Dodaj do ulubionych

najgorsze mam juz za soba...

02.11.05, 23:34
witam wszystkich starych znajomych i tych, ktorych nie mialam okazji poznac.
minelo wiele czasu od mojego pojawienia sie na tym forum. ale ja sie tu
najeczalam i naplakalam... ale pomoglo i to bardzo. a teraz mieszkam sobie w
moim cichutkim mieszkanku, wprawdzie na kartonach (odwieczny problem z kasa)
ale w spokoju. nikt sie nie czepia, nerwow mi nie szarpie. syn tez juz wrocil
do mnie, po okresie zainteresowania taty. wiec zyjemy tu sobie we trojke z
psem potworem. i juz prawie wszystkie sprawy pozalatwialam i juz powolutku
zaczynam przyzwyczajac sie do tego, ze mi dobrze.
a czemu to wszystko pisze? bo dzis zadzwonila do mnie kolezanka, dawno tego
nie robila. dowiedzila sie, ze jestem jedynym swiadkiem, ktory widzial jej
meza z kochanka i szukala pomocy. dlugo z nia rozmawialam. czulam jak sie
szarpie i miota. jak jeszcze nie do konca wierzy, jak cierpi i jak pragnie
zemsty, a zarazem czuje sie taka bezsilna. ja to wszystko przechodzilam.
opowiedzialm jej o wszystkich stany rozpaczy. jak dlugo i jak roznymi
drogami, niekoniecznie wlasciwymi, docieralam do dzisiejszego dnia.
i wiem, ze jeszcze moja kolezanka zadzwoni. i jeszcze nie raz dlugo bedziemy
rozmawiac, bo ona tego potrzebuje, tak tego kiedys potrzebowalam. i minie
miesiac, potem drugi i kolejne i powoli minie bol i znow zacznie usmiechac
sie do swoich dzieci i znow zachce jej sie zyc.
no to napisalam, co chcialam big_grin
cholercia, ludziska! jest mi dobrze i chce by wam tez bylo. jakos mnie dzis
rozsadza! bo dzieki tej mojej kolezance zobaczylam ile mam za soba, a
koniecznie chce by u niej i u innych to nie trwalo tak dlugo, szkoda zycia,
szkoda czasu.
i to na tyle, pa
Obserwuj wątek
    • ak70 Re: najgorsze mam juz za soba... 03.11.05, 09:09
      Tylko jak to zrobić, żeby trwało krócej? I skąd wiadomo, że to już na pewno
      koniec i że decyzja, którą się podjęło jest właściwa? Chyba jest łatwiej kiedy
      nie ma dzieci, bo nie cierpi nikt poza tobą, a kiedy są? Jak pozbyć się
      ciężaru, że zrobiło się coś dla siebie, nie patrząc na dzieci? Jak pozbyć się
      przekonania, że może coś jeszcze uda sie naprawić? Jak pozbyć się tej cholernej
      nadziei, że jutro obudzę się w jego ramionach? Jak zapomnieć? Jak...?
      • sun_woman Re: najgorsze mam juz za soba... 06.11.05, 19:52
        ak70 napisała:

        > Tylko jak to zrobić, żeby trwało krócej?
        nie ma przyspieszaczy. czas jest inny dla każdego. niestety...


        Jak pozbyć się
        > ciężaru, że zrobiło się coś dla siebie, nie patrząc na dzieci?

        czasami dla dzieci lepiej mieć szczęśliwych rodziców osobno. wiem, co mówię.


        Jak pozbyć się
        > przekonania, że może coś jeszcze uda sie naprawić? Jak pozbyć się tej
        cholernej
        >
        > nadziei, że jutro obudzę się w jego ramionach? Jak zapomnieć? Jak...?

        nadzieja sama odejdzie pewnego dnia...
        • akacjax Nadzieja przejrzy na oczy 06.11.05, 20:27
          I nazwie rzecz po imieniu, skończy się fałszywie nazywać nadzieją ułudę, a nazwie się nadzieją to, co nią jest.
          Nadzieją na lepsze jutro! smile
          Pozdrawiam przed wyjściem do pracy, Wy kończycie weekend, ja zaczynam jutro ranosmile już się nie mogę doczekać.
    • bezecnymen Re: najgorsze mam juz za soba... 03.11.05, 17:15
      Gotymciu drogabig_grin
      a może by tak wpaść i rozpakować te kartony??
      a swoją drogą nic tak chyba dobrze nie robi jak fakt, że to, co inni dopiero
      zaczynają przeżywać my już mamy za sobą...
      • tricolour Taaak... niech sie troszkę pomęczą... 03.11.05, 18:47
        ... cio?

        smile
        • gotyma Re: Taaak... niech sie troszkę pomęczą... 03.11.05, 23:29
          oj chlopaki, nie macie serca... "niech sie troszke pomecza" po co, szkoda
          zycia. cala energie lepiej skupic i spozytkowac na przyjemniejsze rzeczy. i tu
          mozna wymienic cala liste z wiadomym pierwszym punktem big_grin


          a co do kartonow... oj przydala by sie meska pomoc, przydala...
    • brzoza75 Re: najgorsze mam juz za soba... 04.11.05, 08:29
      zazdroszczę i mam nadzieję, że ten etap nadejdzie kiedyś i nastanie u mniesmile
      choć czasem mam już wrażenie, że panuję nad wszystkim uczuciami i emocjami a
      potem jednak okazuje się, że wcale nie jestem taka silna i najchętniej to bym
      zapadła się pod ziemię...potem znowu odkopała, stabilizacji mi trzeba jak nic!:-
      )
      • gotyma Re: najgorsze mam juz za soba... 04.11.05, 08:57
        kochana slabsze chwile zdarzaja sie i tym ktorzy nie przechodzili taakich
        sytuacji jak my... nie martw sie, wazne jest chciec. a potem powolutku samo sie
        dzieje...
        • gosiaas25 Re: Gotyma 06.11.05, 22:46
          bardzo się cieszę, że u Ciebie wszystko dobrze!!
          dawno Cie tu nie było... i mnie zreszta również smile
          pozdrawiam gorąco
      • sun_woman Re: najgorsze mam juz za soba... 06.11.05, 19:50
        brzoza75 napisała:
        mam nadzieję, że ten etap nadejdzie kiedyś i nastanie u mniesmile

        nastanie, nastanie, jestem tego zywym dowodem smile
    • julka1800 Re: najgorsze mam juz za soba... 04.11.05, 09:25
      Witaj kobieto,
      my wszystkie tu jestesmy silne babki, nie do zdarcia smile)

      Julka1800

      ps. z ostatnich "przysłów" jakie zapamietałam to:

      "Kobieta jest jak Media Markt - nie dla idiotów"
      • ak70 Re: najgorsze mam juz za soba... 04.11.05, 10:19
        Świetne!! Bez komentarza smile)) I co na to forumowi Panowie?? smile
      • bezecnymen Re: najgorsze mam juz za soba... 04.11.05, 14:35
        to powiedzonko Julko powieszę sobie nad łóżkiemtongue_out
        a znasz może jakieś o kobiecie dla bezecnych??
    • anja_pl Re: najgorsze mam juz za soba... 04.11.05, 10:43
      a ja przed sobą...
      • brzoza75 Re: najgorsze mam juz za soba... 04.11.05, 11:35
        znam znam to motto życiowesmile))
      • julka1800 Re: najgorsze mam juz za soba... 04.11.05, 11:38
        Anja, przykro mi....
      • kasiar74 Re: najgorsze mam juz za soba... 06.11.05, 18:28
        anja prosze w tej chwili zmienić nastawienie!
        czeka cię jeszcze wiele dobre uwierz w to a tak się stanie
        • gotyma tesciowa 06.11.05, 22:55
          moja byla tesciowa dzis po raz pierwszy byla u mnie w nowym mieszkaku z wizyta.
          powiedziala: "widze, ze ty w koncu jestes szczesliwa, ciekawa jestem czy moj
          syn tez jest."
          • kasiar74 Re: tesciowa 07.11.05, 12:29
            gotymo wspaniale!! widac najwyraźniej od ciebie bijącą aurę szczęścia
        • anja_pl Re: najgorsze mam juz za soba... 07.11.05, 10:43
          za parę godzin mam dziś rozprawę pojednawczą,
          ja chcę ratować małżeństwo, ale druga strona raczej nie,

          i jak tu spojrzeć wesoło ...
          • scriptus Re: najgorsze mam juz za soba... 07.11.05, 11:08
            Aniu, trzymam kciuki, |eby Ci si udaBo, tak, jak chcesz
            • akacjax Aniu! 07.11.05, 11:33
              Trzymam, by udało się to, co najlepsze dla Ciebie.
              • bezecnymen Re: Aniu! 07.11.05, 15:33
                też się podpiszę...pod Akacjąbig_grin
          • kasiar74 Re: najgorsze mam juz za soba... 07.11.05, 12:31
            anja może trudno uwierzyć teraz, ale kiedyś będzie lepiej, bez względu na to z
            kim bedziesz
            • anja_pl Re: najgorsze mam juz za soba... 07.11.05, 12:36
              kasiar74 napisała:

              > anja może trudno uwierzyć teraz, ale kiedyś będzie lepiej, bez względu na to
              z
              > kim bedziesz

              zawsze będę ze sobą i to jedno jest pewne,
              dzieci jak ptaki powylatują z domu, na razie chcą ze mną mieszkać ze swoimi
              małżonkami wink

              a żoną mojego Męża zawsze będę, do końca mojego lub Jego życia...
              • scriptus Re: najgorsze mam juz za soba... 07.11.05, 20:18
                Czyli stało się, jak chciałaś ??
                • anja_pl pierwsza sprawa 07.11.05, 21:48
                  scriptus napisał:

                  > Czyli stało się, jak chciałaś ??

                  nic się nie zdarzyło,
                  sędzia po formalnym potwierdzeniue naszych tożsamości, wypytania nas o miejsce
                  pracy, dochody, dzieci, spytał męża czy podtrzymuje pozew, na co On
                  odpowiedział, że "tak"
                  potem zapytał mnie czy się zgadzam, tonem jakby to było oczywiste, i na moją
                  odpowiedź: "nie", był bardzo zdziwiony !

                  i kazał mężowi zapłacić za kuratora, chodzi o opiekę nad dziećmi, jak mi
                  wyjasnił i kazał mężowi przygotować dowody o winie...
                  i tu dla mojego Męża zaczęły się schody ...

                  aż mi Go żal...

                  a mnie rano tak ściskało, że hej ...
                  po sprawie gadalismy z mężem jeszcze kawał czasu,
                  niestety, nie spotkaliśmy się w pół drogi...

                  • tricolour Nie uważasz, że to ciut śmieszne... 07.11.05, 22:28
                    ... wypisywać onego Męża z dużej litery?
                    • anja_pl nie uważam 08.11.05, 10:20
                      tricolour napisał:

                      > ... wypisywać onego Męża z dużej litery?


                      kiedys to juz tłumaczyłąm na forum i nadal się będę tego trzymała tongue_outtongue_outtongue_out
                  • akacjax Re: pierwsza sprawa 08.11.05, 08:55
                    Znam sprawę, która ciągnie się latami. On jest z kochanką, ona ciągle nie zgadza się na rozwód. On nie ma dowodów na jej winę-nie może wnieść o rozwód z jej winy(wtedy ona na rozwód nie musi się zgadzać). I tak już chyba pięć lat.
                    Sąd się cieszy, kiedyś ktoś za to wszystko pieknie zapłaci. A oni i tak nieszczęśliwi.
                    Czy zamierzasz Aniu tak żyć?
                    Czy masz jakąś opcję inną(np. rozwód z jego winy)?
                    Ja wiem, że liczysz, że on wróci, czy już tak całe życie będziesz czekać?
                    Dla mnie (by było jasne) małżeństwo jest kościelną świętością, ale na chwilę obecną nie wiem nawet, co musiałby zrobić mój m. (teoretycznie ex), by znowu mu zaufać.
                    • anja_pl Re: pierwsza sprawa 08.11.05, 10:19
                      mam dowody na jego winę, mam świadków,
                      ALE ja nie chcę rozwodu,

                      może będę żyła złudzeniami do końca życia, ale dopóki tego nie przeżyję, nie
                      będę wiedziała,że to są złudzenia...

                      dla mnie również małżenstwo jest świętością,
                      znam mojego Męża i wiem, że jesli On powie tak, to będę mogła Mu zaufać,
                      a co najdziwniejsze: nadal Mu wierzę, a tego to już pewnie nikt to nie rozumie,
                      ja też...
                      • akacjax Aniu! 08.11.05, 10:34
                        Życzę Ci, by nie ranił Cię bardziej.
                        By to, co wybierasz (postawa czekam na niego zamiast: żyję sama, bo bez niego-różnica w tym, że w drugim przypadku nie czekasz, mniej złudzeń, a może miłe rozczarowanie w przyszłości) było lekkie.
                      • scriptus Re: pierwsza sprawa 11.11.05, 23:35
                        Aniu, myślę, że trochę rozumiem, Ciebie i Twoją postawę i podziwiam. Podziwiam,
                        ze nie tracisz wiary nawet w tak trudnych momentach w życiu. Tak trzymaj!

                        Chciałbym żyć chociaż złudzeniami... lepsze to, niż brak nadziei, który mnie
                        coraz częściej ogarnia.
                  • julka1800 Re: pierwsza sprawa 08.11.05, 09:32
                    Anja, jestes dzielna smile)

                    smile)

      • ak70 Re: najgorsze mam juz za soba... 07.11.05, 08:41
        To możemy sobie podać łapki ...sad(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka