tatiana44
13.02.09, 18:34
Witam.
Tydzien temu odbyła się moja ostatnia sprawa na której otrzymałam rozwód z
orzeczeniem o winie obydwojga stron.
Rozwód trwał dwa lata,a ostatnia sprawa....6 godzin,mimo iz na wokandzie
zaplanowano 2 godz.
Rozpoczęła się o 12 przesłuchaniem mojego ostatniego swiadka,które trwało 2
godz(wolniutko,dociekliwie)po nim nastapiło szczegółowe przesłuchanie
ex,poniewaz to on wniósł pozew o rozwód-2,5 godz,potem była pół
godz.przerwa.Na moje przesłuchanie została godzina,w tym ustalenie wysokosci
alimentów.
Mój czas był bardzo nerwowy,sędzina spogladała na tel.kom,odebrała krótka
rozmowę,ławnik poszedł po wode mineralną,protokolantka wymieniła sie na inną,w
miedzyczasie ktoś przyniósł klucze,bo sąd zamykali,moja adwokat nie zadała mi
zadnego pytania,aby nie przedłuzac sprawy bo denerwowała się ,ze ma dziecko nie
odebrane ze szkoły...Sedzia była chyba tez głodna,bo zła...napastliwa,nie
pozwalajaca na zeznania własne,tylko scisłe odpowiedzi na pytania.
Jednym słowem koszmar!
Do tej sprawy przygotowywałam sie mnóstwo czasu,niestety nie miałam mozliwosci
ani zaprzeczenia kłamstwom exa,ani przedstawienia
zarzutów przeciwko niemu,o których nie mówili swiadkowie.
Bardzo proszę o info,czy ktos miał podobną sytuacje?
Czy sędzia miała prawo tak przedłuzac sprawę?
Uwżam,że na niekorzystny wynik mojej sprawy w duzym stopniu
miał wpływ wyzej opisany przebieg czasowy sprawy-wszyscy byli zmeczeni,a ja z
trudem zbierałam mysli...
Czy w apelacji mogę uwzglednic również tę kwestię?