To juz 3 wątek jaki zakładam i nie wiem czy nie łamie tym regulaminu.
Dziekuję Wam bardzo wszystkim za wpisy, porady, ciepłe słowa.
E-Mail od z-mazura pozwolił mi spojrzec na pewne sprawy nieco inaczej.
Juz wiem ze wcale nie bylo w moim małżeństwie tak kolorowo jak mi sie
wydawało, z mojego punktu widzenia moze i było ale zona tłumiła wszystko w
sobie i nie przyszła i nie powiedziała: natychmiast masz ograniczyc prace,
jestesmy młodym małzeństwem , nie mozemy tylko pracowac....w pewnym momencie
faktycznie mielismy dwa swiaty, Ona awanse az w końcu stanowisko
dyrektorskie, ja własna firma coraz lepiej prosperująca.
Zatraciłem sie w tym wszystkim, zamiast zorientowac sie ze cos jest nie tak
goniłem za kasą
Któregos dnia jak juz pisałem Ona powiedziała mi ze odkochała sie, ze nie
jest szczesliwa i chce sie rozwiesc....masakra.
Dzięki Wam pomalu zaczynam rozumiec pewne sprawy, zawsze uwazałem sie za
bystrą osobe i w miare kumata jednak pierwszy raz bylem mezem i chyba wpadlem
w pewna pułapke.
Od prawie roku nie utrzymuje z zona kontaktu, zareagowalem oczywiscie jak
leszczyk jak uslyszałem ze chce sie rozwiesc,prosiłem,płakalem, stracilem
całą meskosc w Jej oczach.
Zaczyna do mnie coraz bardziej docierac ze wpadlismy razem w pułapke, Ona nic
nie mówiła lub mowiła jakim to cudownym mezem jestem, ja zajety firma nie
zorientowalem sie ze zaczynamy sie oddalac
Mam do Was prośbę, poradźcie mi, a moze warto jeszcze podjac walke, moze nie
wszystko stracone, moze ktokolwiek z Was walczył i wygrał?
Strasznie mi brakuje tej dziewczyny, byla moim najwiekszym przyjacielem, nie
ma na swiecie nikogo komu tak ufalem jak Jej, moze to był bląd ale tak
wlasnie było.
Teraz czuje sie fatalnie, nie mam na nic ochoty, za 2 miesiace bedzie rozwód,
boje sie tego dnia,zobacze ja prawie po roku, wiem ze to bedzie najwiekszy
stres jaki miałem w zyciu, a moze jednak warto jeszcze walczyc???
Przeciez jak sama twierdziła tak bardzo mnie kochała, wiem ze uszło powietrze
z balona i ciężko bedzie go znów nadmuchac, ale przeciez nie ma rzeczy
niemozliwych, oddał bym wszystko by znow móc z Nią byc.
Jak myslicie czy jest jakakolwiek szansa ze Jej wróca uczucia?
Poradźcie, pytam szczególnie kobiety, czy to wogóle jest mozliwe ze gdy komus
powiedziałyscie ze uczucie wygaslo by mialo jakąkolwiek szanse znów sie
narodzic?
Moze to zabrzmi debilnie ale przeciez znam swoja zone, wiem ze moglibysmy byc
szczesliwi e soba tak jak kiedys bylismy gdy nie robilismy gównianych karier.
Czy warto powalczyc o moją najukochańsza na swiecie żoncie?
czekam na Wasze opinie.
Ps. wiem ze byc moze bezsensu znowu robie sobie nadzieje ALE....dopóki piłka
w grze....mialem niesamowite szczescie miec taka żonkę, powiedziała TAK,
ponoc bardzo kochała wiec moze warto zawalczyc.....a jesli warto to JAK?
pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie