04.04.08, 12:32
W sierpniu 10 rocznica ślubu dwoje dzieci... a mąż dwa tygodnie temu
oświadczył mi, że kocha inną i ma z nią dziecko... Zdębiałam ...
Jesteśmy w trakcie budowy domu, mamy kredyt na 300.000 zł. o on
super luzak jakoś się tym nie przejmuje... Nasze problemy zaczęły
się około 3 lat temu, gdy pojawiła się ona... ( opinie o niej nie za
dobre... podobno idzie z każdym co ma troche kasy - a mój mąz ładny
samochód, budowa domu - tylko ona nie wierzy ze to dzieki mojej
pracy, bo mąz zarabia 1000 PLN) słyszałam to tylko koleżanka...
dobrze się rozumiemy... prosiłam błagałam tłumaczyłam, nic... 1000
smsów, znalazłam zdjęcia ich razem przeczytałam kilka smsów jak
bardzo go kocha... i stało się jakieś dwa lata temu przespał się z
nią ( pewnie nie raz). Nic o tym nie wiedziałam... a może czułam,
ciężko mi to teraz stwierdzic... były podejrzenia, wiedziałam ze
jest w ciąży ale mówiła innym ze z mężem ( ma jeszcze dwoje dzieci),
myślałam, że już po problemie, ale znowu znalazłam smsy (nie było
jeszcze kredytu na budowę tylko na działkę) nakrzyczałam na niego
wyprowadziła sie na kilka dni, przychodził przepraszał, mówił, że
się do niego przyczepiła, mówił tak mi swojej siostrze jego
rodzicom, wierzyłam... przebaczałam i był spokój jakieś pół roku...
i znalazłam zdjęcia dziecka na telefonie... znowu przepraszał, że
zapomniał skasować, że chciała się tylko pochwalic... znowu
wybaczyłam... ale cały czas szukałam dowodów, wracałam z pracy,
przejeżdził gdzieś ponad 100 km samochodem tłumacząc, że oglądał
dachy domów (dach już mieliśmy), potem już nic nie tłumaczył, i
stało się podczas huraganu Emma stwierdził, że jedzie na ryby...
trochę się zdziwiłam, ale jak wyjeżdzał nie wiało tak strasznie,
prosiłam, żeby wrócił o 21, dzwonie do niego o 23 i słychać jakieś
echo, jakby był w jakimś pomieszczeniu, potem wyszedł na dwór było
słychać skrzypniecie drzwi, oczywiście zaprzeczył jest na rybach,
nawet jakąś rybę przywiózł... rzucił mi słuchawką jak się zaczęłam
dopytywać, wrócił o 10 rano, i jak nigdy zaczął przepraszać za swoje
zachowanie... ja wściekła zaczęłam go pakować... on próbował sie
tłumaczyć, ja krzyczałam, w końcu się uspokoiłam, na to on
stwierdził, że z tego już nic nie bedzie... potwierdziłam, wyszedł,
byłam wściekła... ale nie podejrzewałam najgorszego... Przez dwa
tygodnie żyłam w nieświadomości, myślałam ze przemyśli swoje
zachowanie, przyjdzie przeprosi...nic. Za to ja poszłam do niego po
telefonie od teściowej, krzyczała, ze to moja wina, że nic nie
potrafię, że nigdy nie było z nas małżenstwa, że jesteśmy złymi
rodzicami że nam dała 2000 a ja je wydałam na głupoty... i żeby było
śmieszniej to mąż mi powiedział, że oddał jej te 2000 czyli kasa też
zniknęła, kasa z kredytu... poszłam zażądałam wyjaśnień...
powiedział, że ma schowane, że nic nie bedzie matce itd... olewka
totalna.
Potem mąż przyszedł z kwiatkiem na dzień kobiet, ale szybko wyszedł,
potem dziecko się rozchorowało też przyszedł, troche rozmawialiśmy ,
delikatnie dawałam do zrozumienia, że trzeba się pogodzić, dla
dzieci i naszej wspólnej przyszłości...nic nie chciał, nawet
powiedział starszej córce, że sie wyprowadzo bo nie moze sie z mamą
dogadać... załamałam się, ale postanowiłam walczyć... ale słyszałam
tylko jaka to ja byłam nie dobra, jak to nim pomiatałam, że mi we
wszystkim ustępował, że on potrzebuje wolności... Myślałam, że mu
przejdzie... na naszym budującym się domu strasznie mu zależało więc
myślałam, że jak poiwem że go sprzedajemy, bo już w nim nie
zamieszkamy to coś pomoże... albo nie wierzył albo było mu wszystko
jedno bo się nie przejął... i w końcu stało się, zaczełam go
naciskać, żeby wrócił do domu, żeby przestał się wygłupiać itd...
nie pomagało ja cisnęłam i w końcu powiedział, że ma kogoś i że ma z
nią dziecko...SZOK!! nie wiedziałam co powiedzieć... gadałam różne
głupoty...ze to nie szkodzi, że damy radę, że może nie jego tylko
żeby wrócił... ale on nie chciał... zadzwoniłam do teściowej, nie
wierzyła mi... ale poszłam do niej pogadałyśmy i w końcu
uwierzyła... przez te wszystkie lata kiedy oszukiwał mnie kłamał
wszystkim, mówił jaka to ja jestem nie dobra, jak go zmuszam do
zajmowania się dziećmi, do wracania z pracy prosto do domu i inne
głupoty... W końcu wszyscy poznali drugą stronę i był szok!! Nikt
nie wierzył, że można być aż tak głupim... zeby to ciągnąć tyle lat,
żeby zacząć budować dom, wziąć kredyt mając świadomość ze moze ma
się dziecko z inna (bo nie wiadomo kogo dziecko, czy jej męża czy
mojego!! Wszyscy zaczęli mu tłumaczyć ze tam jest troje dzieci u nas
dwoje, ze nie można robić takich rzeczy... nie pomagało...
porozmawiałam z nim szczerze tak od serca... o tym co czuje o tym ze
dzieci go potzrebują płakaliśmy razem, ale to tez nie pomogło...
mBył na tyle głupi ze zabrał dzieci na spotkanie z nią!! Zabroniłam,
inni też mówili ze głupio robi... postanowiliśmy wyjechać na pare
dni... dużo rozmawialiśmy dowiedziałam się dużo... ze pokochał tamto
dziecko i bez względu na to czyje ono jest on chce sie z nim
spotykac... SZOK!! Powiedziałam, ze dzicko nie jest niczemu winne ze
jak to bedzie jego to bedzie mógł sie spotykac, ze moze zabierzemy
je na wakacje... ale prosiłam zeby sie określił na tym wyjezdzie z
kim chce być. W drodze powrotnej powiedział, że nie chce być z nami,
ze on chce być sam, ze musi sie jeszcze zastanowic, ze musi zobaczyć
jak się zmieniam, że mam mu pokazac, ze go kocham, ze szanuje, ze
licze sie z jego zdaniem,,., o tym co on zrobnił cisza.. bo to
zrobił przeze mnie.... załamałam sie, chciałam bardzo, żeby
wrócił... ale on powiedział, że może wrócić do czasu aż znajdzie
mieszkanie... nie zgodziłam się, powiedziałam ze ma wrócić na stałe,
sprawdzimy się skończymy ten dom, i może się nam uda, ale musi
skończyć z tamtą... nic nie powiedział wrócił do domu... następnego
dnia miał jej powiedziec...nie powiedział, myślę, że powiedział ze
wrócił na czas szukania mieszkania... zdenerwowałam się ale nic
siedziałam cicho... następnego dnia, pracował do póżna wróciliśmy
razem do domu... powiedziałam po drodze, że znajomi przychodzą do
nas w sobotę, a on, że trochę miał inne plany,że chał się zobaczyć z
tamtym dzieckiem... mało mnie coś nie trafiło... powiedziałam ze nie
ze puki nie wiadomo kogo to dziecko, żeby nie chodził, on zaczął
krzyczeć ze go oszukałam, ze pokazuje właśnie jak go kocham, że nie
szanuję tego co on mówi...zdębiałam... tłumaczyłam ze tak nie można
ze mnie rani, dzieci itd... powiedział mi tego wieczoru, ze mnie nie
kocha, żebym zobaczyła jak musi tamtą kochać skoro jest gotów
zrezygnować dla niej z tego wszystkiego z domu samochodu itd.(ona
nie pracuje). Mówił wiele rzeczy nieprzyjemnych... strasznie mnie to
zabolało... następnego dnia zadzwoniłąm do niego jak powinien być w
pracy... ale chyba wyszedł wcześniej bo nie chciał powiedziec gdzie
jest... wyczułam ze jest z nią...zreszta potem sie to
potwierdziło... widzieli ich jak szli razem, niósł jej syna na
barana a ona pchała wózek z córką... wyłączył komórki... miał po
mnie przyjechac jak wróce z pracy o 18 wróciłam wczesniej ale nie
mogłam sie z nim skontaktowac bo mial telefony wyłączone...poszłam
do tesciowej... wyłączyłam telefon...potem go właczyłam z ciekawości
poza tym chciałam wracac do domu, dzwonił...oddzwoniłam poprosiłam
zeby przyjechał... powiedział ze idzie się upić do kolegi...
prosiłam zeby po mnie przyjechał... zeby poszedł do dzieci bo nie
był w domu nie chciał.... pytałam czy jest z nią... 3 razy
zaprzeczył... poprosiłam zeby wrócił o 21 nie zgodził sie...nie
zgodził sie zebym poszła z nim... Mielismy na drugi dzien jechac do
lekarza z dziecmi... powiedział ze pamieta...ale nie chał wrócic
wczesniej, ze znowu mu cos nakazuje...Wracając do domu skłamałam ze
zostawiłam klucze w pracy... i okazało sie ze jest z nią u jej
siostry
Obserwuj wątek
    • jakniejatokto Re: teraz ja 04.04.08, 13:12
      Nooo. To koniec zwiazku jak widze z zalaczonego obrazka. To teraz
      tylko musisz sie pozbierac (wiem wiem, latwo mi sie pisze).
    • plujeczka Re: teraz ja 04.04.08, 13:32
      jak za dzieciorobem i facetem z 1000 złotową pensją to strasznie za
      nim rozpaczasz? a może cię ciagnie do niego to samo co i ją ? bo
      jakos przymiotów ducha i umysłu u niego nie znajduję==opamiętaj się
      i nie użalaj się nad soba i kredytem wielomilionowym bo jak mi się
      wydaje to i tak Ty sama go spłacałaś, pożegnaj go czule i spakuj mu
      walizki i szybko zanim zrobi drugie dziecko swojej kochance a Tobie
      będzie opowiadaż jak bardzo je kocha i jak stało się dla niego
      ważne.Szkoda dzieci ( twoich) z resztą dasz sobie radę.Moze to
      zabrzmiało srodze , nie chciałam Cie urazić ale pisałam
      juz ,że "skomlenie" o miłość i żebranie o nia wzbudza we mnie
      obrzydzenie.Sa jakieś granice , których kobieta taka jak Ty ( z
      klasą)nie powinna przekraczać , dla mnie taką jesteś. Pozdrawiam
      serdecznie
      • sbelatka Re: teraz ja 04.04.08, 14:11
        z przykrościa musze stwierdzic, ze moje osobiste doświadczenie
        pokazuje, ze jak juz facet tak bardzo jest zakochany gdzies indziej
        i nam mowi, ze juz nas nie kocha.. to czas zając sie urządzaniem
        swojego życia bez tego faceta...
        to przykre, bolesne co Cie spotkalo... ale może lepiej teraz niż za
        8 lat... Moj odszedl po 18 latach.. bo sie zakochał...
        na logiczne spohzrenie jeszcze męża na sprawe nie masz za bardzo co
        liczyc niestety... zapewne cos dostaje w tym związku i wydaje mu
        sie, ze będzie mu tam lepeij...
        czasem komus jest... nie mówie, ze nie... z akcentem jednak na
        czasem i przez jakis czas..
        co pewnie cie poki co nie za bardzo pociesza.. bo mnie nie pociesza
        w ostatecznym rozrachunku
        ale ze dasz rade nie mam watpliwości.. jak my wszystkie...porzucone
        dla innej, urodziwej, kochającej, i mającej zapewne wiele
        przymiotów, ktorych nam nieco przechodzonym żonom JUZ brakuje...
        pozdrawiam...

    • zestresowana Re: teraz ja 05.04.08, 08:27
      Wiem, ze czas na rozwod... juz sie do tego szykuje... ale moj
      szanowny małżonek zachowuje sie tak jakby sie nic nie stało...
      pisze, dzwoni, załatw mi to, przynies mi tamto... wczoraj chciał,
      żeby go do lekarza zapisac... Wkurza mnie to. Siedze cicho bo licze,
      że sie zrzeknie działki na rzecz dzieci... potem mu wygarne... taki
      biedny nieszczesliwy... nie wiem co zrobic...ale dzieci nie
      odwiedza, z tamta sie szlaja po miescie... teraz sie rozchorował...
      i mnie o tym poinformował, po co??
      • mala_mala Re: teraz ja 05.04.08, 13:16
        bo traktuje cie jak mamusie...?
        przynies to, zalatw tamto... slonko masz racje badz uprzejma, nie wyciagaj nozy
        poki nie potzeba... choc mi sie noz w kieszeni otwiera jak slysze takie rzeczy,
        ale trzymaj sie
        nic nie musisz dla niego zalatwiac zwlaszcza ze zapomnial chyba ze ma 2 dzieci
        niedomniemanych...
        nic tylko przykro... jedno mi sie tylko cisnie na usta... skad MY bierzemy
        TAKICH DEBILI?
        • panda_zielona Re: teraz ja 05.04.08, 19:37
          mala_mala napisała:

          . jedno mi sie tylko cisnie na usta... skad MY bierzemy
          > TAKICH DEBILI?
          >

          Z drzew pospadali smile)))
          • danagr Re: teraz ja 05.04.08, 21:31
            i wzięłyśmy ulęgałkismile)
            • katarzynka.30 Re: teraz ja 06.04.08, 20:33
              DZIEWCZYNO!!! gdzie Twój honor i duma?
              Głowa do góry, pierś do przodu i zacznij myśleć o dzieciach o sobie
              a tego jegomościa wyrzuć ze swojej głowy (cieżko ale da się to
              zrobić uwierz mi)!!!
      • bolutiebolutie Re: teraz ja 06.04.08, 20:45
        Zrób to? Zalatw tamto? A co on kuźwa sekretarkę sobie znalazł...?!
        Niech spada na drzewo! Niech go tamta lafirynda do lekarza zapisuje,
        pierze jego brudne gacie i spełnia jego zachcianki! Szanuj się, bo
        jak sama nie będziesz się szanowała, to inni też nie będą Cię
        szanowali... Pozdrawiam smile
        • zestresowana Re: teraz ja 07.04.08, 12:31
          He... moj szanowny małżonek zaczyna robić podchody... zaczyna
          widzieć w jakie bagno sie wpakował... cały weekend chciał z nami
          spędzic... ale kutwa nie poszedł do lekarza i sie rozchorował na
          dobre... i kto musiał załatwiać podwózkę i lekarza?? JA!! Bo
          siedział i żygał... Czy to się da jeszcze naprawić? Czy warto? Dla
          dzieci... Ciagle o niego pyta ta młodsza... On sam nie wie czego
          chce... ja wiem, że już nie chce, jak zacząć to od nowa... ale jak
          to jego dziecko to czy ja bede potrafiła z tym żyć? Już bym chciała,
          żeby z nią zamieszkał i żeby już wszystko jasne... a tak sama nie
          wiem co myslec, on ma 1000 pomysłów na sekundę... chciał być sam,
          uczepiła sie, teraz nie może sie jej pozbyc.... dobrze mu tak... ale
          mi nie dobrze, bo jakby poszedł to juz na zawsze, po takim czyms juz
          by nie było powrotu, a tak... o matko czemu ja sie cały czas
          wacham... rozwód to powinnam zrobic, ale czekam, bo samam nie wiem
          na co licze, ze zmadrzeje... juz o nic go nie prosze, mówie ze chce
          rozwodu, ale nic nie robie w tym kierunku... Boje sie to zrobic.
          • animka25 Re: teraz ja 07.04.08, 12:51
            Taaa mój tez pisał, że leży w szpitalu....życzyłam mu zdrowia.
            • aron95 Re: teraz ja 07.04.08, 13:29
              Jak nie podejmiesz tej decyzji ostatecznej ,to licz się że bedziesz wychowywać
              dzieciaka albo alimenty płacić .
              No bo kto będzie o alimentach pamiętał ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka