alexolo
11.09.08, 11:18
ciagle was czytam ale boje sie co kolwiek napisc.
jestem w kropce. znacie moją sytuacje .. obydwie wizje mego faceta
sa prawdziwe.. dobry uiczynny człowiek bbardzo rodzinny,,pomocny,,,
czuły i ciepły... wspierający.. no w ogień by włazł dl a mnie...z
drugiej strony.. nagła zmiana nastroju.. wrzaski.. krzyki.. rzucanie
czym popadnie..nekanie psychiczne do granic wytrzymalosci... odgrywanie
sie na młym... własciwie to mysle z e to bb sflustrowany człowiek..
który przez zaniedbanie nie wiele ma i niewiele osiagnoł...niszczy
wszystko co mogło by byc lepsze od niego .. wszystko to co mogło
by ujawnic jego braki...
jego ulubionym powiedzeniem jest " nie potrafisz ..nie umiesz... nie
zrobisz tego.. po co sie uczysz języka.. po co ci rolki i tak
sie nie nauczysz jeżdzic..itp" ja sobie z takimi tekstami daje
rade...ale mój syn......niebardzo ( i uwazamm ż e taka gadanina jest
zabójcza dla każdego młodego człowieka) bronie dziecka jak moge... i
przekazuje mu inne tresci.
On z nami nie mieszka ale bywa... obiecuje ż e siie zmieni.. ż e
zrobi dla mnie wszystko.. co bede chciała.. nawet sie zgnoi byle by
mógł wrócic.. ja nie chce takich zasad. ja nie wiem co czuje.. on
ocekuje czułosci.. ja nie potrafie nawet go dotknac...a on twierdzi
ż e przeczeka....
własciwie to sie powtarzam sama nie wiem po co to pisze.. szukam
w nim czegos co by mnie nie zniechęcało...
lubie jak przychodzi .. jak mi pomaga.. lubie wyjazdy znim...lubie
wyjsc w jego towarzytwie...ale jego metody w stosunku do
dziecka...( kazda moja ingeręcje kwituje" robisz z niego lebiede..
ciamajde....a ja po prostu nie życze sobie .. aby do mojego
dziecka ktos mówil " zamknij sie na 5 min".. koleżanka
powiedziała mi ostatnio GDYBY NIE MAłY TO MOż E BY SIE WAM UDAłO.
NIE POZWOLE aby i tak pokrzywdzonemu dziecku działa sie jaka
kolwiek krzywda.
wiem z e spotka mnie zaraz krytyka.. i ostre słowa....ale ten
człowiek odmienił moje życie... duzo wniósł.. z czasem jednak emocje
opadły... czuje sie jednak odpowiedzialna za uczucia które w nim
wzbudzam!! czuje sie też odpowiedzialna za dziecko... i z małym
nikt nie moż e konkurowac....czy to oznacza koniec... mój kolejny
nieudany związek......tym razem nie kocham taaaaak jak kochałam
exa.....
ps. moja mama przywiozła wczoraj małego do domu.. ja wyszłam do
sklepu... duzy był ...robił nam obiad. .. minełam sie z mama w
bramie.. miała dziwną mine ale nie chciała rozmawiac.
przed chwila zadzwoniła... i opowiedziała mi jak wyglądała scena gdy
przekazywała malego.
duzy piekł kotlety.. nawet nie przywitał sie z moja mama.. która
stała na progu z kulam..., nie zaproponował aby usiadła.. nic zero
jak by jakas obca osoba miala odprowadzic dziecko i sobie isc..
mama mimo to zaczeła opowoadac co robiła z małym ż e mały zrobił to
i tamto...i nagle duzy szorstko ucioł " dobra dobra.. młody
ściagaj buty .. kąpac sie i spac" mały rzucił sie z płaczem na
łóżko... moja mama zdebiała...i zdązyła powiedziec tylko ale mały
chce opowiedzic ci co dzis robił .."nie mam czasu na takie
opowiesci, smaze kotlety...a on wyrabia jakies fanaberie.. do lazienki
marsz" moja mama sie wycofała.. dzis zadzwoniła bo po raz
pierwszy widziała ta druga strone mego faceta...którym wczesniej sie
zachwycała.
nie wiem czego oczekuje.. od was.. po co to pisze... mam wolny
dzień ...zapowiedał sie fajnie.. po telefonie mamy.. wszystko opadło.