mooreland
15.01.09, 10:58
W odpowiedzi na post poodziana o zakonniku pegofilu zamieszczam
sylwetke eurodeputoanego-pedofila. jaka jest miedzy nimi roznica?
Tylko taka ze "polityk" jezdzi po Europie i naucza a zakonnik
siedzi. Ot i mamy cala Unie europejska.
"Daniel Cohn-Bendit zasłynął ostatnio kłótnią z czeskim prezydentem
Vaclavem Klausem oraz ostrymi wypowiedziami przeciwko Lechowi
Kaczyńskiemu. Lecz Cohn-Bendit to postać znana już od
kilkudziesięciu lat. W 1968 roku był jednym z przywódców studenckiej
rewolty. Następnie stał się działaczem partii lewicowych. Co
ciekawe, funkcjonował na zmianę w dwóch krajach – Francji i
Niemczech. Obecnie reprezentuje niemieckich Zielonych w Parlamencie
Europejskim.
Cohn-Bendit zalicza się do grona najbardziej rozpoznawalnych
europejskich polityków. Pozostaje żywym symbolem ideałów rewolucji
1968 roku. I nikt teraz nie zadaje mu pytań o skandaliczne praktyki,
do których uprawiania przyznał się w niegdyś w napisanej przez
siebie książce.
A słowa Cohn-Bendita zawarte w wydanej ponad trzydzieści lat temu
książce "Wielki bazar" ("Der grosse Bazar") nadal robią wstrząsające
wrażenie:
Od dawna miałem ochotę pracować z dziećmi. W 1972 roku złożyłem
podanie o pracę w alternatywnym (państwowym) przedszkolu we
Frankfurcie nad Menem. Pracowałem tam ponad dwa lata. Mój nieustanny
flirt z dziećmi szybko przyjął charakter erotyczny. Te małe
pięcioletnie dziewczynki już wiedziały, jak mnie podrywać. Rzecz
jasna niejedna z nich przygląda się rodzicom, kiedy się pieprzą.
Kilka razy zdarzyło się, że dzieci rozpięły mi rozporek i zaczęły
mnie głaskać. Ich życzenie było dla mnie problematyczne. Jednak
często mimo wszystko i ja je głaskałem.
Tak, mężczyzna kreowany obecnie na pogromcę eurosceptycznych
polityków lubił siadać pośród małych dzieci i głaskać je, gdy te
wsadzały mu rączki w rozporek. W czasie, gdy Unia Europejska wydaje
miliony na walkę z pedofilią, w ławach Parlamentu Europejskiego
zasiada człowiek otwarcie przyznający się do erotycznych zabaw z
przedszkolakami.
W sprawie przeszłości Cohn-Bendita zadziwia przede wszystkim to, iż
jego polityczni koledzy tak łatwo ją zaakceptowali. W 2000 roku
francuski "L'Express" przypomniał kontrowersyjne zachowania
lewicowca, lecz afera bardzo szybko ucichła. Wprawdzie Cohn-Bendit
zdawał wycofywać się nieco z polityki, ale gdy zorientował się, że
nic mu nie grozi – szybko powrócił. Teraz jest kolejną kadencją w
PE, jeździ po Europie i pozuje na wielki autorytet moralny.
Tymczasem Cohn-Bendit powinien być bardzo daleko na liście osób
upoważnionych do udzielania moralnych porad."
Bez komentarza.