Dodaj do ulubionych

Do z.odzysku (głównie)

21.10.07, 18:41
Ostatnio nie bywałam na forum zbyt często. Szczerze mówiąc prawie
wcale. Zainteresowałeś mnie wczoraj na tyle, że prześledziłam Twoje
posty z ostatnich kilku miesięcy. Być może pomogę Ci znaleźć
odpowiedzi na niektóre pytania, na które szukałeś odpowiedzi na
forum.
1. Mój mąż mnie zostawił z dziećmi (dwie córki). Wyjechał ze
wspólnych wczasów do domu trzy dni przed nami, mówiąc nam, że nie
dostał urlopu. Jak wróciłyśmy do domu on już był wyprowadzony.
Czekał tylko na nas, żeby powiedzieć dziewczynkom, że się wyprowadza
na jakiś czas. Na moją prośbę, żeby porozmawiać ze mną na ten temat
powiedział, że nie widzi takiej potrzeby i po 10 minutach wyszedł.
byłam kompletnie zdruzgotana. Natychmiast przyjechali do mnie
przyjaciele, żeby pomóc mi się pozbierać, wypakować z samochodu,
rozpakować (narty, zimowe ciuchy itd.) dopilnować, żeby dzieci
poszły spać, a ja, żebym poszła spać pijana. Jeszcze tego samego
wieczora podjęłam decyzję, że to już naprawdę koniec naszego
małżeństwa. Następnego dnia wieczorem powiedziałam też dzieciom, że
tata już nie wróci, bo ja się na to nie zgodzę. Kłóciły się ze mną,
że "przecież tata powiedział, że tylko na kilka miesięcy". Było mi z
tym ciężko. Dla mnie istotne było również to, że mój mąż wniósł uż
dwa lata temu pozew o rozwód, odbyła się nawet pierwsza rozprawa,
podczas której wyraziłam zgodę na rozwód bez orzekania o winie,
który on potem wycofał, za moją zgodą. Chciał już też w przeszłości
(3-4 lata temu) się wyprowadzać, o czym wówczas zdążył już
poinformować córki. Na rozmowę ze mną zechciał sie umówić dopiero za
tydzień i 1 dzień i rozmowa obraniczyła się do przekazania mi
skrupulatnie wypisanej listy rachunków, jakie miałam opłacać. I
znowu, dla mnie istotna uwaga - to był luty, od października nie
miałam pracy. Po drugim, czy trzecim takim spotkaniu,z których każde
było dla mnie ogromnie wyczerpujące psychicznie, po rozmowach z
przyjaciółmi, zdecydowałam sie nie podejmować żadnych więcej rozmów
z moim mężem, tylko wziąć się za siebie i dzieci. Nie umiem żyć na
hustawce, dla dzieci to też nie jest dobre.
2. Ja zupełnie nie ufałam juz mężowi. Tak jak Twoja eks wprowadziłam
embargo informacyjne. Tyle,ze ja, w przeciwieństwie do Twojej eks
zabroniłam moim dzieciom wyłącznie informowania taty na mój temat. W
szczególności, czy znalazłam już pracę, gdzie i za ile będę
pracować - bo takie pytania zadawał mój eks, co ja uważałam za
kompletnie bezzasadne. Zaczęłam także spotykać się z ludźmi z forum,
wychodzić wieczorami. Nie chciałam, żeby mój eks miał możliwość
wykorzystania tego w sądzie. Mój prawnik stanowczo zalecił mi takie
postepowanie. Stąd embargo. Mój eks rozmawił ze mną na ten temat,
wyjaśniłam mu moje stanowisko telefonicznie i stanowczo sprzeciwiłam
się cofnięcia zakazu danego dzieciom. Zaproponowałam mu rozwizanie,
które w efekcie nie bedzie wywoływać konfliktów lojalnościowych u
dzieci, polegajace na nie zadawaniu im przez tatę pytań na mój
temat. Natomiast moje dzieci na swój temat mogły mówić wszystko, w
szczególności o planie lekcji. Po uzyskaniu rozwodu pozwoliłam im
już mówić o wzystkim, jeśli eksa to interesuje. Tu nie rozumiem
Twojej eks.
Obserwuj wątek
    • ha-pa Re: Do z.odzysku (głównie) 21.10.07, 22:35
      e07
      dzięki za tą opowieść. Wiesz ja jestem w podobnej sytuacji jeśli
      chodzi o rozstanie z mężem - nie uzyskałam konkretnej odpowiedzi na
      pytanie dlaczego - też byłam zaskoczona, podobnie nagle znalazłam
      się w ciężkiej sytuacji zawodowej bo dla Nas rzuciłam pracę dwa tyg.
      wcześniej, oj... było ciężko. My jednak nie mamy dzieci. Jestem po
      piątkowej pierwszej i ostatniej sprawie rozwodowej, też zgodziłam
      się na bez orzekanie o winie. Wydaje mi się że nikogo nie ma, ale...
      Najgorsze jest to, że nie potrafię wymazać go z serca i chyba wciąż
      łudzę się nadzieją, że może jeszcze będziemy razem - tyle, że po
      Twojej opowieści czuję, że nie powinnam, bo to tylko może skończyć
      się podobnie i boję się kolejnego psychicznego dołka z którego
      ciężko wyjść, boje się kolejnego zawodu i tego bólu, no i dochodzi
      kwestia zaufania... Tyle że muszę to sobie wciąż przypominać by nie
      zgłupieć...
    • aron95 Re: Do z.odzysku (głównie) 21.10.07, 22:35
      Ciężko jest zabronić dzieciom mówić o drugim rodzicu , choc i tak najwięcej chcą
      mówić o tym którego na codzień nie mają .
      • mary171 Re: Do z.odzysku (głównie) 21.10.07, 22:49
        Niestety, najgorzej jest mi gdy syn (6lat) modli sie wieczorem aby tata zmienił
        pracę i mieszkał z nami - tak naparwdę pomieszkuje, ale pracuje w innym
        mieście. Mówi, że mnie kocha, ale na tym sie kończy. Chcę wnieść o separację.
        Tylko synkowi musimy jakos to wyjaśnić. No i musze sama się z tym uporać, bo to
        za długo trwa.
        • e07 Re: Do z.odzysku (głównie) 21.10.07, 23:44
          "Musimy" zamiast "muszę". Już w tym punkcie Twoja historia jest
          inna. Lepiej wróży dzieciom, mimo wszystko. Mój eks nie znosił
          liczby mnogiej w małżeństwie.
    • z.odzysku Odpowiedź ... (przepraszam, że długa) 22.10.07, 23:47
      e07 (masz fajny nick... kojarzy mi się z serialem, który lubię ;-
      )),

      Poczułem się wywołany do odpowiedzi, dlatego odpowiem. Postaram się
      jak najlepiej, choć już wiem, że będzie to niezwykle trudne,
      ponieważ Twój post obudził niestety moją traumę. Spróbuję zatem
      odpowiedzieć Ci przywołując jedynie fakty z mojego życia, a emocje
      pozostawić obok. Zadziwiająco podobne są bowiem nasze historie.

      Na początku bardzo Ci dziękuję, że zechciałaś mi pomóc w znalezieniu
      odpowiedzi na niektóre moje pytania stawiane na forum. Co prawda
      dość późno po publikacji tych pytań i szkoda, że nie w wątkach
      tematycznych, niemniej każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny, bo
      pozwala mi nabrać dystansu do własnych przekonań. Dziękuję jeszcze
      raz.

      Przepraszam również na wstępie, że odpowiedź moja będzie długa.
      Wynika to z postanowienia, że będzie to mój pierwszy i zarazem
      ostatni post w tym wątku. Nie chcę odgrzewać emocji, swoich
      zwłaszcza.


      A przechodząc do konkretów:


      > Mój mąż mnie zostawił z dziećmi (dwie córki).

      Naprawdę mi przykro, że Twój mąż zostawił Ciebie i dzieci.
      U mnie jednak była troszkę inna sytuacja, bo ja zostawiłem swoją ex,
      ale nie moje córki. To drobna, jednak bardzo istotna różnica. Mój
      kontakt z córkami (trochę o tym wczesniej pisałem - ułamek życia
      jedynie), codzienne telefony, coweekendowe całodzienne spotkania
      (nierzadko również w tygodniu), wspólne cudowne wakacje (nie
      pierwsze zresztą, gdyż moja ex od kilku lat odmawiała wspólnych
      letnich wyjazdów), etc. dowodzą, że kontakt z córkami mam znakomity.
      Zwykle brakuje nam dnia, aby zrealizować wszystkie pomysły na
      spędzenie czasu danego mi do spędzenia z nimi. Oprócz regularnego
      płacenia alimentów mojej ex, kupuję też córkom bardzo wiele rzeczy
      potrzebnych do życia (ubrania, buty, bieliznę, żywność, słodycze,
      książki, zabawki, przybory, etc.) oraz dbam o sferę kulturalną ich
      rozwoju (kino, koncerty, imprezy plenerowe, ostatnio wciągam je też
      w muzykowanie) oraz ogólnorozwojową (np. basen). We wszystkich tych
      aspektach życia z córkami biorę udział z największą przyjemnością,
      zreszą ta przyjemność jest entuzjastycznie odwzajemniana, np. kiedy
      je odwożę po spotkaniu, zdarza się, że młodsza śpiewa na cały
      autobus, albo chichra się bez opamiętania ku uciesze mojej i
      otaczających pasażerów. smile


      > ... Wyjechał ze
      > wspólnych wczasów do domu trzy dni przed nami, mówiąc nam, że nie
      > dostał urlopu. Jak wróciłyśmy do domu on już był wyprowadzony.
      > Czekał tylko na nas, żeby powiedzieć dziewczynkom, że się
      > wyprowadza na jakiś czas. Na moją prośbę, żeby porozmawiać ze mną
      > na ten temat powiedział, że nie widzi takiej potrzeby i po 10
      > minutach wyszedł.

      Mam bardzo podobne przeżycia.
      Wyprowadziłem się ze starego mieszkania bardzo gwałtownie. Taki
      sposób postępowania wypracowałem przez 2 miesiące cotygodniowych
      spotkań z psychoterapeutą. Tym samym terapeutą, który zdążył poznać
      mnie i moją ex na terapii małżeńskiej, z której ex rezygnowała 2
      razy, by za trzecim zrezygnować definitywnie. Miałem bardzo wiele
      wątpliwości co do takiego sposobu wyprowadzenia się ze wspólnego
      mieszkania. Wątpliwości te spowodowane były przede wszystkim moją
      obawą o reakcję córek i ewentualność odrzucenia mnie, jako ich ojca.
      Wątpliwości moje spowodowane były dodatkowo ucieczką do kłamstwa,
      jako sposobu na realizację wyprowadzki. Do dziś mam z tego powodu
      wyrzuty sumienia. Za to kłamstwo (i wiele innych spraw, gdzie czułem
      się winny) przeprosiłem jednak moją ex na miesiąc przed rozwodem (na
      szczęście dała się namówić na spotkanie, choć nie było łatwo). Brak
      jakiejkolwiek reakcji ex dał mi kolejny argument (choć mniej ważny)
      na potwierdzenie słuszności decyzji o rozwodzie i wcześniejszym
      wyprowadzeniu. Swoją decyzję o wyprowadzeniu przekonsultowałem
      jeszcze wcześniej z 2 przyjaciólmi i zaprzyjaźnionym księdzem
      (zaskoczyły mnie jego rady, bo do tej pory uważałem kościół za
      bardzo konserwatywny).
      Reakcja córek na wiadomość o wyprowadzeniu (kiedy przyjechały z
      zimowych wczasów) przeszła jednak najśmielsze moje oczekiwania.
      Bardzo bałem się ich reakcji. Czekałem na ich powrót w mieszkaniu.
      Po wejściu poprosiłem je do pokoju i wyjasniłem dlaczego się
      wyprowadziłem. Młodsza córka powiedziała: "Oo, tatusiu, to masz
      teraz drugie mieszkanie? Co w nim masz? Kiedy mogę do Ciebie
      przyjść?...". Starsza córka była nieco przestraszona sytuacją, ale
      szybko się z nią oswoiła. Nadzwyczaj szybko. Następnego dnia po
      wyprowadzeniu się przyszedłem do córek i spędziłem z nimi pół dnia.
      Sporo czasu zajęło mi tłumaczenie, że ich nie opuszczam i że zawsze
      będę ich ojcem. Uspokoiły się. Zaufały. Zrozumiały. Teraz już to
      wiem. Już z doświadczenia ostatniego pół roku. I też jestem
      spokojny. Terapeuta, na sesji już po wyprowadzce i po wysłuchaniu
      opowieści o przebiegu wyprowadzki i reakcji córek,
      podsumował: "Córki panu zaufały. Gratuluję. Musi Pan być fajnym
      tatą". Od tego momentu zacząłem odzyskiwać wiarę w siebie. Od dnia
      wyprowadzki codziennie dzwonię do córek i zabieram je co weekend.
      Gwałtowne wyprowadzenie się z mieszkania okazało się jednak (już z
      perspektywy czasu) najlepszym rozwiązaniem, bo był to efekt
      krótkiego szoku, a nie bólu rozciągniętego w długim czasie.
      Wyprowadzanie się tygodniami (a może i miesiącami) spowodowałoby
      pogorszenie i tak już ciężkiej atmosfery, a na tym ucierpiałyby
      jeszcze bardziej moje córki. Znając bowiem swoją ex (w sumie juz
      ponad 20 lat) przeczuwałem, że byłaby jatka o każdą najdrobniejszą
      rzecz. Terapeuta doradził mi takie "gwałtowne" rozwiązanie i za to
      jestem mu bardzo wdzięczny. Tym bardziej, kiedy zobaczyłem jak córki
      to przyjęły.

      > byłam kompletnie zdruzgotana. Natychmiast przyjechali do mnie
      > przyjaciele, żeby pomóc mi się pozbierać, wypakować z samochodu,
      > rozpakować (narty, zimowe ciuchy itd.) dopilnować, żeby dzieci
      > poszły spać, a ja, żebym poszła spać pijana.

      Podejrzewam, że moja ex, podobnie jak Ty, była rozbita sytuacją.
      Trochę mnie to jednak dziwi, bo przecież atmosfera między mną a ex
      była nie do zniesienia już na wiele miesięcy przed wyprowadzeniem
      się. Problemy narastały przemieniając się w absurdy graniczące z
      paranoją. Od wielu miesięcy nie mogłem się nawet z ex skomunikować,
      nie mówiąc już o dogadaniu się w czymkolwiek. Moje próby spokojnego
      porozmawiania, znalezienia rozwiązań, próby odpowiedzi na pytanie:
      co dalej z nami? były albo przez ex ignorowane, albo kończyły się
      listą pretensji do mnie za ostatnie 10 lat, a nierzadko wyzwiskami
      pod moim adresem. Zaniechałem więc tych prób.
      Tak więc moje wyprowadzenie się było nieuniknone. Kiedy już to
      zrobiłem okazało się, że na szczęście zostali jeszcze przyjaciele,
      którzy mogli pomóc mojej ex w tej bardzo trudnej dla niej chwili.
      Podziękowałem im później serdecznie za zaopiekowanie się nią. Do
      dziś utrzymuję z nimi bliskie kontakty. Spotykamy się, mamy wspólne
      sprawy.


      > Jeszcze tego samego
      > wieczora podjęłam decyzję, że to już naprawdę koniec naszego
      > małżeństwa. Następnego dnia wieczorem powiedziałam też dzieciom,
      > że tata już nie wróci, bo ja się na to nie zgodzę. Kłóciły się ze
      > mną, że "przecież tata powiedział, że tylko na kilka miesięcy".
      > Było mi z tym ciężko.

      Nie wiem kiedy moja ex podjęła decyzję o końcu małżeństwa. Być może
      równie szybko co Ty. Nigdy mi tego nie powiedziała.
      Przypominam sobie natomiast, że wyprowadzając się powiedziałem m.in.
      córkom: "Nie wiem na jak długo się wyprowadzam: pół roku, rok, a
      może na zawsze. Kocham was, ale nie chcę was oszukiwać. Zobaczę, jak
      rozwiną się stosunki z waszą mamą". Pewne symptomy decyzji ex o
      końcu małżeństwa zaobserwowałem, kiedy 2 miesiące po mojej
      wyprowadzce ex złożyła pozew do sądu rodzinnego o horrendalne
      alimenty na dzieci. Na domiar złego pozew ów, kie
      • z.odzysku Re: Odpowiedź ... c.d. 22.10.07, 23:54
        Na domiar złego pozew ów, kiedy już przyszedł na mój stary adres
        (nie wiem jak zdołała odebrać pismo z sądu), ex przekazała mi
        poprzez starszą córkę (sic!!). Długo musiałem potem córce tłumaczyć
        co to jest, po co, itd.


        > Dla mnie istotne było również to, że mój mąż wniósł uż
        > dwa lata temu pozew o rozwód, odbyła się nawet pierwsza rozprawa,
        > podczas której wyraziłam zgodę na rozwód bez orzekania o winie,
        > który on potem wycofał, za moją zgodą. Chciał już też w
        > przeszłości (3-4 lata temu) się wyprowadzać, o czym wówczas zdążył
        > już poinformować córki.

        Miałem bardzo podobnie.
        Kilka lat wcześniej, kiedy już w małżeństwie działo się bardzo źle,
        podjęliśmy wspólnie z ex decyzję o rozwodzie. Zdecydowaliśmy, że to
        ja złożę pozew. Jednakże w 2 miesiące później zdałem sobie sprawę,
        że być może nie wszystko jeszcze zrobiłem dla ratowania związku.
        Zaproponowałem terapię małżeńską. Ex się zgodziła i nawet przy
        córkach obiecała, że postara się o poprawę jakości naszego życia.
        Niestety wytrzymała tylko kilka sesji. Tak więc terapię
        kontynuowałem indywidualnie.
        Podobnie jak Twój mąż, kilka lat temu chciałem się wyprowadzić. Ex
        krzyczała wtedy, że chce rozwodu i żebym jak najszybciej wyniósł sie
        z mieszkania. Porozmawiałem wówczas z córkami jakby to było, gdybym
        z nimi nie mieszkał. Były wtedy znacznie młodsze i przestraszyły się
        tego co mówiłem. Dlatego zaniechałem wyprowadzania. Uspokoiły się.


        > Na rozmowę ze mną zechciał sie umówić dopiero za
        > tydzień i 1 dzień i rozmowa obraniczyła się do przekazania mi
        > skrupulatnie wypisanej listy rachunków, jakie miałam opłacać. I
        > znowu, dla mnie istotna uwaga - to był luty, od października nie
        > miałam pracy.

        Podobnie jak Twój ex, ja również umówiłem się z moją ex na spotkanie
        po jakimś czasie od wyprowadzenia się. Taki scenariusz wydarzeń
        uprzednio skonsultowałem z terapeutą. Chodziło o danie sobie czasu
        na to, aby opadły pierwsze emocje po gwałtownym rozstaniu się.
        Pomimo, że próbowałem wytłumaczć, ex nie chciała nawet słuchać
        dlaczego się wyprowadziłem. Dlatego nie próbowałem więcej. Przed
        wyprowadzeniem się opłaciłem wszystkie rachunki, niektóre na kilka
        miesięcy w przód.
        Z brakiem pracy mojej ex, to ciekawa sprawa (znów podobieństwo
        sytuacji). Podobnie jak Ty moja ex też nie miała pracy w chwili
        mojego wyprowadzania. Kilka miesięcy wcześniej straciła dobrą pracę
        (zarobki co prawda niskie, ale za to 5-6 godzin zaangażowania
        tygodniowo). Już na kilka miesięcy przed utratą pracy przez ex,
        widząc, co się święci, próbowałem z nią rozmawiać, aby się
        zainteresowała poszukaniem nowej pracy, bo grozi jej rozwiązanie
        umowy. Proponowałem też swoją pomoc w znalezieniu nowej pracy,
        jednakże pomoc tą ex agresywnie odrzuciła ("To nie twoja sprawa!
        Zajmij się swoją robotą!", etc.). Przestałem więc proponować ex
        pomoc i z przykrością patrzyłem, kiedy ex straciła pracę, a z tym
        większym zdziwieniem i przykrością obserwowałem, że wcale się nie
        spieszy ze znalezieniem nowej.


        > 2. Ja zupełnie nie ufałam juz mężowi. Tak jak Twoja eks
        > wprowadziłam embargo informacyjne. Tyle,ze ja, w przeciwieństwie
        > do Twojej eks zabroniłam moim dzieciom wyłącznie informowania taty
        > na mój temat. W szczególności, czy znalazłam już pracę, gdzie i za
        > ile będę pracować - bo takie pytania zadawał mój eks, co ja
        > uważałam za kompletnie bezzasadne.

        Tutaj historie nasze się różnią, bo ja zapytałem jedynie córki, czy
        mama już znalazła pracę. Nie pytałem gdzie, nie pytałem za ile, nie
        zadawałem innych pytań. Córki same zaczynały mówić o sprawach
        domowych, jednakże bardzo szybko "gryzły się w język" i strofowały
        wzajemnie, że przecież nie mogą mi nic mówić. Pisałem o tym więcej w
        wątku "Embargo informacyjne".

        > Zaczęłam także spotykać się z ludźmi z forum,
        > wychodzić wieczorami.

        Dobrze, że wyszłaś do ludzi. Ja zamknąłem się w sobie i popadłem w
        pracę i w swoje pasje aby wypełnić sobie czas i nie zwariować
        pomiędzy spotkaniami z córkami. Natrafiłem potem na to forum.
        Zacząłem czytać. Zobaczyłem, że wiele problemów innych ludzi jest
        bardzo podobnych do moich. Długo się bałem odezwać. Natomiast kiedy
        to zrobiłem zacząłem zauważać, że schodzą ze mnie negatywne emocje i
        odnajduję w siebie faceta sprzed 10 - 15 lat. Potem już jakoś
        poleciało. Gwałtownie nawet, ale nie wiem czy to jeszcze wróci.


        > Nie chciałam, żeby mój eks miał możliwość
        > wykorzystania tego w sądzie. Mój prawnik stanowczo zalecił mi
        > takie postepowanie. Stąd embargo. Mój eks rozmawił ze mną na ten
        > temat, wyjaśniłam mu moje stanowisko telefonicznie i stanowczo
        > sprzeciwiłam się cofnięcia zakazu danego dzieciom. Zaproponowałam
        > mu rozwizanie, które w efekcie nie bedzie wywoływać konfliktów
        > lojalnościowych u dzieci, polegajace na nie zadawaniu im przez
        > tatę pytań na mój temat.

        Rozumiem Twoją motywację.


        Podsumowując:
        Gdybym był na miejscu Twojego exa, cieszyłbym się, wyszłaś do ludzi,
        zaczęłaś się bawić w sposób, jaki lubisz, że znalazłaś normalną,
        nieźle płatną pracę i zaczynasz dostrzegać wartość w jej utrzymaniu.
        Miałbym też głęboką nadzieję, że będziesz szczęśliwa przez resztę
        swojego życia i, będąc w skórze Twojego ex'a, żałowałbym jedynie
        tego, że nie potrafiłem Ci dać szczęścia, na które z całą pewnością
        zasługujesz.

        Pozdrawiam serdecznie smile

        M
        • ladyhawke12 Re: Odpowiedź ... c.d. 23.10.07, 11:27
          Sorki,ze przeczytałam, to wszystko dla tego,że nic juz nie rozumię. Chyba jakas dzis jestem, nie kumata.
          • menab Re: Odpowiedź ... c.d. 23.10.07, 12:07
            To tak jak jasmileWyszło mi, że tak jakby oni byli...nieee chyba coś
            nie tak.Kurcze.Też się pogubiłam.
          • aron95 Re: Odpowiedź ... c.d. 23.10.07, 12:09
            Sorki,ze przeczytałam, to wszystko dla tego,że nic juz nie rozumię. Chyba jakas>
            dzis jestem

            A ja nie rozumię za co przepraszasz
            • ladyhawke12 aron 23.10.07, 12:34
              z_odzysku wie, i e07 też.
          • panda_zielona Re: Odpowiedź ... c.d. 23.10.07, 13:27
            ladyhawke12 napisała:

            > Sorki,ze przeczytałam, to wszystko dla tego,że nic juz nie
            rozumię. Chyba jakas
            > dzis jestem, nie kumata.

            Zamieszczone na otwartym forum,więc przeczytać każdy może.
            Kumata jesteś,bo ja odniosłam podobne wrażenie,ale takie rzeczy to
            chyba tylko w erze. :0
            • ladyhawke12 Re: Odpowiedź ... c.d. 23.10.07, 13:31
              haha .......
            • e07 Re: Odpowiedź ... c.d. 25.10.07, 00:00
              ... i w telenowelach.
        • e07 Re: Odpowiedź ... c.d. 24.10.07, 23:55
          Twoja odpowiedź pozwoliła mi przekonać się, że pomyliłam się myśląc,
          że nasze historie są podobne. Twoja eks, to prawdziwa harpia. Wobec
          tego, pewnie wiele Ci nie pomogłam i moje przeżycia nie na wiele Ci
          sie zdadzą.
          Zastanowiło mnie natomiast, to, co Ty sam napisałeś o sobie. Piszesz
          o gwałtownej wyptrowadzce. Gdzie ten, za przeproszeniem, gwałt? Dla
          mnie to z zimną krwią odegrany, znacznie wcześniej zaplanowany
          scenariusz. Jesteś chyba niezłym aktorem, gratuluję. Poza tym
          piszesz, że wcześniejsze ruchy: wyprowadzka, rozwód, uzgadniałeś z
          żoną i ona się na to godziła. Więc skąd podejrzenie o "jatkę" (BTW -
          to już chyba byłaby sprawa dla prokuratury). Powiem tak: jeśli Twój
          terapeuta mógł zaproponować takie rozwiązanie, to nie dziwię się
          Twojej byłej żonie, że zrezygnowała z terapii u niego. No i ta praca
          eks, a właściwie jej brak. "Z przykrością patrzyłeś", ale nie
          pomyślałeś o tym, żeby odłożyć swoje plany wyprowadzkowe, albo
          właśnie, z wyprzedzeniem ją o nich poinforować. Spodziewałabym się
          tego nawet po współlokatorze. Niestety, nie kojarzy mi się to także
          z troską o dzieci.
          Dobrze, że teraz masz dobry kontakt z dziećmi.

          PS.
          Cieszę się, że podoba Ci sie mój nick - nawiązuje do dnia moich
          urodzin.
          PS2
          Jesteś pewnie, mimo wszystko, przyzwoitym facetem. Mój eks, miał
          kobietę, wiesz, dość kalsycznie, młodszy, bezdzietny model, a Ty w
          którymś z wątków napisałeś, że "byłeś wierny do obrzydzenia".
          Rozumiem to Twoje sformułowanie, bo ja byłam i też tego żałuję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka