Dodaj do ulubionych

zostałam sama

27.10.07, 14:47
Pod koniec sierpnia skończyłam 25 lat -to nie jest wiek żeby stawać
samemu przed przeciwnościamnmi życia otaczającego mnie Świata
Moje życie to jeden wielki koszmar
Pasmo pożegnań trwa u mni 8 lat
Najpierw babcia ukochana osoba można powiedzieć druga mama to ona
opiekowała sie mną gdy rodziców nie było w domu to ona się mną
zajmowała uczyła mnie troszczyła się o mnie
Ja byłam jej ukochaną wnuczka ona ukochaną babcią
Zmarła mając 86 lat po 26 dniach agonii i walki o jej życie
Jednak ze względu na jej wiek rozumiem to...
potem dziadek (jednego nie znałam zmarł na długo przed moim
urodzeniem) nie miałam z nim dobrego kontaktu ze względu na to że
wraz z babcią (drugą) mieszkał daleko
Męczył się 3 lata nie wstając z łóżka, śmierć przyniosła mu
wybawienie
W 2004 w sierpniu babcia (ta co daleko mieszkała) podobnie jak z
dziadkiem nie miałam z nia zbyt dużego kontaktu a jednak bolała
Dziadkowie mieszkali na wsi a tam pogrzeby i rytuałay z nimi
związane wyglądają inaczej, oddziaływuja na wyobraźnię i życie
3 miesiące póżniej tata (babcia go zabrała jako swoje najstarsze
dziecko) Nic nie wskazywało na to że będzie źle pojechał tylko na
kilka dni do szpitala (własnym samochodem) zrobić badania kontrolne
na serce
Tam zarazili go DCrypsiellą zmarł w wielkim bólu i częściowo ze
zmianami w psychice po miesiącu
To co przerzyłam podczas jego ostatnich dni to horror, ze względu na
specyfikę choroby musiał byc odizolowany (a że szpital nie miał
izolatek na tak ową przerobiono schowek na szczotki z kratami w
oknach, zakrwawionymi ścianami i pajęczyną w rogach gdzie najlepiej
żeby nikt z nas nie wchodził)lekarzi pielęgniarka pojawiali się tam
tylko 2 razy dziennie podczas obchodu w rękawiczkach, masce itp.
horror. w końcu go z tamtąd wypisali a po godzinie znów przyjechała
karetka , żaden szpital nie chciał go przyjąć
Wreszcie umieszczono go w odległym od domu szpitalu gdzie po dwóch
dniach zmarł
Mama to najboleśniejsza śmierć
W 2004 rokuw Sylwestra wykryła u siebie guzek na piersi (lekarze
uspokajali to tłuszczak węzły czyste nie ma się czym martwić)
Ona postanowiła to sprawdzic udała się do CO gdzie po trzech
miesiącach dostała skierowanie na operację. Niestety nie był to
tłuszczak tylko nowotwór złosliwy z przerzutami do węzłów
Operacja chemia (którą znosiła świetnie) i radioterapia dały efekty
mama był zdrowa a badania (miała robiona tylko morfologię i usg)
wskazywały że jest ok. Niestety w Święta Bożego Narodzenia 2006 roku
wystąpiły objawy bólowe w kościach. Przez trzy miesiące błagałam
lekarza mamy o skierowanie na scyntygrafię w końcu ustąpił
Wyrok był oczywisty przerzuty do kości(praktyczie wszystko było
zajęte) alemy wierzyłyśmy tymbardziej że mówiono że chemia i hormony
ładnie to poterafia cofnąć Mama jedyne co dostała od lekarza to były
środki przeciwbólowe przez trzy miesiące tylko to potem dopiero
włączono leczenie inhibitor(brała go 6msc)W międzyczasie mama się
zaziębiła i jedno oko jakby spuchło zabrałam ją do okulisty który
stwierdził że to od przeziębienia , onkolog tez nic na to nie mówił
nie zwracał uwagi Ze względu na to że inhibitor przestał działac
podano mamie chemię w zastrzykach tzw. domową (ok8 msc) W kwietniu
na trzy dni przed świętami mama miała wypadek połamała sobie obie
nogi i lewą rękę oraz pękł jej kręgosłup została przykuta do łóżka
W Wielki piątek w swoje 58 urodziny przeszła 7 godzinną operację
(lekarze nie dawali szans że ją przetrzyma) zespolenia kości,
niestety podczas tej operacji uszkodzono nerw lewej ręki tak że była
ona całkowicie niesprawna Potem trafiła do centrum rehabilitacji
gdzie ją ćwiczono. W czerwcu została wypisana do domu Ona przykuta
do łóżka zdana na otoczenie (czyli mnie) i ja 24 latka nie znająca i
nie przyghotowana do życia) Opiekunkę dla mamy OPS przyznał ze 100%
odpłatnościa (mimo iż nasze dochody były skromne) na 2 godziny
dziennie. Wziełam urlop bezpłatny by się nią zajmować
W moje 25 urodziny życzyła mi bym nigdy nie płakałabym była
szczęśliwa a 10 dni później trafiła do szpitala gdzie zdiagnozowano
liczne przerzuty do mózgu (to oko na które lekarze nie zwrucili
uwagi)Kiedy wróciła do domu nie mogła sie wysławiać wszystko to była
Coca Cola (np. nakryj mnie ta Coca Colą). Modliła się żeby odejść
żeby mnie dłużej nie męczyć, a ja miałam straszne myśli żeby to
wszystko zakończyć raz na zawsze Zmarła po 14 dniach strasznych
męczarni na moich rękach w domu tak jak sobie życzyła Nie było przy
mnie wtedy nikogo, lekarz zostawił nas same na pół godziny przed jej
odejściem
To co tu opisałam to tylko część piekła jakie razem przeżyłyśmy
Bez niej z każdym dniem jest mi coraz gorzej, coraz bardziej mi jej
brak
Jak by tego było mało to 14 dni po wypadku mamy odeszła moja 7-
letnia suczka, przyjaciółka(członek rodziny) której pękło serce x
tęsknoty za mamą
Jestem sama jedyne co mam to dwa koty:))
Dalsza rodzina stara się mnie wesprzeć ale kiepsko jej to idzie już
chyba nawet nie próbują
A ja żałuję że to nie ja byłam chora bo młodymi lekarze inaczej sie
zajmują
Nie mam po co żyć, nie widzę siebie za 10 lat nie widze siebie za 1
rok nie wiem jak to będzie

Obserwuj wątek
    • sonja12 Re: zostałam sama 28.10.07, 19:50
      Popłakałam sie jak to przeczytałam ,przypomniała mi sie choroba
      mojej mamy i dni ktore przy mamie spedziłam. Mojej mamy nie ma już
      od 20 stycznia, mimo ,iz upłyneło tyle czasu strasznie mi Jej
      brakuje.Nie ma dnia , żebym o mamie nie myślała, nie tęskniła za Nia.
      Sa takie dni kiedy łzy same z oczu lecą, tak było dzisiaj na
      cmentarzu, jak wpatrzona stałam i czytałam tabliczke mamy z napisem.
      Mnie też zostały dwie kocice , które mama tak lubiła, zreszta mama
      moja bardzo lubiła zwierzeta. Dwa miesiące po śmierci mamy, zdechła
      mamy perliczka( mama chowała perliczki, kochala je , lubila jak na
      ogrodzie one są). Właściwie to też zostałam sama , staram sie
      wypelnić każdy dzień pracą,żeby nie myśleć, ale nie zawsze się daje.
      Nie wiem jak przezyje święta, najchetniej bym je przespała.
      Doskonale cie rozumię, człowiekowi nie chce się zyć, po takich
      przezyciach. Ja kupiłam sobie książkę:Rozmawiając z niebem "
      Zamówiłam w internecie, kosztowała 5 zł. Polecam ci, zobaczysz ,że
      twoja mama jest przy tobie cały czas, przeczytaj a nie pożałujesz,
      sama chwialmi watpię , a jednak coś jest tam.....A jednak.
      Tylko zastanawiam się czasem , czy bóg jest, a jeżeli jest to czemu
      jednym daje tyle cierpień, a innym nie.
      Czy przyśniła ci się mama?
      Ja dużo czasu spędzam w ogrodzie , ulubionym miejscu mamy, nawet
      dzisiaj chociaż niedziela pracowałam w ogrodzie.
      Ile minęło czasu od smierci twojej mamy? Napewno twoja mama nie
      chciała cię widzieć smutną i zapłakaną, ja doskonale pamiętam jak
      moja mama w szpitalu rozmawiała ze mną i mówiła mi słowa ,których
      nie zapomnę nigdy , codzienne chodze do mamy na cmentarz, chociaż
      juz teraz mniej rozmawiam z mamą, po prostu siadam przy grobie i w
      milczeniu siedzę,nie mogąc wydobyć słowa z siebie.
      Pozdrawiam cie serdecznie życząc dużo siły.ewa
      • gaja2856 Re: zostałam sama 30.10.07, 21:34
        Droga Ewo
        Wiem że nie jestem sam z tym problemem, że nie ja pierwsza i nie
        ostatnia. Mama zmarła 40 dni temu a mimo to z każdym dniem jest mi
        coraz ciężej zamiast lżej. Jednego kota kupiłam po odejściu mamy
        żeby mieć większa motywacje wracać do domu (nie chciałam tam wracac
        po pracy wolałam sie snuc po mieście niż wracać do domu gdzie nie ma
        mamy, gdzie nikt nie czeka). Teraz zarejestrowałam hodowlę O
        świętach nie myślę bo już nigdy nie będą takie jak powinny być nigdy
        nie będą wesołe (chyba poproszę w pracy by nie składali mi życzeń
        albo jakoś się wymigam) rozważam wyjazd na święta w góry lub nad
        morze ( świąt u rodziny też nie zniosę oni mają rodziców będa kolędy
        itp. a ja... szkoda mówic)
        Teraz tez zyje z dnia na dzien nie gotuje(nie umiem, nie chce mi
        sie, nie mam dla kogo)
        Ksiazke kupie i przecztam Dzieki
        Mnie choroba mamy jeszcze mocniej utwierdzila w wierze w Boga
        Ksiza i siostry yakonne bardzo mi pomogly (modlac sie o laske zycia
        dla niej za jej zycia i spokuj duszy po smierci)
        Wydaje mi sie ze mnie to spotkalo bo nikt innz bz tego nie przetrwal
        i nie przetrzymal(podobno temu kogo Bog kocha daje swoj krzyz+ cos w
        tzm jest)
        Mama mi sie prawie nie sni, ale wiem ze nademna czowa
        Jesli chciala bzs pogadac to moj meil
        gaja2856&wp.pl
        DOROTA
    • basik761-2 Re: zostałam sama 02.11.07, 12:25
      Witam .Kiedy czytam takie historie nie mogę powstrzymać łez , ale
      piszę tu żeby chociaż troszkę Cię pocieszyc . Ja miałam 13 lat ,
      kiedy po długich męczarniach umarł moj tata - po wypadku
      samochodowym zaczęły się silne bole głowy a potem wszystko
      potoczyło sie juz bardzo szybko -lekarze , szpital w którym
      stwierdzono ze operacja jest niemożliwa i po kilku miesiącach śmierc
      w domu , bo mama nie pozwoliła żeby umierał w szpitalu .A potem szok
      niespełna 2 lata póżniej umiera moja mama - rak szyjki macicy , ja
      miałam 15 lat mój brat 9 . Mama tez umarła w domu , wczesniej juz
      było kilka operacji , nadzieje dawane nam przez lekarzy a potem
      odbierane . Razem z babcią ubierałam moją mamę do trumny. Miała 36
      lat i przecież całe życie przed sobą . Na pogrzebie nie płakałam ,
      nie mogłam zblokowałam się całkowicie , gdzies z boku słyszałam jak
      mówili ze córka a wcale nie płacze . Wtedy po pogrzebie przysięglam
      sobie ,że nigdy nie będę miała dzieci , żeby nie zostały same tak
      jak ja z bratem . Rok po śmierci mamy wpadłam w depresję , nie
      jadłam nie wychodziłam z domu nawet nie mogłam chodzić do szkoły ,
      wtedy babcia zaprowadzila mnie do psychologa , który trochę mi
      pomógł. Dziś mam 31 lat , męża , dwoje wspaniałych i wyczekanych
      dzieci , wbrew temu co kiedyś sobie postanowiłam . Bardzo często
      brakuje mi mamy , i kiedy moja córka pyta czy babcia by ją kochała i
      czy patrzy na nią ,łzy same cisną mi się do oczu , czasem muszę
      posiedziec w samotności i popłakać ale wiem że poradziłam sobie w
      życiu i ty też sobie poradzisz - nigdy nie zapomnisz , Pozdrawiam ,
      ale dasz radę . Pozdrawiam .
      • gaja2856 Re: zostałam sama 02.11.07, 18:25
        Dziękuję za to co napisałaś
        Zdaję sobie że nie ja pierwsza i nie ostatnia tylko żal serce ściska
        że musze przez to przechodzic sama, że nie mam rodzeństwa
        Lekarze powiedzieli kiedyś mnie że największa krzywda jaka można
        zrobic dziecku to uczynic je jedynakiem (bo musi np. sam przechodzic
        trudne chwile)
        Cos w tym jest ale wiem że ja byłam tym jedynym dzieckiem nie ze
        względu na to że rodzice nie chcieli tylko nie mogli
        Urodziłam sie po 11 latach małżeństwa lekarze i rodzina mówili że to
        cud
        Dzis wiem po co ten cud sie zdarzył..żeby mama nie umierała w
        samotności, żeby sama nie przechodziła przez piekło choroby
        Bardzo chciała bym mieć dzieci (jednak nie sądzę żebym znalazła
        druga połówkę choć...)tylko zadaje sobie pytanie kto je będzie
        rozpieszczał, niańczył, opowiadał bajki
        Przecież nie będa miały ani babci ani dziadka ...
        Pozdrawiam i dziękuje za słowa otuchy
        • strus.s Re: zostałam sama 15.11.07, 08:35
          Rozumiem Cię doskonale. Wiem co to ból i wszechogarniający żal po
          stracie najbliższej osoby (osób).
          Przeżyłem stratę ojca, siostry, żony i matki. Mam teraz tylko córkę
          i syna. Ale... jak by tego wszystkiego było mało to córka ma poważne
          zaburzenia psychiczne, które m.in. objawiają się wyjątkową agresją
          wobec mojej osoby. To jest bardzo bolesne!!! Bo przecież jest, mimo
          że już dorosła, na moim utrzymaniu i tylko dzięki mnie może
          egzystować.
          Strata najbliższych osób a zwłaszcza żony uświadomiła mi jak bardzo
          wrażliwą jestem osobą. Poświęciłem Jej kilka wierszy, które wyrażają
          mój ogromny ból i żałość. Jeśli chciałabyś je przeczytać to wejdź na
          stronę: grapp.jaworzno.pl/wier.htm
          • annmaria do Grzegorza 15.11.07, 16:45
            Witaj Grzes!
            Czytalam Twoje wiersze...To wszystko takie bliskie co piszesz...Tyle pytan bez
            odpowiedzi po smierci kogos bliskiego. Sciskam . Anka
            • strus.s do Ani 16.11.07, 08:24
              Witaj Aniu!
              To bardzo miłe co do mnie napisałaś :-)
              To bardzo miłe że właśnie Ania do mnie się odezwała.
              Znów wszedłem na tę swoją stronę i...
              Trudno mi powstrzymać łzy.
              Mam nadzieję że mnie rozumiesz choć nie wiem jakie są Twoje życiowe
              doświadczenia. I nie wiem czy chciałabyś coś o sobie napisać.
              Pozdrawiam cieplutko.
              Grzegorz
              • annmaria Re: do Ani 16.11.07, 23:45
                Czesc Grzes!
                Pewnie pisac by sie chcialo dlatego tu jestesmy. Trudno zaczac strasznie. Coz..
                Pierwsza wazna smierc wiele lat temu moj ukochany Michal co gory mielismy
                przenosic. Ale nie udalo sie. Mial wylew i teraz odwiedzam go tylko na
                warszawskich Powazkach. Potem wiesz zycie jest tylko zyciem.. Czas minal
                tesknota zostala. W kwietniu zeszlego roku dowiedzielismy sie ze pies suka
                wlasciwie moich rodzicow wiekowych nie ukrywam ma raka pluc. Rozpacz. Minal
                miesiac i okazalo sie ze moj ukochany Ojciec tez ma raka. Przeszlismy koszmar
                radioterapii rak jezyka. Krew plynela mu z ust bo cala buzia w srodku
                byla w ranach. Ale zwyciestwo... raka nie ma.Minelo pol roku. Psa trzeba bylo
                uspic bo sie dusil. A u Taty Zapalenie pluc. Szpital. Marne rokowania. Po trzech
                miesiacach nawrot znow szpital i Tata gasl jak swieczka zycie z niego uchodzilo
                a marzyl zeby umrzec we wlasnym lozku. Zabralam do na wlasne zyczenie do domu. I
                coz udusil sie 28 sierpnia. Na moich rekach. A poprzedniego wieczora choc juz
                prawie nie mowil i ciezko go bylo zrozumiec zazyczyl sobie zeby mu Wysockiego
                puscic. Tata strasznie lubil mojego Michala i mysle sobie dzis ze soba sobie
                obaj na chmurce ... Ot i tyle na poczatek
                • gaja2856 Re: zostałam sama 23.08.08, 08:41
                  Mówi się że czas leczy rany....
                  W moim przypadku jest chyba inaczej. Im więcej czasu upływa od kiedy
                  zostałam sama tym jest gorzej.
                  Sa takie chwile że nie mam siły na nic, podnieśc się ubrać , zjeść
                  na nic...totalna bezilność wobec wszystkiego co mnie otacza
                  Ba nawet kiedy wydaje się że jest ok w jednej chwili potrafi mnie
                  najśc melancholia i wtedy norma jest przepłakany cały wieczór
                  Najgorsze jest to że po mału odwracam się od wszystkich...ale i oni
                  za bardzo jakoś nie walczą o kontakty ze mną
                  Może todlatego że nie afiszuję się n prawo i lewo z tym co czuję, z
                  tym jak jest naprawdę, a jest naprawdę ciężko
                  Niedługo minie rok rok od momentu przejścia mojej mamy
                  Kalendarzowo to będzie rok dla mnie to cała wieczność...
                  • annubis74 Re: zostałam sama 14.09.09, 12:50
                    Gaja, bardzo ci współczuje
                    ja tez straciłam Mamę niedawno, 2 miesiące i 3 tygodnie temu
                    jestem w lepszej sytuacji niż Ty bo mam rodzinę
                    ale od innych ludzi też mam ochotę uciekać
                    wiem, że ludzie przeważnie odwracają się od tych w żałobie - nie
                    wiedzą co powiedzieć, nie wiedzą jak sie zachować
                    ale nie poddawaj sie smutkowi i melancholii -wiem to strasznie
                    trudne, ale tak jak walczyłaś o swoją Mamę musisz zawalczyć o siebe
                    Pozdrawiam
    • basia2012 Re: zostałam sama 23.08.08, 09:49
      nie wierz że czas uleczy rany,mej córki już nie ma 2 lata a nie
      potrafię przejśc do porządku dziennego nad jej śmiercią,muśiałam
      zacząc coś robic aby nie zwarjowac od tych wspomień i wierz mi one
      wracają ciągle i ciągle taką terapią dla mnie jest komp.może nie
      najlepiej piszę ale wiedza duża która daje wparcie innym ludziom w
      trudnej sytuacji wiem że ci nie będzie łatwo ale będzie jak się
      poddasz POZDRAWIAM BASIA
    • halas1961 Re: zostałam sama 23.08.08, 11:15
      Droga Gaju jestes w wieku mojego syna. Teraz przeczytalam dopiero cala Twoja
      historie. Jak bardzo Ci wspolczuje i chcialabym przytulic Cie do serca jak
      wlasne dziecko. To prawda, ze ludzie obok zyja swoim zyciem i jesli my sie
      zamykamy zadko znajdzie sie ktos kto stara sie nas z tego wyrwac. Totakie trudne
      zyc bez najdrozszj osoby, ale co poczac, co poczac. Ja tak bym chciala miec
      wnuki, choc jedno. Corcia moja niestety odeszla do Pana (a mowila, ze chcialaby
      miec dzieci), a syn mowi na razie, ze nie zamierza miec dzieci, bo nie przezylby
      jesli by chorowaly tak np.jak Agatka.
      Zycze Ci z calego serca abys spotkala kogos kto pokocha Cie tak jak na to
      zaslugujesz i abys zalozyla szczesliwa rodzine
      pozdrawiam
      Halina-mama Agatki
      • gaja2856 Re: zostałam sama 23.08.08, 16:16
        Byłam na cmentarzu jestem tam jak tylko mam wolnne
        Stałam nad grobem mamy i nic jak zwykle nic, wiem gdzie jestem wiem
        co to za miejsce i kto tu spoczywa a mimo to nie dociera to do mnie
        Nie potrafie z nia tam rozmawiać...stoje tam i milczę a mimo to przy
        grobi mamay czuję się najlepiej może to zabrzmi śmiesznie ale czuje
        że tam gdzie ona tam jest mój dom moje miejsce
        Tak samo jest ze szpitalem w którym przebywała pod koniec życia dla
        mnie ona tam cały czas jest, nie chce jechac w pobliże tego miejsca
        bo ciągnie mnie do sali gdzie leżała ...boję tej prawdy że kiedy tam
        wejdę to jej nie będzie
        Co do upływającego czasu to wszyscy na około uważaja że wszystko
        wróciło do normy że czas zrobił swoje, nic bardziej mylnego
        Staram się zająć sobie czas żeby nie zwariowac nie myśleć ale tak
        sie nie da
        Ukojenie znajduję jedynie we śnie wtedy jest mi tak dobrze wszyscy
        moi bliscy sa ze mną wtedy wszystko ma sens, ale noc szybko mija
        Zaczynam myślec o tym że powinnam zacząć uczęsczać na spotkania do
        grupy wsparcia dla ludzi w żałobie, może to będzie dobry dla mnie
        pomysł
        • sonja12 Re: zostałam sama 23.08.08, 23:01
          Witaj gaja, dokładnie mam tak jak ty , idę na cmentarz i stoje , nie
          mogę nic mamie powiedziec.Po smierci mamy mówiłam, rozmawialam
          dużo , a teraz nic, nie wiem czym to wytłumaczyć. ja tez najlepiej
          czuje sie na cmentarzu, jestem blizej mamy. Ja tez wypełniam czas
          pracą ,żeby nie mysleć, ale ile możesz pracować, przychodzi taka
          chwila , kiedy siadasz i samo przychodzi do głowy......
          A ludzie i tak cie nie zrozumieją, ktoś kto nie doświadczył straty
          bliskiej osoby, nie ma o niczym pojęcia , co my przezywamy, jak
          cierpimy,i z pozoru wydaje się,że jest ok- ale nic bardziej mylnego.
          Ja czasami nie wierzę , po prostu nie wierzę, że mojej kochanej mamy
          już nie ma.Niby przyzwyczajam sie ,ze mamy już nie ma i nie będzie ,
          ale są takie dni,że chciałabym się poradzic mamy, pochwalić czymś, a
          tu nie ma już mamy.............. Boze jakie to trudne,
          niesprawiedliwe, chyba boga nie ma na tym swiecie.....
        • karolinnu Re: zostałam sama 24.08.08, 13:22
          Hej... Ja mam prawie 28 lat i też zostałam sama... 22 lipca 2008 umarła moja
          mama... a tatuś umarł teraz... 23 sierpnia 2008. Wyję po prostu. Nie mam nikogo,
          nie mam rodzeństwa, byłam zaręczona z facetem, ale on zdradził mnie dzień po
          pogrzebie mamy i musiałam go wyrzucić z domu... Mama chorowała na marskość
          wątroby, zawsze lekarzom udawało się wyprowadzić ją z gorszych okresów... ale
          tym razem wątroba już nie chciała współpracować... mama zmarła z powodu
          krwotoku. A tatuś... miał iść we wrześniu na badania okresowe!!! Chyba umarł na
          bardzo rozległy zawał - pogotowie nie zdołało już nic pomóc. Rodzice byli po
          rozwodzie, tata miał nową żonę, ale nie miał z nią dzieci... Pomagał mi. Umieram
          po prostu, nie wiem jak przeżyję pogrzeb, po prostu nic już nie wiem i nie
          umiem. Dodatkowo boję się jak ja sobie dam radę, jestem po studiach na stażu z
          urzędu pracy, z pensją 600 złotych... tata mi pomagał... boję się strasznie jak
          ja sobie poradzę!!!! rodziny w moim mieście nie ma. mamę pochowali 240 km ode
          mnie (jej rodzina mnie nienawidzi po prostu), a tata będzie jakieś 60 km ode
          mnie!!! jego rodzina (oprócz żony) mieszka też 240 km ode mnie!!! moi rodzice
          pili, ale ich strasznie kochałam. mam do siebie mnóstwo żalu teraz. choć
          naprawdę starałam się im okazywać swoją miłość gdy byli trzeźwi i zapominać o
          bólu jaki czułam całe swoje dzieciństwo, gdy byli pijani.

          mówi się, że co nas nie zabije, to nas wzmocni.
          na chwilę obecną uważam, że co nie zabije, to sprawi, że chce się umrzeć!!!!!!!!!!!
          • gaja2856 Re: zostałam sama 24.08.08, 15:32
            Przykro mi wiem co czujesz....
            Z pogrzebem dasz radę, ja w obydwu uczestniczyłam jakby w filmie
            Dla mnie najgorsze było to jak sobie poradzę w życiu
            Moja mam zmarła na raka z orzerzutami
            W ostatnim okresie życia przez pół roku musiałam walczyć z całym
            światem za nas obie o szpital, rehabilitację, refundowane leki,
            opiekę w domu o wszystko...
            Mimo to gdy była przy mnie miałam na to siłę miałam dla kogo zyć i
            walczyć z całym światem
            Ta walka i choroba mamy sprawiły sprawiły że w tępie expresowym
            musiałam wydoroslec i zająć się sprawami z którymi 25 latki nie
            wiele maja wspólnego
            Teraz nie mam dla kogo walczyc bo po co (np. jak mama była ze mną
            gotowałam jak odeszła nawet tego nie chce robić i nie potrafię)
            Kiedy miałam mamę przy sobie były oczywiście okresy lepsze i gorsze
            ale byłyśmy razem a teraz sama muszę się wziąść z życiem za bary
            Pracuję ale to co robię nie sprawia mi satysfakcji i nie przynosi
            kokosów starcza na skromne życie i czasem na jakąś przyjemność
            Chciała bym zmiemnić pracę ale boję się, w mojej sytuacji muszę mieć
            pewność zatrudnienia a w nowym miejscu zaczynała bym od zera, niby
            norma ale ktoś kto musi liczyc sam na siebnie musi sobie z tego
            zdawać sprawę
            Straszne jest to że groby swoich rodziców masz tak daleko od mieksca
            zamieszkania
            Moi rodzice tez nie leżą razem ale ich groby przedziela tylko alejka
            (nie dało rady tego zrobić jak chowaliśmy tate nikt nie myślał że
            mama tak szybko odejdzie) niestety nikt z rodziny nie doradził mi co
            powinnam zrobić jak postapić oni mysleli o czym innym...
            Na chwilę obecną wiem że w pewnym momencie będę chciała żeby cała
            moja rodzina była razem jak być powinno
            Wiesz muszę ci powiedzieć że czasem tak jest o czym sie przekonałam
            ż bardziej można liczyc na obcych ludzi niz na rodzine, smutne ale
            prawdziwe (dowód masz tutaj np. na tym forum wiele osób pisze to
            czego nie powiedziało by nawet najbliższym)
            Życzę ci dużo siły bo wiem że będzie ci bardzo potrzebna oraz tego
            by na twojej drodze stanoł ktos kto ci pomoże doradzi kto będzie ci
            życzliwy i ci pomoże
            • edzia764 Re: zostałam sama 25.08.08, 22:23
              Witam Cię "gaja" Czytam dokładnie wpisy na tym forum, bo uwazam, że
              tutaj "spotykają" się osoby, która przeżyły tragedie, dramaty.
              Współczuję Ci bardzo, bo mimo młodego wieku tragicznych przezyć
              miałaś wiele. (Zastanowiła mnie nazwa choroby, którą został zarażony
              Twój Tato. Możesz napisać coś więcej....) życzę Ci wytrwałości, nie
              poddawaj się, ucz się żyć w tej pustce skoro nie możesz nic juz
              zmienić ...
              • gaja2856 Re: zostałam sama 26.08.08, 19:42
                Cripsiela taka nazwe rzuciła lekarka w rozmowie z rodziną, ale teraz
                z biegiem czasu wydaje mi sie że to mogła byc posocznica...
                Ojciec poszedł do szpitala na badania kontrolne
                W szpitalu nie przestrzegano wtedytak bardzo higieny leżał na sali z
                pacjentem któremu strasznie puchły nogia ich kolor był wręcz
                buraczkowy
                Przypuszczamy że od niego mógł się zarazić (pielęgniarka nie
                zmieniła rękawiczek na przykład)
                Doszło do tego że nogi taty stały sie jeszcze gorsze niż ojca puchły
                lała się z nich woda całe były czerwone i nie mógł na nich stanąć
                Wiem że to było zaraźliwe bo radzili nam żebysmy nie przychodziły i
                uważały przy kontakcie z ojcem zwłaszcza mama (miała obniżoną
                odporność) zreszta leżał na izolatce
                Po śmierci ojca chcieliśmy wyciągnąć jego historie choroby ale
                rozmyła się a na sekcję się nie zgodziłyśmy
                To tak w skrócie

                • edzia764 Re: zostałam sama 26.08.08, 20:34
                  dziekuję Ci bardzo za wyjasnienie ... nie poddawaj sie, wytrwaj w
                  swoim przekonaniu, że masz po co żyć.... Czytałam poprzedni Twój
                  wpis, radziłaś walkę znajomej z tego forum .... więc walcz dalej i
                  TY. Twoi najbliżsi, którzy odeszli chcą, abys była szczęśliwa ... na
                  pewno czuwają nad Tobą ... życzę Ci z całego serca wytrwałości....
            • karolinnu Re: zostałam sama 28.08.08, 20:05
              pogrzeb rzeczywiscie byl jak z filmu. wzielam tabletki na uspokojenie. mialam
              wrazenie, ze jestem obok, ze to nie mnie dotyczy. teraz tez tak czuje chwilami.
              zapominam i przez 5 minut jest lepiej i nagle przypominam sobie i wyje. jest mi
              bardzo zle, wlasciwie tylko jak uda mi sie zasnac jest dobrze, bo wtedy nic nie
              czuje.

              w nic juz nie wierze.
    • teofil.awers Re: zostałam sama 29.08.08, 08:18
      Trzymaj się dzielnie. Dobrze Cię rozumiem, bo i ja niecały miesiąc
      temu zostałem sam. A lat mam 24.
      • s_andr_a Re: zostałam sama 29.08.08, 10:57
        Ja nie zostałam zupełnie sama. Mam tate , gdyby nie on juz bym
        umarła. Moja mamusia odeszła 25go lipca 2008. Miała 56 lat, ja mam
        22 lata. Nie dorzyła mojego wesela, wnuków - a tak tego pragnęła.
        Nie potrafie sie z tym pogodzić. Cały czas mam wrażenie ze mama
        zyje , ze wyjechała i wróci, i znowu ja przytule , zobacze, ucałuje,
        porozmawiam. TAK MI CHOLERNIE źle!! Nic nie ma sensu dla mnie, NIC
        bez Ciebie MAMUSIU!!!!
        • gaja2856 Re: zostałam sama - do Karolinnu 29.08.08, 18:45
          Wiem dokładnie o czym piszesz w swoim poście
          To prawda że sen przynosi ukojenie i tylko jak się śpi to sie
          zapomina choc na troche wraca sie do normalności, ale całego zycia
          nie da się przespać
          Pisze to osoba która w łożku spędza swojego życia (jak nie idzie do
          pracy albo nie ma czegoś do zrobienia to ucieka w sen)
          Wiem że źle robię ale na razie tak jest
          Bardzo chcę żeby wszytsko wróciło do jakiej takiej normy ale to
          bardzo trudne
          Wyalienowałam sie od życia i ludzi unikam ich, to żle ale tak jest
          Chciała bym to zmienic, tylko tak się zamotałam że nie za bardzo
          wiem jak
          Lepiej czuję sie on-line niz na life, smutne ale prawdziwe
    • ls48 Re: zostałam sama 30.08.08, 01:56
      Nie zostalas sama. Zostalas z pieknymi wspomnieniami, ktorych nikt
      nie może Ci zabrać. I nikt ich nie odbierze, bo to sa tylko i
      wylącznie Twoje wspommnienia.Wiem co mowie bo sama przez to
      pprzechodze.Zaledwie 2 miesiące temu zmarl moj wspanialy mąż, po
      ktorym nawet ryczec juz nie mam sily. ale te wspomnienia pomagaja i
      one bedą zawsze ze mna. I tak samo bedzie z Tobą.Przesylam tobie
      wiersz ktory umiescilam w nekrologu, a ktory oddaje calą ta sytuacje
      Przyszlam do swego domu
      zastalam wielka ciszę
      Iwszędzie Twoje rzeczy
      I wszędzie Ciebie slyszę
      Przyszlam do swego domu
      Ciebie widzę wszedzie
      ńie mogę w to uwierzyć
      że byles....a nie bedziesz.
      Tule Cie do serca
      • gaja2856 Re: zostałam sama 31.08.08, 13:58
        Masz rację Is wspomnień nikt nie odbierze ....
        Dalego bardziej żyję wspomnieniami niż teraźniejszością
        Wiersz piękny....
        Ale do mnie teraz bardzoiej trafiaja i mówią słowa zwłaszcza kilku
        piosenek:
        "To co dobre" Kasi Kowalskiej (moja mama bardzo ją lubiła a słowa
        świetnie oddają to co się ze mna teraz dzieje)
        "Radość najpiekniejszych lat" i "Dłoń"
        • ktosiunia87 Re: zostałam sama 02.09.08, 20:57
          Ja mam niecałe 21 lat, moja Mama nie żyje już prawie 7 miesięcy, a
          to taaaak strasznie boli:( nie mogę patrzeć nawet na autobus, którym
          jeździłam do szpitala. Ciągle widzę tą chorobę, wstrętną chorobę,
          która zabrała mi najlepszą Przyjaciółkę-Mamę. Pracuję dorywczo,
          chodze na zajęcia na uczelni, ale PO CO mi to wszystko???
          • halas1961 Re: zostałam sama 04.09.08, 20:17
            ktosiunia87 napisała:

            > Ja mam niecałe 21 lat, moja Mama nie żyje już prawie 7 miesięcy, a
            > to taaaak strasznie boli:( nie mogę patrzeć nawet na autobus, którym
            > jeździłam do szpitala. Ciągle widzę tą chorobę, wstrętną chorobę,
            > która zabrała mi najlepszą Przyjaciółkę-Mamę. Pracuję dorywczo,
            > chodze na zajęcia na uczelni, ale PO CO mi to wszystko???

            Ja zadaje tez sobie takie pytania. Stracilam corke niewiele starsza od Ciebie.
            Ale uwazam, ze to wszystko co robisz jest potrzebne nie tylko dla ciebie samej
            ale rowniez dla Twojej mamy, ktora napewno nad Toba czuwa i cieszy sie z kazdego
            Twojego sukcesu, z kazdej pokonanej przeszkody, z nawet najmniejszego kroku
            naprzod. Twoja mamusia chce zebys byla szczesliwa, zebys nauczyla sie spowrotem
            usmiechac, robic plany....Jestem tego pewna. Ucze sie rozmawiac z moja corcia,
            prosze ja o pomoc w roznych sprawach. To bardzo pomaga. Czuje wtedy tak
            namacalnie jej pomoc i obecnosc. Owszem sa dni fatalne, jak ostatnie poltora
            tygodnia, kiedy nie chce sie nic... ale to minie, minie
            Chyba jesli my tak strasznie sie zalamujemy to i nasi ukochani ktorzy juz
            odeszli nie sa szczesliwi bo widza nasze cierpienie. Wiec musimy starac sie
            wciaz wychodzic z takich stanow. Czego Tobie i sobie z calego serca zycze
            Halina-mama Agatki
            • ktosiunia87 Re: zostałam sama 08.09.08, 12:48
              Halas, bardzo dziękuję za piękne słowa, bardzo, :*:*
              • kopciuszek125 Re: zostałam sama 08.09.08, 22:24
                Przeczytałam wpisy. Ja mam 56 lat rok temu po ciężkiej chorobie odeszła moja
                mama mając 76 lat i też bardzo boli tęsknota okropna, rozumiem o czym piszecie i
                podobnie lubię noc sen i śni mi się moja mama. Piszecie że zostałyście same
                jedynaczki, ale cóż z tego że ja mam brata i bratową, ale zero kontaktu z nimi
                chociaż kiedyś żyliśmy blisko. Brat nieczuły nawet do szpitala nie miał czasu
                przyjechać a obecnie raz w miesiącu przyjeżdża odwiedzić ojca który ma 80 lat
                jest kaleką i tylko potrafi go zdenerwować bo zupełnie nie ma pojęcia jak trzeba
                postępować z osobą starszą schorowaną . Rodzicom brakło kilka miesięcy i
                obchodzili by 60 lat pożycia małżeńskiego więc sobie wyobrażacie jak ojcu brak
                jest mamy. Wnuczka mojego ojca nie ma czasu i nie przychodzi w ogóle, a tyle im
                rodzice pomogli i to bardzo ojca boli, dobrze że ma mnie bo byłby sam jak palec.
                • feigen Re: zostałam sama 18.04.09, 22:10
                  Do Gaja i Karolinnu
                  płakałam czytajac Wasze posty
                  Gdybym tego nie przeżyła sama może bym pomyślała, że życie jest niesprawiedliwe i uronila kilka łez tak jak się płacze na filmach. Ja płakałam tak jak wtedy kiedy stracilam matkę. Jestem jedynaczką, mam 32 lata. Pamietam jak bolało, jak myslałam, że nie jestem w stanie tego przeżyc. Przeżyłam i wydaje się, że wszystko jest ok. Ale przecież nie jest - wszystko co przeżyłam będzie zawsze ze mna, choćby się chowało głeboko wewnątrz.
                  Może zamiast "przesypiać" ból czy przeczekiwać go napiszecie do mnie na gg czy maila (gg 3248752, mail ewal76@interia.eu.) To nie zastąpi rozmowy z tymi, którzy odeszli, niczego też nie naprawi. Ale będziemy mialy przynajmniej pewność, że ktoś nas rozumie. Trzymajcie się dziewczyny.
                  • gaja2856 Re: zostałam sama 24.04.09, 12:40
                    Człowiek jest silny i wszystko przetrzyma
                    Sam nawet nie wie ile jest w stanie znieść
                    • halas1961 Re: zostałam sama 24.04.09, 13:59
                      Tak, człowiek jest silny. Nie wie nawet jak wielkie cierpienie jest
                      w stanie znieść, dopóki go ono nie dotknie. Nie wie, jak wiele może
                      udźwignąć. Wydaje mu się, to ponad moje siły, nie uniosę tego, nie
                      dam rady, ale wytrzymuje tyle ile musi. I myślę, że tę siłę do
                      dźwigania swego krzyża daje mu Stwórca. I każdemu daje krzyz taki,
                      żeby był w stanie go udźwignąć. I czasem myślę też, że skoro tak
                      szybko zabrał do siebie moje dziecko, skoro mnie obdarzył właśnie
                      takim krzyżem to pewnie jestem jedną z tych silniejszych osób. Bo
                      słabym tego krzyża napewno nie daje.I jeszcze napiszę, że są chwile,
                      że ciężar pomaga nieść ktoś obok. Ktoś kto może tylko się uśmiechnie
                      bez powodu, albo powie dobre słowo, ktoś kto wysłucha. Ale tak
                      naprawdę wysłucha, nie odrywając się co chwila do swoich spraw,
                      swoich myśli. Albo ktoś kto odpisze na Twoje wołanie o pomoc. Tak
                      niewiele trzeba , ale niektórym sie po prostu nie chce, lub są
                      zajęci tak bardzo sobą,że nie widzą nikogo obok.
                      A tak apropo wysłuchania. Mój lekarz od uczuć:) powiedział ostatnio,
                      że chyba zbyt wiele oczekuję od ludzi. A ja uwazam odwrotnie, że
                      chyba zbyt mało. Dał namiary na księdza, podobno super fachowca od
                      duszy, kiedy mu powiedziałam,że rozmawiam ze swoja córką. On mysli,
                      że to nie jest dobre. Powiedziałam mu, że się z nim nie zgadzam.
                      Jak z tym księdzem pogadam to opiszę. No i znów sie rozpisałam o
                      duperelach. Oczywiscie z powodu braku obok osoby, która by chciała
                      słuchać:):):)
                      Halina-mama Agatki
                      • generalizacja Re: zostałam sama 24.04.09, 14:21
                        Dobrze, ze rozmawiasz z córką...ja już przestałam rozmawiać ze swoją
                        mamą- odeszla prawie 11 lat temu (miałam wtedy 13 lat). Wcześniej
                        straciłam dziadka, babcie i ukochaną ciocie- babcię. ojca nie znam
                        wogólw.
                        Na początku z nimi rozmawiałam, zwlaszcza z mamą, a teraz jakoś nie
                        potrafię. Jak o niej pomyślę,łzy same mi się cisną do oczu. Tyle już
                        lat, a dalej okrutnie boli. Boli, że jej nie ma, chociaż chyba
                        jeszcze nie dotarło to do mnie. Ciągle wydaje mi się, ze znowu wróci
                        do domu ze szpitala...przecież zawsze była taka silna. Mówiła, że
                        będzie dobrze. Nie jest. Najważniejsze top nigdy nie zapomnieć.
                        Gdybym zapomniała,wtedy to będzie mój koniec.
                        • gaja2856 Re: zostałam sama do Halinki 25.04.09, 09:05
                          Halinko ja chętnie Cię wysłucham:))
                          Jesli masz gg to napisz mój numer 9325440
                          Wiesz ja też chodziłam do specjalisty pogadać wyżalić się
                          To straszne że trzeba płacić żeby ktoś nas wysłuchał i doradził
                          Nigdy nie przyszło mi do głowy że tak będę musiała zrobić
                          Z tym że ten mój ekspert jak mu opowiedziałam małą cząstkę tego co
                          we mnie tkwi złapał się za głowę i stwierdził że to nie ze mna jest
                          problem tylko z moim otoczeniem
                          Ludzie na około mie sa toksyczni (mam nadzieję że wiesz co mam na
                          myśli)i samolubni, nie rozumieją tego co się we mnie dzieje tego
                          czego ja tak naprawdę potrzebuję
                          Albo nie chcą tego widziec bo tak im wygodniej, tak leopiej dla nich
                          Była bym ci bardzo wdzięczna gdybys po wizycie u tego księdza
                          powiedziała czy ci pomógł i ewentualnie dała na niego namiary, chyba
                          też potrzebuje sie wygadać do osoby która mnie zrozumie która
                          przechodziła lub przechodzi to samo co ja a nie do tych dla których
                          to jest fikcja
                          • halas1961 Re: zostałam sama do Halinki 26.04.09, 22:35
                            Dziekuje. Nie mam gg, brata syn dopiero ma mi to wszystko w komputerze
                            poinstalowac, bo jak padl dysk to od tej pory czesc rzeczy potracilam. sama tego
                            nie umiem zrobic :):) Nie ten rocznik:):)
                            Do ksiedza jutro dzwonie, ale pewnie spotkam sie z nim dopiero po majowych
                            swietach, bo on ponoc mocno rozrywany. O ile bedzie chcial mi poswiecic czas:)
                            Nie mam na nic ostatnio czasu. Moze to dobrze, ale wolalabym troche wolniej zeby
                            sie wszystko toczylo. Prosze Cie przeczytaj wypowiedz Doritty z dnia
                            dzisiejszego. Watek "odrodzic sie od nowa" i mysle, ze moze Cie to troszke
                            optymistycznie nastawi. Dorotka stracila cala rodzine w wypadku i to jest
                            cudowne jak zaczela teraz powoli wracac do zycia. I ja mysle, ze jesli ty tego
                            pragniesz to i Tobie sie uda. Aha, co do toksycznosci to ja wiem o co chodzi:),
                            ale nieraz to trzeba zaczac mowic o swoich uczuciach. Choc kto nie przezyl
                            czegos podobnego do konca nie zrozumie. Pisze to dlatego, bo odebralam pierwsze
                            trzy egzemplarze swoich wierszy z drukarni i dalam trzem osobom z rodziny,
                            ktore byly i sa blisko w moim cierpieniu, a jednak czytaja (dzis im dalam) i
                            placza. Pytam, dlaczego placzecie, przeciez Agatce jest tam juz dobrze, a oni
                            mowia, ze nie wiedzieli, ze ja tak strasznie cierpie, ze placza bo nie wiedzieli
                            co ja czuje, dopiero te wiersze im pokazaly (wszystkie te osoby maja rowniez
                            dzieci). I teraz zaczynam wierzyc ze dobzre zrobilam je drukujac, bo mialam
                            mnostwo watpliwosci. Tak wiec czasem trzeba sie nie bac i jesli ktos obok chce
                            to mu mowic co czujemy. Napisalam tak chaotycznie, przepraszam.
                            Moj e-mail halas1961@o2.pl
                            Halina-mama Agatki
                            • gaja2856 Re: zostałam sama do Halinki 09.06.09, 13:41
                              I znów tu jestem znów weszłam na forum
                              Zaówazyłam że wchodze tu jak jest mi bardzo źle jak nie umiem sobie
                              pomoc i nie widze sensu dla niczego....
                              Dzisiaj znów jest taki dzień
                              Zadaję sobie pytanie po co to wszytko czemu nie odeszłam razem z
                              mama czemu Bóg mnie nie zabrał razem z nia przecież tak bardzo go o
                              to prosiłam
                              Nie mam siły na nic
                              Najchętniej zamkneła bym sie w domu i nie wychodziła ale nie mogę
                              tak...
                              Mam zwierzęta które sa dla mnie wszystkim które sa dla mnie
                              namiastka rodziny i domu, które czekaja az do nich wroce i je
                              przytulę
                              Gdyby nie one......
                              Smutne to wszystko bo gdzies tam nawet nie daleko jest rodzina (nie
                              wiem czy to dobre słowo)
                              Oni nie wiedza albo nie chca wiedziec co czuje jak daje sobie radę
                              Byłam u psychologa powiedział że otaczaja mnie toksyczni ludzie
                              ale gdziekolwiek indziej tez takich samych napotykam
                              Mam chyba takiego pecha że takowych przyciągam

                              • halas1961 Re: zostałam sama do Halinki 09.06.09, 20:01
                                Droga Gaju
                                Niestety każdy bardzo jest zajęty swoimi sprawami. I ciagła pogoń za zdobywaniem
                                większych pieniędzy, sukcesów, zaszczytów, itd., itd. Wydaje sie wiekszości, że
                                to właśnie jest najważniejsze. Jest bardzo mało osób, które dostrzegają tzw.
                                Bliźniego. Smutne to bardzo, ale tak już jest. Ja mogłabym byc przecież Twoją
                                matką i nadal nie mogę pogodzic się z obojętnoscią ludzi, ich pogonią za tym co
                                na końcu okazuje sie wogóle nie ważne. Nie straciłam jednak do końca wiary w
                                człowieka. Bo raz na jakis czas spotyka się właśnie Człowieka, kogos kto ma czas
                                żeby zwrócić w Twoją stronę swój wzrok, żeby ciepło spytać, kogoś kto czujesz,
                                że Cię słucha, rozumie. I zwykle są to ludzie, których życie nie oszczędzało,
                                którzy sami doświadczyli czegoś, co zmieniło ich stosunek do tych co obok. Nie
                                trać nadziei, że spotkasz jeszcze dobrych ludzi, nie trać nadziei, że zaczniesz
                                się uśmiechać. Droga Gaju, to prawda ,część ludzi jest toksyczna, ale też my -
                                cierpiący zbyt dużo może od nich oczekujemy, wymagamy. Niewielu jest takich,
                                którzy mają jak to się mówi zawsze z górki. Raczej każdy ma jakiś krzyż. Są to
                                bardzo, bardzo różne krzyże, ale każdemu się wydaje, że jego jest najcięższy i
                                największy, najokropniejszy. Nie wolno myslec , mam pecha. Tak się po prostu
                                zdarza... Gaju, a może powinnaś sama zacząć tę rodzinę odwiedzać.
                                Może jakis wolontariat, gdzie spotyka się ludzi wielkiego serca. Czasem gdy brak
                                pomocy z boku, trzeba samemu jej szukać. Nie zawsze damy radę sami. Ja tak
                                robie, mimo że mam parę osób, na ktore w pewnym stopniu mogę liczyc, wciąż
                                szukam pomocy rowniez gdzieś dalej. Sama jakby wyciągam rękę. To nie jest łatwe,
                                bo trzeba pokonać swój strach, wstyd, dumę, niepewnośc. Trzeba się w pewnym
                                sensie odsłonic, odkryć. Ale co Ci zalezy, powiedz sama. Dzwonię , piszę,
                                staram się nawiązać nowe znajomości. Przedtem nigdy tego nie robiłam. Nie zawsze
                                wszystko sie toczy jak bym chciała, nie zawsze się udaje, ale na 10 podjętych
                                prób jeśli jedna pokazuje jakieś małe światło w ciemności, w smutku - to dobrze,
                                to się cieszę. Trzeba cierpliwosci, pokory i jako takiego wyciszenia choć na
                                jakis czas. Do następnego dołka. I tak z dnia na dzień. Ale nie trwam bez
                                wymyslania wciąz czegoś nowego. A chocby najbanalniejsze spotkanie klasowe, po
                                34 latch. Tak sie zaangażowałam w organizację, że teraz wlaściwie to sama
                                wszystko wymyślam, robię i cieszę się przeogromnie, bo inni juz się nie moga
                                doczekac tego lipca, a ja mam tyle pomysłów. Najważniejsze poruszyc co jakiś
                                czas tam w głowie, w mózgu swoje komóry. Nie spać, działać.
                                Kończy sie jeden pomysł, juz myślę co by tu nowego. Kiedyś, kiedy była ze mna
                                Agatka tak nie było. Ona była całym moim światem, a teraz ja muszę byc dla
                                świata. Tak sobie postanowiłam. I dopóki będę miala siłe i Stwórca pozwoli
                                napewno już nigdy nie będę długo spać, oglądać za dużo seriali, itd., itd.
                                Jesli chcesz wyzwolić się z bezsensu musisz zacząć działać. Ja zaczynałam od
                                tego forum. Były dni, tygodnie gdzie z ołówkiem w ręku zapisywałam po kolei w
                                punktach co dzis zrobię, gdzie zadzwonię . Jeszcze zupełnie niedawno. I teraz
                                gdy zaczynam czuć bezsens, biorę ołówek i pisze dzis to , jutro tamto, albo moze
                                tym sie zajmę , albo tu zadzwonie, może tam jest cos , i tak jakos leci dzien za
                                dniem. O, czasem mi się nic nie chce, jak każdemu, czasem nie chce mi się nawet
                                gadac z kims kto zadzwoni, ale myslę: a moze ten ktos czekał na tę rozmowę tak
                                jak ja nieraz...
                                Pozdrawiam
                                Halina-mama Agatki
                                • gaja2856 zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 14.09.09, 08:58
                                  Dzis o godzinie 14:50 mina dwa lata od kiedy czas się dla mnie
                                  zatrzymał a zycie straciło sens
                                  Dwa lata od dnia kiedy po raz ostatni cię widziałam i kiedy cię
                                  przytulałam
                                  Dwa lata od kiedy ostatni raz słyszałam twój głos i czułam twój dotyk
                                  Dwa lata a jak by to było wczoraj
                                  Rano poszłam do bioterapeuty który zapewniał że będzie dobrze,
                                  kupiłam ci arbuza na którego miałas taką chęć i którego miałas
                                  ochotę zjeść,potem przyszedł lekarz i powiedział że to juz bardzo
                                  blisko...że to już końcówka, ale co on tam wiedział przecierz my
                                  walczyłyśmy dla siebie nawzajem musiało byc dobrze musiało
                                  Dzień jak co dzień
                                  A potem zaczełaś gasnąć, bałam się, byłysmy same pielęgniarka z
                                  hospicjum nie mogła albo nie chciała przyjść, księdza nie chciałam
                                  wzywać (teraz tego żałuję) bo to przecież nie mógł być koniec a ty
                                  walczyłaś.
                                  Uciekłam do innego pokoju żeby ukryć przerażenie i łzy jakby to
                                  miało pomóc i zatrzymać cię przy mnienie pomogło
                                  Prosiłas żebym przeszła żebym cię trzymała za rękę nie chciałam, nie
                                  miałam siły, tak się bałam...
                                  Dzwoniłam po pogotowie po ratunek jakby mógł przyjść
                                  Kiedy wróciłam byłas już w drodze głaskałam cię po włosach i
                                  modliłam się bo nie wiedziałam co robić.
                                  Z daleka słyszałam syganł pogotowia, kiedy wpadli do nas do domu
                                  puls zanikał, serce przestawało bić
                                  Ja w amoku powtarzałam tylko nie reanimujcie jej nie męczcie jej,
                                  dajcie jej spokój
                                  Popatrzyła na mnie chłodno i powiedziała że nawet nie zamierzali bo
                                  schorzenia są zbyt zaawansowane zbyt rozległe
                                  Pamiętam tę lekarkę z pogotowia
                                  To ta sama która kilkanaście dni wcześniej robiła mi wyrzuty po co
                                  ja wzywam pogotowie do takiego przypadku gdzie wszuystko jest jasne
                                  gdzie nie można pomóc
                                  Lekarka jeszcze raz zbadała tętno i powiedziała że mam nie żyje
                                  dla niej to hył kolejny przypadek dla mnie czas się zatrzymał
                                  Wypisywała kartę zgonu i w kółko powtarzała:imię zmarłej, nazwisko
                                  zmarłej...drażniło mnie to bo słyszałam gdzieś że nie nalezy mówić
                                  że osoba umarła jak dopiero co odeszła
                                  Wypisała dokument wręczyła mi go powiedziała że przykro jej i poszła
                                  Zostałyśmy znów same mama i ja
                                  Ona dopiero co przeniesiona duchowo do lepszego świata będąca z całą
                                  naszą rodziną
                                  Ja sama z jej ciałem na tym łez padole płacząca i pytająca czemu mi
                                  to zrobiła czemu mnie zostawiła
                                  Dziś już wiem czemu, przyśniła mi się, przyszła do mnie i to
                                  wyjaśniła
                                  Dziś mijaja dwa lata od jej odejścia dwa l;ata od kiedy zostałam sama
                                  Żyję i walczę z każdym dniem dla niej nie dla siebie
                                  Zawsze powtarzała mi że najgorsze co można zrobic to się poddać że
                                  tylko tchórze tak robią
                                  Przez te dwa lata dowiedziałam się żę mamma dobrze wiedziała i
                                  spodziewała się co się stanie
                                  Dzielna i optymistyczna była tylko przy mnie
                                  Nawet wtedy gdy wiedziała że jest juz źle martwiła się tylko o mnie:
                                  co ze mną będzie, jak dam sobie radę, kto mi pomoże, kto mnie wesprze
                                  Nie martwiła się o siebie tylko o mnie
                                  Prosząć moją chrzestną by mi pomogła by była mi oparciem...ale matki
                                  nikt nie zastąpi nikt
                                  Jutro bronię swojej pracy magisterskiej robię to dla ciebie mamo
                                  Bo wiem że bardzo tego chciałaś i mnie dopingowałaś do ukończenia
                                  studiów
                                  Mam nadzieję że patrzysz na mnie z góry i jesteś ze mnie dumna
                                  CVzuję twoją obecność, twoją opiekę i wsparcie
                                  Wiem że te małe cuda które się zdarzają to twoja sprawka
                                  Mamusiu tak mi ciebie brakuje
                                  Proszę Boga by kiedy nadejdzie mój czas pozwolił mi byc razem z tobą
                                  Kocham cię mamo
                                  • halas1961 Re: zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 14.09.09, 13:47
                                    Droga gaju
                                    Pamietam naszych kilka listow z ubieglego roku. Pamietam iebei
                                    bardzo. Ogromnie sie ciesze ze jutro sie bronisz. Moja Agatka bylaby
                                    juz rok po obronie... Gaju mimo ze nadal cierpisz to z Twojego
                                    listu, listu do Mamy bije ogromny spokoj i napawa mnie to jakims
                                    takim optymizmem i nadzieja, ze i moj spokoj uda sie kiedys odzyskac
                                    nie na chwile, ale na stałe. Gaju tak pieknie napisalas ten list,
                                    list do matki...Jest napewno z Ciebie dumna, a przede wszystkim
                                    spokojna, spokojna Twoim spokojem. Masz racje nie mozna sie poddac,
                                    nie mozna uciekac, trzeba glowe podniesc, wstawac wciaz od nowa z
                                    kolan i isc dalej. Z krzyzem na ramionach, ale isc dalej...martwila
                                    Matka nigdy nie martwi sie o siebie , tylko zawsze najpierw o swoje
                                    dziecko...Trzymama kciuki Gaju
                                    Halina-mama Agatki
                                  • mala_1984 Re: zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 14.09.09, 17:46
                                    Moja mama tez sie martwila o mnie... Mowila, siostra jakos sobie poradzi, bo ma
                                    meza. Pomysli troche, ale szybko dojdzie do siebie, wyjedzie, w padnie w wir
                                    pracy, a ty tu zostaniesz... Sama... Prosila wszystkich, aby sie mna opekowali,
                                    aby pilnowali bym chodzila do lekarza, bo kto bedzie mnie pilnowal, gdy jej
                                    zabraknie... Tak bardzo Cie rozumiem. Tez trzymalam mame za reke gdy
                                    odchodzila... Minelo 40 dni od kiedy odeszla, dzis sie lepiej czuje, bo w koncu
                                    poniedzialek. Nienawidze weekendow, wtedy jest najgorzej, wtedy spadam i blisko
                                    jest momentu, ze juz nie wstane.
                                    Mama jutro bedzie z Ciebie dumna!
                                    • hanka_m Re: zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 15.09.09, 10:25
                                      Droga Gaju i mała_1984, ja tez straciłam w grudniu Mamę i bardzo mi
                                      jej brakuje. Mimo, ze starsza jestem od Was i powinnam sobie lepiej
                                      z tym radzić to jednak bardzo mi jej brakuje, bardzo. Jestem zdana
                                      sama na siebie więc Cię Gaju dobrze rozumiem. Daj nam tu znać jak
                                      poszła obrona. pozdrawiam. Hanka
                                      • kopciuszek125 Re: zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 16.09.09, 13:53
                                        Z moją mamą pożegnałam się dwa lata temu, żyję jak w letargu, tak bardzo mi jej
                                        brakuje . Miałam tak ogromne wsparcie w niej walcząc z chorobami mojego syna.
                                        Tylko ona umiała mną potrząsnąć dać wiarę i nadzieję na lepsze jutro. Ja jej
                                        wierzyłam miała jak to mówi się szósty zmysł i jej przepowiednie się sprawdzały,
                                        jak mówiła będzie lepiej to tak było, a teraz nie ma tego, są tylko sny w
                                        których znowu się z nią spotykam i ją widzę.
                                        • gaja2856 Re: zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 18.09.09, 14:59
                                          Obroniłam sie jestem magistrem
                                          Kiedy broniłam tytułu licencjata a jakims dziwnym trafem bronie sie
                                          w jakis wazny dla nas dzień( licencjat broniłam w dzien matki)
                                          To ona pierwsza się dowiedziała że zdałam to ona pierwsza
                                          gratulowała mi piątki na dyplomie, to do niej najpierw zadzwoniłam i
                                          sie pochwaliłam
                                          Teraz było inaczej
                                          tytułu broniłam w rocznice jej śmierci
                                          Kiedy sie obroniłam nie mogłam do niej zadzwonić sie jej pochwalic
                                          cieszyc sie razem z nią tak jak inni absolwenci cieszyli sie ze
                                          swymi rodzinami
                                          Ja mogłam tylko pojechac na cmentarz
                                          Nikt z rodziny nie wie że sie broniłam nikt
                                          Broniłam sie dla niej żeby była spokojna że mam pełne wykształcenie
                                          Bardzo tego chciała
                                          Wiem że była ze mną i że jest ze mnie dumna

                                          • edzia764 Re: zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 18.09.09, 17:00
                                            Gaja ... z całego serca Ci gratuluję ... udowodniłaś sobie, że dasz
                                            radę zdobyć pełne wykształcenie ... Mama na pewno jest dumna, ze ma
                                            taką wytrwałą córkę ..... Irena
                                            • halas1961 Re: zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 18.09.09, 19:28
                                              Droga Gaju, z calego serca Ci gratuluje. Masz racje, wszystko robimy dla nich,
                                              wciaz dla nich. Ty dla mamy, ja dla corki. I czujemy ,ze sa z nami w tych
                                              waznych momentach. Strasznie sie ciesze, jestes bardzo dzielna mloda kobietą.
                                              Pozdrawiam serdecznie
                                              Halina-mama Agatki
                                          • inkara Re: zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 18.09.09, 22:42
                                            Gaja, teraz to i my już wiemy!:)cieszę się z Tobą! z całego serca
                                            przesyłam gratulacje!! Mama, jestem tego pewna jest z Tobą!!
                                            • hanka_m Re: zostałam sama, dziś mijaja dwa lata 20.09.09, 10:45
                                              Gratulacje Gaju,nie mozesz do Mamy zadzwonic i wiem jak to cięzko,
                                              ale na pewno byłaby dumna i cieszyłaby sie z Twojego sukcesu.
                                              • gaja2856 Re: zostałam sama, zmiany 30.09.09, 10:21
                                                W moim zyciu zachodza zmiany
                                                Choc już dwano oddałam większość rzeczy mamy, babci, taty to jednak
                                                wszystko zostało po staremu te same meble sprzęty których obie
                                                uzywałysmy i sie otaczałyśmy
                                                Rzeczy które wywołują tyle wspomnień
                                                Teraz nadszedł czas na zmiany
                                                Nie jest to proste ale myslę że dobrze mi to zrobi
                                                Sprzedałam wiekszość część starych mebli wyrzuciłam lub oddałam
                                                multum bibelotów
                                                Wreszcie pozbyłam się dokumentacji całej choroby i wszystkich badań
                                                rodziców
                                                Wszystko to robię za radą koleżanki która chyba jako jedyna miała
                                                odwagę powiedzieć mi prosto w oczy że tak nie można , że trzeba
                                                zacząc żyć
                                                Ciężko było pozbyć się rzeczy z którymi wiązały się wspomnienia
                                                Poradzono mi bym zostawiła sobie tylko kilka małych pamiatek ale jak
                                                je wybrać nie wiem, nie potrafię
                                                Wszystko kojarzy mi się z rodziną z domem który miałam i który był
                                                pełen życia i miłości
                                                Nie potrafię wybrać tych rzeczy
                                                Ważne dla mnie sa zwłaszcza zdjęcia (na części nawet nie wiem kto
                                                jest) a nadal nie potrafię postawić zdjęcia mamy
                                                Jest ono oprawione ale nie mogę jakoś go podnieść i postawić (to
                                                zdjęcie było zrobione na mniej więcej tydzień przed jej odejściem)
                                                Nie potrafię też wyrzucić ostatnich jej rzeczy a oddać nie za bardzo
                                                mam komu (dwa futerka długie i krótkie)
                                                Zastanwiam się czy dobrze robię

                                                • halas1961 Re: zostałam sama, zmiany 30.09.09, 10:51
                                                  Gaju, slusznie robisz.
                                                  Nie zranisz tym mamy ani ojca. Nie obawiaj sie...Ja wiekszosc ubran
                                                  Agatki oddalam (komus kto wiedzialam, ze takich rzeczy nie ma wcale
                                                  lub niewiele) kilka dni po pogrzebie. Dokumentacje choroby spalilam
                                                  w pierwszym rzedzie. Nienawidzilam tych wszystkich wynikow, opisow...
                                                  W pokoju ogolnie niewielkie zmiany. Nowa ława, trzy nowe swiece
                                                  (dostalam w prezencie), przestawiony tapczan(ale i z Agatką go
                                                  przestawialysmy czesto), moje rzeczy czesciowo przeniesione do Jej
                                                  szafek...Zdjecia od poczatku popowiekszalam i powiesilam, postawilam
                                                  na widoku. Z roznych okresow zycia Agatki. Jedno tylko jest z czasu
                                                  choroby, po pierwszej operacji. Lubie patrzec na corke na tych
                                                  zdjeciach. To po operacji... boli, ale to tez bylo Jej zycie, wiec
                                                  niech i boli...za dokumenty typu swiadectwa szkolne, nip, itd
                                                  wziasc sie tylko nie moge. Nie mam zamiaru ich wyrzucac, tylko
                                                  przejrzec i schowac do szuflady innej zamierzam.
                                                  Mysle, ze dobrze robisz, pozdrawiam
                                                  Halina-mama Agatki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka