30.08.05, 20:48
Zauważyłam, że od pewnego czasu wiele miejsc, osób, zdarzeń.... zyskuje
określenie "duende". A co Wy myślicie o prawdziwym duchu flamenco? Nie
sądzicie, że tak lekkie szafowanie tym pełnym najwyższego uznania określeniem
to przesada, żeby nie nazwać tego inaczej?
Obserwuj wątek
    • jaleo Re: duende 30.08.05, 20:54
      kowalka2 napisała:

      > Zauważyłam, że od pewnego czasu wiele miejsc, osób, zdarzeń.... zyskuje
      > określenie "duende".

      Przyznam sie, ze nie zauwazylam. Gdzie spotykasz sie "od pewnego czasu" czesto
      z takim okresleniem?

      Sami Flamencos uzywaja slowa duende bardzo oszczednie, w recenzjach pojawia sie
      ono naprawde od wielkiego dzwonu, i to w polaczeniu z naprawde najwiekszymi
      artystami Flamenco wszechczasow, takimi jak Camaron, Paco de Lucia, Farruco.
      • kowalka2 Re: duende 30.08.05, 22:08
        No, po powrocie z rocznego pobytu za granicą (nie w Hiszpanii, niestety)
        zauważyłam w internecie szkołę o takiej nazwie, również muzyka posługującego się
        takim pseudonimem - chyba w Gdańsku.
        • jaleo Re: duende 30.08.05, 23:12
          kowalka2 napisała:

          > również muzyka posługującego się
          > takim pseudonimem - chyba w Gdańsku.

          Ojej. W Hiszpanii nie do pomyslenia, zeby jakis muzyk Flamenco sobie taki
          przybral pseudonim. To chyba byloby na rowni z swietokradztwem.
    • kafe_ole Re: duende 31.08.05, 08:44
      Zgadzam się, trzeba mieć odwagę i dużo wiary we własne siły i umiejętności,
      żeby nazwać się "Duende". Podobnie ma się sprawa z przerabianiem polskich
      nazwisk na modłę hiszpańską (lepiej to wygląda na plakacie)...
      Ale i tak wszystkie te zabiegi nie czynią dobrego tancerza, czy gitarzystysmile
      Tak naprawdę wszyscy jesteśmy trochę bezczelni uprawiając flamenco w Polsce.
      Gdyby chcieć w pełni uszanować tę sztukę, trzeba by po prostu zostawić ją
      Cyganom z Analuzji.
      • jerezano Re: duende 01.09.05, 13:41
        Hola !
        Kto powiedział, że "duende" dotyczy tylko Wielkich - Camarona, Paco itd. To
        swojego rodzaju stn "upojenia", oderwania od rzeczywistości i może go osiągnąć
        nawet np. mało znany cantaor. Zresztą tak naprawdę to nikt do końca nie wie czy
        to co się z nim działo w trakcie śpiewu to rzeczywiście "duende".
        Co do polskiego "Duende" to fakt! To przegięcie. Natomiast używanie hiszpańskich
        odpowiedników czy zamienników nazwisk jest zabiegiem wydaje się czysto
        marketingowym i chyba nic nagannego w tym nie ma. (np. Kayah) Wiadomo, że przez
        to się lepiej nie tańczy i nie gra, ale tworzy się stosowny klimacik (ambiente).
        Co do naszej bezczelności to proszę mówić za siebie. Jeśli ktoś to kocha to
        dlaczego ma nie tańczyć - tylko dlatego, że nie jest cygańskim analfabetą z
        Andaluzji? Flamenco nie jest już sztuką hermetyczną, rodzinną i tylko cygańską.
        Rozhermetyzowanie zaczęło się na przełomie XIX i XX w. - cafes cantantes i takie
        tam... Będąc w zgodzie z poglądami "kafe_ole" należałoby zerwać z jazzem,
        tangiem argentyńskim i polką bo pochodzi z Czech.
        Mucha suerte

        • kafe_ole Re: duende 01.09.05, 15:58
          Jerezano, ale ja się z Tobą zgadzam! Też uważam, że puryzm sztuce szkodzi. Ale
          jeśli ktoś uważa posługiwanie się słowem "duende" w nazwie szkoły, było nie
          było flamenco, za świętokradztwo, to może za bałwochwalcze trzeba też uznać
          nasze próby uprawiania tej sztuki na wschodzie Europy... Generalnie, skoro
          jednak lubimy i tańczymy, to bądźmy w tym "świętokradztwie" konsekwentne i nie
          apelujmy o szacunek dla "duende", albo o nieużywanie pojęcia "stepy" w
          kontekście flamenco.
          Trzeba tez pamiętać, że to, co my tańczymy jako flamenco różni się od tańca
          Cyganów andaluzyjskich (i umiejętność czytania i pisania nie ma tu nic do
          rzeczy) i różnić się będzie coraz bardziej, tak jak przywołane przez Ciebie
          tango argentyńskie, czy polka w obecnej skodyfikowanej i stylizowanej formie
          różni się od formy, z której się wywodzi.
          • jaleo Re: duende 01.09.05, 17:02
            kafe_ole napisała:

            >> jeśli ktoś uważa posługiwanie się słowem "duende" w nazwie szkoły, było nie
            > było flamenco, za świętokradztwo, to może za bałwochwalcze trzeba też uznać
            > nasze próby uprawiania tej sztuki na wschodzie Europy...

            Ok, to chyba do mnie pijesz, wiec podkresle, ze ja wypowiadalam sie o muzyku,
            ktory sobie przybral taki pseudonim, a nie o nazwie szkoly, bo to jednak jest
            roznica. Poza tym, nie za bardzo widze zwiazek z tym, jakoby "uprawianie"
            flamenco poza granicami Hiszpanii czy Andaluzji jest balwochwalcze czy tez nie
            (co w ogole znaczy "balwochwalcze"??). Tak wiec, jesli juz robisz aluzje do
            moich wypowiedzi, to prosze nie wkladaj mi w usta slow i nie dorabiaj
            ideologii, ktore sa mi obce.

            > Generalnie, skoro
            > jednak lubimy i tańczymy, to bądźmy w tym "świętokradztwie" konsekwentne i
            nie
            > apelujmy o szacunek dla "duende", albo o nieużywanie pojęcia "stepy" w
            > kontekście flamenco.

            Ponownie, nie widze zwiazku. Dlaczego lubienie i tanczenie flamenco przez nie-
            Hiszpanow jest swietokradztwem, i dlaczego musi to prowadzic automatycznie do
            splaszczania i bastardyzowania tej sztuki poprzez ignorowanie jej znaczacych
            niuansow (a takim dla mnie jest ten nieszczesny "step").

            Co do samego duende, to Flamencos uzywaja tego okreslenia naprawde bardzo
            oszczednie, i jest ono bez watpienia najwiekszym komplementem, jaki muzyk moze
            otrzymac. A juz zupelnie nie do pomyslenia jest "recenzjowanie" w ten sposob
            samego siebie.

            > Trzeba tez pamiętać, że to, co my tańczymy jako flamenco różni się od tańca
            > Cyganów andaluzyjskich
            > i różnić się będzie coraz bardziej, tak jak przywołane przez Ciebie
            > tango argentyńskie, czy polka w obecnej skodyfikowanej i stylizowanej formie
            > różni się od formy, z której się wywodzi.

            To jest wg mnie spore uproszeczenie sprawy. We wspolczesnym Flamenco sa rozne
            nurty, lacznie z bardzo silnym i dobrze reprezentowanym nurtem purystycznym,
            zachowujacym, jak to sie brzydko mowi, "czystosc gatunku". Taki Farruquito na
            przyklad, abstrahujac od jego niechlubnych uczynkow za kierownica, jest w koncu
            nikim innym jak Cyganem z Andaluzji, i to, co przedstawia uznawane jest za
            najbardziej "autentyczne" Flamenco w dzisiejszych czasach. Do tego prowadzi
            swoja wlasna szkole w Sevilli, gdzie jednak nie uczy czegos "zupelnie innego",
            tylko tego, co sam reprezentuje. Podobnie jak wielu inncyh bardzo dobrych
            nauczycieli wywodzacych sie z tej kultury.
            • kafe_ole Re: duende 01.09.05, 20:17
              Nie, nie uważam tańczenia flamenco przez nie-Hiszpanów za świętokradztwo
              (chociaż pewnie wielu Hiszpanów-purystów za takie by je uznało). Myślę tylko, że
              kiedy uprawia się jakąkolwiek dziedzinę sztuki (zwłaszcza na etapie nauki
              warsztatu), warto mieć dystans do siebie i szacunek dla uprawianej dziedziny.
              Inaczej łatwo można popaść w "chwalenie bałwana", czyli uprawianie owej sztuki w
              skarlałej, niewykształconej (niedojrzałej?) postaci. Nie brakuje w Polsce ludzi,
              którzy już po dwóch, trzech latach nauki mają wysokie mniemanie o swoich
              umiejętnościach i możliwościach. Nie brakuje, a mam wrażenie, że przybywa,
              takich, dla których flamenco to sposób na spalenie kalorii, albo możliwośc
              wykorzystania "ładnej, czerwonej spódnicy, co się kurzy w szafie". Niewiele osób
              jeździ uczyć się flamenco do Hiszpanii. Niewiele zna język i wie, o czym
              śpiewają cantaorzy. Panuje moda na flamenco, więc powstają kolejne szkoły, w
              których często poziom dostosowuje się do oczekiwań "rynku" i nie wymaga zbyt
              wiele. Moim zdaniem to wszystko jest przyczyną spłaszczania i bastardyzowania, a
              "duende" i "stepy" to już tylko konsekwecje, a nie źródło problemu.
              • jaleo Re: duende 01.09.05, 20:23
                kafe_ole napisała:

                > Nie, nie uważam tańczenia flamenco przez nie-Hiszpanów za świętokradztwo
                > (chociaż pewnie wielu Hiszpanów-purystów za takie by je uznało).

                Raczej nie spotkalam sie z takimi opiniami u Hiszpanow-purystow, czy nawet
                u "Cyganow z Andaluzji". Swietokradztwo to jest raczej "uprawianie" Flamenco
                bez wyczucia compas i bez wyrazu. Flamenco jest np. nieslychanie popularne w
                Japonii i jest paru bardzo dobrych i uznanych japonskich tancerzy i tancerek,
                ktorzy rowniez wystepuja w Hiszpanii i ciesza sie duzym szacunkiem. Nie mowiac
                juz o slynnej La Argentina i jej corce La Anrgentinita, i to z czasow, kiedy
                Flamenco naprawde bylo dosc hermetyczne.


                > Nie brakuje w Polsce ludzi
                > ,
                > którzy już po dwóch, trzech latach nauki mają wysokie mniemanie o swoich
                > umiejętnościach i możliwościach.

                Nie mam pojecia, jaki jest poziom nauczycieli w Polsce i w jaki sposob ucza.
                Ale jedno wiem - lepiej nie uczyc sie tanca w ogole niz uczyc sie u kiepskiego
                nauczyciela.
                • kafe_ole Re: duende 01.09.05, 20:36
                  jaleo napisała:
                  >
                  > Nie mam pojecia, jaki jest poziom nauczycieli w Polsce i w jaki sposob ucza.
                  > Ale jedno wiem - lepiej nie uczyc sie tanca w ogole niz uczyc sie u kiepskiego.

                  Łatwo powiedziećsmile
                  • jerezano Re: duende 01.09.05, 23:10
                    Taki wspaniały Farruquito i owszem, ale jako nauczyciel do d...y. Moja
                    przyjaciółka, hiszpanka, naprawdę wspaniała tancerka zapisała się w ubiegłym
                    roku na lekcje "profesionales" u Farruquito i kicha... robił wszystko żeby nic
                    nie pokazać i to komu - zawodowcom....
                    Co do spłaszczania flamenco i tym podobnych pierdół, to tak jest w każdej
                    dziedzinie życia. Jedni robią coś wkładając w to całe serce i duszę a inni
                    traktują jako rozrywkę i odpoczynek. To normalne. Nikt nie zabrania słuchania
                    Agujetasa (a to dopiero jest puro). Ja słucham !!!!!!
                    Żaden z "flamencosów" z Andaluzji, z tych których znam, nigdy nie wypowiadał się
                    negatywnie o obcokrajowcach "uprawiających" flamenco. Flamenco jak i inne
                    rodzaje muzyki (sztuki) istnieje na całym świecie i nie można zamykać go w
                    cygańskim getcie np. przy ulicy Cantareria w Jerez gdzie zrodziła się buleria.
                    Flamenco można grać lub tańczyć bardzo prosto, ważne żeby "a compas"!!! Lepsza
                    prostota w rytmie niż finezja "fuera".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka