ani.chybi
10.08.09, 21:26
Być może sie mylę, lecz wydaje mi się, że strategia ofiary jest
dominującym sposobem radzenia sobie z rozwodową traumą. Niesie
korzyść otrzymywania współczucia i wsparcia. Pozwala na przerzucenie
całej winy na barki byłego współmałżonka, a więc zachowania
nienaruszonego obrazu własnej osoby.
Przyjęcie takiej postawy na dłuższą metę przynosi jednak więcej
szkód niż pożytków. Zainteresowanie otoczenia ofiarą przeradza się w
znudzenie i zniecierpliwienie, w efekcie czego cierpiąca osoba może
popaść w izolację.
Co ważniejsze - bycie ofiarą zasklepia w bólu rozpamiętywania
doznanych krzywd, a to skutecznie odbiera energię, żeby zacząć
tworzyć nowa jakość życia. Jeśli jeszcze wziąć pod uwagę, że
odwracanie wzroku od siebie to niemożność wprowadzenia korekt, które
być może zaważyły w jakimś stopniu na jakości związku, należałoby
powiedzieć, że po koniecznym okresie na przeżycie żalu i bólu nad
doznaną krzywdą trzeba jak najszybciej opuścić pozycję ofiary.