cien_wiatru
31.05.07, 11:35
Boje sie odejsc od meza. A mam go juz serdecznie dosc.Samo patrzenie na niego
mnie meczy, przebywanie w tym samym pokoju mnie mierzi.W wolnym czasie
uciekam od niego i ide sama do kina. Tylko wtedy czuje sie dobrze. Nie znosze
spotkan towarzyskich, na ktorych on jest, bo gada w kolko o swojej pracy, o
produkckji, sprzedazy, wyjazdach sluzbowych itd. ja to juz slyszalam tysiac
razy. Setki razy go prosilam, ze na spotkaniu towarzyskim chcialabym
posluchac innych ludzi. Do niego nie dociera.
Wczoraj bylam wieczorem na pizzy ze znajomymi od niego z pracy ( on byl na
delegacji )i bylo super. I nikt, nawet jedna osoba nie wspomniala o pracy o
swoich produktach i sprzedazy. Czulam sie tam zajebiscie, bylam swobodna,
wesola, mimo ze dobrze tych ludzi nie znalam.
Nie wiem po co o tym pisze. Sedno sprawy jest takie, ze jest mi z nim juz od
dawna bardzo zle, ale boje sie odejsc. Wiem - a co mam do stracenia ? Tez
sobie powtarzam, ze moze jak odejde, bedzie dobrze, a jesli nie odejde, to na
pewno bedzie zle.
Mam bardzo niepewna sytuacje zawodowa. Boje sie bezrobocia, biedy, samotnosci.
Siedze w tej pieprzonej pracy i mam lzy w oczach.