r.richelieu
14.12.06, 21:38
Pisze coraz częściej w ofertach pracy, więc studenci wszystkich kierunków
politechnicznych zacierają ręce. Nie przyjęli na informatykę lub elektronikę,
wylądował na mechanice i budowie maszyn lub wychowaniu technicznym, ale nic
to, mgr. inż. przed nazwiskiem będzie miał. Można wtedy aplikować na te super
hiper stanowiska, w których wymagany jest jakże modny tytuł inżyniera. Czy
jednak nie przypomina to Wam sytuacji sprzed 15 lat kiedy takim wymaganiem
było wykształcenie po prostu wyższe? Śmieszne teraz, bo za wykształceniem
wyższym, bez podania kierunku, nie idą żadne specjalne umiejętności. Czy więc
za wykształceniem wyższym technicznym jednak idą? Jak porównać chemika z
automatykiem, a architekta z absolwentem zarządzania i inżynierii produkcji?
Czy nie chodzi o niejasne umiejętności bazujące na trendzie na tytuł
inżyniera? Bo jeśli stanowisko wymaga rzeczywiście fachowca, wtedy nie
określi w wymaganiach wykształcenia wyższego technicznego, a skonkretyzuje do
programów i norm, które kandydat musi znać. Nie wiem więc skąd w
forumowiczach z politechnik (lub innych szkół dających tytuł inż.) tyle
dziwnego nabuzowania. Była moda na zarządzanie, na prawo, na kierunki
społeczne, przyszła i na kierunki techniczne. Za chwilę będzie moda na
kierunki medyczne, bo ich jeszcze nie przerabiano, a i potrzeba jest. Dlatego
spokojnie z tymi zachwytami. Mierny absolwent mechaniki wcale nie znajdzie
prędzej pracy niż mierny absolwent kierunków nietechnicznych, a szansa w
zatrudnieniu będąc miernym lub przeciętnym bazuje głownie na kolokwialnie
mówiąc ściemie na rozmowie kwalifikacyjnej. Ponieważ rekrutującymi są
absolwenci kierunków społecznych można na własnej skórze się przekonać, co
się stanie gdy spotkają się dwa światy.