Dodaj do ulubionych

decyzja o rozwodzie

17.06.08, 19:31
skoro sie tak już przed wami odsłoniłam to dam wam jedną dobra radę
doświadczonej (żeby nie powiedzieć starej) czarodziejki.
Boimy się rozwodu czy rozstania jak wszystkiego, co jest nie do przewidzenia,
boimy się nowego i nieznanego.
Ja podejmując decyzję o rozwodzie zrobiłam sobie bilans korzyści i negatywów.
Po stronie negatywów wyszło mi : prawdopodobnie do końca życia będę sama. I
uświadomiłam sobie, że to nie jest takie straszne, że jestem przecież tak
naprawdę sama już od wielu lat, a oprócz dwójki urodzonych przeze mnie dzieci
mam jeszcze trzecie dziecko...
Zaryzykowałam i maszeruję przez życie sama. Ale szczęśliwa i wreszcie
spokojna. I mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że lepsza jest porządna
samotność niż bylejakie bycie we dwoje.
Obserwuj wątek
    • twoje_marzenie Re: decyzja o rozwodzie 17.06.08, 20:02
      święta racja smile
    • rene15 Re: decyzja o rozwodzie 17.06.08, 21:38
      A dlaczego uważasz, że do końca życia będziesz już sama?
      • 1czarodziejka Re: decyzja o rozwodzie 17.06.08, 22:01
        rene15 napisała:

        > A dlaczego uważasz, że do końca życia będziesz już sama?

        założeniem było "nawet jeśli do końca życia będę sama". Nie mam wpływu na ten
        aspekt mojego życia smile Akurat tak się składa, że bywam nie-sama, generalnie
        jestem sama. Nie godzę się na półśrodki. Wiem czego chcę. A chcę dużo. Albo
        wszystko albo nic smile
        • tricolour I pewnie będzie nic... 17.06.08, 22:53
          ... tak najczęściej bywa gdy w kimś wrze poczucie sprawstwa i kontroli.
          • 1czarodziejka Re: I pewnie będzie nic... 17.06.08, 22:57
            tricolour napisał:

            > ... tak najczęściej bywa gdy w kimś wrze poczucie sprawstwa i kontroli.

            to był skrót myślowy... zależy mi na jakości życia, bylejakość mnie nie
            interesuje. Co do kontroli to się mylisz, ale w końcu dyskusja zupełnie nie o tymsmile
            • tricolour A co to znaczy... 17.06.08, 23:04
              ... "jakość życia"? Czym sie ona wyraża i jakich kryteriów trzeba użyć, by
              oszacować, że jakość jest wysoka lub nie?

              Czy wysoka jakość dla jednego oznacza także wysoką dla drugiego? Bo jeśli nie,
              jeśli każdy ma własny wzorzec życia, to nie ma żadnej dyskusji o jakości.
              • 1czarodziejka Re: A co to znaczy... 17.06.08, 23:11
                tricolour napisał:

                > ... "jakość życia"? Czym sie ona wyraża i jakich kryteriów trzeba użyć, by
                > oszacować, że jakość jest wysoka lub nie?
                >
                > Czy wysoka jakość dla jednego oznacza także wysoką dla drugiego? Bo jeśli nie,
                > jeśli każdy ma własny wzorzec życia, to nie ma żadnej dyskusji o jakości.
                Zgadzam się z Tobą i wyjaśniam
                w byciu we dwoje wymagam tylko tego, co sama mogę zaoferować: miłość, zaufanie,
                szacunek, ciepło, poczucie bezpieczeństwa, prawdomówność, tolerancję, kompromisy
                w pewnych ustalonych granicach...
                • tricolour Oferujesz to samo, co ja :))) 17.06.08, 23:15
                  Podejrzewam nawet, że to ogólny przepis na konstrukcję uczciwego i dojrzałego
                  człowieka...

                  smile
                  • 1czarodziejka Re: Oferujesz to samo, co ja :))) 17.06.08, 23:17
                    tricolour napisał:

                    > Podejrzewam nawet, że to ogólny przepis na konstrukcję uczciwego i dojrzałego
                    > człowieka...
                    >
                    > smile
                    no przecież mówiłam, że wiem czego chcę smile nie zgaduję, nie mam pobożnych
                    życzeń...ja to wiem. Komplecik cholernie trudny do uzyskania u płci przeciwnej...
                    • tricolour Ciekawe spostrzeżenie... 17.06.08, 23:21
                      ... że "komplecik cholernie trudny do uzyskania u płci przeciwnej", bo kiedyś
                      myślałem podobnie.

                      Kiedy przestałem tak myśleć, to zobaczyłem ze trzy miliardy cudownych kobiet...
                      • 1czarodziejka rozśmieszyłeś mnie :-) 17.06.08, 23:28
                        tricolour napisał:

                        > ... że "komplecik cholernie trudny do uzyskania u płci przeciwnej", bo kiedyś
                        > myślałem podobnie.
                        >
                        > Kiedy przestałem tak myśleć, to zobaczyłem ze trzy miliardy cudownych kobiet...
                        nie jestem więźniem swoich przekonań, wprost przeciwnie, padam ofiarą swojego
                        zaufania do świata i ludzi...
                        • tricolour A możesz mi wyjaśnić... 17.06.08, 23:33
                          ... dlaczego użyłaś takiej rozpiętości znaczeń?

                          Między byciem "więźniem swoich przekonań" a "ofiarą swojego zaufania" jest
                          przepaść.

                          Gdzie jest miejsce na zwykłą ludzką aktywność obarczoną ryzykiem porażki?
                          • 1czarodziejka mogę.... 17.06.08, 23:42
                            tricolour napisał:

                            > ... dlaczego użyłaś takiej rozpiętości znaczeń?
                            >
                            > Między byciem "więźniem swoich przekonań" a "ofiarą swojego zaufania" jest
                            > przepaść.
                            wszystko przez te moje skróty myślowe zrozumiałe tylko dla mnie...Z racji dosyć
                            elastycznego charakteru nie upieram się przy niczym, nie osądzam ludzi i nie
                            szufladkuję ich. To bycie "więźniem swoich przekonań" jakoś mi wyszło z Twojego
                            postu.. tak odebrałam skróconą definicję mojej osoby. Co do zaufania to niestety
                            ciągle się nacinam...Może błędne założenie przyjęłam, że każdemu na początku
                            znajomości przyznaję 100% kredytu zaufania?
                            > Gdzie jest miejsce na zwykłą ludzką aktywność obarczoną ryzykiem porażki?
                            • 1czarodziejka Re: mogę.... 17.06.08, 23:45
                              1czarodziejka napisała:

                              > tricolour napisał:
                              >
                              >
                              > > Gdzie jest miejsce na zwykłą ludzką aktywność obarczoną ryzykiem porażki?

                              Tak jak na ringu...Zaliczam kolejną porażkę, padam na deski, podnoszę się i
                              zaczynam od nowa smile
                              Ale zwykłam winić tylko siebie, zła że nie rozpoznałam kolejnej ludzkiej
                              aktywności obarczonej ryzykiem porażki...
                            • tricolour Poważnie się róznimy... 17.06.08, 23:50
                              ... (oczywiście bez żadnego podtekstu) - ja każdemu na początku znajomości nie
                              daję żadnego kredytu. Daję mu chętnie czystą kartkę i zerkam z zaciekawieniem,
                              co gryzmoli...
                              • 1czarodziejka vive la difference 17.06.08, 23:53
                                tricolour napisał:

                                > ... (oczywiście bez żadnego podtekstu) - ja każdemu na początku znajomości nie
                                > daję żadnego kredytu. Daję mu chętnie czystą kartkę i zerkam z zaciekawieniem,
                                > co gryzmoli...

                                gdyby wszyscy byli jednakowi to byłoby nudno...i piszę to też bez żadnego podtekstu
    • a.niech.to Re: decyzja o rozwodzie 17.06.08, 21:41
      Nie nazwałabym swojej samotności szczęśliwą, a nawet spokojną, lecz
      wiem, że przeprawiłam się już na drugi brzeg, uchwyciłam przyczółek
      i gdzieś tam...w dali...rozciąga się dla mnie kraina spokoju.
    • lampka_witoszowska Re: decyzja o rozwodzie 17.06.08, 22:10
      u mnie bycie samej jest od wielu lat po stronie pozytywów smile
      i to mnie powstrzymuje przed rozwodem czy rozstaniem... żeby sobie
      egoistycznie przyjemnosci nie sprawiac

      co prawda teraz już nie powstrzymuje, ale lepiej jednak, jak bycie
      samej jest po stronie negatywów, naprawdę
    • sbelatka sorry 17.06.08, 22:38
      ale nie wszytscy z nas wylądowali gdzies gdzie jest lepiej (im)..
      czesto to nie oni podejmowali te decyzje. Albo decyzje podejmowali
      bo i tak zostały de facto podjęte juz przez druga stronę.

      pisze to jedynie w celu przpomnienia, ze życie pisze naprawdę rózne
      scenariusze...
      i skoro podnosisz kwestie szczęścia i spokoju... Czułam sie BARDZO
      spokojna i szczęśliwa w moim poprzednim życiu.
      Teraz co najwyżej czuję sie spokojna i szczęsliwa....

      • 1czarodziejka Re: sorry 17.06.08, 22:46
        sbelatka napisała:

        > ale nie wszytscy z nas wylądowali gdzies gdzie jest lepiej (im)..
        > czesto to nie oni podejmowali te decyzje. Albo decyzje podejmowali
        > bo i tak zostały de facto podjęte juz przez druga stronę.
        >
        > pisze to jedynie w celu przpomnienia, ze życie pisze naprawdę rózne
        > scenariusze...
        > i skoro podnosisz kwestie szczęścia i spokoju... Czułam sie BARDZO
        > spokojna i szczęśliwa w moim poprzednim życiu.
        > Teraz co najwyżej czuję sie spokojna i szczęsliwa....
        >
        Pamiętam o tym doskonale... A swoimi doświadczeniami mogę podzielić się z tymi,
        które (rzadziej którzy) mają podobną sytuację...
        • teuta1 decyzja 17.06.08, 22:53
          Poczułam, że mąż miota mną na wszystkie kierunki, a ja uzależniam
          swoje życie od jego zachowań. Byłam też u adwokata, który okazał sie
          być kaznodziejąwink. Poinformował mnie dobrotliwie, że rozwód mi się
          nie opłaca, a miliony kobiet na świecie marzą o tym, by ojcowie
          zajmowali się dziećmi, a one miały dostęp do karty i konta. I
          poradził, żebym sobie znalazła kochanka. No to postanowiłam
          sprawdzić, jak się czuję korzystając z konta, z którego honorowo nie
          korzystałam od stycznia ( bo tak od strzału kochanka to nie znajdę,
          a kartę mamsmile. I jak w legendzie o "złotej kaczce" zrobiłam sobie
          zakupy. I nie poczułam się lepiej, tylko tak jakoś jakbym się
          prostytuowała. No więc taki tryb życia - czyli rozdupcone małżeństwo
          z kochanką i kontem w tle - to nie dla mnie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka