Rekordowa długośc sprawy-tragikomedia

13.02.09, 18:34
Witam.
Tydzien temu odbyła się moja ostatnia sprawa na której otrzymałam rozwód z
orzeczeniem o winie obydwojga stron.
Rozwód trwał dwa lata,a ostatnia sprawa....6 godzin,mimo iz na wokandzie
zaplanowano 2 godz.
Rozpoczęła się o 12 przesłuchaniem mojego ostatniego swiadka,które trwało 2
godz(wolniutko,dociekliwie)po nim nastapiło szczegółowe przesłuchanie
ex,poniewaz to on wniósł pozew o rozwód-2,5 godz,potem była pół
godz.przerwa.Na moje przesłuchanie została godzina,w tym ustalenie wysokosci
alimentów.
Mój czas był bardzo nerwowy,sędzina spogladała na tel.kom,odebrała krótka
rozmowę,ławnik poszedł po wode mineralną,protokolantka wymieniła sie na inną,w
miedzyczasie ktoś przyniósł klucze,bo sąd zamykali,moja adwokat nie zadała mi
zadnego pytania,aby nie przedłuzac sprawy bo denerwowała się ,ze ma dziecko nie
odebrane ze szkoły...Sedzia była chyba tez głodna,bo zła...napastliwa,nie
pozwalajaca na zeznania własne,tylko scisłe odpowiedzi na pytania.
Jednym słowem koszmar!
Do tej sprawy przygotowywałam sie mnóstwo czasu,niestety nie miałam mozliwosci
ani zaprzeczenia kłamstwom exa,ani przedstawienia
zarzutów przeciwko niemu,o których nie mówili swiadkowie.
Bardzo proszę o info,czy ktos miał podobną sytuacje?
Czy sędzia miała prawo tak przedłuzac sprawę?
Uwżam,że na niekorzystny wynik mojej sprawy w duzym stopniu
miał wpływ wyzej opisany przebieg czasowy sprawy-wszyscy byli zmeczeni,a ja z
trudem zbierałam mysli...
Czy w apelacji mogę uwzglednic również tę kwestię?
    • misbaskerwill Re: Rekordowa długośc sprawy-tragikomedia 14.02.09, 22:32
      Wszystko rozumiem... ale sama sobie zafundowałaś te dwa lata.
      Chcesz chyba udowodnić, że mąż jest winny rozpadu w 100%, a Ty w 0% - nie udało się. Naprawdę dziwi Cię to? W mojej opinii wskazywanie wyłącznie winnego rozpadu przez sąd jest niemożliwe i nielogiczne (np. tylko siebie winię, że wybrałem taką a nie inną kobietę na żonę). Mniejsza o to, że jest praktykowane, ale taka jest moja prywatna opiniasmile

      W apelacji można pisać wszystko, zwłaszcza wypomnieć wszystkie błędy proceduralne, byle z odrobiną sensuwink.
      Pytanie tylko, czy chcesz przedłużać sprawę o kolejne miesiące/lata...

      To rozwód, nie sprawa o morderstwo lub podział miliona euro.
      Orzeczenie o winie daje przede wszystkim satysfakcję moralną, również pozwala ubiegać się o alimenty na siebie, jednak pieniądze te (jeśli w ogóle) będą zawsze przyznane w granicach rozsądku (w końcu chodzi o alimenty dla dorosłego samodzielnego człowieka a nie małego dziecka).

      Sędziowie mogą nie podzielać Twoich emocji, dla nich to tylko kolejna prywatna sprawa kogoś nieznajomego...
      Masz prawo psuć sobie i innym krew przez następne lata. Tylko czy gra jest warta świeczki?
      • tatiana44 Re: Rekordowa długośc sprawy-tragikomedia 14.02.09, 23:43
        Tak,wiem,ale zostałam posadzona przez ex meza o cos czego nie popełniłam w celu
        stworzenia zasłony dymnej dla swoich czynów zdrady,alkoholizmu,agresji fizycznej
        i opuszczenia rodziny dla innej kobiety,które zostały mu przez sąd udowodnione i
        miałam nadzieje,że sedzia umozliwi mi oczyszczenie sie z idiotycznego zarzutu...
        Miś,zgadzam sie ,ze to tylko rozwód,ale zyc z poczuciem przypisania mi winy z
        powodu rzekomego nawiazania wiezi emocjonalnej ze znajomym(tu sąd podkreslił,że
        nie ma dowodów na zdrade) w jednakowym stopniu z w/w winami ex meza jest
        trudno..jeszcze nie wiem,czy złoże wniosek o apelacje,opadłam z sił po tej
        końcówce na która z taką nadzieją czekalam..
        W trakcie tych dwóch lat przezyłam dwukrotna zmiane adwokatów
        i to równiez a może przede wszystkim utrudniło mi obronę, ale
        "zaangażowanie"adwokatów to osobny tematsmile
        Z perspektywy czasu,moge powiedziec,że więcej dobrego dla sprawy zrobiłam sobie
        sama pisząc osobiscie pisma procesowe o których wspominasz,składajac
        samodzielnie dowody obciązające exmęża,których to złozenia odmówiła mi adwokat
        zasłaniając się etyką adwokacką.
        Własnie o tę satysfakcje moralną jaką daje oczyszczenie się z niesłusznych
        zarzutów walczyłam,nie o alimenty,gdyz w czasie tych dwóch lat ex zbankrutował
        na zyczenie,przepisujac nasza firme rodzinną na konkubinę..
        Moje dorosłe dzieci(rozwód po 28 latach pozycia)podzielaja Twoje zdanie co do
        bezsensownego przedłuzania sprawy
        Dziś dostałam od mojego syna piekna kartke z zyczeniami powrotu do radości
        sprzed wielu lat z mottem:
        "gromadzic w sobie miłosc oznacza szczęscie
        gromadzic nienawiśc to kleska"

        • misbaskerwill piękne motto:) n/t 15.02.09, 20:10
    • misbaskerwill i jeszcze jedno... 14.02.09, 22:47
      Czy posiadasz, bądź poprosiłaś pisemnie sąd o uzasadnienie? Zrób to jak najprędzej (ja czekałem 21 dni na uprawomocnienie wyroku rozwodowego, ale w niektórych sprawach jest tylko 7 dni na uzasadnienie + 14 na odwołanie, więc sprawdź to).
      Pisząc apelację opierasz się przede wszystkim na uzasadnieniu, mniej ważne są m.in. aspekty subiektywne przebiegu rozpraw. Liczą się dokumenty...

      Strasznie niekonsekwentne masz podejście do sprawy.
      Z jednej strony chcesz odwoływać się i przedłużać sprawę w nieskończoność, z drugiej ważniejsze było to, że adwokat nie odebrała dziecka ze szkoły...
      Sprawa trwała dwa lata, jeśli Ci zależało na przedstawieniu wszystkich Twoich zarzutów, miałaś 24 miesiące by sporządzić je na piśmie procesowym... mogłaś je złożyć nawet z pominięciem adwokat, gdyby ona się nie zgodziła firmować pisma (winna Cię wtedy poinformować o takiej możliwości).
      Z tego co wiem, sąd powinien ostrzec, że kończy przyjmowanie wniosków dowodowych. Być może, przez zmęczenie nastąpił błąd proceduralny.
      • tatiana44 Re: i jeszcze jedno... 14.02.09, 23:51
        Poprosiłam pisemnie o uzasadnienie wyroku.
        nie rozumiem tej mojej wg Ciebie niekonsekwencji..ja sie po prostu
        domysliłam,dlaczego adwokat nie zadała mi żadnego pytania,gdyz w czasie przerwy
        denerwowała sie niespodziewanym przedłużeniem sprawy
        i odbierała nerwowo telefony o dziecku..Ta oszczednośc czasu była oczywiście
        ważna dla niej
        Czy wniosek o apelację jest trudno napisac samemu?
        • misbaskerwill apelacja... 15.02.09, 20:07
          > Czy wniosek o apelację jest trudno napisac samemu?

          Ja bym nie ryzykował. Dobra apelacja opiera się zwykle na kruczkach prawnych. Z
          tego, co słyszałem, dość rzadko przychylają się do apelacji ws. rozwodu, bo to
          przecież specyficzna sprawa.
          A jak odrzucą, to po ptokach.
          Dlatego skorzystałbym z wszelkiej pomocy, zwłaszcza profesjonalnej.

          Choć, osobiście, na Twoim miejscu, bym w ogóle apelacji nie pisał.
          To sprawa ambicjonalna, rozumiem - ale to serio NIE JEST TAK, że cały świat o
          niej wie i gazety o tym piszą. Toczy się za zamkniętymi drzwiami.
          Czy będziesz przez następne 10 lat mówiła wszystkim wokół, że TO WINA MĘŻA i
          wygrałaś sprawę???
          I tak to możesz mówić - to Twoje moralne prawo. Tak samo były mąż może mówić o
          Twej winie. W końcu nikt nie ma wglądu do akt. Poza tym, sędziowie z reguły są
          niesprawiedliwi i w ogóle kaloszewink
          Na ch więc Ci to?
          Pomyśl lepiej, gdzie chcesz być za dwa-trzy lata. W sądzie, czy na nowej drodze
          życia?
    • mariefurie Re: Rekordowa długośc sprawy-tragikomedia 14.02.09, 22:52
      tatiana44 napisała:
      Uwżam,że na niekorzystny wynik mojej sprawy w duzym stopniu
      miał wpływ wyzej opisany przebieg czasowy sprawy-wszyscy byli zmeczeni,a ja z
      trudem zbierałam mysli...

      Myslę ze dobrze uważasz. To jest taki specjalny zabieg rodem z dorobku
      radzieckich czekistów smile Myslę tez ze urzędy wszelkiej maści stosują takie
      metody ze szczególnym pietyzmem.
      Pamiętam swój pobyt w sądzie. MerytorycZnie moze i nie miałabym zarzutów. A i w
      ogóle, do samego Sądu - nic. Ale do sposobu funkcjonowania bardziej. Wchodzisz
      do sali i slońce prosto w oczy, i to tak, ze wysokiego sądu wink prawie nie
      widzisz, a oni Cie maja jak na talerzu, i jeszcze łzy lecą....nie z powodu
      rozprawy, ...tylko oślepiającego słońca, jakby rolet nie można bylo zaciągnąć...
      Nie wiem czy przeciąganie sprawy i takie inne elementy zachowan sądu śą to
      celowe i metodyczne zachowania czy nie, ale faktem jest - mało przyjemne i zbija
      człowieka z pantałyku.
      W apelacji mozesz uwzględnic, ale i tak nie wezmą tego pod uwagę. No bo co im
      napiszesz? ze adwokatka po dziecko musiała leciec?
      • tatiana44 Re: Rekordowa długośc sprawy-tragikomedia 14.02.09, 23:11
        U mnie okno otwarte ,z hałasem ulicznym zagłuszajacym ciche zeznania swiadków co
        w moim przypadku(nosze aparat słuchowy)uniemozliwiało mi ich dokładnego
        wysłuchania..kiedy poprosiłam niesmiało o zamkniecie- usta sedziny zweziły sie w
        dzióbsmile
    • plujeczka Re:o rany! 16.02.09, 08:51
      o rany kiedy przeczytałam tw oj post włos zjezył mi sie na
      głowie.Zaraz zobaczyłąm siebie na tej sali sadowej, moja ostatnia
      sprawa po 4 latach niedługo a na minus sedzina strasznie i nie
      wiadomo dlaczego mi nie przychylna,tez 2 razy miałam zmiane
      adwokata, odmówiono mi zwolnmienia z kosztów sadowych, nie wyrazono
      zgody na adwokata z urzedu ( w efelcie wziełam pozyczke z zakadu
      pracy, która szalenie obciązyła moj i tak skromny budzet domowy)
      wYRAŻNA TENDENCJA za moim męzem alkoholikiem, dostarczyłm full
      dowódów na jego picie w tym opinie biegłego sadowego ale sedzina
      uwaza ,że skoro pracuje to nie może pić!!!!!przede mna ostarcie
      starcie na sali sądowej choc mysle ,że z góry skazane na
      niepowodzenie .Czytając twój post tylko utwierdzam sie w tym ,że sąd
      to teatr kilku aktorów tylko jak" zagraC" aby sztuka była dziełem a
      nie szmirą.?
      Gdybyś mogła do mnie napisac na priv gazetowy byłabum Ci wdzięczna,
      mam do ciebie kilka pytań.Co do apelacji nie bardzo w nia wierzę
      pamietaj ,ze w apelacji musisz wskazać uchybienia merytoryczne ,
      dowodowe a nie wskazywać na włąsne odczucia bo tych sąd nie bierze
      pod uwagę. Twoja historia jest troche podobna do mojej zatem jesli
      mozesz do mnie napisac będę wdzieczna.Pozdrawiam.
      • tatiana44 Re:o rany! 16.02.09, 10:33
        Może nasze sprawy prowadzi ta sama pani sedzia?
        A moze tez jestes elegancką kobietą,która nie wygląda na biedną,pokrzywdzona?
        Pisz proszę na mój adres na gazecie,chetnie z Toba porozmawiam,moze moje
        doswiadczenia Ci pomogasmile
        • plujeczka Re:o rany! 16.02.09, 12:34
          być może sędzina ta sama i fakt jestem zadbana, elegancka .Mnie
          również się wydawało ,ze sędzina była wzburzona moim widokiem (
          żadnej ekstrawagancji, marynarka a właściciwe stonowany kostium ) bo
          oto biedny mężczyzna , niepijacy( mimo stwierdzonej choroby
          alkoholowej i zeznań biegłego sądowego) ale jak moze pic skoro
          pracuje? A JA TA NIEDOBRA, WSTRETNA , która z racji jego zawodou
          wykorzystywała go finansowo tylko jakos zapomniała ,ze ja równiez
          prawie 28 lat pracuję zawodowo. Mąż w trakcie 1 sprawy ( i jedynej
          na której był) kręcił sie ,wiercił, wychodził beszczelnie na
          papierosa a reprymendę dostałam ja.Meża stawiano mi za wzór
          zachowania w sądzie, on skacowany, wiercacy się w ławce, wychodzący
          3 razy w trakcie procesu a ja..coż zadbana ( pewnie za jego
          pieniądze!,schludnie ubrana ( to tez pewnie jego zasługa
          i.....cholender nie żebrząca o powrót " cudownego" małzonka, dajaca
          sobie radę, utrzymujaca mieszkanie, dziecko, zwierzatko
          itp.......jak ja smiałam dać sobie radę powinnam razem z dzieckiem
          jeść resztki ze smietnika, błagać meża o pieniadze bo rzekomo bez
          nich ( to jego słowa) zdechłabym z głodu.Napiszę do Ciebie na priv
          jak wroce do domu , chociaz watpię w wygraną wciaż walczę o
          sprawiedliwość ..naiwna jestem wiem....pozdrawiam
          • tatiana44 Re:o rany! 16.02.09, 14:02
            Jak to mozliwe,zeby w ciągu 4 lat mąż pojawił sie tylko raz na sprawie???Czy
            taki zapracowany był?czy moze choruje przewlekle?
            a moze przed kazdym terminem rozprawy popijał "ze stresu"i na kacu nie miał sił
            pójśc do sądu?
            U mnie sędzia zrobiła mi wykład na pierwszej sprawie na temat tego jakie mam
            małe szanse ,żeby nie złapac tych przysłowiowych 2 % winy przekonujac mnie do
            rozwodu bez orzekania winy,
            a gdy uparcie trwałam przy orzekaniu jego winy- z gniewem w głosie
            odpowiedziała:ma pani takie prawo .Poczułam w tym momencie,ze ona zrobi
            wszystko,żeby na koniec sprawy móc mi powiedziec:
            i po co to pani było?
            Moja była adwokatka juz po kilku rozprawach otwarcie mówiła do mnie:sędzia jest
            przeciwko pani. Wkurzało mnie to,no bo co to za wsparcie z jej strony,po co mi
            narzucała swoje odczucia,aby usprawiedliwic swoją "niemoc" w sprawie?Nawet jej
            zwróciłam uwage,żeby mnie w ten sposób nie dołowała,nie odbierała mi wiary w
            obiektywizm sądu,odpowiedziała mi-w sądzie nie patrzy sie przez różowe okularysmile
            Jeszcze coś,poczułam sie bardzo dotknieta zdaniem sedziny
            w koncowym wyroku:
            władzę rodzicielska nad 16 letnim synem (dwoje pełnoletnich równiez mieszka ze
            mna)powierzam pani,gdyż opinia kuratora nie zawiera zastrzeżen.Sąd ma jednak
            zastrzeżenie do pani:nie daży pani do kontaktów ojca z dziecmi...bo ex żalił sie
            ,że na pewno ja dzieci buntuje,bo nie chca się z nim widziec!!!!chciałam w tym
            momencie powiedziec,ze dazyłam uparcie w czasach gdy mieszkał jeszcze z nami,ale
            zawsze wolał towarzystwo swoich kumpli mysliwych przy alkoholu niz dzieci,więc
            dzieci nie sa z ojcem związane emocjonalnie i nie czują potrzeby szukania z nim
            kontaktów.Próbowałam kilka razy rozmawiac z dziecmi na ten temat,aletrafiałam w
            mur obojetnosci.Niestety, krzyknęła tylko prosze mi nie przeszkadzac.

            się pani spodziewała,ze
Pełna wersja