Dodaj do ulubionych

dzwonic do zony kochanka... mojej zony???

26.05.06, 11:10
Czesc
Na watku obok zaczal sie rozwijac temat jak wyzej...

Wlasnie jestem tez w takiej sytuacji.
Wymuszona roczna separacja, ja za granica z jednym synem
ona "u rodziny" z drugim...

Oni jak golabki... zakochani po uszy.
moja zona otwarcie mowi ze chce dluuuugiej rozlaki ode mnie,
Jego zona nic nie wie...

Juz raz malo nie zadzwonilem do Niej...
Wiem jak kobiety to przezywaja (chocby po tym forum),
dlatego chcialem Ja w to wprowadzic powoli i delikatnie... dac Jej czas...

Nie zadzwonilem... moja zona sobie nie zyczy... hehe
no coz ciagle ja kocham.
Niech Jej dobrze bedzie...

ale...

Naczytalem sie odpowiednich ksiazek i wynika z nich ze sa 4 fazy
po oswiadczeniu partera za chce odejsc:

1. szok i niewiara
2. max wkurzenie ze no jak to tak...
3. depresja, brak snu, najgorsze mysli...
4. pogodzenie sie z losem.

u mnie bylo (jest, hehe) inaczej

1. szok i nie wiara
2. depresja, brak snu, najgorsze mysli
3. powoli narastajace wkurzenie...

zadzwonic do Jego zony, niech mu tam da popalic...
zadzwonic do Jego zony, niech mu tam zrobi pieklo...
zadzwonic do Jego zony, niech ich romans sie rozleci...


Zbys
link na dole dla zainteresowanych skad takie mysli...
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=35240460
Obserwuj wątek
    • mindsailor Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 26.05.06, 11:45
      u mnie moja mama zadzwoniła do jego żony. sytuacja zakończyła się tym, że nic
      sie nie zmieniło, tylko sie żona jeszcze bardziej wściekłasad
      fakt, że wtedy juz nie mieszkali razem, on nie chciał wrócić, a ona wiedziała,
      że to koniec.
      z mojego doświadczenia dzwonienie do żony nie przynosi żadnego skutkusad ale to
      tylko mój przypadek.
      • bet66 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 26.05.06, 14:47
        oj ,przynosi skutek i to duży, a jakie potem efekty są ...
      • misbaskerwill Re: a u mnie bardzo pomogło... 29.05.06, 13:03
        ...o czym piszę poniżej. Poza tym - tamtej stronie należy się prawda.
        UKRYWANIE PRAWDY, TO WSPółUDZIAł W ZDRADZIE... albo przynajmniej jej akceptacja.
    • scriptus Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 26.05.06, 15:08
      Wszystko się zgadza, możliwy jest też inny wariant:

      1. szok i niewiara
      2. max wkurzenie ze no jak to tak...
      3. depresja, brak snu, najgorsze mysli...
      4. pogodzenie sie z losem.
      5. max wkurzenie ze no jak to tak...
      6. depresja, brak snu, najgorsze mysli...
      7. pogodzenie sie z losem.
      8. max wkurzenie ze no jak to tak...
      9. depresja, brak snu, najgorsze mysli...
      10. pogodzenie sie z losem.
      11. max wkurzenie ze no jak to tak...
      12. depresja, brak snu, najgorsze mysli...
      13. pogodzenie sie z losem.
      ..............
      n-2. max wkurzenie ze no jak to tak...
      n-1. depresja, brak snu, najgorsze mysli...
      n. pogodzenie sie z losem.
      gdzie n --> oo
      • to.ja.kas Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 26.05.06, 16:14
        Ostatnio moja przyjaciółka "uratowała" tak swoje małżeństwo. Zadzwoniła do męża
        kochanki. "Uratowała" bo podejrzewa, że związek trwa dalej tylko jest w
        głębszej konspiracji. Zreszta o uratowaniu mozna mówić jak minie jakiś czas a
        nie półtora tygodnia.
        Zrób tak jak uważasz za stosowne. Tylko bądź delikatny.

        Czy Twoja zona juz zdaje sobie sprawę, że Ty wiesz iż ona ma romans???
        I co Ona na to?
        Czego oczekuje?
        Nie zamierza w końcu podjąć jakiś decyzji, co z Wami?
    • tricolour Moim zdaniem taki telefon... 26.05.06, 16:28
      ... to mało by ratować małżeństwo. Na dodatek prace ma wykonać ta żona, do
      której chcesz dzwonić, bo w zamysle ma ustawić swojego męża do pionu. Nie wierzę
      też, że związek się rozpadnie po takim telefonie, a Twoja żona wróci do
      Ciebie... Ewentualnie znajdzie sobie kogoś innego, mniej strachliwego.

      Może zastanów się, co Ty możesz zrobić, ale w sposób konkretny, namacalny...
      • to.ja.kas Re: Moim zdaniem taki telefon... 26.05.06, 16:33
        I tu zgadzam sie z Tri... Ciągle mnie zastanawia jakie są odpowiedzi na zadane
        wczesniej przeze mnie pytania. To naprawde dziwna sytuacja.
        • tricolour Twoje pytania są dobre... 26.05.06, 17:02
          ... problem w tym, że nie ma kto odpowiedzieć. Bo żona ma kochanka, a Zbys jest
          za granicą.

          Tak się nie naprawi małżeństwa.
          • crazysoma Re: Twoje pytania są dobre... 26.05.06, 17:11
            a moze Zbys, zamiast dzwonic powinien zorganizowac im wszystkim spotkanie? w
            miejscu publicznym, zeby nie bylo jakiejs jatki?
            Tylko co zrobic potem z prawda?

            pozdrowilabym ale sie boje...
            • phokara Re: Twoje pytania sa˛ dobre... 26.05.06, 17:18
              Moze byc jatka w miejscu publicznym... tak mi sie wydaje.
              Zbys powinien najpierw z lekka ochlonac i przemyslec pare razy ten pomysl, bo wydaje mi sie
              byc lekko awangardowy. Co nie znaczy zly... ale jesli to ma byc tak, jak napisal Tri - ze moze
              niech zona kochanka cos zaradzi na problemy Zbys, bo on sam nie bardzo wie jak... no to ten
              pomysl mi sie nie podoba. Mysle, ze tej zonie tez sie pewnie nie spodoba. Ale moze sie myle.

              pozdrawiam wszystkich bo sie nie boje.
              • afryka75 Re: Twoje pytania sa˛ dobre... 26.05.06, 17:53
                Myślę, ze Zbyś nie ma na celu "naprawy" swjego małżeństwa w ten sposób, ale
                chce siewłasnie odegrać na szczęśliwej zakochanej parce, co jest odczuciem jak
                najbardziej ludzkim i zrozumiałym.
                Też takie myśli miałam, kedy mój ex zaczał spotykać się z męzatką.
                Ale porzuciłam te chęci, bo własciwie po co? Tak, jak napisała Berek, nie ma to
                sensu, nienawiść uderza przeważnie w tego, kto ją ma w sobie. Lepiej zacząć żyć
                własnym życiem.
      • berek_76 Re: Moim zdaniem taki telefon... 26.05.06, 17:29
        Tia, no właśnie...

        Bo co, Zbyś, uważasz, że problem jest w tym panu, cała wina po jego stronie, a
        Twoja żona jak kryształ? Wystarczy, żeby tego pana zabrakło, a problem się rozwiąże?

        Chała, kochany. Chała. problem nie w tamtym panu, bo to nie on Cię zdradził.
        problem jest w Twojej żonie i "odebranie" jej kochanka może coś zmienić w zyciu
        tegoż kochanka, ale Waszego małżeństwa nie naprawi.

        A chęć zemsty? To jedno z najbardziej zgubnych uczuć, z którym trzeba walczyć za
        wszelką cenę. Tylko zatruwa Ciebie samego i sprawia, ze tracisz zdolnośc
        trzeźwego myślenia. Ja wiem, jak trudno jest to w sobie zwalczyć, ale uwierz mi
        - można. Potem jest znacznie łatwiej żyć smile

        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • 1madzia Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 26.05.06, 18:50
      Oprócz tych powyższych rozwiązań, masz jeszcze jedno: czekać, aż żona kochanka
      Twojej żony zadzwoni do Ciebie...
      Czy to uratuje Wasze małżeństwo?
      • kurka_wodna2 dzwonic ?? 26.05.06, 21:30

        Ja czekałam i szukałam punktu zaczepienia ponad 3lata i jestem wdzięczna za
        pewien obszerny SMSik od mojej następczyni.
        Do dzisiej nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie:dlaczego ciągle walczy o
        rozmowę,spotkanie?
        Niczego tu już nie ma,ino popiół i zgliszcza.
    • scriptus Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 26.05.06, 22:17
      Powiem Ci, stary, najgorszy błąd popełniliśmy na samym początku.
      O ileż mniej mielibyśmy problemów, gdybyśmy się z nimi nie żenili ??
      Ech, wiem, że głupoty gadam...
      Ale, nie znam recepty, sposobu, jedyny, to ten z reklamy, zemścij się na bólu,
      weź pyralginę sad
      Dzwonienie moim zdaniem nic nie pomoże, nic nie zmieni na plus, a narobi smrodu
      i zamieszania. Niezadzwonienie jest nieuczciwe. Wybierz sam.

      If you don't know, what to do, do nothing.
      • anula36 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 28.05.06, 23:51
        a jesli bedzie taki scenariusz;
        1. zbys zadzwoni
        2. wkurzona zona wywali meza z domu i wniesie o rozwod
        3. on sie wprowadzi do zony zbysia
        4. i beda zyc dlugo i szczesliwie, a moze nawet sie pobiora?

        Nie ma takiej mozliwosci???
        • berek_76 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 29.05.06, 00:55
          > a jesli bedzie taki scenariusz;
          > 1. zbys zadzwoni
          > 2. wkurzona zona wywali meza z domu i wniesie o rozwod
          > 3. on sie wprowadzi do zony zbysia
          > 4. i beda zyc dlugo i szczesliwie, a moze nawet sie pobiora?
          >
          > Nie ma takiej mozliwosci???

          Ty, Anula, chyba ostatnio się naoglądałaś "Rybki zwanej Wandą" big_grin

          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • scriptus Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 10.07.06, 13:59
          anula36 napisała:

          > a jesli bedzie taki scenariusz;
          > 1. zbys zadzwoni
          > 2. wkurzona zona wywali meza z domu i wniesie o rozwod
          > 3. on sie wprowadzi do zony zbysia
          > 4. i beda zyc dlugo i szczesliwie, a moze nawet sie pobiora?
          >
          > Nie ma takiej mozliwosci???

          i jeszcze brak pkt 5

          5. Wyrzucą Zbysia z jego domu pod most, nec Hercules contra plures.
    • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 29.05.06, 01:40
      Jak fajnie ze jestescie...

      postaram sie odpowiedziec na ile wiem...

      Scriptus, twoja wyliczanka do 13 mnie rozlozyla.. jest jakis koniec tej meki???

      Kas.
      >>Czy Twoja zona juz zdaje sobie sprawę, że Ty wiesz iż ona ma romans???
      Wie. ... Bardzo dobrze wie...

      >>I co Ona na to?
      A chrzani... nasz 17 letni zwiazek... zakochana... ja jestem "historia"

      >>Czego oczekuje?
      Oczekuje ze bedziemy dobrymi znajomymi,
      oczekuje ze ja bede spokojny i Im nie namieszam
      oczekuje ze bede kochany Ex i wspanialy partner i ojciec
      oczekuje ze bedziemy kumplami z Jej kochankiem
      i ... niech to szlag trafi... prawie tak bylo...
      ale, jak pisalem, narasta we mnie wkurzenie...

      >>Nie zamierza w końcu podjąć jakiś decyzji, co z Wami?

      Co z Nami... ?

      wlasnie spedzilem 2 dni i 2 noce myslac o tym...
      Jak rzucalem palenie to fajki snily mi sie jeszcze przez 8 lat...

      Z Nami jest tak ze juz chyba ... nie ma Nas.

      Nasze malzenstwo is over.

      Przez 2 dni i 2 noce widzialem najlepsze sceny z Naszego zycia.
      Tak cholernie chcialbym zeby tak bylo dalej...
      Ona postanowila inaczej...

      Tri
      >>Może zastanów się, co Ty możesz zrobić, ale w sposób konkretny, namacalny...
      Tego malzenstwa juz nie ma...
      Narasta we mne poczucie jakiejs zemsty...
      a moze i wspolczucia dla oszukiwanej zony...
      Jakie to wszystko popierniczone

      Afryka
      >>Myślę, ze Zbyś nie ma na celu "naprawy" swjego małżeństwa w ten sposób, ale
      >>chce siewłasnie odegrać na szczęśliwej zakochanej parce, co jest odczuciem >>jak
      >>najbardziej ludzkim i zrozumiałym.

      Trafilas dziewczyno w sedno

      przepraszam... ale nie pisze dalej... robi sie z tego za dlugi email


      pozdrawiam Was kochani i nie kochani


    • misbaskerwill Re: zadzwoniłeś w końcu???!!! 29.05.06, 12:47
      BO TRZEBA!!! Ja 3 tygodnie czekałem z tym, zupełnie niepotrzebnie.
      Patrz wątek "żonaci faceci" (wklejam kawałek dla ułatwieniasmile ):

      "jak ktoś kradnie - zawsze powinien ponieść karę. Czy jak Was okradnie facet
      podający się za Robina Hooda puścicie mu to płazem???

      jak ktoś kłamie i oszukuje dla osiągnięcia korzyści (seksu, itd.) - dlaczego
      ludziom, których krzywdzi nie należy się prawda? Czy naprawdę myślicie, że każdy
      chce żyć z zakłamanym partnerem bez skrupułów i nic nie wiedzieć...lub
      dowiedzieć się jako ostatnia, kiedy ten odfrunie na skrzydłach szczęśliwości
      albo już wszyscy wytykają palcami...

      Poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli" (J 8,32)"
    • misbaskerwill Re: dzyń, dzyń:)... i jeszcze P.S. 29.05.06, 12:57
      stary... Gdybyś był twardy, jej gach dawno by zniknął w siną dal, a Twoja
      codziennie by przed Tobą klęczała błagając o wybaczenie...
      U mnie tak to w skrócie wyszło...
      Wiem, że macie dłuższy staż małżeński, więc ona pewnie wydaje Ci się twarda...
      ale do czasu aż zobaczy, że wszystko traci. Czy ta Q* nie tęskni do syna?
      Co z niej za matka - sąd mógłby wyznaczyć miejsce przybywania obojga dzieci przy
      Tobie w takim razie...

      Takie kobiety szanują jedynie twarde szuje. Taką twardą szują jest jej gach. Nie
      chce, by żona wiedziała, bo pewnie za dużo należy do niej z ich wspólnego
      majątku...I nie rozwiedzie się z nią bez przymusu. Założę się o tosmile

      Więc zostań choć na parę dni twardą szują - wnieś o prawny rozwód/separację z
      jej winy, walcz o dzieci, przede wszystkim dzwoń regularnie do jego żony, wyślij
      jej dowody...A zdziwisz się, jak szybko będzie błagać o wybaczenie...

      A jak nie - to uwolnij się jak najszybciej! w końcu sam stwierdziłeś, że Wasze
      małżeństwo już nie istnieje.
      • to.ja.kas Re: dzyń, dzyń:)... i jeszcze P.S. 29.05.06, 13:06
        Miś lubię Cie czytać, ale jestem przekonana, że nie chciałbyś by ktokolwiek
        nazywał tak Twoją zonę. Nie masz prawa tak nazywać kobiety której nie znasz.
        Nie wiesz jaka jest sytuacja, znasz historie z jednej strony. A może kochanek
        żony Zbysia ma zamiar się rozwieść? Może nikt nikogo nie bedzie błagał o
        przyjecie z powrotem?

        Prostytutka (jak w sposób bardziej wulgarny nazywasz tą kobietę) to osoba która
        poprzez seks zarabia. Skąd wiesz, czy zona autora wątku czerpie takie korzyści
        ze związku ze swoim kochankiem.
        Dla mnie tez jej zachowanie jest nioepojete. Niepojete jest to, ze zostawiła
        swoje dziecko na tak długi czas i narazie nie wiadomo (ale to my nie wiemy), co
        zamierza dalej.
        Nie usprawiedliwiam jej. Myślę tylko, że rzucanie takim słownictwem jest
        niegodne kulturalnych ludzi.
        • misbaskerwill Re: słownik:-))) 29.05.06, 13:12
          Nie użyłem NIGDY (no, prawie) określenia prostytutka!smile

          Prostytutka - osoba, czerpiąca bezpośrednie zyski (materialne) z uprawiania
          nierządu.
          - Te panie (prawie) szanuję, bo to:
          1. Najstarszy zawód świata
          2. Jeszcze wg Św. Augustyna stanowiły "kanalizację" moralną w miastach o dużym
          zagęszczeniu ludności - jako że zapobiegały gwałtom, samogwałtom i chorobom
          psychicznym.

          Q**wa - kobieta, która robi to przede wszystkim dla przyjemności, a zaspokajanie
          własnych potrzeb okupuje oszustwem i cierpieniem innych.
          • misbaskerwill Re: przeprosiny... 29.05.06, 13:13

            A Zbysia bardzo przepraszam za użycie epitetu względem jego żony.
            Wybacz, poniosło mnie - zbyt podobne wydały mi się nasze przypadki.
          • to.ja.kas Re: słownik:-))) 29.05.06, 13:15
            Taki opis masz w słowniku?
            Jakim?

            W takim razie ja tez zaliczam sie wg Twoich kryteriów do tej kategorii bo jeśli
            sie kocham to tylko dla przyjemności aczlowiek z którym zyję jest w trakcie
            rozwodu.
            Problem w tym, ze nikt nikogo nie oszukuje w moim przypadku. Cos sie skonczyło,
            cos innego sie zaczelo. Jak w zyciu.
            • misbaskerwill Re: słownik:-))) 29.05.06, 13:15
              no właśnie - nie zaliczasz się, bo przy tym nie oszukujesz i świadomie nikogo
              nie ranisz...
              • to.ja.kas Re: słownik:-))) 29.05.06, 13:21
                Mis, przyznaje, ze tak rzadko słyszy sie slowo "przepraszam", ze po raz kolejny
                mi zaimponiłeś jak mówi moja córka smile.
                Każde rozstanie jest okupione czyims bólem. Nawet jak nie ma juz milosci, bo
                jednak czas spedzony wspolnie wiąże. Napewno wiąże też wspólny dom, dzieci,
                wspólne sprawy.
                Więc cierpiał On kiedy poznał mnie, gdy juz sypało się jego małżeństwo,
                cierpiała Jego Żona, bo jednak te wiele lat (zostawił jej i dzieciom wszystko
                by mniej bolało)ma swoja wagę, cierpiały dzieci, aczkolwiek teraz juz we dwoje
                staraja się by bolało jak najmniej, cierpiałam ja i miałam swoje dylematy i
                pytania "co robic z tym uczuciem, skoro sie pojawiło?".
                Nawet nastolatków miłość czasem boli, a co dopiero ludzi którzy mają juz na
                swoich ramionach jakiś bagaż.
    • kullaa Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 29.05.06, 15:44
      Wciagnela mnie twoja historia,ale ci nie wspolczuje, i nie bede trzymac twojej strony.
      Jak czytam takie historie to zawsze sie zastanawiam:

      - dlaczego zawsze ten piszacy jest poszkodowany. Jestem wiecej niz pewna -chociaz cie nie znam, ze przyczyniles sie do rozpadu malzenstwa i jestes tak samo winny jak twoja zona, moze ona miala wiecej odwagi, cos w koncu zrobic.
      - dlaczego nie mozna pewnych spraw zalatwic z honorem i bez grzebania patykiem w gownie.

      Chcesz dzwonic...po co? To napewno nie uratuje twojego malzenstwa. Jezeli twoja zona nie jest z kochankiem, to albo jemu rozwalisz malzenstwo, ktore moze sie da uratowac (nawet jesli on oszukuje zone i ona zyje w niewiedzy. Zycie w niewiedzy nie boli...a jak beda razem, to maja szanse) albo przyspieszysz ich zejscie zony z kochankiem.

      Jesli zadzwonisz, twoja zona nie wroci tym bardziej. Moze jesli jest od ciebie finansowo zalezna.

      Zostaw wszystko czasowi....znos wszystko z honorem, godnoscia, bez zlosliwosci - latwiej ci bedzie zyc i patrzec sobie w oczy. Zajmij sie czyms, zamiast rozplakiwac. Aaa i czy nie lepiej byc przyjacielem bylej zony niz wrogiem?
      • bellima Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 29.05.06, 16:02
        kullaa napisała:

        > moze ona miala wiecej odwagi, cos w koncu zrobic.

        a konkretnie co?
        rozdzielic dzieciaki po jednym na rodzica i znalezc sobie zonatego kochanka?
        to ma byc ta "odwaga" czy myslisz jednak o czyms innym, bo sie troche zgubilam?



        • kullaa Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 29.05.06, 17:08
          Nie zamierzam krytykowac zony za jej decyzje ani osadzac, zapytaj sie Zbysia jak to bylo z dziecmi.Widocznie jego zona miala jakies powody ku temu.
          Czasem lepiej jest odejsc aby dzieci mialy spokojniejsze zycie, niz zyc w piekle rodzinnym za wszelka cene.
          Teoretyzowac jest latwo, a zwlaszcza na czyjs temat. Sama nie wiesz co bys zrobila w podobnej sytuacji gdybys sie w niej znalazla...a rozpadajace malzenstwa smierdza.
          Czy zona wyjechala na stale czy na urlop...do rodziny (jak sie doczytalam) nie do kochanka!
          • kruszynka301 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 29.05.06, 17:47
            nie wiem, czy zrozumiałaś do końca, ale żona Zbyszka jakiś czas temu podczas wakacji zakochała się nieprzytomnie w kimś innym, i to jest powód do wyjazdu.
            • kullaa Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 31.05.06, 17:46
              Milosc piekne uczucie - czlowiek czesto robi szalone rzeczy kiedy jest
              zakochany, ciezko jest znalezc kogos kogo sie naprawde kocha
              Rozwod - bolace uczucie dla drugich ale ze wszystkiego mozna sie czegos
              nauczyc...
              Moze i Zbys przezyje milosc jak stanie na nogi, a tego mu zycze.
    • brzoza75 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 29.05.06, 15:50
      wiecie co przypomniało mi się coś....
      kiedy mój mąż po raz pierwszy wyjeżdżał i generalnie mu już wszystko wisiało
      zadzwonił telefon do domu, pan powiedział że jest mężem kobiety która się
      spotyka z moim mężem , niestety wtedy było mi to na rękę i nawet mnie to
      rozbawiło, a teraz sobie myślę, że facet potrzebował mojej pomocy...oczywiście
      to nie ta dziewczyna o której będa świadczyć chłopaki, potem jak wrócił
      tłumaczył się, że to koledzy z pracy zrobili numer mi i jemu ha ha ha.
      Ja mam sklerozę na takie akcje albo byłam aż tak naiwna.Kurcze mogłam się z nim
      spotkać no....
    • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 30.05.06, 11:28
      > Wciagnela mnie twoja historia,ale ci nie wspolczuje

      chyba nie oczekuje wspolczucia...
      Dzielenie sie nastrojami z anonimowymi ludzmi, to byla swietna porada mego psychologa...



      >Jestem wiecej niz pewna ...
      >ze przyczyniles sie do rozpadu malzenstwa i jestes tak samo wi
      > nny jak twoja zona, ...


      Masz racje.
      Przedstawiam w wiekszosci tylko moj punkt widzenia.
      Ale przez ten caly czas nie napisalem chyba niczego zlego o mojej zonie?

      Rozumiem Ja...
      Ja walczylem i walczylem i w koncu zarylem twarza w podloge
      , poddalem sie...
      Ale z uczuciem to beznadziejna walka, zreszta zawsze twierdzilem ze wierze w gleboka milolsc
      , zdaje sie ze Im sie to przytrafilo...
      Niech Im dobrze bedzie
      ...
      Chyba nigdzie juz nie zadzwonie... ten pomysl powstal z desperacji.

      Boze, czas goi rany, musze byc cierpliwy,
      jak pisal Scriptus, to przychodzi falami i opada,
      zeby kazdy nastepny przyplyw byl juz mniejszy

      > zapytaj sie Zbysia jak to bylo z dziecmi

      w kilku slowach,
      1. Napewno pomysl wyjazdu do polski powstal pod wplywem zakochania
      2. Syn z ktorym zostalem ma 16 lat, jest b.samodzielny
      3. Zona chciala go wziasc ze soba, On woli mieszkac tutaj ze mna
      4. Przezywala mocno ze Go zostawia na tak dlugo... ale serce nie sluga...
      5. Wie ze ja bede dobrze zyl z Nim, Wie ze jak On tu bedzie to mi to tez pomoze
      6. Maja ze soba dzienny kontakt (internet)

      Ona mi zle nie zyczy, i zawsze powtarza ze chce zostac ze mna przyjaciolmi.

      Dowiedzialem sie ze Jego zona jest dosc powaznie chora...
      Ten telefon nie pomogl by Jej chyba...

      Pozdrawiam Was
      Zbys
      • sinsi Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 30.05.06, 11:36
        >>Dowiedzialem sie ze Jego zona jest dosc powaznie chora...
        >>Ten telefon nie pomogl by Jej chyba...


        jak to sie dzieje, że jesli tylko "ta druga strona" zamierza zadzwonić do
        zdradzanej żony, czy w inny sposob poinformować ja o zdradzie męza,
        albo kochanka nalega na dawno obiecany przez zonatego kochanka rozwód-
        -to zawsze
        ale to zawsze! - "żona jest właśnie poważnie chora i należy jej tych stresów
        oszczędzić"......
        to jakiś fenomen.
      • misbaskerwill Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 30.05.06, 14:42
        > Dowiedzialem sie ze Jego zona jest dosc powaznie chora...
        > Ten telefon nie pomogl by Jej chyba...
        >

        Powiedz tylko żonie, że nie powinna nigdy chorować. Ani broń Boże iść na
        operację. Bo on znowu będzie sobie musiał kogoś poszukać. A myślałem, że tylko
        gach mojej żonie zdradza, gdy żona jest w szpitalusmile)))
      • rdbms Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 31.05.06, 05:33
        Dzwonić, nie dzwonić? Oto jest pytanie!

        > Dowiedzialem sie ze Jego zona jest dosc powaznie chora...
        > Ten telefon nie pomogl by Jej chyba...

        Sytuacja jak z piosenki W.Młynarskiego - "Po co babcię denerwować, niech się
        babcia cieszy ..."
        • brzoza75 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 31.05.06, 19:42
          kurcze żona chora a mi się nasunęło pytanie Ty nigdy nie chorowałes?smile)
          • rdbms Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 01.06.06, 09:40
            Ja może mam dziwne poglądy, ale wiem, że niezależnie od stanu zdrowia chciałbym
            wiedzieć na kogo mogę liczyć w życiu a na kogo nie.
            Żona Zbysia zaproponowała mu przjaźn, co kullaa w swoim poscie uznała za
            świetne rozwiązanie - nic tylko się cieszyć.
            Dla mnie taka propozycja to szczyt bezczelności. Nie chciałbym się przyjaźnić z
            osobą która mnie oszukiwała, zdradzała i w końcu zostawiła.
            Kontakty ze względu na dzieci tak, ale przyjaźń to chyba zbyt wygórowane wymagania.
            To jest oczywiście moja prywatna opinia, która nie aspiruje do bycia "prawdą
            objawioną" czy kolejną "dobrą radą".
            • misbaskerwill Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 01.06.06, 10:43
              zgadzam się... mnie taka bezczelność wcale nie cieszy...
              A bardzo martwią mnie posty, które jak najbardziej popierają taką postawę.
              Dla dobra dzieci tolerować wszystko???
              Co to za przykład dla nich, skoro zdrada, kłamstwa i obłuda triumfują i jeszcze
              zasługują na przyjaźń i uznaniesmile))
              • phokara Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 01.06.06, 11:14
                Wydaje mi sie, ze to czy przyjazn po rozwodzie jest mozliwa czy nie zalezy tak naprawde od
                konkretnej sytuacji w sensie sposobu rozstania. Naprawde znam ludzi, ktorzy po rozwodzie
                pozostaja w fajnych relacjach i jest ok. Natomiast ci ludzie nie serwowali sobie syfu i zenady w
                postaci zdrad na prawo i lewo ect...
                Osobiscie, jak Ex do mnie wyjechal z klasycznym tekstem 'zostanmy przyjaciolmi' to go
                zabilam smiechem, a jak juz sie przestalam smiac to go uprzejmie poprosilam zeby nie obrazal
                moich przyjaciol, bo sie zdrobie baaaardzo niesympatyczna.
                Ale mysle, ze on w ogole nie rozumie o co mi chodzi.
                • misbaskerwill Re: a jednak... 01.06.06, 12:39
                  > Wydaje mi sie, ze to czy przyjazn po rozwodzie jest mozliwa czy nie zalezy tak
                  > naprawde od konkretnej sytuacji w sensie sposobu rozstania. Naprawde znam
                  >ludzi, ktorzy po rozwodzie pozostaja w fajnych relacjach i jest ok. Natomiast
                  >ci ludzie nie serwowali sobie syfu i zenady w postaci zdrad na prawo i lewo >ect...

                  niestety - u mnie to był straszny syf, ale jeśli chcę widywać syna muszę się
                  "zaprzyjaźnić" z ex... Więc ja staram się być w porządku - rozwód bez orzekania
                  o winie, uprzedzam o wszystkim, co może się wydarzyć. W zamian, oczywiście,
                  otrzymuję kłamstwa i "niedopowiedzenia", ale cóż - racja jest zawsze po stronie
                  silniejszego (czy raczej tego bez skrupułów).
                  • phokara Re: a jednak... 01.06.06, 13:04
                    Racja jest po stronie tego, kto mowi prawde... ale rozumiem Twoj sarkazm. Powiem Ci, ze to
                    przechodzi. Jednak z czasem nabiera czlowiek do tych wydarzen zdrowego dystansu i emocje
                    przestaja nim telepac - wtedy dopiero przychodzi moment szczerych ocen. I chyba jest tak, ze
                    postawa fair procentuje dlugofalowo, dlatego w momencie kryzysu tak trudno nam sie nia
                    zachwycac. Bo potrzebujemy blyskawicznego srodka przeciwbolowego. Ale go nie ma.
                    Natomiast bycie w porzadku bardzo dobrze robi... hmmm... rzeklabym na przyszlosc. Bo o nia
                    tak naprawde toczy sie teraz cala gra.

      • kullaa Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 31.05.06, 17:40
        Dzieki za wyjasnienia..juz prawie jestem w temacie...
        Czyli wszystko nie wyglada tak zle..ex-zona moze byc przyjaciel (to sa zdrowsze
        uklady), syn-podpora (masz dobry motyw do zycia).
        Moja skromna rada - wez sie wgarsc, kazdy przechodzi mniejsza czy wieksza
        depresje, wizytu u psychologow, terapie grupowe (to pomaga)...zajmij sie czyms..
        Pewnie straciles sens zycia - odnajdziesz go szybciej niz myslisz...i zamiast
        wydzwaniac do zon, skup sie na sobie, ty jestes wazny. Zobacz ile jest ludzi
        wokol ciebie, tylko ich zauwaz!
        Usmiechnij sie - to pomaga!
        • kasiar74 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 01.06.06, 13:20
          kulla chyba każdy musi przejść ten etap złości, żalu rogoryczenia, może lepiej
          raz to przezyć i iść dalej niz rozpamiętywac przez całe zycie
          • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 10.07.06, 13:48
            Jak zdradzana zona sie czuje?

            Czy ta osoba ma prawo wiedziec ze jest oszukiwana??

            Czy ten maz to swinia czy ktos szukajacy innej drogi zycia???

            ale z dwoma corkami????

            ..........2-gi miesiac samotnosci.............
            mam Jego telefon ( jego zony ) przed soba i gryze sie w reke zeby nie zadzwonic.....
            zb.
            • misbaskerwill Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 10.07.06, 14:15
              To Ty jeszcze żyjesz?smile)))
              I nie zagryzłeś jeszcze telefonu????

              Ja zadzwoniłem dawno temu... uważałem, że "Prawda ją wyzwoli"smile)
              Dziękowała mi - znała i tak jakiś ochłap prawdy od męża - bo go ostrzegłem...
              Nie wiem, czy ona chciała znać prawdę, nie wiem, czy do końca dobrze
              zrobiłem...ale czuję się z tym bardzo dobrzesmile

              Przynajmniej tamten maniak wie, że nie wszystko mu ujdzie na sucho.
              Żona dowiedziała się, że zdrada boli nie tylko "urażone męskie ego".
              Niby żona mu wybaczyła, ale ja tam domyślam się, jak takie wybaczenie wyglądasmile
              Spieprzył mi i mojej rodzinie życie, fundował (funduje?) swojej małżonce rogi do
              nieba, to niech choć trochę zapłaci. To totalna gnida - jeśli jego małżonka chcę
              dalej kogoś takiego utrzymywać - przynajmniej jest to jej wybór (a nie jego).
              • der1974 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 10.07.06, 22:19
                A ja nie zadzwoniłem i nie chcę dzwonić. Po prostu nie moja sprawa. Żona chce
                układać życie inaczej. OK. Nie widzę powodu poniżać się do dzwonienia do jego
                żony. Co innego jeśli ktoś chce zebrać materiał dowodowy, wtedy warto pogadać.
              • anja_pl Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 00:49
                i w ten prosty sposób zemściłeś się na żonie kochanka twojej żony
                gratuluję sad
                • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 01:18
                  Anja, co sugerujesz?

                  Zostawic to jak jest i zagryzc sie samemu?
                  • der1974 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 06:40
                    Zbys a jak zadzwonisz to uważasz, że przestaniesz się gryźć?
                  • anja_pl Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 07:55
                    ja bym zostawiła w spokoju żonę, może wie, może nie,
                    ale jeśli by doszło do sprawy rozwodowej, to spokojnie i z czystym sumieniem
                    możesz jej pomóc świadcząc przeciwko mężowi,

                    ból dzielony z kimś nie maleje, tylko sprawia, że dwie osoby cierpią,
                    miłość dzielona - się pomnaża
                    • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 14:01

                      > ból dzielony z kimś nie maleje, tylko sprawia, że dwie osoby cierpią,
                      > miłość dzielona - się pomnaża

                      Ladnie to zabrzmialo...
                      Byc moze nawet tak jest, tylko co zrobic z tym uczuciem porazki i checi odwetu.
                      Za lata oszukiwania, zdradzania, manipulowania.

                      Czuje sie zamkniety, odciety.

                      Nie powinnienem nigdzie dzwonic.
                      Nie powinnienem nikogo martwic (dzieci).
                      Nie powinnienem byc zly na zone.
                      Nie powinnienem byc zly na jej kochanka.
                      Nie powinnienem byc nie tolerancyjny.

                      itd. itp.

                      A w glowie jak w zamknietym garnku przed wybuchem.

                      ... staram sie przejsc przez to z jakims honorem
                      czy godnoscia.
                      Prosila bym sprobowal jakos to zniesc i byc z nia przyjacielem.
                      Bog mi swiadkiem ze probuje...
                      ale ona poczula wolnosc i zaczyna znowu robic ze mnie idiote
                      Widze coraz wyrazniej z kim mialem do czynienia -
                      dumna kobieta z dumnego rodu ktora manipulowala mna jak chciala...

                      Taka co ci wsadzi noz w plecy i powie ze to dla twojego dobra.

                      I z tad Anja to narastajace wkurzenie na wlasna glupote.
                      I z tad ta desperacja.
                      I z tad to poczucie ze czemu do cholery ja mam to znosic
                      gdy ona tam z kochankiem, na wakacjach, wsrod rodziny, finansowana przez podatnikow jak ja, zadowolona i usmiechnieta...

                      Niech tez do cholery poczuje ten bol istnienia ktory mi zafundowala....

                      nie wiem co robic
                      zbys

                      • nuta11 uprawiac joge.. 11.07.06, 14:06
                        nie wiem, moze faktycznie trzeba joge zaczac uprawiac, bo zycie tym wszystkim to strata czasu...
                        ja wiem, ze to wszystko dosyc dramatyczne, ale czy to nie masz zadnych zajec frapujacych, porywajacych, za ktore moglbys sie schowac i zajac nimi na tyle, zeby myslec troche o czyms innym? to nie jest zlosliwosc, tylko rada.
                        caly czas sie zadreczasz, a przecie i praca jest, ktora zajmuje nam troche glowe i emocje i przyjaciele. to ci pomoze zlapac dystans.
                        • zbys38 Re: uprawiac joge.. 11.07.06, 14:21
                          nuta11 napisała:

                          > nie wiem, moze faktycznie trzeba joge zaczac uprawiac, bo zycie tym wszystkim t
                          > o strata czasu...

                          Uprawialem.


                          > ja wiem, ze to wszystko dosyc dramatyczne, ale czy to nie masz zadnych zajec fr
                          > apujacych, porywajacych, za ktore moglbys sie schowac i zajac nimi na tyle, zeb
                          > y myslec troche o czyms innym? to nie jest zlosliwosc, tylko rada.
                          > caly czas sie zadreczasz, a przecie i praca jest, ktora zajmuje nam troche glow
                          > e i emocje i przyjaciele. to ci pomoze zlapac dystans.


                          Bylem czlowiekiem ktory robil wiele rzeczy
                          tenis, tenis stolowy, komponowanie piosenek (koszmarkow), fotografika...
                          i wiele innych...

                          apatia, zniechecenie, brak wiary w cokolwiek, jak to zwal tak zwal
                          mam tzw. tutaj zdiagnozowana "major depression" czyli chyba po prostu depresja kliniczna (czy jakos tak)

                          Jest to faza leczona prochami
                          (ktore mi zwiekszaja co miesiac, jade na dawka x 3)

                          normalnie (ponoc) ten stan trwa do roku, jesli dluzej,
                          przeradza sie powoli w coraz mniej uleczalna patologie.

                          Staram sie bronic przed tym, mam tu syna o ktorego dbam, ale nie wiem
                          jak wyladowac to narastajace poczucie bycia oszukanym, manipulowanym...

                          Jak Wy sobie radziliscie?
                          zb.
                          • nuta11 Re: uprawiac joge.. 11.07.06, 14:32
                            nie wiem...moze ja bylam odporniejsza po prostu, bo nie rozwinelo mi sie to w kliniczna depresje. moge tylko powiedziec, co mnie pomoglo - praca, praca i jeszce raz praca. nawet jesli wgladalo to wtedy tak, ze nie mialam na nia sily, ze wydawalo mi sie, ze nic nie ma sensu. nie bylo wtedy wyjscia, trzeba bylo jechac, wyjezdzac i nie zawracac nikomu glowy, tym co sie stalo, bo nikogo to nie obchodzilo. nie twierdze, ze jest to metoda najwspanialsze, bo tak naprawde to pewien rodzaj podmiatania pod dywan. wiem o tym. ale radzic sobie z problemem zaczelam lepiej, a zanalizowalam go wtedy, kiedy juz na to mialam sile.
                            jesli cie to pocieszy i w czys pomoze, to moge tylko powiedziec, e na pierwszym etapie bylo tak strasznie, ze schudlam poza granice wycienczenia i nie spalam przz wiele dni i nocy. ale naprawde, musialam pracowac z calych sil. i to mnie zbawilo.
                            • zbys38 Re: uprawiac joge.. 11.07.06, 14:40
                              > jesli cie to pocieszy i w czys pomoze, to moge tylko powiedziec, e na pierwszym
                              > etapie bylo tak strasznie, ze schudlam poza granice wycienczenia i nie spalam
                              > przz wiele dni i nocy.

                              dzieki, rozumiemy sie.
                              zb
                      • misbaskerwill Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 14:10

                        sam sobie odpowiedziałeś - poczytaj samego siebiesmile))

                        Nie masz obowiązku być dobrym człowiekiem, tak samo jak Twoja żona nigdy tego
                        obowiązku nie czuła. I tyle. Każdy jest odpowiedzialny za swoją decyzję.

                        Ja jestem za swoją - i ten jedyny raz w życiu nie czuję się winny - odsłoniłem
                        obłudę i zakłamanie. Mi przyświecała prawda "ponad wszystko", bolesna, ale być
                        może nawet ratująca życie (fakt, może zbyt naiwny byłem, myśląc, że jego żona
                        chce znać prawdę). Co przyświecało zdrajcom - pewnie sami nie wiedzą, czy raczej
                        do końca życia nawet przed sobą się nie przyznają.

                        I po raz kolejny zacytuję Kazika:
                        "Widzę to co widzę i w ogóle się nie wstydzę
                        Niech się wstydzi ten co robi, nie ten co widzi"
                        • misbaskerwill Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 14:18
                          acha - tyle, że ja wtedy nie zrobiłem tego z zemsty (szczerzesmile)
                          Dlatego zadzwoniłem dopiero po 3 tygodniach, po Wielkiej Nocy, kiedy temat
                          zdrady, przebaczenia i Prawdy był wszędzie na tapecie (choć w innym kontekściesmile).
                          Naprawdę chciałem "uratować" tamtą biedną kobietę - bo jej facet okazał się
                          kompletnym $#@%, jak sama zresztą stwierdziła...
                          Oj naiwny byłem, naiwnysmile))

                          A Ty Zbychu - może lepiej wybierz się na wakacjesmile))
                          Gdyby moja żona miała zamiar ułożyć sobie z tamtym życie - byłbym teraz
                          szczęśliwym i spokojnym człowiekiem - na początku uwierzyłem w ich miłość i
                          dałem im nawet "krzyżyk na drogę". Ale wszystko okazało się wielokrotnym
                          zapętlonym kłamstwem...
                          I teraz ode mnie wymaga, bym pomagał, utrzymywał - w końcu pęknąłem i to ja
                          znalazłem jej mieszkanie i zapłaciłem za wynajem z góry. Zobaczymy, czy szanowna
                          m. zechce się łaskawie przeprowadzić (w czym też chętnie jej pomogę).
                          • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 14:28
                            > A Ty Zbychu - może lepiej wybierz się na wakacjesmile))


                            hehehe, wlasnie cos takiego planuje.
                            One teoretycznie wraca tu z miom synkiem za 10 miesiecy.
                            Ja planuje wtedy pojechac na rok w swiat
                            (glownie poludniowa Azja bo taniej da sie przezyc)

                            Bede niby robil tzw "soul searching" czyli cos jak " odnajdywal siebie"

                            Ale po ostatnich z nia telefonach widze ze chce mnie puscic z torbami
                            takze ten "soul searching" bede chyba robil gdzies pod mostem
                            zb
                            • to.ja.kas Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 14:50
                              Ufffff daleko Zbys to zaszło, bardzo daleko.
                              Chce Cie puscic z torbami? To chłopie zbieraj dowody dla sądu i tu mówie
                              powaznie. Nie ma na co czekac. Chocbys miał wynając adwokata lub szukac
                              świadków. I na tym sie skup. Jak juz świadków i dowody miał będziesz to wtedy
                              informuj zone, bo jak za szybko to zrobisz to ona tak szybko Cie obedrze ze
                              skóry, ze rzeczyweiscie pod mostem wylądujesz.
                              Tego chyba nie chcesz?
                              Problem w tym, ze Ty nic nie robisz z własnej inicjatywy !!!! Ty czekasz az ona
                              cos zrobi, ciagle czekasz a to bardzo frustruje.
                              Jakby cos pisz na priv. Pomoge jesli bede umiała.
                              • to.ja.kas Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 14:53
                                miało byc wynajac detektywa smile
                                Chłopie tu nie ma naco czekac i malo istotna teraz zona kochasia, to potem,
                                zajmij sie soba i wlasnym dobrem.
                              • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 16.07.06, 04:07
                                > Ufffff daleko Zbys to zaszło, bardzo daleko.
                                ...
                                > Jakby cos pisz na priv. Pomoge jesli bede umiała.

                                Dzieki Kas, ale nie chce Ci dodawac balastu...
                                zb
                            • misbaskerwill Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 15:06
                              > Ale po ostatnich z nia telefonach widze ze chce mnie puscic z torbami
                              > takze ten "soul searching" bede chyba robil gdzies pod mostem
                              > zb

                              Cóż - też mam kiepski "etap", ale wydaje mi się, że jedno wiem - żadne wydane
                              pieniądze nie pomogą odnaleźć Ci Siebie. Musisz to zrobić sam...
                              Ja odnalazłem względny spokój i szczęście - właśnie w komponowaniu "potworków",
                              gotowaniu, paru innych prostych zajęciach. No i jeszcze pomaga mi wyżalanie się
                              na tym forum - wybaczciesmile
                              Na takie stany podobno bardzo pomagają sporty walki lub ekstremalne - sam
                              jeszcze nie próbowałem, ale odważnym polecamsmile
                              Masz spore doświadczenia z różnymi dziedzinami sportu i hobby - ale może jednak
                              warto spróbować coś nowego - lub do czegoś wrócić, lecz robić to intensywniej
                              niż dotychczas.
                              Co masz do stracenia? Chyba już NIC!!!!smile
                              • annie_laurie_starr Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 16:38
                                Gdybym byla zdradzana zona to chcialabym wiedziec - po to zeby wiarolomnego
                                puscic z torbami.
                              • phokara Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 18:03
                                >No i jeszcze pomaga mi wyżalanie się
                                > na tym forum - wybaczciesmile

                                Wybaczamy.

                                Zbys,
                                Azja jest absolutnie swietnym pomyslem. Kasa sie nie martw - tam mnostwo
                                fajnych mostow do spania. A tak serio - nawet jak nie do konca dojdziesz do
                                ladu z samym soba, to osobowosc Ci sie cudnie oszlifuje. Powaga. Zreszta czasem
                                wyrazniej sie wszystko widzi, jak sie patrzy z daleka. Pomaga to zlapac
                                dystans... psychiczny. A to wazna rzecz.
                                • der1974 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 11.07.06, 22:48
                                  Zbys Ty sie nie chcesz pogodzić z faktami i to jest Twój problem. Nie można żyć
                                  życiem innej osoby. Skoro chce być z kimś innym to daj sobie już spokój. Pozwól
                                  jej odejść i się nie zadręczaj już dłużej.
                      • anja_pl Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 12.07.06, 11:00
                        znam to,
                        ale to, że zadzwonisz do kochanka żony sprawi, że byc może ją jeszcze bardziej
                        zdołujesz,
                        a może między wami coś zaiskrzy wink

                        ja nie potrafię być dla męża przyjaciółką, nie taraz, nie w takiej sytuacji,
                        gdyby nie dzieci, wykreśliłabym go na zawsze z mojej świadomości,

                        to jest życzenie drugiej strony, potrzebne dla uspokojenia sumienia, bo skoro
                        jestesmy przyjaciółmi to znaczy, że wszystko było ok i nikt nikogo nie
                        oszukiwał, nie skrzywdził itd...

                        przeżywam to samo, tak jak większość z nas na tym forum
                        jesli Ci to pomoże nie jestes sam...


    • viva46 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 14.07.06, 16:48
      Niekoniecznie żona da mu popalić.Ja byłam tak zastraszona,że bałam się go.A on
      robił co chciał tzn. zdradzał mnie i..... mówił,że kocha.Dureń..... Ale
      zadzwoń... choć miłości żony to Ci nie zwróci ale zemścisz się....
      • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 15.07.06, 09:18
        viva46 napisała:
        > zadzwoń... choć miłości żony to Ci nie zwróci ale zemścisz się....

        zemsta............................................................
        ......................................................................

        nie...

        nie chce sie mscic.
        Nie potrafie.

        Mam kilka prostych zyciowych prawd.
        Zatone z tym balastem z honorem...

        Niech to.....
        zb



        • annie_laurie_starr Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 15.07.06, 21:42
          Zbys - sorry, ze sie wtrace, bo nie mam potrzeby bywac na tym forum,
          przynajmniej na razie. Jednak z jekiegos powodu sledze juz Twoj watek pare
          miesiecy i bardzo bym chciala zeby ta twoja wiarolomna zbysiowa wrocila do
          ciebie. No, ale ja nie mam na nia wplywu... Nie rozumiem dlaczego Ty jestes
          wobec niej taki ugodowy? Zona poszostawila Cie w stanie zawieszenia, ani
          rozwodu, ani obietnic. Czy nawet jesli wroci do Ciebie, to ten rok z
          kochankiem slynie po Tobie jak po kaczce? Jesli potrafisz jej to wybaczyc to
          bedzie to piekne, ale czy da ci gwarancje, ze potem bedzie juz tylko z Toba.

          Co do zony kochanka? Czy ona jest slepa i glupia, ze nie widzi, ze maz spedza
          czas ze zbysiowa? Moze gdyby wiedziala to chcialaby sie zemscic?
          • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 16.07.06, 03:54
            > Nie rozumiem dlaczego Ty jestes
            > wobec niej taki ugodowy?

            Czesc Annie
            Hmm...
            Chyba dlatego
            ze jestem po prostu zwyklym czlowiekiem,
            z nadziejami, z jakas wiara
            wbrew rozumowi...
            ...
            Gdzies na dnie serca kocham ta kobiete,
            Odkad skonczylem 21 lat byla tylko Ona, tyle lat, 18...

            > Czy nawet jesli wroci do Ciebie, to ten rok z
            > kochankiem splynie po Tobie jak po kaczce?

            Takie cos chyba trudno zapomniec ( brak doswiadczenia, hehe )
            Ale wiesz,
            w naszym mieszkaniu jest sporo ropdzinnych zdjec na scianach,
            i gdzie sie nie obroce to widze Nas, zadowolonych, z usmiechnietymi dziecmi

            i mysle sobie "to nie dzieje sie naprawde"
            i choc mozg juz wie ( poprzez te wszystkie terapie) ze to to juz raczej koniec,
            serce jeszcze walczy.

            I tak to sie kreci.

            >Czy ona jest slepa i glupia, ze nie widzi, ze maz spedza
            > czas ze zbysiowa? Moze gdyby wiedziala to chcialaby sie zemscic?

            Jej maz regularnie wyjezdza co kilka miesiecy na kilka tygodni (taka praca)
            wiec dla Niej... dla Ciebie ...

            *****************
            W sumie caly ten watek jest poswiecony Tobie, oszukiwana zono...
            *****************

            wiec dla Niej...pewnie to nic dziwnego gdy Go nie ma.
            .....ide spac...
            zb
            • annie_laurie_starr Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 16.07.06, 09:06
              Zbys, tym badziej Ci zycze z calego serca zeby zbysiowa wrocila. Mam nadzieje,
              ze stanie sie jakis cud i tak bedzie.
              • libra22 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 16.07.06, 15:59
                Więc będziesz ciągle przeżywał te etapy i huśtawki nastrojów Zbysiu tak jak
                scriptus. Dopiero kiedy pozwolisz Jej odejść od siebie (w sensie emocjonalnym)
                zakończy się to pogodzeniem, a nawet szczęściem. Goprzej, że wydaje mi się, że
                możesz tym też syna uniesczęśliwiać (dzieci nie są szczęśliwe, gdy rodzice nie
                są).

                Fajnie Phokaro napisałaś o tej przyjaźni po rozstaniusmile Popieram w pełni.
                • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 18.07.06, 10:48
                  >Goprzej, że wydaje mi się, że
                  > możesz tym też syna uniesczęśliwiać

                  minelo 1.5 miesiaca odkad nie mam synka....
                  On ma prawie 5 latek...

                  Bylem z Nim sam na sam kilka razy przez kilka miesiecy,
                  To jest moj Syn,
                  On jest malutki, niewiele rozumie
                  tak sie fajnie usmiecha, jest kochany................... moj Syn
                  On jest malutki...
                  A wiecie jak smiesznie mowi "tata"?

                  Nie moge
                  ...Kurwa mac...

                  zb
                  • to.ja.kas Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 18.07.06, 10:52
                    Wiec zajmij sie odzyskaniem, syna a nie zony. Zacznij dbac o to by nie stracic
                    wiezi z synami. I na tym sie skup.
                    • zbys38 Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 18.07.06, 11:09
                      > Wiec zajmij sie odzyskaniem, syna a nie zony. Zacznij dbac o to by nie stracic
                      > wiezi z synami. I na tym sie skup.


                      Dzieki Kas
                      Zaczyna sie walka o to gdzie moj syn ma byc
                      Czy tu ze mna czy tam z Nia

                      Robie co w ludzkiej mocy zeby moj syn byl ze mna...
                      Moj maly synek........ Czuje ze Go trace...

                      nie moge pisac....
                      trzymajcie sie
                      • annie_laurie_starr Re: dzwonic do zony kochanka... mojej zony??? 18.07.06, 16:48
                        A nie mozesz jechac do Polski, bo chcesz spedzic czas z synem? Mysle, ze taka
                        akcja swietnie pokazalaby to, ze potrafisz walczyc o swoje, ze masz jeszcze cos
                        do powiedzenia, a nie tylko akceptujesz warunki narzucone przez zbysiowa. A
                        jak trzeba- to i pieklo mozna zakochanym zrobic. Niech tak nie gruchaja te
                        golabki.
                      • libra22 nie ten syn 19.07.06, 09:41
                        Miałam na mysli tego syna, który jest z Tobą.

                        I w ogóle zaczynam mieć wrażenie, że lubisz się tak umartwiać.
                        • zbys38 Re: nie ten syn 20.07.06, 10:40
                          libra22  napisala:
                          ______________________

                          > Miałam na mysli tego syna, który jest z Tobą.

                          On jest bardzo niezalezny, i pewnie rozumie wszystko
                          sugerowalem Mu ze Tata z Mama maja maly kryzys

                          Oficjalnej rozmowy z Nim, ze mna i moja zona nie bylo

                          > I w ogóle zaczynam mieć wrażenie, że lubisz się tak umartwiać.

                          hehe, przelecialem jeszcze raz ten watek i pewnie ktos moze odniesc takie wrazenie ale chyba tak nie jest.

                          Na razie leze jak po nokaucie
                          i tak leze i leze ( hehe ) i... brak motywacji na cokolwiek

                          annie_laurie_starr napisala:
                          _________________________________

                          >A nie mozesz jechac do Polski, bo chcesz spedzic czas z synem?

                          Jestem za dwoma oceanami...
                          I niestety odwiedziny synka co dwa tygodnie jest niewykonalne,
                          szybciej juz raz na rok sadsadsad

                          zb
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka