Dodaj do ulubionych

alkocholizm

28.12.06, 12:17
witajcie,
od kilkinastu lat zmagam się z nałogiem mojej bliskiej osoby, obawiam się, ze
dobrym zdrowiem już nie bedzie mógł się cieszyć. O leczeniu nie chce słyszeć,
żadne argumety nie przemawiają. Do lekarza boi się iść, bo wie, ze usłyszy
wyrok na swoje życie, poddał się. Nie mogę się już patrzeć na niego, zadne to
życie kazda strona coś w swoim zyciu traci...
Czy istnieje jakaś alternatywa? Może inną drogą można mu pomóc?
Pomóżcie....
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: alkocholizm 28.12.06, 13:12
      Napisz tu:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=176
      a tu poczytaj:
      www.alkoholizm.akcjasos.pl/73.php
      www.parpa.pl/
      a to może Ci się przyda:
      pomoctel.free.ngo.pl/tezety.html
    • krytyk2 Re: alkocholizm 29.12.06, 12:03
      piszesz jakbys miala mieszanke dużej wiedzy i kompletnej ignorancji nt
      alkoholizmu.Pójscie do jakiego lekarza masz na mysli-pierwszego kontaktu?w
      jakiej sprawie?w sprawie alkoholizmu?
      chyba ,ze bliska ci osoba choruje na jeszcze jedna ,somatyczna chorobe
      smiertelną..
      Alkoholizm zwany jest choroba smiertelna,ale jest na to rada..
      Najwazniejsze jest w tym wszystkim to,jaki Ty masz stosunek do tej osoby.Jesli
      jesteś wykończona nią,nie masz juz dla niej tzw serca-to nie udawaj,ze chcesz
      cos dla niej zrobić.Kieruj sie swoimi potrzebami a ratowanie jej zostaw Sile
      Wyzszej.Chyba ,ze nadal jeszcze kochasz tę osobę - w takim razie udaj sie do
      najbliższej poradni leczenia uzaleznien i tam Ci powiedza ,co masz robić.
      Pozdrawiam.
      • bw1971 Re: alkocholizm 29.12.06, 18:14
        > piszesz jakbys miala mieszanke dużej wiedzy i kompletnej ignorancji nt
        > alkoholizmu.Pójscie do jakiego lekarza masz na mysli-pierwszego kontaktu?w
        > jakiej sprawie?w sprawie alkoholizmu?
        > chyba ,ze bliska ci osoba choruje na jeszcze jedna ,somatyczna chorobe
        > smiertelną..
        może tak; wiedze jako taką mam ponieważ przeżyłam już wszystkie etapy rozwoju
        alkocholizmu w moim domu, gdzie ja i moje dziecko było maltretowane psychicznie
        i fizycznie (skończyło się na tym, że dziecko wylądowało u szkolnego psychologa
        ja zasiadłam na krześle u psychiatry z głeboką depresją) Miałam setki powodów
        by odejść, ale czuje się odpowidzialna za tego człowieka, choćby dlatego, ze
        przysięgałam mu miłość wierność i uczciwość małżeńską. U psychologa też
        byliśmy, wielkie nic, jeśli ktoś nie chce się leczyć, jedynie co się
        dowiedziałam to to, że to ja muszę chodzić na terapię.
        Jaki mam stosunek do tej osoby?
        a jak myślisz kochany krytyku nr 2 jaki mogę mieć żyjąc 11 lat w piekle i mając
        jeszcze nadzieje? Czy to się nazywa ignoracja jak to nazwałeś?
        Co powie mi później moje dziecko mając taki bagaż doświadczeń?
        Może Ty doradzisz mi co mogę zrobić?
        Pozdrawiam
        • 7zahir Re: alkocholizm 29.12.06, 20:08
          Myslę, że na Twoim miejscu chodzilabym na spotkania Al Anon.
          Napisałaś:
          " czuje się odpowidzialna za tego człowieka, choćby dlatego, ze
          > przysięgałam mu miłość wierność i uczciwość małżeńską. "

          Jesli tak jest, to czując sie odpowiedzialna,
          stwarzasz mu komfort picia i odbierasz motywacje do trzeźwienia.

          Poczytaj tez tu:
          www.alkoholizm.akcjasos.pl/d35.php
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=41633658
        • lilith_6 Re: alkocholizm 31.12.06, 18:19
          "...moje dziecko było maltretowane psychicznie i fizycznie"
          "Miałam setki powodów by odejść, ale czuje się odpowidzialna za tego człowieka,
          choćby dlatego, ze przysięgałam mu miłość wierność i uczciwość małżeńską."

          No tak, dziecku nie przysięgałaś, więc możesz spokojnie i z czystym sumieniem
          pozwolić na jego maltretowanie...
          Psycholog dobrze Ci poradził: musisz się leczyć.
          • bw1971 Re: alkocholizm 02.01.07, 10:41
            no tak, spodziewałam się takiej odpowiedzi...
            te kilka słów opisu z mojego życia moze świadczyć o mojej niemocy i
            nieodpowiedzialności, ale syty głodnego nigdy nie zrozumie. Dziecka broniłam
            jak lwica, ale od niektórych sytuacji nie mogłam uchronić. Od dłuższego czasu z
            przetartymi oczami więcej poświecam dziecku czasu, mniej koncentruje się na
            alkoholiźmie męża i widze wielką poprawesmile
            Moze mnie uważasz za chorą, może i słusznie, ale ten kto tego nie przeżyje
            nigdy nie zrozumie, zeczę Ci, zebyś nigdy nie musiał/a/ choć przez rok żyć tak
            jak ja żyje.
            Pozdrawiam
            • lilith_6 Re: alkocholizm 02.01.07, 20:45
              Tak, masz rację, nie rozumiem Cię. Nie potrafię zrozumieć kogoś, kto dobro
              alkoholika (który pije na własne życzenie) przedklada nad dobro dziecka...
              Jednak "syta" to ja nie jestem - przez większość mojego życia mialam do
              czynienia z alkoholizmem (co prawda mój ojciec to tzw. "alkoholik w białych
              rękawiczkach", ale jednak...). Nasze doświadczenia są więc podobne.
              Ale jest miedzy nami różnica - ja wiem, że mojego ojca nie zmienię, mogę zmienić
              (i pracuję nad tym) tylko siebie.
              Ty natomiast przypominasz swojego męża - tak jak on nie chcesz przyznać się do
              choroby... Przemyśl to sobie. Zrób to dla siebie, dla dziecka i dla męża. Tylko
              w ten sposób możesz mu pomóc - dając mu motywację do zaprzestania picia. A jeśli
              to nie pomoże, nie zaliczaj razem z nim dna.
              Aha, i jeszcze jedno: nie myśl, że chcę Ci dokopać (ktoś w tym wątku wpadł na
              taki pomysł). Nie chcę tego. Po prostu wiem, że głaskanie po główce i użalanie
              się nad Tobą nic nie pomoże. No może doraźnie: przez moment poczujesz się jak
              "milion – bo za miliony kochasz i cierpisz katusze" wink
              • bw1971 Re: alkocholizm 03.01.07, 09:43
                Droga Lilith, przyznasz, ze patrzysz się na mnie przez swój pryzmat, jak na
                swoja matkę, która coś mogła zrobić a nic nie zrobiła. Uwież mi przeżywałyśmy
                piekło ale to jest już za nami, zbudowałyśmy razem taką tarcze ochronną, która
                odbija jego agresje jak piłeczkę, dużo rozmawiam na ten temat z dzieckiem i
                widze, ze inaczej do niego podchodzi, jak do chorego człowieka, z litością.
                Trochę jednak zboczyłyśmy z tematu w tym wątku, ja przyszłam do Was o pomoc dla
                męża, jeśli jemu pomogę, pomogę całej mojej rodzinie, prawda? Jeśli on
                przestanie pić, problem się skończy. I teraz pomimo, ze uodporniłam się na jego
                ataki, że nie dotykają mnie psychicznie i emocjonalnie, to chce mu pomóc...
                Czytałam wszystkie linki załaczone powyżej, za które jestem wdzieczna i czytam
                dalej, ucze się, także mysle, że drążyć już dalej ten temat nie ma sensu. Czuje
                ze rozdrapuje Twoją rane, moze się myle.
                Pozdrawiam serdecznie
                • lilith_6 Re: alkocholizm 03.01.07, 13:05
                  Chyba masz rację: patrzę na ciebie przez pryzmat mojej matki i dlatego tak
                  bardzo zdenerwowały mnie Twoje słowa...
                  Ale nie sądzę, żebyśmy jakoś daleko odeszły od tematu. To wszystko się ze sobą
                  łączy: alkoholizm Twojego męża i Wasze współuzależnienie. Jednak rzeczywiście
                  kontynuowanie tego wątku nie ma sensu. Ja nic nowego nie wniosę do tematu
                  (piszesz, ze już poprawiły się Twoje realcje z dzieckiem), a Ty mi już pomogłaś,
                  wypowiadając/pisząc "pamiętne" wink słowa. Moja reakcja uświadomiła mi, jak
                  bardzo czuję się skrzywdzona przez matkę.
                  Pozdrawiam i... "niech moc będzie z Tobą" wink
                  • bw1971 Re: alkocholizm 03.01.07, 16:45
                    > (piszesz, ze już poprawiły się Twoje realcje z dzieckiem)
                    nigdy nie były zepsute, zawsze trzymałyśmy się razem i to nas trzymało przy
                    życiu, albo przy nadzieismile do czego mogę się przyznać to to, ze myślałam, że
                    zmienię meża, że jestem silna i takie tam (tą walkę przegrałam, ale wojna się
                    nie skończyła) a dziecko siedziało cichutko i patrzyło się na TO wszystko.
                    Teraz walcze inaczej, jestem obojętna, na zasadzie "rób sobie co chcesz", ale
                    czuwam, a my razem bardzo miło spędzamy razem czassmile
                    znam wiele kobiet pokrzywdzonych tak jak Ty, niektóre z nich, a raczej
                    większość to panny w wieku 40 lat "inwestujące" swą miłość albo w kariere, albo
                    w zwierzątka. Przykre to jak jedna osoba moze zniszczyć życia wielu osobom a
                    nawet pokoleniom, ale nie mozemy się poddawać do cholery....
                    Pozdrawiam Cie serdecznie i .... niech Moc będzie z Tobąsmile
                    • princesswhitewolf Re: alkocholizm 12.01.07, 15:50
                      W psychologii jest pojecie jednostki ALKOHOLOWA RODZINA tzn nie tylko osoba
                      bedaca uzalezniona od alkoholu ma problem. Obejmuje to cala rodzine, rowniez
                      zone starajaca sie go zmieniac i dziecko. Czesto jest element blednego kola. Ona
                      mu wyrzuca, on to zapija itd.
                      To ciezki problem i wspolczuje bardzo.
                      Zycze powodzenia bo przeciez ciagle czyta sie o takich co z tego wyszli!
            • monismis Re: alkocholizm 11.01.07, 20:05
              istnieje cos takiego jak terapia dla wspoluzaleznionych. Termin ten nie oznacza
              ze ta osoba tez pije, oznacza natomiast ze w pewien sposob jest uwiklana w
              alkocholizm bliskiej osoby.

              Jest tak, ze gdy wg Ciebie pomagasz mezowi, kiedy on jest pod wplywem alkocholu,
              tak na prawde wzmacniasz jego nalog.

              Podam przyklad:

              zalozmy, ze mąz wraca pijany, i jest caly brudny, bo przewracal sie idac do domu
              w deszczowy dzien. Ty (to oczywiscie tylko przyklad) pomagasz mu sie umyc i
              kladziesz go do lozka.
              Wydaje ci sie ze mu pomoglas, a tymczasem prawda jest taka, ze zrobilas cos
              przeciwnego. Pomoglabys mu gdybys brudnego zostawila w korytarzu. wowczas po
              obudzeniu sie poczulby skutki swoich zachowan.
              To oczywiscie jest trudne-zostawic meza w korytarzu w takim stanie. I wlasnie na
              tym m.in. polega terapia wspoluzaleznionych-uczysz sie, jak sobie radzic w
              takich sytuacjach, uczysz sie oddzielenia tego co jest jego odpowiedzialnoscia,
              co twoja, uczysz sie nie bracjego odpowiedzialnosci na siebie. Taki proces
              terapeutyczny jest dlugi i ciezki, ale na pewno Ci pomoze.
              Nie wiem w jakim wieku jest twoj syn, ale jemu tez sie przydalaby taka terapia.
              Tak jak ktos tu napisal, dziecko bedzie tzw DDA czyli Doroslym Dzieckiem
              Alkocholika, to odbije sie na jego stanie psychicznym, na jego funkcjonowaniu,
              na jego mechanizmach dzialania, na jego relacjach z innymi Jakkolwiek mocno bys
              go proboweala uchronic. On w takich warunkach dorasta, i nie pozostanie to bez
              wplywu na niego.

              Zycze Ci motywacji do pracy nad tym, i duzo sily i optymizmu...
              Powodzenia
              Pozdrawiam cieplo
    • motyvvacja Re: alkocholizm 30.12.06, 00:01
      Wlasnie!
      Dzieciak bedzie DDa i w pozniejszym okresie na pertnera/partnerke wybierze
      sobie tez alkocholika zeby odegrac taka samo role jaka widzial u
      mamusi ..Bedzie cierpaialo dokladnie jak jego mama..o ile jeszcze nie gorzej...
      Jego dzieci wychowujac sie w takiej atmoswerze rowniez wyrosna na DDa.i to
      samo,,w puzniejszym wieku sami zaczna pic albo zwiarza sie z alkocholikami.

      czym skorupka na mlodosc nasiaknie tym na starosc traci..
      • tlingel Re: alkocholizm 31.12.06, 10:34
        zawsze istnieje szansa, że dziecko postanowi coś zmienić w swoim życiu, wyjść
        poza to co je ogranicza, poza ten "przeklęty krąg".
        taka możliwość zawsze istnieje więc uszy do góry smile
        • amm06 Re: alkocholizm 01.01.07, 20:12
          Jesli alkoholik nie chce przestac sam, nikt za niego tego nie zrobi. To on
          musi miec motywacje, czesto jedyna motywacja moze byc tylko utrata czegos co
          alkoholik sobie ceni, na przyklad zdrowia/malzenstwa/rodziny etc.

          Zgadzam sie z 7zahir, biorac na siebie odpowiedzialnosc, zwalniasz z
          odpowiedzialnosci alkoholika. Jest to tzw. wspoluzaleznienie. Mozesz mu pomoc
          zmieniajac swoje podejscie.
          • bw1971 Re: alkocholizm 02.01.07, 10:59
            Zgadzam sie z 7zahir, biorac na siebie odpowiedzialnosc, zwalniasz z
            > odpowiedzialnosci alkoholika. Jest to tzw. wspoluzaleznienie. Mozesz mu pomoc
            > zmieniajac swoje podejscie.
            >
            tak wiem o tym, od kiedy zwolniłam się z odpowiedzialności wsiedli na mnie
            teście, ze jestem niedobrą żoną, a odpowiedzialnością za picie swojego syna
            obarczyli mnie. Nie napisze, ze jest mi to obojętne, bo aż nawet niemiłe. Ale
            już nie o to chodzi, ze jest mi przykro, a o to, ze jest mi cięzko walczyć w
            pojedynkę.
        • motyvvacja Re: alkocholizm 02.01.07, 21:18
          Dziecko moze i by chcialo w przyszlosci zmienic wiele.ALe wzorce bedzie mialo
          takie jakie poznalo w dziecinstwie..Moze sie wzorowac rowniez na ''doskonalej
          rodzinie panstwa kowalskich z pierwszego pietra.ALe bedzie to oszustwo,ktore
          bedzie doprowadzac jego psychike do wiekrzego klamstwa-Bedzie wiedzialo jedynie
          to co zna za wzorzec,i to czego na wzorzec Nie chce..Ale nie bedzie wiedzialo
          co dokladnie chce.i tu zaczyna sie dylemat DDA
          • tlingel Re: alkocholizm 03.01.07, 10:07
            z czysto psychologicznego pkt widzenia faktycznie. Podświadomość będzie
            posiadała sporo informacji kiepskiej jakości, że tak powiem.
            Na szczęście poza podświadomością mamy jeszcze świadomość, która ma możliwość
            zmiany tychże informacji.
            A jeśli popatrzymy na człowieka jako istotę duchową, to mamy też nadświadomość,
            która zadba o dostarczenie inspiracji i przykłądów "wyższych lotów" niż rodzice smile

            Tak więc myślę, że techniczne możliwości zmiany dziecko ma. Pytanie tylko czy
            zechce z nich skorzystać smile
            • bw1971 Re: alkoholizm 03.01.07, 10:24
              no i właśnie na co czekałam to przeczytałam, myslałam nad tym sposobem
              rozwiązywania problemu wyżej opisanego, dlatego tu, na tym froum proszę Was o
              pomoc.
              Myśle, ze w imieniu mojego dziecka i ja jako matka chcemy skorzystać, tylko
              bardzo proszę o instrukcje posuszania się w tym "środowisku". Wiem, że istnieje
              taka możliwość, tylko ja jeszcze nie potrafię się poruszać na tym poziomie, cel
              mam wielki. Moze mogłabym popracować nad mężem w ten sposób?
              Pozdrawiam i czekam
              • tlingel Re: alkoholizm 12.01.07, 14:49
                Instrukcje...

                Najprościej rzecz ujmując chodzi o to by wymyślić nowy "wzorzec życia" jak ma
                ono wyglądać, jak masz się w nim czuć i... wbić to sobie do głowy !!
                Pozytywne nastawienie do siebie, świata i swojego życia smile

                Techniki są różne - afirmacje, dekrety, modlitwy, wizualizacje, autosugestie...
                i inne inne inne... wszystko zależy co na Ciebie działa, co do Ciebie przemawia smile

                Napisano o tym wiele książek. Zarówno z zakresu rozwoju duchowego jak i
                psychologii.
                Możesz też skorzystać z pomocy sepcjalistów (czy to konwencjonalnych psychologów
                czy też mniej konwencjonalnych doradców).

                Natomiast co do męża...
                Jedyny sposób na powalczenie o niego jaki ja widzę to poprostu popracować na sobą.
                Na uzdrowieniu swoich wyobrażeń na temat bycia żoną, synową, na temat małżeństwa
                i ogólnie związków. Na zmianie nastowienia do siebie.
                I wtedy stanie się jedna z dwóch możliwych rzeczy:
                1) mąż się dostosuje i będziecie żyli długi i szczęśliwie
                2) mąż zniknie z Twojego życia - bo poprostu nie będzie do niego pasował wink za
                to pojawi się ktoś nowy z kim będziesz żyła długo i szczęśliwie.
                Tak więc musisz być przygotowana, ze jedną z możliwych zmian będzie to, że ten
                konkretny człowiek zniknie z Twojego życia.
                Natomiast musisz zaakceptować też to, że Twój mąż, jak i każdy człowiek, jest
                samodzielną jednostką, która sama o sobie decyduje. Ma swoją wolną wolę i swój
                rozum i sam się kieruje swoim własnym systemem wartości.
                Oczywiście można próbować manipulacji, magii aby uzyskać odpowiednie efekty, ale
                to już z rozwojem duchowym (a więc i z tym formu) nie ma za wiele wspólnego. I
                na dłuższą metę się nie opłaca smile
                Pozytywnym aspektem tego wszystkiego jest to, że w niezależnie od tego co się
                stanie czeka Cię na tej drodze szczęśliwa przszłość big_grin
                • amm06 Re: alkoholizm 12.01.07, 20:09
                  Tak bw1971, chodzi tu przede wszystkim o zmiane w Tobie, maz nie bedzie mial
                  innej mozliwosci, bedzie musial ustosunkowac sie do Twojej nowej wizji. Tlingel
                  zawarl to doskonale w swych slowach.
    • takajednatam Re: alkocholizm 02.01.07, 19:33
      bw1971,
      poczytaj linki podane przez zahir7 i idź i tropem.
      Wertuj, szukaj. Znajdziesz jeśli pragniesz.

      Wiesz na pewno wiele na temat Cię intrygujący, a "sznurując " dlalej po linkach
      na pewno znajdziesz coś dla siebie.
      Nie umiem Ci nic polecić,nie znam Twego problemu od podszewki, polecam - szukaj
      ludzi z problemami podobnymi Tobie.
      Ci potrafią najbardziej pomóc, szukaj kontaktu za pośrednictwem netu, albo
      własnego lekarza prowadzącego z przychodni. Tobie jest potrzeba terapia,
      niewątpliwie.
      Ale nie dlatego, że Ty jesteś chora, a tylko dlatego, że nie jesteś
      przygotowana na przyjęcie takiej roli w życiu. To sią ładnie
      nazywa "wspołchora"- "współuzależniona"
      Nauczysz się.
      Powodznia. Trzymam kciuki. Wielu jest nas po terapii z efektem zadowalającym.
      Wielu z nas miało róznorakie życiowe trudności - mimo to, żyjemy.
      I Ty nauczysz się jak radzić sobie z rzeczywistością. Terapeuci są po to, aby
      pomagać, nie wahaj się ani chwili.
      Pomóż sobie i dziecku. Nie daj na zmarnowanie ani siebie ani istoty, która jest
      z Ciebie.

      P.S.
      do administacji forum.
      Wiem, zabiegacie o różnorodność, o wolność wypowiedzi...
      Mimo to, niektóre porady w tym wątku są wysoce niesmacze.
      Nie wiem co administracja forum na to.
      Nie podoba mi się "kopanie leżącego" - nie każdy jest w stanie przejść kopanie
      i powstać do żywych - nie każdy ma tyle siły.
      Zważcie na to tzw. Oceniacze, którzyście nie przeszli drogi (bądź jej nie
      pamiętacie), którą idą niektórzy piszący.
      Nie mieści mi się głowie kopanie osoby, do której jednocześnie wyciąga się rękę!
      • eevvaa Re: alkocholizm 02.01.07, 20:08
        takajednatam napisałasuspicious P.S.
        > do administacji forum.
        > Wiem, zabiegacie o różnorodność, o wolność wypowiedzi...
        > Mimo to, niektóre porady w tym wątku są wysoce niesmacze.
        > Nie wiem co administracja forum na to.
        > Nie podoba mi się "kopanie leżącego" - nie każdy jest w stanie przejść kopanie
        > i powstać do żywych - nie każdy ma tyle siły.
        > Zważcie na to tzw. Oceniacze, którzyście nie przeszli drogi (bądź jej nie
        > pamiętacie), którą idą niektórzy piszący.
        > Nie mieści mi się głowie kopanie osoby, do której jednocześnie wyciąga się rękę

        -Jesteśmy tylko ludźmi-może wybaczysz? Jeżeli cos takiego zauważyłaś to proszę
        na priv. Kochana z alkoholem nie ma sentymentów. Wiem coś na ten temat...Może
        źle patrzę , ale nie widzę, żeby ktoś kogoś tutaj kopał.Jeszcze raz proszę o
        uwagi na priv.

        pozdrawiam smile

        Uśmiech wędruje daleko...

        ewa
      • bw1971 Re: alkocholizm 03.01.07, 10:08
        witaj takajednatam, wcale nie takajednatamsmile
        dziękuję za słowa wsparcia, dużo dają, proszę jednak, nie irytuj się na ludzi,
        którzy w jakis sposób mogą mnie urazić lub innych swoim podejsciem. Każdy
        człowiek to indywiduum, każdy jak wspomniałaś przeżywał różne traumy w swoim
        życiu i każdego tzreba zrozumieć. Nie mam do nikogo żalu, że mógłby mi dokopać,
        bo już bardziej nikt mi nie możesmile
        Dużo czytam, jak piszesz, dlatego dziękuje Wam za te linki, człowiek się całe
        życie uczy...
        Pozdrawiam Cię serdecznie
      • krytyk2 Re: alkocholizm 03.01.07, 11:52
        takajednatam napisała:

        > Nie podoba mi się "kopanie leżącego" - nie każdy jest w stanie przejść
        kopanie
        > i powstać do żywych - nie każdy ma tyle siły.
        > Zważcie na to tzw. Oceniacze, którzyście nie przeszli drogi (bądź jej nie
        > pamiętacie), którą idą niektórzy piszący.


        gdy choroba przybierze juz karykaturalne rozmiary najlepiej jest gdy nastepuje
        przesilenie
        alkoholicy nazywaja to swoim dnem
        nasza bw 1971 jest na dobrej drodze ku zdrowieniu ale prawdopodobnie jescze nie
        osiągnęla swojego dna
        uderzenie o dno musi byc bolesne-inaczej by sie tak nie nazywało
        Pozdrawiam serdecznie bw1971 i Ciebie też Takajednatamsmile
        • malgo19744 Re: alkocholizm 03.01.07, 13:54
          gorzej, jezeli od jednego dna, po krotkiej przeprawie wpada sie w kolejne.
          Przychodzi chwila zastanowienia, opanowania... i tyle. Pamietajcie, ze
          alkoholicy sa przede wszystkim bardzo slabymi psychicznie jednostkami, to ci
          ktorzy zapijaja problem, a nie go rozwiazuja, czesto uzalajac sie nad soba.
        • bw1971 Re: alkocholizm 03.01.07, 15:42
          > nasza bw 1971 jest na dobrej drodze ku zdrowieniu ale prawdopodobnie jescze
          nie
          >
          > osiągnęla swojego dna
          > uderzenie o dno musi byc bolesne-inaczej by sie tak nie nazywało

          osiągnęłam już dno współuzależnionej,o czym pisałam wcześniej, dlatego
          powstałam z martwych i walcze o mezasmile
          pozdrawim Cię krytyku nr 2
          • amm06 Re: alkocholizm 03.01.07, 19:36
            bw1971 przepraszam z gory za to co powiem, ale moze wlasnie w tym jest problem
            ze walczysz o meza za meza. To nie jest Twoj obowiazek. Musisz to zrozumiec
            zanim bedziesz mu w stanie pomoc. Musisz mu zwrocic jego godnosc i pozwolic
            walczyc o siebie. Jesli on nie chce, nie jest to Twoja wina lub
            odpowiedzialnosc. Ty mozesz go jedynie wspierac lecz nie mozesz zrobic tego za
            niego. Przede wszystkim badz dobra dla siebie.
            • pyska32 Re: alkocholizm 05.01.07, 19:19
              Mój ojczym jest alkoholikiem ( piszę "jest" bo chociaż nie pije od 12 lat to
              jak sam mówi ,alkoholikiem zostaje sie na całe życie). Sięgnął swojego dna i na
              szczęście odbił się od niego.Ale powiedziął mi,że alkoholik , który wraca do
              domu gdzie ma podany obiad, posprzątane,wyprane i zaścielone łóżko uważa ,że
              wszystko jest w porządku. Mówi ,że jeżeli delikwent sam nie chce przestać pić,
              to nikt , niewiadomo jakby się dla niego nie poświęcał , nie zdoła go do tego
              nakłonić.
              Tarcza obronna - dobra rzecz , tylko jak to z tarczami bywa , może odbić
              również to co dobre - choć z innego żródła.
              • eevvaa Re: alkocholizm 05.01.07, 23:24
                pyska32 napisała:
                >Mój ojczym jest alkoholikiem ( piszę "jest" bo chociaż nie pije od 12 lat to
                >jak sam mówi ,alkoholikiem zostaje sie na całe życie). Sięgnął swojego dna i na
                >szczęście odbił się od niego.Ale powiedziął mi,że alkoholik , który wraca do
                >domu gdzie ma podany obiad, posprzątane,wyprane i zaścielone łóżko uważa ,że
                >wszystko jest w porządku. Mówi ,że jeżeli delikwent sam nie chce przestać pić,
                >to nikt , niewiadomo jakby się dla niego nie poświęcał , nie zdoła go do tego
                >nakłonić.

                Masz rację Pyska. Właśnie taki błąd kiedyś popełniałam.Za wszelką cenę
                ochraniałam.Nie zdążyłam ochronić przed wypadkiem kiedy zginął 7 lat temu.
                Właśnie dzisiaj kończyłby 48 lat, gdyby żył...
                Uśmiech wędruje daleko...

                ewa
        • takajednatam Re: alkocholizm 05.01.07, 20:39
          krytyk2,

          choroba alkoholowa przybiera różne rozmiary, także karykaturalne może tak, nie
          wiem. Dla mnie raczej tragedia rodziny nie jest karykaturą niczego co istnieje.

          Nie jest karykaturalny, ale raczej drastyczny jest obraz szwagra, któremu
          trzeba było udzielać pomocy ostatecznej tj. masaż serca i oddech "usta-usta"
          czekając na lekarza.
          I wcale nie jest karykaturalna postawa bezradnej żony, która chce pomóc a nie
          wie jak, nie wie od czego zacząć, nie wie co ze soba zrobić a co dopiero z
          zagadnieniem.
          Osoba wymieniona jest trzeźwa od 18 lat, a jego żona (wciąż ta sama) nauczyła
          się jak radzić sobie ze współuzależnieniem i jak żyć z osobą wciąż zagrożoną
          powrotem do nałogu.
          Pomogły w nowym budowaniu życia osoby z takimi samymi problemami. Nikt inny.

          Obie osoby działają obecnie w grupach wsparcia, każda we własnym zakresie -
          jedna dla rodzin AA, druga dla samych AA.

          Zdaję sobie sprawę, że mogą się tutaj znaleźć osoby po podobnych lub bardziej
          drastycznych (nie odpowiada mi zwrot "karykaturalnych") przejściach.

          Ze względu na brak dla mnie w zdarzeniu elementu karykatury proszę o
          wyrozumiałość.
          Dlatego proszę zwrócić uwagę na fakt deprecjacji matki i dziecka w tym wątku.
          Nikt, a już tym bardziej osoba, która jeszcze nie wie jaką obierze metodę
          wyjścia z sytuacji nie zasłużył na miano ofiary i winotwórcy.

          P.S.
          Napisałam podobne słowa do Pani eewyy kwestią wyjaśnienia.


          • eevvaa Re: alkocholizm 05.01.07, 20:55
            > P.S.
            > Napisałam podobne słowa do Pani eewyy kwestią wyjaśnienia.
            >
            Akurat mnie kochana takajednatam nie trzeba wyjasniać wiele < przeszłam na
            własnej skórze co to znaczy >. Moderując trudno czasami podjąć decyzję. Każdy z
            nas ma inny sposób odczuwania...Nie ja jedna sama tu "rządzę".Forum jest nasze
            wspólne.O ile pamiętam na temat Twojej sprawy nie wypowiedziałam się.Wiem z
            własnego doświadczenia, że tutaj każdy musi sam podjąć decyzję co jest dla niego
            dobre.Inni mogą jedynie wysłuchać...

            Uśmiech wędruje daleko...

            ewa
            • takajednatam Re: alkocholizm 05.01.07, 21:10
              ok, w porządku.
              Nazwijmy to moim przewrażliwieniem.
              Są zagadnienia, które być może nie leżą w zakresie mojego pojmowania obszaru
              dobrego tonu.

              Do takich zjawizk m. inn. należy umniejszenie wartości osoby nieświadomej (w
              tym przypadku dziecka) i kobiety, która szuka drogi dla siebie.
              ---

              Uśmiech wędruje daleko - takie u Ciebie motto eewoo.
              Zywię nadzieję, że on zdoła pokonać to co różni nasze odczucia. Przyjmuję i
              odsyłam go z powrotemsmile powielonego dla kogoś, kto go może jeszcze potzebuje.
          • krytyk2 Re: alkocholizm 06.01.07, 02:13
            slowa "krykaturalny"uzylem raczej w znaczeniu "daleki od normy",anizeli-
            "przerysowany w kierunku smieszności"
            Przepraszam cie zatem jesli tylko to ostatnie znaczenie było zauwazalne w moim
            tekscie.nie widze nic smiesznego w alkoholizmie.Jest to choroba o
            niewyobrazalnych straszliwych skutkach dla wszystkich ,ktorzy znajduja sie w
            polu jej rażenia.Nigdy bym sie nie wypowiadal na jej temat,gdybym nie poznal
            jej skutkow osobisciesad
            Wiem tez ,ze ostatnia rzecza ,ktora pomaga w walce z nia jest uzalanie sie nad
            samym sobą-obojetnie czy jest sie alkoholikiem czy tez osobą wspóluzaleznioną.
            To,co zostaje przez nią zniszczone, to glownie odpowiedzialnośc za wlasne
            zycie.Użalanie sie nad soba -jako wskazywanie palcem na innych- przy okazji
            roznych niepowodzeń/czy chocby "szansy" na niepowodzenie/jest wlasnie skutkiem
            numer jeden braku odpowiedzialności za wlasne zycie.
            Dlatego chcąc pomoc ludziom dotkniętym ta choroba musimy umiec wywazyc pomiędzy
            ludzkim wspolczuciem a tzw twarda miłością.Często obowiazuje tu zasada "im
            lepiej -tym gorzej" oraz "im gorzej -tym lepiej"
            Pojęcie dna ,ktorego tu uzylem ma związek z PRZEZYCIEM,PRZEBUDZENIEM
            ŚWIADOMOŚCI a nie z konkretnym wydarzeniem,ktorych moze być /tragicznych w
            skutkach/tysiace -ale bez najmniejszego skutku SWIADOMOŚCIOWEGO.
            Pozdrawiam serdeczniesmile
            • amm06 Re: alkocholizm 06.01.07, 05:10
              Zauwazylam ze wiele razy zostalo tu uzyte okreslenie "choroba alkoholowa". Z
              tego co mialam okazje poczytac na ten temat, zdania sa nadal podzielone na ten
              temat. Spotkac mozna stwierdzenie ze jest to przede wszystkim nawyk, potem
              nastepuje chemiczne uzaleznienie organizmu, nastepnie pojawiaja sie skutki
              dlugotrwalego naduzywania alkoholu w postaci chorob poszczegolnych organow.
              Sadze ze okreslenie problemu jako przede wszystkim nawyku, daje osobie
              probujacej przestac wiecej odpowiedzialnosci a tym samym sily aby ten problem
              rozwiazac. Okreslenie problemu jako chorobe automatycznie zwalnia odrobine z
              odpowiedzialnosci, nie sadzicie?
              • krytyk2 Re: alkocholizm 06.01.07, 10:05
                faktycznie,jest pewna dwuznacznośc w uzyciu poj choroba alkoholowa.
                specjaliści wola jedank uzywać tego okreaslenia w odróznieniu od
                innych ,ponieważ w trakcie wypowiadania tych słow zapala sie czerwona lampka
                ostrzegawcza.Poza tym istotą alkoholizmu jest tez zaprzeczanie,więc każde
                nazwanie jej/choroby/ niewprost moze stanowić dla alkoholika wykręt do
                bagatelizowania swojej przypadłosci.Poza tym uzaleznienie oznacza wytworzenie
                sie nieodwracalnych mechanizmów reakcji psycho-fizyczno -
                chemicznych ,powodujacych do pewnego stopnia ubezwlasnowolnienie jednostki
                uzaleznionej/np zasada pierwszego kieliszka,ktory uruchamia lawine picia /.I
                ten sens rowniez wskazuje na chorobę.
                Następny -uzaleznienie nieleczone prowadzi do śmierci.
                Alkoholizm zwany jest tez chorobą woli.tylko radykalna konfronrtacja z prawda
                na swój temat mioże spowodować zmiany w jego swaidomości
    • mskaiq Re: alkocholizm 06.01.07, 10:28
      Zeby przestal pic potrzebna jest jakas motywacja, silniejsza niz strach ze
      uslyszy wyrok na Swoje zycie i uzaleznienia od alkoholu.
      Probuj zmienic ten strach, przekonaj Go ze nie uslyszy wyroku, ze uslyszy jak
      wygrac zycie od nowa.
      Jesli chodzi o Dziecko to ucz je szacunku do Ojca, wytlumacz co sie dzieje z
      Ojcem, naucz go wybaczenia. Najwiekszy problem dla DDA to wlasnie brak
      wybaczenia. Ten brak wybaczenia powoduje nieustanny powrot do przeszlosci i
      przezywania od nowa piekla ktore sie juz skonczylo.
      Wybaczenie konczy cierpienie, przynosi milosc bo jest jej czescia, znika
      nienawisc.
      Mysle ze Wasze Dziecko moze byc ta motywacja ktora jest Mu potrzebna.
      Serdeczne pozdrowienia.

    • a50 Re: alkocholizm 07.01.07, 10:43
      bw1971, doskonale Cię rozumię, Twoje wątpliwości. Przeszłam przez terapię dla
      współuzależnionych, która bardzo pomogła mi zrozumieć mechanizm picia, a
      najbardziej trafiło do mnie jedno zdanie:"cokolwiek alkoholik robi czy mówi
      jest święcie przekonany o swojej racji". Dla mnie to były kluczowe słowa.
      Jestem nadal ze swoim alkoholikiem, ale teraz z perspektywy czasu żałuję, że
      tak późno przejrzałam na oczy, łudziłam się że walcząc coś zmienię. Przemyśl
      jeszcze raz swoją sytuację. Doskonale Cię rozumię, ja również kocham swojego
      alkoholika, nie wyobrażałam sobie bez niego życia, ale teraz wiem że zrobiłam
      błąd. Moje dorosłe już dzieci powiedziału mi, że atmosfera w domu to moja wina,
      bo dopuściłam do tego nie wyrzucając ojca z domu. Zawsze to ja byłam przy nich,
      opiekowałam się, pomagałam, rozmawiłam. I mają rację. A przecież mój mąż nigdy
      nikogo nie uderzył (chocież obrażał słownie o groził). Obcowanie z takim ojcem
      przynosi więcej szkody (DDA) niż pożytku. Teraz jestem gotowa do radykalnych
      zmian, opracowuję strategię finansową, z czym żyjąc z alkoholikiem jest zawsze
      żle. Zrobisz co będziesz uważała za słuszne, to Twoje życie, oby nie
      zmarnowane...Pozdrawiam
      • mskaiq Re: alkocholizm 07.01.07, 12:15
        a50 napisala
        >Obcowanie z takim ojcem przynosi więcej szkody (DDA) niż pożytku.
        Obcowanie z takim Ojcem nie musi przynosic szkody. Bardzo zalezy to od
        wybaczenia Ojcu, od zrozumienia Jego slabosci. Jesli nauczysz tego dzieci to
        nie istnieje problem DDA. Wtedy powrot myslami do przeszlosci nie wywoluje
        bolu, bo bol wywolywany jest tylko przez zal, strach i nienawisc. Zamiast zalu
        jest zrozumienie, zamiast nienawisci milosc.
        Jesli dziecko wychodzi z domu z nienawiscia albo zalem do Ojca wtedy jest
        problem ktory ma olbrzymi wplyw na cale zycie dziecka i trwa tak dlugo az
        pozbedzie sie zalu i nienawisci.
        Spotkalem wiele osob z takim zalem i nienawiscia. Czasem zachowanie Ojca to
        fizyczne i psychologiczne znecanie sie nad dzieckiem az do rozmiarow
        bestialstwa. Ten bol nie znika nawet kiedy nie ma juz Ojca, zyje ciagle
        wspomioenie czesto wielokrotnie silniejsze niz rzeczywistosc.
        Znika dopiero kiedy nastepuje wybaczenie.
        Serdeczne pozdrowienia.

        • a50 Re: alkocholizm 07.01.07, 12:43
          Więż z diećmi buduje się przez całe ich życie, a jeśli się jej nie zbudowało
          nie ma czego chronić. I tego w relacji ojciec-dzieci najbardziej u nas brakuje.
          Co z tego, że kiedy dzieci były małe, a pieniądze większe, miały najładniejsze
          zabawki? Nie pamiętam żeby ojciec ich za coś pochwalił, często słyszą natomiast
          słowa krytytki. Oni się już po prostu z Nim nie liczą - to jest jeden z
          ostatnich etapów życia rodziny alkoholika: izolacja osoby uzależnionej. Zdaję
          sobie sprawę z moich błędów, ale wiem również ile ode mnie zależy i co mogę
          zrobić. Taka świadomość jest potrzebna każdej osobie żyjącej z alkoholikiem, a
          wtedy ma prawo podjąc decyzję co dalej. To smutne, ale nie można się kierowaś
          sentymentem, alkoholik natychmiast to wyczuje i wykorzysta. "WB" napisała, że
          ślubowała ... żee cię nie opuszczę aż do śmierci, ale przecież mąż też miał jej
          coś zapewnić...
          • lilith_6 Re: alkocholizm 07.01.07, 16:23
            Mskaiq napisał:
            "Obcowanie z takim Ojcem nie musi przynosic szkody. Bardzo zalezy to od
            wybaczenia Ojcu, od zrozumienia Jego slabosci. Jesli nauczysz tego dzieci to
            nie istnieje problem DDA."

            Jeśli nauczysz... Śmiem twierdzić, że w praktyce to niemożliwe. Nie w obliczu
            tak gwałtownych emocji, jakie istnieją w "rzeczywistości alkoholowej". Dlatego w
            każdym przypadku choroby alkoholowej pojawia się problem DDA. No chyba, że
            alkoholik nie ma dzieci i żyje w izolacji wink

            a50, zgadzam się z Tobą, że:
            "Obcowanie z takim ojcem przynosi więcej szkody (DDA) niż pożytku."

            I najczęściej dzieci za swoje cierpienie winią matkę... Niekoniecznie świadomie...
            Tak właśnie było w moim przypadku. Calkiem niedawno zdalam sobie sprawę, że to
            na matkę jestem zła, natomiast w stosunku do ojca czuję się winna (!). Po
            przemyśleniu stwierdziłam, że winię siebie za to, że pozwalałam matce na
            marnowanie nam wszystkim życia: ojcu - bo chroniąc go i udając przed ludźmi, że
            nie problemu (bo to przecież wstyd), stwarzała mu wspaniałe warunki do picia;
            mnie - bo musiałam wychowywać się w patologicznej rodzinie, wreszcie sobie - bo
            przecież, jak twierdzi, jest najbardziej pokrzywdzonym czlowiekiem na świecie.
            I nie pomoglo to, że z matką miałyśmy wspaniałe (ja się okazało na pozór, choć
            ona nadal uważa się za supermatkę) relacje (tutaj kieruje swoje ostrzeżenie w
            kierunku bw 1971), a takze to, że mój ojciec jest bardzo spokojnym człowiekiem:
            nigdy nie zrobil awantury, nie podniósł na mnie, ani na matkę ręki, a nawet
            głosu. Można by więc pomyśleć, że "nic takiego" się nie stało. Ot, popijał
            sobie, jak większość ludzi w tym kraju. A jednak...
            • mskaiq Re: alkocholizm 08.01.07, 04:09
              Mysle ze w praktyce jest mozliwe nauczyc wybaczenia, tylko ze w praktyce rzadko
              dochodzi do takiej proby. Zwykle dochodzi do izolacji, alkoholik chociaz jest w
              domu to nie jest w nim. Ta izolacja to czesty powod powrotu do alkoholu,
              alkoholik ja czuje, probuje sie jej pozbyc przez picie, to zwykle torpeduje
              proby pozbycia sie alkoholizmu.
              Latwiej nauczyc wybaczenia kiedy dziecko jest male, kiedy jest dorosle
              akceptuje Swoja zlosc i nienwisc do Ojca jako rzecz normalna.
              Ta nienawisc to negatywna i niszczaca energia ktora pokrzywdzone dziecko przez
              alkoholika kieruje na Siebie. Zwykle pisze ze nie istnieje krzywda ktora jest
              warta nienawisci bo nienawisc krzywdzi nas wielokrotnie silniej.

              Jesli chodzi o twoja Matke to stworzyla dom w ktorym udalo sie Jej zyc z Mezem
              alkoholikiem w taki sposob ze nikogo nie ranil.
              Nie zranil Ciebie wiec gdzie jest Twoj problem ? Czego nie mozesz Mu wybaczyc,
              co przeszkadza Ci Go bezwarunkowo kochac ? Co przeszkadza Ci rowniez
              bezwarunkowo kochac Twoja Matke ?
              Serdeczne pozdrowienia.

              • motyvvacja Re: alkocholizm 08.01.07, 11:50
                mskaiq to ze ktos mial szczescie i alkocholik tatus nie bombardowal rodziny
                wiecznymi torpedami-to nie znaczy ze szczescie to maja inni ludzie.
                Ty chyba nie masz pojecia o tym co to znaczy mieszkac z
                klnacym,bijacym,wyzywajacym,smierdzacym pijakiem w domu..posluchaj sobie troche
                sasiadow moze co?ty mi bzdor nie wypisuj ze dzieciak 5 letni jest w stanie
                wybaczyc...5 letnie dziecko jak swoj instynkt samoobrony zaczyna przyduszac-i
                nawywac to wybaczaniem i dobrym serduszkiem zamienia sie momentalnie w ofiare.
                Ofiare-kumasz?..ofiare..
                5 letnie dziecko jest za male zeby cokolwiek wybaczac
                5 letnie dziecko jest jedynie dzieckiem i nie rozumie co sie wokol niego dzieje
                5 letnie dziecko obwinia sie za smierdziela tatusia-pijaka
                5 letnie dziecko juz ksztaltuje w sobie ,zdanie o sobie,i zregoly jest to
                bardzo zle zdanie
                ....................
                wybaczyc to znaczy zrozumiec-chyba nie myslisz ze taki dzieciak jest mentalnie
                i psychicznie,tak samo rozwiniety jak ty..Do dzieci sie mowi lekko
                przycupnietym-zeby patrzec prosto w oczy i nie stwarzac w nim odczucia ze jest
                malo znaczace.
                Dzieci nie uczy sie wybaczania w takiej sytuacji..
                Dzieci sie bierze ze soba i odchodzi od takiego podlego mezusia.
                Bo tak jak lilith pisala-wina za to ze sie zostalo i pozwalalo maltretowac
                spada na mamusie...cala wina i nienawisc..Bo to ona zdecydowala zeby tatus nas
                nadal maltretowal i zostala z nim.
                Podla matka ,musiala nas nie kochac zeby tak dawac niszczyc.

                to tyle.
              • lilith_6 Re: alkocholizm 08.01.07, 16:36
                > Jesli chodzi o twoja Matke to stworzyla dom w ktorym udalo sie Jej zyc z Mezem
                > alkoholikiem w taki sposob ze nikogo nie ranil.
                > Nie zranil Ciebie wiec gdzie jest Twoj problem ? Czego nie mozesz Mu wybaczyc,
                > co przeszkadza Ci Go bezwarunkowo kochac ? Co przeszkadza Ci rowniez
                > bezwarunkowo kochac Twoja Matke ?

                Twoja wypowiedź świadczy o całkowitym niezrozumieniu i nieznajomości tematu
                (uważasz, że zranić można tylko krzykiem, biciem itd.), a także o tym, że nie
                czytasz ze zrozumieniem (wnioski dosłownie wzięte "z sufitu").
                W takiej sytuacji udzielanie merytorycznej odpowiedzi nie ma sensu.
                Pozdrawiam
      • bw1971 Re: alkocholizm 08.01.07, 12:01
        droga a50, właśnie tego najbardziej się obawiam ze strony mojego dziecka, ze
        obciaży mnie tą samą odpowiedzialnością co Ciebie Twoje dzieci i już nawet nie
        chodzi o mój żal, a o to jak sobie ułoży życie dalej. Jak dotąd zauważyłam, że
        ma problem z nawiązywaniem kontaktów z innymi dziećmi mówiąc, ze jest za
        głupia, zeby mieć przyjaciół /jak ojciec mówił i tak zakodowała/ Z całych sił
        tłumacze, ze jest mądrą, śliczną i kochaną dziewczynką /bo jest/, kiedy śpi,
        mówię to Jej setki razy, bo wiem, że we śnie rozum śpi, a swiadomożć czuwa,
        moze tą stroną pomogę wyprostować Jej wiarę w siebie.
        Czym więcej piszecie tym bardziej sobie zdaje sprawę z tego, ze chyba na nic
        zdadzą się moje próby "wyciągnięcia" meza z tej "choroby" i chyba zacznę
        realizować plan B, choć ciążko bedzie zostawić to na co zapracowałam ciężko,
        ale.... wszystko jest ważne a najważniejszy jest spokój i dziecko.
    • bw1971 Re: alkocholizm 08.01.07, 12:47
      Moi Kochani, dziękuje za tak głośny oddźwięk na mój post. Zdania są podzielone,
      ale większość Tych którzy TO przeżyli jest za tym, zeby zerwać więzi, zakończyć
      rozdział i zacząć pisać nowa książkę. Czesto się zastanawiałam i wiem, ze
      jeszcze nie jest późno, zeby zacząć od tytułu " Życie od nowa".
      Obawiam się jednak, że jeśli zrobie to, problem się nie skończy, duma
      opuszczonego będzie na tyle urazona, że zacznie jeszcze bardziej szaleć i nasze
      życie wówczas dopiero wtedy bedzie zagrożone /znam męża możliwości/. Wiem, ze
      istnieje taka instytucja jak policja, ale z autopsji wiem, ze oni nie lubią się
      mieszać w sprawy rodzinne, dlatego chciałam rozwiązać problem od korzeni chcąc
      pomóc wyjść z alkoholizmu. Po Waszych opiniach domniemam, ze to walka z
      wiatrakami, albo rzucanie się z motyką na słońce i ze najlepszym rozwiązaniem
      jest rozejść się /w moim przypadku musiałabym uciekać w drugi koniec Polski,
      albo wyprowadzić się na księżyc/, żeby nas nie znalazł, ale i tak by znalazł i
      ukarał za to, ze odeszłyśmy.
      Nikt nie powiedział, ze życie jest proste; dzieci obwiniają rodziców, ze nie
      odeszli od ojca alkoholika, mąż alkoholik obwinia żonę, ze nie rozumie jego
      choroby i nie pomaga, rodzina alkoholika obwinia kobietę, ze nie potrafi męża
      przytrzymać w domu i zrobić wszystko, zeby nie pił, ksiądz obwinia za to samo
      kobietę, bo co to za kobieta, że mąż woli kolegów i wódkę, pewnie jest niedobra
      skoro ucieka z domu itd..itp, a gdzie w tym wszystkim jest ta owa KOBIETA,
      powiedzcie? Na to wygląda, ze bo by ta kobieta nie zrobiło jest źle, z każdej
      strony bombardowana odpowiedzialnością za dzieci, męża, dom, za wszystko...
      Ale.... droga do oświecenia jest długa i pokrecona, a najbardziej
      odpowiedzialna i obciążona jest kobieta.
      Szczęśliwa ta dusza co do portek wskoczy.
      • lilith_6 Re: alkocholizm 08.01.07, 16:58
        Obraz sytuacji, ktory wylania się z Twoich postów jest coraz wyraźniejszy, I
        coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że przy mężu nie trzyma Cię milość,
        a strach, pseudo-odpowiedzialność itd. Nie taka powinna być podstawa związku...
        Ale w Twojej sytuacji (piszesz, że Twój mąż zdolny jest do najgorszego) nie
        możesz pozwolić sobie na wykonianie gwałtownego ruchu. Najpierw musisz się
        wzmocnić. Przede wszystkim musisz uodpornić się na cudze (męża, teściów,
        księdza), fałszywe opinie. Trzeba zdać sobie sprawę, że oczekiwania większości
        spoleczeństwa wobec kobiet (i nie tylko) jest chore. Każdy czlowiek jest
        odpowiedzialny tylko za siebie i za swoje czyny, innym zaś oddaje najlepszą
        przysługę nie ingerując w ich życie. Przecież każdy czlowiek ma wolną wolę,
        pozwólmy czynić mu z niej użytek. Decydując za niego, uznajemy, że jesteśmy
        lepsi od Boga. Tak. Bo wkraczamy wtedy w domenę, zarezerwowaną wyłącznie dla
        Niego. Tylko Bóg wie, co dla danego człowieka jest najlepsze.
        Ale odbieglam od tematu... Wracając do niego, chcę Ci powiedzieć, abyś nie
        podejmowała zbyt pochopnych decyzji. Wydaje się (choć oczywiście mogę (oby smile
        się mylić), że nie jesteś na to jeszcze gotowa.
        Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę duużoo siły smile
        • bw1971 Re: alkocholizm 09.01.07, 09:08
          ciężko opisać jest 10 lat w kilku postach, zapewniam Cie, ze jeśli
          opowiedziałabym to wszystko co przeżyłam słowami mówionymi przy kawie inaczej
          bys to odebrała.
          Zaryzykuję i napiszę, że Ty również masz wielki problem ze sobą, tyle w Twoich
          słowach żalu, że jakby nabrały kształtu to grzmiałoby i waliło błyskawicami.
          Widzisz, każdy nosi swój krzyż, moze czegoś mamy się nauczyc przez nasze bagaże
          doświadczeń, moze musimy coś odkupić w tym życiu. Przecież nic nie dzieje się
          bez celu na tym swiecie, nie przypadkiem spotykamy takie czy inne osoby. A
          wolna wola? Mamy ją po to żeby podejmować decyzje. Nie zawsze są one słuszne
          ale gdzieś prowadzą i czegoś uczą.
          Piszesz, ze nie trzyma mnie miłość przy mężu, zgadza się. Miłość ma różne
          oblicza, a ta, o której mowa została zdeptana, ale jest jeszcze miłosć do
          bliźniego, której nikt nie jest w stanie zniszczyć jeśli jest prawdziwa. I tą
          miłością chce walczyć, tylko nie znam jej od strony "technicznej"
          Piszesz o strachu, pewnie, ze się boję, tylko głupiec by się nie bał w tej
          sytuacji. Boje się o dziecko, o męza i o siebie, bo wiem, ze to co ja zrobie
          będzie miało konsekwencje na wieki, dlatego pytam, czytam i rozmawiam, nie
          oceniam, ocene zostawiam Najwyższemu, On mnie rozliczy z tego życia.
          • lilith_6 Re: alkocholizm 09.01.07, 12:04
            Bw1971, chyba źle mnie zrozumiałaś... Owszem, czuję żal (nie ukrywam tego) do
            ludzi, ktorzy wtącają się do cudzego życia i swoim zachowaniem wzniecają
            poczucie winy w niewinnym czlowieku. Takie zachowanie jest nagminne i dotyka
            wszystkich (nie tylko Ciebie). Jedni radzą sobie z tym lepiej, inni gorzej.
            Chodziło mi o to, żebyś zdała sobie sprawę z tego (wiem, że łatwiej powiedzieć,
            trudniej wykonać wink, że tak nie musi być, nie musisz czuć się winna, bo nie
            jesteś winna! Niezależnie od tego co mówią Twoi bliscy.
            A kiedy będziesz się już czuła w porządku wobec innych (przede wszystkim męża)
            wtedy spokojnie możesz stawić czoło problemowi (czyt. spokojnie odejść lub
            zostać, ale już na calkiem innych warunkach).
            I tego z calego serca Ci życzę smile
            P.S. Oczywiście, że Cię nie znam, nie znam Twojej sytuacji, mogę się wypowiadać
            tylko na podstawie kilku Twoich słów zawartych w tym wątku i na podstwaie moich
            odczuć, więc to naturalne, że mogę się mylić. Ale każde słowa, nawet
            wypowiedziane przez zupełnie nieświadomego człowieka mogą być dla nas
            drogowskazem...
            • bw1971 Re: alkocholizm 10.01.07, 08:33
              Ale każde słowa, nawet
              > wypowiedziane przez zupełnie nieświadomego człowieka mogą być dla nas
              > drogowskazem...
              dokładnie, dlatego rozmawiam, pytam się, uczę. Kidyś milczałam, kryłam problem
              po kątach, teraz głośno i wyraźnie mówię co mnie boli, są tacy, którzy mają żal
              o to do mnie bo jestem nielojalna, bo nie powinno się s...ć w swoje gniazdo,
              kiedyś mnie to ruszało, teraz nie. W końcu nie zmyślam, mówię o tym co się
              dzieje.
              Dziękuję Tobie Lilith i Wam wszystkim za rady dane mi tu na tym forum.
              Aczkolwiek myślałam, ze dostane jakieś wskazówki "wyrównywania" energetycznego,
              jakieś afirmacje, ale zrozumiałam, że nie tylko moja chęć naprawy musi być
              aktywna. Bo do tanga trzeba dwojga....
              Pozdrawiam serdecznie
    • mskaiq Re: alkocholizm 08.01.07, 13:02
      Kiedy jest zagrozone bezpieczenstwo matki albo dziecka, kiedy pojawia sie
      bestialstwo wtedy takiego zwiazku nalezy sie pozbyc. Mysle ze w tym przypadku
      nie ma takiego problemu.
      Jesli chodzi o odejscie od meza pijaka to kiedy to nastepuje dziecko jest juz
      DDA i bedzie tak dlugo az nauczy sie wybaczyc ojcu.
      To nie jest prawda ze 5 letnie dziecko nie rozumie, rozumie milosc i strach bo
      te emocje rozumie juz dziecko 1 roczne.
      Dziecko nigdy nie patrzy na ojca jako smierdziela pijaka chyba ze zostanie tego
      nauczone.
      Dziecko reaguje na ojca pijaka albo miloscia albo strachem. Kiedy ojciec jest
      dobry jest to milosc kiedy zly wtedy jest strach. DDA problem polega na
      niemozliwosci pogodzenia milosci i strachu do tego samego czlowieka. Dziecko
      kocha Ojca i Go nienawidzi.
      Ten problem pogodzenia tych dwoch przeciwnych energi moze trwac cale zycie.
      Tylko wybaczenie i zrozumienie pozwala usunac nienawiwsc i pozostawic milosc.
      Osoba nienawidzaca tworzy nieustannie niszczaca energie ktora rani caly czas
      kiedy jest obecna w czlowieku.
      Najlatwiej odebrac ta nienawisc kiedy dziecko jest male, kiedy nauczy go tego
      matka.
      Serdeczne pozdrowienia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka