Dodaj do ulubionych

Strategia ofiary

10.08.09, 21:26
Być może sie mylę, lecz wydaje mi się, że strategia ofiary jest
dominującym sposobem radzenia sobie z rozwodową traumą. Niesie
korzyść otrzymywania współczucia i wsparcia. Pozwala na przerzucenie
całej winy na barki byłego współmałżonka, a więc zachowania
nienaruszonego obrazu własnej osoby.
Przyjęcie takiej postawy na dłuższą metę przynosi jednak więcej
szkód niż pożytków. Zainteresowanie otoczenia ofiarą przeradza się w
znudzenie i zniecierpliwienie, w efekcie czego cierpiąca osoba może
popaść w izolację.
Co ważniejsze - bycie ofiarą zasklepia w bólu rozpamiętywania
doznanych krzywd, a to skutecznie odbiera energię, żeby zacząć
tworzyć nowa jakość życia. Jeśli jeszcze wziąć pod uwagę, że
odwracanie wzroku od siebie to niemożność wprowadzenia korekt, które
być może zaważyły w jakimś stopniu na jakości związku, należałoby
powiedzieć, że po koniecznym okresie na przeżycie żalu i bólu nad
doznaną krzywdą trzeba jak najszybciej opuścić pozycję ofiary.
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: Strategia ofiary 10.08.09, 21:41
      "Każdy umie cierpieć - to ludziom przychodzi najłatwiej - najtrudniejszą i
      najambitniejszą rzeczą w życiu jest osiągnąć szczęście."
      Paulo Coelho

      Nic dodać, nic ująć.
      • sbelatka Re: Strategia ofiary 10.08.09, 21:54
        z przyjemnością będę obserwować ewentualną dyskusję w tem temacie smile
        nie sądzę ani.chybi żebyś znalazła tutaj wiele zrozumienia dla
        Twoich idei..

        ale może się mylę..
        obysmile
        • emma_ja Re: Strategia ofiary 10.08.09, 22:06
          ani_chybi to chyba moje alter egosmile
          czytajac twoje posty odzyskuje wiare w rozumnych ludzi

          obawiam sie jednak, ze na tym forum nie spotkasz sie z milym przyjeciem

          niestety latwiej jest zrobic z siebie ofiare anizeli sie sobie przyjrzec
          krytycznie, przyznac do bledow

          trwanie na pozycji ofiary odbiera wg mnei jedno- szanse na pozytywne zmiany

          panie daja sobie prawo do cierpienia i nienawisci, ale niestety unikaja
          autorefleksji a co za tym idzie nie sa w stanie wykorzystac zlych doswiadczen
          ani zrouzmiec dlaczego oraz po co- zlo (?)je spotkalo

          powielaja zle wzorce, a co za tym idzie pewnie odnosza kolejne porazki a zatem
          bardziej nienawidza mezczyzn, nie ufaja im

          i odbieraja sobie szanse na szczescie

          niestety na tym forum dominuje postawa- " jedyny moj blad?bylam za dobra"....

          smutne, ale ja tu widze wiele nienawisci i zlosci, frustracji
          zadnych zas konstruktywnych wnioskow, madrosc zyciowej
          • sbelatka Re: Strategia ofiary 10.08.09, 22:19
            emma
            każda generalizacja jest obarczona błedem - także ta, ze żadnych
            konstruktywnych wniosków.. itede

            z tym co piszesz o pozostawaniu w skórze ofiary się zgadzam
            calkowicie

            ale mysle, ze dla wielu kobiet Twoje słowa oceniające ich
            postepowanie mogą byc raniące lub wywoływać poczucie krzywdy czy
            jakoś tak

            myśle też, ze warto pokazywać innym to co może im pomóc
            ale zdecydowanie należy powstrzymywać sie od oceniania - bo z tego
            naprawdę niewiele wynika

            • emma_ja Re: Strategia ofiary 10.08.09, 22:31
              zgadzam sie, tyle ze nie da sie uniknac generalizowania
              nie sposob kazdego przypadku rozpatrywac z osobna smile

              poza tym kom komentarz nie dotyczy wszytskich opuszczonych kobiet a jedynie
              tych, ktora takie postawy wykazuja
              a sledzac to forum- jest ich zbyt wiele jak dla mnie

              ja nie watpie w madre kobiety!

              ale na tym forum-madrych glosow- ktore budzilyby moj szacunek- prawie wcale-
              niestety

              moj glos takze stad, ze niejednokrotnie juz zastanawialo mnie dlaczego ciekawe,
              nieatakujace, wartosciowe posty przepadaja doslownie

              za to w cenie sa krwawe jatki i ujadanie na odchodzacego meza

              takie niestety mam obserwacje
              wiec jak pisalam unikam tego forum bo jest ponure...

              sbelatka napisała:

              > emma
              > każda generalizacja jest obarczona błedem - także ta, ze żadnych
              > konstruktywnych wniosków.. itede
              >
              > z tym co piszesz o pozostawaniu w skórze ofiary się zgadzam
              > calkowicie
              >
              > ale mysle, ze dla wielu kobiet Twoje słowa oceniające ich
              > postepowanie mogą byc raniące lub wywoływać poczucie krzywdy czy
              > jakoś tak
              >
              > myśle też, ze warto pokazywać innym to co może im pomóc
              > ale zdecydowanie należy powstrzymywać sie od oceniania - bo z tego
              > naprawdę niewiele wynika
              >
          • nangaparbat3 dwa posty niby o tym samym 11.08.09, 21:22
            tekst Ani.Chybi - mądry, Emmy - wrednawy.
            • emma_ja Re: dwa posty niby o tym samym 11.08.09, 21:48
              wrednawy bo niezgodny z jedyna sluszna ideologia tu panujaca
              a jak wiadomo kobiete porzucona nalezy glaskac po glowce , dajac jej prawo do
              zlosci- chocby byla ostatnia suka i swoja zloscia niszcyzla wszytsko wokol( i
              nie uwierze ze to tylko slowa padajace na forum...jesli ktos tak mysli to o na
              codzien postepuje wg tego co mowi..)

              post dzisiejszy pani ktorej zle bylo z mezem-wiec zaszła w ciaze a ten dran maz
              chce rozwodu z orzeczeniem winy- dziesiatki solidarnych odpowiedzi, porad...choc
              kobieta to jakas materialistka, do tego zmanierowana

              post faceta, ktory chce odejsc od zony do innej- zwyzywany, pouczany, mieszany z
              blotem

              hipokryzja i jednostronnosc tego forum jest niesmaczna
              i dlatego wlasnie nie widze powodu owijac w bawelne

              a tym bardzfiej delikatnie sie wypowiadac o mamusi, ktora kaze dziecku nowa
              kobiete ojca nazywac dziwka i zdzira
              ja bym jej odebrala prawa do dziecka

              wrednawe to za byle zony...a nie osoba, ktora smie to zauwazyc

              na szczescie w swoim otoczeniu nie posiadam...a jad szkodzi glownie tym ktorzy
              go tocza
              agresja tutaj plynie od tych "biednych porzuconych" glownie...

              wyjatkowo wredne jest skrytykowanie takiego zachowania....
              • nangaparbat3 Re: dwa posty niby o tym samym 11.08.09, 22:08
                No cóż, kobiety wiążące się z żonatymi panami nie cieszą się tu
                wielką estymą ani sympatią - dziwi mnie, że Ciebie to dziwi.
                Dziwi mnie, że nie dostrzegasz różnorodności opinii wypowiadanych na
                tym forum.
                Dziwi mnie Twoja zajadłość wobec porzucanych żon - pieknie dająca
                się porównać z zajadłością ich samych w stosunku do neksi. Naprawdę,
                żadnej róznicy.
                Podejrzewam, że jakąś kobietę skrzywdziłaś, i z tym nie potrafisz
                sobie poradzić. Nie współczuję.
                I to mówię ja, Nanga, zaprzyjaźniona z Next mego Ex.
                • mola1971 Re: dwa posty niby o tym samym 12.08.09, 00:09
                  nangaparbat3 napisała:
                  > I to mówię ja, Nanga, zaprzyjaźniona z Next mego Ex.

                  Nanga, toż to koszmar senny każdego faceta smile)))
                  Nie ma chyba większej 'zemsty' w białych rękawiczkach wink)))
                  Ten Twój ex pewnie dwoi się i troi chłopina smile Aż mi go żal wink))
    • emma_ja Re: Strategia ofiary 10.08.09, 22:18
      mam taka obserwacje

      niestety madre posty, konstruktywne slowa sa na tym forum lekcewazone
      pomijane, brak zainteresowania

      wystarczy aby pojawil sie post meza chcacego porzucic zone...
      setki nienawistnych komentarzy- wojna...jakby pojawila sie dlugo wyczekiwana
      okazal wylac cala nienawisc, frustracje, zlosc...

      obraz budzacy moja niechec, to forum nie jest miejscem pomocy...nauki
      wychodzenia z kryzysu...jest spektaklem nienawisci , niestety prymitywnego a do
      tego usprawiedliwianego na wszelkie spoosby

      czesto pada- mamy prawo...

      ja mam watpliwosci czy tak powinno to wygaldac...i czy komukolwiek moze pomoc
      takie podejscie do sprawy.

      jak funkcjonuja takie rodziny po rozwodzie?w jakiej atmosferze chowaja sie
      dzieci ? czytajac- nawet nie chce myslec...

      smutne
      ale swiadczy chyba o kondycji wielu osob

      nie lubie tu zagldac tak naprawde
      za duzo tu zlosci i nienawisci
      obrzuca sie nia nawet tych, ktorzy smia skkrytykowac czy chocby zasugerowac inne
      podejscie do sprawy...
      nie chce myslec z czym spotyka sie w takim razie byly maz....
      • mola1971 Re: Strategia ofiary 10.08.09, 22:45
        Emma, za bardzo generalizujesz wg mnie. To jest szczególne forum i szczególna rolę pełni. Jedni tu wylewają żale ZAMIAST wykrzyczeć je prosto w twarz exowi/exi. Chyba to lepsze niż wojna w realu? Inni już ochłonęli, zrozumieli że za każdym nickiem stoi żywy człowiek i zaczynają prowadzić merytoryczne dyskusje. Są też tacy, którzy tylko czytają.
        Zauważ też, że w każdym wątku są RÓŻNE zdania. Owszem są takie buchające złością i chęcią zemsty, ale są też pełne zrozumienia lub po prostu rzeczowo - nieoceniające. I od każdego z nas zależy co widzimy lub co chcemy widzieć.
        Do tego zapominamy o jednaj bardzo ważnej rzeczy - to jest przekaz pisany. Nie słyszymy tonu głosu osoby piszącej. A od tego dużo zależy. Można 'kocham cię' powiedzieć w taki sposób, że obdarowana tym wyznaniem osoba ucieknie gdzie pieprz rośnie, można też 'nienawidzę cię' powiedzieć takim tonem głosu, że dla drugiego człowieka będzie to wyznanie miłości.
        Nie odważyłaby się na podstawie postów piszących tu ludzi tworzyć swoją wizję ich małżeństw czy osobowości.
        A o atak śmiechu mnie przyprawia, gdy ktoś do innego forumowicza lub w tzw. powietrze stwierdza 'nie dziwię się, że mąż/żona cię zostawił/a' smile To jest dopiero rzeczowy argument smile Na szczęście takich forumowiczów jest mało.
      • zabelina Re: Strategia ofiary 10.08.09, 22:46
        emma_ja napisała:

        > mam taka obserwacje
        >
        > niestety madre posty, konstruktywne slowa sa na tym forum lekcewazone
        > pomijane, brak zainteresowania

        Z czego Ty to dziewczyno wnioskujesz to naprawdę nie umiem odgadnąć...
        >
        > wystarczy aby pojawil sie post meza chcacego porzucic zone...
        > setki nienawistnych komentarzy- wojna...jakby pojawila sie dlugo wyczekiwana
        > okazal wylac cala nienawisc, frustracje, zlosc...

        Z postów tego pana aż bije kompletna niedojrzałość. Przez lata nie próbował współtworzyć swojego związku, a teraz najlepszą metodą wydaje mu się ucieczka w związek z inną kobietą, w którym prawdopodobnie będzie powielał popełnione w pierwszym związku błędy.

        > nie lubie tu zagldac tak naprawde
        > za duzo tu zlosci i nienawisci
        > obrzuca sie nia nawet tych, ktorzy smia skkrytykowac czy chocby zasugerowac inn
        > e
        > podejscie do sprawy...
        > nie chce myslec z czym spotyka sie w takim razie byly maz....

        Mój mąż chyba raczej nie ma na co narzekaćwink i szkoda, że nie zauważasz ciepłych słów, które również pojawiają się na tym forumsmile
        P.S. Odradzałabym Tobie generalizowanie.
        • kasiapfk Re: Strategia ofiary 11.08.09, 07:36
          Emmo, ja też się z Tobą nie zgadzam, za to z ani.chybi znowu mi po
          drodze. smile
          Moim zdaniem faza ofiary może niektórym pomóc, pod warunkiem, że to
          faza chwilowa. Potem warto rozeznać się w sobie, swoich uczuciach,
          dostrzec swoją odpowiedzialność za rozpad związku i pochylić nad
          sobą, w takim dobrym rozumieniu: Co ja mogę zrobić ze swoim życiem,
          by było dla mnie i moich bliskich lepsze.
          A to wymaga wysiłku. Nie każdy ma w sobie siłę, by ten wysiłek
          podjąć.
          I to też należy zrozumieć.
          smile
          Kaśka optymistyczna smile
      • lima Re: Strategia ofiary 10.08.09, 23:45
        > porosze spojrzec za to jak dobrze ma sie watek o panu chcacym porzucic zone


        chciałam łaskawie zauważyć, że tenże pan o wszystko co złe obwinia żonę, ON
        SAM tkwi sobie wygodnie w pozycji ofiary, chcąc odpowiedzialnością za swoja
        zdradę i kilkanaście lat bezwolności, obdarzyć tą straszną żonę, którą ma na
        stanie, dla której "ulepszenia" nawet dwoje dzieci zdiełał wink. Samo
        wyalienowanie żony z układu i wstawienie w to miejsce kochanki JEGO problemów
        nie rozwiąże. Tylko ,zanim on to zrozumie to rozpęta wojnę z żoną i zrobi cyrk
        dzieciom a może nawet strzeli samobója sobie włażąc pod pantofel obrotnej
        kochance alter-ego żony. Jak na razie żadne więzi między małżonkami nie ustały
        trwale. Ten kto chce się rozwieźć robi to, przemyślanie i konsekwentnie
        odchodząc z życia drugiej osoby i
        uzgadniając warunki podziału. Bo rozwód to KONIEC małżeństwa i już nie będzie
        można toksycznej energii z współmałżonkeim przetaczać w te i wewte. Ten kto
        chce znaleźć koniecznie jakiegoś innego "winnego" by tylko nie zmierzyć się z
        samym sobą i samemu decyzji nie podjąć - oczernia żonę/męża ale czeka by to ta
        druga strona podjąła za niego ostateczną decyzję
        choćby o oddzielnej półce w lodówce. bo pozycja ofiary jest wygodniejsza niż
        wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny. Do pewnego momentu. Potem trzeba z
        nawiązką zapłacić i z tego się rozliczyć.


        > ja mam watpliwosci czy tak powinno to wygaldac...i czy komukolwiek moze pomoc
        > takie podejscie do sprawy.

        to jest forum otwarte. A nie gabinet psychologa który obowiązkowo ma usłużnie i
        miło obsłużyć klienta zamieszczającego tu wątek, ani nie kancelaria adwokata
        gdzie należy podawać klientowi gotowe rozwiązania na bezbolesne wyautowanie
        współmałżonka i wieczną idyllę po.
        Każdy wchodzi na własną odpowiedzialność.

        byli mężowie spotykają się z tym samym z czym byłe żony z toksycznych
        długotrwale chorych związków. bo to od człowieka zależy jak się zachowuje,
        przyzwoitość nie jest przypisana jednej płci. bardziej gadatliwość, i nawet
        lepiej gdy upust złych emocji nastąpi tutaj bo na real już będzie mniej
        energii, czemu nie. zachęcam niektórych panów do pisania tu, zamiast
        praktykowania wyżywania sie w
        realu na żonach którym się odchodzić zachciało

        każda wypowiedź cos wnosi.
        i mądry i uważny czytacz z niej coś dla siebie wyniesie na przyszłość, a z
        głupim to można gadać i miesiąc z różnych stron poszturchując problem, a i tak
        nie załapie co się mu chce przekazać.
        nie każdy chce się rozwijać i strategie życiowe zmieniać.
      • sonia_30 Re: Strategia ofiary 11.08.09, 09:58
        Takie uogólnienia niczemu nie służą. Ostatnimi czasy na forum
        pojawiło się kilka postów Panów (min 4). Burzliwą i rzeczywiście
        momentami nieprzyjemną dyskusję wywołały posty tylko jednego z nich,
        co zaprzecza Twojej teorii, że każdy pan noszący się z zamiarem
        zostawienia żony, niezależnie od tego jaka ta żona jest, zostanie
        podrapany, zakrzyczany i obrzucony błotem.
    • zabelina Re: Strategia ofiary 10.08.09, 22:19
      Ani.chybi, podziwiam za trafność myśli i umiejętność ich formułowaniasmile
      • tiny54 Re: Strategia ofiary 10.08.09, 23:43
        po przejściu okresu żałoby ,co jest naturalne po stracie ,(a dziwne byłoby gdyby
        nas to nie bolało ),należało by w koncu wytrzeć nos -" tragedia ,ktora za długo
        trwa zaczyna być śmieszna" - nic dziwnego ,że wszyscy mają nas dosyć ,a wszelka
        pomoc ,nawet ta najlepsza ,polegająca na wysłuchiwaniu nas ,nie daje efektow
        ,więc "pomaganci" czują się znużeni ,bezradni.
        Zgoda ,zgoda ,że nadużywanie czyjekolwiek cierpliwości ,czyli pozostawanie w
        roli ofiary nie jest dobrym wyjściem ,ale czy to zawsze jest zamierzone?.
        Tylko - kto powiedział ,kto powie ile mamy cierpieć ,kto określi ile mamy czuć
        radość , kto nam powie z czego mamy się cieszyć ,nad czym ubolewać,na emocje nie
        ma rady.
        Osobie cierpiącej nie udziela się porad typu "weź się za siebie" ,leżącemu na
        grypę nie każe się skakać do zimnej wody.
        Za to nawet cierpiący wyczuć może ,kiedy należy ,jeśli się cierpi dostatecznie
        długo ,odejść w knieje .
        Lub odejść na terapię.
        • mola1971 Re: Strategia ofiary 10.08.09, 23:51
          tiny54 napisała:
          > Za to nawet cierpiący wyczuć może ,kiedy należy ,jeśli się cierpi dostatecznie
          > długo ,odejść w knieje .
          > Lub odejść na terapię.

          Można też, po mądrze (w senie świadomie) spędzonym okresie żałoby nigdzie nie odchodzić tylko po prostu pójść przed siebie dalej. Jedni rzeczywiście potrzebują do tego terapii, inni podnoszą się o własnych siłach. Niestety są też tacy, którzy nie wyciągnęli wniosków i po kres kresów będą się swoim cierpieniem i krzywda napawać.
          Jak ze wszystkim w życiu - od nas zależy jak zdobyte doświadczenie wykorzystamy. A rozwód takim właśnie co prawda bardzo trudnym i niemiłym, ale jednak doświadczeniem jest.
          • emma_ja Re: Strategia ofiary 11.08.09, 00:46
            ale tutaj nikt nie zarzuca komus, ze ten cierpi, ze przezywa

            jedyne co budzi moje zastrzezenia to akceptacja tutaj dla WSZELKICH FORM CIERPIENIA

            bo czy forma cierpienia i etapem zaloby jest buntowanie dzieci? ograniczanie ich
            kontaktow z ojcem z zemsty? utrudnianie komus zycia? odmowa rozwodu?

            niektorzy twierdza, ze to jak najbardziej uprawnione
            i to mnie odraza i przeraza a nie to ze ktos cierpi

            nie potepiam kobiety, ktora nazwie pod nosem w trudnej chwili nowa kobiete meza
            dziwka

            ale jesli ta sama kobieta- mowi tak przy dzieciach, wykorzystuje je, traktuje
            jak swoja wlasnosc, i podejmuje swiadome z premedytacja dzialania na szkode
            kogos za to, ze odszedl- to ja jzu takiego cierpienia nie akceptuje i takiej
            osoby nie zaluje
            • tiny54 Re: Strategia ofiary 11.08.09, 01:07
              ależ można cierpieć przez całe życie , byle by był to świadomy wybor, czym innym
              jest okładanie się obelgami i używanie pełnego zestawu tortur.W każdej sytuacji
              można zachować się nie- lub przyzwoicie .

              • sbelatka tiny... osłabłam 11.08.09, 08:29
                oczywiście, że ależ można cierpieć przez całe zycie

                szczególnie dobrze wtedy jest zostawić dzieci pzry takiej cierpiącj
                pzrez całe życie żonie na ten pzrykład
                zapewne wyrosną na szczęsliwe czlowieki..

                a tak na marginesie -
                żona podejmie świadomą decyzję o tym, ze świadomie całe życie cierpi
                ale winą za to, ze dzieci nieco pogruchotane wyjdą z tego - poniesie
                mąż .. bo on cos tam...

                pisze tu o zonach - bo przy nas dzieci naczęściej jednak zostają
                i to jednak my, kobiety - częsciej podejmujemy decyzje (świadome..
                NIESTETY) o pozostaniu ciepiętnicą
            • kasiapfk Re: Strategia ofiary 11.08.09, 07:38
              Okłądanie obelgami kogokolwiek w obecności dzieci uważam za
              karygodne. Warto być przyzwoitym. Zawsze.
            • ani.chybi Re: Strategia ofiary 11.08.09, 08:25
              emma_ja napisała:

              > bo czy forma cierpienia i etapem zaloby jest buntowanie dzieci?
              ograniczanie ic
              > h
              > kontaktow z ojcem z zemsty? utrudnianie komus zycia? odmowa
              rozwodu?
              To już zależy od osobowości człowieka.

              Wielokrotnie zwracamy uwagę na ubóstwo internetowego kontaktu, a
              dorzucić trzeba by także świadome przekłamania, dlatego wszelkie
              kategoryczne sądy wypowiadane na forum wydają mi się mało uprawnione.
              Im mniej jednoznacznych ocen tym lepiej. Nigdy nie wiadomo, kto
              siedzi po drugiej strony kabelka.
              Oczywiście bywają sytuacje zarysowane tak wyraziście, że trudno by
              było odmawiać wiarygodności autorowi postów czy wątku.
              Jednak ostrożności nigdy nie za wiele.
        • ani.chybi Re: Strategia ofiary 11.08.09, 08:13
          tiny54 napisała:

          > kto powiedział ,kto powie ile mamy cierpieć ,kto określi ile mamy
          czuć
          > radość , kto nam powie z czego mamy się cieszyć ,nad czym
          ubolewać,na emocje ni
          > e
          > ma rady.
          Każdy ma własne tempo i sposób wychodzenia z traumy, stąd forum ma
          swoją wartość jako platforma wymiany myśli i doświadczeń, dzielenia
          się emocjami.
      • ani.chybi Re: Strategia ofiary 11.08.09, 08:09
        Dziękuję, Zabelino!
    • akacjax Re: Strategia ofiary 11.08.09, 06:57
      ani.chybi napisała:

      > Być może sie mylę, lecz wydaje mi się, że strategia ofiary jest
      > dominującym sposobem radzenia sobie z rozwodową traumą.

      Czy to wniosek z czytania forum, czy z innej statystyki, czy z własnych obserwacji?

      Uważam, że nie należy nadużywać słowa "ofiara", bo to godzi w prawdziwe takie
      przypadki. Tylko wtedy kłopotem bywa nawet przyjmowanie współczucia, czy pomocy
      od bliskich. Osoby, które tu po raz pierwszy dostrzegły w jakiej są sytuacji
      mają nareszcie szansę wyjścia z traumy.

      • takisiakinijaki Re: Strategia ofiary 11.08.09, 07:50
        Też jestem zdania emma_ja, że generalizujesz.

        Po pierwsze - wyraźnie rolę jęczącej ofiary tego forum przypisujesz
        kobiecie.

        Po drugie post jaki przywołujesz - ten o niezdecydowanym facecie -
        jest przecież ewidentnym przykładem na to, że : ofiarę robi z siebie
        bezwolny (?) mężczyzna i właśnie za to dostaje mu się po uszach.

        Czyli co: nie dość, że ofiarą nie jest kobieta to jeszcze jego
        robienie z siebie ofiary spotyka się z wielkim negatywnym odzewem -
        miał to być przykład dla twoich teorii? Jest przecież odwrotnie.

        Po trzecie czytałem tu wiele wątków, w którym nadmierne litowanie
        się nad sobą, niepotrzebne rozczulanie w przekroczonej dawce zostaje
        poddane krytyce.

        Ale tu piszą ludzie doświadczeni przez los - w różny sposób - i na
        szczęście wiele z nich rozumie pojawiającą się zaraz po usłyszeniu
        decyzji rozwodowej potrzebę wypłakania się gdziekolwiek.
        A to już postawa ofiary twoim zdaniem - większości na szczęście z
        czasem przechodzi, dochodzą refleksje o współwinie, o tym, że coś
        się zmieniło na lepsze, o spokoju, spojrzeniu z innej strony na
        wiele spraw...

        I tu kolejna kwestia - nie widzisz ile osób pisze, że teraz są
        szczęśliwe, żyją jak żyć chciały i powinny, przyznają się nawet do
        tego że trochę im to zajęło ale teraz wiedzą, że rozwód był jedynym
        możliwym rozwiązaniem ich sytuacji?
        Parę osób przyznawało się tu nawet, że skłonni są podziękować ex za
        jak się okazało właściwą decyzję ;O)

        Do tego trzeba dojrzeć - a dojrzewanie wiadomo różnym osobom różną
        ilość czasu zajmuje.

        Mam trochę takie wrażenie - mam nadzieję, ze mylne, że Twoje
        nazwanie tego forum forum ofiar ( tak należało by Twoje
        generalizowanie rozumieć) miało służyć jedynie większeniu
        popularności wątku.

        • takisiakinijaki Re: Strategia ofiary 11.08.09, 07:58
          Żeby nie było tak bardzo anty dodam, że i owszem znam jedną osobę
          (mężczyzna), która z misji podzielenia się z całym światem swoimi
          odczuciami biednego zranionego zwierzątka zrobiła wręcz sztukę.

          Jest to o tyle zabawniejsze, że biedna ofiara zdradzała swą żonę na
          prawo i lewo ( ale wiecie to były takie 'nieszkodliwe zdrady' ;O),
          dawała jej w kość jak mogła, w momencie gdy żona zdecydowała się:
          dość - jeszcze było ok, ale ofiarą stał się dopiero jak znalazł się
          ktoś kto mógł z jego ex żoną wytrzymać - co więcej wcale nie
          wyglądał na nieszczęśliwego surprised)

          Ale wśród wszystkich znanych mi rozwiedzionych osób jest na
          szczęście jedyny surprised)
          • takisiakinijaki Re: Strategia ofiary 11.08.09, 08:01
            ups - jakoś tak nieopatrznie zwróciłem się do emma_ja, a nie autorki
            wątku - wybaczcie obie omyłkę mnie staremu surprised)
            • sbelatka ofiara 11.08.09, 08:38
              spodziewam sie, że nieco odmienne postrzeganie tego co
              wokól "ofiary" może być pochdna nie do końca ustalonej definicji
              tejże..

              bycie ofiarą - w moim rozumieniu - nie musi dotyczyć naszego
              zachowania jęćzącego czy jakiegos tam
              a jedynie PRZEKONANIE, ze sie jest skrzywdzonym przez kogoś...
              oczywiście przez kata...

              taki model - ofiara - kat...

              obawiam sie jednak, ze my tutaj, porzuceni, zdradzani, maltretowani
              psychicznie i fizycznie - w zdecydowanej większości ofiarami sie
              czujemy...

              nawet jesli nie uważamy sie za ofiary.. bo dzielnie sobie radzimy z
              gównianą czasem rzeczywistością
              • a.niech.to Re: ofiara 11.08.09, 10:56
                sbelatka napisała:

                > taki model - ofiara - kat...
                Stosowany jest w terapii ofiar przemocy, bo pozwala odnaleźć prawdę
                o związku szykanowanej osobie. Nawet bite kobiety nie zawsze mają
                poczucie prześladowania, żeby wywołać ich sprzeciw, muszą zrozumieć,
                że są właśnie ofiarami.
                • sbelatka Re: ofiara 11.08.09, 11:07
                  poruszyłaś zupelnie inne kwestie...
                  • a.niech.to Re: ofiara 11.08.09, 13:05
                    Przecięłam Twój post, bo pozostałe stwierdzenia są oczywiste.
                • mola1971 Re: ofiara 11.08.09, 11:36
                  a.niech.to napisała:
                  Nawet bite kobiety nie zawsze mają
                  > poczucie prześladowania, żeby wywołać ich sprzeciw, muszą
                  zrozumieć,
                  > że są właśnie ofiarami.

                  Dokładnie. I wiele kobiet musi włożyć masę świadomej pracy w to by
                  przestać się obwiniać.
                  Dlatego uważam, że temat wątku to bardzo delikatna sprawa i zbytnie
                  roztrząsanie tematu ofiary może komuś, kto właśnie pozbył się
                  poczucia winy a zaczął czuć się ofiarą (przemocowego związku) zrobić
                  krzywdę bo może zniszczyć ledwo co odbudowane, bardzo jeszcze
                  chwiejne poczucie własnej wartości.
                  • sbelatka Re: ofiara 11.08.09, 17:25
                    nie znam się - i może tak tzreba
                    poczuć się ofiarą w miejsce czucia sie winnym...

                    ale czucie sie ofiarą - w moim rozumieniu i odczuwaniu tego co sie
                    kryje za samym słowem - nie jest dobre
                    dla nikogo

                    możliwe jednak, ze moje nieco czasem poplątane poglądy na świat nie
                    muszą być w zgodzie z tym co powszechnie sie uważa smile

                    • mola1971 Re: ofiara 11.08.09, 18:00
                      To chodzi o pewien mechanizm psychologiczny. Ofiara przemocy nie
                      czuje się ofiarą. Czuje się winna tego co ją spotyka. I to poczucie
                      winy powoduje, że nadal twardo trwa w uzależnieniu.
                      Wyjście z uzależnienia wymaga zmiany myślenia - zrozumienia tego, że
                      jest się ofiarą przemocy. Ta zmiana myślenia to początek wyjścia z
                      uzależnienia. Zaznaczam - początek i etap przejściowy. Potem
                      następuje powolne odbudowanie poczucia własnej wartości i miłości
                      własnej. Całkowite wyleczenie jest wtedy gdy już nie jest się (w
                      swoim mniemaniu) ani katem ani ofiarą tylko po prostu człowiekiem,
                      który ma prawo do szczęścia i życia w spokoju.

                      Ale to dotyczy tego szczególnego przypadku - wyjścia z przemocowego
                      związku i wyleczenia ze współuzależnienia.
                      No ale w żadnym przypadku na pewno tkwienie w roli ofiary dłużej niż
                      to niezbędne nie jest ani zdrowe ani pomocne. Ale tak już jak ktoś
                      tu napisał (Wiosenka chyba - pozdrawiam smile) bywa, że najdłużej w
                      roli ofiary tkwią ci, którzy wcale ofiarami nie są lecz katami, ale
                      zostali odcięci od swojego źródełka mocy, czyli przemocowcy czy
                      alkoholicy, których partnerzy (celowo nie używam płci bo zjawisko
                      dotyczy płci obojga) ich zostawili by ratować siebie.

                      P.S.
                      Oczywiście mam tu na myśli szeroko rozumianą przemoc, czyli
                      alkoholizm, przemoc fizyczną i psychiczną.
                      • sbelatka Re: ofiara 11.08.09, 18:50
                        wszystko to co piszesz - to pewnie prawda i sie z tym zgadzam

                        mnie jednak zupelnie nie interesuje jakiś tam przemocowiec
                        i nawet nie chce mi sie rozważąc tego jakie role pzryjmują

                        natomiast wydaje mi sie ważne zrozumienie do czego sprowadza sie
                        postrzeganie siebie jako ofiary - wtedy, gdy faktycznie jest sie
                        ofiarą nieprzyjaznych okoliczności..

                        i zrozumienie, ze takie postrzeganie się - w gruncie rzeczy
                        uniemoziwia, a w każdym razie bardzo utrudnia - powrót do dobrej
                        kondycji psychicznej
                        • mola1971 Re: ofiara 11.08.09, 19:44
                          Oczywiście masz rację. Uparte trwanie w roli ofiary (bez względy na motywy tego
                          trwania) szkodzi przede wszystkim tej osobie, która z tego nie chce wyjść. Wg
                          mnie taki brak chęci do wyjścia z tej roli wynika ze strachu przed wzięciem
                          odpowiedzialności za własne życie.
      • ani.chybi Re: Strategia ofiary 11.08.09, 08:35
        akacjax napisała:

        > ani.chybi napisała:
        >
        > > Być może sie mylę, lecz wydaje mi się, że strategia ofiary jest
        > > dominującym sposobem radzenia sobie z rozwodową traumą.
        >
        > Czy to wniosek z czytania forum, czy z innej statystyki, czy z
        własnych obserwa
        > cji?
        Wyprowadziłam tę myśl z lektury wątków i obserwacji sposobów
        radzenia sobie z traumą osób z mojego otoczenia. Rzecz nie dotyczy
        wyłącznie rozwodów, inne nieszczęścia także się zdarzają.smile
        > Uważam, że nie należy nadużywać słowa "ofiara", bo to godzi w
        prawdziwe takie
        > przypadki.
        Tu się z Tobą zgadzam. Rzeczywiście słowo powinnam zastąpić jakimś
        innym wyrazem czy zwrotem. Już "skrzywdzona osoba" byłoby bardziej
        na miejscu.
    • dorata351 Re: Strategia ofiary 11.08.09, 09:00
      Ktos mi powedział, ze dla kazdego normalnego człowieka rozwód to
      trudne przeżycie, podobnie jak smierć bliskiej osoby. Dlatego trzeba
      dać sobie szansę żeby opłakać te wydarzenia, a potem przychodzą
      kolejne etapy, ale do tego potrzeba czasu. Trudno żebym nie czuła
      się skrzywdzona, jeśli człowiek którego kochałam , któremu ufałam ,
      oszukiwał mnie i zdradzał. mam wrazenie, że osoby, które pisza tu na
      forum, ze my wszystkie zdradzane żony ziejemy nienawiścią, nie
      przemyślały swoich słów do końca. Ja nie do ikońca jestem dumna ze
      swojego zachowania, kiedy dowiedziałam się o wyskokach mojego już
      ex, krzyczałam, płakałam, wyzywałam, teraz to minęło, rozmawiamy ze
      sobą jeśli to konieczne, ale zdania na jego temat nie zmieniłam, nie
      miał prawa tego robić, to nie ja zrobiłam z niego oszusta i kłamcę,
      sam tego dokonał. Ja sobie z tym poradziłam, prawie, a on? Nie wiem,
      myślę, że jemu trudniej bedzie z czasem spojrzeć w lustro i dostrzec
      tam przyzwoitego człowieka, ale to jego proble. Ja chcę zacząć nowe
      życie, już właściwie zaczęłam, cieszyć się z fajnych chwil i smiać
      się oczami. Pozdrawiam wszystkich skrzywdzonych, a tym krzywdzącym
      życzę odwagi. Weźcie odpowiedzialność za swoje czyny, nie
      obwiniajcie swoich współmałżonków.
      • mamaadama4 Re: Strategia ofiary 11.08.09, 10:55
        Nie czytałam wszystkich wypowiedzi, tylko pierwszy post, więc
        odniosę się wyłącznie do niego. Nie podoba mi sie sam tytuł, bo tak
        naprawde nie o to chodzi. To jest niejako skutek a nie przyczyna
        emocji. Rozwód jest stratą i tak nalezy to rozpatrywać. Miałam to
        szczęście ( o ile tak mozna to nazwać), że odejście mojego męża nie
        było jedyną stratą bliskiej osoby, która mnie w życiu dotknęła. Może
        dlatego łatwiej jest mi przez to przechodzić. Etap "bycia ofiarą"
        zaistniałej sytuacji jest jednym z etapów przeżywania straty. nawet
        koniecznym, żeby przejść cały cykl. Dobrze jest, jeżeli w tym
        okresie jest zapewnione poczucie bezpieczeństwa socjalnego, jeżeli
        mamy kogoś mądrego kto potowarzyszy nam w tym okresie, pozwoli nawet
        do dna poużalać się nad sobą. Bo naprawdę jest nam z tym źle,
        czujemy się skrzywdzeni i mamy do tego świete prawo. Bez względu na
        to na ile przyczyniliśmy się do tego. Decyzja drugiej strony nas
        zaskoczyła. Nieważne czy sygnały były czy nie. Stało się i mamy
        prawo czuć się źle. Coraz gorzej. Nawet jeżeli nie było różowo, ale
        było bezpiecznie. Lepszy stary wróg niż nowy przyjaciel.smile Może nie
        działo się najlepiej, ale było to zło bądź nijakość oswojona. Ten,
        kto decyduje się na odejście wcześniej ułożył sobie taki plan,
        poukładał wszystko, przemyslał bardziej lub mniej mądrze swoją
        decyzję i ją komunikuje. Druga strona dostaje "w twarz". I nie ma
        się co dziwić, że euforii odchodzącego nie rozumie. Ona/on nie
        przygotowali sobie planu awaryjnego. Na to trzeba czasu, trzeba
        znaleźć w sobie siłę, żeby swój własny scenariusz na zycie ułożyć na
        nowo. Jeżeli odchodzący partner naciska, domaga się przyjęcia
        własnego - jedynie słusznego rozwiązania nie dając czasu na
        pozbieranie mysli, to ryzyko że w osobie porzuconej syndrom ofiary
        się umocni jest bardzo duże. Albo wyjście z tego okupione będzie
        mnóstwem błędów. Bo człowiek czuje się jak w matni straciwszy przy
        tym grunt pod nogami. Spada nie widząc dna. Bo gdy dno osiągnie to
        jest szansa, żeby się od niego odbić.
        A jednocześnie trzeba prowadzić normalne życie, zadbać o dzieci,
        sprzątać, prać, gotować, robic zakupy.
        Mnie pomogło to, że nie dałam się wyrzucić z mieszkania. Wiedziałam,
        że trzeba będzie je sprzedać, ale tkwiłam tam, bo chciałam przetrwać
        własny kryzys. Chociaż miałam wielką ochotę natychmiast biec do sądu
        i wykrzyczeć jaki to "zły facet" jest, dałam sobie czas i zmusiłam
        najpierw drugą stronę do podziału majątku. Teraz mam swoje
        mieszkanie i mogę rozwiązywać małżeństwo. pewne emocje opadły,
        doszły oczywiście inne, ale przez ten ponad rok zweryfikowaniu
        uległy również deklaracje mojego męża jakim to on będzie ojcem. Nie
        wiem, jaki sąd wydaw wyrok, nie wiem czy będzie orzeczenie o winie
        czy nie, w jakiej wysokości alimenty dostanę. Zrobiłam wszystko co
        mogłam, reszta w rękach sądu. A ja robię swoje.
        Dlaczego mi się udało uniknąć pławienia się w poczuciu krzywdy? Bo
        zadziałał instynkt obronny. Zaimpregnowałam się na przyjęcie
        natychmiast wymyslonego przez męża scenariusza. Udalo mi się
        wywalczyć czas na to, żeby wymyśleć własny scenariusz na własne
        życie w sytuacji, która mnie zastała. No i trzeba chcieć wyjść z
        tego dołka.smile A mój sarkazm w wypowiedziach z wątku michszyb to nie
        chęć dowalenia mu. Sama przez wiele lat byłam macochą całodobową
        dwóch chłopców i naprawdę wiem z doświadczenia jak to wygląda.
        • wiosenka.pl Re: Strategia ofiary 11.08.09, 15:43
          Każdy z nas pewnie tytuł wątku odbiera po swojemu, w zależności też
          od własnych doświadczeń.
          Dla mnie pierwsze skojarzenie - tak, wielu osobom dobrze jest grać
          ofiarę, nawet gdy obiektywnych przesłanek ku temu brak. Łatwiej
          przed sobą samym, łatwiej przed opinią publiczną. Przyznać się do
          pewnych prawd, wziąć odpowiedzialność za swe czyny i postawę - to
          już wymaga odwagi.

          Zgadzam się, że dopóki to okres przejściowy, nie ma co kruszyć
          kopii; utulenie przez innych, przyzwolenie na wykrzyczenie
          doznanych, nawet tych subiektywnych, krzywd - pomaga. Gorzej, gdy
          strategia ofiary staje się pomysłem na całe dalsze życie. Ironią
          jest, gdy alkoholik, czy przmocowiec ją przyjmuje.
    • zolta_iwulka Re: Strategia ofiary 11.08.09, 22:27
      Swietny wątek, ale...brakuje mi tu przykładów, jeżeli mogłybyście
      się tym podzielić? Chodzi mi już o te refleksje, na które Was stać
      już po pewnym czasie, po odbytej żałobie. Łatwiej nie być ofiarą
      osobie, która była inicjatorem zmian w związku (np. to ona odeszła)
      a trudniej osobie, która została opuszczona/zdradzona itp. Mój eks
      zradził i odszedł do młodszej (klasyka), ale nigdy nie powiedział
      dlaczego, nie zarzucił mi jednej jedynej rzeczy więc trudno mi tę
      winę, o której piszecie w sobie znaleźć.
      • ani.chybi Re: Strategia ofiary 12.08.09, 08:33
        zolta_iwulka napisała:

        > Łatwiej nie być ofiarą
        > osobie, która była inicjatorem zmian w związku (np. to ona
        > odeszła)
        > a trudniej osobie, która została opuszczona/zdradzona itp.
        Niekoniecznie. Często osoby krzywdzone wychodzą ze związków, a i tak
        borykają się z ciężarem odpowiedzialności za podjętą decyzję. Kłania
        się tu choćby zagadnienie opacznego rozumienia hasła " dla dobra
        dzieci", szerokości granic wybaczenia i innych jego uwarunkowań.
        > Mój eks
        > zradził i odszedł do młodszej (klasyka), ale nigdy nie powiedział
        > dlaczego, nie zarzucił mi jednej jedynej rzeczy więc trudno mi tę
        > winę, o której piszecie w sobie znaleźć.
        Przekonuje mnie sąd wypowiedziany na forum, że zanim dojdzie do
        zdrady, w związku musi coś źle funkcjonować. Warto mu się przyjrzeć
        od tej strony. Jednak nie ma obowiązku czuć się współwinną.smile
        W moim przypadku na losie małżeństwa zaważył błąd początkowy;
        związało się dwoje diametralnie różnych ludzi. Ex uzupełniał
        deficyty poza związkiem. Kiedy się zorientowałam w tych
        poczynaniach, odeszłam.
        Za trafnością mojej diagnozy przemawia fakt, że ex obecnie żyje w
        nowym związku z kobietą diametralnie inną ode mnie. Myślę, że są
        szczęśliwi. Tak więc moją największą winą było wejście w układ z
        człowiekiem, z którym tworzyliśmy parę dwóch lewych butów.
        Oboje zawiniliśmy przerażającą głupotą.

        • mola1971 Re: Strategia ofiary 12.08.09, 16:12
          ani.chybi napisała:
          Tak więc moją największą winą było wejście w układ z
          > człowiekiem, z którym tworzyliśmy parę dwóch lewych butów.
          > Oboje zawiniliśmy przerażającą głupotą.

          Ani.chybi, ja mam dokładnie takie same wnioski odnośnie mojego byłego
          małżeństwa. Źle się dobraliśmy i tyle. Widziały gały co brały i obwinianie
          kogokolwiek za rozpad a w konsekwencji rozwód jest bez sensu. Trzeba tylko
          wyciągnąć wnioski i iść dalej przed siebie.
          • ani.chybi Re: Strategia ofiary 12.08.09, 16:31
            mola1971 napisała:

            > Widziały gały co brały
            Gdyby naprawdę widziały, toby nie brały.
            Słabe rozpoznanie własnych potrzeb i szerzej - całej struktury
            osobowości, patrzenie przez siebie, chciejstwo, naiwność tworzyły
            różowe okulary, przez które patrzyło się na faceta. Jeśli dodać
            chemię mózgu, wspomaganą seksem i zalotnicze pozy obojga, obraz
            przed oczyma przyszłych rozwodników był daleki od prawdy, a ta
            prędzej czy później dobija się do głosu.
            • kasiapfk Re: Strategia ofiary 12.08.09, 17:18
              Ani.chybi, trafnie napisane. Dodałabym jeszcze całe mnóstwo innych
              przyczyn: neurozy, brak wiary w to, że "ktoś bardziej dopasowany"
              się w ogóle trafi, chęć ucieczki od rodziców itp.
              W ogóle jakoś poplątane to nasze życie bywa.
              Cieszmy się tym, że wyplątując się z takich krzywych związków
              potrafimy spojrzeć na siebie i swój wkład w eks-stadła. Miejmy
              nadzieję, że uda nam się wyciągnąć właściwe wnioski i świadomie
              zdecydujemy, czy w następny układ pchamy się czy jednak nie, choćby
              obiekt miał kilometrowe brwi i był nieziemsko uroczy...
              Tego sobie i Wam zyczę smile
              • mola1971 Re: Strategia ofiary 12.08.09, 17:26
                Tak sobie myślę, że skoro potrafimy świadomie spojrzeć na siebie to raczej mało
                prawdopodobne jest to, że po raz drugi popełnimy ten sam błąd.
                Na pewno nauką na przyszłość powinna być cierpliwość w poznawaniu obiektu
                własnych westchnień i niepodejmowanie ważnych życiowych decyzji pod wpływem
                silnych emocji. Wiem, że to mało romantyczne, ale ja jakaś tako zeroromantyczna
                się zrobiłam wink
                • ani.chybi Re: Strategia ofiary 12.08.09, 21:01
                  mola1971 napisała:

                  > skoro potrafimy świadomie spojrzeć na siebie to raczej mało
                  > prawdopodobne jest to, że po raz drugi popełnimy ten sam błąd.
                  Wiele wtórnych związków nie wytrzymuje próby czasu. O ile mnie
                  pamięć nie myli, małżonkowie w drugich i następnych związkach
                  łatwiej i szybciej sięgają po rozwód jako narzędzie rozwiązania
                  poważnych problemów niż związani pierwszym ślubowaniem.
                  Widać, że nauka z łatwością może pójść w las.
                  • mola1971 Re: Strategia ofiary 12.08.09, 21:50
                    Ja tam wolę wierzyć, że drugie małżeństwa są bardziej trwałe od pierwszych bo
                    zawierający je ludzie są bardziej świadomi własnych potrzeb. I zwyczajnie
                    rozsądniejsi bo starsi smile Co nie znaczy oczywiście, że mniej kochający. Po
                    prostu kochający mądrzej smile
                    Od jakiegoś czasu przymierzam się do przeczytania tej książki:
                    www.medicon.pl/4145.html
                    Ale (coby nie zapeszyć wink) kupię ją dopiero gdy będę miała 'powód' do jej
                    czytania wink
            • mola1971 Re: Strategia ofiary 12.08.09, 17:20
              ani.chybi napisała:
              > Słabe rozpoznanie własnych potrzeb i szerzej - całej struktury
              > osobowości, patrzenie przez siebie, chciejstwo, naiwność tworzyły
              > różowe okulary, przez które patrzyło się na faceta. Jeśli dodać
              > chemię mózgu, wspomaganą seksem i zalotnicze pozy obojga

              Dokładnie to samo miałam na myśli smile Refleksja, że widziały gały co brały przychodzi później, gdy spadną już różowe okulary a zapuka szara codzienność i skrzecząca rzeczywistość. I wtedy to co łączy okazuje się być niewystarczające. Za to pojawia się coraz więcej różnic nie do pogodzenia. Te różnice można było zauważyć już wcześniej, ale przez różowe okulary nie było ich widać. Albo też nie chciało się ich widzieć. No bo przecież kocha się nie za lecz pomimo. Czy inne komunały, którymi od dzieciństwa jesteśmy karmieni.
              • tiny54 Re: Strategia ofiary 12.08.09, 21:40
                kocha się za nic ,kocha się bezwarunkowo ,a to uczucie ma wiele barw , i może
                wygasnąć .
                Lubić lub nie ,można za coś.
                W związku przechodzi się przez burze i słonce ,a część związkow umiera ,wtedy
                jest kłopot.
                Przyczyn dlaczego niektorym udaje się przetrwać razem , mimo wszystko,ech ,tyle
                o tym napisano ,to jak z tym pudełkiem czekoladek.

                • mola1971 Re: Strategia ofiary 12.08.09, 21:54
                  Ja uważam, że kochać bezwarunkowo można (a nawet trzeba) tylko dzieci. Do
                  miłości do dorosłego człowieka potrzebuję 'powodów'. Albo inaczej - nie potrafię
                  kochać 'pomimo'. Nie potrafię kochać kogoś, kto mnie krzywdzi. Bo co to za
                  miłość, która sprawia ból? A w d.pie z taką miłością.
                  • tiny54 Re: Strategia ofiary 12.08.09, 22:35
                    zgadzam się - bezwarunkowo dzieci ,ale nie tylko .
                    Bo gdy się kocha bezwarunkowo kogoś kto krzywdzi ,to już jest uzależnienie,a z
                    tym rozchwiane emocje ,a za tym groźba dla zdrowia.... ,a więc to już niewiele
                    ma wspolnego z miłością, a więc kocha się bezwarunkowo,jest się kochanym
                    bezwarunkowo ,w tym jest i lubienie.,za coś...i nie lubienie za coś rownież.
                    • mola1971 Re: Strategia ofiary 12.08.09, 22:45
                      No z takim rozumieniem bezwarunkowej miłości to ja się jak najbardziej zgadzam
                      smile I popieram.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka