witam wszystkich starych znajomych i tych, ktorych nie mialam okazji poznac.
minelo wiele czasu od mojego pojawienia sie na tym forum. ale ja sie tu
najeczalam i naplakalam... ale pomoglo i to bardzo. a teraz mieszkam sobie w
moim cichutkim mieszkanku, wprawdzie na kartonach (odwieczny problem z kasa)
ale w spokoju. nikt sie nie czepia, nerwow mi nie szarpie. syn tez juz wrocil
do mnie, po okresie zainteresowania taty. wiec zyjemy tu sobie we trojke z
psem potworem. i juz prawie wszystkie sprawy pozalatwialam i juz powolutku
zaczynam przyzwyczajac sie do tego, ze mi dobrze.
a czemu to wszystko pisze? bo dzis zadzwonila do mnie kolezanka, dawno tego
nie robila. dowiedzila sie, ze jestem jedynym swiadkiem, ktory widzial jej
meza z kochanka i szukala pomocy. dlugo z nia rozmawialam. czulam jak sie
szarpie i miota. jak jeszcze nie do konca wierzy, jak cierpi i jak pragnie
zemsty, a zarazem czuje sie taka bezsilna. ja to wszystko przechodzilam.
opowiedzialm jej o wszystkich stany rozpaczy. jak dlugo i jak roznymi
drogami, niekoniecznie wlasciwymi, docieralam do dzisiejszego dnia.
i wiem, ze jeszcze moja kolezanka zadzwoni. i jeszcze nie raz dlugo bedziemy
rozmawiac, bo ona tego potrzebuje, tak tego kiedys potrzebowalam. i minie
miesiac, potem drugi i kolejne i powoli minie bol i znow zacznie usmiechac
sie do swoich dzieci i znow zachce jej sie zyc.
no to napisalam, co chcialam

cholercia, ludziska! jest mi dobrze i chce by wam tez bylo. jakos mnie dzis
rozsadza! bo dzieki tej mojej kolezance zobaczylam ile mam za soba, a
koniecznie chce by u niej i u innych to nie trwalo tak dlugo, szkoda zycia,
szkoda czasu.
i to na tyle, pa