anolia
14.03.10, 14:44
Przeczytałam Twojego bloga, którego adres był zamieszczony.
Przeczytałam i ubeczałam sie okropnie, właściwie pierwszy raz od
diagnozy.Każdego normalnego człowieka by dotknęło to co tam napisałaś
a co dopiero matkę dziecka z DMD. Napisałaś życiorys Twojego dziecka.
Wybrałaś wszystko to co najgorsze i najbardziej koszmarne i
zastanawiam się dlaczego? Czy nie było żadnych, dobrych i
szczęśliwych chwil w waszym życiu? Jestem pewna, że było takich
wiele. Czy myślisz,że gdyby Twoje dziecko samo napisało swój życiorys
czy wyglądał by on właśnie tak? Żyję z diagnozą mojego Mateusza od
listopada....powiesz zatem krótko i że nic jeszcze nie przeżyłam i
nic nie wiem.Pewnie masz rację, ale robię wszystko żeby mój dom był
domem radosnym i szczęśliwym. Nie cierpię litości i współczucia
innych ludzi. Jedni współczują, inni nieudolnie pocieszają, jeszcze
inni płaczą gdy ze mną rozmawiają a są i tacy co przestali ze mną
rozmawiać po diagnozie....Ci sprawiają mi największą przykrość. Moja
cała rodzina załamana a ja dźwigam mój ból i bóle innych i staram się
nie zwariować. Zwyczajnie udaję… raz jest to łatwiej raz trudniej
robić, ale nie poddaję się rozpaczy.
Patrząc czysto po ludzku okropnie bezsensowne to wszystko....nasze
cierpienie, cierpienie dzieci. Ale nie możemy zapominać, że Bóg wie
lepiej. Bóg widzi wyraźniej i dalej niż my. Wiesz...Twój syn całym
swoim życiem zasłużył sobie na to żeby oglądać Boga z bliska. Teraz
jest wolny, nie cierpi, ale nawet gdyby miał na tym świecie wszystko,
nie był chory i był normalnie po ludzku szczęśliwy i umarłby na
chwilę to nigdy wierz mi nie chciałby wrócić tu na ziemię. Pomyśl
czym jest te kilka lat w porównaniu do wieczności. Bóg Cię wybrał i
prowadzi Cię drogą świętości i za jakiś czas spojrzysz znowu w oczy
swojego dziecka i zobaczysz jak jest teraz szczęśliwe i zrozumiesz
jak mało warte jest to tu i teraz. Nie poddawaj się rozpaczy…spróbuj
spojrzeć poza to co widać tam naprawdę jest na co patrzeć.
Nie jest mi łatwo i boje się tego co nas czaka, ale błagam Boga żeby
dał mi siłę, abym cokolwiek się zdarzy nigdy nie popadła w rozpacz.
Mam być światłem dla innych, ja nie żyję dla siebie tylko dla ludzi
,którzy mnie otaczają.
Napisałaś w swoim blogu, że wolałabyś aby Twój syn był tu z Tobą
chory i cierpiący ale żeby był. Jak bardzo egoistyczne jest to nasze
myślenie. Nie oceniam Cię bo rozumiem to doskonale…ja też chcę
zatrzymać moje dziecko najdłużej jak to możliwe….zastanawiam się
tylko gdzie jest granica gdzie kończy się miłość a zaczyna egoizm.
Modle się o to, że jeżeli stanę przed wyborem…..zatrzymać moje
dziecko tu za wszelką cenę czy pozwolić mu odjesć….modlę się abym
miała siłę pojąć właściwą decyzję nie dla mnie właściwą ale dla
niego. To wszystko bardzo boli….
I tak na koniec. Od śmierci Twojego syna minęło już kilka lat. Kilka
lat nie cierpi i od kilku lat jest wolny jak nigdy w życiu nie było
mu dane. Od kilku lat jest tak szczęśliwy, że my „ziemianie” nie
jesteśmy w stanie tego szczęścia ogarnąć. Uśmiecha się, biega i
patrzy Bogu w oczy. On by chciał żebyś Ty też potrafiła być
szczęśliwa…nawet jeżeli to będzie ta zwykła, marna, ziemska
szczęśliwość. Zamiast zatem nieść swój ból postaraj się nieść radość
i nadzieję wszędzie tam gdzie jej nie ma. Pozdrawiam teraz Twoje
dziecko i ściskam mocno bo wiem że właśnie to chciałby Ci powiedzieć
Twój syn.
Nie odbierz tego wszystkiego co tu napisałam źle bo bardzo ciepło
myślę o Tobie….i nie miej mnie za wariatkę chociaż ja sama czasem
sobie myśle, że trzeba być trochę wariatem. Ja zwyczajnie wierzę i
Tobie też życzę wiary.
Pozdrawiam Ilona