naprawdę czy cię nie oszukuje (pokazał ci pozew że się rozwodzi?) bo z
                          tego co piszesz to nic nie wiesz na 100procent ,tylko to co ci pięknie
                          naopowiada.A teraz mieszkacie razem czy dalej Was dzieli odległość?pozdrawiam
                          • monica.monica Re: Witam :) ja drugiej strony 30.03.05, 19:52
                            nie nie mieszkamy razem i nadal dzieli nas odleglosc
                            a co do rozwodu, to jeszcze sie nie rozwodza, troche go podpytalam, najpierw
                            nie chcieli zeby nie stesowac corki kiedy poszla do szkoly, a potem nie mial
                            czasu... strasznie sie zdenerwowalam, bo to jakby nie myslal o niczym, tylko o
                            tym jak wyjsc z sytuacji cierpiac najmniej, mysle tez o jego zonie i o corce,
                            ktore zyja w nieswiadomosci, a tez chyba o tym ze podobno zle u nich sie dzialo
                            przez bardzo dlugo, i teraz postanowili sie rozwiesc, choc ona podobna
                            zadzwonila raz z pytaniem czy moze by jeszcze raz (dla mnie to byl szok) i ona
                            nadal nie wie ze on kogos ma... zaczynam sie powaznie nad wszystkim
                            zastanawiac, bo jak mozna tak postepowac? panowie powiedzcie, zony
                            odpowiedzcie, wolalybyscie wiedziec? co z corka? mnie to sie az nie miesci w
                            glowie czasm, naprawde chce zeby wszystko bylo ok, mam szacunek do wszystkich,
                            ale co tak naprawde robic w takiej sytuacji? rozstac sie i udawac ze nic do
                            siebie nie czujemy, a to co sie miedzy nami dzieje od ponad roku to nic i teraz
                            tak mozemy o tym zapomniec?
                            ludzie, pomozcie, bo ja trace glowe...
                            • julka1800 Re: Witam :) ja drugiej strony 31.03.05, 09:58
                              Rachelo,
                              im dluzej czytam ten topik, tym bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze
                              jesteś... lekarstwem na jego bolączki
                              tylko lekarstwem

                              pomysl nad tym

                              być moze on nie ma zlych intencji, być moze jest tak jak mowi, ale szanując
                              Ciebie powinien sam zniknąć z Twojego zycia na jakiś czas, az uporządkuje swoje
                              sprawy rodzinne /w jedną czy w druga stronę/ i wtedy ... probowac ukladac
                              zycie na nowo


                              ps. czy ja jestem niepoprawną idealistką??
                        • tricolour Na faceta... 28.03.05, 11:12
                          ... jest tylko jeden sposób. Postawić pod ścianą i niech zeznaje. Trzeba
                          zwrócić uwagę nie tylko "co", ale i "jak" mówi. I wcale nie zaśmiewam sytuacji,
                          tylko piszę to z przekonaniem!
                          Faceci, to w większości tchórze, a udają wielkich bohaterów... warto więc
                          sprawdzić z kim ma się do czynienia. Dla własnego bezpieczeństwa.

                          Pozdrawiam.
                      • akacjax indio! 27.03.05, 17:23
                        Czy Ty chciałaś to usłyszeć od kobiety, czy raczej od męża?
                        Wydaje mi się, że ta trzecia to mimo wszystko drugi plan, a dla Ciebie
                        najważniejsze byłyby deklaracje męża.

                        A Monice współczuję, mimo wszystko partner trochę ja wykorzystuje. Być może
                        była impulsem do zakończenia rozpadającego się związku, ale jakoś nie słychać w
                        jej głosie pewności w tym związku.
                        • india8 Re: indio! 27.03.05, 18:36
                          Akacjo, chciałam z nią pogadać - zaraz na samym początku. Widziałam, że mój mąż
                          zachowuje się niepoczytalnie - rozmowa z nim w ogóle nie była możliwa
                          (argumentacja na poziomie: powiemy dzieciom, że tatuś zginął...itd. - sama
                          widzisz, że nie było partnera do rozmowy). Wydawało mi się, że ktoś tam musi
                          myśleć. A chciałam - to już później - mieć jakąś pewność (chciaż to też w
                          zasadzie żadna pewnośćsad), że to coś poważnego.

                          Piszę dość ogólnie i bez konkretów, ale wtedy to naprawdę było zasadne.
                          Szczerze mówiąc czekałam na telefon od tej kobiety. Myślałam nad tym tysiąc
                          razy i wiem, że na jej miejscu chciałabym rozmawiać.
                          Nie zadzwoniła.

                          I dobrze.
                          Jeszcze bym pomyślała, że jakaś przyzwoita babka, a tak mogę sobie mysleć co
                          dusza zapragnie... wink
                          • akacjax Re: indio! 28.03.05, 12:47
                            Tak sobie myślę, że Twój mąż żyje w jakmiś dziwnym, własnym, nienormalnym
                            świecie. Bardzo przypomina mi to postawę mojego jeszcze-męża, tylko on ma
                            racje, a reszta świata to psychole. I nie ważne, że dzisiaj ktoś jest na tak,
                            za chwilę może zostać wykluczony.
                            Dzieci, też na drugim planie, tylko on się dla siebie liczy.
                            Taki jest. Teraz to po prostu się ujawniło, może dawniej było ok, ale było-
                            minęło. Gdyby to nie wyszło teraz na jaw, ukazało by się potem, a tak to masz
                            więcej czasu, dzieci mniejsze, Ty młodsza.

                            A kobieta-może nie ostatnia w jego życiu. Jeżeli on jest niespokojnym duchem,
                            to nie usiądzie na miejscu.
                            Nie mam 100% dowodów na zdradę mojego jeszcze-męża, tylko poszlaki. Ale to
                            romans z gatunku nie-do- ujawnienia. Kobieta bardzo związana rodzinnie,
                            gospodarczo, nie byłoby jej prosto zrezygnować. Znam ją , to niespokojny duch,
                            znudzony spokojnym, jednostajnym życiem, przytłoczona problemami finansowymi.
                            Szukała rozrywki, kogoś z gestem. Omotała mojego...Tylko on hojny nie jest i
                            trochę się pomieszało im, poza tym za dużo osób to widziało(praca-ale mnie
                            nikt, nic nie powie), chciała bronić się atakiem-zadzwoniła do mnie z
                            pretensjami: "czy wiesz, co twój mąż wygaduje, że mnie może mieć...itd.."
                            Ponieważ przyjęłam, że maja romans, a tylko się broni, to zdobyłam się na
                            wysiłek(choć potem o mało mi nerwy nie wyskoczyły z ciała) i mówię: "Żle to
                            sobie rozegrałaś...ale jak chcesz jego, to sobie go weź"
                            Była zła na niego, że nie spełnia jej oczekiwań i myślała, że ukarze go moimi
                            rękami, tu się zawiodła. ( A przez pewien czas ni stąd ni z owąd u mnie się
                            poprawiło-nie widywali się)
                            Deklaracje tej trzeciej nie są ważne, czy łatwiej "oddało by się" męża, gdyby
                            ona mówiła jakie to ważne. A jego zdanie się nie liczy?
                            Jeżeli facet wysnuwa takie głupie argumenty, to albo zwariował, albo w ogóle
                            nie zauważył, że się ożenił, ma dzieci, kolejny Piotruś Pan.
                            A my musimy być ponad to.
                            • marta.sama Re: indio! 28.03.05, 13:42
                              Boosze, jakbym to ja pisala... tylko, ze zanim dowiedzialam sie o romansie, to
                              ona nawiazala ze mna kontakt, zwierzala sie, jak jej sie nie uklada w
                              malzenstwie i ze moj maz to taki wspanialy przyjaciel. A ode mnie wiedziala, ze
                              miedzy nami jest dobrze, widywala nas razem i nie miala argumentow "zyjemy obok
                              siebie, uczucie sie wypalilo". Chciala go sobie wziac jak rzecz, wiec go sobie
                              wziela i zostawila swoje dziecko. Tez sie na chwile rozstali - wtedy spotkala
                              sie ze mna i przepraszala, mowila, ze to nie mialo zadnego sensu i zaluje itd.,
                              a potem jednak wziela sie do roboty... A on moze rzeczywiscie jest "rzecza" bez
                              wlasnych pogladow, bezwolna.
                        • jarkoni Re: indio! 27.03.05, 18:37
                          czy to znaczy, że poznana przeze mnie kobieta też była impulsem do zakończenia
                          związku? Być może tak...To dlaczego sobie poszła?? Życie ma nie tylko 2 strony
                          medalu, nawet nie miałem pojęcia ile medal może mieć stron...
                          • india8 Re: indio! 27.03.05, 19:28
                            Jarkoni - nie wiem jak to u Ciebie było

                            a jak jest u mnie też mogę się tylko domyślać

                            a jeśli frapuje Cię kwestia medalu i życia, to przychodza mi do głowy tylko
                            trzy pomysły:

                            można mieć życie na medal
                            można położyć medal na życie (o ile się uprawia poletko i zdobędzie medal)
                            można położyć medal na życi (ale, imaginuj sobie, nie wiem po co)

                            chociaż ... ludzie bywają perwersyjni...

                            ;DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

                            Jarkoni Nasz, nie zamartwiaj się dzisiaj - święta są, rzeżucha padła, czegóż
                            chcieć więcej...?
                            • jarkoni Re: indio! 27.03.05, 22:19
                              moze rzyci? Nie wiem o jakiej rzyci mówisz heh...A ta trzecia opcja czyli medal
                              na hmm życi jest ok....Tylko co to jest ta żyć....smile))
                              • india8 Re: indio! 27.03.05, 23:30
                                uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuppppppppppppsssssssssssssssssssssssssss

                                ale kompromitacja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                no dobra Jarkoni, jesteś punkt do przodu big_grin

                                Sprostowanie: Niniejszym oświadczam, że Sz.P. Jarkoni ma rację. Przyznaję, że
                                zrobiłam haniebnego ortografa, a imć Jarkoni go znalazł, bo lepiej ode mnie zna
                                się na rzyci(!!!).

                                India8
                          • anja_pl Re: jarkoni! 27.03.05, 20:43
                            mój mąż odpowiedział swojej Mamie, na Jej pytanie, że nigdy by od nas nie
                            odszedł, gdyby nie poznał ....

                            ... patrz we wczesniejszej odpowiedzi wink
                    • anja_pl Re: Witam :) ja drugiej strony 27.03.05, 20:36
                      Mój syn teraz pójdzie do 1 klasy i pół roku po odejściu taty do tej ... baby,
                      nie chce z nim rozmawiac przes telefon, a jutrzejszego dnia nie zamierza
                      spędzić z ojcem, chociaż on specjanie od swojej ... przyjedzie. Od początku
                      świąt nie zamienił z ojcem ani słowa. Córa jest starsza i rozmawiała, ale po
                      zakończeniu rozmowy, powiedziała, że już nie będzie odbierała telefonów. Muszę
                      chyba kupić urządzenie wyświetlające namiary tego kto dzwoni. Aha, Ona też nie
                      zamierza spędzić z nim jutrzejszego dnia. I mają żal do tej ..., że zabrała im
                      tatę, bo tata na telefon ich nie interesuje, taki o nich nic nie wie, staje sie
                      kimś obcym.
                      Mój mąż nie stara sie na razie o rozwód, może, żeby ... nie próbowała go w coś
                      poważniejszego wkręcić, nie wiem. Zawsze może powiedzieć zgodnie z prawdą, że
                      żona nie da mu rozwodu.
                      Wykropkowałam, bo święta i nie chcę nikogo urazić.wink

                      A ty droga dziewczyno, jesteś jeszcze młoda i masz całe życie przed sobą.
                      Okłamuje żonę, córkę, rodzinę , a jaką masz pewność, że Ciebie nie?

                      Szczęścia nie można zbudować na kłamstwie, wiem o tym.
                      Zostaniesz tylko z poczuciem wielkiej krzywdy. Szkoda.
                      I jego córecaki także sad
                      • akacjax Z perspektywy czasu 28.03.05, 12:21
                        W moim małżeństwie psuło sie od lat! Miałam podstawy do rozwodu, a usilnie
                        ratowałam małżeństwo. Obojętność ojca wobec dzieci narastała. Gdybym zakończyła
                        to kilka lat temu, synowie byliby dziś w innej sytuacji. A tak coraz więcej
                        widzieli, coraz więcej rozumieli....
                        A ja nie należę do osób, które nadają na druga stronę, które poniżają ojca w
                        oczach dzieci, on zrobił to sam. Tylko ja choćbym chciała wykorzystać katolicki
                        argument: "przecież to mimo wszystko twój ojciec" zostałabym potraktowana przez
                        dzieci jako masochistka. Wolałam od pewnego czasu zamilknąć na ten temat.

                        Młodsze dzieci przeżywają, ale łatwiej zapominają, ojciec ma szansę na
                        rehabilitacje w oczach dziecka. W starszym wieku to nie przechodzi tak łatwo.
                        Lepiej rozstać się póki dzieci małe.

                        Dlaczego pewnej grupie mężczyzn tak łatwo przychodzi rezygnacja z własnych
                        dzieci?
                        • tricolour Też kiedyś myślałem... 28.03.05, 12:43
                          ... że moje zachowanie to najzwyklejsza rezygnacja z dziecka.
                          Że za mało sie interesuję, za rzadko dzwonię, za rzadko odwiedzam, że nasze
                          relacje sa coraz luźniejsze...

                          Kiedys miałem takie wrażenie, ale teraz już nie! Moje relacje z córką dokładnie
                          odzwierciadlają naszą rzeczywistość. Nie jesteśmy już rodziną, nie mieszkamy
                          razem i nie mamy wspólnych spraw. Prawde mówiąc nic nie mamy ze sobą wspólnego,
                          to czego wymagać?

                          Dlatego uważam zdanie "Dlaczego pewnej grupie mężczyzn tak łatwo przychodzi
                          rezygnacja z własnych dzieci?" za błędne.
                          Bo to nie jest rezygnacja, tylko RZECZYWISTOŚĆ obcych ludzi. To nie rezygnacja,
                          to oddalenie, obojętność... to dalsze konsekwencje rozwodu.

                          I jest mi przykro, bo też tego doświadczam.
                          • india8 Re: Też kiedyś myślałem... 28.03.05, 12:46
                            ależ tri, przecież z dzieckiem rozwodu nie brałeś
                            • tricolour Z dzeckiem nie brałem... 28.03.05, 12:51
                              ... ale uważasz, że można relacje z dzieckiem pozostawić na poziomie poprawnym,
                              wręcz rodzinnym, a całą resztę odrzucić?
                              To pewnie możliwe, ale wymaga chęci ze strony rodziców i dziecka. W moim
                              przypadku tej chcęci brakuje.
                            • akacjax Re: Też kiedyś myślałem... 28.03.05, 13:05
                              To tylko Twój punkt widzenia Tri. Z Twojej perspektywy. Jeżeli nie możesz
                              dogadać się z córką to również z innych powodów.
                              Oddalenie to jedno (ale czy Ty się nią interesujesz niezależnie od tego, czy
                              ona tego chce? czy bywasz w szkole, czy masz kontakt z wychowawcą, czy wiesz o
                              jej zainteresowaniach, czy wspierasz ją, czy potrafisz zrobić niespodziankę,
                              dać coś, czy może doładujesz jej telefon, nie mówiąc, że to Ty...rzucam luźne
                              propozycje, ale nie poddaj się łatwo), wiek dorastania to drugie, Twoja postawa
                              to trzecie, nie przeczę, że jeżeli do tego eksa stawia Cię wobec dziecka w złym
                              świetle, to masz problem, ale pracuj nad tym.
                              Mój jeszcze-mąż twierdzi, że jak płaci alimenty to już jest z wszystkiego
                              zwolniony, jeszcze twierdzi, że to co złe to moja wina.( A mieszka z nami!!)
                              Synowie nie zwracają się do niego, bo wyleczył ich z tego, nigdy nie miał
                              czasu.
                              Dzieci muszą być pewne, że niezależnie od tego co się stało między rodzicami
                              nadal mają ojca i matkę.
                              • tricolour I przez... 28.03.05, 13:10
                                ... panią psycholog jestem przygotowany, że może tak sie stać, że nasze relacje
                                mogą ograniczyć się do świadomości kto ojciec, a kto córka.

                                To oczywiście skrajny przypadek, którego nie chcę. Inna sprawa, czego chcę, a
                                co bedzie...

                                Co do moich spraw, to już pisałem, że córka nie chce (na razie) bliższych
                                relacji... więc jestem cierpliwy.
                                • akacjax A może zmień psychologa? 28.03.05, 13:54
                                  Oni też się mylą , czasem przez swoje problemy pokazują ograniczone możliwości
                                  innym. Ona powinna to powiedzieć, ale nie przedstawić jako zasady. Czy Ty tak
                                  to odebrałeś? Powinna skupić się na pomocy w poprawieniu Waszych relacji.
                                  Coś podpowiedzieć. Poza tym rozwód, a i bez niego wiek dorastania jest trudny i
                                  dla dzieci i dla rodziców.
                                  • tricolour Re: A może zmień psychologa? 28.03.05, 18:51
                                    Z mojej wypowiedzi chyba nie wynika, że luźne relacje są zasadą...
                                    Ograniczenia, trudności w budowaniu prawidłowych stosunków z córką nie tkwią w
                                    psychologu, tylko w nas - we mnie i dziecku. Świadomość tego pozwala zrozumieć,
                                    co się dzieje, ale to jeszcze nie wystacza, by były zmiany.
                                    Nad nimi trzeba pracować i to dość długo, systematycznie i powoli, bo temat
                                    jest delikatny.

                                    Inna sprawa, że rozwód oddala ludzi, co nie sprzyja budowaniu więzi.
                              • bezecnymen Re: Też kiedyś myślałem... 28.03.05, 20:18
                                troche to mi się kojarzy z kwadratowym kołem...
                                były mąż mieszkając nadal z rodziną nie chce utrzymywać kontaktu z dziećmi, z
                                kolei mieszkający osobno nie ma mozliwości (a przynajmniej mocno ograniczone)
                                podtrzymania trwałych więzi... wynika z tego, że nawet jak mamy mozliwośc to
                                nie chcemy z niej skorzystać, a jesli jej nie mamy czujemy sie
                                usprawiedliwieni...
                                nie wiem dlaczego miałbym się czuc jak rodzynek...mając osobne mieszkanie i
                                jednocześnie dobry kontakt z synem...pomimo wysiłków exiii..a może własnie
                                dzięki nim????
                                • tricolour To masz fajnie... 28.03.05, 20:35
                                  ... a ja mam nadzieję, że i u mnie bedzie podobnie...
                                  • bezecnymen Re: To masz fajnie... 28.03.05, 20:40
                                    oby, czego ci szczerze życzę, chociaż...szanse raczej niewielkiesad
                                    widzę jednak swiatełko w tunelusmile może sie zdarzyć, że staniesz się..ni stąd ni
                                    zowąd potrzebny....więc póki istnieje cień szany nie rezygnujsmile
    • lisis monica,monica 30.03.05, 18:09
      "widzisz, to wszystko jakies tajemnicze i sama teraz juz nie wiem co myslec..
      my sie poznalismy jak oni byli razem a decyzje podjeli podobno wspolnie, po tym
      jak ja z nim znalame juz pare miesiecy, choc nie widywalismy sie czesto ze
      wzgledu na odleglosc, z tego co wiem, to oni zyli jakby obok siebie ale zadne
      nie mialo odwagi rozwiazac sytuacji, ja nie naciskalam w zaden sposob, a tak
      naprawde sadzilam ze do tego nie dojdzie i nie okazywalam zaangazowania, bo
      troche balam sie o siebie.
      teraz sie rozstali a rozwod w toku.
      ja nie wiem kim jest jego zona, jak wyglada, nie wiem o niej nic, wiec nie
      moglabym w zaden sposob z nia porozmawiac
      czuje sie dziwnie, bo mimo tego ze on chce planowac ze mna przyszlosc, to te
      kwestie pozostawia nie roztrzygnieta, moze dlatego iz nie chce orzekania o
      winie w czasie rozwodu, i wlasnie zeby jego zona nie myslalam ze gdyby mnie nie
      poznal on nadal by chcial byc z nia...
      ale w jakis sposob ja czuje sie troche wykorzystywana i naprawde nie fair,
      zastanawiam sie czy jakbym odeszla od niego jak tylko sie dowiedzialam ze ma
      rodzine, to on by sie rozwiodl, on twierdzi ze tak bo i tak o tym myslal, i
      jego zona pewnie tez...
      nie miesci sie w glowie czasem to wszystko"



      jakbym czytala swoja historie!! zostaw tego faceta! dobrze ci radze.
      niedojrzaly piotrus pan, tchorz, klamca klamca i jeszce raz klamca. wersja jego
      zony na 90% jest zupelnie inna.
      znasz tylko jego wersje "zycia obok siebie z zona" ... spiewka stara jak swiat!
      i zadnych szczegolow wiecej, prawda? nic nie mowil o zonie o dziecku o tym jak
      bylo w malzenstwie, ty czasem pytasz bo cie to dreczy a on zbywa cie
      polslowkami albo haslem "teraz nie chce o tym rozmawac"...
      jego "nieudane malzenstwo" to bardziej wytwor twojej wyobrazni zbudowany na
      niedopowiedzeniach niz fakt! bo jestes zakochana i go usprawiedliwiasz,
      tlumaczysz....

      ciebie juz oszukal!! nie mowiac ze ma zone!! nie zauwazylas?? myslisz, ze cie
      bardziej szanuje, ze mimo to -nadal z nim jestes i czekasz i milczysz i niczego
      nie wymagasz? wielka bujda! nie szanuje cie za grosz, potrzebna mu jestes by
      miec zaangazowana panienke i wsparcie podczas rozwodu (o ile naprawde sie
      rozwodzi)... potem moze z toboa bedzie a moze znajdzie lepsza nastepna.
      nawet jesli sie rozwiedzie to niekoniecznie dla ciebie... ty bedziesz zawsze ta
      najgorsza, napietnowoana. dla jego bylej zony, dla jego dziecka. i dla niego w
      jakims stopniu tez, bo kojarzyc sie bedziesz z rozwodowa trauma i przyczyna
      nienawisci ze strony jego zapewne ukochanej coreczki... bedzie cie to gryzc, a
      on bedzie sie chcial pozbyc problemu.
      oszukujecie razem jego rodzine. on cie wciaga w to oszustwo, mysle ze klamie
      tez tobie bo lepiej zebys nie znala wielu faktow, najzwyczajniej cie
      wykorzystuje! nie tak postepuje uczciwy czlowiek ktory ma powazne plany wobec
      ciebie. naprawde chcesz zmarnowac sobie kilka lat z krotkiego zycie dla
      kretacza??
      kochasz go i nie widzisz teraz wielu oczywistych spraw....
      nie pozwol mu dluzej na ten brak szacunku wobec ciebie do ktorego go juz
      przyzwyczailas... to sie zemsci...
      • monica.monica Re: monica,monica 30.03.05, 20:06
        ale to ty go zostawilas?
        dlaczego?
        jak poradzic sobie z uczuciami?
        przeciez jestem jakas czescia jego zycia i on jest czescia mojego i teraz mamy
        sie rozstac i udawac ze nic nas nie laczylo przez ponad rok?
        ja mysle ze moze tez trzeba pomyslec o dziecku ktore przezywa rozstanie swoich
        rodzicow (nie mieszkaja razem) a potem rozwod, i do tego jeszcze ja, chyba
        lepiej zeby to zostalo tajemnica, sama z reszta nie wiem i nawet nie potrafie
        sobie tego wyobrazic ze patrze jej w oczy i sie usmiecham bez bolu w sercu, ze
        jednak wszyscy ja oklamalismy
        rozwodu na razie brak, bo jak pisalam we wczesniejszej wiadomosci to chca
        oszczedzic na razie stres dziecku, a potem jakos nie bylo czasu (ma dosc
        specyficzny zawod) choc ja uwazam ze jednak to wymowka
        ja naprawde nie potrafie sobie poradzic w tej sytuacji, i mam juz od samego
        poczatku jak sie dowiedzialam koszmary... czasem mi sie sni ona i on razem i mi
        mowia ze sie nie rozejda, i jesli tak ma byc to ok, ale ja musze o tym
        wiedziec, bo trace panowanie nad soba i te okropne wyrzuty sumienia powoduja ze
        czuje sie niedobrze z tym
        ale naparwde bardzo go kocham i wiem ze on mnie tez, z roznych stron przeciez
        mozna rozpatrywac te historie, i wskazywac winnego - jego, mnie... nie chce byc
        kategoryczna, bo mu wierze, i wierze ze jest jak mowi, jesli strace to
        zaufanie, to nie bedziemy mogli byc razem...
        ja nie chce wywierac presji, jesli nie chca sie rozwiesc to ok, przeciez to
        malzenstwo, i maja razem dziecko, ale ja musze wiedziec
        wiec jesli mowi mi ze to juz tylko formalnosc to mam nie wierzyc?
        ale czy wtedy to nie tak ze o kazdym rozwodniku mozna by powiedziec to samo?
        metlik mam w glowie i rozne mysli
        a jaka byla trwoja historia?
        • poczta301 Re: monica,monica 30.03.05, 21:38
          a dlaczego nie mieszkacie razem skoro się tak kochacie?co go trzyma ,żona z
          którą nie chce być.Uważasz ,że lepiej okłamywać jego żonę ,córkę ,żeby żyła
          złudzeniami?Ja jestem ciekawa jak Wy się poznaliście?W jakich
          okolicznościach ,że dzieli Was taka odległość?
          • monica.monica Re: monica,monica 30.03.05, 22:25
            bo mieszkamy oddzielnie z powodow zawodowych, tym bardziej ze nie uwazam ze to
            juz czas na mieszkanie razem, nie chcialam z nim mieszkac teraz kiedy taka jest
            sytuacja, wydaje mi sie ze powinnismy najpierw poukladac sobie nasze zycia,
            widzisz, on mi to proponowal, ale dla mnie to by bylo jeszcze gorzej bo wtedy
            to ukrywanie sie byloby zbyt dla mnie bolesne, a tym bardziej nie fair wobec
            jego rodziny, i wiesz to ze sie kogos kocha nie znaczy ze od razu trzeba z ta
            osoba mieszkac, ja raz zrobilam ten blad i na szczescie sie to skonczylo... nie
            nie uwazam ze lepiej jest oklamywac jego zone i corke, bo jakbym tak myslala to
            nie mialabym tych watpliwosci a ze je mam stad moja obecnosc na tym forum, a
            poznalismy sie jak on byl przejazdem w moim miescie, i oboje znalezlismy sie w
            jednym miejscu, i wiesz, gdyby mial obroczke to pewnie bym z nim nie
            rozmawiala, a on jej nie nosi... ale wiem tez ze duzo odwagi potrzebowal by do
            mnie podejsc, widzialam to w jego zachowaniu, ja naprawde zastanawiam sie nad
            ta sytuacja, i chce jakos na wszystko spojrzec obiektywnie, to ze rozstal sie z
            zona, choc jeszcze bez rozwodu, i nie mieszka z nia i corka, choc chcial ja
            zatrzymac przy sobie, to nie znaczy ze ja zaraz mam wskakiwac do wspolnego
            mieszkania... naprawde mam swoj rozum, to skomplikowana sytuacja, i nie wiem
            jakie jest z niej wyjscie, i w ogole jakie te wyjscia moga byc...
            • anja_pl Re: monica,monica 31.03.05, 00:28
              a próbowałaś poznac żonę?
              czy usiłowałaś znaleźć Ją po jego krętactwach?

              mówisz,że kochasz, ale kochasz jego czy stan bycia zakochanym?
              bo łatwo się zakochać, ale kochać znacznie trudniej

              pomyśl jakbyś się czuła na miejscu jego żony?
              i żadne słowo, które on Ci mówi nie byłoby prawdą ?

              z tego co napisałaś o nim, nie wierzę temu Twojemu facetowi,
              ja bym skończyła znajomość,
              będzie bolało, ale mniej niz będzie bolało żone i dziecko,

              a odzyskasz Siebie, warto chyba w Siebie zainwestować
              • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 11:53
                wydaje mi sie ze jednak to wszystko co robie a moje przemyslenia i chec
                poznania opini z drugiej strony to tylko dowod na to jak bardzo mysle o tym
                wszystkim, a szczegolnie o jego zonie i corce
                mysle o tym wszystkim, ale wiem tez ze trzeba postepowanie to w duzej mierze
                pojscie na kompromis, a bycie bezwzglednym nie zawsze jest najlepszym wyjsciem
                widzisz, ja nie potrafie udowadniac sobie pewne rzeczy w taki sposob, mysle tu
                o odnajdywaniu jego zony i sprawdzaniu czy to co on mowi to prawda, wierze ze
                tak jest, a jesli nie jest to napewno to wyjdzie predzej czy pozniej
                ja bedac w moim wczesniejszym zwiazku nie wiedzialam ze rozstajemy sie rowniez
                z powodu innej kobiety, bo zle sie dzialo, i najlepszym wyjsciem bylo sie
                rozstac, i po rozstaniu oboje bylismy szczesliwsi, potem dopiero po jakims
                czasie sie dowiedzialam ze byla tez w to wplatana inna kobieta, a ja nawet nie
                czulam zlosci, bo dla mnie to byl tylko dowod, ze juz nic z tego nie bedzie
                tylko ze my nie bylismy malzenstwem, a przede wszystkim nie mielismy dziecka...
                mialam tez niepelna rodzine jak bylam mala, a potem pojawil sie ktos w zyciu
                mojej mamy, i choc trudno bylo wszystkim, to teraz z perspektywy czasu widze i
                wiem ze dla mnie, mojego rodzenstwa, a szczegolnie dla mojej mamy to byla
                bardzo madra decyzja, ale wiem ze nie kazdy ma w zyciu tyle szczescia...
                a ja nadal nie wiem czy rozstanie to jedyne wyjscie, my oboje tego nie chcemy,
                wiec co zrobic...
                • lisis Re: monica,monica 31.03.05, 13:41
                  "Na faceta...
                  Autor: tricolour
                  ... jest tylko jeden sposób. Postawić pod ścianą i niech zeznaje. Trzeba
                  zwrócić uwagę nie tylko "co", ale i "jak" mówi. I wcale nie zaśmiewam sytuacji,
                  tylko piszę to z przekonaniem!
                  Faceci, to w większości tchórze, a udają wielkich bohaterów... warto więc
                  sprawdzić z kim ma się do czynienia. Dla własnego bezpieczeństwa."

                  przeczytaj to ze zrozumieniem. i jeszcze raz.

                  potem sama sie zastanow czego chcesz i co jestes w stanie zaakceptowac a co
                  nie.
                  wymagaj!!od swojego kochasia konkretow.
                  po roku czasu on cie nadal ukrywa przed rodzina i nie ma jeszcze zalozonej
                  sprawy rozwodowej?? to co sobie dziewczyno wyobrazasz? ze jak to bedzie dalej?
                  ze samo sie zrobi zebyscie byli razem a zona i dziecko ot tak zniknie??
                  przeciez on nie chce sie do ciebie oficjalnie przyznawac. a ty sie na to
                  godzisz niby "z tej wielkiej milosci"... sory-ale bardziej "z wielkiej
                  naiwnosci" .

                  to co was laczy to silne zauroczenie i chec posiadania tej drugiej osoby "na
                  dzisiaj".
                  oboje nie dbacie ani nie walczycie o wasza wspolna przyszlosc.
                  zastanowilas sie dlaczego? moze dlatego ze on nie do konca chce opuscic
                  rodzine, a ty nie do konca chcesz zwiazku z zonatym facetem.
                  brniecie w idealny toksyczny ukladzik gdzie po kolejnym roku czy dwoch pojawi
                  sie frustracja i niezadowolenie ze ta druga strona ciagle nie domysla sie czego
                  od niej sie oczekuje.
                  chyba twoje poczucie wlasnej wartosci nie jest wysokie.
                  czy wg ciebie jestes warta tylko tego, by czekac na zonatego faceta?

                  to, ze sie martwisz o jego zone i dziecko- niewiele zmienia. bo licza sie
                  czyny. a ty masz romans z cudzym mezem i nie chcesz go przerwac.

                  co mozesz zrobic?
                  -zazadac jego rozwodu;terminy, okazanie pozwu
                  -skonkretyzowac wasze plany na przyszlosc
                  -upomniec sie o wprowadzenie w towarzystwo jego znajomych, rodzicow itd
                  -zrobic przerwe w waszym "ukladzie" do czasu uzyskania przez niego rozwodu.
                  (jesli jest tak jak twierdzi, ze oboje z zona tego rozwodu chcą -to za 3-4
                  miesiące bedzie wolny!!)

                  mozesz tez byc nadal jego kochanka i zastanawiac sie czy aby jego zona i
                  dziecko cierpią przez to czy nie...

                  zakłamujesz swojaa rzeczywistosc na własne życzenie kobieto! a jego utwierdzasz
                  w przekonaniu ze moze nie szanowac zadnej kobiety bo "milosc" wszystko wybaczy
                  • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 14:41
                    dziekuje ci za te wypowiedz, bo naprawde widze to troche z innej strony, niz ze
                    strony mojej wyobrazni
                    a moze wlasnie niektore slowa sa mi w stanie uswiadomic to co do tej pory
                    staralam sie odepchnac od siebie
                    ostatnio zaczelam sie dopytywac jak to jest i co tak naprawde jest, i
                    dowiedzialam sie rzeczy ktorych chyba wolalabym nie wiedziec... tzn. ze rozwodu
                    nie ma, i nie wiadomo kiedy bedzie, bo brak czasu i checi stresowania dziecka
                    ja wcale nie pisze ze zona i dziecko znikna, bo zona jedynie przestanie byc
                    zona, a dziecko nadal bedzie dzieckiem i nie zniknie tylko bedzie czescia
                    rowniez i mojego/naszego wspolnego zycia, i mowil mi ostatnio ze chcialby nas
                    poznac, ale ze jak na razie jest bezradny, bo doradzano mu zeby jak najdluzej
                    to przed nia ukrywac, by nie stresowala sie za bardzo
                    nie przyznaje sie oficjalnie do mnie tylko przed nia i dzieckiem, znam jego
                    brata, znajomych, wiem ze wie o mnie jego matka (choc pewnie nie rozmawiaja o
                    tym, lub ona go krytykuje - nie dziwie sie) wiem ze wie o mnie wiecej osob niz
                    z mojej strony... wiec to nie jest tak ze jestem tylko do lozka itp.
                    i wiesz, rozmawialam z nim ostatnio o tym ze moze powinnismy sie rozstac na
                    jakis czas, to nas tylko bardzo zdenerwowalo, i chyba by nam serca pekly
                    jakbysmy nie mogli sie spotykac, i wtedy ukrywac przed soba wlasne uczucia...
                    nie jestem naiwna i glupia, i sama mu tez wyznaczam granice, ale wiem ze sa
                    rzeczy nad ktorymi trzeba sie zastanowic, wiem to... ja jak na razie nie
                    wyobrazam sobie ze sie rozstaniemy... musze sie z nim spotkac i porozmawiac,
                    jak na razie od kilku tygodni ani ja ani on nie mamy czasu...
                    trzeba poczekac i sie zastanowic wiem...
                    • lisis Re: monica,monica 31.03.05, 15:01
                      monica.monica napisała:

                      > ostatnio zaczelam sie dopytywac jak to jest i co tak naprawde jest, i
                      > dowiedzialam sie rzeczy ktorych chyba wolalabym nie wiedziec...

                      i jeszcze wielu takich sie dowiesz.


                      tzn. ze rozwodu> nie ma, i nie wiadomo kiedy bedzie, bo brak czasu i checi
                      stresowania dziecka> ja wcale nie pisze ze zona i dziecko znikna, bo zona
                      jedynie przestanie byc > zona, a dziecko nadal bedzie dzieckiem i nie zniknie
                      tylko bedzie czescia > rowniez i mojego/naszego wspolnego zycia, i mowil mi
                      ostatnio ze chcialby nas > poznac, ale ze jak na razie jest bezradny, bo
                      doradzano mu zeby jak najdluzej > to przed nia ukrywac, by nie stresowala sie
                      za bardzo


                      czytam i czytam, ale te tlumaczenia to jakies kompletne brednie.


                      > i wiesz, rozmawialam z nim ostatnio o tym ze moze powinnismy sie rozstac na
                      > jakis czas, to nas tylko bardzo zdenerwowalo, i chyba by nam serca pekly

                      jak czesto sie spotykacie?

                      > jakbysmy nie mogli sie spotykac, i wtedy ukrywac przed soba wlasne uczucia...

                      ??

                      > nie jestem naiwna i glupia, i sama mu tez wyznaczam granice,


                      a konkretnie jakie? takie ktore na cokolwiek maja wplyw?


                      >ale wiem ze sa
                      > rzeczy nad ktorymi trzeba sie zastanowic, wiem to... ja jak na razie nie
                      > wyobrazam sobie ze sie rozstaniemy... musze sie z nim spotkac i porozmawiac,

                      taaaak?


                      > jak na razie od kilku tygodni ani ja ani on nie mamy czasu...

                      widze, ze wam obojgu baaaaaardzo zalezy na powaznym zwiazku....hahaha.. ani ty
                      ani on nie zamierzacie sie zmierzyc z problemami, uciekacie od ich rozwiazania
                      bo jeszcze romantyczny czar by prysnął, i co wtedy zostanie z wielkiej
                      milosci? "jak to milo byc kochanka...tylko zeby tej zony i dziecka nie bylo bo
                      sumienie mnie jednak zzera!" problem tylko w tym, ze bardzo czesto uczucie do
                      kochanki kwitnie dlatego ze gdzies jest ta szara zona. gdy braknie zony to
                      kochanka staje sie szara. moze tego koloru sie boisz utracic?


                      > trzeba poczekac i sie zastanowic wiem...

                      na co chcesz czekac? i ile lat?
                      • bezecnymen Re: monica,monica 31.03.05, 19:02
                        chyba czas na głos faceta...
                        gdybym jeszcze miał zone i bylbym nia znudzony (text:nic nas nie łączy, ona
                        mnie nie rozumie,żyjemy obok siebie: jest bardzo wskazany)nie wymysliłbym
                        wygodniejszego układu:
                        mam czas i ochotę? prosze bardzo, szczęście ty moje jestem cały twoj
                        w razie gdyby szczęście chcialo mnie więcej i o zgrozo na stałe:
                        alez kochanie moja córka będzie cierpieć! nie moge jej tego zrobić teraz, może
                        jak urosnie...
                        Monika! podobno masz juz jakies przykre doswiadczenia z facetami...nie chce byc
                        Kasandrą ale...zanosi sie na replay
                        może zdaj sobie sprawę, że to, iz ty go kochasz nie oznacza, że on ciebie
                        też... może po prostu jestes mu potrzebna???
                        tylko potrzebna........
                        • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 19:40
                          nie pisz tak bo az ciarki przechodza
                          wiesz, ja jeszcze mu nigdy nie powiedzialam ze go kocham
                          a on mi to mowi caly czas
                          i wiesz to widac we wszystkim co robi
                          a jego znajomi bardzo sie podobno ciesza ze jest szczesliwy
                          sa dla mnie bardzo mili
                          wiesz, to nie jest tak ze ja juz planuje z nim wspolne mieszkanie i reszte, bo
                          tak nie jest, chce z nim byc i chce bysmy mogli byc razem, ale wiesz daleka
                          droga jeszcze przed nami, i nie mowie tylko o rozwodzie, ale rowniez o tym ze
                          trzeba sprobowac, my jak na razie nie mamy szansy byc razem bo jestesmy
                          daleko...
                          sama nie wiem co robic
                          i naprawde te wszystkie glosy na tym forum, ja je swietnie rozumiem bo wiele
                          osob mi to mowi
                          i wiesz moja rozwiedziona kuzynka (maz ja zdradzal) wie o wszystkim i go
                          poznala, powiedziala mi, ze bedzie dobrze, ze usimy wytrwac i przetrwac, ale ze
                          z nas cos bedzie, a ona przeszla przez okropna historie z rozwodem
                          mysle ze nie wszystko jest tak jednoznaczne...
                          • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 21:38
                            ale dalej napisać mi nie chcesz z jakiego on pochodzi miasta?ciekawe boisz
                            się ,o co ,o prawdę?
                          • hela74 Re: monica,monica 03.04.05, 00:49
                            Im dłużej to czytam tym większą mam pewnośc, że ten facet to tchórz i oszust.
                            Bo jeśli żonie nie powiedział o tobie to Tobie na pewno nie powie o następnej,
                            raz Cie juz przecież oszukał, nie mówiąc Ci, że jest żonaty, Wiedzą o Was jego
                            znajomi i rodzina (matka, brat) ale nie wie żona i córka?!?! sorry, ale to są
                            już kpiny z żony!Ponadto sposób, w jaki sie poznaliście, daje wiele do
                            myślenia: żonaty facet żyjący z rodziną będąc w dalekim, obcym mieście
                            podchodzi do nieznanej sobie dziewczyny i ot tak jak gdyby nigdy nic sie z nią
                            umawia, ukrywając swój stan cywilny oczywiście!!!!!!!!!!!!!!
                            ON SIĘ TOBĄ BAWI I KIEDYŚ SAMA TO ZROZUMIESZ!
                        • julka1800 Re: monica,monica 01.04.05, 12:59
                          Monico,
                          przeczytaj raz jeszcze to co napisał Bezecny

                          czysta szczera prawda

                          i weż sobie to do serca...
                          • monica.monica Re: monica,monica 01.04.05, 13:13
                            tak wiem, czytalam juz kilka razy jego wypowiedz
                            to nie jest tak ze ja slepo stoje przy swoim, ale nadal mu ufam wiec trudno
                            tak...
                            on mi powiedzial kiedys ze jego corka spytala sie kto to jest monica, bo
                            zobaczyla gdzies moje imie, a on jej odpowiedzial ze to ktos bliski i ze czasem
                            sie z ta kolezanka spotyka
                            czy ja mam mu w to nie wierzyc?
                            z drugiej strony, a jesli on naprawde mnie kocha, to przeciez chyba zdaje sobie
                            sprawe ze moze mnie stracic
                            co do jego braku czasu to mu wierze, jest dziennikarzem i czasem wiem ze nie ma
                            kiedy zjesc obiadu...
                            sama nie wiem sad
                            • lisis Re: monica,monica 01.04.05, 13:34
                              dlaczego podstawy swojego "zwiazku" budujesz na rzeczach-bez-znaczenia??

                              ufasz mu- bo nie odwazasz sie zaryzykowac poznania prawdy z innej strony.

                              corka spytala o monike? moze tez o madzie i renie i kasie?
                              i co z tego ze spytala a on jej powiedzial ze ty to bliska "kolezanka"?
                              czy to cos zmienia? czy to wg ciebie "milowy-krok-do przodu w waszym zwiazku"?
                              nic to nie zmienia.

                              "jesli cie kocha to wie ze moze stracic".....no i co z tego? (obsypal cie
                              komplementami a ty teraz jestes pewna ze mu tak zalezy, ze bedzie sie do
                              smierci staral o ciebie?)
                              bedzie z toba poki mu pozwolisz. a ty zamierzasz najwyrazniej pozwalac jeszcze
                              dlugo. na tych samych zasadach. bylby glupi gdyby nie skorzystal z tak idealnej
                              okazji.

                              a w ogole to jakis wyjatkowo biedny zapracowany czlowiek...nie ma czasu na
                              obiad, na rozwod, na rozmowe, na ciebie... -musisz sie niem zaopiekowac.
                              kooooonieeecznie...
                              mam nadzieje, ze ma czas przynajmniej na zone i dziecko.
                • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 14:09
                  słuchaj a jak Wy często się spotykacie ? Wiele osób napisało Ci ,że to nie ma
                  sensu i mają rację .Słuchaj skąd wiesz ,że on nie mieszka już z żoną ,a może
                  jest tak że jak jest z Tobą to okłamuje Cię ,a z drugiej strony jak jest z żoną
                  okłamują ją.A możesz mi napisać jak spędziliście ostatnie wakacje?Skoro dla
                  niego jest ważne dziecko to jak sobie to wyobrażasz ,że ot tak zniknie i będzie
                  po kłopocie ,a po drugie czym dłużej okłamujecie tę drugą stronę i żonę która
                  może żyje złudzewniami ,że będzie lepiej to chyba lepiej powiedzieć (wiem że
                  będzie bolało)prawdę niż żyć jak tchórze i ludzie nie do końca
                  odpowiedzialni .Zastanów się nad tym i posłuchaj rad osób które to najbardziej
                  odczuły,ato ,że on nie miał obrączki na palcu wcale Cię nie usprawiedliwia ,a
                  tak nawiasem mówiąc cała sprawa jest dziwnie tajemnicza.Skąd wiedziałaś ,że po
                  pierwszym spotkaniu on mówi Ci całą prawdę (on był w delegacji i wracał tam za
                  każdym razem?)i tak odrazu wiedzia łaś ,że to co robisz jest ok .Pomyśl !
                  Pozdrawiam
                  • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 14:50
                    spotykamy sie jak tylko oboje mamy czas, czasem kilka razy w miesiacu, teraz
                    niestety rzadziej, bo jestesmy bardzo zajeci praca, ja naprawde mu wierze, i
                    nie mam podstaw abym sadzila ze klamie co do mieszkania z zona, mysle ze ten
                    rozwod to tylko formalnosc
                    a w ostatnie wakacje spedzilismy razem troche czasu, na ile praca nam
                    pozwolila, poza tym to ja naprawde nie mysle ze ktos zniknie, to az
                    niedorzeczne ze tak piszesz, przeciez wiem ze ma dziecko i ze zawsze ona bedzie
                    jego corka, i mam gleboka nadzieje ze jesli sie poznamy to bedziemy wszyscy
                    probowali aby bylo jak najlepiej
                    a co do obraczki, przeciez mi nie powiedzial czesc, mam zone i dziecko, nie
                    poweidzial mi po prostu i to ukrywal, ale przy kolejnych spotkaniach juz nie
                    mogl tego ciagnac bez wyznania mi prawdy, i wiesz, zanim poszlismy do lozka to
                    minelo wiele miesiecy, a nasz zwiazek utrzymywal internet i telefon, bo innego
                    wyjscia nie bylo, teraz staramy sie widywac czesciej, ale to tez nie takie
                    proste ze wzgledu na prace... i odleglosc...
                    nie wiem jak bedzie, zastanawiam sie, szukam pomocy, chcialabym to uratowac,
                    ale wiem ze takie ukrywanie tez nie jest wyjsciem...
                    • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 15:00
                      a możesz mi napisać z jakiego on jest miasta ? I myślisz że telefo n i internet
                      to wszystko ,kiedy z tobą sie komunikował ,kiedy zona była w pracy dziecko w
                      szkole?I jesteś w dużym błędzie jeżeli twierdzisz ,że jak poznasz jego córkę to
                      Cię zakceptuje ,dla dziecka będzie to ogromny wstrząs ,że jej dotąd kochany
                      tatuś postępuje tak.Na razie ona jest mała ,ale poczekaj kilka lat i nie wiem
                      czy wtedy on nie bedzie żałowal że tak postąpił ,a córka może nie będzie miała
                      ochoty na takiego ojca.(pamiętaj znasz tylko jedną prawde)
                    • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 15:04
                      i co chciałabyś uratować wchodząc żonatemu facetowi do łóżka ,napisał ktoś
                      wcześniej ,jeżeli się kochacie to nie możesz poczekać ,żeby najpierw się
                      rozwiódł ,pozałatwiał swoje sprawy i jak będzie wolny ...wtedy inna sprawa
                      • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 15:35
                        a może jemu o to chodzi ,żeby mieć dwie sroki i trzymać je za ogon ,bo tak
                        będzie najwygodniej.Nikt Ci nie radzi żebyś go zostawiła ot tak sobie ,tylko
                        dlatego ,że pewne osoby mają po prostu doświadczenie i radzą Ci dobrze
                        uwierz.Facet z obciążeniami to nie jest dobry pomysł dla młodej
                        dziewczyny ,która ma przed sobą całe życie .A po drugie postaw się po drugiej
                        stronie ,gdyby Ciebie tak mąż oszukiwał ,przyjemnie by Ci było ,więc zrozum
                        swoją sytuację, w której tkwisz.
        • lisis Re: monica,monica 31.03.05, 14:44
          monica.monica napisała:

          > ale to ty go zostawilas?
          > dlaczego?
          > jak poradzic sobie z uczuciami?

          normalnie, jak z kazdym innym rozstaniem. cholernie boli i trzeba miesiacami
          odbudowywac chec do zycia.


          > przeciez jestem jakas czescia jego zycia i on jest czescia mojego i teraz
          mamy > sie rozstac i udawac ze nic nas nie laczylo przez ponad rok?

          a jaka masz inna propozycje? byc jego kochanka przez nastepne 10lat i udawac ze
          ci sie to podoba, dlatego ze ten jeden rok byl fajny?


          > rozwodu na razie brak, bo jak pisalam we wczesniejszej wiadomosci to chca
          > oszczedzic na razie stres dziecku, a potem jakos nie bylo czasu (ma dosc
          > specyficzny zawod) choc ja uwazam ze jednak to wymowka

          i bardzo slusznie uwazsz! tylko dlaczego nic z tym nie robisz?? tylko swiadomie
          bierzesz udzial w jego klamstwach?


          > ja naprawde nie potrafie sobie poradzic w tej sytuacji, i mam juz od samego
          > poczatku jak sie dowiedzialam koszmary...

          dlaczego nie powiedzialas mu wtedy :"sory, nie powiedziales o zonie i dziecku,
          czuje sie oszukana. kocham cie a jezeli i ty mnie kochasz to odejdz, zalatw
          rozwod, i wtedy wroc. bede na ciebie czekac kilka miesiecy a nawet rok".. ???

          -tak byloby w porzadku wobec wszystkich. nie mialabys teraz zgryzot, a on nie
          musialby kombinowac jak by tu nadal utrzymac wszystkie swoje kobiety pod soba.
          a jesli by sie nie rozwiodl, mialabys pewnosc ile e jego uczucia do ciebie sa
          warte.


          > kategoryczna, bo mu wierze, i wierze ze jest jak mowi, jesli strace to
          > zaufanie, to nie bedziemy mogli byc razem...

          wolisz nie wiedziec by moc ufac??
          ile warte jest takie zaufanie?


          > ja nie chce wywierac presji, jesli nie chca sie rozwiesc to ok, przeciez to
          > malzenstwo, i maja razem dziecko, ale ja musze wiedziec

          jego pytaj, od niego wymagaj. my ci nie powiemy czy on zamierza sie rozwodzic
          czy nie.


          > wiec jesli mowi mi ze to juz tylko formalnosc to mam nie wierzyc?

          hahaha. a ktory tak nie mowi???
          i takiej prostej "formalnosci" nie jest w stanie zrobic dla ciebie???az tak cie
          koocha?
          smutne, ile jest podobnych historii. i dopiero trzeba samemu przezyc zeby
          uwierzyc ze "moja historia jednak nie jest inna"

          od ciebie zalezy w ktora strone poprowadzisz ten zwiazek.
          jak na razie chyba sama nie wiesz czego chcesz.
          nie potrafisz zaakceptowac zonatego faceta -a jestes z zonatym facetem.
          chcesz by sie rozwiodl- nie wymagasz od niego rozwodu.
          odbierasz innej meza i ojca dziecku- nie chcesz odbierac nikomu meza i ojca.
          -
          przypuszczam, ze to twoj pierwszy uklad z zonatym. (?)
          troche czasu jeszcze sie pogryziesz i pogrzezniesz w brudzie zanim zrozumiesz,
          ze moze nie jestes w stanie zyc w klamstwie z cudzym mezem.?

          jedyne co mogloby Was uratowac to zaczecie jeszcze raz od poczatku. kiedy juz
          on bedzie wolny.
          a teraz wzajemna kwarantanna od siebie... bedzie mial w koncu czas zlozyc pozew
          w czasie gdy dotad pedzil do twojego loza .
          ale czy was stac na oczyszczenie wzajemnych relacji?
          czy aby na pewno z takim kims(z takim podejsciem do malzenstwa, z przeszloscia,
          z dzieckiem, z wyrzutami sumienia wobec niego, z alimentami...) chcesz spedzic
          reszte zycia? zastanow sie. milosc i wspolne zycie - to nie tylko fajny seks,
          uniesienia, "porozumienie dusz", i ukradzione innym momenty. to ta cala reszta
          w ktorej jeszcze nie mialas mozliwosci sprawdzic tego faceta...





          • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 15:02
            wiem wiem, to co piszesz to bardzo madre rzeczy, ale ja tak nie potrafie, choc
            teraz mysle ze czeka nas powazna rozmowa, i ze to ta rozmowa o wszystkim
            zadecyduje
            tylko ja nie chce jej przeprowadzac w mailach czy przez telefon, chce sie z nim
            spotkac i wszystko wyjasnic, a to stanie sie dopiero za kilka tygodni, bo nie
            mozemy inaczej, do tego czasu ja potrzebuje sie zastanowic i dlatego zbieram
            opinie... troche mi smutno ze nikt mi nie mowi zebym jednak zostala, wszyscy
            doradzaja rozstanie, moze cos w tym jest... nie wiem
            tak, ja wlasnie zdaje sobie sprawe z tego co to znaczy byc z facetem z
            dzieckiem, i jakie wspolne zycie jest przed nami... trudno mi jasno na wszystko
            spojrzec, bo jednak bardzo go kocham... i wiesz nie zawsze sie spotykalismy
            zeby ze soba sypiac
            sama nie wiem co robic...
            • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 15:06
              a czy dalej macie kontakt przez internet?
            • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 15:07
              a czy on Ci nie pisał;;jesteś najwspanialszą osobą na świecie ja Ci to mówię;;?
              • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 15:30
                teraz raczej rzadko kontaktujemy sie przez internet, wolimy telefon, ale ja
                pracuje w dosc roznych godzinach, wiec dla mnie tak wygodniej
                to wszystko co tu czytam mnie zastanawia
                i wiem ze musze wiele przemyslec, ale jak to zrobic zeby rozum wzial gore nad
                uczuciami???
                • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 15:37
                  a może on nie może teraz przez internet ,tylko kiedy jest w pracy a nie w
                  teranie .jak to jest na prawdę?i z jakiego on jest miasta ,jeżeli możesz to
                  napisz ,chyba to nie jest taka duża tajemnica ,a może boisz się czegoś?
                  • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 15:47
                    a to nie jest tak ,że ta odległość jest na jego korzyść? jest kiedy chce ,robi
                    co chce?a póżniej kto u kogo będzie mieszkał ,on ma warunki żeby Ciebie przyjąć
                    do siebie?
                  • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 15:48
                    nie wiem jakie to ma znaczenie z jakiego on jest miasta, wydaje mi sie ze cos
                    sobie sama chcesz udowodnic, on pisze do mnie z domu rowniez, ale jakie to ma w
                    ogole znaczenie
                    przeszukalam forum, nie spotykam sie z twoim mezem jesli o to ci chodzi
                    to nie ten profil
                    • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 15:54
                      dla mnie ma ,jego na pewno na forum nie ma ,więc jakie to miasto?
                    • lisis Re: monica,monica 31.03.05, 15:54
                      smile)))) a moze to maz mojej kolezanki? niedawno sie wydal jego romans.
                      a moze to moj ex? bywal na tym portalu, a profil mozna zmienic w 20 sekund.


                      a moze za bardzo sie boisz utraty zludzen by zmierzyc sie z rzeczywistoscia -
                      jakakolwiek by ona byla?


                      spotykacie sie od roku, z tego co piszesz sporadycznie. jest zonaty, ma
                      dziecko, nie chce sie rozwodzic. ty "wolisz nie wiedziec" ... gdzie tu mowa o
                      powaznym zwiazku dwojga doroslych i odpowiedzialnych osob? uncertain



                    • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 15:55
                      a skąd Ty możesz wiedzieć jaka jest ta prawda skoro nie znasz drugiej
                      prawdy .dziewczyno zastanów sie ok!
                      • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 16:06
                        ale ja nie rozumiem po co ci wiedziec miasto
                        jakie to ma znaczenie
                        moze tak:
                        ja mieszkam poza granicami polski, czy to rozwiewa twoje watpliwosci?
                        mam nadzieje ze tak
                        poza tym, piszac o profilu, mialam na mysli to ze nie poznalismy sie przez
                        internet
                        a ja sie niczego nie boje i nie uciekam przed zadna prawda
                        napisz o co ci dokladnie chodzi to sie dogadamy
                        • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 16:10
                          niemcy?
                        • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 16:11
                          może to ja jestem tą żoną skoro chgcesz wiedzieć o co mi chodzi?
                          • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 16:13
                            tak rozumiem cie, i rozumiem ze chcesz sie tego dowiedziec
                            ale to nie niemcy
                            moze jakies konkrety, a moze to na mail a nie forum?
                            jak chcesz
                            a poza tym to czytalam twoje pierwsze wiadomosci i nie zgadza sie nic, poza ty
                            chyba jestes juz w trakcie rozwodu...
                            • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 16:19
                              już napisałam na emaila jak możesz to przeczytaj monalizo
                              • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 18:44
                                ale po co ta zlosliwosc
                                mam nadzieje ze cie nie zdenerwowalam...

                                • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 19:18
                                  to nie jest złośliwośc tylko twój początek adresu emailowego,nie prawdaż?
                                  monaliza i tak dalej...sorry czy to moj mąż czy nie potępiam takie osoby ,które
                                  wchodza w butach do związku ,który jeszcze formalnie istnieje i nie umiem mieć
                                  szacunku dla takiej osoby ,najpierw kolejność niech zakończy to co jeszcze nie
                                  skończył a póżniej moze być sobie z kim chce.Nie obrażaj się ale takie kobiety
                                  jak Ty mimo ,że on twierdzi to co twierdzi ,są dla mnie nikim (odwróć sytuację)
                                  i pomyśl jak Ty byś się czuła.pomyśl dziewczyno póki możesz .potępiam takie
                                  osoby sorry nie mogę inaczej
                                  • monica.monica Re: monica,monica 31.03.05, 19:35
                                    nie wiem czy bedziesz potrafila mi uwierzyc ale ja to rozumiem
                                    niestety w zyciu nic nie jest proste, a ja doskonale o tym wiem juz od
                                    dziecinstwa, uwierz mi
                                    wiem ze wiele osob mna gardzi bo ja nadal sie z nim spotykam
                                    wiem ze wiele osob bedzie nim gardzic bo sie spotyka ze mna
                                    swientie rozumiem, ale wiesz najbardziej mnie dziwi ze wszystko skupia sie na
                                    tej drugiej a nie na mezu, ktory to zaczal
                                    rozumiem moj byly tez mnie zdradzal, ale poniewaz to byl jego wybor, my nie
                                    jestesmy juz razem
                                    w tym wszystkim szkoda mi dziecka, najbardziej
                                    wiem, ze to trudny zwiazek, a nam kazdy mowi zeby sie rozejsc, ale to nie takie
                                    proste, nie takie proste zapomniec o spotkaniu, rozmowach, jaka jest roznica
                                    miedzy tym ze sie spotkamy a tym ze bedzie o mnie myslal, zdrada 'uczuciowa'
                                    jest i byla od momentu jak sie poznalismy, teraz trudno ciagnac to dalej, i nie
                                    wiem jak bedzie, ale naprawde rozumiem co przezywasz
                                    i nie wiem co ja bym zrobila na miejscu zony, zapewne sie rozwiodla...
                                    i wiem, ze moje tlumaczenia nie beda dla ciebie zrozumiale, a i nazwac je latwo
                                    usprawiedliwieniem... ja naprawde nie wiem co robic...
                                    • lisis Re: monica,monica 01.04.05, 08:47
                                      monica.monica napisała:

                                      > nie wiem czy bedziesz potrafila mi uwierzyc ale ja to rozumiem
                                      > niestety w zyciu nic nie jest proste, a ja doskonale o tym wiem juz od
                                      > dziecinstwa, uwierz mi

                                      tylko prosze nie tlumacz swojego udzialu w tym ku...estwie trudnym
                                      dziecinstwem....


                                      > wiem ze wiele osob mna gardzi bo ja nadal sie z nim spotykam
                                      > wiem ze wiele osob bedzie nim gardzic bo sie spotyka ze mna

                                      i to nawet dodaje smaczku temu "zwiazkowi" prawda? samotni w tlumie outsaiderzy
                                      otoczeni ludzmi ktorzy ich napietnowali za wielka milosc.... rozdarci
                                      wewnetrznie romantycy ktorzy odnalezli sie na koncu swiata by byc ze soba
                                      pomimo wszystko...
                                      moze pora zejsc na ziemie?


                                      > swientie rozumiem, ale wiesz najbardziej mnie dziwi ze wszystko skupia sie na
                                      > tej drugiej a nie na mezu, ktory to zaczal

                                      przeciez sama go za to nie krytykujesz ani nie odrzucasz... on tak gra od lat,
                                      zapewne nie jestes pierwsza,
                                      a przede wszystkim kobieto- zauwaz swoj udzial w tym co robicie!! to takze
                                      twoja wina ze z toba zdradza zone!! nie rob z siebie niewiniatka...
                                      odpowiedzialnosc za swoje czyny- wiesz co to takiego?


                                      > rozumiem moj byly tez mnie zdradzal, ale poniewaz to byl jego wybor, my nie
                                      > jestesmy juz razem

                                      teraz juz cie nie rozumiem. wiesz co to zdrada. wiesz jak sie wtedy czlowiek
                                      zdradzany ohydnie czuje. a mimo to robisz to innej kobiecie?

                                      moze powinnas sie przejsc do psychologa? bo jak napisal wyzej bezecny -znowu
                                      pakujesz sie w przegrany zwiazek. (jestes zdradzana od poczatku z zona -nie
                                      zauwazylas?)


                                      > w tym wszystkim szkoda mi dziecka, najbardziej

                                      darowalabys juz sobie takie uwagi.... to brzmi zalosnie! gdyby ci go bylo choc
                                      troche szkoda to nie uszczesliwialabys go w ten sposob swoja obecnoscia w
                                      zyciu jego wspanialego i odpowiedzialnego tatusia...


                                      > wiem, ze to trudny zwiazek, a nam kazdy mowi zeby sie rozejsc, ale to nie
                                      takie> proste, nie takie proste zapomniec o spotkaniu, rozmowach,

                                      taak, oczywiscie.., prosciej zapomniec ze ma zone i dziecko, niz dopuscic by
                                      juz z nim wiecej nie "rozmawiac"...
                                      mam wrazenie, ze twoje wyobrazenie zwiazku jest bardzo infantylne.


                                      > wiem jak bedzie, ale naprawde rozumiem co przezywasz

                                      powiedz jeszcze, zeby sie nie martwila bo sie zaopiekujesz jej mezem i
                                      dzieckiem... w dobroci swego wrazliwego serca...


                                      > i nie wiem co ja bym zrobila na miejscu zony, zapewne sie rozwiodla...

                                      w sumie-zeby sie rozwiezc, trzeba byc najpierw zoną.... chyba wiesz, ze w tym
                                      ukladzie ci to nie grozi?


                                      > ja naprawde nie wiem co robic...

                                      dorosnąc? odpuscic wlasny egoizm?

                                      • monica.monica Re: monica,monica 01.04.05, 11:25
                                        ok, rozumiem twoje uwagi
                                        wiesz, gdyby czlowiek kierowal sie tylko rozumem, to inaczej kazda historia by
                                        wygladala
                                        a gdyby kierowac sie tylko miloscia to tylu rozwodow by chyba nie bylo...

                                        nie pochwalam tego co robie i sie zastanawiam

                                        szkoda ze w was tylke gniewu i goryczy, bardzo wam wspolczuje
                                        a egoizm? a kto nie jest egoista?
                                        • lisis posluchaj 01.04.05, 11:40
                                          napisalam ostro, zebys uswiadomila sobie w koncu w jakim miejscu zycia jestes.
                                          bo uciekanie od faktow ci nie pomoze w zyciu.
                                          ani przy tym facecie ani przy kolejnym.
                                          masz masochistyczne sklonnosci?
                                          "nie pochwalasz tego co robisz" ale to robisz?
                                          jakas schizofremia? rozdwojenie jazni?
                                          popracuj nad sobą
                                          zanim wpakujesz sie w kolejny chory ukladzik...
                                          bo z tym masz problem.

                                          i nie musisz "nam" wspolczuc... wspolczuj sobie.
                                          "my" ta traume juz mamy za sobą. a przed toba jeszcze kilka bardzo
                                          nieprzyjemnych lat.

                                          egoistą nie jest ten, kto kieruje się Miłością.

                                          • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 12:06
                                            ja wiem co chcesz mi uswiadomic
                                            i wydaje mi sie ze jestem na rozdrozu, i naprawde sie nad wszystkim zastanawiam
                                            to nie jest tak ze ja nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy
                                            ale wiesz, ja jeszcze nigdy nikogo tak nie kochalam, i trudno jest mi rozstac
                                            sie z tym uczuciem
                                            gdyby bylo to dla mnie latwiejsze to zapewne uczynilabym inaczej
                                            i to nie jest tak ze ja uciekam od faktow, ale wiesz to troche tak ze ja tez
                                            mam swoje zycie a w nim swoje problemy, wieksze lub mniejsze, i nie zawsze moge
                                            wszystko swietnie ogarnac myslami, ja go potrzebuje, ale wiem ze to jakis
                                            dziwny uklad, mysle ze jakbym mieszkala blizej i mogla czesciej go widywac to
                                            moze wszsytko inaczej by sie potoczylo, i pisze tu o mnie, ale bedac daleko i
                                            utrzymujac to na odleglosc inaczej na to patrze, bo mam swoja rzeczywistosc
                                            nie wiem co zrobie, ale dochodze do pewnych wnisokow
                                            i wcale nie przyszlam na to forum zeby cokolwiek wymusic na opiniach innych
                                            ludzi, tylko poznac te opinie
                                            wiesz, to nie rozdwojenie jazni, ale ze mna to tak jest, ze jak juz poczuje sie
                                            szczesliwa to zawsze sie cos spieprzy... tragedia
                                            • india8 Re: posluchaj 01.04.05, 13:06
                                              wiesz co, Moniko

                                              tak sobie czytam to co piszesz i ręce mi opadają

                                              podnosisz ręce do góry i mówisz - wola nieba! takie jest życie!

                                              to jest obłuda i wygodnictwo

                                              jakis tam wpływ na swoje życie chyba jednak masz

                                              ja rozumiem, że schwyciłas coś i nie chcesz tego stracić
                                              tylko, proszę, dobrze się temu przyjrzyj

                                              i nie współczuj nam - my jesteśmy silne, albo przynajmniej sie staramy

                                              a Ty?
                                              • kasiar74 Re: posluchaj 01.04.05, 13:19
                                                kurcze
                                                a jesli on naprawde juz od dawna nie zyje z żoną
                                                nie śpi, nie rozmaiwa
                                                a monica była tylko bodźcem dla niego żeby coś zrobić z beznadziejną egzystencją
                                                jesli oni są dla siebie?
                                                tego nie wiemy przecież...
                                                • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 13:34
                                                  kurcze kasiar ale tego do końca nie wiadomo jak było na prawdę ,a facet ma
                                                  super warunki na okłamywanie dwóch stron .skoro jest tak jak mówi to na co
                                                  czeka nie rozwodząc się na lepsze czasy ,a może boi sie ,że coś skończy się co
                                                  śię dobrze jeszcze nie zaczęło i będzie mógł spokojnie wrócić do żonki ,która
                                                  żyła wielkiej nieświadomości.Wygodny typ -jaskich niestey wiele.ja wyznaję
                                                  zasadę skończ jedno a póżniej zacznij drugie i nie przekonasz mnie ,że może
                                                  prawda jest inna .pozdrawiam
                                                • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 13:34
                                                  widzisz ja wlasnie o tym pisze
                                                  bo taka w moich oczach jest sytuacja
                                                  kiedys rozmawialam z jego najlepszym kumplem o tym, i on mi poweidzial ze oni
                                                  znali sie bardzo krotko i wpadli, wszyscy byli w szoku, ale postanowili sie
                                                  pobrac, zeby dziecko mialo rodzicow, i wiem ze ona dostala depresji i przez
                                                  ponad 2 lata z nimi nie mieszkala i to on sam wychowywal corke, a ona
                                                  przyjezdzala raz na dwa tygodnie wiem tez ze jednak sprobowali jeszcze raz ale
                                                  im nie szlo, i chyba tylko babcie ratowaly sutacje, z tego co mowi to wszyscy
                                                  sie zle z tym czuja a oni nawet swiat nie staraja sie spedzac razem bo nie maja
                                                  ochoty sie meczyc, ja mysle ze to los kazal im byc ze soba, ale oni tego juz
                                                  nie chca, wiem ze oni chyba w ogole ze soba nie rozmawiaja, a jak sie widuja to
                                                  tylko przez przypadek, bo on jak jest z corka to ja odbiera i zawozi prosto do
                                                  szkoly...
                                                  wierze ze nie wszystkie malzenstwa rozpadaja sie przez przygody lozkowe, wierz
                                                  mi zanim my sie pocalowalismy to minelo troche czasu..
                                                  jak mieszkali razem to mieli oddzielne pokoje...
                                                  wiem, trudno mi to zweryfikowac, ale po co by mnie mieli tak oklamywac?
                                                  bez przesady
                                                  • lisis Re: posluchaj 01.04.05, 13:52
                                                    moze opowiem ci historyjke:

                                                    malzenstwo z wpadki
                                                    nieudane od poczatku
                                                    dziecko
                                                    nieporozumienia
                                                    on- wyjazdowa praca
                                                    przygody z kobietami poza domem a obowiazki w domu
                                                    po latach zaangazowal sie bardziej w ktoras kolejna znajomosc
                                                    moze by odszedl od zony gdyby nie
                                                    pojawilo sie drugie dziecko
                                                    zapewne zona byla wiatropylna bo od dawna ich nic nie laczylo haha
                                                    wiec nadlal
                                                    jego finansowanie domu,
                                                    zona, ukochane dzieci
                                                    i zwiazki poza domem.
                                                    w koncu sie wyprowadzil
                                                    ciagle zonaty
                                                    do innej mezatki.
                                                    po jakims czasie kochanka wystawila mu walizki za drzwi.
                                                    wtedy wrocil do domu i zony.
                                                    przeciez ciagle jest jej mezem.

                                                    jak to dobrze ze rozwod nie byl mu do niczego potrzebny... przeciez zamknal by
                                                    sobie drzwi powrotu... a tak, wszystko jest nadal "swietnie jak zawsze".



                                                    zauwazasz gdzies blad?


                                                  • lisis Re: posluchaj 01.04.05, 13:57
                                                    nie musze dodawac
                                                    ze swiat z rodzina zazwyczaj nie spedzal
                                                    mial oddzielny pokoj z zona
                                                    i prawie sie nie odzywali do siebie?
                                                    i dla kilku kobiet
                                                    bylby sie moze i rozwiodl...
                                                    gdyby nie problemy z dziecmi...
                                                  • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 13:52
                                                    kurcze jak ty jesteś nafaszerowana odpowiedziami pozytywnytmi dla siebie!sama
                                                    mówisz ze nie znasz jego zony ,nie znasz drugiej prawdy ,a ciągle
                                                    usprawiedliwiasz się kobieto pomyśl co to jest za chory związek1
                                                  • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 14:17
                                                    tak to nie jest 'normalny' zwiazek
                                                    ale ja takiego nie znam i chyba takie nie istnieja
                                                    co jest wyznacznikiem nie wiem
                                                    moze i sie usprawiedliwiam, ale kazdy tak postepuje, i kazdy usprawiedliwia
                                                    siebie i wlasny punkt widzenia
                                                  • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 14:25
                                                    nic nie rozumiesz ,nie dojrzałaś do tego ,zeby rozumieć ,nic więcej nie ma do
                                                    dodania
                                                  • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 14:40
                                                    wiesz co ja mysle, ze najwazniejsze to byc dumnym z siebie i wlasnych wyborow
                                                    a nie oskarzac innych o swoje wlasne nieszczescie
                                                    i wiem, ze teraz latwo mnie zaatakowac, ale wiesz ile osob tyle zdan
                                                    wiesz, mam wokolo siebie rozne historie zyciowe, rozwody, zdrady, wpadki, i
                                                    jest w ludziach tyle gniewu i tyle nienawisci ze to sie czasem w glowie nie
                                                    miesci
                                                    czy to nie jest tak ze czasem zazdorscimy ze komus jest lepiej,
                                                    ja zapewne zazdroszcze wielu osobom, ale mimo trudnej sytuacji, moja kolezanka
                                                    ktora wpadla na studiach i za nic w swiecie nie chciala brac slubu, bo nie
                                                    chciala aby dziecko roslo w takim zwiazku, a potem przezywalo rozwod,
                                                    powiedziala mi ze mi zazdrosci, i mnie to zdziwilo, ale wiesz nie wszystko jest
                                                    biale lub czarne
                                                    zgadzam sie z tym ze trzeba skonczyc jedno zaczac drugie, ale kiedy jest ten
                                                    koniec? tylko po rozwodzie? czy jak sie juz nie kocha i nie pragnie?
                                                    nie zgadzam sie ze wszyscy faceci sa tacy sami, a tym bardziej wszyscy
                                                    rozwodnicy, to za latwo, bo wiesz, moze gdybysmy zamienily sie miejscami kazda
                                                    z nas trzymalaby swoja strone, i nie pisz mi ze ty napewno nie, bo tego nie
                                                    wiesz...
                                                    wole miec rozwiedzionych rodzicow niz takich ktorzy nie maja nic ze soba
                                                    wspolnego oprocz mnie i czuja sie zobowiazani do bycia razem nie ze wzgledu na
                                                    milosc, ale ze wzgledu na mnie

                                                    dzieci kiedys odchodza, a zostac wtedy sam na sam z obca osoba to dopiero
                                                    szczescie...
                                                  • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 14:50
                                                    jesteś jak dla mnie cyniczna ,pusta ,egoistka patrząca tylko na siebie bo tak
                                                    naprawdę nic więcej nie widzisz tylko to twoje szczęscie na siłę ,nie uwierzę
                                                    ci ,że myślisz inaczej ,ty już wlazłaś w bagno ,a teraz chciałabyś żebysmy
                                                    ciebie zrozumieli nic z tego tak jak pisałam wyżej zero
                                                  • lisis ty naprawde nic nie zrozumialas... 01.04.05, 14:50
                                                    pozostaje ci byc dumną...
                                                    poki jeszcze wydaje ci sie ze masz z czego.
                                                  • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 14:55
                                                    przeczytaj sobie post;;;osobą najepiej ....;;;założyła go figurka .tam jest
                                                    napisane w pierwszym poście ,to co ja próbowałam Tobie przekazać wiele
                                                    razy ,więc nie tylko ja tak myślę,teraz Ty pomyśl może w końcu pomału do Ciebie
                                                    dotrze a jak nie to wspóczuję mimo wszystko uwierz
                                                  • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 15:02
                                                    ja czytalam ten post
                                                    i widzisz, ja wcale nie mowie ze ja wszystko wiem
                                                    ale opieram co mowie na tym co wiem to chyba normalne
                                                    zawsze sa dwie strony medalu

                                                    a ja od poczatku mowilam, ze jesli chca do siebie wrocic, jesli taka podejma
                                                    decyzje, to ja nie bede o niego walczyc bez przesady

                                                    musicie miec jakies straszne doswiadczenia
                                                    ale to wszystko przez kochanki? tylko?
                                                  • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 15:03
                                                    co ty wiesz malolacie o zyciu ?co?
                                                  • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 15:05
                                                    bez! sensu z tobą ta dyskusja !ty wiesz lepiej nie przejedż sie za
                                                    daleko.........
                                                  • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 15:06
                                                    wiem tak samo lepiej jak ty
                                                  • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 15:08
                                                    czyżby?
                                                  • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 15:09
                                                    byłaś mężatką przechodziłaś to ,chyba jednak nie ,więc mi tu nie pisz farmazonów
                                                  • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 15:06
                                                    tak, no spodziewalam sie takich argumentow
                                                    a o zyciu wiem duzo nawet nie wiesz jak duzo
                                                    znasz wokol siebie dorosle dzieci rozwiedzionych rodzicow?
                                                    jesli znasz spytaj czy chcieli zeby rodzice zyli razem?
                                                    to czasem gorsze niz pieklo
                                                    ja to wiem
                                                  • poczta301 Re: posluchaj 01.04.05, 15:08
                                                    ale dlaczego ty generalizujesz wszystkie dzieci do jednego worka piszę po raz
                                                    kolejny nie znasz drugiej prawdy ,a może wcale im nie jest żle ze sobą?
                                                  • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 15:14
                                                    wydaje mi sie ze to wy wkladacie wszystkich do jednego wora
                                                    skoro im tak dobrze ze soba to dlaczego nie mieszkaja razem?

                                                  • lisis Re: posluchaj 01.04.05, 15:15
                                                    ile razy juz bylas u niego w mieszkaniu?
                                                  • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 15:22
                                                    w mieszkaniu gdzie mieszkali razem nie bylam, bo nie wiem po co mialabym tam isc
                                                    a kazde z nich mam teraz nowe mieszkanie, ja w jego bylam, i co z tego
                                                  • hela74 Re: posluchaj 03.04.05, 12:37
                                                    Słuchaj Monico, co to znaczy, że nie mieszkaja razem, są w osobnych
                                                    mieszkaniach, bo jeśli tak to nie rozumiem, dlaczego sie nie rozwodzą,
                                                    tłumacząc to dobrem dziecka, przecież w takiej sytuacji dla dziecka rozwód juz
                                                    nastąpił. Za dużo rzeczy tu nie pasuje...
                                                  • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 15:39
                                                    pewnie mmyslisz ze ja juz zlapalam go w swoje sidla i chce miec go tylko dla
                                                    siebie, marzyc, planowac, zakladac rodzine
                                                    akurat to nie jest prawda bo wcale tak nie jest
                                                    przyszlam na to forum zeby zebrac opinie o takim zwiazku a nie sie od razu
                                                    usprawiedliwiac i szukac sojusznikow...
                                                    mysle ze on nie ma zadnej pewnosci ze bedziemy razem
                                                    powiedzial mi kiedys ze nie chce oszukiwac dziecka ze kocha jego matke jesli
                                                    jej nie kocha, i nie chce z nia byc, bo to widac i mozna oddczuc
                                                    zgadzam sie ze szkoda dziecka, ale tak zle i tak niedobrze, co wybrac? jest
                                                    wybor?
                                                  • lisis Re: posluchaj 01.04.05, 15:44
                                                    tym bardziej nie rozumiem dlaczego sie bierzesz za rozwalanie tego malzenstwa.
                                                    potrzebujesz faceta, ten byl pod reka, fajnie sie jest romantycznie zabawic...
                                                    a jego rodzine i tak masz gleboko w d....

                                                  • monica.monica Re: posluchaj 01.04.05, 15:51
                                                    mysle ze jak bym miala to gdzies gleboko, to zupelnie inaczej bym
                                                    postepowala... pewnie bym probowala wszystko sobie udowadniac, i stawialabym
                                                    warunki, a do tego miala tlko zadania
                                                    spotkalismy sie, stalo sie, tego nie odwroce i nic na to nie poradze
                                                    a czy bedzie my razem tez tego nie wiem
                                                    i wcale nie robie sobie nadziei ani nikomu jej nie daje
                                                    mysle, ze nikt sie nie zabawia
                                                    a ty jakbys sie zakochala w innym facecie niz twoj maz, co bys zrobila? nie
                                                    chcaialabys poczuc sie szczesliwa? to czystko teoretyczne pytanie
                                                  • lisis idz do psychologa 01.04.05, 15:10
                                                    bidulko...

                                                    bo jestes na najlepszej drodze do tego, zeby jeszcze niejedno dziecko plakalo
                                                    przez ciebie, gdy z taka egzaltowana spiewka rozwalasz mu rodzine.

                                                    moze ty sie mscisz za swoje nieudane dziecinstwo? albo co?
                                                  • monica.monica Re: idz do psychologa 01.04.05, 15:19
                                                    nie nie mszcze sie
                                                    i jak sie dowiedzialam ze ma corke, to bardzo to przezylam i nie chcialam
                                                    ciagnac tego dalej, bo wlasnie nie chcialam jej krzywdzic
                                                    ale postanowili sie rozejsc i wiem ze juz nie mieszkaja razem
                                                    nie wszyscy podchodza do takich rzeczy z latwoscia
                                                    co mam sobie udowodnic rozmawiajac z jego zona?
                                                  • lisis Re: idz do psychologa 01.04.05, 15:33
                                                    ty w ogole jestes "nadzwyczaj wrazliwa osoba"
                                                    brrrr
                                                  • anja_pl Re: posluchaj 02.04.05, 19:27
                                                    monica.monica napisała:

                                                    > tak, no spodziewalam sie takich argumentow
                                                    > a o zyciu wiem duzo nawet nie wiesz jak duzo
                                                    > znasz wokol siebie dorosle dzieci rozwiedzionych rodzicow?
                                                    > jesli znasz spytaj czy chcieli zeby rodzice zyli razem?
                                                    > to czasem gorsze niz pieklo
                                                    > ja to wiem

                                                    tak, znam dorosłych, których rodzice się rozwiedli i do dziś nie mogą przejść
                                                    nad tym do porządku dziennego,
                                                    i znam takich, których rodzice sie kłócili, ale wytrwali razem

                                                    i Ci pierwszi zazdrosza tym drugim

                                                  • anja_pl Re: posluchaj 02.04.05, 19:24
                                                    monica.monica napisała:

                                                    > wiesz co ja mysle, ze najwazniejsze to byc dumnym z siebie i wlasnych wyborow

                                                    a jesteś z Siebie dumna? gratuluje dobrego samopoczucia


                                                    > zgadzam sie z tym ze trzeba skonczyc jedno zaczac drugie, ale kiedy jest ten
                                                    > koniec? tylko po rozwodzie?

                                                    formalnie dla niektórych tak, dla mnie małżeństwo kończy sie ze śmiercią
                                                    współmałżonka, ale na pewno nie wtedy, kiedy są jeszcze razem,

                                                    > wole miec rozwiedzionych rodzicow niz takich ktorzy nie maja nic ze soba
                                                    > wspolnego oprocz mnie i czuja sie zobowiazani do bycia razem nie ze wzgledu

                                                    porozmawiałabyś z moimi dziećmi, jak to jest kiedy Taty nie ma w domu,

                                                    a jakich Ty miałaś rodziców: rozwiedzionych?







                                                    > milosc, ale ze wzgledu na mnie
                                                    >
                                                    > dzieci kiedys odchodza, a zostac wtedy sam na sam z obca osoba to dopiero
                                                    > szczescie...
                                                  • tricolour Chyba... 02.04.05, 19:27
                                                    ... Wasze przekonywanie do niczego nie prowadzi. Monica musi troszke jeszcze
                                                    pożyć, by nauczyć sie podejmować decyzje.
                                                    Zresztą ona nie chce Waszej porady, tylko chce sobie pogadać...
                                                  • lisis Re: Chyba... 03.04.05, 21:03
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... Wasze przekonywanie do niczego nie prowadzi. Monica musi troszke jeszcze
                                                    > pożyć, by nauczyć sie podejmować decyzje.
                                                    > Zresztą ona nie chce Waszej porady, tylko chce sobie pogadać...


                                                    masz calkowita racje!
                                        • julka1800 Re: monica,monica 01.04.05, 12:51
                                          czytam i czytam i wiecie co? tez zabiore głos

                                          Monica, piszesz:
                                          "szkoda ze w was tylke gniewu i goryczy, bardzo wam wspolczuje"

                                          moze bardziej byś nas rozumiała i .."nam współczuła" gdybyś w poprzednim
                                          związku była zoną i matką gromadki dzieci i musiała sama borykać sie z życiem

                                          hm?
                                        • anja_pl Re: monica,monica 02.04.05, 19:15
                                          a dlaczego mamy błogosławić Ciebie?
                                          szmata (juz po świętach wink), która rozwaliła moja rodzinę też wiedziała,że
                                          mamy dwoje dzieci, napisałm do niej, że kovham mojego męża i dała sobie spokój,
                                          ale ona nadal dzwoniła, wysyłałą sms'y, maile
                                          i jej pewnie też żal było dzieci
                                          stąd ten gniew i gorycz,

                                          a Twoje wspólczucie mnie nie interesuje,
                                          rozwalasz rodzinę i to Ty rozwalasz rodzinę, bo jak u mnie na wsi mówią: " jak
                                          suka nie chce, to psu nie da"
                                          ja współczuję żonie twojego kochasia, bo Ona jest tego warta,
                                          a Ty swoimi infantylnymi tekstami szukasz usprawiedliwienia dla swoich czynów?
                                          u mnie go nie znajdziesz,
                                          i to jest mój egoizm : brak zrozumienia dla takich jak Ty i ten twoj kochaś
                                          rozwalających rodzinę i szukających usprawiedliwienia swoich czynów

                                          innego eoizmu u siebie nie widzę, a szkoda, bo może to pomogło by mi się
                                          otrząsnąć, a ja zawsze innych staram się zrozumieć,

                                          jak się naprawde kocha to nie ma miejsca na egoizm, nie ma ja jesteśmy MY



                                          zastanawiasz się? a kiedy przyjdzie działanie tzn, kop w ... faceta?
                                    • anja_pl Re: monica,monica 02.04.05, 19:04
                                      ile Ty dziewczyno masz lat? 14? 15?
                                      piszesz jak małolata, która kocha sie w koledze ze szkoły, i wydaje się jej, że
                                      życ bez niego nie może,
                                      czego Ci żal? waszego wspólnego roku ?
                                      wasz wspólny?
                                      a żona i córka to w tym roku nie istniały?
                                      skąd możesz wiedzieć, że takiej samej gadki nie wstawia innej, którą odwiedza w
                                      innym mieście, kraju, przecież dużo podróżuje "dziennikarz"?
                                      kojarzy mi się to z tym co Kruszynka pisała: pełny serwis w dniach pobytu w
                                      Jej mieście,
                                      trzymasz się go na siłę jakby był ostatnim facetem na zeimi, a Ty byś była

                                      nie masz na szczęście z nim dzieci i daj mu kopa w ..., niech poszuka sobie
                                      hotelu,

                                      stałaś się całkowicie ubezwłasnowolniona, kobieto opamietaj się,
                                      przegadane godziny? nie jedną przegadałam na gg, u siebie w domu przy kominku i
                                      jakoś żaden z tych facetów nie został moim kochankiem, i może właśnie dlatego
                                      nadal gadamy i zekamy aż na ekranie zacznie migać ikonka, lub na przyjazd by
                                      rozpalić ogień i znowu rozmawiać do rana przy kieliszku dobrego wina

                                      a Ty siądx przed lustrem, spojrzyj w swoje odbicie i odpowiedz sobie uczciwie
                                      czy lubisz tą osobę po drugiej stronie?
                                      i pomyśl o żonie i córce czy jest wobec nich uczciwa? czy córka Cię polubi?
                                      czy potrafiłabyś spojrzeć im w twarz?

                                      a Twoje pisanie, że ponoć brat wie, mama, koledzy to tylko "ponoć"
                                      i w jakim kontekscie? przyszłej żony czy darmowej sex obsługi ?

                                      do Ciebie nie dociera co piszą inni w Twojej sprawie, gdybyś chciała zrozumieć
                                      to byś zrozumiała, przeczytaj cały wątek jeszcze raz, i jeszcze raz, tak długo
                                      aż zrozumiesz,

                                      przecież jestes dorosłą młodą kobietą, na pewno atrakcyjną, po co Ci stary
                                      ramol?

                                      • monica.monica Re: monica,monica 02.04.05, 19:38
                                        dlaczego w was tyle zlosci?
                                        kto tu mowi o ubezwlasnowolnieniu?
                                        kto mowi o sex uslugach?

                                        zastanawiam sie tylko jak to jest ze zdradzanymi zonami
                                        czy one sa na tyle naiwne ze mysla ze jesli raz tak zrobil to juz wiecej nie
                                        bedzie? czy to nie paradoksalne?

                                        staram sie zrozumiec co piszecie, ale wy nie piszecie obiektywnie
                                        tylko opisujecie wlasne historie
                                        gdyby rzeczywiscie tak bylo za kazdym razem
                                        to czy nie kazde malzenstwo konczyloby sie rozwodem i zdrada?
                                        rozumiem jedynie, ze zadnemu mezczyznie juz nie zaufacie, bo jak jednen tak
                                        zrobil tzn, ze wszyscy tak maja...
                                        czy rozwody sa tylko z powodu zdrady? to dlaczego zdrada?
                                        kobiety nie zdradzaja?


                                        • anja_pl Re: monica,monica 02.04.05, 19:45
                                          monica.monica napisała:

                                          >
                                          > zastanawiam sie tylko jak to jest ze zdradzanymi zonami
                                          > czy one sa na tyle naiwne ze mysla ze jesli raz tak zrobil to juz wiecej nie
                                          > bedzie? czy to nie paradoksalne?
                                          >

                                          może naiwne, może nie, różnie w życiu bywa
                                          a Ty zkładasz, że jak zdradza ciebie z żoną i żonę z tobą to z inną cię juz nie
                                          zradza, albo nie zdradzi?

                                          > staram sie zrozumiec co piszecie, ale wy nie piszecie obiektywnie
                                          > tylko opisujecie wlasne historie
                                          > gdyby rzeczywiscie tak bylo za kazdym razem
                                          > to czy nie kazde malzenstwo konczyloby sie rozwodem i zdrada?

                                          czy każy mężczyzna zdradza żonę?
                                          czy każda żona zdradza męża?
                                          takie masz pojęcie o małżeństwie?
                                          to idź się leczyć

                                          > rozumiem jedynie, ze zadnemu mezczyznie juz nie zaufacie, bo jak jednen tak
                                          > zrobil tzn, ze wszyscy tak maja...

                                          a ja jestem w stanie zaufać memu mężowi, kiedy wróci i mi to obieca i co ty na
                                          to?

                                          > czy rozwody sa tylko z powodu zdrady? to dlaczego zdrada?
                                          > kobiety nie zdradzaja?
                                          >

                                          a dlaczego ty wskoczyłaś do łóżka żonatego faceta?
                                          gdyby nie było z kim to nie miałby i kto

                                          • monica.monica Re: monica,monica 02.04.05, 19:53
                                            roznie w zyciu bywa zgadzam sie
                                            a poza tym to bardzo mnie zastanawia jak to jest ze juz wszystkie myslicie ze
                                            ja juz go sobie nie wiadomo co i nie wiadomo co planuje
                                            a moze wroci do zony, i bedzie dalej z nia zyc, ok, jak na razie nie wraca, i
                                            wierz mi wcale to nie ja go utrzymuje w przekonaniu zeby tak robil
                                            chyba bardziej jestem dla niego przyjaciolka niz kochanka, a na zawolanie
                                            palcem zapewne nie jestem
                                            chyab przeczytaj jeszcze raz co napisalam
                                            bo ja wlasnie wiem ze to tylko nieliczni sie rozwodza i nieliczni zdradzaja...
                                            moze ten z ktorym sie spotykam jeszcze nie raz zdradzi, tego nie wiem

                                            gdyby nie chcial to by nie wskoczyl...
                                        • hela74 Re: monica,monica 03.04.05, 12:55
                                          Monico, ja nie jestem i nie byłam zdradzaną żoną, sama tęz męża nie zdradziłam,
                                          ale zastanów się nad tymi słowami, które sama powiedziałaś:

                                          "zastanawiam sie tylko jak to jest ze zdradzanymi zonami
                                          czy one sa na tyle naiwne ze mysla ze jesli raz tak zrobil to juz wiecej nie
                                          bedzie? czy to nie paradoksalne?"
                                          A czy ty jesteś tak naiwna, że myślisz, że jak Twój Luby raz to zrobił z Tobą
                                          to już więcej nie będzie...
                                          przemyśl to
                                      • bezecnymen Re: monica,monica 02.04.05, 19:42
                                        otóż totongue_out stary ramol..jak to pieknie brzmi big_grinDDDDDDDDD
                                        • anja_pl Re: monica,monica 02.04.05, 19:49
                                          hmmm, czyśbyś poczuwał sie do bycia ramolem ? big_grinDDD
                                          a może to Ty jesteś tym "dziennikarzem" wink)))
                                          i nabierasz biedną małolatę <rotfl>

                                          ja też nie młódka wink
                                          w końcu w 74 coś kumaliśmy wink
                                        • anja_pl Re: monica,monica 02.04.05, 19:50
                                          a tak to wpadnij do mnie, zapraszam to sprawdzę czy jesteś ramolem wink)))))))
                                          • bezecnymen Re: monica,monica 02.04.05, 19:53
                                            jezuuuuuuu propozycja smile gdzie tu najbliższa siłownia???
                                            • anja_pl Re: monica,monica 02.04.05, 20:39
                                              6,5 km ode mnie wink
                                              • anja_pl siłownia 02.04.05, 21:34
                                                i co przyjedziesz na siłownię ? wink
                                                bliżej Ciebie to chyba na basenie w Polkowicach smile)
                                                • bezecnymen Re: siłownia 02.04.05, 22:13
                                                  heh basen mam w pobliskiej szkole..500m a do silowni 250m...wlasnie sobie
                                                  przypomnialem...
                                                  • anja_pl Re: siłownia 02.04.05, 22:17
                                                    zaczynasz sobie przypominać ? wink
                                                    to jeden z dowodów,że nie jesteś ramolem wink
                        • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 16:13
                          ale jednak chciałabym wiedzieć z jakiego on jest miasta?
                          • kasiar74 Re: monica,monica 31.03.05, 21:44
                            poczta odpsuc
                            przypaski chodza po ludziach ale zeby az tak?
                            • poczta301 Re: monica,monica 31.03.05, 21:48
                              ale ja do Ciebie nic nie mam i piszę co czuję ale nie do ciebie ,więc jest ok
                              • kasiar74 Re: monica,monica 01.04.05, 12:58
                                poczta jasne że jest oksmile
                                tylko z jednej strony świat jest mały a z drugiej takie historie tak podobne do
                                siebie
                                pozdrawiam
                                • india8 dajcie spokój 01.04.05, 15:49
                                  Dziewczyny, dajcie spokój. Przecież p. Monika nie ma wyjścia, tkwi w tym, chce
                                  tkwić i choćbyśmy jej tu przez tydzien głowę suszyły, nic nie dotrze. Bo i po
                                  co. Teraz ma sytuacje komfortową - biedna zagubiona nieszczęsliwa... A w
                                  dodatku jakies stado problematycznych babsk ją dopadło...

                                  Idź się dziecino ukryj w kieszonce swojego Pana.

                                  I wróć, kiedy coś/ktoś zacznie Cię obchodzić.

                                  pzdr
                                  • monica.monica Re: dajcie spokój 01.04.05, 16:03
                                    to jeszcze tylko spytam
                                    wiec co powinnam zrobic?
                                    odejsc od niego czy zadzwonic do zony?
                                    jesli odejsc to co to zmieni gdy jednak sie rozwioda?
                                    a jesli zadzwonie to co mam jej sie spytac?
                                    czy chce byc pani nadal z mezem jesli teraz pani wie ze ma kogos?
                                    czy jest mozliwe zeby powiedziala zebym odeszla a oni wroca do siebie?
                                    czy powie zeby on jednak sper...?
                                    naprawde, chcialabym wiedziec jakbyscie postapily, co powiedzialy

                                    • figur_ka Monica 01.04.05, 16:33
                                      1. własnymi kanałami sprawdź, jaka jest prawda o jego małżenstwie...
                                      2. przetestuj prawdziwość i szczerość jego intencji w stosunku do ciebie
                                      3. podejmij adekwatna do faktów decyzję.
                                      _______________________________________
                                      A teraz bajeczka z życia.

                                      Była sobie raz kochanka, samotna, zakochana w żonatym i dzieciatym facecie.
                                      Wierzyła kochankowi bezgranicznie, marzyła o wspólnym i szczęśliwym zyciu.....
                                      Miała nadzieję, ze on odejdzie od zony , zeby z nią się związać na stałe.
                                      Czas upływł....minął rok....potem drugi .....i zamiast realizacji
                                      marzeń....kochanek stawał się coraz bardziej znudzony.....zaczął się
                                      wykręcać....
                                      Kochanka postanowiła działać, aby przyspieszyć bieg wydarzeń.Przyjechała do
                                      niego do domu.....i zamiast radosnego powitania spotkał ją bardzo zimny
                                      prysznic.
                                      Małżeństwo funkcjonowało jakby nigdy nic sie nie działo....on inwestował w
                                      dom , rodzinę....spał z żoną.....zachowywał się , jak przykładny mąż i ojciec.
                                      A co było z nią potem ? ŻENADA, ŻENADA , ŻENADA....
                                      • monica.monica Re: Monica 01.04.05, 16:56
                                        ja naprawde wiem ze sa tacy faceci
                                        i ze ludzie potrafia tak postepowac

                                        ale wiem ze on z nia nie mieszka
                                        i wiem ze sie rozstali, ja w pewnym sensie mam bardzo duzy dystans do tego, bo
                                        dokladnie zdjae sobie sprawe ze takie historie tez sie zdarzaja
                                        ale nie mam podstaw by az tak watpic w to ze nie chca byc razem,
                                        mysle ze jesli tak by bylo to bardziej by mnie ukrywal, a on sie afiszuje jak
                                        tylko to mowlize, wiem, nie przy zonie i corce, i to jednak zrozumiale...
                                        nie wiem od niej, to prawda, ale czy to az taki dowod ze miedzy nimi wszystko
                                        ok?
                                        ale jak mam przetestowac te prawdziwosc i szczerosc?
                                        ja wlasnie tego nie rozumiem, mam wiec zaczac we wszystko watpic i szukac
                                        dowodow? jesli mnie oszukuje to sie dowiem predzej czy pozniej, prawda jest
                                        zawsze tylko kwestia czasu, a wierzcie mi piekne slowka sa tak nie dla mnie...

                                        ale to nie znaczy ze jesli ktos wyznaje milosc to klamie...
                                        to niemozliwe
                                        • poczta301 Re: Monica 01.04.05, 17:00
                                          jaka ty jesteś naiwnnnnnnaaaaaaa
                                          • akacjax a my? 01.04.05, 17:32
                                            Czy nie byłyśmy naiwne wiążąc się z facetami, którzy mieli dbać o nas i nasze
                                            dzieci? I co z tego mamy? Rozwody.
                                            Dziesięć atakujących kochanek nie rozbije małżeństwa, które jest udane, w
                                            którym są dwie kochające się osoby.
                                            Raczej współczuję Monice, młoda, zakochana, a facet ją wykorzystuje. Ma trudny
                                            wybór, czy wierzyć mu, że kiedyś będą naprawdę razem, czekać w niepewności, czy
                                            odrzucić uczucie.
                                            Nie podobała mi się dyskusja na forum, wszystkie kochanki winne zdrad w Waszych
                                            małżeństwach Waszych? Przecież to mąż był wobec Was nieuczciwy. Zwłaszcza, że
                                            panowie nie lubią tak od razu, mówić, że mają żonę, dzieci....
                                            Był na forum psychologii kiedyś taki wątek, o kobiecie, która krytykowała
                                            zdrady, kochanki itd. i nagle znalazła się po drugiej stronie lustra, zakochała
                                            sie w żonatym mężczyźnie....zbaczyła wszystko inaczej.
                                            Jeżeli facet nie wysyła syganałów, że jest do wzięcia...nie ma problemów.
                                            Ale tak nie jest, zwykła wycieczka, pisałam o tym już, facet bez żony to facet
                                            na polowaniu...


                                            • bezecnymen Re: a my? 02.04.05, 17:57
                                              a na pewno nie zwierzyna łowna???
                                              to tylko my, faceci urwani z domowego łańcucha szukamy jak by tu wykonać skok w
                                              bok???ciekawa teoria....zapewne w 100% zdradzamy zony z wolnymi cywilnie
                                              kobietami....
                                              • tricolour Re: a my? 02.04.05, 18:25
                                                One nas traktuja jak maszynki sterowane jajami. Nic tylko polować, zdradzać z
                                                kim popadnie. Rozkochiwać w sobie, a potem okrutnie rzucać... i szukac nowej
                                                kochanki (czytaj: materaca).
                                                Jeszcze parę takich pomysłow, a dojde do wniosku, że mózgu u kobiet niewiele...
                                                • jarkoni Re: a my? 03.04.05, 15:45
                                                  ostatnie kilkadziesiąt postów czytałem z zainteresowaniem i uznałem to za swoje
                                                  antyforum...Jakoś nie miałem ochoty zabierać głosu..Drogie Panie proponuję
                                                  dowiedzieć się gdzie mieszka monica.monica i po prostu wybrać się tam razem i
                                                  rozerwać ją na strzępy...I z zakrwawionymi niewinnymi buźkami i strzępami
                                                  mięska między białymi ząbkami wrócić w pełni satysfakcji do szczęśliwych
                                                  domów...
                                                  Nie chcę ani kłótni, ani nawet polemiki tutaj...Jeśli chcesz pogadać proszę o
                                                  mail z numerem GG lub numerem telefonu..Mówiłem do każdej z was Miłych
                                                  Sfrustrowanych i Szczerzących Białe Ząbki Pań...
                                                  Wiem, że zostałem wrogiem publicznym nr 1
                                                  Trudno...
                                                  • lisis jarkoni przynudzasz 03.04.05, 21:02
                                                    chyba sie czesciowo identyfikujesz z kochasiem moniki?
                                                    twoja historia zle sie skonczyla i uwazam ze moniki tez sie zle skonczy.
                                                    placzem, smrodem i oskarzaniem wszystkich tylko nie siebie.

                                                    a popelnia bledy podstawowe. ale otworzyc oczu, ani zmienic swojego bezmyslnego
                                                    trwania w swiadome postepowanie nie zamierza. jej wybor, a teoretyzowanie
                                                    zonach i o stosunkach malzenskich naprawde moze sobie darowac -bo nie ma
                                                    pojecia co to jest malzenstwo.

                                                    czy uwazasz ze kobiety zle jej zycza?
                                                    kazda usiluje jej uswiadomic co ja czeka,co ja moze czekac, monica to odrzuca.
                                                    jej sprawa, jej zycie.
                                                    ale jak ma nasze opinie w d... to po jaka cholere przychodzi tu pytac innych o
                                                    zdanie??

                                                    ten facet zjawil sie, jest jej potrzebny, wiec skorzysta z niego!, jest
                                                    bezwolna i uzalezniona od kontaktow z nim. i niewazne czy to ten facet czy
                                                    inny; potrzebowala przelac gdzies uczucia, a ten byl taki roooomantycznyyy..
                                                    tylko niech te zone i dziecko gdzies dyskretnie odsunie czy ukatrupi zeby
                                                    monica nie musiala sie babrac osobiscie w jego rozwodzie...tak bardzo pragnie
                                                    go i miluje nasz monica..
                                                    z kilku tekstow ktore napisala wyzej przebija sie coraz jasniej: ONA TEGO
                                                    FACETA WCALE NIE KOCHA ! ona tylko kocha byc kochana -a on obsypuje ja
                                                    wyznaniami, stara sie, i moze nawet sie rozwiedzie dla NIEJ!-to dopiero bedzie
                                                    miala powod do dumy...

    • anna1705 Czy zna ktoś odpowiedź...? 02.04.05, 17:42
      Mam pytanie...czy ktoś może znaleźć na nie odpowiedź? Zakochałam się w kuzynie,
      jest to miłość w obie strony. Kochamy się do szaleństwa. Oboje jesteśmy
      rozwiedzeni. Bardzo chcielibyśmy się pobrać, tylko nie wiemy, czy nasze
      pokrewieństwo nie będzie przeszkodą. Nie jesteśmy kuzynostwem w prostej linii,
      nasze babcie od strony mam były siostrami. Jak to wygląda prawnie? Czy mamy
      jakieś szanse, aby nasz związek zalegalizować? Prosze odpowiedzieć mi na
      pytanie, ale proszę również o poważne odpowiedzi.
      • bezecnymen Re: Czy zna ktoś odpowiedź...? 02.04.05, 18:05
        nie jestem znawca problemu ale wydaje mi sie że odpada związek w przypadku
        pokrewieństwa 2 stopnia czyli między kuzynami po rodzeństwie rodziców...co do
        babć nie mam pewności...zapytac radze prawnikasmile
        • anja_pl Re: Czy zna ktoś odpowiedź...? 02.04.05, 19:35
          bezecny to chyba 3 stopień pokrewieństwa, a wtedy nie ma problemu,
          1 stopień bacie
          2 stopień rodzice
          3 stopień oni

          Anna idżcie do USC i się rejestrujcie wink
          Wszystkiego najlepszego smile
      • bezecnymen Re: Czy zna ktoś odpowiedź...? 02.04.05, 18:07
        a dzieci zamierzacie miec razem??? bo to chyba wazniejsze odnośnie zbyt
        bliskiego pokrewieństwa niz prawnicze pierdoły...
        • anna1705 Re: Czy zna ktoś odpowiedź...? 02.04.05, 18:12
          Nie zamierzamy miec dzieci. Oboje jesteśmy rozwiedzeni, każde z nas ma już
          dziecko. To wystarczy. Kochamy sie i chcemy poprostu być razem, to
          wszystko.Jednak nie satysfakcjonuje nas życie w konkubinacie, pragniemy się
          pobrać. Zastanawiamy się czy USC udzieli nam ślubu.
          • tricolour Re: Czy zna ktoś odpowiedź...? 02.04.05, 18:16
            Warto chyba jednak udac się do USC, tam znajdziesz odpowiedź. Najlepiej do
            źródła... smile))
            • anna1705 Re: Czy zna ktoś odpowiedź...? 02.04.05, 18:33
              Czy jakieś forum, na którym dostałabym odpowiedź od prawnika?
              • bezecnymen Re: Czy zna ktoś odpowiedź...? 02.04.05, 18:37
                krepujesz sie realnie zadac komus takie pytanie??? to powiedz że to koleżanki
                problem a ona sie wstydzitongue_out
              • tricolour Re: Czy zna ktoś odpowiedź...? 02.04.05, 18:37
                Hm... nie wiem, czy jest takie forum, które bierze odpowiedzialnośc za swoje
                słowa. Może i jest jakis prawnik, który bedzie chciał udzielic Ci odpowiedzi.
                Może okazać sie też, że trzeba bedzie zwyczajnie pójść do kancelarii, zapłacić
                i dostać stosowną poradę...

                Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka