czy ma prawo??

03.01.06, 20:13
Napiszcie mi prosze co o tym sadzicie, jak to było u WAS podczas rozwodu. Maz
nie mieszka z nami od roku, ma klucze od mieszkania i jak nas nie ma
przychodzi i zabiera nam rozne rzeczy.Ostatnio zabral kamerke ktora wspolnie
kupilismy dla dzieci, to znaczy zeby nagrywac wazniejsze wydarzenia, ogolnie
jak rosna!Mieszkanie jest jego, czyli wymiana zamku jest niemozliwa!!
Najgorsze jest to ze zachowuje sie jak złodziej, przeciez gdyby mi powiedzial
ze jest mu potrzebna normalnie bym mu ja dała, a tak przychodzi wtedy gdy ja
jestem w pracy, a dzieci nie ma!Nie wiem, czuje sie niepewnie, ze pewnego
dnia wroce i niczego juz nie bedzie!jestesmy w trakcie rozwodu,a jego
marzeniem jest wyrzucic nas z domu!
    • tricolour Czy ma prawo? 03.01.06, 20:33
      Literalnie ma prawo, bo jesteście małżeństwem i mieszkanie jest jego.

      Spróbuj porozmawiać, co jest Twoje, co wspólne, a co jego i jak z tym
      postępować. Tym bardziej, że - jak piszesz - mieszkanie jest jego więc możesz
      nagle nie mieć gdzie mieszkać.
    • maheda Re: czy ma prawo?? 03.01.06, 21:06
      Jak najbardziej ma prawo przychodzić i zabierać, co chce.
      Powinnaś się jak najszybciej przeprowadzić z dziećmi do innego mieszkania - na
      przykład wynajętego, albo do rodziców, jeśli mają warunki.
      Jeśli mieszkanie było już jego przed ślubem, to po rozwodzie w ogóle nie
      będziesz miała do niego praw, prawo do mieszkania w nim będą miały wyłącznie dzieci.
      • wena10 Re: czy ma prawo?? 03.01.06, 21:30
        Jak to ma prawo? Absolutnie nie, skoro rzeczy są tak samo jego jak i jej, a nie
        było podziału majątku. Jak kobieta potem udowodni facetowi, że jakaś kamera w
        ogóle była w domu (filmy mogli kręcić pożyczoną). W tym kontekście proponuję
        zrobić przy świadkach (najlepiej ktoś neutralny)spis wszystkich przedmiotów
        (może fotki) w domu, żeby chociaż było wiadomo, co było we wspólnym
        gospodarstwie przed jego ograbieniem. C'est la vie...
        • tricolour Zrozumieć słowo "prawo". 03.01.06, 21:33
          Więc formalnie, czyli zgodznie z PRAWEM są małżeństwem. Każde z nich może
          przychodzic do własnego mieszkania i brać co chce.
          Sytuacja zmieni sie po rozwodzie.

          Odróżniajmy prawo od oczekiwań.
          • porucznikk Re: Zrozumieć słowo "prawo". 04.01.06, 09:06
            tricolour napisał:

            > Więc formalnie, czyli zgodznie z PRAWEM są małżeństwem. Każde z nich może
            > przychodzic do własnego mieszkania
            Istnieją precedensy.
            por.
        • maheda Re: czy ma prawo?? 03.01.06, 23:35
          Dziewczyno! Skoro są tak samo jego, jak i jej, a każde z nich ma odmienne
          zdanie na jakiś temat, to kto ma rację, i czemu wg Ciebie ta kobieta?!
          Czemu kamera ma być z NIĄ, a nie z NIM?!
          Ja nie mówię, że facet ma rację - podkreślam jedynie, że primo - znamy wersję
          tylko jednej strony, a secundo - nie było podziału majątku i wszystko, co jest
          w mieszkaniu, należy również do kościa, który ma prawo z tym wszystkim zrobić,
          co zechce.
          Dariaa76 postępuje przede wszystkim bardzo głupio, pozostając nadal w
          mieszkaniu MĘŻA, zamiast wynieść się z niego, wraz z dziećmi. Reszta jest
          efektem tego pozostawania na terenie męża.
          • tricolour Co się stało... 03.01.06, 23:41
            ... że my sie tak zgadzamy? Nowy rok, czy co?

            smile
            • maheda No właśnie 03.01.06, 23:44
              aż też się zastanawiam wink
              • tricolour :))) 04.01.06, 00:18
                A wracając troszkę do rzeczy - czyli wynoszenia z mieszkania, to wynosić można,
                ale sprzedawać chyba nie.
                Zdaje się, że jest taki paragraf w kodeksie cywilnym, że nie można celowo
                pomniejszać majątku (czy jakoś tam) i sprzedaż pod to podpada...

                ... ale to tak na marginesie i mało do rzeczy...
          • porucznikk Nic nie rozumiem 04.01.06, 05:49
            z tych zawiłości. Wątek ciekawy, lecz skierowany do miłośników logicznych
            rozrywek, z którymi nigdy sobie nie radzę.
            por.
            • dariaa76 Re: Nic nie rozumiem 04.01.06, 09:48
              Nie znam sie na prawie dlatego rozmawiałam dzisiaj z dzielcnicowym i jak sie
              okazało nie ma prawa wynosic nic z mieszkania, dopoki nie mamy rozwodu i
              podziału majątku. Moze zabrac cos co wniósł do mieszkania z czasów kawalerskich
              np. łózko czy telewizor, ale nie mam prawa zabierac czegos co jest wspolne!
              No cóż mieszkanie jest jego i wiem ze bede musiala je opuscic, ale reszta jest
              wspolna albo zrobiona dzieki pomocy mojej rodziny bo taka była umowa, wiec nie
              bardzo wiem dlaczego juz teraz powinnam wychodzic z domu z małymi dziecmi, a
              nie czekac do rozwodu i podziału majątku!
              To co nabył w swoim nowym mieszkaniu jest tez zgodnie z prawem niby nasze ale
              nie chodze do niego i nie zabieram mu dokumentow, sprzetu czy tez innych
              wartosciowych rzeczy!
              Najbardziej nie rozumiem ze przychodzi do mieszkania gdy nas nie ma i zachowuje
              sie jak złodziej, przeciez moglby powiedziec ze to i to jest mu potrzebne, z
              mojej strony nie widze zadnego problemu..ale widocznie tak nie moze byc!
              • tricolour Re: Nic nie rozumiem 04.01.06, 10:27
                "Najbardziej nie rozumiem ze przychodzi do mieszkania gdy nas nie ma" - bo to
                jest jego mieszkanie i może przychodzic w każdej chwili.
                Jeżeli uważasz, że facet nie może przychodzic do swojego mieszkania, to zauwaz
                też, że to Ty nie mieszkasz u siebie...

                "nie bardzo wiem dlaczego juz teraz powinnam wychodzic z domu z małymi dziecmi,
                a nie czekac do rozwodu i podziału majątku" - własnie po to, by nie było takich
                nieprzyjemnych zdarzeń.

                "przeciez moglby powiedziec ze to i to jest mu potrzebne, z mojej strony nie
                widze zadnego problemu" - gdyby Twój jeszcze-mąż chciał z Toba rozmawiac o
                swoich potrzebach, to po co rozwód?

                Wiemm, że trudno pogodzic sie z myślą, że nagle jestes obca i wynikającymi z
                tego konsekwencjami.
              • tricolour Żeby też było jasne... 04.01.06, 10:36
                ... to zachowanie faceta, który przychodzi bez powiadomienia chocby jest
                nieprzyzwoite. Nie powinien tak robić, ale to nie oznacza, że nie ma prawa.

                Inna rzecz, że znamy tylko Twoje zdanie na ten temat, a zdanie drugiej strony
                może być całkiem inne.
                • dariaa76 Re: Żeby też było jasne... 04.01.06, 11:50
                  Niech sobie przychodzi kiedy chce ale bez mojej zgody nie powinien zabierac
                  czegosc co jest wspolne i o to mi w tym wszystkim chodzi.
                  Sa jeszcze dzieci, ale nasze prawo jest takie ze jak matka na bruk to i dziecko
                  tez, bo jezeli ojca nie interesuje w jakich warunkach bedzie mieszkało jego
                  dziecko to panstwo ma sie tym przejmowac??/!!!
                  Niby ojciec i matka prawo do dzieci maja takie same,ale z obowiazkami jest juz
                  inaczej, bo jesli matka zostawia dzieci to jest najgorsza z mozliwych, a jesli
                  robi to ojciec zawsze znajdzie sie na to usprawiedliwienie, no ale dlaczego ja
                  oczekuje sprawiedliwosci, przeciez juz dawno wiadomo ze tego w zyciu nie ma, bo
                  zawsze najlepiej maja ci ktorzy oszukuje, kłamia i kradna, a inni dostaja
                  zawsze po tyłku!!!I chyba powinno sie uczyc od "najlepszych"!

                  • akacjax Re: Żeby też było jasne... 04.01.06, 12:15
                    Po pierwsze nie jest prawdą, że musisz opuścić jego mieszkanie-o ile jestes zameldowana nie jest to w ogóle obowiązkiem nawet po rozwodzie!!!!!
                    (mam to u siebie-jak wiecie-muszę m. albo wyeksmitować, alebo liczyć na jego nieobecniść półroczną i wymeldować...a on uparcie bywa...lub zapewnic mu lokal zastępczy).
                    Po drugie: Przy ustalaniu wartości dzielonego majątku nie uwzględnia się przedmiotów, które już nie istnieją, chociaż istniały w chwili orzeczenia rozwodu, pod warunkiem wszakże, że zostały spożytkowane lub zbyte w sposób zgodny z prawem, na przykład wydano je na leczenie wspólnego dziecka stron itp. Jeżeli jednak przedmioty te zostały bezprawnie zbyte, zużyte lub roztrwonione przez jednego z małżonków, wówczas traktuje się je tak, jakby wciąż stanowiły element składowy majątku wspólnego (i przy podziale zalicza się je małżonkowi, który nimi bezprawnie rozporządził).
                  • porucznikk Re: Żeby też było jasne... 04.01.06, 14:19
                    dariaa76 napisała:

                    > ale dlaczego ja
                    > oczekuje sprawiedliwosci, przeciez juz dawno wiadomo ze tego w zyciu nie ma,
                    bo
                    >
                    > zawsze najlepiej maja ci ktorzy oszukuje, kłamia i kradna, a inni dostaja
                    > zawsze po tyłku!!!I chyba powinno sie uczyc od "najlepszych"!
                    Nie, to byłaby totalna klęska.
                    por.
            • nangaparbat3 Re: Nic nie rozumiem 04.01.06, 18:44
              ja nawet nie sierzant, a też nie rozumiem, ni dudu.
              w ogóle nic sie chyba nie da zrozumieć, kiedy relacje w rodzinie musi regulować
              prawo, tak bardzo nie mozna sie po prostu po ludzku dogadać. Smutne.
              Tak czy owak wynoszenie czegokolwiek, co jest wspólną, a nie osobistą
              własnością, pod nieobecność żony, to po prostu zwykłe chamstwo, żałosne.
              • wena10 Mahedo 04.01.06, 21:33
                Wymiękłam, gdy zwróciłaś się do mnie per "dziewczyno"...Dość dawne dzieje
                (raczej).

                Jak widzisz, Daria sama sobie poradziła i otrzymała wiedzę zgodną z tą, którą
                ja posiadam. Nie było moją intencją bronić jakiegoś tam nieznanego mi faceta.
                Gdyby to on zadał mi to pytanie, odpowiedziałabym mu tak samo.
                • wena10 Re: Mahedo 04.01.06, 21:35
                  To znaczy bronić jej, a jemu szkodzić.
                • maheda Re: Mahedo 04.01.06, 21:59
                  smile Ale to chyba miłe, usłyszeć "dziewczyno"? smile
                  Ja też lubię, mimo, że też te czasy mam już za sobą smile

                  Hm... kilka lat temu, jak się orientowałam, było inaczej. Widać albo się coś
                  zmieniło, albo osoba, którą pytałam, źle mnie poinformowała sad

                  Przepraszam zatem za wprowadzenie w błąd - ale może oprócz dzielnicowego, może
                  Dariaa zapytałaby jeszcze kogoś? Tak dla pewności?

                  Wcale nie bronię ani facetów, ani kobiet - ale na logikę, prawdę mówiąc, również
                  wydaje mi się, że korzystanie z rzeczy, których się wspólnie dorobiło, nie może
                  zostać ograniczone przez żadną ze stron, bo można tego nadużywać.
                  Gdybym chciała uzyskać pewność, że nie będzie mi JeszczeMąż grzebać w rzeczach -
                  wyprowadziłabym się.
                  Przecież mężowie-alkoholicy, którzy przepijają całą wypłatę, sprzedają rzeczy z
                  domu (bez zgody małżonki) nie są za to ciągani po sądach?! A może znowu czegoś
                  nie wiem? - co jest całkiem możliwe, bo nie mam wykształcenia prawniczego ani
                  nie czytam kodeksów do poduszki...
                  • maheda Re: Mahedo 04.01.06, 23:03
                    zastanawiam się też teoretycznie, co by było, gdyby JeszczeŻona stwierdziła, że
                    z kasetki zginęła biżuteria (której nigdy tam nie było), a na poparcie swoich
                    twierdzeń przedstawiłaby masę świadków - swoją rodzinę, przyjaciół, może i
                    dzieci?
                    Mówicie o spisie - powinien go podpisać przede wszystkim mąż - z powyższych
                    powodów wydaje mi się, że nie wystarczy podpis żony i świadków.
                    Chyba, że byłby to notarialny spis rzeczy, z oficjalną pieczęcią czy czymś
                    takim...
                    Tak sobie głośno myślę...
    • tricolour Jak zadajesz pytanie... 04.01.06, 22:19
      ... to po to, by uzyskać odpowiedź i z tej odpowiedzi robić użytek. Tak chyba
      byc powinno.

      Dostałas Dario odpowiedź, której oczekiwałaś, a z którą parę osób sie nie
      zgadza: Twój mąz nie ma prawa wynosić Waszych wspólnych rzeczy z mieszkania.

      I co z tego wyniknie? Jak kolejny raz przyjdzie i cos weźmie, to pójdziesz na
      policje i oskarżysz go o kradzież (bo o co innego)?

      1. Jeżeli nie pójdziesz na policję, to co Ci z odpowiedzi, że nie ma prawa
      wynosić niczego?
      2. Jeżeli pójdziesz na policje i bedziesz chciała oskarżyc go o kradzież, to
      policjant pewnie nie przyjmie zgłoszenia, że mąż wziął kamerę ze swojego mieszkania.

      Najlepiej będzie jak skorzystasz z pomocy prawnej, bo mąż tak pewnie postąpi, a
      dobrze mieć równe szanse - szczególnie na sprawie majątkowej.
      smile
      • akacjax Re: Jak zadajesz pytanie... 05.01.06, 13:59
        Mnie prawnik poradził bym przed złożeniem pozwu wyniosła co cenniejsze rzeczy z mieszkania, bo nie wiadomo jak zareaguje m. na wieść o pozwie. Takiej odpowidzi się nie spodziewałam. Miałam to szczęście, że u nas tylko takie zwykłe, a nie cenne rzeczy wspólne, a cenne to raczej moje sprzed ślubu, a i te nawet gdy cenne to tylko "rzeczy", chociaż o wielkiej wartości emocjonalnej dla mnie.
        No od samochodu i garażu drugie klucze zniknęły natychmiast po złożeniu pozwu- a mogłam schować i podnosić temperaturę...tylko po co.
        • wena10 :-) 05.01.06, 19:37
          Mahedo, uśmiech dla Ciebie smile

          W moim odczuciu nie jest istotne, kto zrobi spis, ale jest raczej oczywiste, że
          dokona tego strona, w której interesie to leży. W tym przypadku jest to
          okradana żona, bo to mąż wynosi sprzęt, jakby był po sprawie, która podzieliła
          majątek.

          Co do biżuterii... Hm, idąc tym tropem, to właściwie oskarżyć można każdego o
          wszystko i przedstawić na to świadków.

          PS. Akacjo, to co doradził Ci prawnik jest zgodne z interesem jego klientki
          (chwyt powszechnie stosowany, choć żaden sługa Temidy by się do tego publicznie
          nie przyznał), nie z prawem smile
Pełna wersja