mad_die
14.01.08, 14:52
Właśnie tak, bo 13 stycznia o godzinie 9:37 urodziła się nasza córcia, Maria Lucyna. Ważyła 3345g i dostała 9/10 punktów :)
Sam poród zaczął się w niedzielę o 4 nad ranem, kiedy to obudziły mnie mocne skurcze. Więc wziełam prysznic i pojechaliśmy do szpitala. Tam, koło 6, zbadała mnie położna i okazało się, że nie mam w ogóle rozwarcia, za to szyjka skrócona na maxa. Dostałam znieczulenie, bo skurcze dawały mi w kość. Koło 8 poczułam, że znieczulenie przestaje działać. Ale jak się okazało, to nie wina znieczulenia, a skurczy partych, które nabierały na sile. Położna ponownie mnie zbadała i okazało się, że mam pełne rozwarcie i mogę rodzić! I tak, w przeciągu pół godziny urodziłam :D Położna mnie nacięła troszkę, mam jeden szew, ale gdyby nie to nacięcie, to bym chyba nie urodziła ;)
Do domu wypuszczono nas ze szpitala po 3 godzinach po porodzie :) Dojechaliśmy szczęśliwie, mąż zajał się gotowaniem rosołku dla mnie, a ja z Marysią poszłam na górę odpoczywać. Potem przyszła pani z opieki poporodowej, wypełniła papierki i zajęła się mną i córką :) Wysłała pod prysznic, zmierzyła temperaturę, dała pić. Potem pokazała jak zajmować się malutką :)
Dziś też była ta sama pani, wykąpała nam małą, nauczyła przystawiać do piersi - z czym nie mamy w ogóle problemów, bo Marysia jest małym ssakiem mlekopijem :)
Generalnie jesteśmy w dobrych rękach :) i ja jestem bardzo zadowolona :)
Pozdrawiamy serdecznie!