Dodaj do ulubionych

nietypowa prosba o pomoc...

30.06.07, 14:46
witajcie...
pisze tu z pozycji tej "trzeciej"- to moj facet rozwodzi sie z zona, zeby byc
ze mna... byli razem 7 lat, ich slub byl bardzo, z roznych wzgledow,
przyspieszony- po pol roku znajomosci. nie maja dzieci.
w ich malzenstwie szybko zaczelo sie pusc, ostatnie 5 lat moj facet, mimo ze
z zona byl mocno zwiazany, przezywal koszmar... mysleli o rozstaniu, a moje
pojawienie sie wszystko przyspieszylo- nie jestem jedynym powodem rozwodu.
jego zona bardzo to przezywa- mimo ze ich decyzja byla wspolna, bo ona tez
jest zakochana w kims innym. jednak ten drugi jej nie chce, ona zostala
sama... moj facet ma ogormne wyrzuty sumienia, czuje sie za nia
odpowiedzialny nadal, nie wiem, jak mam mu pomoc. te skrupuly wszystko
niszcza. w wakacje ma zlozyc pozew o rozwod, a ja sie potwornie boje, ze w
koncu nie znajdzie na to sil i wroci do niej, zeby uspokoic sumienie... jak
mam mu pomoc? jak go przekonac, ze juz nie jest za nia odpowiedzialny? ze,
owszem, powinien jej pomagac, ale ze nie moze juz postepowac tak, jak przez
cale malzenstwo, kiedy ona sie na nim wspierala?
zaznaczam, ze nie bylam jego kochanka w potocznym rozumieniu. nasza znajomosc
trwala dlugo (na gruncie zawodowym, bez sepcjalnej bliskosci czy kontaktu),
ale rozstali sie, kiedy on poczul do mnie cos wiecej i zaczelismy sie
spotykac regularnie. w zadnym momencie jej nie oszukal.
strasznie sie boje o niego, jest w kryzysie, odsuwa sie ode mnie... on kiedys
bedzie po rozwodzie...jak mu pomoc?
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 14:52
      byc przy nim ( jesli lubisz byc ta trzecia)i pozwolic mu samemu podjac decyzje. Bo znowu przyspieszy jak ze slubem i sie cala sprawa spieprzy.A jesli do niej wroci? Takie ryzyko tej trzeciej.
      • catherrine Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 14:56
        oni by sie rozstali, tak czy tak, to by byla kwestia czasu..
        jasne, ze to on podejmuje decyzje, ja mu tylko powiedzialam jakis czas temu, ze
        albo rozwod, albo koniec, bo wlasnie nie chce byc ta trzecia. teraz daje mu
        czas... ale jak mam mu pomoc wyjsc z tego kryzysu? on sie strasznie meczy, ona
        do niego dzwoni po nocach i wypytuje, czy u niego jestem... i ma pretensje, jak
        nie odbiera telefonu...
        • tricolour Jesteś piachem w trybach... 30.06.07, 15:01
          ... i stąd Twoja frustracja i niepewność. Nikt Ci nie pomoże.

          Facet się rozwiedzie lub nie. Nigdzie nie jest powiedziane, że bedziecie razem,
          bo rozwody niszczą świeże związki. Zasada jest prosta: najpierw kończy się
          jedno, a potem zaczyna drugie.

          U Was jest postawione na głowie i stąd takie konsekwenje.
          • catherrine Re: Jesteś piachem w trybach... 30.06.07, 15:03
            nie jestem sfrustrowana. kocham mojego faceta i chce mu pomoc. boli mnie, jak
            na niego patrze.
            • tricolour I ma boleć. 30.06.07, 15:05
              Skoro pchasz się w chore układy, między żonę a męża, musisz oczekiwać ataków.
              Powinnaś przewidzieć kłopoty i własny ból.

              I na razie to nie jest Twój facet.
              • catherrine Re: I ma boleć. 30.06.07, 15:10
                nie pchalam sie w chory uklad... ich malzenstwo bylo w rozpadzie, to on podjal
                decyzje o spotykaniu sie ze mna, ja trzymalam go na duzy dystans. to on podjal
                decyzje o wyprowadzeniu sie. ja dalej bylam na dystans. zaangazowalam sie duzo
                pozniej. duzo.
                przewidywalam klopoty i bol, to chyba jasne.
                ale CHCE MU POMOC ile razy jeszcze mam to pisac?

                to jest moj facet, bo mnie kocha uncertain moze troche ulomnie, ale jednak...
          • w.kielanowska Re: Jesteś piachem w trybach... 30.06.07, 15:12
            tricolour napisał:
            Zasada jest prosta: najpierw kończy się
            > jedno, a potem zaczyna drugie.
            >
            > U Was jest postawione na głowie i stąd takie konsekwenje

            ŚWIĘTE SŁOWA-AMEN.....
            • catherrine Re: Jesteś piachem w trybach... 30.06.07, 15:14
              fajnie. naprawde Wasz swiat jest czarno-bialy.
        • anula36 Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:03
          ale czego ty chcesz?
          zeby byl lekki, radosny i szczesliwy? To chyba jeszcze nie ten etap.Moze sie troche uspokoi jak juz bedzie po wyroku.
          Zeby zona nie dzwonila po nocach? to ON z nia musi pogadac na ten temat.
          Rozwod to gleboki kryzys dla obojga chocby juz prawie bylych malzonkow.Poczytaj forum.
          • catherrine Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:05
            nie chce, zeby byl radosny, bo wiem, ze w tej sytuacji to jest niemozliwe. ale
            chce mu pomoc odzyskac sens zycia.
            wiem, ze on z nia musi pogadac- wiem, i co z tego? on uwaza, ze nie moze jej
            wiecej ranic uncertain
            • anula36 Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:10
              2 wojujace o niego kobiety to juz calkiem niezly senswink
              A tak serio - nie wydaje ci sie ze swoj sens zycia kazdy musi okreslic sobie sam? z tamtym malzenstwem skonczyl sie dla niego sens zycia?
              • catherrine Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:16
                wiem to, ze sie skonczyl... ale chce mu pokazac, ze zycie moze byc piekne...
                ona o niego walczy ze strachu przed samotnoscia- bo kocha innego. ja walcze- z
                milosci.
                ona chce w nim wzbudzic poczucie winy- mimo ze decyzja byla obustronna. a on
                daje sie w to wciagac.
                • anula36 Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:22
                  uuu pojedynek zapowiada sie interesujacotongue_out
                  a moze jednak nie ma sz monopolu na milosc do ukochanego i w zonie tez cos tam jeszcze zostalo?
                  • catherrine Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:24
                    pewnie zostalo, ale raczej przywiazanie, nie milosc. co to za milosc, skoro
                    potrafila zakochac sie w innym? i pewnie byla gotowa z nim byc, odejsc od
                    swojego meza, tylko ze tamten jej nie chcial.
                    • turzyca Re: nietypowa prosba o pomoc... 01.07.07, 14:02
                      Milosc i zakochanie to dwie rozne sprawy. I mam prywatne wrazenie, ze mozna sie
                      calkiem niezle zadurzyc, caly czas kochajac jedna osobe.
                      btw. przywiazanie JEST czescia milosci.
                    • anja_pl Re: nietypowa prosba o pomoc... 03.07.07, 23:49
                      a skąd jesteś taka pewna, że żona faceta, któremu rozbijasz małżeństwo nie
                      kocha swojego męża?
                      skąd ta pewnośc, że zakochana jest w kimś innym?
                      siedzisz w jej głowie?

                      szukasz usprawiedlienia dla siebie?
                      czy dla zdradzającego męża?
                      boisz się, że małżonkowie się pogodzą i ty zostaniesz sama?

    • geo_v Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:01
      catherrine napisała:
      - nie jestem jedynym powodem rozwodu
      Może nie jedynym, ale jesteś.

      >moj facet ma ogormne wyrzuty sumienia,

      No i dobrze.
      >
      w zadnym momencie jej nie oszukal

      hehe

      > strasznie sie boje o niego, jest w kryzysie, odsuwa sie ode mnie...

      Coś mi mówi, kobieto, że najbardziej to ty się boisz o siebie. Że Cię facet w
      trąbę puści. W końcu już raz pokazał, że potrafi, nie???
      • catherrine Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:07
        catherrine napisała:
        > - nie jestem jedynym powodem rozwodu
        > Może nie jedynym, ale jesteś

        wiem. po co mi to piszesz jeszcze raz? zeby wbic mnie w ziemie?

        w zadnym momencie jej nie oszukal
        >
        > hehe
        >

        jej powiedzial wczesniej niz mi, ze mnie kocha. i nie przedsiewzial zadnych
        krokow wobec mnie bez jej wiedzy uncertain

        > Coś mi mówi, kobieto, że najbardziej to ty się boisz o siebie. Że Cię facet w
        > trąbę puści. W końcu już raz pokazał, że potrafi, nie???
        o siebie? pewnie troche tak, bo zalezy mi na nim. ale wlasnie dlatego, ze go
        kocham, boje sie o niego. strasznie trudno to zrozumiec, co?

        no coz, widze, ze na tym forum nie uzyskam pomocy dla niego. widze, ze tutaj
        jestem naiwna kochanka. szkoda...
        • tricolour To jest jasne jak słońce... 30.06.07, 15:12
          ... że na tym forum nikt nie uzyska pomocy dla kogos innego. Dotyczy to nawet
          innych for, a nawet całego życia. Pomaga się zainteresowanym i bez pośredników.

          Twój facet sam nie potrafi zakończyc małżeństwa, a Ty nie masz nic do gadania,
          bo pozwu za niego nie napiszesz i sprawy nie wygrasz. Jedyne, co możesz zrobić,
          to czekać, aż niedojrzeały facet zacznie działać.
          • catherrine Re: To jest jasne jak słońce... 30.06.07, 15:14
            gdzie napisalam, ze nie potrafi??? nie jest Polakiem, dlatego dopiero w wakacje
            moze to zalatwiac, za granica.
            potrafi jak najbardziej.
            jest dojrzaly, dlatego nie rzucil bezmyslnie w zwiazek ze mna.
            wiesz, liczylam na jakies porady i cieplejsze slowa- i jak inni sobie radzili w
            podbnych sytuacjach.
        • geo_v Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:20
          catherrine napisała:
          > wiem. po co mi to piszesz jeszcze raz? zeby wbic mnie w ziemie?
          >
          Kobieto, przez skórę chyba czujesz, że należy Ci się jak psu buda. Jeśli pchasz
          się między wódkę a zakąskę, to chyba nietrudno przewidzieć konsekwencje.Nie
          oczekuj pochwał i komplementów tongue_out

          > o siebie? pewnie troche tak, bo zalezy mi na nim. ale wlasnie dlatego, ze go
          > kocham, boje sie o niego. strasznie trudno to zrozumiec, co?

          Nietrudno smileBo to niemal stała motywacja wszystkich kochanek świata.


          • catherrine Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:22
            Jeśli pchasz
            >
            > się między wódkę a zakąskę, to chyba nietrudno przewidzieć konsekwencje.Nie
            > oczekuj pochwał i komplementów tongue_out

            wyjasnilam to juz w innym poscie. nigdzie sie nie pchalam. i bardzo dlugo sie
            nie angazowalam.

            czy ja tu prosilam o ocenianie mnie? nie. prosilam o rady, jak pomoc jemu wyjsc
            z kryzysu uncertain

            nastepna madra, dla ktorej jestem kochanka. tylko i wylacznie. Tobie juz
            dziekuje.
            • elein Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:30
              No sory, ale jesteś konkubiną. Czy tego chcesz czy nie. Za żonę ma tę drugą.
              • catherrine Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 15:32
                jestem. i co w zwiazku z tym? nie mam prawa przy nim byc, kiedy jest mu ciezko?
                • tricolour Oczywiście, że masz prawo ze wszystkimi... 30.06.07, 15:36
                  ... konsekwencjami jak: ból, niepewność, a nawet możesz wystąpić jako kochanka w
                  sądzie, gdy żona Cię wskaże.
                  • catherrine Re: Oczywiście, że masz prawo ze wszystkimi... 30.06.07, 15:39
                    jestem na to gotowa uncertain
    • aron95 nic nie napiszę 30.06.07, 15:03
      I w spokoju na grilla pójdę
    • catherrine zaluje 30.06.07, 15:12
      ze tu napisalam.
      pewnie gdybym napisala, ze moj biedny facet odszedl od zony, bo ta go bila i
      zdrazala i ze jestem z nim juz wiele lat, ze poznalam go po rozwodzie, to
      dostalabym wsparcie...
      tu chyba wszystko jest czarno-biale. na tym forum.
      cos jeszcze: jesli sie kogos kocha, to chce mu sie pomoc, dlatego tu napisalam.
      ale tutaj chyba juz sie nie wierzy w milosc.
      • anula36 Re: zaluje 30.06.07, 15:14
        ale ty dziewczyno nie oczekujesz wsparcia tylko recepty na cud.
        tu nikt takiej nie ma.
        • catherrine Re: zaluje 30.06.07, 15:15
          sad jeszcze raz powtarzam- nie oczekuje cudu, tylko porady, co jeszcze moge
          zrobic, zeby jemu pomoc... jakies linki, albo cos.
          • anula36 Re: zaluje 30.06.07, 15:20
            ale linki do czego?
            internetowej poradni psychologicznej?
            grupy wsparcia dla jeszcze nierozwiedzionych?
            forum dla trzecich?
            Poczytaj dokladnie forum,historie ludzi ktorzy sa przed, w trakcie i po i sama wyciagnij wnioski.
            • catherrine Re: zaluje 30.06.07, 15:22
              no, cos w stylu takiej poradni by mi sie przydalo uncertain
              czytam to forum, czytam...
              • anula36 Re: zaluje 30.06.07, 15:25
                a moze idz do realnego psychologa, tak po prostu pogadac, wyrzucic stresy i obawy.Starchy glosno nazwane ( nawet takie ktorych sama sie przed soba wstydzisz) wypowiedziane glosno robia sie male jak mrowkismile
                • catherrine Re: zaluje 30.06.07, 15:26
                  smile pewnie w koncu pojde. jego tez bym z checia wyslala, tylko ze on nie wierzy
                  w psychologow.
                  no, faraonki takie male to nie sa wink
                  • anula36 Re: zaluje 30.06.07, 15:38
                    to na razie idz sama - tylko nie ludz sie ze bedzie milosmile
                    to jest w ogole trudna sytuacja, rozmowa o niej tez moze byc dla ciebie trudna.Moze szarpac emocje, wycisnac lzy, tak jak tutaj na forum. Ale nie dziw sie - tu wiekszosc osob byla w sytuacji jego zony, wiec na kogos trzeba napluc, jak jest okazja.Gdybys trafila na forum " moj zonaty facet" wpisalabys sie w pukt widzenia kobiet ktore siedza w twojej skorze.
                    Patrzac z mojego puktu widzenia- najwazniejsze ze jestes i go wspierasz. A reszta musi sie sama wyklarowac, poparta formalnosciami sadowymi.
                    • catherrine Re: zaluje 30.06.07, 15:40
                      dziekuje Ci bardzo smile
                      kochane to co piszesz. tak sobie wlasnie myslalam, ze jestem dla wielu
                      pretekstem, zeby sie wyzyc.

                      do zobaczenia na innym forum- jak widzisz, nawet z ta pzypadloscia mozna miec
                      burzliwe zycie emocjonalnewink
                      • anula36 Re: zaluje 30.06.07, 15:50
                        to nie jest kwestia " wyzycia" - tu sa ludzie ktorzy naprawde bardzo duzo przeszli, takze z powodu nowych partnerow swoich zon/mezow, z ktorymi ci zwiazali sie w trakcie malzenstwa. Niektorym sie przez to calkiem zalamalo zycie, stracili sens,przeplakali wiele nocy. Nie zawsze udaje sie utrzymac emocje na wodzy.Po prostu zebralas baty za wszystkie trzecie forum i to jeszcze od glownych forumowych inkwizytorow.
                        • catherrine Re: zaluje 30.06.07, 15:57
                          wiem. ale dwie rozsadne osoby sie znalazly i to jest najwazniejsze.
                          • elein Re: zaluje 30.06.07, 16:02
                            To nie tak, tylko niektórzy napisali "za mocno" . Ale wiekszosc odpowiedziała
                            Ci sensownie i konkretnie, tylko na razie Ty jestes na razie w tak innym
                            momencie życia , że jeszcze tego nie rozumiesz i nie potrafisz odczytać tego z
                            wypowiedzi. To nie wada,...to tylko kwestia doświadczenia życiowego. Za parę
                            lat, jeśli to znowu przeczytasz, zrozumiesz sens co do słowa.
                            • catherrine Re: zaluje 30.06.07, 16:05
                              moze. ale te mocne slowa slysze bardzo czesto i one mnie bardzo bola. duzo osob
                              tu ocenilo sytuacje bardzo powierzchownie i wolalo oskarzac, niz probowac
                              rozumiec. najwazniejszym punktem w moim poscie byla chec pomocy. a tu sie
                              okazalo najwazniejsze to, ze "rozbilam" malzenstwo i nie mam zadnych praw, bo
                              jestem "kochanka"...
                              wiem, ze wszyscy tu sa po bolesnych przejsciach, ktore ja nie do konca
                              rozumiem...ale liczylam, ze wlasnie ludzie po rozwodzie pomoga mi we wspieraniu
                              kogos kogo kocham. pewnie co innego by bylo, gdyby on byl tylko moim
                              przyjacielem...
                              • elein Re: zaluje 30.06.07, 16:16
                                wg przepisów prawa nie masz żadnych praw, w aspekcie moralnym nie masz żadnych
                                praw do cudzego meza,
                                to, że kochasz... bywają miłości i miłości. Romantyczne odjazdy na kilka lat i
                                klapa i kupa niesmaku. Równie dobrze żona mogła się nawrócić i stwierdzić że
                                jednak kocha męża.

                                Mogłaś zacząć z nim być dopiero gdy złozyłby pozew o rozwód. Ty miałabyś
                                jasność, żona miałaby jasność, on byłby zdecydowany na jedną.
                                Podjęłaś decyzję by z nim być mimo, że nie jest rozwiedziony, czyli podjęłaś
                                decyzję by być z cudzym mężem. "żona go nie rozumie wcale ze soba nie śpią"...
                                znasz? schemat. i co dalej? kłopoty. ale Ty również w to weszłaś, nie tylko on,
                                wiedziałaś że ma żonę. Więc się nie dziw. Nie da się wszystkiego
                                usprawiedliwić miłością.




      • tricolour Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:16
        ... a nawet sie kocha.

        A miłośc wymaga nie tylko chciejstwa, ale przede wszystkim odwagi, konsekwecji,
        lojalności, dojrzałości - a tego brakuje Twojemu facetowi.

        Mogłaś napisać wszystko i wymyslić odpowiednią bajeczkę i dostałabyś wtedy
        wsparcie do bajeczki. Powiedziałaś prawdę i masz rzeczowe, krtyczne komentarze
        swojej sytuacji, a inna rzecz, że nie umiesz chyba z nich skorzystać.
        • catherrine Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:19
          jest odwazny- wiedziala o wszystkim
          konsekwencja? moze i nie zawsze, ale tej sytuacji ciezko byc konsekwentnym.
          lojalnosc? wobec kogo? kobiety, ktora by go zdradzila, gdyby tamten ja chcial?
          kobiety, ktora wsparla sie na nim tak mocno, ze nie umial oddychac? kobiety,
          ktora go teraz chce zniszczyc?
          dojrzalosc... wolalabym czasem, zeby nie byl dojrzaly. bo byloby latwiej.

          te komentarze nic nie wnosza- albo sa atakiem, albo krytyka- bardzo
          stereotypowa.
          • tricolour Krytyka? Tak... 30.06.07, 15:22
            ... bo tamto małżeństwo trwa i będzie jeszcze trwało rok minimum, bo nawet pozew
            nie złozony...

            Gdzie tu odwaga, konsekwencja, lojalność - skoro jest i żona ,i Ty, i obie
            cierpicie? Fajny facet...
            • catherrine Re: Krytyka? Tak... 30.06.07, 15:24
              i on robi wszystko, zeby zadna nie cierpiala... i dlatego ten kryzys, bo sam
              wie, ze tak sie nie da.
              jakie malzenstwo, przepraszam bardzo? na papierze li i jedynie. formalne.
              • tricolour Dla Ciebie formalnie na papierze... 30.06.07, 15:26
                ... a prawowita żona dzwoni z pretensjami, prawda? Może więc nie tylko na
                papierze jeśli ktoś uważa, że ma do kogos prawo.
                • catherrine Re: Dla Ciebie formalnie na papierze... 30.06.07, 15:28
                  prawo? przywiazanie i to, ze zostala na lodzie.
                  ok, naprawde, ja nie mam pretnesji jak on jej poradzi, jak naprawic piecyk. czy
                  jaki telewizor kupic.
                  ale rozstali sie i ona nie ma prawa wnikac w jego osobiste zycie. decyzja o
                  rozwodzie jest podjeta.
                  • elein Re: Dla Ciebie formalnie na papierze... 30.06.07, 15:29
                    Ty jestes pewna rozwodu - facet jek widać wcale nie...
                    • catherrine Re: Dla Ciebie formalnie na papierze... 30.06.07, 15:31
                      jest pewien. ale co innego rozwod, a co innego wyrzuty sumienia i jej
                      prowokacje, przed kotrymi jemu jest sie ciezko bronic.
                  • tricolour Mylisz się - ma prawo tak długo jak jest żoną. 30.06.07, 15:31
                    Decyzja o rozwodzie ma taką moc, jak moja decyzja, że lecę do Honolulu. Prawnie
                    jest tak, że jesteś trzecią - kochanką. Małżeństwo nadal trwa, a pozew nawet nie
                    napisany. Tak mówi prawo.

                    Będzie rozwód, podział majątku, może alimenty na żonę - pożyjesz, zobaczysz.
                    • catherrine Re: Mylisz się - ma prawo tak długo jak jest żoną 30.06.07, 15:33
                      totez formalnie niech sobie to wszystko tak bedzie.
                      ale skoro ona kocha innego i nie mieszkaja razem, to ona nie ma prawa juz tak
                      postepowac.
                      • tricolour Owszem - ma PRAWO. 30.06.07, 15:34
                        Nawet jak Ci to przeszkadza i sobie tego nie życzysz. To Ty nie masz żadnych praw.
                        • catherrine Re: Owszem - ma PRAWO. 30.06.07, 15:38
                          nie zgadzam sie z tym.
                          ich slub, jak pisalam, byl przyspeiszony i wymuszony sytuacja. nie mogliby byc
                          razem bez papierka, tym bardziej, ze on wcale nie jest tak bardzo za slubami.
                          troche inna kultura i ja to bardzo szanuje.
                          mam prawo- bo sie kochamy. wieksze niz ona, ktora duzo namieszala.
                          • tricolour To się nie zgadzaj... 30.06.07, 15:40
                            ... "mam prawo- bo sie kochamy" - pożyjesz, zobaczysz do czego masz prawo...
                            • catherrine Re: To się nie zgadzaj... 30.06.07, 15:41
                              jejku, co za mentorski ton...
                              jak fajnie, ze jednak jeszcze nie stracilam idealow. mimo wszystko.
                              • tricolour To sprawa jasna. 30.06.07, 15:43
                                Zapytałaś - dostałaś odpowiedź.
                                • catherrine Re: To sprawa jasna. 30.06.07, 15:44
                                  fajnie. ciesze sie.
                              • anja_pl Re: To się nie zgadzaj... 04.07.07, 00:00
                                catherrine napisała:

                                > jejku, co za mentorski ton...
                                > jak fajnie, ze jednak jeszcze nie stracilam idealow. mimo wszystko.

                                straciłaś - wiążąc się z żonatym facetem,
                                miłość jak widac nie pokonała wszystkich przeszkód, bo ŻONA MA PRAWO dzwonić,
                                pytać
                                a ty nie możesz jej tego zabronić,
                            • forceps Re: To się nie zgadzaj... 30.06.07, 15:41
                              smile)))
                  • anja_pl Re: Dla Ciebie formalnie na papierze... 03.07.07, 23:56
                    catherrine napisała:
                    [ciach]

                    >decyzja o
                    > rozwodzie jest podjeta.

                    wiesz, decyzje zawsze można zmienić...
          • elein Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:28
            Może tu pies pogrzebany? Ze on kocha żonę tylko się na nią obraził, ze
            zakochała się w innym, wiec odszedł do ciebie. A teraz nie wie jak zadowolic
            dwie bo obie go chcą a on nie wie którą wybrać.
            • catherrine Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:30
              heh, nie, nie obrazil sie na zone. po pierwsze, ona zakochala sie w innym, on o
              tym nie wiedzial, dowiedzial sie duzo pozniej, jak juz sie zaczynalo ze mna.
              wie, ktora wybraz, mam takie wrazenie, duzo bylo miedzy nami szczerych i
              bolesnych rozmow. przez caly ten okres- widzialam, jak wygasaja w nim resztki
              uczucia do niej... czuje sie za nia odpowiedzialny, laczy ich te kilka lat-
              milosci juz nie ma.
              • elein Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:33
                To wszystko twoij interpretacja. A nawet życzeniowa NADinterpretacja.
                Albo ten facet jest totalna dupa wołowa. Pomogłaś mu "wygasić resztki uczucia
                do żony" a teraz się wściekasz bo nie możesz całkiem jej sie pozbyć z jego
                myśli...
                • catherrine Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:35
                  ja mu pomoglam? a to ciekawe, bo noe robilam nic w tym kierunku- jak juz kilka
                  razy pisalam- bylam bardzo na dystans, nasze spotkania ograniczaly sie do
                  wielogdzinnych rozmow w kawiarni...
                  nie chce jej wyganiac z jego mysli. ale co innego, jesli ma z nia zdrowy
                  konakt i spotykaja sie raz na jakis czas, a co innego, jak ona go tlamsi.
                  przeciez nie mam prawa zadac, zeby zapomnial o takim dlugim odcinku swego zycia.
                  • elein Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:46
                    Tak zrozumiałam twoj poprzedni wpis. Zdrada to nie standartowe włożenie
                    penisa..jesli juz tak podkreslasz "trzymanie na dystans" i wielogodzinne
                    rozmowy w kawiarniach.
                    Ten facet zapewne nie odszedlby od żony jesliby nie mial do kogo, albo gdyby to
                    zona od niego nie odeszła.
                    Niech idzie do psychologa i to bez wymowek. Jesli jest uzalezniony od żony albo
                    ich zwiazek był toksyczny to tymj bardziej. Uświadom mu, ze tak sie
                    zachowując jak teraz to krzywdzi was obie, bo obu daje nadzieję. Nikomu jego
                    gamoniowatośc szczescia nie przyniesie. Ty masz zakochane klapki na oczach
                    wiec pewnie jeszcze troche wytrzymasz , a ile?... Mozesz byc obok, ale
                    mozliwe, ze po jego ewentualnym rozwodzie bedziesz mu sie źle kojarzyć... z
                    rozwodem.


                    • catherrine Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:49
                      jak juz pisalam- rozstaliby sie, tylko ze pewnie pozniej.
                      masz racje w tym, co piszesz w drugiej czesci. duza racje. dziekuje, bo to
                      musze przemyslec i rzeczywiscie postawic jakies ultimatum.
                      • elein Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:53
                        Znam takiego który przez 30 lat twierdził że ma złe małżeństwo do którego nie
                        powinno dojść i powinni się rozstać... w miedzyczasie miał kilka kochanek,
                        nawet przez kilka lat nie mieszkał z zoną. Po każdej kochance jednak wracał
                        zpowrotem do "fatalnej" zony. Są różne "egzemplarze"... wiec nie roztkliwiaj
                        się nad facetem tylko mobilizuj go do konkretów i pilnuj siebie w tym
                        układzie... bo miły nie jest.
                        • catherrine Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 16:02
                          nie chce sie nad nim roztkliwiac, chociaz serce mnie boli. ale ponizac sie nie
                          bede, bo juz bylam w takim zwiazku, co to moj poziom morlany spadl do poziomu
                          scierki do podlogi.
                          • elein Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 16:07
                            To może sama tez byś na jakąś terapię się udała? Żeby znowu nie wejść "złym
                            schematem" w poniżający Cię układ..?
                            • catherrine Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 16:08
                              zrobie to, jesli nie poradze sobie sama. ostatnio jakos z tego wyszlam, chociaz
                              teraz sytuacja jest inna. ale jeszcze tydzien, dwa tego wszystkiego i oszaleje.
                              • elein Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 16:22
                                Poszukaj kogoś dobrego żeby rozgryźć swój problem. Bo się zamęczysz tą
                                sytuacją. Jeśli kolejny raz wchodzisz w nieciekawy układ to może trzeba nad
                                poczuciem swojej wartości popracować? Żeby nie wpadac z deszczu pod rynne? Wiem
                                ze kochasz, ale bycie tą drugą i proszenie się faceta o rozwód nie poprawi Ci
                                samopoczucia... Rozbijesz się jeszcze bardziej. Więc uwazaj na siebie. Pa.
                    • czamon Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 02.07.07, 18:33
                      elein napisał:

                      > > Ten facet zapewne nie odszedlby od żony jesliby nie mial do kogo, albo
                      gdyby to
                      >
                      > zona od niego nie odeszła.
                      > >
                      >
                      nie prawda, ludzie nie zawsze odchodza do kogoś, czasami po prostu rozstają
                      się, bo chcą poszukąc własnego szczęscia w życiu
                      • anja_pl Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 04.07.07, 00:03
                        czamon napisała:

                        > nie prawda, ludzie nie zawsze odchodza do kogoś, czasami po prostu rozstają
                        > się, bo chcą poszukąc własnego szczęscia w życiu

                        ale wtedy nie pojawia się ta/ten trzeci/trzecia w trakcie trwania związku
                        • czamon Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 04.07.07, 09:30
                          anja_pl napisała:

                          > czamon napisała:
                          >
                          > > nie prawda, ludzie nie zawsze odchodza do kogoś, czasami po prostu rozsta
                          > ją
                          > > się, bo chcą poszukąc własnego szczęscia w życiu
                          >
                          > ale wtedy nie pojawia się ta/ten trzeci/trzecia w trakcie trwania związku


                          czasami sie pojawia ten/ta trzeci/cia ale pojawia się i znika i nie odchodzi
                          się do kogoś, odchodzi się bo chce się byc jeszcze w zyciu szczęsliwym. Kazdy
                          człowiek potrzebuje miłości, opieki, czułości to jest jak najbardziej normalne.
                          Jezeli małżenstwo umiera, jest juz tylko papierkiem to rozstanie może dać siłę
                          żeby jeszcze w zyciu znależć własne szczęscie.
              • forceps Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:35
                no to w sumie bardzo klarowna sytuacja..Ona ma kogoś,Ty masz jego i wszystko
                jasne-wszyscy zadowoleni ...Jakie wyrzuty sumienia...Nie rozumiem....
                • catherrine Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 15:38
                  ona nie ma nikogo.
                  a jak nie rozumiesz, to ja poraz kolejny nie bede opisywac.
                  • phokara Catherrine... 30.06.07, 17:07
                    ... napiszę Ci coś, choć wiem, że nie będziesz w stanie tego zrobić. Po prostu
                    posłuchaj.

                    Świat na tym forum wcale nie jest czarno - biały, bo nigdy taki nie jest. Od
                    każdej reguły są wyjątki - i dobrze, że tak jest. Ale nie dostrzegasz jednej
                    rzeczy. To Twój świat jest teraz czarno - biały. W tym, co piszesz, w Twoich
                    reakcjach na komentarze, w Twoich uczuciach przede wszystkim. Przyjmujesz taką
                    optyke, bo chronisz siebie, chronisz emocje, w których siedzisz po uszy. I
                    wierzysz w to, że je ocalisz, razem z mężczyzną, który jest ich sprawcą. I ja
                    to naprawdę rozumiem, i nawet myślę, że wiara czyni cuda. Ale nie musi być
                    ślepa. Ty oprócz strachu, masz w sobie dużo siły - jeżeli szczerze kochasz, to
                    ją masz. Nie musisz tracić energii na niewygodne komentarze, a jeśli tak
                    robisz, to świadczy o tym, że gdzieś w Tobie jest strach i niepewność, których
                    być może sobie wcale nie uświadamiasz. Ja Ci powiem czym ten strach jest. Jest
                    Twoją ceną, jaką płacisz Ty za ten układ. Ty - i nikt inny. Bo tu się rachunki
                    płaci indywidualnie, czy Ci się to podoba, czy nie. A Ty chcesz się dorzucić do
                    nie swojego rachunku, i nawet jeśli masz bardzo dobre intencje, to nie
                    zadziała. Nie możesz pomóc mężczyźnie, którego kochasz, nie tak, jak myślisz.
                    Możesz tylko być... obok. I jeszcze Ci powiem, że im dalej - tym właśnie
                    lepiej. To jest jego rów do przejścia, a im bardziej da mu w kość - tym lepiej.
                    I dla niego, i dla Ciebie. Ty nie trwoń siły, bo ona Tobie będzie potrzebna,
                    jak cholera, a facet musi wygenerować własne siły, żeby wyszedł z tego zakrętu
                    jak mężczyzna, w pocie, bólu i trudzie, a nie - 'jakby się nic nie stało'.
                    Właśnie się dzieje. Ty daj mu szansę napisać ten test, jeśli w ogóle myslisz
                    poważnie o wspólnym życiu i traktujesz to serio. Daj sobie szansę traktowania
                    serio faceta, który chwilowo tkwi w wyjatkowo wstrętnym i banalnym schemacie.
                    Daj mu z tego wyjść, albo wyczołgać się z twarzą - nie przenoś go na plecach
                    przez ten syf. Bo to najgłupsze, co możesz zrobić, i nawet, jeśli doraźnie
                    zadziała, to wróci potem, jak bumerang i walnie Cię w łeb pełen ideałów.
                    Piszesz, że jesteś idealistką. To nic strasznego, też jestem idealistką i
                    uważam, że są gorsze choroby. Ale ja świetnie wiem, że idealizm kosztuje.
                    Baaaaardzo dużo. Najgorsza jest opłata w rozczarowaniach. One sa w kazdym kacie
                    trojkata rownobocznego. Zajmij sie swoim.
                    Jesli ten gosc jest mezczyzna to poradzi sobie z wlasnym.
                    • z_mazur Wiesz co Pho... 30.06.07, 17:20
                      Fajnie, że znowu jesteś.
                      • fankaaa Re: Wiesz co Pho... 30.06.07, 17:23
                        Też chciałam to powiedzieć smile
                    • tricolour Nie ma jak to ująć rzeczowo całość... 30.06.07, 17:27
                      ... w jednym zdaniu.

                      smile
                      • fankaaa Re: Nie ma jak to ująć rzeczowo całość... 30.06.07, 17:32
                        Ćwiczę się w tym i, jak widać, są efekty. smile)
                    • elein Re: Catherrine... 30.06.07, 17:50
                      I własnie to jest wersja dla idealistów z krwi i kości. Bo wcale nie tak łatwo
                      byc idealistą trzymajacym sie ideałów.
                      • phokara Wiecie, co... 30.06.07, 18:02
                        ... też Was lubię.

                        Dlatego ni cholery nie moge się rozstać z tym forum.
                        (nazywam to po mojemu 'syndromem Tri'!)
              • panda_zielona Re: Tu nie tylko wierzy się w miłość... 30.06.07, 19:36
                po pierwsze, ona zakochala sie w innym, on o
                >
                > tym nie wiedzial, dowiedzial sie duzo pozniej, jak juz sie zaczynalo ze mna.

                Czyli co,zaczął rozgladać się za drugą,chociaż był nieświadomy miłości żony do
                innego.A gdyby się nie dowiedział to co? bajerowałby Cię aż byś w koncu uległa.
    • marek_gazeta Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 20:15
      Dla mnie mężatka nie jest kobietą. Nie przyłożę swojej ręki do rozpadu żadnego małżeństwa. Gówno mnie obchodzą bajania o kryzysach, nieszczęściach, nie rozumiejących i złych mężach itp. Pani chętna? To proszę najpierw pokazać wyrok rozwodowy, a wcześniej najlepiej zahaczyć o poradnię małżeńską.

      I mam nadzieję trzymać się przez resztę życia tej w sumie prostej zasady.
      • panda_zielona Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 21:46
        Bożesz Ty mój,gdzie się tacy rodzą,na kamieniu chyba.

        I mam nadzieję,że wytrzymasz w tej wierze smile
      • fankaaa Re: nietypowa prosba o pomoc... 30.06.07, 22:06
        A jesli ona bedzie miała męża potwora, który nie będzie jej okazywał uczuć,
        będzie pracował na 6 zmian, zamiast spędzac z nią miło czas, nie będzie się
        interesował współczesnym malarstwem amerykańskim( a ona owszem...), będzie
        spedzał czas przed telewizorem względnie komputerem, trzeba go bedzie zmuszać
        do sexu, nie będzie rozwijał (kompletnie nie będzie ...); a ona za to bedzie
        dokładnie w Twoim typie, to co ? Też będziesz taki pryncypialny ? smile
        No dobra, piszę trochę na przekór, bo też jestem zdania, że żonaty mężczyzna to
        nie mężczyzna (dla mnie - w przeciwieństwie do jego żony).
        • tricolour Żona też sie może rozwieść z mężem potworem. 01.07.07, 10:53
          Na co ma czekać?
    • czamon Re: nietypowa prosba o pomoc... 02.07.07, 18:30
      Nie możesz mu w niczym pomóc on sam to musi przejść. Możesz być obok, nie
      naciksać, nie nalegać na nic, po prstu być. Rozwód to jest trauma na całe zycie
      i z tym musisz się liczyć, nie wazne czy kocha ta zonę czy nie i tak to
      przeżyje na swój sposób.

      Zastanawia mnie jedan rzecz dlaczego tak większość osób na nia napadła. Do
      znudzenia będzę powtarzać ze osoba trzecia nie jest powodem rozpadu małżenstwa,
      skoro sie rozpadło to znaczy ze coś w nim było nie tak.
      • tricolour Inaczej rozumiemy słowo rozpadło... 02.07.07, 18:32
        • tricolour Inaczej rozumiemy słowo "rozpadło"... 02.07.07, 18:34
          ... Ty uważasz (zapewne), że jak ktoś ze sobą nie mieszka, to małżeństwa nie ma.
          Inni uważają, że małżeństwo kończy rozwód czyli odzyskanie administracyjnej i
          mentalnej wolności - daje to swobodę w nowych związkach.
          • czamon Re: Inaczej rozumiemy słowo "rozpadło"... 02.07.07, 18:37
            tricolour napisał:

            > ... Ty uważasz (zapewne), że jak ktoś ze sobą nie mieszka, to małżeństwa nie
            ma
            > .
            > Inni uważają, że małżeństwo kończy rozwód czyli odzyskanie administracyjnej i
            > mentalnej wolności - daje to swobodę w nowych związkach.


            nie siedzisz w mojej głowe wiec nie wiesz co uważam. Nie znoszę oceniania
            innych przez pryzmat własnych zalów, złości
            Czy wg ciebie osoby które się rostają nie mają prawda być w nowych zwiazkach
            szczęsliwe? Małżenstwo ma byc dozywotnie ?
            • tricolour Czytaj ze zrozumieniem... 02.07.07, 18:41
              ... i słowo "zapewne" miało swoje znaczenie.

              "Czy wg ciebie osoby które się rostają nie mają prawda być w nowych zwiazkach
              szczęsliwe? Małżenstwo ma byc dozywotnie?" - oczywiście tak nie uważam. Przykład
              z tego wątku pokazuje jednak, że brak rozwodu ogranicza szczęście, bo druga
              strona dalej może uważać, że jest małżeństwo tak długo, jak nie ma rozwodu.
              Czyli nieunormowanie stanu cywilnego odbiera komfort budowania kolejnych
              trwałych relacji.
              • czamon Re: Czytaj ze zrozumieniem... 02.07.07, 18:49
                tricolour napisał:

                > ... i słowo "zapewne" miało swoje znaczenie.
                >
                > "Czy wg ciebie osoby które się rostają nie mają prawda być w nowych zwiazkach
                > szczęsliwe? Małżenstwo ma byc dozywotnie?" - oczywiście tak nie uważam.
                Przykła
                > d
                > z tego wątku pokazuje jednak, że brak rozwodu ogranicza szczęście, bo druga
                > strona dalej może uważać, że jest małżeństwo tak długo, jak nie ma rozwodu.
                > Czyli nieunormowanie stanu cywilnego odbiera komfort budowania kolejnych
                > trwałych relacji.


                czytam ze zrozumieniem bardziej niż ci się wydaje
                kazdy ma swój pogląd na daną sprawe
        • czamon Re: Inaczej rozumiemy słowo rozpadło... 02.07.07, 18:34
          to moze powiesz co rozumiesz pod słowem rozpadło?
          • jarkoni Re: Inaczej rozumiemy słowo rozpadło... 02.07.07, 19:21
            Miałem się tu nie odzywać, bo osobiście mnie temat dotyczy i to bardzo..
            Tri, akurat się z Tobą nie zgodzę, a z Czamon i owszem w tym akurat.
            Z jednym wszakże zastrzeżeniem: wszystko zależy od faceta, jego
            odpowiedzialności, uczciwości, umiejętności podejmowania decyzji itp.Oraz od
            uczciwości tej trzeciej...
            Kto zna to forum od początku ten trochę wie: ja wyprowadziłem się z domu
            jesienią 2003 i wtedy dla mnie moje małżeństwo się rozpadło, mimo, że rozwodu
            nie było. Można gdybać i rozpatrywać od strony formalno-prawnej i moralnej czy
            mogłem się wtedy spotykać z inną kobietą.
            Spotykałem się, byłem pewny, że się rozwodzę i rozwiodę, może nie wszyscy są do
            końca pewni i mamią jakoś te "trzecie".
            Prawda jest taka, ze założyłem to forum z między innymi pytaniem: czy to "i co
            dalej" może się wiązać z nową partnerką, skoro małżeństwo jest w gruzach i
            będzie rozwód, ale z kolei skoro jeszcze formalnie tego rozwodu nie ma..
            Opinii było tyle co piszących.. Mówione, że skoro się rozwodzę i się
            wyprowadziłem i skoro praktycznie nie ma już małżeństwa to mogę kogoś poznać,
            inni odsądzali mnie od czci i wiary: skoro nie ma papierka rozwodowego nie wolno
            nikogo poznawać, bo jesteś ciągle prawnie żonaty i ta kobieta to ta zła
            "trzecia" co to rozbija małżeństwo..
            Słuchałem i jednych i drugich..Koniec był taki, że ta niby "trzecia" zostawiła
            mnie bez słowa z dnia na dzień, bez słowa, napisała maila, że już nie wierzy w
            mój rozwód.. Ale nie zapomniała wyssać parudziesięciu tysiaków heh..
            I tak wyglądał tenże zakręt życiowy z mojej strony.
            Reasumując: autorce wątku- niech on pokaże na ile jest poważny i jaką decyzję
            podejmie, bo na razie to tylko bla,bla,bla..A jak będzie konsekwentny i poważny
            nie zostaw go..
            Temu facetowi: uważaj na te trzecie, bo może zostawisz wszystko a i tak
            zostaniesz z ręką w nocniku.
            PS.Do "tego faceta": albo doprowadzisz mimo wszystko rozwód do końca i nie
            zostaniesz sam, albo ta trzecia Cię zostawi, bo się po prostu znudzisz, choćby
            nie wiem co obiecywała..Ale może po rozwodzie trafisz na kogoś super..Cuda się
            zdarzają, z doświadczenie mówię..To by było na tyle....
            HOWGH to jest właściwe słowo..
            • tricolour Sam sobie dałeś odpowiedź... 02.07.07, 19:33
              ... że rzeczy załatwia sie po kolei czyli najpierw rozwód, a potem coś
              konkretnego. Postawiłeś sprawę na głowie, co kobieta skomentowała, że "nie
              wierzy w rozwód". Widać tak się certoliłeś, że ją zniechęciłeś.

              Co do "wyssania" pieniędzy, to zdradź więcej szczegółów, a okaże się, czy to
              złodziejka, czy Ty miałeś gest, którego żałujesz, gdy odeszła...
              • jarkoni Re: Sam sobie dałeś odpowiedź... 02.07.07, 19:53
                Mój gest, nie zaprzeczam...
                No i masz dużo racji..Nie całą rację do końca, ale duuużo
    • nangaparbat3 Re: nietypowa prosba o pomoc... 04.07.07, 00:19
      Moj były maż poznał w dwa lata po tym, jak zamieszkalismy osobno, ale wcale
      jeszcze nie było mowy o rozwodzie. Jednak nigdy nie miałam poczucia, by w
      jakikolwiek sposób przyczyniła sie ona do rozpadu naszego małżeństwa. Wydaje mi
      się, ze nie papier jest tu wazny, ale stan umyslow i uczuć.
      Ktos pyta, dlaczego autorka wątku wzbudziła tyle zlosci. we mnie też - i
      wzbudziła ja dlatego, ze mam wrażenie, iz pytajac "jak mu pomóc" tak naprawde
      pyta "jak spowodować, by zrobił to, czego ja pragnę".
      Bardzo madrze napisała Phokara, jej tekst w tym watku to jeden z piękniejszych w
      całym forum - ja bym go gdzieś umiesciła na poczatku, zeby sie nie zagubił, zeby
      w każdej chwili mozna było do niego zajrzeć. Nie odezwałam sie na jego temat z
      marszu, bo zbyt głeboko mną poruszył.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka