Dodaj do ulubionych

A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręczy?

31.01.07, 07:59
Mianowicie to, że wszystkim naszym znajomym małżeństwa się udały. Znam tylko
jedną rozwiedzioną parę. To jest zazdrość z mojej strony, jestem tego
świadoma, ale w jakiś sposób, to mnie męczy. Tylko nam się rozpadło
małżeństwo, a uchodziliśmy za fajną parę, co więcej, ja sama nas za taką
uważałam. Ślepa byłam, nic nie zauważyłam. A teraz jeszcze zazdroszczę innym.
Może wynika to z lęku przed samotną przyszłością. Nie wiem.
Obserwuj wątek
    • ladyhawke12 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 08:14
      Nie wiesz jak jest w tych małżeństwach, tak jak inni, łącznie z toba nie wiedzieli jak jest w twoim. Czasami małżeństwa są utrzymywane z róznych powodów, przyzwyczajenie, bo wypada, itd.. Nie zazdrośc, i nie ma sie czego bać, poradzisz sobie to jest pewno choć dla Ciebie teraz nie jest to takie oczywiste. Mozna być szczęśliwym, nie mając męża, każdy dzień jest przecież cudowną niespodzianką dana nam przez los, to od nas zależy jak ja wykorzystamy.
      • kara114 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 08:19
        Ano wiem, że nie wiem, jak jest w innych małżeństwach. Ludzie często stwarzają
        pozory. Mój mąż też w pewnym momencie zaczął stwarzać pozory. Mówił, że kocha
        itd., a naprawdę już nie kochał. Oszukiwał mnie po prostu. Oby to lepsze, nowe
        życie nadeszło jak najszybciej.
    • sbelatka Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 08:17
      Spokojnie, moja droga...

      za pare lat częśc z tych małżeństw już nie będzie taka fajna, a komus tam sie
      ropadnie...

      i to bez względu na to czy będziesz im zazdrościc czy nie...

      ja mam podobnie.
      Jak bywam teraz u naszych przyjaciól, z którymi rok i miesiąc temu tworzylismy
      zestaw 2 bardzo udanych związków ( oczywiście NA OKO - jak juz TERAZ wiem) to
      mnie sie smutek rzuca na duszę...

      Że ta cholerna statystyka trafiła we mnie....

      Smutna nam, ze nasze ideały sięgnęły bruku, ot...
      I boimy sie samotności, ot...
      I cos tam jeszcze w duszach nam gra...

      Ale będzie lepiej..
      Bo niby dlaczego ma nie byc..

      Miłego dnia
      • kara114 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 08:21
        Miłego dnia również życzę, choć tu u mnie, w Gdańsku, pogoda jest dramatyczna,
        zupełnie niezimowa, plucha przeokrutna, szaro, brzydko i nijako.
        • ladyhawke12 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 08:30
          no to słoneczko przesyłam, i ciepełko tak prosto z serca. W Krakowie też brzydko, ale nic to ja sie uśmiecham.
          • kara114 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 08:39
            Bardzo dziękuję za słoneczko i też staram się uśmiechać. Mimo wszystko.
            • ladyhawke12 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 08:52
              Warto się uśmiechać, to daje takie w środku ciepełko, łatwiej wtedy radzisz sobie ze stresem i problemami.
              • kara114 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 08:59
                Staram się jak mogę. Z natury jestem optymistką, więc myślę, ze ta cecha mi
                pomoże uporać się z tym wszystkim. Póki co zapełniam sobie czas, chodzę na
                ściankę, biegam, dziś idę do kina na Pachnidło. Już się nie mogę doczekać.
                Książka jest świetna. Spotykam się ze znajomymi. Dopiero jak jestem sama
                zaczyna się myślenie. Co mogłam zrobić? Co poszło nie tak?
                • libra22 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 09:10
                  Kara - takie myślenie to tez pewnien etap. Daj sobie czas na to wszystko, co
                  się w Tobie dzieje. Ja tez sobie zadawałam pytanie co było moją winą w
                  rozpadzie małżeństwa, a że nie umiałam sama dojrzeć tego, poszłam do
                  psychoterapeuty. I tam się dowiedziałam. Pomogło mi to częściowo zrozumieć
                  byłego, nie znienawidzić go i uporać się z bólem - nie całkiem, nie od razu,
                  ale pomogło.
                  • ladyhawke12 pachnidło 31.01.07, 10:20
                    Byłam na filmie, jest swietny, polecam, wyszłam zachwycona, dawno nie oglądałam tak świetnego filmu.
                    • kara114 Ja polecam jeszcze 31.01.07, 11:09
                      Prestiż w reżyserii Nolana z moim ulubionym aktorem Christianem Bayle oraz
                      niemicki film Życie na podsłuchu.
                    • 374.4w Re: pachnidło 31.01.07, 11:12
                      ja wyszłam z tego filmu z miesznymi uczuciami. Nie podobał mi się podtytuł o
                      seryjnym zabójcy, sprawdziłam i okazało się, że ma go oryginał ( w
                      przeciwieństwie do polskiego)
                    • emde74 Re: pachnidło 31.01.07, 18:19
                      a ja wolę książkę: duuuużo lepsza. ale film też dobry. M.
    • erzsi Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 12:06
      W sumie też tak mam, zwłaszcza, jak do tego dojdzie świadomość z jaką łatwością
      i lekkomyślnością mąż zrezygnował z małżeństwa /które moim zdaniem było
      naprawdę dobre/ i rodziny /która dla mnie była super/. Do tak ważnych spraw nie
      podchodzi się jak do pinkiku, a moim zdaniem mąż tak właśnie do tego podszedł,
      jak zresztą do wszystkiego.
      Ale okazuje się, że te inne małżeństwa, jak się wejdzie głębiej w temat,chociaż
      trwają, często przechodzą przez bardzo trudne etapy, kryzysy. Czasem trwają
      naprawdę z powodów zupełnie innych niż miłość. Czasem ktoś powie,
      że 'zazdrości' mi, że zdecydowałam się wystąpić o rozwód i wygląda na to, że
      się rozwiodę wink, bo on/ona chciał/a/by, ale nie ma siły. A ja myślę, że ten
      rozwód to przecież nie była tak naprawdę moja decyzja.
      Ale jednak małżństwa te trwają i nadal mają szansę. Mnie szlag trafia, bo wiem,
      że nasze też miałoby sznasę, gdyby mąż tylko chciał.
      • sbelatka erzsi 31.01.07, 12:20
        ... własnie...

        jest tylko jeden mały problem

        "gdyby mój mąż chciał..."

        mam dokładnie tak samo.

        i dlatego możliwe, ze jest nam trudniej odejść, zatrzasnąc drzwi za tym co
        bylo...

        bo bylo DOBRZE.

        ech...

        zastyanawiam sie jak sobie z tym poradzic.
        Bo nie wchodzi w gre "odczuwanie ulgi"
        "poczucie, ze stałam sie wolna"
        "nadzieja, że będzie lepiej niż bylo..."' bo to chyba musiałabym wyladowac w
        jakims kurcze raju...

        zostaje mi CHYBA myslenie, ze skoro raz mi sie udalo spędzic wiele lat bedąc
        szczęśliwa u boku faceta - to moge trafić taka wygrana jeszcze raz...

        co na to rachunek prawdopodobieństwa..


        • libra22 ale 31.01.07, 12:39
          Dziewczyny: piszecie o Waszym poczuciu szczęścia, a oni widać nie byli
          szczęśliwi tak samo.
        • z_mazur Re: erzsi 31.01.07, 12:51
          > bo bylo DOBRZE.

          Nie było dobrze. Nie mogło być dobrze, bo by się nie skończyło. Gdyby było
          dobrze to mieliby ochotę walczyć tak samo jak wy o związek.
          Nawet jeśli te porzucone osoby tego nie czują, że jest źle to nie znaczy, że
          jest dobrze.
          Też przechodziłem taki okres, że przecież było dobrze, więc dlaczego...
          Teraz z perspektywy wielu miesięcy, wiem że nie było dobrze, tylko ja tego nie
          widziałem, nie chciałem widzieć. Tkwienie w nieświadomości jest wygodne.
          I teraz zaczynam odczuwać ulgę i mam nadzieję, że będzie lepiej. Że albo będę
          sam i będę się z tym dobrze czuł, albo osoba z którą się ewentualnie zwiążę,
          będzie w stanie powiedzieć mi: "coś jest nie tak, kiepsko się w tym wszystkim
          czuję, może dałoby się coś z tym zrobić??".
          Czyli jednak może być lepiej i wcale nie trzeba do tego lądować w raju.

          > zostaje mi CHYBA myslenie, ze skoro raz mi sie udalo spędzic wiele lat bedąc
          > szczęśliwa u boku faceta - to moge trafić taka wygrana jeszcze raz...

          Pomyśl sobie, że jest szansa na bycie szczęśliwym u boku osoby, która też jest
          szczęśliwa, a nie tylko udaje to.
          • libra22 o to to 31.01.07, 12:57
            Podpisuje się pod tym, co napisał Chłopak. Co nie znaczy, że ja nie mam żalu,
            bo mnie też się wydaje, że gdybyśmy oboje chcieli to mogłoby jeszcze coś z tego
            wyjść (tzn z małżeństwa), ale wiem, że nie było dobrze i że on nie był
            szczęśliwy. Ja w sumie też nie, tylko udawałam przed sobą, że jest normalnie i
            fajnie.
            • brzoza75 Re: o to to 31.01.07, 13:20
              Libra kolejny raz wybierzemy również bardziej świadomie , tak myślę.
        • brzoza75 Re: erzsi 31.01.07, 13:14
          zostaje mi CHYBA myslenie, ze skoro raz mi sie udalo spędzic wiele lat bedąc
          szczęśliwa u boku faceta - to moge trafić taka wygrana jeszcze raz...

          dokładnie też tak myślęsmile
          a jeśli chodzi o uczucia to proszę statystyki mi nie mieszać smile
          głowa do góry dziewczyny, kino, spacer, rozmowa nawet z dobrym kumplem
          potrafi podnieść na duchu smile
          • erzsi Re: erzsi 31.01.07, 14:56
            ależ ja wcale nie jestem załamana, choć faktycznie ostatnio kiepsko reaguję na
            tęsknotę młodej za tatą. po prostu przyjęłam fakty do wiadomości, zaczęłam
            właściwie nowe życie, złożyłam pozew, dzieje się u mnie dużo i jest mi dobrze.
            nie zmienia to jednak faktu, że boli mnie jak łatwo przyszło mu odwrócić się od
            nas. łatwiej, niż przyjść i powiedzieć 'jest mi źle'.
            i tego, choć bardzo się staram, nie mogę zrozumieć.
            że z jego punktu widzenia nasze małżeństwo nie było dobre - to oczywiste.
            • z_mazur Re: erzsi 31.01.07, 15:03
              Wpadasz znowu w pułapkę myślenia co by było lepsze dla Twojego męża. smile
              Widocznie dla niego było już tak źle, że nawet rozmowa na ten temat nie miała
              sensu. Dlatego łatwiej było mu odejść niż rozmawiać.
              Człowiek to w gruncie rzeczy istota dość samolubna. smile))
              • kara114 Re: erzsi 31.01.07, 15:11
                Też jestem zdania, ze moje małżeństwo było do odratowania. Tylko do tego
                potrzeba chęci z dwóch stron. Mój mąż wolał wybrać inny wariant, czyli po
                prostu zapakować graty i wynieść się z domu oraz złożyć pozew o rozwód. Wybrał
                po prostu opcję łatwiejszą, bo ratowanie związku wymaga jednak ogromnego wysiłu
                i zaangażowania. Cały czas uważam, że mąż uciekł od problemu, który się w
                naszym małżeństwie pojawił (problem z płodnością). A ponieważ do tego
                wszystkiego jeszcze się zakochał. W takiej sytuacji ja jestem bez szans i nasze
                małżeństwo również.
                • ikkebra Re: erzsi 31.01.07, 20:24
                  mój Boże, Kara....jakbym czytała o sobie....gdy lekarz powiedział, że nie
                  zostaje nic poza in vitro, mąż znalazł pocieszenie u boku innej..
                  też jestem bez szans.
                  nie jestem sama widzę..
              • kara114 Jeszcze dodam 31.01.07, 15:14
                że o ewentualnym kryzysie, w którym nie mógł odnaleźć się mój mąż, mogę mówić,
                że rozpoczął się mniej więcej 4 do 5 miesiecy temu. Wcześniej na pewno obydwoje
                byliśmy szczęśliwi.
              • brzoza75 Re: erzsi 31.01.07, 15:24
                Erzsi, sama wiesz że przecież gdybyś go nie nakryła toby się nie wygadał tak?
                • erzsi Re: erzsi 01.02.07, 08:20
                  brzózko, no pytasz o rzeczy oczywiste wink.
                  znasz kogoś, kto sam przyzanał się do zdrady wink?
                  • brzoza75 Re: erzsi 01.02.07, 09:13
                    znasz kogoś, kto sam przyzanał się do zdrady wink?

                    znam Mała znam, poniewaz na nasze forum to tylko jeden z kanałów dystybucji
                    takich historii, sa inne w realu smile



                    • erzsi Re: erzsi 01.02.07, 09:34
                      naprawdę są wink?
                      Jeśli tak, to tylko wyjątki potwierdzające regułę wink.
                  • rogaczmiejski Re: erzsi 01.02.07, 12:44
                    znam jedna osobę
                    • phokara Re: erzsi 01.02.07, 12:52
                      >zdradzi?em z˙one˛ i po 2 dniach jej o tym powiedzia?em (sumienie nie dawa?o mi spokoju)jak
                      >sie˛ okaza?o by?a to najwie˛ksza g?upota jaka zrobi?em w z˙yciu.

                      No tak.
                      W takich sytuacjach z niepokojem wlasnego sumienia lepiej radzic sobie samemu.
                      • rogaczmiejski Re: erzsi 01.02.07, 12:57
                        w zasadzie byliśmy "udanym małżeństwem" i mimo ogromnego poczucia winy i krzywdy
                        jaką jej sprawiłem nie mogłem zrozumieć dlaczego nie dała mi szansy (nawet o tym
                        nie rozmawialismy) stwierdziła ze mam sie wynosić i już. zrobiłem to licząc że
                        jej przejdzie nie przeszło następnego dnia w sądzie leżał pozew rozwodowy
                        • erzsi Re: erzsi 01.02.07, 13:02
                          no strasznie mi się podoba ta twoja była żona smile. Z jajami babka wink.
                          Mówiąc serio, to zgadzam się z Pho - po jaką cholerę jej mówiłeś? Sam nie dałeś
                          rady sobie z tym poradzić? Chciałeś, żeby żona za Ciebie zdecydowała?
                          Próbowałeś dzialać i tłumaczyć cokolwiek jak trochę ochłonęła?
                          • phokara Re: erzsi 01.02.07, 13:11
                            > Mówia˛c serio, to zgadzam sie˛ z Pho - po jaka˛ cholere˛ jej mówi?es´? Sam nie da?es´
                            > rady sobie z tym poradzic´?

                            Moj Ex na ten przyklad jak sie WYDALO to z miejsca odczul ogromna ulge. Bo zalozyl, ze teraz
                            mu pomoge posprzatac ten balagan, ktorego narobil i nie bardzo potrafil sie z niego sam
                            wyplatac. Sam powiedzial, ze to go przeroslo ale RAZEM z tego wyjdziemy. Nigdy nie zapomne
                            pierwszej (instynktownej) reakcji, jak palnelam - a spadaj gamoniu, twoje orgazmy, twoj pasztet.
                            Smialam sie z tego potem. Ale cos w tym jest... nie dosc, ze zero przyjemnosci (nawet jesli
                            chwilowej) to jeszcze tyle trzeba placic.
                            Jak jest sie takim 'maczo' i strongmanem w obcym lozku, to trzeba dzwigac ten ciezar samemu.
                        • phokara Re: erzsi 01.02.07, 13:02
                          W pewien sposob kategoryczne dzialanie Twojej ex budzi u mnie szacunek choc osobiscie nie
                          uwazam zeby zdrada byla wystarczajacym powodem do rozwodu. Ale taka postawa podoba mi
                          sie bardziej, niz jeczace wieszanie sie na fececie i wylewanie swojego zalu przez kolejne 50 lat.
                          • brzoza75 Re: erzsi 01.02.07, 13:36
                            dokładnie taką żonę z zasadami miałeś.
                            • erzsi Re: erzsi 01.02.07, 16:38
                              najzabawniejsze jest to, że póki zdrada nie zdażyła się w moim małżeństwie to
                              też myślałam, że jakby co, to spadówa. Potem okazało się, że nie taka zaraz
                              spadówka, a w każdym razie nie od razu.
                              I chociaż powiedziałam dość w momencie, kiedy mogłam jeszcze z podniesionym
                              czołem spojrzeć w lustro i nigdy nie prosiłam męża, żeby wrócił, dał szanasę
                              itd, to dziś rozwodzę się nie daltego, że mnie zdradził, ale dlatego, że jak już
                              się stało, to mąż zrobił natychmiastowy w tył zwrot. bez namysłu, prób
                              ratowania, obwiniając mnie winą za wszystko.
              • erzsi Re: erzsi 01.02.07, 08:17
                Eh, no w tym rzecz że tak źle to na pewno nie było, ot, zwykłe zabieganie za
                tysiącem codziennych spraw i rożnice w priorytetach /ale znowu - moim zdaniem
                do pogodzenia/.
                Wiesz, nie wyobrażam sobie /patologie pomijając, a tej, uwierz lub nie, w tym
                przypadku nie było/, że można nie podjąć ŻANDEJ rozmowy i po prostu odejść w
                inne, bardzo zresztą złudne, ramiona. Nie rozumieć, że wyrządza się komuś
                krzywdę, no dzieciom przynajmniej.
                To znaczy teraz już sobie wyobrażam wink, ale nie potrafię tego zwyczajnie pojąć.
                • z_mazur Re: erzsi 01.02.07, 08:34
                  erzsi napisała:

                  > Eh, no w tym rzecz że tak źle to na pewno nie było, ot, zwykłe zabieganie za
                  > tysiącem codziennych spraw i rożnice w priorytetach /ale znowu - moim zdaniem
                  > do pogodzenia/.

                  No widzisz "Twoim zdaniem".
                  Ja doskonale rozumiem o czym piszesz, też jakiś czas temu myślałem w ten sposób.
                  Za jakiś czas zobaczysz tą sprawę pod innym kątem i to będzie kolejny etap
                  zdrowienia i godzenia się z rozpadem małżeństwa.


                  > Wiesz, nie wyobrażam sobie /patologie pomijając, a tej, uwierz lub nie, w tym
                  > przypadku nie było/, że można nie podjąć ŻANDEJ rozmowy i po prostu odejść w
                  > inne, bardzo zresztą złudne, ramiona. Nie rozumieć, że wyrządza się komuś
                  > krzywdę, no dzieciom przynajmniej.
                  > To znaczy teraz już sobie wyobrażam wink, ale nie potrafię tego zwyczajnie
                  pojąć.

                  Zauważ, że w głowie Twojego męża sytuacja wyglądała już widocznie w ten sposób,
                  że dla niego rozmowa nie miała sensu. Nie wiem dokładnie dlaczego, bo nie znam
                  Twojego męża. On zrobił to co jego zdaniem powinien zrobić. Tu teraz może paść
                  dziesiątki wyjaśnień, ale dla niego to było widocznie lepsze wyjście niż próby
                  ratowania związku. Kluczowym jest tutaj - "dla niego", być może inna osoba by
                  jeszcze rozmawiała, poszła na terapię, on akurat podjął taką decyzję.
                  • erzsi Re: erzsi 01.02.07, 08:48
                    Wyjaśnienie dlaczego tak odszedł jest banalne i jest jedno wink - po prostu nowa
                    miłość. Wiara, że ona też kocha /no nie kochała/. Nie miałam szans walczyć z
                    tym, co czuł wtedy do innej mój mąż. Prawdopodobnie nie uchroniłoby nas to
                    przed poważnym kryzysem, ale gdyby nie zaangażował się gdzie indziej, może
                    byłby w stanie myśleć racjonalniej. Może byłby naprawdę zainteresowany
                    ratowaniem naszego małżeństwa /bo raz niby był, po tym jak zamieniłam z
                    kochanką i jej mężem parę naprawdę kulturalnych słów wink/. Tyle, że ja już wtedy
                    nie byłam, a już na pewno nie dlatego, żeby chronić kochankę przed rozpadem jej
                    małżeństwa.
                    • z_mazur Re: erzsi 01.02.07, 09:32
                      erzsi napisała:

                      > Nie miałam szans walczyć z
                      > tym, co czuł wtedy do innej mój mąż.

                      Za jakiś czas zaczniesz znajdować odpowiedzi na to, dlaczego w tym momencie nie
                      miałaś szans. Bo przecież kiedyś byś je miała... smile
                      • erzsi Re: erzsi 01.02.07, 09:38
                        Obawiam się, że nigdy nie znajdę, po prostu zbyt duże różnice w hierarchi
                        wartości, oczekiwaniach, sposobie myślenia...
                        Raczej staram się pogodzić z ta umysłową niemocą niż marnowac energię na
                        szukanie odpowiedzi dlaczego nie miałam.
                        • brzoza75 Re: erzsi 01.02.07, 09:40
                          ciesze się, że tak myślisz i trzymam mocno kciuki za to co czeka Cie dalej.
                        • z_mazur Re: erzsi 01.02.07, 09:54
                          erzsi napisała:

                          > Obawiam się, że nigdy nie znajdę, po prostu zbyt duże różnice w hierarchi
                          > wartości, oczekiwaniach, sposobie myślenia...
                          > Raczej staram się pogodzić z ta umysłową niemocą niż marnowac energię na
                          > szukanie odpowiedzi dlaczego nie miałam.

                          W procesie dochodzenia do równowagi po rozstaniu znalezienie w sobie odpowiedzi
                          na pytanie "dlaczego?" jest bardzo ważne.
                          Pierwsza cześć Tego co napisałaś, stanowi w pewnym stopniu odpowiedź. smile)
    • anja_pl Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 15:09
      bym sie cieszyła, że małżeństwa moich znajomych są szczęśliwe, że im się udało,
      że ciągle się kochaja, że są razem,
      bo dla mnie to znaczy,że można zbudować coś trwałego przez dwoje obcych sobie
      ludzi, że można razem przezwyciężać kryzysy, jesli one się pojawią, że wzajemny
      szacunek i zaufanie nie umiera z czasem,
      że moje dzieci mają wzór, iz istnieją normalne rodziny
      • libra22 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 15:56
        Anju - racjasmile
        Tylko czasem jest się w takim stanie "czemu akurat ja?", a wtedy pomaga soie
        tak pomarudzić, że inni też mają niefajnie.

        Brzózkosmile Mam nadzieję, że tak wybierzemy. Choć obecnie jak mi się jakiś
        mężczyzna podoba to sobie myślę, że na pewno coś z nim jest nie tak, skoro mi
        się podobawink Na szczęście dla siebie nie jestem na etapie szukania partnera na
        całe życie.
        • brzoza75 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 16:01
          Libra to niemal tak jak z romantycznym Romanem sms do Pho z plazy , cos z tym
          facetem jest nie tak tylko co?smile
          • libra22 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 16:14
            No właśnie Brzozkosmile
    • bursztynowe Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 31.01.07, 16:08
      Dręczy Cię, że innym sie udaje?

      Boszzz...

      Bo mnie akurat dręczy to, że mało komu sie udaje...
      • tricolour Nie powinno Cię dręczyć nic... 01.02.07, 09:44
        ... co nie jest związane z Tobą.
        • bursztynowe Re: Nie powinno Cię dręczyć nic... 01.02.07, 13:58
          ...tak po prawdzie, to dreczy mnie tylko troszeczku. Ale jednak.

          Inaczej mowiac, wpływa to na moj poziom nadziei (okolozwiazkowej), ze sie da i
          uda.

          PS. Co do ud, nie mam takich watpliwosci. Znacznie jakos latwiej.
    • rogaczmiejski Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 01.02.07, 09:52
      mnie to nie dręczy. bo wokół mnie same rozwiedzione pary ( pomyślałem nawet że
      to jakaś plaga) większości się nie powiodło- chociaż z pewnością każda z tych
      rozpadających się par mogłaby o sobie powiedzieć "byliśmy fajną parą"
      w większości przypadków zewnetrzni obserwatorzy twierdzą zgodnie , że było to
      takie zgodne małżeństwo. rozpad i totalna destrukcja następuje w zaciszu
      domowym, a widać tylko efekt końcowy--rozwód. Nie zadręczaj się- zobaczysz za
      rok, dwa ile z tych par będzie jeszcze razem- tylko jakie to pocieszenie?
      • jagoda4444 Re: A wiecie o czym jeszcze myślę i co mnie dręcz 01.02.07, 13:14
        Wczoraj na terapii psycholog zapytała mnie co czuję w takiej sytuacji: wyglądam
        przez okno a tam idzie rodzina, dzieci trzymające się za rączkę wraz z
        rodzicami. Jak to co czuję - zazdrość cholera, że im to wszystko wychodzi a
        mnie nie. No właśnie a co dzieje się za zamkniętymi drzwiami tego nie wiem. Mam
        tylko nadzieję, ża nadal się uśmiechają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka