Dodaj do ulubionych

nie jestem mężatką, nie jestem rozwódką...

24.12.06, 22:47
nie jestem mężatką, nie jestem rozwódką...
Wciąż mam przed sobą drogę,
drogę poszukiwania. Poszukiwania osoby, która mnie
pokocha, a ja ją równie mocno. To jest moje marzenie.

Moja najlepsza pzyjaciółka się rozwodzi
i z braku doświadczenia w rozwodach ... by ją lepiej zrozumieć...
znalazłam to własnie forum.

Z jednej strony czuję się przerażona- tym jak ludzkie marzenia
o miłości, udanym małżeństwie palą się na panewce.
Po przeczytaniu niektórych historii(choc są oczywiści
jednostronne) oczy zachodzą mi łzami a w głowie pojawia sie pytanie-
jak tak można? gdzie ideały? gdzie zaufanie?
jakie to życie??? a miłość...???

Z drugiej strony widzę jak sobie pomagacie nawzajem,
wspieracie się, aby zobaczyc światło w ciemnym okresie waszego
życia.

wybaczcie, ale...
jestem na początku drogi...
nie chcialabym, aby moja skończyła sie jak wasza,
bo to mnie przeraża.
Obserwuj wątek
    • crazyrabbit Re: nie jestem mężatką, nie jestem rozwódką... 24.12.06, 23:04
      Nie wiedziałam , że mogę kogoś wystraszyć!
      Pamiętaj , że każde doświadczenie czegoś Cię uczy , często daje siłę , wzbogaca
      życie wewnętrzne.... W życiu bywa różnie , nie zawsze jest miło i przyjemnie...
      U mnie bywało różnie , ale teraz czuję się silna , wciąż wierzę , że chociaż
      nie jestem podlotkiem , to jednak odnajdę swoje miejsce w życiu... a może nawet
      miłość... smile
      Największą moją radością jest moja córka , dla niej walczę o lepsze jutro i
      usmiech na codzień.
    • kruszynka301 Re: nie jestem mężatką, nie jestem rozwódką... 25.12.06, 10:29
      > wybaczcie, ale...
      > jestem na początku drogi...
      > nie chcialabym, aby moja skończyła sie jak wasza,
      > bo to mnie przeraża.

      Naprawdę tylko pobieżnie przejrzałaś to forumwink. Rozwód nie jest końcem świata, nie jest czymś strasznym - okropne jest dochodzenie do tej decyzji.
      To forum powstało dla osób po rozwodzie, pytających się, "co dalej".
      A dalej? W większości przypadków jest prędzej czy później jest uspokojenie, wyciszenie, następny, szczęśliwy związek.
      Spotykamy się często w realu - i wierz mi, tylko rozwodnicy potrafią się tak świetnie bawićwink)).

      • z_mazur Re: nie jestem mężatką, nie jestem rozwódką... 25.12.06, 11:10
        Kruszynko
        Żeby uściślić, to nie jest forum tylko dla ludzi po rozwodzie.
        Ba, mało tego, wydaje mi się, że rozwodnicy są raczej mniejszością na tym forum, a już napewno nie stanowią większości. smile
        Większość osób, które trafia na to forum przeżywa poważny kryzys w związku i jest w trakcie podejmowania decyzji o rozwodzie. W związku z tym zastanawiają się co będzie dalej...
        Tutaj znajdują część odpowiedzi.

        Zgadzam się z Tobą, sam rozwód nie jest najgorszy, tylko własnie proces dochodzenia do decyzji o nim...

        Co do imprez w realu to powiedziałbym po prostu, że rozwodnicy "też" potrafią się dobrze bawić. Jako kawaler i później mąż potrafiłem się świetnie bawić, cieszę się, że teraz nie zatraciłem tej umiejętności. smile))))
        • kruszynka301 Re: nie jestem mężatką, nie jestem rozwódką... 25.12.06, 11:59
          z_mazurze, na tym forum są osoby w różnych etapach życia - ale docelowo naczelnym pytaniem forum jest "co dalej", i gdyby prześledzić los wszystkich forumowiczów, piszących i już nie piszących od początku istnienia forum, szala przeważyłaby się jednak w stroną ludzi po rozwodziewink. Oczywiście, wątków tych przechodzących rozwód i pytań technicznych związanych z rozwódem jest siłą rzeczy najwięcej.....

          Widzisz, ja buntuję podczas takich przemyśleń jak autorki wątku: "nie chciałabym, aby moja historia skończyła się jak Wasza", bo po paru latach od kochanki eksa i rozwodu wcale nie czuję się jakoś strasznie potraktowana przez los, wręcz przeciwnie.

          Co do imprez w realu - ja naprawdę mam wrażenie, że rozwodnicy bawią się najlepiej - bo wszyscy moi znajomi są już zbyt "starzy" (mówię o ludziach 30-letnich) i zbyt "dzieciaci", żeby się wybrać do pubuwink. Osoby po przejściach potrafią docenić małe przyjemności, potrafią znaleźć czas na spotkanie.
          Co to dużo pisać - ja sama na dyskotekę poszłam PIERWSZY RAZ w życiu dopiero po rozwodziewink))). Całą noc przechodziłam od pubu do pubu również dopiero po rozstaniu z eksem.....
          Po rozwodzie zaczęłam robić mnóstwo rzeczy (nurkowanie, aerobik, rower), o których wcześniej mi się nie śniło, i gdyby ktoś mi powiedział, że będę to robić, spojrzałabym na niego jak na wariatawink.
          • tricolour Po rozwodzie wiele kobiet prowadzi życie... 25.12.06, 12:06
            ... na niższym poziomie, a nawet nie dostaje alimentów. Wiele kobiet jest
            samotnych i nie znajduje partnera wcale. Może nie jest to wiekszość, ale myślę,
            że znaczna część.

            Nawet jeśli tak sytuacja jest tylko przejściowa i w końcu wraca stabilnośc i
            poczucie bezpieczeństwa, to i tak nie można powiedzieć, że nic sie nie stało.
            • kruszynka301 Re: Po rozwodzie wiele kobiet prowadzi życie... 25.12.06, 13:03
              tricolour napisał:

              > Nawet jeśli tak sytuacja jest tylko przejściowa i w końcu wraca stabilnośc i
              > poczucie bezpieczeństwa, to i tak nie można powiedzieć, że nic sie nie stało.

              Nikt nie mówi, że nic się nie stało - ja jednak twierdzę, że rozwód i bycie rozwodnikiem nie jest takie straszne, jak w to wierzy autorka wątku.
              Co do latania po pubach, jazdy na rowerze i nurkowania (w moim przypadku) - jestem już w następnym związku, jestem w 5-tym miesiącu ciąży i te rzeczy mi nie przeszły, wręcz przeciwnie, chwilowo nie mogę nurkować i strasznie za tym tęsknię, zwłaszcza po wczorajszych wigilijnych opowieściach nurkowych siostry..........

              Porównując oba moje związki, teraz mogę powiedzieć, że obecnie, przez pryzmat przejść z eksem, bardziej potrafię docenić to, co mam, bardziej cieszę się życiem i jestem o wiele bardziej szczęśliwa, niż w pierwszym związku.


              Co do tego, że wiele osób nie znajduje partnera - nawet będąc samotną mamą z maleńkim dzieckiem, było mi lepiej samej niż czekając na męża, który, jak doskonale wiedziałam, bawi u kochanki........ Naprawdę, jest wiele gorszych rzeczy, niż bycie samotnym......
          • z_mazur Re: nie jestem mężatką, nie jestem rozwódką... 25.12.06, 12:07
            kruszynka301 napisała:

            > z_mazurze, na tym forum są osoby w różnych etapach życia - ale docelowo naczeln
            > ym pytaniem forum jest "co dalej", i gdyby prześledzić los wszystkich forumowic
            > zów, piszących i już nie piszących od początku istnienia forum, szala przeważył
            > aby się jednak w stroną ludzi po rozwodziewink. Oczywiście, wątków tych przechodz
            > ących rozwód i pytań technicznych związanych z rozwódem jest siłą rzeczy najwię
            > cej.....

            No to tu się zgadzamy. smile
            To jest specyficzne forum i większość osób, które na nim jest, w momencie gdy znajdują odpwiedź na tytułowe pytanie znika z forum. smile


            > Co do imprez w realu - ja naprawdę mam wrażenie, że rozwodnicy bawią się najlep
            > iej - bo wszyscy moi znajomi są już zbyt "starzy" (mówię o ludziach 30-letnich)
            > i zbyt "dzieciaci", żeby się wybrać do pubuwink. Osoby po przejściach potrafią d
            > ocenić małe przyjemności, potrafią znaleźć czas na spotkanie.
            > Co to dużo pisać - ja sama na dyskotekę poszłam PIERWSZY RAZ w życiu dopiero po
            > rozwodziewink))). Całą noc przechodziłam od pubu do pubu również dopiero po rozs
            > taniu z eksem.....
            > Po rozwodzie zaczęłam robić mnóstwo rzeczy (nurkowanie, aerobik, rower), o któr
            > ych wcześniej mi się nie śniło, i gdyby ktoś mi powiedział, że będę to robić, s
            > pojrzałabym na niego jak na wariatawink.

            Wiesz co do tego to po przemyśleniu muszę się z Tobą zgodzić. Rzeczywiście ludzie "po przejściach" bardziej potrafią się cieszyć małymi radościami i chętniej szukają okazji do nich. smile
            • tricolour Jak pies urwie się z łańcucha... 25.12.06, 12:29
              ... to lata i szczeka jak oszalały smile)

              Problem w tym, co... dalej? Bo jesli ma pozostać na wolności i zycie spędzać na
              siedzeniu w pubach i "zabawach", to ja rezygnuję z takiego zycia. Pragnę życia w
              rodzinie, z żoną, dziećmi - czyli chcę powrotu do sytuacji przedrozwodowej, z
              jej wszelkimi "przykrymi" konsekwencjami.

              smile
              • crazyrabbit Re: Jak pies urwie się z łańcucha... 25.12.06, 12:48
                Ja potrafiłam świetnie sie bawić w pubach i na dyskotekach jeszcze jak byłam w
                związku. I prawie_ex ze mną nie łaził , bo nie lubi tego typu imprez.
                I o dziwo , jak się od niego wyniosłam , nie poczułam sie jak pies spuszczony z
                łańcucha. Nie śmigam "po mieście" od knajpy do knajpy , tylko rozkoszuję się
                błogim świętym spokojem , którego miałam tak mało... I poświęcam duzo więcej
                czasu i uwagi mojej córce smile
                • tricolour I rozglądzasz się za blondynem.... 25.12.06, 12:50
                  ... ciesz sie szybko spokojem, bo nadchodzi znów kierat...

                  smile)
                  • crazyrabbit Re: I rozglądzasz się za blondynem.... 25.12.06, 12:53
                    hehe... bo w kartach tak wyszło...
                    Dlaczego uwazasz , że ja to od razu chcę wpaść w kierat? Mam tez inne
                    hmmm...potrzeby , czysto fizyczne smile))
                    • tricolour Nie chcę sie wymądrzać... 25.12.06, 12:55
                      ... ale potrzeby czysto fizyczne zaspokoisz w trymiga. Co dalej?
                      • crazyrabbit Re: Nie chcę sie wymądrzać... 25.12.06, 13:01
                        W trymiga? Eeeeeee...... a gra wstępna???
                        Na razie nic mi więcej nie potrzeba smile))
                        I czytaj czasem "miedzy wierszami" bo ja często wtrącam takie różne , nie do
                        końca poważne zdania i określenia smile ot , krotochwile takie smile
                        • tricolour To całe szczęście... 25.12.06, 13:04
                          ... bo jeszcze trzy dni mam sie opiekować kotem więc pomyslałem, że może chętnie
                          bys pogłaskała takie miłe futerko...

                          tongue_outP
                          • crazyrabbit Re: To całe szczęście... 25.12.06, 13:07
                            Mrrraaauuuu....
                            Uwielbiam koty :pp
                            • tricolour Diablica wcielona. 25.12.06, 13:11
                              Idę coś zjeść. Zimnego, z lodówki... i napić się. Też lodowatego.

                              Cholera...
                              • crazyrabbit Re: Diablica wcielona. 25.12.06, 14:05
                                smile) Podobno mam w oczach takie diabełki (nie kurwiki!!)
                                Ja dzisiaj też na zimno... Ech... Herbaty sobie może ciepłej zrobię smile)
                    • 0lana Re: I rozglądzasz się za blondynem.... 25.12.06, 13:11
                      Ciekawa sprawa z tymi blondynami...
                      Ja zanim poznałam mojego meza bylam u wróżki i ona powiedziala mi,ze wyjde za blondyna,a moj maz jest szatynem(a wlasciwie byl,a to ze na madrej glowie wlos nie rosnie to okazalo sie totalna bzdura),a ja wrozki nie sluchalam...,zrobiłam bład,bo reszta wróżby sie sprawdziła,ale miłość jest przeciez ślepa...,jednego tylko nie żałuję - moich dzieci.

                      Znacie moze jakas prawdziwa wróżkę(nie taka po kursie astrologii),chętnie skorzystam.(?)
                  • z_mazur Re: I rozglądzasz się za blondynem.... 25.12.06, 12:54
                    tricolour napisał:

                    > ... ciesz sie szybko spokojem, bo nadchodzi znów kierat...
                    >
                    > smile)

                    Bycie w udanym związku to nie kierat, a wręcz przeciwnie.
                    • tricolour Masz rację - słodki kierat. 25.12.06, 12:56
                      smile)
              • z_mazur Re: Jak pies urwie się z łańcucha... 25.12.06, 12:51
                IMHO chodzi o to, że człowiek po takich doświadczeniach dochodzi często do wniosku, że w dotychczasowym życiu dawał z siebie innym wszystko, niewiele dostając w zamian i po takiej refleksji często uczymy się takiego zdrowego egoizmu. Po prostu dochodzimy do wniosku, że nasze potrzeby też są ważne. I nie ma się co "zabijać" tylko czasem trzeba trochę korzystać z życia.
                To wcale nie stoi w sprzeczności. Po prostu okazuje się nagle, że można być żoną i matką a jednocześnie kobietą, albo mężem i ojcem a jednocześnie mężczyzną.

                A porównanie, z łańcuchem i psem jest o tyle trafne, że często w związku jesteśmy ograniczeni (czasem na własne życzenie) i nieszczęśliwi z tego powodu, więc uzyskane poczucie wolności i możność samostanowienia daje satysfakcję, co jest bardzo dobre.
                • 0lana Re: Jak pies urwie się z łańcucha... 25.12.06, 13:21
                  Mężczyzno z_mazur...z ust mi to wyjąłeś,własnie doszłam do tych samych wniosków.
                  • tricolour Hm... 25.12.06, 13:24
                    ... no wiecie co...

                    smile)
                    • 0lana Re: Hm... 25.12.06, 13:34
                      smile)
                      Ja nie zmieniłam swojego miejsca i nie szaleje na imprezach,ale łańcucha juz nie mam...choćby kontakt z Wami o tym świadczy...,a i na inne zmiany towarzyskie mam nadzieje smile)
    • tricolour Rozwody się zdarzaja jak wypadki na drodze. 25.12.06, 11:51
      Nawet powody sa podobne: brawurowa jazda i brak wyobraźni. A jak jedziesz
      ostrożnie, to kto inny walnie z tyłu i na to nie ma rady. Wazne, by umieć
      korzystać z doświadczeń i uczyć sie na błędach...

      Pozdrawiam świątecznie wszystkich forumowiczów.
      • 0lana Re: Rozwody się zdarzaja jak wypadki na drodze. 25.12.06, 13:48
        Tri...świeta racja,co ma byc i tak bedzie.Trzeba wyciagnać wnioski i nie bac sie po wypadku znowu wsiąść do "samochodu",bo trzymanie go w garazu i tak od niczego nas nie uchroni.
    • margaritta1977 do crazyrabitt 25.12.06, 15:34
      nie czytałam pobieżnie forum,
      wręcz odwrotnie bardzo szczegółowo.

      Nie rozmawimy tu wyłącznie o tobie-ty jesteś już
      po decyzji, po rozwodzie, po paru latach i rozpoczełaś nowy
      rozdział w swoim życiu - uczucia odeszły, emocje zgasły-nie o ta sytuację
      chodziło (jak mnie nazwywasz )autorce wątku.

      Przeżyłam w swoim zyciu cieżkie chwile i wiem ,że
      po nich jest człowiek mocniejszy...mądrzejszy.

      I nie myślę,że to tylko podjęcie decyzji o rozstaniu jest
      najtrudniejsze. Po przeczytaniu opisów tego co dzieje się
      na sali sądowej....uważam,że to druga część podjęcia decyzji równie trudna.

      I nie spłycaj tego co napisalam tylko dlatego,że nie jestem
      w sytuacji podjęcia decyzji czy też rozwodu.
      Tuż obok mnie jest moja przyjaciółka - w trakcie rozwodu.
      Czytając to forum chce jej pomóc.
      A to,że sytuacje tu opisane mnie przerażają- mam do tego prawo.
      • margaritta1977 to miało byc do kruszyny-wybacz króliczku szalony 25.12.06, 15:38
        • crazyrabbit Re: to miało byc do kruszyny-wybacz króliczku sza 25.12.06, 19:12
          Ło Jezu.... a ja czytam , czytam i zastanawiam się czy to pite wczoraj w
          nadmiarze czerwone czilijskie winko tak na mnie podziałało , że nie pamietam ,
          żebym coś takiego pisała smile) ufffff....
      • z_mazur Re: do crazyrabitt 25.12.06, 23:30
        Margaritto, to co się dzieje na sali sądowej w dużej mierze jest uzależnione od tego jak obie strony związku podchodzą do rozstania.

        Jeśli obie strony mają zamiar się rozstać to sprawa w tej chwili jest formalnością. Problemy zaczynają się przy orzekaniu winy gdy jedna ze stron się do niej nie poczuwa.
        Normalnie w tej chwili rozwód kończy się na pierwszej rozprawie, która ma miejsce ok. 3 miesiące od momentu złożenia pozwu.
        • margaritta1977 orzekanie 25.12.06, 23:34
          jestem na bierząco...
          w orzekaniu, ale na
          prawie amerykańskim...
          Bowiem my best friend wyszła za obywatela US
    • nangaparbat3 Margaritto 25.12.06, 23:53
      Przychodzisz do nas i piszesz tak:
      wybaczcie, ale...
      jestem na początku drogi...
      nie chcialabym, aby moja skończyła sie jak wasza,
      bo to mnie przeraża

      No nie jest to szczyt kyrtuazji, delikatnie mowiąc.

      Ma rację Kruszynka piszac, ze nieuważnie czytasz to forum.
      Nasze drogi potoczyly sie bardzo roznie.

      Pewnie, że nie jest łatwo dobrze sie rozwieść. Nie jest to jednak niemozliwe. I
      zazwyczaj najbardziej boimy sie nieznanego. Boimy się zmiany. Kiedy juz
      przychodzi, z reguly okazuje sie mniej straszna, niż nasze wyobrazenia o niej.
      Szczerze mowiac nie wiem, po co zalozylas ten watek. Czego od nas oczekujesz?
      Że Cie zapewnimy, że Ciebie to na pewno nie spotka? Takich gwarancji nikt nie
      udziela - niestety, a moze na szczęscie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka