Dodaj do ulubionych

Między młotem, a kowadłem

21.03.04, 11:42
Zdarzają się przypadki, że rodzice nie rozstali nam się w pokoju. Ciężko jest
słuchać jak jedno mówi o drugim w samych inwektywach. Największym błędem jest
wtedy stawanie ślepo po którejś ze stron.
Obserwuj wątek
    • kolczatka Re: Między młotem, a kowadłem 22.03.04, 07:59
      Największym błędem jest stawanie po którejkolwiek ze stron. Tylko neutralność w
      przypadku rozwodu rodziców jest w opowiedzenie się po jednej ze stron tego
      konfliktu. To może tylko pogorszyć naszą, i tak niewesołą sytuację.
      • agablues Re: Między młotem, a kowadłem 22.03.04, 08:46
        a ja sobie przypominam pytania
        A kogo bardziej kochasz mamusię czy tatusia?
        u mnie ojciec był dla mnie ok. mimo ich rozstania - ja nadal byłam tatusia
        córeczką i bardzo lubiłam jak nas odwiedzał. I czasami własnie padały takie
        idiotyczne pytania ze strony ciekawskich znajomych.Mozecie sobie wyobrazić jak
        czuła sie 8-9 latka...
        • sloggi Re: Między młotem, a kowadłem 22.03.04, 09:05
          U mnie była zmowa milczenia, ale już jako dziecko wyczuwałem niechęć rodziny
          Mamęcji do rodziny Ojca. Opinii Jego rodziny nie znałem, bo ich zainteresowanie
          mną było mniej więcej zerowe. Dopiero po latach sam sobie wyrobiłem opinię na
          pewne tematy. Mamęcja nigdy nie mówiła o Nim źle, chociaż raz podsłuchałem gdy
          mówiła, że w oczywistych kwestiach jest niedojrzałym dupkiem.
          • f.l.y Re: Między młotem, a kowadłem 22.03.04, 15:45
            hmm..
            rozbiłam swoją rodzinę świadomie, mój syn miał wtedy 10 lat...
            mój mąż "nadawał" na mnie do syna okropecznie..że taka i owaka, że ich nie
            kocham, że chcę rozwodu, że jestem chora psychicznie itp...
            jak rozmawiałam z nim przez telefon, a syn był z nim to potrafił powiedzieć -
            jesteś pijana, głupstwa wygadujesz.../oczywiście pijana nie byłam/ - skończyłam
            więc rozmowy przez telefon...
            w obecności dziecka zaczynał swoje kazania....chciał mnie wyprowadzić z
            równowagi...ośmieszyć... potrafił mówić synowi, że ten nie pojedzie na wakacje
            bo mama nie chce dać pieniędzy...itp...
            na szczęście syn przetrwał to jakoś, sam wiedział że nie jest tak jak mówił
            ojciec...nie udało mu się /mężowi/ zrójnować naszych wzajemnych relacji z
            synem... bałam się, że sam straci u syna autorytet...
            chyba mu już przeszło, aczkolwiek czasami powie jeszcze coś 'miłego'...

            zawsze się zastanawiam, co to za ludzie którzy do rozgrywek używają dzieci...
            to tylko mnie upewniło w moim wyborze...
            • ada296 Re: Między młotem, a kowadłem 26.03.04, 00:04
              Agablues
              a co byś powiedziała na pytanie zadane mojemu (wówczas) 8 letniemu synowi przez
              narzeczoną exa: a kogo bardziej kochasz Kasię czy mamę ?
              dla zasady nie pytam dzieci co się dzieje u ojca
              zwykłe pytanie czy było fajnie i czy miło spędzili czas
              natomiast u ojca (głównie narzeczona i teściowa) robią dzieciom teleturniej pt.
              co robi mama, z kim i dlaczego

              czasami chce się - delikatnie mówiąc - wymiotować
              • agablues Re: Między młotem, a kowadłem 26.03.04, 08:38
                Ozywiście powiedziałabym, ze jest równie głupie
                Ale Ty możesz zareagować - porozmawiać z synkiem, ze nie musi na takie głupie
                pytania odpowiadać, albo moze odpowiedzieć tak, zeby Kasi poszło w pięty.
                Przede wszystkim mozesz porozmawiać z Kasią.
                I pewnie tak robisz.
                Te 20 lat temu, mało kto się zastanawiał co moze czuć dziecko. Ja byłam na tyle
                rezolutna, ze odpowiadałam,że kocham ich tak samo. Ale Ty - możesz działac.
                Długo miałam żal do mamy, ze na takie głupie pytanie nie zareagowała.
    • idid Re: Między młotem, a kowadłem 25.03.04, 16:16
      Moi rodzice rozwiedli się jak miałam 10 lat, z powodu alkoholizmu ojca.
      Pamiętam wiele prób pogodzenia i wiele porażek. Nawet po rozwodzie mama raz
      uległa i ojciec mieszkał z nami, ale wytrzymał bez "delegacji" bardzo krótko.
      Natomiast nie było u mnie inwektyw, próbowania przeciągnięcia na swoją stronę,
      bo ojciec chyba po prostu nie chciał miec w nas rodziny, wynosił w tych
      trudnych czasach i sprzedawał z domu wszystko co się dało, po rozwodzie
      moglismy liczyć tylko na kartki na urodziny. Jego chęć kontaktu z nami była
      zawsze bardzo powierzchowna, żadnych prób spędzenia czasu razem. No i tak
      nas "urobił", że mój starszy brat go nienawidzi i nazywa degeneratem (był
      starszy i więcej rozumiał), a dla mnie jest jak sąsiad i nie żywię do niego
      żadych uczyć, poza może pogardą.
      • sloggi Re: Między młotem, a kowadłem 25.03.04, 16:20
        Ojciec po alkoholu miał więcej odwagi. Chciał mnie zawsze przytulać, robił się
        swobodniejszy. Zawsze działało to na mnie jak czerwona płachta na byka. Do dziś
        nie trawię jak wypije chociażby małe piwo.
        • idid Re: Między młotem, a kowadłem 25.03.04, 16:25
          Ta czerwona twarz zadowolona z siebie....
    • paprykova Re: Między młotem, a kowadłem 26.03.04, 11:29
      Dzień dobry
      Nie wiem od czego zacząć... Trafilam tu przypadkiem wedrujac po forach i
      nareszcie znalazłam sie wśród ludzi z takim samaym problemem. Chciałabym tyle
      powiedziec ale ne wiem czy to wszystko ma teraz jakikolwiek sens. Wychowywałam
      sie jak to pieknie okreslacie w rodzinie niepełnej. Szanownego "tatusia" nie
      pamietam, ojczyma owszem (ta czerwona twaz ta odwaga i chęc przypodobania sie)
      Jestem dorosłą kobietą i potwierdzam powiedzenie jaka mtaka taka natka jaki
      ojciec taki syn. Byłysmy z mamą tak na prawdę zawsze tylko we dwie. Moje
      małżeństwo też nie przetrwało próby czasu i codzienności. Może ja jestem jakaś
      spaczona , wybrakowana, ale mając model rodziny ja plus mama nie bałam sie
      rozstania i tego co będzie dalej. Widząc że moja mama dała sobie rade
      wiedziałam, że i ja też muszę sobie poradzić. Niestety zawsze najbardziej
      cierpia dzieci. Moja córka do tej pory potrafi sie rozpłakać i mówi że
      chciałaby zeby było wszystko tak jak kiedyś. Ona jest właśnie między tym młotem
      a kowadłem. Kocha mnie bardzo, ale ojca też. Nie bronię jej tej miłości ale
      wiem że jest odpytywana i wypytywana o to co sie dzieje u mnie w domu. Ja to
      olewam bo jestem dorosła i wiem jak sobie radzic w takich sytuacjach ale 9
      latka jeszcze nie posiada tej umiejetności. Trudno, myslę, że kiedys sie
      nauczy i nie bedą jej potrzebne na studiach zajęcia z asertywności. Bedzie
      umiała powiedzieć: nie nie powiem ci nie nie zrobię tego bo... Bardzo cięzko
      jest roztać sie i pozostac przyjacółmi, a dzieci są dobrymi obserwatorami i
      widzą wszystko choc nam sie wydaje że sie dobrze maskujemy.
    • edeka5 Re: Między młotem, a kowadłem 26.03.04, 11:55
      Czytam te wszystkie wątki i widzę, że miałam wiele szczęścia. Moi rodzice
      rozstali się, gdy miałam 6-7 lat. Mogę powiedzieć, że nie odczułam tego
      zbytnio. Nigdy nie było sprawy spotykania się z Tatą. Widzieliśmy się wtedy,
      gdy chcieliśmy, a nie wtedy gdy ustalił sąd. Może to też dlatego, że w momencie
      rozwodu nie było innej pani, innego pana, alkoholu. Nie byłam przeciągana na
      żadną stronę. Nigdy jako dziecko nie usłyszałam złego słowa na Tatę od mojej
      Mamy. Podyskutowałyśmy sobie jak już byłam dorosła.
    • spyheart Re: Między młotem, a kowadłem 26.03.04, 22:14
      A jak mieszkaasz z ktoras to co ....
      sproboj cos powiedziec nie tak i juz jazda ze mozna zmienic lokal tongue_out
    • spyheart Re: Między młotem, a kowadłem 26.03.04, 22:15
      i rodzi sie kolejna zhiza w głowie ...smile
      to już norma wink))))
      czas przywyknąć
      • majcz Re: Między młotem, a kowadłem 27.03.04, 00:39
        A mnie nie daje spokoju coś........
        Ex mąż ozenił sie po raz drugi z kobieta z tzw, panieńskim dzieckiem. Mieszkali
        juz razem nim zostalismy rozwiedzeni, ale nie Ona była przyczyna naszego
        rozstania.
        Po jakims czasie okazało się, ze syn zony mówi do exa tato, a jeszcze póżniej
        wydało sie, że ex usynowił dziecko swojej zony. Kłamał przez dłuższy czas na
        ten temat.
        Mały zaczął mówic do niego tato juz wcześniej i bardzo to przeżyły moje dzieci.
        Usłyszałam wtedy, że jak dzieciak zaczał mu mówic tato, to przeciez nie mógł mu
        tego zabronic, bo dziecko poczułoby sie zranione, zapytałam a co ze zranieniem
        własnych dzieci?
        Meczy mnie to strasznie, uważam, że postapił po łajdacku.

        • ada296 Majcz 27.03.04, 01:15
          wiele we mnie żalu do exa
          i do wszystkich exów razem wzietych
          ale...
          w zyciu różnie się plecie
          ale nic nie powinno się dziać kosztem dzieci
          Twój ex miał prawo zaadoptować tego chłopca
          ale powinien szczerze o tym powiedzieć Tobie byście mogli razem przygotować
          Wasze dzieci do nowej sytuacji
          nie wiem dlaczego dzieci uważane są przez facetów za kretynów
          to błąd
          jeżeli dzieciom się wszystko wyjaśni i wytłumaczy - łatwo znajdują się w nowej
          sytuacji
          dzieci przyjmują wiele rzeczy tak po prostu
          w sytuacji, o której mówisz Twoje dzieci mają prawo czuć się odrzucone i
          oszukane
          nie wiem co mogę jeszcze napisać...

          pozdrawiam Cię ciepło
          • doraa Re: Majcz 27.03.04, 01:43
            Dzięki Ado za odpowiedź.
            Jest jeszce jeden aspekt, który dodatkowo mnie frustruje.
            "Dzieki" mojemu ex musiałam zaczynac wszystko od poczatku, stracilismy
            mieszkanie, nie miałam pieniędzy, przez kilka lat dzieci nie miały praktycznie
            kontaktu z ojcem, potem jakos zaczęli sie widywac, i nagle taki numer........
            Czasem sa jakies extra wydatki, i syn czy córka jak dostaja jakies pieniadze od
            taty bez przerwy sa pouczani; tylko nie mów Izie( czyli zonie), a dzieciaki
            wtedy mówią, ze chyba sa dziecmi kochanki.....
            Jest jeszcze kilka chorych układów, ale ten mnie wyjatkowo poruszył...
            • majcz Re: Majcz 27.03.04, 01:48
              Przepraszam, że nie odpowiedziałam swoim nickiem, ale jestem goscinnie i nie
              zwróciłam uwagi, że gospodyni zmieniła na swój.
              Sorki doraasmile))
              • ada296 Re: Majcz 27.03.04, 02:02
                mam lepiej
                jestem niezalezna finansowo
                pewnie dlatego rozstałam się z exem w ciągu miesiąca od podjęcia decyzji (mojej)
                ale to co piszesz jest tez chyba typowe (o tych pieniadzach)
                i tak sobie myślę, że dla tych exów karą samą w sobie jest bycie z
                tymi "drugimi"
                bo te drugie miały być takie superowe, lepsze, zawsze dobre
                mój ex zdradza swoją panienkę bardziej chamsko niż mnie zdradzał
                nie mają ślubu więc dziewcze siedzi cicho ale znęca się nad moimi dziećmi
                (młodszemu np. wmawia, że jest gruby i ma rozstępy - przez co chłopak ma
                kompleksy a rozmowa z exem nic nie dała)
                ale chcę o Tobie
                skoro Twój ex obawia się swojej żony - znaczy, że jest w chorym związku
                że sobie nie polepszył
                że nie jest szczęśliwy

                a nas czeka tylko to co dobre smile))
                co najlepsze smile))

                pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka