Dodaj do ulubionych

Nowy Rok - nowe życie :)

02.01.07, 09:23
Trudno mówić o jakiejś decyzji, po prostu konieczność, nie było innego
wyjścia.
Wracam w swoje rodzinne strony, pod skrzydłda mamusi i tatusia wink, z tym, że
z 2 własnych dzieci wink.
Mam już od 10 stycznia nową pracę, córka w piątek była pierwszy raz w nowym
przesdzkolu, wszyscy na mnie czekają. Wróciłam tylko po to, żeby wykończyć tu
wszystkie sprawy - rozwiązać umowę o pracę, spakować się i zorganizować
transport, złożyć pozew i ... uciekać jak najszybciej, tam, gdzie jestem
prawie szczęśliwa.
Trzymajcie kciuki za dobry humor poświąteczny szefa i siłę dla mnie - dzieci
zostały już u rodziców i ciężko mi tu samej bez nich, nawet przez te kilka
dni.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku wink
Obserwuj wątek
    • marek_gazeta Re: Nowy Rok - nowe życie :) 02.01.07, 09:34
      Trzymaj się i wszytskiego dobrego! Odszukaj szczęście w rodzinnych stronach.
      • julka1800 Re: Nowy Rok - nowe życie :) 02.01.07, 09:40
        Wszystkiego dobrego i duzo sily zyczę dla Ciebie, dla dzieci by odnalazły sie w
        nowym srodowisku
        smile)
    • ak70 Re: Nowy Rok - nowe życie :) 02.01.07, 09:53
      Trzymam kciuki... będzie dobrze. Podziwiam, że miałaś tyle siły i
      determinacji... a ja mam wciąż nadzieję, że ktoś decyzje podejmie za mnie lub
      wydarzy się cos takiego co rozwiąże sytuację... wiem, wiem... zaraz powiecie,
      że sie zestarzeję i życie upłynie mi na czekaniu. Pewnie macie rację. Ale pozew
      leży gotowy w szufladzie....
      • kru_cha Re: Nowy Rok - nowe życie :) 02.01.07, 09:57
        Ku pociesze ak70...
        Nie Ty jedna sie zestarzejesz...
        Pozdrawiam, miłego dnia smile
        • erzsi Re: Nowy Rok - nowe życie :) 02.01.07, 10:11
          Brzózko, ja naprawdę tylko tak niegroźnie wyglądam wink, ale naprawdę jestem
          silna babka i nie dam się już bardziej mu skrzywdzić.
          Wiecie, może to głupie, ale patrząc na mojego jeszcze męża wierzę święcie, że
          Bóg /dla wierzących/, czy los /dla niewierzących/ zesłał mi cały ten dramat po
          to, żeby ochrnić mnie przed czymś jeszcze gorszym... Boli to wszystko jak
          cholera, ale wiem, że tak będzie dla mnie lepiej. Tam gdzie jadę mamy spokój,
          poczucie bezpieczeństwa/i psychiczne i materialne/ i wspracie całej rodziny.
          A mąż ...
          Nie, to nie jest zły człowiek, tylko bardzo nieodpowiedzialny. Niech zostaje ze
          swoim życiem, wiecznymi długami, komornikiem i czekającym go procesem o
          eksmisję.
          Nie wierzę w jego alimenty i kontakty z dziećmi. Nie wierzę, że kiedykolwiek
          coś zrozumie.
          Może się rozczaruję miło wink.
          • tricolour A ja nie wierzę z Boga wrednego i złośliwego... 02.01.07, 10:17
            ... który znęca się nad ludzmi, by ich przed czymś ochronić. Bo przed czym
            jeszcze gorszym chronił ów Bóg więźniów Auschwitz?

            Wierzę natomist swięcie, że człowiek zbuduje sobie piramidę "pomysłów" by jakos
            swoje zachowania (a szczególnie zaniedbania) usprawiedliwić. Albo przerzucić
            odpowiedzialność za siebie na kogoś innego.
          • bursztynowe Re: Nowy Rok - nowe życie :) 02.01.07, 11:18
            Wierz w siebie i w to że wszystko się uda.
            Prędzej czy później.
            Lepiej lub gorzej.
            Uda się!
          • akacjax zapytam z ciekawości 02.01.07, 11:26
            Czy zanim wstąpiłaś w związek z owym m. nie miałas ani jednego intuicyjnego tknięcia-że coś nie do końca jest ok?

            Ja przyznaję, że poczułam coś takiego przez ułamek sekundy i:
            -zbagatelizowałam przez racjonalne wytłumaczenie mojej nadwrażliwości...a trzeba było wiać...wink
    • kru_cha Re: Nowy Rok - nowe życie 02.01.07, 09:54
      Czytam i jestem pełna podziwu dla odważnej kobiety, takiej która stac na
      wywrócenie życia do góry nogami.Nowy Rok czas zacząc smile
      Życze powodzenia i ciepło pozdrawiam.
    • erzsi Re: zapytam z ciekawości 02.01.07, 11:47
      hm, bardzo dobre pytanie...
      W sumie to miałam takie maleńskie wątpliwości. Byłam ich w pełni świadoma i
      zdecydowałam się.
      Przez 11 lat związku upewniałam się, że nie były pozbawione podstaw, ale
      radzimy sobie z nimi.
      Scenariusz jaki się po tych 11 latach zrealizował /zamężna kochanka,
      natychmiastowy zwrot w tył bez sygnałów, że jest źle, żadnego poczucia winy/
      nie śnił mi się w najczarniejszych koszmarach. Moje obawy dotyczyły czegoś
      zupełnie innego. Walczyłam z ich przejawami i wydawało mi się, że skutecznie.
      Teraz ta walka o jego odpowiedzialność obróciła się przeciwko mnie, czy raczej
      przeciwko naszemu małżeństwu.
      Tak więc mówiąc najkrócej - obawy z mojego punktu widzenia były bardzo
      pośrednio związane z przyczynami rozpadu naszego małżeństwa. I mówiąc szczerze
      do dziś trudno mi uwierzyć, że mąż odszedł ode mnie w taki sposób w jaki to
      zrobił. Nie dało się przewidzieć wink.
      • akacjax Re: zapytam z ciekawości 02.01.07, 13:24
        Nie chodzi, o to, czy miałaś przeczucia, wizje itp-bo to nie w tym rzecz by być jasnowidzem. Jednak nasze wewnętrzne "ja" jest od nas mądrzejsze i za to go tłumimy, kłócimy się z nim, "radzimy sobie" z przeciwnościami itp.
        Moje intuicyjne "nie" wcale nie dotyczyło w ostateczności powodu rozstania-ono było wręcz niejsne, brzmiało fanaberią..a jednak było.

        Może powinnysmy częściej uciekać sprzed ołtarza, nie zważając na rodzinę, gości weselnych, na nikogo-dbając tylko o siebie?

        Ciekawe, czy panowie mieli też podobne niepewności-ale czy się przyznają do zrobienia czegoś wbrew sobie?
        • erzsi Re: zapytam z ciekawości 02.01.07, 13:45
          moje wątpliwości nie były ciężaru gatunkowego 'ucieczki sprzed ołtarza ' wink.
          Po prostu byłam świadoma wad męża i tyle. Uważałam, że da się z nimi żyć. No i
          dało, ale tylko z mojego punktu widzenia wink.
    • 0lana Re: Nowy Rok - nowe życie :) 02.01.07, 12:11
      Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia...,teraz bedzie juz tylko lepiej...
      • libra22 Re: Nowy Rok - nowe życie :) 02.01.07, 12:27
        Powodzenia Erzsismile
        trzymam kciuki i dobrego nowego zyciasmile
    • erzsi Ostani dzień 04.01.07, 08:20
      Siedzę sobie w biurze i po raz ostani patrzę na oświetlony Pałac Kultury.
      Jeszcze tylko przeżyć pożegnanie w pracy, jeszcze raz pojechać starą trasą do
      miejsca, które było moim domem przez ostatnie 11 lat, dopilnować, żeby
      wszystkie graty, pudła i wory zostały zapakowane w ciężarówkę, usiąść w
      kabinie, 140 km i .... już. Po wszystkim. Etap zamknięty.
      W sumie to ostani czas nie był zły. Wczoraj droczyliśmy się jeszcze z mężem o
      ostatnie drobiazgi ze wspólnego skromnego majatku: ukochany przez nas oboje
      czajnik porcelitowy do parzenia herbaty /został u męża/, piękny ręcznie
      malowany serwis kawowy z chińskiej porcelany, który dostalismy jako ślubny
      prezent od mojej koleżanki Chinki /zabieram ze sobą/. Poza kwestiami zdjęć /no
      kiedyś kurde nie było cyfrówek/ poszło to gładko i bez większych spięć. Za to
      ukłony dla męża smile.
      Czuję ulgę, że prawie mam to za sobą. Czuję smutek, że tak to wszystko się
      potoczyło. Mam ogromny żal do męża, ale wiem, że jesteśmy w stanie się
      normalnie porozumiewać i rozmawiać, jeśli tylko mąż będzie wywiązywał się z
      danych obietnic /w co niestety wątpię/.
      To chyba nie było złe rozstanie. Jaki będzie sam proces czas pokaże, ale
      rokowania są równie pomyślne.
      Muszę na jakiś czas się pożegnać, pewnie chwilę to potrwa zanim podłączę
      Interne. Na pewno wrócę smile.
      Marku, Brzózko - dziś wieczorem zdejmuję z palca obrączkę. Teraz naprawdę
      przestaję czuć się żoną - to jest ten moment smile.
      • ak70 Re: Ostani dzień 04.01.07, 08:33
        Erzsi... zazdroszczę Ci. Takiego szybkiego, w miare kulturalnego - choć nie
        bezbolesnego - rozstania.
        Przede mna niestety wszystko... a znając zaciętość i bezwzględność mojego m.
        nie będzie tak lekko. Chyba, że "honor" i "duma" nie pozwolą, aby "zniżył się"
        do kłótni ze mną o drobiazgi... na to liczę... że choć raz jego cholerna,
        wielkopańska duma okaże sie moim sprzymierzeńcem...
        Życzę powodzenia w Nowym Roku i nowym życiu... jestes silna dasz radę!!
      • sbelatka Re: Ostani dzień 04.01.07, 08:40
        Jakies 100 lat temu zapamietal mi sie - wbrew woli wlasciwie - fragment
        jakiegos wiersza

        "a ostatnie godziny sa jak most nad przepaścią
        a tyle zerwanych przęseł..."

        gdy czytalam twoj list pojawil mi sie w glowqie.

        zreszta teraz ciągle mi sie pojawia.
        bo i ja zaczynam nowe życie.

        Bo moj mąż juz zdjął obrączke.
        a i na mojej dloni juz jej nie ma.
        choc jeszcze razem mieszkamy i nie mamy rozwodu.

        smutne to wszystko.

        Erzsi - nowe miejsca podobno łatwiej pozwalaja sie uporac ze starymi problemami.
        czego Ci życze serdecznie.

        • marek_gazeta Re: Ostani dzień 04.01.07, 08:42
          Ja zdjąłem obrączkę na tydzień przed rozwodem, żona grubo wcześniej.

          Erzsi - powodzenia! Pisz do nas.
          • akacjax Re: Ostani dzień 04.01.07, 09:59
            A ja prawie nigdy nie nosiłam obrączki(ze względu na rodzaj pracy). M. zdjął obraczkę w 2003 roku(po 17 latach małżeństwa).

            Ale tez uznaję poczatek nowego życia od rozstania "mieszkaniowego", czyli od wiosny ubieglego roku.
    • erzsi Re: Erzsi 04.01.07, 08:42
      wysłałam Nibynóżko smile.
    • erzsi Re: Nowy Rok - nowe życie :) 10.01.07, 21:04
      Jestem już na miesjcu i od wczoraj mam moc w kabelkach wink.
      Wiecie co? Jest naprawdę dobrze - wróciłam do domu.
      Tylko młoda tęskni do taty, a tata ... miał zadzwonić wieczorem i nie zadzwonił.
      Zadzwoniłabym i opier... od góry do dołu, ale nie wiem czy to ma sens - pewnie i
      tak jest z siebie dumny, że zapłacił na czas alimenty. Nie da się go przecież
      zmusić do kochania własnych dzieci a i nie chcę wyłącznie go krytykować.
      Powoli widać koniec wielkiej rewolucji - przemeblowania, kartonów i wielkich
      worów. Życie zaczyna biec normalnym torem.
      Mam spokój i poczucie bezpieczeństwa. Nie tęsknię. Czeka mnie jeszcze tylko
      stres nowej pracy i mam spokój - aż do rozprawy wink.
      Tak czy tak wróciłam do Was i teraz kombinuję jak tu być na spotkanku
      warszawskim smile .
      • makaveli31 powodzenia.... 11.01.07, 13:01
        Witaj była Sasiadko....
        szkoda ze tak szybko sie wynioslas....ech...mimo wszystko zycze wszystkiego
        naj.....w nowym lepszym zyciu, trzymaj sie cieplutko i staraj sie cos wymyslec
        apropos spotkanaka w Wawie....miloby bylo Cie zobaczyc i pogadac nieco,
        papapapa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka