Dodaj do ulubionych

a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosze

03.03.07, 00:59
To juz 3 wątek jaki zakładam i nie wiem czy nie łamie tym regulaminu.
Dziekuję Wam bardzo wszystkim za wpisy, porady, ciepłe słowa.
E-Mail od z-mazura pozwolił mi spojrzec na pewne sprawy nieco inaczej.

Juz wiem ze wcale nie bylo w moim małżeństwie tak kolorowo jak mi sie
wydawało, z mojego punktu widzenia moze i było ale zona tłumiła wszystko w
sobie i nie przyszła i nie powiedziała: natychmiast masz ograniczyc prace,
jestesmy młodym małzeństwem , nie mozemy tylko pracowac....w pewnym momencie
faktycznie mielismy dwa swiaty, Ona awanse az w końcu stanowisko
dyrektorskie, ja własna firma coraz lepiej prosperująca.
Zatraciłem sie w tym wszystkim, zamiast zorientowac sie ze cos jest nie tak
goniłem za kasąsad

Któregos dnia jak juz pisałem Ona powiedziała mi ze odkochała sie, ze nie
jest szczesliwa i chce sie rozwiesc....masakra.

Dzięki Wam pomalu zaczynam rozumiec pewne sprawy, zawsze uwazałem sie za
bystrą osobe i w miare kumata jednak pierwszy raz bylem mezem i chyba wpadlem
w pewna pułapke.

Od prawie roku nie utrzymuje z zona kontaktu, zareagowalem oczywiscie jak
leszczyk jak uslyszałem ze chce sie rozwiesc,prosiłem,płakalem, stracilem
całą meskosc w Jej oczach.

Zaczyna do mnie coraz bardziej docierac ze wpadlismy razem w pułapke, Ona nic
nie mówiła lub mowiła jakim to cudownym mezem jestem, ja zajety firma nie
zorientowalem sie ze zaczynamy sie oddalacsad

Mam do Was prośbę, poradźcie mi, a moze warto jeszcze podjac walke, moze nie
wszystko stracone, moze ktokolwiek z Was walczył i wygrał?

Strasznie mi brakuje tej dziewczyny, byla moim najwiekszym przyjacielem, nie
ma na swiecie nikogo komu tak ufalem jak Jej, moze to był bląd ale tak
wlasnie było.

Teraz czuje sie fatalnie, nie mam na nic ochoty, za 2 miesiace bedzie rozwód,
boje sie tego dnia,zobacze ja prawie po roku, wiem ze to bedzie najwiekszy
stres jaki miałem w zyciu, a moze jednak warto jeszcze walczyc???

Przeciez jak sama twierdziła tak bardzo mnie kochała, wiem ze uszło powietrze
z balona i ciężko bedzie go znów nadmuchac, ale przeciez nie ma rzeczy
niemozliwych, oddał bym wszystko by znow móc z Nią byc.

Jak myslicie czy jest jakakolwiek szansa ze Jej wróca uczucia?
Poradźcie, pytam szczególnie kobiety, czy to wogóle jest mozliwe ze gdy komus
powiedziałyscie ze uczucie wygaslo by mialo jakąkolwiek szanse znów sie
narodzic?

Moze to zabrzmi debilnie ale przeciez znam swoja zone, wiem ze moglibysmy byc
szczesliwi e soba tak jak kiedys bylismy gdy nie robilismy gównianych karier.

Czy warto powalczyc o moją najukochańsza na swiecie żoncie?smile

czekam na Wasze opinie.

Ps. wiem ze byc moze bezsensu znowu robie sobie nadzieje ALE....dopóki piłka
w grze....mialem niesamowite szczescie miec taka żonkę, powiedziała TAK,
ponoc bardzo kochała wiec moze warto zawalczyc.....a jesli warto to JAK?

pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 01:14
      z mojego osobistego kobiecego punktu widzenia:
      1. nie znasz uczuc zony co do tego ze moglbysicie byc razem szczesliwi, tylko sam konfabulujesz ze tak.
      2. roczne unikanie twojego towrzytwa, a nawet widoku, raczej nie potwierdza tej hipotezy.
      3. jesli walczyc to chyba raczej przed rozwodem, niz posmile
    • crazyrabbit Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 01:18
      Chciałam napisać Ci coś optymistycznego... ale nie wiem czy potrafię...
      Przykro mi czytać Twoje posty , bo widzę jak bardzo sie miotasz i jak strasznie
      chciałbyś wszystko naprawić , ale...

      > Poradźcie, pytam szczególnie kobiety, czy to wogóle jest mozliwe ze gdy komus
      > powiedziałyscie ze uczucie wygaslo by mialo jakąkolwiek szanse znów sie
      > narodzic?

      Przykro mi. W momencie gdy powiedziałam mojemu_jeszcze_mężowi , że nic do niego
      nie czuję byłam tego PEWNA. I dla mnie było juz za późno na naprawę związku.
      Ostatnie podrygi tylko mnie w tym utwierdziły.
      Zbierz siły i ... postaraj się żyć swoim życiem i dla siebie.
      To trudne ale możliwe.
    • frankhestain kazda porazke nazywamy doswiadczeniem 03.03.07, 06:58
      przestan sobie dowalac bo nie ma winy po jednej stronie oboje to spapraliscie

      Od prawie roku nie utrzymuje z zona kontaktu, zareagowalem oczywiscie jak
      > leszczyk jak uslyszałem ze chce sie rozwiesc,prosiłem,płakalem, stracilem
      > całą meskosc w Jej oczach.
      pewnie juz wczesniej nim byles albo nie wiedziales ze jestes no to teraz wiesz i
      to juz duzo

      przestan sie nad soba uzalac jak to bedzie strasznie na sprawie jak ja zobaczysz
      dobrze ze o tym piszesz bo wyrzucasz z siebie i to cie oczysci ale nie uzalaj
      sie nad soba bo to niemeskie

      gratuluje doszedles wlasnie do waznego w zyciu wniosku takiego zreszta jak i ja
      po rozwodzie ze kariera awans i pieniadze to nie sa najwazniejsze rzeczy i ze
      kasa nie robi z ciebie mezczyzny

      jedne zwiazki z wielkiego zauroczenia przeradzaja sie w cos fajnego albo trwajaw
      niecheci ze wzgledu na dzieci itp inne sie wypalaja i nie ma na to rady tak juz jest

      i jescze jedno tylko pierwszy rozwod bolismile




    • der1974 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 07:53
      Ty weź w końcu zawalcz o siebie a nie tkwisz w tym maraźmie. Najwyższy czas się
      wziąć w garść. Przemyśl to wszystko jeszcze z 10 razy ale pod kątem jak unikać
      takich wpadek w przyszłości, co zrobić żeby się postawić na nogi i porzuć
      złudną nadzieję, że jeszcze coś z nią wywalczysz. Powalczysz co najwyżej o
      podział majątku jak będziesz dostatecznie silny do tego czasu.
      • alicja611 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 08:15
        Jakbys byl moim mezem i przyniosl to kwiaty i wino i powiedzial chce byc z wami,
        zalezy mi na was zapomnialabym wszystko co zle w jednej chwili......Moj ex jes
        za bardzo "meski", zeby tak zrobic...ja czekalam..., minelo kilka lat od rozwodu
        i moja cierpliwosc sie konczy....on nie wroci....pora poszukac jakiejs bratniej
        duszy, nie?
        Ale jak widzisz kobiey sa rozne......
    • 13monique_n Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 08:23
      Alex, boję się, że crazyrabbit ma rację - większość kobiet, kiedy mówi, że jest
      za późno, to tak naprawdę jest. Twoja zona po takim czasie może już nie czuć do
      Ciebie urazy za nic, może już mieć przyjazne nastawienie. Ale Tobie raczej
      chodzi o jej miłość, jak sądzę.
      Wszystko, co teraz możesz zrobić, to spojrzeć na siebie. Zabać o swój komfort,
      rozwój. Zacznij żyć. Potrafisz. I tylko może nie zapomnij, jak się traci, to, co
      naprawdę ważne.
      Każdy z nas tutaj dostał lekcję. I ja osobiście mam nadzieję, że jej nigdy nie
      zapomnę. Trzymaj się.
      • phokara Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 10:36
        Tez mi przykro ale zgadzam sie.
    • weekenda Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 12:28
      Zgadzam się z wszystkimi wyżej.

      A do Ciebie mam pytania. Odpowiedź na nie powinna Tobie pomóc wyjść z tej
      spirali, w którą sam wszedłeś. Nie musisz tu odpowiadać, zastanów sie i
      odpowiedz sobie sam:

      dlaczego przez rok nie próbowałeś się z nią spotkać, porozmawiać, dlaczego
      przez cały rok nie zawalczyłeś chociaż raz o Was?

      może Ty, w głębi duszy też już skreśliłeś "Was"? A teraz został tylko żal za
      tym co się skończyło a w zasadzie ze wyobrażeniami jakby to było gdyby było z
      nią inaczej? gdybyście od początku postępowali inaczej?

      Zadzwoń i umów się z J.P-Ś.

      3m się!
    • michaska_123 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 12:34
      Oczywiscie kazdy czlowiek jest inny ale rzeczywiscie wydaje mi sie, ze jak
      kobieta mowi, ze "sie odkochala" to jest tego pewna. Ale zawsze warto UCZCIWIE
      porozmawiac - nie prosic, plakac, blagac tylko szczerze powiedziec co czujemy,
      jak staralismy sie wyrazac nasza milosc i zrozumiec druga strone. I zrozumiec,
      ze druga strona moze naprawde przestac nas kochac i chciec zakonczyc zwiazek.
      I, ze pewnych spraw nie mozna odwrocic.
      • anula36 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 13:03
        a to i tak uczciwsze niz prowadzenie podwojnego zycia.
    • nanga.nanga nie czytam odpowiedzi innych 03.03.07, 13:03
      zeby sie nie sugerować.
      A ja sama na Twoim miejscu sprobowałabym napisac do niej o swoich uczuciach
      najszczerzej jak bym umiala - i spytała, czy ona widzi szansę.
      Niech zadecyduje.
      Ale też pamietaj, ze trzeba byc gotowym na przyjecie KAŻDEJ jej decyzji, z
      kazdą sobie poradzic.
      Ja Ci zyczę powodzenia.
    • julka1800 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 13:54
      Moze mozna powalczyc, tylko cos Ty chlopie robil przez ostatni rok?

      jesli próbowales nawiazac kontakt i nie wyszlo, to ... juz raczej nic nie
      zrobisz.

      jesli nie probowales, to byc moze straciles swoja szanse.

      proponowalabym jednak nawiazac kontakt przed sprawa, zaproponowac spotkanie, i
      porozmawiac, tylko zaznaczam bez placzow, histerii itp.
      Jesli nie poprawisz sobie wizerunku w jej oczach i nic to nie da, to
      przynajmniej szok dla Ciebie na rozprawie bedzie mniejszy
    • cosmopszczolka Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 03.03.07, 14:41
      Ja przezywam to samo,tylko w odwróconym układzie, ja niewyobrazam sobie utracić
      męża. Wiem jedno, ze na niczym bardziej mi nie zalezy jak na naszym
      małzeństwie. I żadne qderania teściowej, koc/anka nie są w stanie przysłonić mi
      tyc cudownyc momentów, które spedzilismy razem.Wiem, że byliśmy dla siebie
      tylko qdzies sie poqubilismy, i moqłoby być jeszcze cudownie. Postanowiłam być
      silna do końca...
    • marek_gazeta Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 04.03.07, 00:24
      Jeżeli to, co chcesz jej powiedzieć będzie miało podobny wydźwięk, jak Twoje posty, a Twój wygląd będzie odpowiadał opisom na tym forum, to sobie chłopie daruj. Najpierw dojdź do siebie, stań się znowu facetem z jajami, a potem dopiero próbuj.

      Inaczej dostaniesz kopa w d..., a ona się utwierdzi w przekonaniu, że pozbyła się mięczaka.

      Nie obrażaj się za ostry ton, weź się za siebie.
      • nanga.nanga Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 04.03.07, 00:50
        Niby masz racje.
        Ale w końcu zona Alexa pokochała kiedys jego, nie jakiegos tam twardziela -
        Moze ona lubi "mieczaków". To wcale nie jest wykluczone.
        • alexdelpierrro Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 04.03.07, 23:09
          nanga.nanga napisała:

          > Niby masz racje.
          > Ale w końcu zona Alexa pokochała kiedys jego, nie jakiegos tam twardziela -
          > Moze ona lubi "mieczaków". To wcale nie jest wykluczone.
          >

          zona alexa pokochala go takim jakim jest, nigdy nie okazywał zadnych slabosci
          ale po jej decyzji nerwy chłopakowi pusciły, pomału wraca do swiata zywych i
          nie składa bronismile
          • julka1800 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 04.03.07, 23:19
            Kolego, czy mi sie wydaje czy juz troche inaczej gadasz?
            smile
            • alexdelpierrro Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 05.03.07, 09:42
              julka1800 napisała:

              > Kolego, czy mi sie wydaje czy juz troche inaczej gadasz?
              > smile


              tak też to zauważyłem, chyba pomału wracam do siebiesmile))))
      • nanga.nanga PS 04.03.07, 00:56
        Z trzeciej strony -
        Był moment, przed slubem, kiedy rozstalismy sie z Exem, ja nawet na chwile
        zadurzyłam sie w kimś innym, z lekka i na odległość, ale jednak. Nie chciałam
        powrotu, mimo to poszlismy razem do kina, mowilam mu, ze to juz koniec, i wtedy
        on nagle - zawsze niezmiernie delikatny, łagodny, uważny - chwycił mnie i na
        siłę pocałował, w takim szowinistyczno meskim stylu. I wygrał, tamtym
        pocałunkiem.
        Ha! Życie jest pełne zaskoczeń, nawet wlasne.
        Moze Marek_gazeta ma racje.
        • potanga Re: PS 04.03.07, 01:45
          Ktos mądry kiedyś powiedzial,że nie ma powrotów,a jeśli się wraca to tylko po
          swoja klęskę.Więc może nie warto....
          • anja_pl Re: PS 04.03.07, 01:54
            nie był mądry...
            • z_mazur Re: PS 04.03.07, 02:03
              Dokładnie Aniu. wink

              Znam parę przykładów przeczących tej tezie.
          • alexdelpierrro Re: PS 04.03.07, 23:11
            potanga napisała:

            > Ktos mądry kiedyś powiedzial,że nie ma powrotów,a jeśli się wraca to tylko po
            > swoja klęskę.Więc może nie warto....


            ktos kiedys powiedział tez ze nie ma rzeczy niemozliwych....smile a wiara czyni
            cuda rzekł inny....smile
        • julka1800 Re: PS 04.03.07, 18:45
          nie mozna zmienic czlowieka w 5 minut.

          jesli zona pokochala autora watku takiego jakim jest, to nie zmieni on sie w
          jednej chwili w innego czlowieka

          oczywiscie moze wykonac ruch, ktory wprawi jego malzonke w mile
          zdziwienie /patrz przyklad w poscie Nangi, baaarddzzzo mily smile/ i ktorym on
          wygra

          pytanie tylko czy wygra jedna bitwe czy cala wojne
          • ka-aktus WALCZ 04.03.07, 18:58
            Walcz! Przynajmniej spróbuj. Bo do konca życia będziesz miał wyrzuty sumienia,
            bedziesz się zastanawiał "czy zrobiłem wszystko, co niezbędne...".

            A kobiety? Są rózne, nie ma co generalizować. Rok czasu to kupa czasu. Może cos
            się zmieniło. SPRÓBUJ!

            i daj znać na forum. Trzymam kciuki.
            • alexdelpierrro Re: WALCZ 04.03.07, 23:16
              ka-aktus napisała:

              > Walcz! Przynajmniej spróbuj. Bo do konca życia będziesz miał wyrzuty
              sumienia,
              > bedziesz się zastanawiał "czy zrobiłem wszystko, co niezbędne...".
              >
              > A kobiety? Są rózne, nie ma co generalizować. Rok czasu to kupa czasu. Może
              cos
              >
              > się zmieniło. SPRÓBUJ!
              >
              > i daj znać na forum. Trzymam kciuki.


              a pewnie ze zawalcze!

              wiem ze moge ponieść klęske ale spróbuje....i napewno nie beda to: uzalanie
              sie, proszenie, tłumaczenie itd itp

              Ps. z drugiej strony jak nie to niesmile
          • alexdelpierrro Re: PS 04.03.07, 23:14
            julka1800 napisała:

            > nie mozna zmienic czlowieka w 5 minut.
            >
            > jesli zona pokochala autora watku takiego jakim jest, to nie zmieni on sie w
            > jednej chwili w innego czlowieka
            >
            > oczywiscie moze wykonac ruch, ktory wprawi jego malzonke w mile
            > zdziwienie /patrz przyklad w poscie Nangi, baaarddzzzo mily smile/ i ktorym on
            > wygra
            >
            > pytanie tylko czy wygra jedna bitwe czy cala wojne


            nie uwierzycie ale po tym jak zona powiedziala mi ze chce sie
            rozwiesc...nastenego dnia kupiem bukiet 50 przecudnej urody róz i zawiozłem jej
            do mieszkania, ot taka miła niepodzianka jak wróci z pracy.
            Jak zareagowała?

            cytuje: kwiaty sa śliczne ale czy Ty myslisz ze kwiatami wszystko załatwisz?

            Fakt przegiąlem troche i kwiaty moja zona dostawała kilka razy w miesiącu, a
            wiadomo co za duzo to nie zdrowosmile


        • alexdelpierrro Re: PS 04.03.07, 23:10
          nanga.nanga napisała:

          > Z trzeciej strony -
          > Był moment, przed slubem, kiedy rozstalismy sie z Exem, ja nawet na chwile
          > zadurzyłam sie w kimś innym, z lekka i na odległość, ale jednak. Nie chciałam
          > powrotu, mimo to poszlismy razem do kina, mowilam mu, ze to juz koniec, i
          wtedy
          >
          > on nagle - zawsze niezmiernie delikatny, łagodny, uważny - chwycił mnie i na
          > siłę pocałował, w takim szowinistyczno meskim stylu. I wygrał, tamtym
          > pocałunkiem.
          > Ha! Życie jest pełne zaskoczeń, nawet wlasne.
          > Moze Marek_gazeta ma racje.


          i jak tu nie kochac kobietsmile
      • alexdelpierrro Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 04.03.07, 23:08
        marek_gazeta napisał:

        > Jeżeli to, co chcesz jej powiedzieć będzie miało podobny wydźwięk, jak Twoje
        po
        > sty, a Twój wygląd będzie odpowiadał opisom na tym forum, to sobie chłopie
        daru
        > j. Najpierw dojdź do siebie, stań się znowu facetem z jajami, a potem dopiero
        p
        > róbuj.
        >
        > Inaczej dostaniesz kopa w d..., a ona się utwierdzi w przekonaniu, że pozbyła
        s
        > ię mięczaka.
        >
        > Nie obrażaj się za ostry ton, weź się za siebie.


        TAK JEST!!!!smile
    • jawanda Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 04.03.07, 21:21
      Walcz,a przynajmniej na spokojnie wyjaśnijcie sobie to,co was oddaliło od
      siebie .Jest doskonała okazja-nie widzieliście się tyle czasu,emocje
      opadły.Możecie sobie spokojnie porozmawiać.Życzę Ci powodzenia.
    • nicker1 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 05.03.07, 11:42
      Jasne, że walczyć!!! I z jednej strony to faktycznie trochę dziwne, że przez
      rok nie miałeś kontaktu z żoną - to może być odebrane jako całkowite zamknięcie
      sprawy z Twojej strony. Jednak ten rok pozwolił też nabrać dystansu, a to
      bardzo ważne. Teraz Wasze decyzje będą bardziej trzeźwe, świadome, a przez to
      zapewne i bardziej trwałe.
      Jeśli jesteś pewien, że tego właśnie chcesz i szczerze kochasz to jak
      najbardziej musisz to powiedzieć żonie. Myślę że jeżeli w niej pozostało
      uczucie do Ciebie to bardzo szybko pozytywnie zareaguje. Jeśli jednak od razu
      zobaczysz barierę i odrzucenie to wydaje mi się, że ten rok zamknął temat raz
      na zawsze...
      Ja walczę już kilka ładnych miesięcy. Wiele złego wcześniej zrobiłem niestety.
      Mimo, że w tym czasie słyszałem od żony wiele razy NIE, że mnie nie kocha cały
      czas jeszcze chcę walczyć bo wierzę...
      Jak stracę całkiem tę nadzieję to wtedy przestanę. Wówczas będzie czas na
      zajęcie się sobą i układanie życia od nowa.
      Trzymam kciuki.
    • maheda Jak spadać, to z wysokiego konia. 05.03.07, 11:53
      A jak ginąć, to w walce, a nie w szpitalu czy obozie jenieckim, prawda? wink
      Trzymam kciuki!
      • marie.walewska Re: Jak spadać, to z wysokiego konia. 05.03.07, 16:28
        Z tarcza... Ja tez Ci powiem walcz! Dlaczego? Bo jesli teraz zadajesz sobie takie pytania, to nie
        zawalczywszy zmarnujesz sobie niewiadomo ile czasu - bedziesz sie latami zastanawial "a gdybym jej
        wtedy przed rozprawa..." Wiec sprobuj. Najwyzej pojdziesz na rozprawe wiedzac czego sie spodziewac
        - tez korzysc smile A jak? Nie wiem nie znam Twojej zony. Ja bym do mojego M napisala dlugi, szczery list.
        Bez specjalnego tlumaczenia przeszlosci. Napisalabym co czuje, co mysle, poprosilabym zeby sie ze
        mna zobaczyl. Jakby sie zgodzil to bym go zabrala w miejsce ktore lubi, na pewno na jakies
        "aktywnosci" zeby bylo duzo zajecia i nie bylo przymusu "patrzenia w oczy" non stop. Jesli byla Twoim
        przyjacielem, a Ty jej to moze od tej przyjazni mozna zaczac...
        • marek_gazeta Re: Jak spadać, to z wysokiego konia. 05.03.07, 17:25
          Samo postawienie pytania "czy walczyć - poradźcie proszę" jest miękkie jak spleśniały maślak. Sam nie wie, czy chce walczyć? Powinien raczej napisać, że się zdecydował zawalczyć i spytać o ewentualne rady - jak to robić skutecznie.
          • maheda Tak, hm, no cóż... ;) 05.03.07, 20:56
            Jest coś w tym, co mówisz.

            Ale każdy musi dojrzeć z bycia chłopakiem/facetem do bycia Mężczyzną.
            Być może Alex przechodzi właśnie przyspieszony kurs takiegoż dojrzewania?
            Lepiej późno, niż wcale? smile
            • der1974 Re: Tak, hm, no cóż... ;) 05.03.07, 21:35
              A jak już będzie po rozwodzie to może sobie kolejny egzamin na tym kursie bycia
              mężczyną zaliczyć. Żeby dostać czwórkę proponuję zgodzić się na rozwód bez
              orzekania o winie i nie beczeć przy małżonce.
              • marek_gazeta Re: Tak, hm, no cóż... ;) 05.03.07, 21:36
                Zgodziłem się, ale miałem łzy w oczach (na rozprawie, wcześniej troszkę beczałem).

                Zdałem?
                • ka-aktus Marku 05.03.07, 22:09
                  Takie pytanko mi się nasunęło: Kochasz jeszcze swoją żonę (byłą)?
                  Nie wiem jak długo jestes po rozwodzie, jestem na tym forum od niedawna...

                  Tak sobie myslę: Ilu facetów poddalo się, przestało walczyć o związek, bo im
                  duma i honor nie pozwala. Może troszkę teraz żałują...


                  Dlatego mówię WALCZCIE jak rycerze, do ostatnie kropli... potu wink
                  Bo potem łezki tańczące w oczka nie pomogą.
    • z_mazur Walka... ??? 05.03.07, 22:25
      Tak się przyglądam tej dyskusji, szczególnie głosom które mówią o walce i zastanawiam się przez cały czas jak taka walka miałaby wyglądać.

      Kobieta mówi mężczyźnie: "nie chcę z Tobą być", to chyba dosyć jednoznaczna deklaracja.
      Chodzenie i przekonywanie??? To bez sensu, kobieta poczuje się osaczana i naciskana. Mówienie jej, że się ją kocha gdy ona już nic nie czuje??? Czy to może zmienić jej decyzję??? To tylko sprawi, że zacznie czuć do mężczyzny niechęć i wypali się resztka pozytywnych emocji, które w niej jeszcze są.
      Jakoś nie widzę skutecznego sposobu na "walkę" o kobietę.
      • marek_gazeta Re: Walka... ??? 05.03.07, 22:34
        Proste - przestać się mazgaić, wziąć się za siebie, uwierzyć, że można, odzyskać jaja, a potem zrobić coś, co sprawi, że w kobiecie coś pęknie... Jak by nie patrzeć, jest to walka.
      • ka-aktus Re: Walka... ??? 05.03.07, 22:35
        Za dużo myślenia, za mało działania.

        Jezu, zaczyna mnie to wkurzać: może zrób tak, może tak, a drugiej strony, to
        lepiej nie rób nic, a moja ex to, a mój ex tamto.
        Każdy człowiek jest inny. Czytając posty mamy obraz sytuacji widziany oczyma
        jednej strony, niekoniecznie obiektywny.

        To nie jest dobre forum dla osób niepewnych, wahajacych się, nie mających
        własnego zdania. Bo ile ludzi tyle głosów.

        Jaka walka? No nie, słuchaj, nie bądź drobiazgowy.Przecież nie na pięści. W
        końcu faceet zna swoją żonę, wie kiedy należy passować.

        a ja jestem optymistka i mam dobre przeczucia - pogodza się! Na pewno!
        • a.niech.to Re: Walka... ??? 06.03.07, 06:53
          ka-aktus napisała:

          > pogodza się! Na pewno!
          Pewnie, przecież nie będą udawać na ulicy, że się nie znają do końca życia.
        • alexdelpierrro Wszystkiego NAJ:) 08.03.07, 15:53
          Wszystkim kobietom na tym forum i nie tylko z okazji Waszego Święta życze
          WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE, przede wszystkim dużo zdrowia, szczęścia i miłości w
          życiu.

          alexdelp

          • nanga.nanga ALEX 08.03.07, 18:27
            pierwsze ósmomarcowe zyczenia na tym forum jakie sprawiły mi przyjemność.
            Nieszowinistyczne, ot co smile
            • julka1800 Re: ALEX 08.03.07, 22:16
              balam sie ze powrot wpisów w tym watku bedzie kolejnym Twoim .."poradzcie
              prosze.."
              ale gdy przeczytalam, uspokoilam sie

              i dzieki za zyczeniasmile
      • julka1800 Re: Walka... ??? 05.03.07, 22:37
        nie z_mazur, nie chodzenie i przekonywanie , nie gadanie tylko ROBIENIE
        • ka-aktus Re: Walka... ??? 05.03.07, 22:38
          pisałam do z_mazur...

          To forum jest lepsze niz kierki!
          • alexdelpierrro Re: Walka... ??? 06.03.07, 00:48
            Tak czytam co piszecie i wielkie dzięki za to.

            Ja juz wiem co zrobie i nie bedzie to żalosne skomlenie.

            W pewnym sensie przyznaje swojej żonie racje, jak mozna było zrobić z siebie
            taką niemote? takiego proszącego żałosnego gnojka, postapiła slusznie,
            utwierdziła sie w przekonaniu ze miała za meza pipe nie faceta ALE DOSC TEGO!!!

            Ja nie jestem jakims leszczykiem choc posty pisałem w chwilach gdy miałem
            doline i zapewne wiele osób tak mnie odebrało, ot jakis lamusi żali sie ze go
            zona zostawiłasmile

            Powiem tyle, mam plan, jeśli sie powiedzie to bedzie fajnie, jesli sie nie
            powiedzie to bedzie drugie fajnie, w sumie moja zona miała dobrego męża i jeśli
            nie potrafi tego docenic to niech spada na drzewo liscie pompowacsmile

            Na sprawe rozwodową pójde wesoły, uśmiechniety i tak jakim mnie poznała.
            Ja juz nawe nie mam do Niej pretensji o to co zrobiła, pewne sprawy zaczynam
            rozumiec i to ze z mojej strony wszystko wyglądało cacy niekoniecznie oznacza
            ze z jej wyglądało podobnie.

            Az wstyd sie przyznac ze trzydziestoletni facet dopiero teraz uczy sie pewnych
            rzeczy, ale lepiej późno niż wcale jak mawiał ktoś madry.

            Dzis spotkalem kolege z liceum, pytał czy juz mamy dzieci itd.....nieźle sie
            ździwił jak usłyszał ze juz jest game over, powiedziałem szczerze ze gdzies sie
            z zona pogubilismy i teraz za to płacimy a kolega spytał na koniec cytuje
            " a moze powinienes ją walnąć w pape"smile)))))))))))))))))))))))))))))))))))))

            śmiee sie jeszcze z tego tekstu bo nie wiedziałem ze kolega jest fanem
            Andrzeja, a co ciekawe on jest ze swoja zona juz 9 lat i jest bardzo
            szczesliwysmile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

            i tym optymistycznym akcentem( choc niekoniecznie kulturalnym) kończe na dzis
            swoje wypociny udajac sie na zaslużoną drzemkesmile

            i jeszcze na koniec napisze ze.....kobiety to naprawde kochane istotkismile
            • a.niech.to Re: Walka... ??? 06.03.07, 06:57
              alexdelpierrro napisał:

              > cytuje
              > " a moze powinienes ją walnąć w pape"smile)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
              Spróbuj...
            • ak70 Re: Walka... ??? 07.03.07, 08:31
              Alex... ja walczyłam. On tez powiedział, że odchodzi... ale miał juz kogoś do
              kogo odchodził.
              Nie poddałam się (mamy dwoje dzieci), chodizłam, prosiłam, błagałam... to forum
              wspierało mnie wtedy fantastycznie.
              On wrócił... zostawił swoją "jednorazową kochankę" i został z nami. Teraz jest
              lepiej. Przezywamy jeszcze upadki, kłocimy się, ale - mam nadzieję - powoli
              wychodzimy na prostą.
              Dlatego chciałam Ci powiedzieć, że czasem ta druga strona, która odchodzi czuje
              się tak głęboko zraniona, że mówiąc "nie chcę juz z tobą być" myśli, że czuje
              to naprawdę. Dlatego nie do końca zgodzę się z opinią moich wspaniałych
              forumowych koleżanek, że kobieta jak chce odejść to naprawdę tak myśli, bo
              zdarza się te 20%, które mówi tak po to, aby partnerem wstrząsnąć, obudzić go z
              tego "wyścigu szczurów", marazmu. Być może w przypadku Twojej żony tak właśnie
              było.
              Pozostają tylko dwa pytania, które nasunęły mi się podczas czytania Twojego
              postu:
              1. Co robiłeś przez ten rok, czy kontaktowaliście się ze sobą? Które z Was
              złożyło wniosek?
              2. Czy jesteś pewien, że żona odeszła od Ciebie czy odeszła do kogoś? Bo jeśli
              potrzebowała ciepła, miłości, zrozumienia, rozmowy, a nie dostawała tego od
              Ciebie, to może znalazł sie ktoś kto dał jej to czego potrzebowała? Wtedy
              raczej jesteś na straconej pozycji, zwłaszcza, że odpuściłeś sobie cały rok.

              Niemniej jednak na Twoim miejscu nie poddałabym sie tak łatwo. Choć - szczerze
              biorąc - nie podoba mi się Twój ostatni post "niech spada na drzewo... itd.".
              W moim odczuciu grasz, aby zadowolić forum, które nazwało Cię mięczakiem i
              facetem bez jaj. No i co z tego? Świat Ci sie zawalił, masz do tego prawo, aby
              chwilowo pozwolic sobie na typowo babskie zachowanie. Nie chodzi też o to, abys
              taki pozostał, bo - sądząc z tego co napisałeś - z natury taki nie jesteś.
              Chodzi o to, abyś wyciągnął wnioski, walnął sie w piersi w poczuciu swojej winy
              i przystąpił do działania. Tylko tyle. I aż tyle.

              Trzymam kciuki, nie czekaj do rozwodu, powodzenia!
              ------------
              Nie bierzcie kredytu w Banku Millenium!!!
              • ka-aktus rozumiem... 08.03.07, 00:01
                Wielkie dzieki!!!


                Dotarło do mnie, to co powiedziałaś - "odeszła od Ciebie czy odeszła do kogoś".
                Całe sedno sprawy.

                A jak jest w mojej sytuacji? Zastanowie się.

                Dzięki ak70
              • alexdelpierrro Re: Walka... ??? 08.03.07, 01:06
                ak70 napisała:

                > Alex... ja walczyłam. On tez powiedział, że odchodzi... ale miał juz kogoś do
                > kogo odchodził.
                > Nie poddałam się (mamy dwoje dzieci), chodizłam, prosiłam, błagałam... to
                forum
                >
                > wspierało mnie wtedy fantastycznie.
                > On wrócił... zostawił swoją "jednorazową kochankę" i został z nami. Teraz
                jest
                > lepiej. Przezywamy jeszcze upadki, kłocimy się, ale - mam nadzieję - powoli
                > wychodzimy na prostą.
                > Dlatego chciałam Ci powiedzieć, że czasem ta druga strona, która odchodzi
                czuje
                >
                > się tak głęboko zraniona, że mówiąc "nie chcę juz z tobą być" myśli, że czuje
                > to naprawdę. Dlatego nie do końca zgodzę się z opinią moich wspaniałych
                > forumowych koleżanek, że kobieta jak chce odejść to naprawdę tak myśli, bo
                > zdarza się te 20%, które mówi tak po to, aby partnerem wstrząsnąć, obudzić go
                z
                >
                > tego "wyścigu szczurów", marazmu. Być może w przypadku Twojej żony tak
                właśnie
                > było.
                > Pozostają tylko dwa pytania, które nasunęły mi się podczas czytania Twojego
                > postu:
                > 1. Co robiłeś przez ten rok, czy kontaktowaliście się ze sobą? Które z Was
                > złożyło wniosek?
                > 2. Czy jesteś pewien, że żona odeszła od Ciebie czy odeszła do kogoś? Bo
                jeśli
                > potrzebowała ciepła, miłości, zrozumienia, rozmowy, a nie dostawała tego od
                > Ciebie, to może znalazł sie ktoś kto dał jej to czego potrzebowała? Wtedy
                > raczej jesteś na straconej pozycji, zwłaszcza, że odpuściłeś sobie cały rok.
                >
                > Niemniej jednak na Twoim miejscu nie poddałabym sie tak łatwo. Choć -
                szczerze
                > biorąc - nie podoba mi się Twój ostatni post "niech spada na drzewo... itd.".
                > W moim odczuciu grasz, aby zadowolić forum, które nazwało Cię mięczakiem i
                > facetem bez jaj. No i co z tego? Świat Ci sie zawalił, masz do tego prawo,
                aby
                > chwilowo pozwolic sobie na typowo babskie zachowanie. Nie chodzi też o to,
                abys
                >
                > taki pozostał, bo - sądząc z tego co napisałeś - z natury taki nie jesteś.
                > Chodzi o to, abyś wyciągnął wnioski, walnął sie w piersi w poczuciu swojej
                winy
                >
                > i przystąpił do działania. Tylko tyle. I aż tyle.
                >
                > Trzymam kciuki, nie czekaj do rozwodu, powodzenia!
                > ------------


                Pozostają tylko dwa pytania, które nasunęły mi się podczas czytania Twojego
                postu:
                1. Co robiłeś przez ten rok, czy kontaktowaliście się ze sobą? Które z Was
                złożyło wniosek?
                2. Czy jesteś pewien, że żona odeszła od Ciebie czy odeszła do kogoś? Bo jeśli
                potrzebowała ciepła, miłości, zrozumienia, rozmowy, a nie dostawała tego od
                Ciebie, to może znalazł sie ktoś kto dał jej to czego potrzebowała? Wtedy
                raczej jesteś na straconej pozycji, zwłaszcza, że odpuściłeś sobie cały rok.

                dziękuję bardzo!!!!

                odpowiadajac:

                1. to żona złozyła pozew, niestety wpadłem w pułapke, ona oglaszajac mi ze chce
                rozwodu spowodowała u mnie typowe meskie zachowanie (polecam film testosteron)
                zaczałem pytac dlaczego, prosic, przekonywac itd.

                Zrobiłem z siebie mieczaka i jak to bywa w 99% przypadków taki płaczący facet
                tylko przekonał kobiete ze robi słusznie.
                Napisała mi zebym wiecej do niej nie pisał, ze ma dosc tego skomlenia, ze jest
                zmeczona itd.
                Teraz ja rozumiem, takie płaczek jest w pewnym momencie nie do zniesienia, ok
                popełniłem bład, nie jestem wyrahowanym typem który wtakich momentach
                kalkuluje na zimno, emocje wzieły gore i zachowałem sie tak jak sie zachowałem.

                2. tego nie wiem czy zostawiła mnie dla kogos innego, miałem bawic sie w
                detetywów itd ale to 1000zł za dzień pracy takiego goscia a mi niestety
                pieniadze nie kapia z nieba i stwierdziłem ze nie ma sensu sie dowiedziec, ona
                powiedziała ze nie ma nikogo ale oczywiscie nie wierze w to do końca

                Tak wiec widzisz ze nie jest tak ze ja totalnie wszystko zawaliłem i nagle
                dziewczyna mnie rzuca bo nie miala ciepła, zrozumienia, miłosci itd NIE NIE NIE

                To nie tak, nadal uwazam ze zachowała sie jak gówniarz nie podejmujac wczesniej
                ze mna rozmowy, przeciez to nie moze byc tak ze cos nie gra a jedna ze stron
                trzyma to w sobie i pewnego ndia wybucha, wg mnie to swiadczy i niedojrzałosci
                emocjonalnej.

                Choć zabrzmi to byc moze głupio ale mysle ze moglibysmy byc szczesliwym
                malżeństwem, na jakiej podstawie tak sądze?
                Otóż na takiej ze pobralismy sie z miłosci, przez 3 lata było supe az nagle jej
                cos od kilku miesiecy nie pasowało, pisalem juz o tm ze oddalilismy sie od
                siebie zajmujac sie praca, to mozna było naprawic i zapewne nalezało to zrobic.

                Zapewne ogromny wpływ na decyzje mojej zony miał fakt iż dosyc czesto zmieniała
                partnerów i co 2-3 miesiace była w innym zwiazku, moje 4 lata jest tu cnajmniej
                misrzostwemsmile

                Rozmowa to klucz do skucesu, jesli dwoje ludzi sie kochało i pobralo sie z
                miłosci nie uwierze ze nie moga byc ze soba nadal szczesliwi, ktos zaraz
                napisze ze cos sie skończyło wypaliło itd, bzdura, wypala sie zwykle slabym
                jednostkom które nie potrafia rozmawiac, zakochuja sie i odkochuja 3 razy w
                roku.

                Ja miałem cudowna żone, nigdy nie spodziewałem sie tego ze wywinie mi taki
                numer, a dlaczego pisze teraz zeby spadała na drzewo? tylko dlatego ze znam
                swoja wartosc, choc wiekszosc postów pisałem w momentach załamania to nie
                jestem jakims leszczykiem, robiłem wszystko by byc wzorowym mezem za co
                naprawde co chwile słyszałem pochwały, w pewnym momencie jak to w zyciu trafił
                sie slabszy okres i co? odrazu rozwód?

                dla mnie to nadal nie pojete i choc nadal cos do niej czuje jestem zły bo
                sądziłem ze jest madrzejsza osobą, przeciez ja nie chce przekonac do siebie
                obcej osoby, chce swoja zone, która wiele razy mówiła jaki jestem cudowny,
                jakiego to ma dobrego meza itd

                Chyba ze faktycznie poznala jakiegos pajaca to wtedy moje analizy sa kompletnie
                na nic, kiedys sie zapewne dowiem czy tak było a jesli tak to chyba strace
                zaufanie do kobiet, czy naprawde zycie to tylko głupia gra?

                Mysle ze odzyskanie mojej zony moze zajac mi wiele lat, czy warto? napewno tak,
                ale czasami człowiekowi brauje sił, jest zmeczony tym wszystkim, znam kilka par
                które sie rozeszły a potem spowrotem złączyły i są szczesliwymi małzeństwami
                takze napewno wato powalczyc o kogos kogo sie tak barzo kochało i nadal kocha.

                Czy mam szanse zawalczyc teraz przed rozwodem? mysle ze nie bo jakakolwiek
                próba kontaktu z moja zona bedzie przez nia odebrana jako wołanie płaczka i
                leszczyka o litosc.

                Jesli znacie jakies sposoby napiszcie chetnie posłucham rad bardziej
                doswiadczonych w bojachsmile

                pozdrawiam


          • a.niech.to Re: Walka... ??? 06.03.07, 06:54
            To w karty? Coś jak tarot?
    • mindsailor ja bym walczyla 06.03.07, 12:54
      skoro byliście najlepszymi przyjaciółmi, najbardziej na świecie jej ufałes i
      jesli było to z wzajemnością, to uważam, że nie mozna sie poddać. trzeba
      próbowac, bo potem to już tylko zostanie taki wielki żal, że nic się nie
      zrobiło i zmarnowało szansę. a po strasznie podłe uczuciesad
      • anja_pl witaj mindie 06.03.07, 15:50
        twój mąż walczył, a i tak przegrał...

        • mindsailor Re: witaj mindie 07.03.07, 07:22
          niestety tak, ale chociaz próbował i wiem, że tego nie żałuje. zrobił wszystko,
          co mógł.
          może autor wątku będzie miał wiecej szczęścia, albo mądrzejszą żonęwink
    • pocopotka Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 08.03.07, 21:53
      Czy warto?. Napewno. Jest dla Ciebie wyjątkowa. Musisz "tylko" zastosować
      skuteczne metody walki o Nią. Mówisz "oddał bym wszystko by znów móc z Nią
      być". W takim razie niech nie kończy się na słowach , działaj!!!. Pokaż Jej ,
      że jest najważniejsza i warta poświęcenia wszystkiego. Czas działa na Twoją
      niekorzyść , już i tak przesr... rok (przepraszam , ale takie słowa mi się
      cisną na usta , jak widzę niemoc i "brak jaj" u faceta). Mój ex wysyła słabe
      sygnały , zbyt słabe , aby mnie poruszyły . Zupełny brak odzewu z mojej
      strony , nie zniechęca go , ale dla mnie to wątpliwa satysfakcja. Jest
      dupkiem , który nie umie mnie "porwać". Powodzenia.
      • alexdelpierrro Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 09.03.07, 17:14
        pocopotka napisała:

        > Czy warto?. Napewno. Jest dla Ciebie wyjątkowa. Musisz "tylko" zastosować
        > skuteczne metody walki o Nią. Mówisz "oddał bym wszystko by znów móc z Nią
        > być". W takim razie niech nie kończy się na słowach , działaj!!!. Pokaż Jej ,
        > że jest najważniejsza i warta poświęcenia wszystkiego. Czas działa na Twoją
        > niekorzyść , już i tak przesr... rok (przepraszam , ale takie słowa mi się
        > cisną na usta , jak widzę niemoc i "brak jaj" u faceta). Mój ex wysyła słabe
        > sygnały , zbyt słabe , aby mnie poruszyły . Zupełny brak odzewu z mojej
        > strony , nie zniechęca go , ale dla mnie to wątpliwa satysfakcja. Jest
        > dupkiem , który nie umie mnie "porwać". Powodzenia.


        to nie jest tak ze ja sie przez prawie rok nie odzywałem, nie jest prawda ze
        nie mam jajsmile

        Moja zona po tym jak zachoweałem sie standardowo prawie jak kazdy facet:
        płacze, prosby, argumenty, napisała mi zdecydowanie ze ma tego dosc ze mam do
        niej nie pisac itd.

        Wiecie ja jestem takim osłem ze nadal wysyłam Jej zyczenia Świateczne,
        urodzinowe, imieninowe, Noworoczne itd.

        Wiecie co mówią przyjaciele i znajomi?

        Wczoraj tak bardzo chciałem Jej wysłać zyczenia, kwiaty.....wysmiali mnie
        wszyscy dookoła cytuje: chłopaku daj sobie juz z nia spokój, olej ją, twoje
        zyczenia znowu beda odebrane na zasadzie : Jezuuu znowu pisze, nie moze sie ode
        mnie odczepic itd.

        Pomyslałem ze skoro twierdzi tak nawet moja rodzina odpuszcze, a chciałem
        wysłac zyczenia i bukiet kwiatów do pracy, niestety nawet własna matka
        powiedziałą odpusc ona potraktuje cie znowu jak błazna, jak leszczyka, bądź
        facetem i miej ambicje.

        Tak wiec to wcale nie jest takie proste jak sie niektórym wydaje.

        Dodatkowo pamietam jak nieraz mówiła ze jak rzucała kogos to nie było mowy o
        powrocie, ja sie oczywiscie nie poddam do samego końca, ja trafiłęm na naprawde
        uparty egzemplarz, mysle ze gdybysmy wczesniej wybrali sie do jakiegos
        specjalisty, gdybysmy porozmawiali to bylibysmy nadal szczesliwym małzeństwem,
        niestety...

        Dotarło do mnie gdzie popełnilismy błąd, czy jest juz za póżno na naprawienie
        tego wszystkiego?

        Wierze ze nie!!!!!!!!!!!!!!

        Wiem ze proste to nie bedzie, choc raz sniło mi sie ze przed rozwodem zona jak
        sie spotkalismy w sadzie rzuciłą mi sie na szyje i powiedziałą ze nie chce sie
        rozwodzic....., a ja ze łzami w oczach powiedziałem: kochanie to co było
        puszczamy w niepamiec.....

        poniosła mnie fantazja ale to był przepiekny sen i chyba najlepszy jaki do tej
        pory miałemsmile

        pozdrawiam Was wszystkich serdecznei i bardzo dziekuje za wpisy, one naprawde
        sa budującesmile





        • wacka55 moze zapisz sie na kurs jezykowy 09.03.07, 23:31
          zamiast bzdury pisac?
          • alexdelpierrro Re: moze zapisz sie na kurs jezykowy 10.03.07, 15:01
            wacka55 napisała:

            > zamiast bzdury pisac?


            znam dwa języki i to mi wystarczy, dzięki za radę, pozdrawiam
            • wacka55 Re: moze zapisz sie na kurs jezykowy 13.03.07, 21:39
              ten ojczysty sie nie liczy!
              • alexdelpierrro znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej..... 14.03.07, 14:45
                Wpadło mi ostatnio w ręce pewne pismo kobiece....


                odpowiedzi udzielał socjolog i psycholog społeczny.

                Oto kilka fragmentów:

                pytanie:

                Dlaczego mężczyźni sie zenią? Bo kobiety, wiadomo - kazda marzy, by "stanąc z
                nim na ślubnym kobiercu". I usłyszeć że on kocha...

                odpowiedź:

                Mężczyźni zwykle by mieć uregulowane życie seksualne.
                To staje się meczące: te kluby,puby,uwodzenie, gonitwa.
                Żenią sie, jak juz naprawde muszą.
                Bo na przykład Ona zaszła w ciąże, bo jest presja kolegów, rodziców....

                pyt:
                Skoro tak to dlaczego ci mężczyźni się niedługo potem rozwodza?

                odp:
                Jak ktoś sie zeni z durnych przyczyn,to taki jest skutek.
                My mamy w ogóle spory problem kulturowy bo zmieniły sie powody zawierania
                małżeństw.
                Gdyby moja babunia uslyszala, ze za maz wychodzi sie z miłosci, padłaby ze
                smiechu.
                Ludzie kiedys brali śluby z róznych powodów: materialnych, relgijnych,ale
                akurat małżeństwa z miłości raczej im odradzano.
                Dawne małzeństwa startowaly z poziomu miłości "0" i potem mogłobyc juz tylko
                lepiej.
                Ludzie przyzwyczajali sie do siebie, uczyli sie siebie i zaczynali sie kochac.
                Dzisiaj jest na odwrót: ludzie zaczynaja współne zycie z maksymalnego poziomu
                miłosci i oczekiwań.
                I to się poprostu nie moze udac!!!

                Poza tym trzeba powiedziec ze wspólczesnie ludzie mają wiele , czasami
                wykluczajacych sie oczekiwań względem partnera.
                Kobiety chcą, żeby panowie byli rycerzami, partnerami, dobrze zarabiali i
                codziennie wynosili smieci.
                Tylko ze rycerz nie wynosi śmieci.
                Jeden człowiek nie jest w stanie sprostac tym wszystkim wymaganiom.
                I jedna i druga strona jest rozczarowana.
                A poniewaz pod wpływem kultury u ludzi rozwijają sie cechy narcystyczne, mają
                mało wytrwałości,chęci poświecania sie, empatii,więc nie chcą spojrzec na ten
                zwiazek oczami drugiej strony.
                Dwoje egocentryków moze stworzyc jakis team ale nie stały związek.
                Jak człowiek dobiega 40...to rozumie ze kariera to nie wszystko...

                the endsmile

                Co o tym sądzicie?

                Wiecie....nie ma oczywiscie co generalizowac, ale to chyba w większosci
                przypadków jest prawda.

                Jednak mamy obecnie chore czasy i niektórzy z nas wpadają wlasnie w tą pułapke.

                Ja wpadłem, a myślę ze faktycznie gdybysmy oboje z żoną dali sobie szanse była
                nadzieja bysmy byli dalej szczesliwi.

                Przeciez większość ludzi pobiera sie bo naprawde szczerze kocha, bys moze
                obowiazkowe mediacje które maja sie pojawić w sądach uratują większość
                małzeństw.

                alohasmile


                • wacka55 Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 15.03.07, 12:49
                  myase, ze ten watek juz umarl i nie trzeba mu reanimacji
                  • wacka55 Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 15.03.07, 12:49
                    moze zron kurs prawa jazdy, kategoria e np...
                    • z_mazur Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 15.03.07, 12:53
                      wacka55 napisała:

                      > moze zron kurs prawa jazdy, kategoria e np...

                      Wacka a Ty może pracujesz w Biurze pracy, albo w jakiejś firmie prowadzącej
                      kursy przekwalifikujące???
                      To jakaś kryptoreklama???

                      smile)
                      • wacka55 Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 15.03.07, 13:14

                        bo na kursie prawa jazdy/angielskiego/nurkowania/ wspinaczki skalowej
                        alexdelpierrr pozna dziewczyne-tez jak on po przejsciach, z przychowkiem 2
                        letnim,
                        alexdelpierrr od lat marzacy o dzieciach, sam niestety bez szans na nie,
                        postanowi sie z nia zwiazac
                        do slubu nie dojdzie -rodzina panny mlodej nigdy nie zaakceptuje
                        alexdelpierrra: pojdzie o kolor skory, czarni nie przepadaja za bialymi..
                        • alexdelpierrro Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 16.03.07, 01:17
                          wacka55 napisała:

                          >
                          > bo na kursie prawa jazdy/angielskiego/nurkowania/ wspinaczki skalowej
                          > alexdelpierrr pozna dziewczyne-tez jak on po przejsciach, z przychowkiem 2
                          > letnim,
                          > alexdelpierrr od lat marzacy o dzieciach, sam niestety bez szans na nie,
                          > postanowi sie z nia zwiazac
                          > do slubu nie dojdzie -rodzina panny mlodej nigdy nie zaakceptuje
                          > alexdelpierrra: pojdzie o kolor skory, czarni nie przepadaja za bialymi..


                          hahahahahahhahaha masz jakieś kompleksy wacka?smile)))))))))))))))))))))))
                          • signal3 Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 17.03.07, 16:51
                            Walcz o swoją żonę tylko jak facet .Pokaż jej że znasz swoją wartość bądz
                            normalny tzn. napewno przestań chodzić za nią na kolanach. Nie śnij bo to nic
                            nie da . JA odzyskałem swoją żonę po tym jak najpierw odzyskałem swoją
                            godność .Spróbój ją na nowo poderwać . może ci się uda czego ci z całego serca
                            życzę.
                            • ludzik_ten_sam Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 17.03.07, 19:12
                              Miałam napisać, że warto walczyć, jeśli się kocha i w dodatku jest się
                              mężczyzną, ale już napisałeś wszystko. Tak, uwierz, że jesteś godzien (godny?)
                              jej, właśnie jej. Trzymam kciuki.
                              • alexdelpierrro Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 19.03.07, 00:30
                                ludzik_ten_sam napisała:

                                > Miałam napisać, że warto walczyć, jeśli się kocha i w dodatku jest się
                                > mężczyzną, ale już napisałeś wszystko. Tak, uwierz, że jesteś godzien (godny?)
                                > jej, właśnie jej. Trzymam kciuki.


                                dziękuje bardzosmile
                            • alexdelpierrro Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 19.03.07, 00:28
                              signal3 napisał:

                              > Walcz o swoją żonę tylko jak facet .Pokaż jej że znasz swoją wartość bądz
                              > normalny tzn. napewno przestań chodzić za nią na kolanach. Nie śnij bo to nic
                              > nie da . JA odzyskałem swoją żonę po tym jak najpierw odzyskałem swoją
                              > godność .Spróbój ją na nowo poderwać . może ci się uda czego ci z całego
                              serca
                              > życzę.

                              dzieki bardzo!!!!!!!! GRATULUJEsmile

                              napisz jak jest "PO", jest tak jak było dawniej czy faktycznie juz zupełnie
                              inaczej?

                              • scriptus Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 19.03.07, 14:41
                                Jasne, popieram, walcz, Alex smile
                              • signal3 Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 19.03.07, 21:48
                                Jest różnie !!!!nie jest też różowo bo inaczej bym tu nie zaglądal(hahaha)
                                napewno bardziej ją rozumiem też robiłem tak jak ty kariere byłem przekonany że
                                kasa da mi śczęście no i znalazł się ktoś kto miał duuuużo czsu żeby przebywać
                                z moją żoną .Oczywiście jak się dowiedziałem to nie mogłem uwierzyć !! jak już
                                uwierzyłem to płakałem i łaziłem za nią na kolanach błagałem brałem ją na dobro
                                dziecka (mamy syna )i nic ,więc się wyprowadziłem i przez 4 miesiące mnie nie
                                było póżniej zacząłem regularnie spotykać się z synem . Przestałem płakać i wyć
                                a zacząłem się normalnie zachowywać ( jak facet z krwi i kości ) i wtedy
                                zrozumiała co straciła a ja wróciłem mimo że wszyscy mówili " że nie wchodzi
                                się do tej samej rzeki dwa razy " ale nie żałuję !!!A WIĘC WALCZ Z GODNOŚCIĄ
                                BO NAWET JAK PRZEGRASZ TO PO BITWIE I BĘDZIESZ MIAŁ CZYŚCIUTKI SUMIENIE.
                                • alexdelpierrro Re: znalazlem ciekawą opinię z prasy kobiecej.... 20.03.07, 14:16
                                  signal3 napisał:

                                  > Jest różnie !!!!nie jest też różowo bo inaczej bym tu nie zaglądal(hahaha)
                                  > napewno bardziej ją rozumiem też robiłem tak jak ty kariere byłem przekonany
                                  że
                                  >
                                  > kasa da mi śczęście no i znalazł się ktoś kto miał duuuużo czsu żeby
                                  przebywać
                                  > z moją żoną .Oczywiście jak się dowiedziałem to nie mogłem uwierzyć !! jak
                                  już
                                  > uwierzyłem to płakałem i łaziłem za nią na kolanach błagałem brałem ją na
                                  dobro
                                  >
                                  > dziecka (mamy syna )i nic ,więc się wyprowadziłem i przez 4 miesiące mnie nie
                                  > było póżniej zacząłem regularnie spotykać się z synem . Przestałem płakać i
                                  wyć
                                  >
                                  > a zacząłem się normalnie zachowywać ( jak facet z krwi i kości ) i wtedy
                                  > zrozumiała co straciła a ja wróciłem mimo że wszyscy mówili " że nie wchodzi
                                  > się do tej samej rzeki dwa razy " ale nie żałuję !!!A WIĘC WALCZ Z GODNOŚCIĄ
                                  > BO NAWET JAK PRZEGRASZ TO PO BITWIE I BĘDZIESZ MIAŁ CZYŚCIUTKI SUMIENIE.

                                  hurrraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

                                  BIJE BRAWO NA STOJĄCO I GRATULUJEsmile

                                  ja strasznie nie trawie powiedzonek w stylu ,,nigdy nie wchodzi sie do tej
                                  samej..." itp bzdur, za to bardzo lubie ,,NIGDY NIE MÓW NIGDY", ,,NIE MA RZECZY
                                  NIEMOLZIWYCH" itdsmile))

                                  nurtuje mnie strasznie jedno pytanie na które odpowiedź znają tylko kobiety,
                                  założę w wolnej chwili nowy temat i bardzo chetnie przeczytam odpowiedzi płci
                                  pięknejsmile))

                                  3maj sie i jeszcze raz gratuluje!!!!
    • _lafirynda Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 19.03.07, 10:28
      Jesli jedna strona postanawia skonczyc z druga to ta druga jest juz tylko
      statysta
      Nie masz szans, niestety
      • alexdelpierrro Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 19.03.07, 14:23
        _lafirynda napisała:

        > Jesli jedna strona postanawia skonczyc z druga to ta druga jest juz tylko
        > statysta
        > Nie masz szans, niestety


        a to sie okażesmile

        gdybym nie widział ze ludzie sie schodzą ponownie a widzialem, to wtedy pewnie
        złozyłbym broń, tymczasem nie ma takiej opcji, pozdrawiamsmile
        • _lafirynda tez serdecznie pozdrawiam 19.03.07, 14:31
          I pisz na bieząco, tez walcze o kogos bezskutecznie (trwa to juz 8 mcy)
          Moze nowe forum kto stracil i jak odzyslkal swoja milosc? To moze byc
          inspirujace a tu tylko rozwod za rozwodem
          • alexdelpierrro Re: tez serdecznie pozdrawiam 19.03.07, 20:20
            _lafirynda napisała:

            > I pisz na bieząco, tez walcze o kogos bezskutecznie (trwa to juz 8 mcy)
            > Moze nowe forum kto stracil i jak odzyslkal swoja milosc? To moze byc
            > inspirujace a tu tylko rozwod za rozwodem

            będe pisał na bieżącosmile)))

            8 miesiecy i nic? hm.....zmień taktykesmile

            i zapamietaj jedno: nie ma rzeczy niemozliwych!!!

            • _lafirynda Re: tez serdecznie pozdrawiam 19.03.07, 20:53
              mam taka nadzieje jak sie uda to sie opijemy razem
              • alexdelpierrro Re: tez serdecznie pozdrawiam 20.03.07, 14:17
                _lafirynda napisała:

                > mam taka nadzieje jak sie uda to sie opijemy razem


                oczywiście jestem ZAsmile
    • e07 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 22.03.07, 12:57
      Jeśli naprawdę kochasz - walcz o nią. Pokaż jej, że jest ważniejsza od pracy i
      wszystkich innych rzeczy. Pokaż, że zrozumiałeś to, co zrozumiałeś. Tylko nie
      zalewaj, nie wypolbrzymiaj, Szczerość do bólu. Przecież kiedyś wybrała właśnie
      Ciebie spośród wielu.
      Ale uczciwie pomyśl, czy to nie strach przed zmianami, a nie miłość. Jeśli nie
      macie dzieci sprawa jest łatwiejsza, choć wiem, że to brzmi bardzo cynicznie.
      • ka-aktus aleksandrze! 22.03.07, 18:09
        Może już tego wystarczy.

        Niedługo minie miesiąc od Twojego postu. Powiedz, co się zmieniło w Waszych
        relacjach. A raczej co Ty uczyniłeś by byc z żoną.
        Bo gadać to wiem, że umiesz. A co z realizacją zamierzeń?

        Czekam.
        I nie pomysl sobie, że czekam, aby stwierdzic kto wygrał - Ty czy żona. Ja na
        prawdę życzę Ci jak najlepiej.
        Tylko działaj!!!!!!!!!!
        • marek_gazeta Re: aleksandrze! 23.03.07, 09:48
          Zanim zacznie zmieniać relacje, powinien zmienić siebie. I znów stać się facetem z jajami. A to nie takie łatwe, o czym sam się przekonuję.
          • bazyliada Re: aleksandrze! 23.03.07, 10:00
            Zaintrygowało mnie to - a na czym polega ta trudność ???
            • marek_gazeta Re: aleksandrze! 23.03.07, 15:52
              Jestem po dwóch latach ciężkiego małżeńskiego kryzysu, zakończonego rozwodem, którego nie chciałem. Zaczynam życie - w jakimś sensie - od nowa, w sytuacji, gdy praktycznie wszyscy znajomi są w zupełnie innym punkcie życia. Wiem, co mam robić, wiem, jaką "pracę domową" muszę w swoim zyciu odrobić, abym znów poczuł grunt pod nogami. Ale moje obecne samopoczucie sprawia, że nie jest to łatwe.

              Tylko proszę bez głaskania po główce. Chciałaś wiedzieć - wiesz.
              • bazyliada Re: aleksandrze! 23.03.07, 21:53
                No coż Marku dzięki za konkretne zaspokojenie mojej ciekawości.
                Ani mi w głowie głaskać Cię po główce.
                Nazwałeś po imieniu to co się z Tobą dzieje. Krótko, konkretnie.

                Zastanowiło mnie czy zmienianie siebie jest takie trudne, czy na tym własnie
                polega "znów stawanie się facetem z jajami" ??? i dlaczego pojawia się taki
                problem w kontekście rozpadu małżenstwa ?
                ale to chyba rozważania nie na to miejsce, tochę się tu wcięłam alexowi smile
                • alexdelpierrro Re: aleksandrze! 26.03.07, 14:13
                  bazyliada napisała:

                  > No coż Marku dzięki za konkretne zaspokojenie mojej ciekawości.
                  > Ani mi w głowie głaskać Cię po główce.
                  > Nazwałeś po imieniu to co się z Tobą dzieje. Krótko, konkretnie.
                  >
                  > Zastanowiło mnie czy zmienianie siebie jest takie trudne, czy na tym własnie
                  > polega "znów stawanie się facetem z jajami" ??? i dlaczego pojawia się taki
                  > problem w kontekście rozpadu małżenstwa ?
                  > ale to chyba rozważania nie na to miejsce, tochę się tu wcięłam alexowi smile


                  Bazyliado...

                  Czy zmienianie siebie jest trudne? NIE

                  Jest trudne w momencie gdy ukochana osoba mówi ci żegnaj.
                  Tak jak napisał Marek, moi znajomi też są w innym miejscu, mają już
                  dzieci,żony...są już na innym etapie.

                  Ja stojąc przed ołtarzem jeszcze 4 lata temu tez miałem w głowie: zrobię
                  wszystko by ta dziewczyna była ze mną jak najszcześliwsza, będe o NIą dbał do
                  końca zyycia, byłem taki szczęśliwy ze wybrała właśnie mnie.
                  Miałem wizje udanego małżeństwa, z dwwójką dzieciaczków.
                  Nagle cos sie posypało, w jednej chwili, kobieta powiedziała odkochaqła sie i
                  koniec.
                  Nawet nie wiesz jak to boli gdy na ulicy spotykam znajomych w większości tych
                  którzy byli na naszym slubie i pierwsze pytanie jakie leci to: Alex jak tam
                  macie juz pociechy? słyszalem ze masz zamiar budować dom....itd itd a ja co?

                  TOTALNA ZAŁAMKA!!!! odpowiadam ze spuszczona głową że juz nie ma nic, nie ma
                  żony, nie ma dzieci, KONIECsad

                  Z reguły 9 na 10 jest w szoku i nie wie co powiedziec, jak to przeciez jeszcze 3
                  tygodnie temu byliscie u nas na parapetówie i tak sie do Ciebie tuliła, tak
                  trzymała za reke, sprawialiscie wrazenie super udanego małżeństwa.....

                  Bazyliado....faceci w większości w takich momentachh gdy słyszą KONIEC pękają,
                  przestają zachowywać sie po męsku, czują ze tracqa cały sens swojego życia,
                  traca tą ukochana osobę za którą niejednokrotnie oddaliby zycie.
                  A dlaczego tak sie dzieje? Bo mamy chore czasy, a równiez t co napisał Pan
                  psycholog w tej gazecie o której pisałem.

                  Facet jest zdruzgotany, traci męskość bo bardzo kochał.
                  Oczywiscie są też tacy ze za 2 dni mają już nastepną miłosć swojego życia, wtedy
                  jest inaczej, oni nie napiszą ci ze cierpią, napisza ze takie jest zycie, dzis
                  ta jutro tamta itd.

                  Chyba na tym to wszystko polega ze jeden jest zakochany a inny tylko zaurczony.

                  czas goi rany, ja tez miałem czarne mysli, nie widziałem dalszego sensu, minął
                  prawie rok i zaczynam widziec sens, popełniłem błędy prosząc, przekonując, byłem
                  szczery do bólu....na niektóre kobiety to nie działa, mogłem odwrócić sie i
                  odejśc , wtedy byc moze miałem szanse, a łzy, kwiaty, szczerośc, argumenty, to
                  kompletnie nie trafiło.

                  pozdrawiamsmile
              • alexdelpierrro Re: aleksandrze! 26.03.07, 13:59
                marek_gazeta napisał:

                > Jestem po dwóch latach ciężkiego małżeńskiego kryzysu, zakończonego rozwodem, k
                > tórego nie chciałem. Zaczynam życie - w jakimś sensie - od nowa, w sytuacji, gd
                > y praktycznie wszyscy znajomi są w zupełnie innym punkcie życia. Wiem, co mam r
                > obić, wiem, jaką "pracę domową" muszę w swoim zyciu odrobić, abym znów poczuł g
                > runt pod nogami. Ale moje obecne samopoczucie sprawia, że nie jest to łatwe.
                >
                > Tylko proszę bez głaskania po główce. Chciałaś wiedzieć - wiesz.


                dokładnie o to chodzi.
                >
        • alexdelpierrro Re: aleksandrze! 26.03.07, 13:57
          ka-aktus napisała:

          > Może już tego wystarczy.
          >
          > Niedługo minie miesiąc od Twojego postu. Powiedz, co się zmieniło w Waszych
          > relacjach. A raczej co Ty uczyniłeś by byc z żoną.
          > Bo gadać to wiem, że umiesz. A co z realizacją zamierzeń?
          >
          > Czekam.
          > I nie pomysl sobie, że czekam, aby stwierdzic kto wygrał - Ty czy żona. Ja na
          > prawdę życzę Ci jak najlepiej.
          > Tylko działaj!!!!!!!!!!
          >

          Tak to prawda , minąl miesiąc od mojego postu, co zrobiłem?

          Realizuję swój plan, nasze relacje się nie poprawiły ponieważ od prawie roku nie
          utrzymujemy kontaktu, dlaczego? o tym juz pisałem, zamęczyłem swoja zonę
          pytaniami w stylu dlaczego to zrobiła itd, zerwała całkiem kontakt, nie reaguje
          na zadne sygnały z mojej strony.

          Jeszcze rok temu znowu to ja wyciągnął bym rękę , ale nie teraz.
          Za niecały miesiąc mamy sprawę rozwodową, to moja jedyna szansa na ,,złapanie
          kontaktu"
          Jeśli sie uda będzie super, jeśli nie, bedzie to oznaczało definitywny koniec.

          kto wygra?
          Oboje przegralismy, jeszcze 2 lata temu tak bardzo sie kochalismy, teraz czekamy
          na spotkanie w sadzie, to chore ale ponoc takie jest zycie.
      • alexdelpierrro Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 26.03.07, 13:46
        e07 napisała:

        > Jeśli naprawdę kochasz - walcz o nią. Pokaż jej, że jest ważniejsza od pracy i
        > wszystkich innych rzeczy. Pokaż, że zrozumiałeś to, co zrozumiałeś. Tylko nie
        > zalewaj, nie wypolbrzymiaj, Szczerość do bólu. Przecież kiedyś wybrała właśnie
        > Ciebie spośród wielu.
        > Ale uczciwie pomyśl, czy to nie strach przed zmianami, a nie miłość. Jeśli nie
        > macie dzieci sprawa jest łatwiejsza, choć wiem, że to brzmi bardzo cynicznie.


        Hej,

        pytasz czy ją kocham? oczywiście że kocham, nie boję sie zmian, co do szczerosci
        to tutaj sie z Tobą nie zgodze, oczywiście gram fair, ale szczery to ja juz
        byłem i dostałem po.....smile

        "Przecież kiedyś wybrała właśnie Ciebie spośród wielu"

        I własnie dlatego ja sie tak łatwo nie poddam, świat jest zwariowany, każdy
        pędzi, brak na wszystko czasu....

        Wybrała kiedyś własnie mnie, takiego a nie innego, nie zamierzam sie zmieniać,
        pewne rzeczy postrzegam juz inaczej, pewne rzeczy zrobił bym już zupełnie inaczej...

        ponoć wiara czyni cuda...
        • dona47 Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 26.03.07, 14:11
          NIE i jeszcze raz NIE[decyzja nalezy do Ciebie].Nie zabiegaj i nie zebraj o
          milosc.Widocznie w Waszym zwiazku ,wiecej dawales ,niz otrzymywales.Jezeli zona
          kochalaby Cie ,to wrocilaby do Ciebie.Posluchaj rady ,zrobilam ten sam
          bled.Dawalam ,wybaczalam ,a w zamian nic ,nie otrzymywalam.Mozesz spotkac ,na
          swojej drodze zycia taka KOBIETE, ktora bedzie kochac Ciebie ,tak jak Ty
          kochasz ja i powie "Nie musisz sciagac milosci Aleksandrze".Te slowa kazdego
          moga chwycic za serce,ze spotkalo sie kogos ,ktory[ktora],byla obdarzona
          [y] ,tak cudowna zdolnoscia kochania.Jest to milosc bez warunkow i tego
          Tobie ,sobie i wszystkim zycze.
          • alexdelpierrro Re: a moze jeszcze o Nia walczyc? poradźcie prosz 26.03.07, 14:17
            dona47 napisała:

            > NIE i jeszcze raz NIE[decyzja nalezy do Ciebie].Nie zabiegaj i nie zebraj o
            > milosc.Widocznie w Waszym zwiazku ,wiecej dawales ,niz otrzymywales.Jezeli zona
            >
            > kochalaby Cie ,to wrocilaby do Ciebie.Posluchaj rady ,zrobilam ten sam
            > bled.Dawalam ,wybaczalam ,a w zamian nic ,nie otrzymywalam.Mozesz spotkac ,na
            > swojej drodze zycia taka KOBIETE, ktora bedzie kochac Ciebie ,tak jak Ty
            > kochasz ja i powie "Nie musisz sciagac milosci Aleksandrze".Te slowa kazdego
            > moga chwycic za serce,ze spotkalo sie kogos ,ktory[ktora],byla obdarzona
            > [y] ,tak cudowna zdolnoscia kochania.Jest to milosc bez warunkow i tego
            > Tobie ,sobie i wszystkim zycze.

            dzięki Donasmile

            zapewne jest duzo prawdy w tym co napisałaś, ja juz prosił nie bede- napewnosmile
            • alexdelpierrro ale numer!!! 28.03.07, 19:33
              Własnie przed chwilą zauważyłem ze ktoś mnie na forum ubiegł i założył
              temat "czy ktokolwiek zakończył happy endem swoja walke"smile

              Piszecie ze aby odnieść sukces potrzebna jest wola obydwu stron, i tu jest cały
              sęk bo zwykle to jedna strona zrywa a druga przezywa dramatysmile

              Własnie wróciłem z Empiku, kupiłem masę ksiażek, dzięki z_mazur za Twoją
              propozyjcje, juz zakupiłem i za chwilę zaczne poznawać tajemnice sukcesu.

              A tak na powaznie ostatnio coraz czesciej mysle sobie ze znowu obieram złą
              taktyke, pisałem ze będe walczył o swoja żone az do końca....

              To chyba znowu błądsmile
              Coraz częściej sobie myślę że muszę zrobic wszystko by pokazać się Jej z jak
              najlepszej strony, pokazać sie takim jakim mnie poznała i wybrała na swojego
              męza, ale czy to ja mam walczyc?

              Myślę ze chyba nie, ja juz zrobiłem wystarczajaco dużo, teraz ruch należy do
              Niej, byc moze na sali sądowej dotrze do Niej kogo straciła, bo straciła
              naprawde wartosciowego i dobrego meza, ja prosił i ponizał sie juz nie
              zamierzam, starczy tegosmile)))

              Biore sie za czytanie....smile
              • marek_gazeta Re: ale numer!!! 28.03.07, 19:57
                Nie sądzę, że zrobiłeś wystarczająco dużo. Z takim podejściem daleko nie zajdziesz. Błagałeś, płakałeś, poniżałeś się; ją to tylko utwierdzało w przekonaniu, że rzuciła maślaka.

                A teraz - zacznij od spytania paru koleżanek, czy widzą w Tobie atrakcyjnego faceta. Jeśli potwierdzą, to moim zdaniem nic się nie stanie, jeśli obiekt swoich marzeń zaprosisz do kina albo na inną, niezobowiązującą "randkę". Zero błagań czy nawiązań do tego, co było i co będzie - po prostu pokaż jej, że odzyskałeś jaja i znów jesteś fajnym facetem. A co dalej, zależy od jej reakcji - być może coś uda Ci się "wyniuchać".

                Jeśli koleżanki nie widzą - to znaczy, że jeszcze nie czas i należy popracować nad psychiką i być może nad wyglądem też.

                Tak ja to widzę.
                • alexdelpierrro Re: ale numer!!! 29.03.07, 01:40
                  marek_gazeta napisał:

                  > Nie sądzę, że zrobiłeś wystarczająco dużo. Z takim podejściem daleko nie
                  zajdzi
                  > esz. Błagałeś, płakałeś, poniżałeś się; ją to tylko utwierdzało w
                  przekonaniu,
                  > że rzuciła maślaka.
                  >
                  > A teraz - zacznij od spytania paru koleżanek, czy widzą w Tobie atrakcyjnego
                  fa
                  > ceta. Jeśli potwierdzą, to moim zdaniem nic się nie stanie, jeśli obiekt
                  swoich
                  > marzeń zaprosisz do kina albo na inną, niezobowiązującą "randkę". Zero
                  błagań
                  > czy nawiązań do tego, co było i co będzie - po prostu pokaż jej, że
                  odzyskałeś
                  > jaja i znów jesteś fajnym facetem. A co dalej, zależy od jej reakcji - być
                  może
                  > coś uda Ci się "wyniuchać".
                  >
                  > Jeśli koleżanki nie widzą - to znaczy, że jeszcze nie czas i należy
                  popracować
                  > nad psychiką i być może nad wyglądem też.
                  >
                  > Tak ja to widzę.
                  >

                  Cześć Marku, dzięki za wpis.

                  Wyczuwam sympatycznego gościa w Tobiesmile

                  Marek....jak zapewne doskonale wiesz część facetów na decyzje swojej żony
                  pt.Game Over poprostu głupieje.

                  Ja nie byłem typem jakiegoś lalusia, zawsze twardo stąpałem po ziemi, radziłem
                  sobie w zyciu.

                  Kiedy brałem sobie tą istotke za zone wiedzialem ze bede musiał o Nią dbać, że
                  będe musiał dbac o to zeby ogien nie zgasł, bralem przykłady z udanych
                  małzeństw, podpatywałem jak zachowują sie faceci chwaleni przez swoje zony.
                  Ja nie jestem typem pilot i tv- zdecydowanie nie.

                  Byc moze stalem sie w pewnym momencie pantofarzem, bylem na kazde zawołanie,
                  robilem naprawdę wszystko czego sobie małżonka zażyczyła.

                  Pomagala mi w wielu rzeczach..."pilotowała" praktycznie kazdą sprawę, tu
                  poppełniłem błąd, teraz juz wiem.

                  Jej mama jest typem osoby która wszystko ma pod kontrolą i pomyslalem sobie ze
                  to dziewcze poprostu tak ma.

                  Zamiast natychmiast dac do zrozumienia ze nie musi wszystkiego
                  kontroloac....zajalem sie zarabianiem szmalu.

                  Poniewaz trafiłem na egzemplarz bardzo zaprawiony w kontaktach damsko-męskich
                  miałem pecha.

                  Pewnego dnia naprawde kompletnie bez zadnego wczesniejszego sygnału rzuciła:
                  koniec, nie potrzebuje zwiazku, ty tylko pracujesz itd.

                  Zrobilem z siebie totalnego lamusa, prosząc, płacząc, przynosząc kwiaty, piszac
                  listy, załosne listy, jak je teraz czytam to w zyciu bym czegos takiego juz nie
                  napisał.

                  Masz racje Ona widząc to wzystko utwierdziła sie w przekonaniu ze dobrze robi.
                  Posyłałem mase glupawych maili, nie wierzyłem ze ot tak mozna zakończyc
                  małżeństwo, krótko mówiąc topiem sie na wlasne zyczenie coraz bardziej.

                  Minął prawie rok, wiele zrozumialem, wiele zrozumialem dzięki obecnoci na tym
                  forum.

                  Choć większosc postów pisałem na początku gdy mialem strasznego doła,
                  faktycznie większośc moze miec mnie za totalnego lamusika- nie jest tak.

                  Jak sam napisałeś dosyc dołujace jest to że wiekszosc znajomych jest juz duzo
                  dalej, smutne jest to ze człowiek musi zaczynac wszystko od nowa.

                  Ja mam juz 32 lata, moze gdybym miał 23 zachowywal bym sie zupełnie inaczej.

                  Ja chciałem miec tylko dom, zone, dzieciaki, byc dobrym ojcem, meżem, tylko
                  tyle i az tyle.

                  W jednej chwili moja "cudna" małżonka połozyła wszystko.

                  Z jednej strony bardzo chciałbym powalczyc ale z drugej coraz czesciej mysle o
                  tym jak Ona sie zachowała, jak totalna gówniara która wymienia kolejnego faceta
                  ( którego nie bede pisał bo sie załamiecie)

                  Pracuje nas sobą, nad wyglądem fizycznym( na stres reaguje jedzeniem i topiłem
                  smutki w czekoladach i fast foodach)

                  Efekt był opłakany, ponad 40 kg w 3 miesiace na +- nie zależało mi kompletnie.

                  Opamietanie przyszło gdy ktorys ze znajomych ktory nie widział mnie z pół roku
                  spytał czy jestem chory.
                  Pracuje nad tym i wracam pomału do siebie,siłownie, baseny, aerobiki i inne
                  rzeczy by jak najszybciej wrócić do formy.

                  Narazie poczytam i zobacze co mądrego piszasmile

                  W kwietniu jest rozwod, mysle ze wszystko bedzie jasne, jesli mnie totalnie
                  oleje i nawet nie porozmawia, wiem ze wtedy jest koniec.

                  pozdrawiamsmile

                  • marek_gazeta Re: ale numer!!! 29.03.07, 22:59
                    Zaczynasz gadać jak facet. To dobrze.
              • maheda wśród książek 28.03.07, 19:59
                mam nadzieję, że znalazła się również pozycja "Jak mieć to, czego się pragnie, i
                pragnąć tego, co się ma" Johna Greya.
                smile
                • alexdelpierrro Re: wśród książek 29.03.07, 01:40
                  maheda napisała:

                  > mam nadzieję, że znalazła się również pozycja "Jak mieć to, czego się
                  pragnie,
                  > i
                  > pragnąć tego, co się ma" Johna Greya.
                  > smile
                  >

                  kurcze nie mam tegosmile warto miec?
                  • maheda Re: wśród książek 29.03.07, 07:52
                    smile mi pomogło, odejmując nieznośną amerykańską dydaktykę w stylu "John i Mary
                    też mieli problem, a pomogło im...", cała książka koncentruje się wokół źródeł,
                    z których wszyscy czerpiemy/możemy czerpać miłość różnych gatunków.
                    Mowa tam o tym, że jeśli brakuje nam miłości jednego rodzaju, a pozostałe
                    rodzaje są zaspokojone, to przez pewien czas wystarcza nam tylko i wyłącznie
                    miłość tego rodzaju - ale że to nie jest stan, który może trwać wiecznie,
                    potrzebne nam są miłości wszystkich rodzajów.
                    Brak, który odczuwamy w jednej (np. w związku) może wynikać nie z tego powodu,
                    że istotnie w związku źle się dzieje, ile z tego, że zaniedbaliśmy np. rodziców,
                    albo miłość własną - własne zainteresowania, towarzystwo kolegów/koleżanek, czy
                    jeszcze inne.
                    Sporo ciekawych stwierdzeń, mi po pierwszym przeczytaniu ta książka dała
                    niewiele - zaledwie wrażenie, że chyba nie zrozumiałam do końca, o czym ta
                    książka jest, i że chyba coś ważnego mi umyka; po trzecim dała już sporo.
                    Sam zdecyduj smile
                    • alexdelpierrro ZDROWYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT!!!! 06.04.07, 20:34
                      To już moje drugie Święta z Wami na forumsmile

                      Wszystkim bez wyjątku życzę ZDROWYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!!!!


                      Ps. po świetach podziele sie wrażeniami z przeczytanej ksiażki

                      pt "Jak ocalić małżeństwo", sporo ciekawch rzeczy się dowiedzialemsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka