olbrachta
21.10.06, 14:16
Witam wszystkich na forum. Jestem tu [ierwszy raz, i chciałam się poradzić.
Jeszcze się nie rozwodzimy, ale to tylko kwestia czasu. Jakiekolwiek więzi
ustały między nami dawno, mój małżonek przez dobrych 7 lat nie widział celu i
sensu ratowania związku. Ja się starałam, starałam, prosiłam, płakałam,
błagałam i usprawiedliwiałam go, az w końcu się zmęczyłam tym okropnie.
Awantura - samotny urlop. Po powrocie - widzę że się stara. Ale... ja już nie
mam do niego serca po prostu. Nie mogę, nie umiem, nie chcę już go kochać.
Przez 7 lat całą energię wkładałam w ten związek. Tearz nie mam siły i widzę,
jak głupia byłam, sąząc że przeciwieństwa się przyciągają. Nie chcę żyć obok
siebie... A na razie żyjemy obok siebie nie tylko emocjonalnie, al i
tehnicznie - osobe łózka, osobna lodówk,a osobne konta, osobne
zainteresowania.
Jesli mielibyście trochę cierpliwości, chciałam Was prosić, żebyście zajrzeli
na opis tej sytuacji tutaj:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=48717852
bo ja już nie mam siły opisywać tego ponownie. zakopałam się w pracy, kursach
(taniec, salsa, basen), żeby nie myśleć, zagłuszyć.
Krótko mówiąc: kiedy mi zależało, to jemu nie, a teraz na odwrót... Nie chcę
się męczyć latami, i tak wystarczająco cierpię, więc niech się to skończy
szybko. proszę, pomóżcie.