Dodaj do ulubionych

rozwodu nie ma.. ale...

29.08.06, 15:40
Własciwie to nawet nie wiem od czego mam zacząć. Trafiłam tutaj przez
przypadek. zaczęłam czytać watki i Wasze wypowiedzi i myślec o tym, co dzieje
się w moim życiu. Nie mam meża. Mam partnera. znamy się już dośc długo. To
bardzo burzliwy związek. Oboje jestesmy chyba jednak egoistami, bardzo
nastawionymi na własne JA, własne potrzeby, tylko chyba ja mniej niz ON.
Rozstawaliśmy się, nie mieliśmy ze sobą kontaktu, ale ciągle coś Nas do
siebie ciagnie... uwielbiamy ze sobą rozmawiać. Rozumiemy się bez słów, mamy
podobny gust, podobne spojrzenie na świat. Radzimy się siebie w wielu
sprawach i jesli coś jest nie tak, to żalimy sobie nawzajem. tylko, że ciagle
się boimy bliskości. Tzn, On się boi... tak mi się wydaje. Nie potrafi
rozmawiac o tym co czuje, kiedy o coś pytam szybko sie zamyka i zaczyna
bronić. Ma za sobą nieudane małżeństwo i mnóstwo nerwów i krzyku w związku ze
spotkaniami z córką z pierwszego małżeństwa.
Oboje jesteśmy bardzo zapracowani. ale wydaje mi się, że jak ktoś chce to
można sobie i z tym poradzić. nie mieszkamy ze soba. Mieszkamy w innych
miastach. Spotykamy się od czsu do czasu. Od jakiegoś czasu nie mieliśmy
kontaktu już w ogóle. Ja przestałam odpisywac na jego smsy, bo poczułam, ze
do niczego to nie prowadzi. i poźniej kiedyś zadzwoniłam... strasznie sie
ucieszył... zaczęłiśmy to od początku... i teraz znowu czuję, że nie ma dla
mnie miejsca w jego życiu. bardzo go kocham... i myślę, że on mnie też. Ale
jakoś juz nawet bez emocji do tego podchodzę...
wiem, ze powinnam wyciagnąc z tego wszystkjiego co stało się pzrez tyle lat
wnioski- że on nie potrafi, że może nie chcę, ze bardzo lubi i ma słabośc do
mnie, ale nic więcej...
Przyciągamy sie do siebie... to trudne do opisania...
może ktoś wyciągnie z tego wszystkiego wnioski?
Obserwuj wątek
    • brzoza75 Re: rozwodu nie ma.. ale... 29.08.06, 15:47
      mieszkacie w innych miastach...czy Ty byłabys gotowa przeprowadzić się do jego
      miasta i zrezygnować ze swojego obecnego otoczenia jeśli kochasz...?
      • ardiss Re: rozwodu nie ma.. ale... 29.08.06, 15:50
        myślę, że tak.

        czuję bezsens jakiś tej sytuacji. Nawet nie wiem, czy on by tego chciał...
        • brzoza75 Re: rozwodu nie ma.. ale... 29.08.06, 15:56
          wiesz dobrze,że dobrze wam się rozmawia po prostu zapytaj go o to i wtedy
          będziesz miała pewność czy chce czy nie..., będziesz bliżej niego i jemu będzie
          może prościej okazać uczucia, jeśli nie będzie chciał coż wiele to wyjaśni...
          • ardiss Re: rozwodu nie ma.. ale... 29.08.06, 15:58
            no własnie czuje, że to beznadziejna sytuacja...

            że powinnam machnąc ręką powiedzieć " zycze Ci szczęscia i iśc dalej... ale go
            kocham i mi na nim zalezy

            on też mówi o tym, ze nie potrafi tworzyć związków. Można coś na to poradzić?
            • brzoza75 Re: rozwodu nie ma.. ale... 29.08.06, 16:04
              czujesz ale nie masz pewności a ja nauczyłam się że lepiej ją mieć niż gdybać i
              rozmyślać..., zapytaj,
              czy na nieumiejętność tworzenia związków można coś poradzić? w jego wypadku
              czas pokaże, jeśli o nieumiejętność tu chodzi, kilku "naszych" panów forumowych
              tworzy i są szczęsliwi a tez potrzebowali czasu...
            • hicksowa Re: rozwodu nie ma.. ale... 29.08.06, 16:06
              Myślę, że to nie miłość, a przywiązanie, przyzwyczajenie.
              To pewnie fajny kolega jest... Co?
              On się boi, a Ty czujesz presję społeczną.
              Ile masz lat?
              Byłaś mężatka?
              Masz dzieci?
              • reni888 Re: rozwodu nie ma.. ale... 29.08.06, 21:54
                jest takie fajne forum na kafeteri -O mężczyznach, którzy nie uzewnętrzniają
                uczuć - moze tam sie czegos wiecej dowiesz o takich osobnikach. Pozdrawiam
                f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=1135621&start=120
                • ardiss Re: rozwodu nie ma.. ale... 30.08.06, 08:13
                  Presja społeczna...? Chyba nie. Nic sobie nie robię z takiego gdania, że
                  trzeba, że wypada, że powinnam, bo mam już 27 lat. i że w moim wieku to..poza
                  tym też nie bardzo chce mieć w ręku papier... a dzieci..hm... może kiedyś, ale
                  nie teraz. chce się cieszyc życiem, nim i w ogóle...
                  Jezu.. czuje, że to co pisze to bełkot jakieś głupiej panienki. sprawa wygląda
                  jasno.. tylko, że może ja nie chcę tego wszystkiego zaakceptowac..?
                  • anja_pl Re: rozwodu nie ma.. ale... 30.08.06, 09:34
                    to musicie porozmawiać, ale obawiam się, że oboje jesteście wielkimi egoistami
                    i to nie jest miłość, w miłości zapomina sie o sobie (tak, tak AK, dlatego masz
                    problem zająć się SOBĄ),

                    trudno wam zrezygnować ze swoich upodobań, wolności, niazależności,

                    wg mnie to nie jest "ten", postaraj sie to zakończyć i spróbuj ułożyć sobie
                    życie bez niego, a może wtedy znajdziesz "tego", dla któreo zrezygnujesz z
                    części włąsnych upodobań bez żalu
                    • ardiss Re: rozwodu nie ma.. ale... 30.08.06, 14:58
                      pewnie masz rację... I pewnie ja gdzies w środku to wiem...

                      Ale jak wytłumaczyć fakt, że ciagle nas co siebie ciagnie..? Że spotykamy się w
                      najmniej oczekiwanych okolicznościach i nie możemy się sobą nacieszyć? Że
                      ciągle wracamy i wtedy usłysze od niego" tęsknię za Tobą"..?

                      czytałam na kafaterii wypowiedzi kobiet, które sa w związkach z męzczyznami
                      mającymi problemy z okazywaniem uczuć. czułam sie jakby ktos pisał o mnie...
                      • marcepanna moja rada: nowa milosc 30.08.06, 23:00
                        A ja sprobowalabym JEDNOCZESNIE z innym facetem, nowa milosc pokona tesknote za
                        dawnym kochankiem
                        • ardiss Re: moja rada: nowa milosc 31.08.06, 08:15
                          Marcepannasmile Wczoraj wieczorem, kiedy po raz kolejny była cisza z jego
                          strony... pomyślałam, ze moze wcale mu tak bardzo na mnie nie zalezy. daleka
                          jestem od histeryzowania w stylu" nie zadzwonił, tzn, że nie kocha", ale...
                          wątpliwości są i będa. I pomyślałam o tym samym co Ty... zostawić to wszystko i
                          zacząc budowac życie od nowa....

                          Tylko to trudne. Bo go kocham pomimo wszystko... i mi na nim zalezy i jest dlka
                          mnie wazny..sad
                          • marcepanna Re: moja rada: nowa milosc 02.09.06, 22:38
                            Ardiss no ale chcesz czekac az on zrobi krok ku Tobie? Chcesz tracic swoje byc
                            moze NAJLEPSZE lata dla uludy???
                            To nie jest milosc, na milosc odpowiada sie miloscia lub mowi sie jasno i
                            wyraznie na czym druga osoba stoi aby nie miala ona zludzen i odchodzi sie gdyz
                            przyjazn i kolezenstwo ofiarowane stronie ktora kocha to okrucienstwo lub
                            bawienie sie Toba
                            Zobaczysz zreszta ze spotkasz LEPSZYCH facetow od niego, tzn bardziej
                            fascynujacych tylko nie czekaj na realizowanie tego kiedy bedziesz miec 40 lat,
                            po 40tce to sie schodza ale w kinie
                            Dzialaj juz teraz ! NIe mysl (myslalas nad tym facetem juz pewnie conajmniej
                            rok lub dluzej) wiec DZIALAJ teraz
                            Powodzenia
                            Dzialaj , nie zaluj go bo czy on zaluje CIEBIE?
                            • marcepanna Re: moja rada: nowa milosc 02.09.06, 22:50
                              przyciagacie sie-piszesz, bo zreknelam ponownie na twoj post-otoz nie
                              to trudne do wytlumaczenia ale tak nie jest, tobie sie tylko tak wydaje
                              ale jednak to trwa juz jakies lata, jestes az tak mloda ze mozesz RYZYKOWAC
                              swoje szczescie (a da ci je inny )przez kolejne KILKA lat?
                              • ardiss Re: moja rada: nowa milosc 04.09.06, 13:34
                                młoda, niemłoda... nie wiem. Chyba raczej młoda - mam 27 lat. wiesz co jest dla
                                mnie trudne.. że ma go nie być, że będzie cisza.. a tak naprawdę cały zcas jest
                                cisza.
                                jezu.. mam wrażenie, ze zachowuję się jak idiotka. gdyby to mówiła któraś z
                                moich kolezanek to kopnęlaby ją w zadek i powiedziałą weź się w garśc
                                dziewczyno. a sama sobie nie potrafię...
                                i nienawidzę użalania się nad soba, a teraz sama to robię.!!!!!!!!
                                • tatiana44 Re: moja rada: nowa milosc 04.09.06, 21:15
                                  Czytam Twoje posty i wspominam moje rozterki sprzed 25 lat!
                                  Miałam dokładnie tyle lat co Ty,byłam w nim zakochana,on jak mi sie wydawało
                                  też,wspaniale nam sie rozmawiało,żartowało,rozumielismy sie bez słów ,tylko nie
                                  w tej najwazniejszej sprawie-przyszłości ze mną ,o tym nie umiał albo nie
                                  chciał rozmawiać.Ja nie naciskałam,ale było mi zle z tym oczekiwaniem na jego
                                  sygnał-telefon,zaproszenie.
                                  Czas mijał a ja czułam sie bardziej przyjaciółka niż dziewczyną.Marzyłam o
                                  wspólnej z nim rodzinie ale tak zostałam wychowana,że nie odwazyłam sie pierwsza
                                  z nim o tym pomówić.25 lat temu dziewczyna w Twoim wieku była juz stara pannąsmile
                                  Więc znalazłam nową miłosć.Szybko wyszłam za mąż.Było dobrze,ale..
                                  W ub.roku,kiedy dowiedziałam sie o zdradzie meża,spróbowałam odszukac moją dawna
                                  sympatię,z ciekawości co u niego,gdyz przez cwierc wieku nie szukałam
                                  kontaktu(on czuł sie opuszczony przeze mnie!)Mieszkaliśmy w innych miastach.I
                                  jakiez było moje zdziwienie,gdy dowiedziałam się ,ze nie ozenił się nigdy..
                                  Niektórzy faceci nigdy nie dorastają do roli męża.Dziś też doskonale sie rozumiemysmile
                                  • ardiss Re: moja rada: nowa milosc 05.09.06, 08:46
                                    Tatianosmile dziękuje. fajnie przeczytać słowa kogos, kto jest dojrzalszy i
                                    mądrzejszy. I obiektywnie spojrzy i oceni.

                                    A wczoraj powiedziałąm basta. Po kolejnej odpowiedzi, że nie wie, kiedy się
                                    spotkamy, bo jest zapracowany, spytałam, czy w ogóle chce tego jeszcze. i nie
                                    odpowiedział. A ja powiedziałam, że jest tchórzem, że nie potrafi nawet
                                    powiedzieć prawdy. Że zawsze był i będzie dla mnie ważną osoba bo fajne chwile
                                    z nim spędziłam, ale że nie potrfai budować więzi międzyludzkich. nawet nie
                                    skomentował.
                                    Życzyłam mu powodzenia, powiedziałam pa i się rozłączyłam.
                                    • ardiss Re: moja rada: nowa milosc 26.09.06, 09:05
                                      minęły trzy tygodnie. najpierw byłam zła, ale dumna i czułam się lekko.
                                      Nareszcie się uwolniłam od pustych myśli typu: co , jak, dlaczego, kiedy i czy
                                      w ogóle...
                                      A teraz... nic nie czuje... albo raczej czuję tęsknotę... albo sama nie wiem.
                                      czasami jest dobrze.. chce kupić mieszkanie, wiec zaczęłam sie rozglądac i
                                      zajmowac czymś innym...a za chwilę siadam sama z książką i nie mogę się skupić.
                                      Przyjechała do mnie mama. starałam sie zapewqnić jej fajny weekend- chodziłysmy
                                      na spacery, do kawiarni, na zakupy..Na zewnątrz jest ok... ale wsrodku.. nie
                                      wiem.
                                      Wiem, ze dobrze zrobiłam, ze tak jest lepiej, ze jestem młoda, życie przede
                                      mną, ze spotkam jeszcze niejednego męzczyznę i się zakocham...

                                      czuję pustkę.
                                      • brzoza75 Re: moja rada: nowa milosc 26.09.06, 09:14
                                        i wielokrotnie łapiesz za telefon komórkowy.....?
                                        hmmm spróbuj to przeczekać
                                        • ardiss Re: moja rada: nowa milosc 26.09.06, 09:26
                                          nie.. nie łapię... to już przeszłam dawno, dawno...

                                          nie potrafię opisac tego co czuję.. ale to chyba zwykła pustka. Jestem sama. I
                                          jest mi źle.
                                          • a.niech.to Re: moja rada: nowa milosc 26.09.06, 09:36
                                            Przejdzie. Wszystko się kiedyś kończy, a na ostatku życie.
                                            Pozdrawiam
                                      • a.niech.to Re: moja rada: nowa milosc 26.09.06, 09:35
                                        ardiss napisała:

                                        > czuję pustkę.
                                        Z czasem ją zapełnisz. Życie nie znosi pustki.
                                • a.niech.to Re: moja rada: nowa milosc 26.09.06, 09:34
                                  Wiesz, co robić, to się zmobilizuj.
                      • a.niech.to Re: rozwodu nie ma.. ale... 26.09.06, 09:32
                        ardiss napisała:

                        > czytałam na kafaterii wypowiedzi kobiet, które sa w związkach z męzczyznami
                        > mającymi problemy z okazywaniem uczuć. czułam sie jakby ktos pisał o mnie...
                        Że też na mnie padło. Do dzisiaj byśmy byli nie najgorszym małżeństwem. Znam
                        wielu takich porządnych facetów, ich żony uważają to za niewielki mankament.
                  • a.niech.to Re: rozwodu nie ma.. ale... 26.09.06, 09:29
                    Myślę, że rozumem blokujesz uczucia, i słusznie. Życie się nie sklada wyłącznie
                    z miłości.
    • a.niech.to Re: rozwodu nie ma.. ale... 26.09.06, 09:27
      A ja Ci powiem jedno: weź na wstrzymanie.
      • ardiss Re: rozwodu nie ma.. ale... 26.09.06, 09:35
        smile biorę na wstrzymanie, tylko szlag mnie trafia jak po raz kolejny spędzam
        wieczór sama...
        • brzoza75 Re: rozwodu nie ma.. ale... 26.09.06, 10:55
          spróbuj wyjść do ludzi,zacznij sie spotykać, samej rzadko coś przychodzi od tak
          od czekaniasmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka