IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.04, 20:37
Czy ciężko było się wam przyzwyczaić do nowego miejsca na studiach?Choidzi mi
np.o mieszkanie,samodzielność ,gospodarowanie kasą,rozłąkę z najbliższymi?Ja
jestem po pierwszym roku i przyznam,że łatwo to mi nie było.Ciężko
przyzwyczajam się do nowego miejsca.
Obserwuj wątek
    • Gość: Milka Re: Tęsknota IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 22:43
      Ja zaczynam studia od października,ale też należę do osób,które trudno
      przystosowują się do nowych sytuacji :(...
      Mogłabyś napisać co pomogło ci przetrwać pierwsze tygodnie,miesiące?
      Aha-mieszkałaś w akademiku,czy wynajmowałas mieszkanie?
    • tawananna Re: Tęsknota 27.07.04, 23:20
      Ja przeżyłam to w miarę lekko:), myślę, że dlatego, że mieszkałam dość blisko
      domu i jeździłam do siebie niemal na każdy weekend, a przez I semestr
      mieszkałam w pokoju z koleżanką. Co do samodzielności, dużym plusem było dla
      mnie to, że jadłam obiady na stołówce - myślę, że warto choćby na samym
      początku wykupić sobie gdzieś obiady albo jadać na mieście (oczywiście, jeśli
      kogoś na to stać). Gospodarowania kasą miałam niewiele, bo ze względu na częste
      jazdy do domu sporą część jedzenia przywoziłam, więc kwoty, którymi
      rozporządzałam, raczej duże nie były:). Dla mnie zawsze najtrudniejsze były
      momenty wyjazdu z domu, jak już wracałam z poniedziałkowych zajęć, było OK:).
      Poza tym nie znoszę pakowania i rozpakowywania się... Na pewno dużym plusem był
      telefon stancjonarny w miejscu, gdzie mieszkałam - rodzice wydali pewnie
      majątek na rozmowy;) (ale na szczęście - ta sama strefa tel.), lecz dzięki temu
      było mi łatwiej. Wydaje mi się, że paradoksalnie najtrudniejszym momentem nie
      był dla mnie październik, ale powrót z przerwy zimowej w lutym - wtedy
      wyprowadziła się moja koleżanka i od tego czasu mieszkam w pokoju sama. Teraz
      już się przyzwyczaiłam:), ale przez pierwszy tydzień było trudno - właściwie to
      chyba uratował mnie telewizor;)), nie żebym była telemaniaczką:), ale wtedy bez
      przerwy coś mi tam grało, bo nie mogłam znieść tej ciszy i tego, że nie mam się
      do kogo odezwać (jestem osobą bardzo rozmowną i mam potrzebę dzielenia się
      swoimi wrażeniami i przemyśleniami z otoczeniem;)).
      • Gość: Michnik Re: Tęsknota IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 27.07.04, 23:49
        > do kogo odezwać (jestem osobą bardzo rozmowną i mam potrzebę dzielenia się
        > swoimi wrażeniami i przemyśleniami z otoczeniem;)).
        to widać po Twojej wypowiedzi.
        • tawananna Re: Tęsknota 27.07.04, 23:50
          Nie wiem, czy to ironia, czy nie, więc nie ustosunkuję się do Twojego postu...
          A moją skłonność do wypowiadania się często i rozwlekle widać na tym forum w
          wielu miejscach, oj, widać.
          • merci_beaucoup Re: Tęsknota 28.07.04, 00:06
            Tawananna-dzięki za dokładny opis :)
            P.S.Masz ode mnie meila...
            • Gość: katinka Re: Tęsknota IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 08:43
              Mieszkałam ze znajomymi dziewczynami w pokoju studenckim,ale nie trafiłam
              dobrze:-)Bardzo istotne jest tzw.towarzystwo,z którym dzielisz mieszkanie,bo to
              ono wspóLtworzy atmosferę,w kórej prezyjdzie Ci żyć,no i czasami jeszcze się
              uczyć:-)Co mi pomogło przetrwać?Telefony do domu,do chłopaka,słowa otuchy z
              Jego strony...Mam nadzieję,że w tym roku będzie lepiej.
      • r.richelieu Re: Tęsknota 28.07.04, 22:45
        Taw, ja uwielbiam mieszkać sama, chodzić w gaciach i nie przejmować się że
        wpadnie przypadkiem kumpel koleżanki z pokoju, iść pod prysznic z mikrusowatym
        ręcznikiem, zostawiać burdel przed wyjściem z pokoju bez strachu że ktoś go
        zobaczy, i brudne gary w zlewie, i nie musieć wąchać przupieczonej spalenizny
        zbukowatych jajek, i nie musieć wyrzucać spod łóżka koleżanki "gum do żucia"
        jej lubego których przypadkiem nie zauważyli sprzątając, i nie toczyć sporów o
        równy podział wydatków kuchennych i chemicznych i wodociągowych i śwatłowych i
        telefonowych, i nie musieć się dostosowywać ze swoim planem dnia do jej planu
        dnia, no bo co gdy my mamy jutro egzamin a koleżance zachciało się impry?

        a podzielić się wrażeniami można wszędzie. To mój punkt widzenia. Nie lubię
        towarzystwa we własnym pokoju bo jako osoba raczejk ekspansywna
        przymiotnik "własny" nadaję w minutę po zobaczeniu. Co innego gdy 2 osoby są w
        większości aspektów identyczne.
        • tawananna Re: Tęsknota 29.07.04, 01:25
          Muszę przyznać, że mi też dobrze mieszka się samemu:). Co prawda nie mogę sobie
          pozwolić na komfort mieszkania samemu w ogóle, ale własny pokój też ma wiele
          plusów - wyjaśniać nie muszę :). I teraz już nie zamierzam zamieniać tego na
          dzielenie pokoju z kimś :).

          Natomiast wydaje mi się, że w początkowym okresie zamieszkiwania gdzieś poza
          domem warto mieszkać w jednym pokoju czy mieszkaniu z kimś znajomym. Na
          początku tyle się działo;), że miło było wrócić do domu i mieć z kim pogadać, a
          i siedzenie w samotności w nowym miejscu nie jest największą przyjemnością.
          Oczywiście, te dwie osoby muszą się w miarę dobrze dogadywać, żeby przypadkiem
          pierwsze miesiące nie zamieniły się w koszmar. U mnie było jak najbardziej w
          porządku, co jest o tyle ciekawe, że miałyśmy zupełnie inne charaktery i
          zainteresowania.
    • Gość: RAPACZ Re: Tęsknota IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.04, 14:19
      Dzisiaj snilo mi sie jak to bedzie... A wiec widzialam moich "przyszlych"
      znajomych i powiem szczerze, ze obudzilam sie spocona. Nie wiem jak to
      przezyje, zwlaszcza, ze bede musiala jechac 300 km na studia :) Ale i tak bede
      wracac co tydzien :D Wielkim plusem jest to, ze pojde z kolezanka i nie bede
      tak calkiem samiuska :].

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka