gaja2856
27.10.07, 14:47
Pod koniec sierpnia skończyłam 25 lat -to nie jest wiek żeby stawać
samemu przed przeciwnościamnmi życia otaczającego mnie Świata
Moje życie to jeden wielki koszmar
Pasmo pożegnań trwa u mni 8 lat
Najpierw babcia ukochana osoba można powiedzieć druga mama to ona
opiekowała sie mną gdy rodziców nie było w domu to ona się mną
zajmowała uczyła mnie troszczyła się o mnie
Ja byłam jej ukochaną wnuczka ona ukochaną babcią
Zmarła mając 86 lat po 26 dniach agonii i walki o jej życie
Jednak ze względu na jej wiek rozumiem to...
potem dziadek (jednego nie znałam zmarł na długo przed moim
urodzeniem) nie miałam z nim dobrego kontaktu ze względu na to że
wraz z babcią (drugą) mieszkał daleko
Męczył się 3 lata nie wstając z łóżka, śmierć przyniosła mu
wybawienie
W 2004 w sierpniu babcia (ta co daleko mieszkała) podobnie jak z
dziadkiem nie miałam z nia zbyt dużego kontaktu a jednak bolała
Dziadkowie mieszkali na wsi a tam pogrzeby i rytuałay z nimi
związane wyglądają inaczej, oddziaływuja na wyobraźnię i życie
3 miesiące póżniej tata (babcia go zabrała jako swoje najstarsze
dziecko) Nic nie wskazywało na to że będzie źle pojechał tylko na
kilka dni do szpitala (własnym samochodem) zrobić badania kontrolne
na serce
Tam zarazili go DCrypsiellą zmarł w wielkim bólu i częściowo ze
zmianami w psychice po miesiącu
To co przerzyłam podczas jego ostatnich dni to horror, ze względu na
specyfikę choroby musiał byc odizolowany (a że szpital nie miał
izolatek na tak ową przerobiono schowek na szczotki z kratami w
oknach, zakrwawionymi ścianami i pajęczyną w rogach gdzie najlepiej
żeby nikt z nas nie wchodził)lekarzi pielęgniarka pojawiali się tam
tylko 2 razy dziennie podczas obchodu w rękawiczkach, masce itp.
horror. w końcu go z tamtąd wypisali a po godzinie znów przyjechała
karetka , żaden szpital nie chciał go przyjąć
Wreszcie umieszczono go w odległym od domu szpitalu gdzie po dwóch
dniach zmarł
Mama to najboleśniejsza śmierć
W 2004 rokuw Sylwestra wykryła u siebie guzek na piersi (lekarze
uspokajali to tłuszczak węzły czyste nie ma się czym martwić)
Ona postanowiła to sprawdzic udała się do CO gdzie po trzech
miesiącach dostała skierowanie na operację. Niestety nie był to
tłuszczak tylko nowotwór złosliwy z przerzutami do węzłów
Operacja chemia (którą znosiła świetnie) i radioterapia dały efekty
mama był zdrowa a badania (miała robiona tylko morfologię i usg)
wskazywały że jest ok. Niestety w Święta Bożego Narodzenia 2006 roku
wystąpiły objawy bólowe w kościach. Przez trzy miesiące błagałam
lekarza mamy o skierowanie na scyntygrafię w końcu ustąpił
Wyrok był oczywisty przerzuty do kości(praktyczie wszystko było
zajęte) alemy wierzyłyśmy tymbardziej że mówiono że chemia i hormony
ładnie to poterafia cofnąć Mama jedyne co dostała od lekarza to były
środki przeciwbólowe przez trzy miesiące tylko to potem dopiero
włączono leczenie inhibitor(brała go 6msc)W międzyczasie mama się
zaziębiła i jedno oko jakby spuchło zabrałam ją do okulisty który
stwierdził że to od przeziębienia , onkolog tez nic na to nie mówił
nie zwracał uwagi Ze względu na to że inhibitor przestał działac
podano mamie chemię w zastrzykach tzw. domową (ok8 msc) W kwietniu
na trzy dni przed świętami mama miała wypadek połamała sobie obie
nogi i lewą rękę oraz pękł jej kręgosłup została przykuta do łóżka
W Wielki piątek w swoje 58 urodziny przeszła 7 godzinną operację
(lekarze nie dawali szans że ją przetrzyma) zespolenia kości,
niestety podczas tej operacji uszkodzono nerw lewej ręki tak że była
ona całkowicie niesprawna Potem trafiła do centrum rehabilitacji
gdzie ją ćwiczono. W czerwcu została wypisana do domu Ona przykuta
do łóżka zdana na otoczenie (czyli mnie) i ja 24 latka nie znająca i
nie przyghotowana do życia) Opiekunkę dla mamy OPS przyznał ze 100%
odpłatnościa (mimo iż nasze dochody były skromne) na 2 godziny
dziennie. Wziełam urlop bezpłatny by się nią zajmować
W moje 25 urodziny życzyła mi bym nigdy nie płakałabym była
szczęśliwa a 10 dni później trafiła do szpitala gdzie zdiagnozowano
liczne przerzuty do mózgu (to oko na które lekarze nie zwrucili
uwagi)Kiedy wróciła do domu nie mogła sie wysławiać wszystko to była
Coca Cola (np. nakryj mnie ta Coca Colą). Modliła się żeby odejść
żeby mnie dłużej nie męczyć, a ja miałam straszne myśli żeby to
wszystko zakończyć raz na zawsze Zmarła po 14 dniach strasznych
męczarni na moich rękach w domu tak jak sobie życzyła Nie było przy
mnie wtedy nikogo, lekarz zostawił nas same na pół godziny przed jej
odejściem
To co tu opisałam to tylko część piekła jakie razem przeżyłyśmy
Bez niej z każdym dniem jest mi coraz gorzej, coraz bardziej mi jej
brak
Jak by tego było mało to 14 dni po wypadku mamy odeszła moja 7-
letnia suczka, przyjaciółka(członek rodziny) której pękło serce x
tęsknoty za mamą
Jestem sama jedyne co mam to dwa koty:))
Dalsza rodzina stara się mnie wesprzeć ale kiepsko jej to idzie już
chyba nawet nie próbują
A ja żałuję że to nie ja byłam chora bo młodymi lekarze inaczej sie
zajmują
Nie mam po co żyć, nie widzę siebie za 10 lat nie widze siebie za 1
rok nie wiem jak to będzie