Dodaj do ulubionych

chyba jednak happy end

28.08.09, 10:28
Piszę, bo... no nie wiem czemu... nie, ku pokrzepieniu serc... nie, zeby sie pochwalić... no ale może komus sie kiedys przyda przy podejmowaniu decyzji...

Jakieś 2 lata temu napisałam tutaj ze 2 płaczliwe i desperackie wątki. Pisalam, że chcę rozwodu, bo małżenstwo to masakra, błąd i w ogóle texańska masakra piłą mechaniczną... pisałam, że wreszcie się zakochałam - tak naprawdę i chcę odejsć od męża... a on się nie zgadza i w ogóle chce mi odebrac dziecko i szantażuje mnie no i piekło mam na ziemi...

I co? Ano poszłam do psychologa... Z początku, zeby nie zwariować i nabrać sił na rozwód... teraz, patrząc na to z dystansu wiem, ze problem, to ja miałam głównie ze sobą, a nie z małżenstwem... no bo kto sie chce rozwodzic ale najlepiej tak, zeby wszyscy sie z tym zgodzili, pogłaskali po głowie a mężo jeszcze najlepiej zrobił kanapki na drogę?

po jakimś czasie trafiliśmy oboje na terapię małżenską... od 3 miesiecy jesteśmy znowu razem...

i tak naprawdę wciaż nie wiem jaki będzie finał tej histori, bo tych parę miesięcy o niczym tak naprawdę nie świadczy, ale doradzam każdem, kto ma siłę, chęci i taką możliwość: zanim podejmiecie decyzję o rozwodzie idźcie na terapię malżeńską.

Pozdrawiam Was wszystkich i trzymam kciukismile
Obserwuj wątek
    • iwona.ana1 Re: chyba jednak happy end 28.08.09, 10:35
      życzę wiele dobrego!

      dojrzałe decyzje smile

      szkoda, że niektórzy nie chcą słyszeć o terapi, twierdzac np. "ja
      problemu nie mam jak masz problem to idź sam/(a)..."

    • a.b1 Re: chyba jednak happy end 28.08.09, 12:07
      dzięki za tego posta, nawet nie wiesz ile dajesz nadzieji wink
    • mefik75 Re: chyba jednak happy end 28.08.09, 13:52
      Zazdroszczę i życzę wam dużo radosnych, pełnych zrozumienia i ciepła chwil.
      Jacek
    • eutherpe Re: chyba jednak happy end 28.08.09, 14:08
      Fajnie.....
      • ania19755 gratuluję... 28.08.09, 16:11
    • agita123 Re: chyba jednak happy end 28.08.09, 18:18
      dziękujęsmile

      dodam tylko, ze ta t. małżenska miała charakter rozstaniowy LOL... tzn. poszliśmy tam w momencie, kiedy jedyną forma komunikacji między nami były obelgi ew. rzucanie w siebie co tam kto miał pod ręką... i doszliśmy do wniosku ze w takim stanie przeprowadzać rozwód, to kretyństwo...
      no i się dogadaliśmy ... wink
      tak że... nigdy nic nie wiadomo...

      Jeszcze raz - życzę Wam wszystkim wszystkiego dobrego.
    • pocahontas_kw Re: chyba jednak happy end 28.08.09, 21:10
      gratuluje nie skorzystam,

      można ratować, kiedy jest cokolwiek do ratowania, wtedy warto i trzeba, ale jak
      na myśl o tym ratowaniu czujesz,ze ci się pokój kurczy, ściany cię atakują to...
      nie dzięki

      czasami związek po prostu jest błędem, trzeba się do niego przyznać przed sobą i
      nie trwać w nim cale życie

      jakkolwiek podziwiam tych co ratują i pracują nad sobą, szacun


      B.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka