Dodaj do ulubionych

Na Akademii Medycznej robią miejsce dla zdolnyc...

IP: *.nist.gov 25.09.03, 23:22
Popieram: wiecej miejsca dla mlodych-zdolnych, niech tez
poprobuja...Interesujacy jest tylko ten ranking... Np.
kierownicy pierwszych dwoch najlepszych... nie maja zadnej
publikacji z afiliacja AMB.... 1. na 96; 2. na 8 wszystkich
(zrodlo: PubMed)???
Obserwuj wątek
    • Gość: luiza A teraz czas na AB i ATR IP: anna:* / 10.0.5.* 26.09.03, 07:56
      No wreszcie ktoś zrobił ten krok. Tyle tylko, że "wieczni"
      doktoranci i tzw. starsi wykładowcy to nie jest problem tylko
      Akademii Medycznej. Ta choroba jest obserwowalna na UMK, AB i
      ATR. REktorzy do dzieła! Niech duch kapitalizmu i konkurencji
      przewietrzy w końcu obrośnięte pajęczyną gabinety mało twórczych
      naukowców!!!
      • Gość: * Re: A teraz czas na AB i ATR? IP: *.proxyplus.cz / 192.168.19.* 29.09.03, 12:06
        W ATR "wiecznych" doktorantów nie ma od wielu lat! Ustawowe 8
        lat na zrobienie doktoratu jest przestrzegane do bólu!
    • Gość: blofeld Bardzo dobrze, za nasze pieniądze nie ma nieróbstwa! IP: cache:* 26.09.03, 13:01
    • Gość: Pracownik Extra!!! IP: *.amb.bydgoszcz.pl 26.09.03, 14:38
      Jesli JM zawsze mija sie rownie pieknie z prawda jak w przypadku
      rankingu katedr, to BIADA NAM !!!
      A propos, jak zauwazylem, Ci mlodzi i zdolni doktoranci wlasnie
      dostali 150 PLN OBNIZKI stypendiow. Istnieje ogromne
      prawdopodobienstwo, ze wplynie to na nich mobilizujaco :-)
      Nie tedy droga. Od wielu lat nie mozemy sie doczekac prawdziwego
      systemu motywacyjnego, ktory rzeczywiscie promowalby kreatywnosc
      naukowa w AMB. Jesli wolno mi cos podpowiedziec (chyba mi wolno,
      bo poswiecilem tej uczelni kawal mojego zycia): Zaczalbym od
      jasnego systemu nagradzania tych, ktorzy przyczyniaja sie
      bezposrednio do tzw. produkcji naukowej tej uczelni. Np. po
      kazdym roku zliczamy osiagniecia naukowe poszczegolnych
      pracownikow naukowych i na bazie 1) ilosci publikacji, 2) impakt
      faktora tychze oraz 3) pozycji na liscie autorow, generujemy
      stawke dodatku do pensji na caly rok nastepny. Nie twierdze, ze
      prymitywna metoda KIJA i MARCHEWKI nie moze sie sprawdzac w
      wysublimowanym swiecie naukowym, tyle ze kiedy wywija sie
      ogromnym kijem, nigdy nie nalezy zapominac o marchewce, bo w
      przciwnym razie zamiast wznioslej atmosfery akademickiej kreuje
      sie atmosfere obozu koncentracyjnego.
    • Gość: Teichman Re: Na Akademii Medycznej robią miejsce dla zdoln IP: 213.149.99.* 27.09.03, 15:54
      A gowno prawda. Nie ma zlych asystentow. Trzeba zaczac robic
      porzadki od gory. Ilu pseudoprofesorow wyrzucilo doktoraty
      asystentom przez drzwi. No ilu. Dlaczego. Bo byly lrpsze od ich
      habilitacji. Mam podac przyklady.

      A tak swoja droga to:
      "Zawisc w nauce. Zwalczanie konkurencji. Hamowanie rozwoju
      mlodych bylo i pozostalo cecha naukowych karlow".
      Ciekawe ktory z wielkich pseudoprofesorow wie kto to powiedzial.
      No kto.
      A miejsca robia, ale dla protegowanych.
      A ta od pseudoporzadkow to na taksowkarke
      • Gość: Terry Re: Na Akademii Medycznej robią miejsce dla zdoln IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.03, 20:32
        Ja niestety jestem podobno zdolnym asystentem (doktorat i ponad
        20 prac opublikowanych) no i co z tego. Pracuję za marne
        pieniądze i patrzę jak powoli wyrzuca się "leniwych " adiunktów,
        którzy maja duże doswiadczenie zawodowe i niekoniecznie tworzą
        prace "naukawe". Mogę tylko mysleć, że kiedy stanę się mniej
        przydatny, to taki kolejny młody, zdolny niewolnik przyjdzie na
        moje miejsce.
    • Gość: ad Re: Na Akademii Medycznej robią miejsce dla zdoln IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.03, 22:20
      Niestety piszę anonimowo, ponieważ inaczej się nie da1. Jeszcze
      niedawno byłem młodym, prężnym doktorantem. Obecnie jestem
      adiunktem, jednym z tych „leniwych”, którym w nieodległej
      perspektywie grozi zwolnienie z pracy w związku z
      nieprzygotowaniem rozprawy habilitacyjnej. Ośmielam się w paru
      zdaniach skomentować wypowiedź J.M. pani Rektor:
      „- Każdy asystent czy adiunkt może złożyć wniosek o grant. Nie
      słyszałam o przypadkach, by nie znalazły się pieniądze na
      realizację ciekawych badań. Nie wierzę też, by szefowie klinik
      utrudniali rozwój naukowy swoich pracowników, bo to nie leży w
      ich interesie.”
      1.Wniosek na grant naturalnie mogę złożyć. Prawdziwy problem,
      jeśli grant otrzymam: mój szef tak skutecznie organizuje mój
      czas pracy, a często również poza pracą, że o prowadzeniu badań
      nie ma mowy.
      2.Mój szef nie ma żadnego interesu w tym, by promować rozwój
      naukowy adiunktów, wręcz przeciwnie. Doktor habilitowany ma z
      grubsza zapewnione zatrudnienie w uczelni do emerytury, adiunkt-
      nie. Każdy szef katedry doskonale zdaje sobie sprawę z tego,
      że adiunktem można manipulować, doktorem habilitowanym (tj.
      samodzielnym pracownikiem naukowym)- nie bardzo. Adiunkt nie
      może pozwolić sobie na ignorowanie zleceń szefa, np. nie może
      zająć się badaniami własnymi, jeżeli szef oczekuje, by adiunkt
      zajmował się zupełnie innymi sprawami.
      O ile szef kliniki ma tytuł profesora nadzwyczajnego, przepisy
      obligują go (ją) do promowania doktorów. Gdy taki szef osiągnie
      tytuł profesora zwyczajnego, żaden systemowy bat na niego (nią)
      nie istnieje. Jest praktycznie dożywotnio ustawiony (-a). Może
      sobie pozwolić na to, by w sposób bardziej lub mniej elegancki
      pozorować swoje zainteresowanie działalnością badawczą.
      Zdarzają się oczywiście rozsądni szefowie katedr, którzy są
      rzeczywiście zainteresowani rozwojem naukowym placówki. Jednak
      polityka szefów katedr zależy wyłącznie od ich dobrej lub złej
      woli, nie są oni w żaden systemowy sposób obligowani do
      promowania rozwoju adiunktów.
      3.Z punktu widzenia adiunkta sytuacja jest bez wyjścia: bez
      zainteresowania i poparcia szefa katedry nie rozpocznie i nie
      przeprowadzi znaczących badań naukowych, natomiast prowadzenie
      istotnych badań w medycynie wymaga znaczącej samodzielności
      (stopnia swobody) adiunkta. Tylko znaczące badania mają szansę
      na publikację w znaczących pismach medycznych, a tylko takie
      publikacje tworzą niezbędny do zrobienia habilitacji dorobek.
      4.Interesujące w tym kontekście pytanie brzmi: czy J.M. Rektor,
      jako przełożony, mógłby efektywnie stymulować szefów katedr do
      autentycznego promowania rozwoju naukowego adiunktów albo
      przynajmniej do tego, by nie przeszkadzali adiunktom w rozwoju.
      Odpowiedź jest oczywiście negatywna. Dlaczego? Ponieważ każdy
      rektor zdaje sobie sprawę, że jego (jej) kadencja kiedyś się
      skończy, a kolejnym rektorem może zostać któryś z gnuśnych
      kolegów (czy koleżanek) z rady wydziału czy senatu uczelni. O
      ileż bardziej elegancko jest wykazać się troską o poziom
      uczelni poprzez pohukiwanie na adiunktów, tych „leniwych”
      i „niezdolnych”. I zwalniać ich z pracy. Na ich miejsce zostaną
      zatrudnieni młodzi, zdolni, prężni doktoranci. Będą adiunktami.
      I co dalej?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka