agroturystyczny 09.12.05, 00:06 A może my jako forum pomożemy?????????????????????????????? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
hansgrubber Re: mARZENIE - To was nie rusza???/?/??? 09.12.05, 00:20 Po to wklejam takie smutne watki. Odpowiedz Link Zgłoś
agroturystyczny Re: mARZENIE - To was nie rusza???/?/??? 09.12.05, 01:02 I dlatego mówię o końcie może coś sie wpłaci:) Odpowiedz Link Zgłoś
hansgrubber Re: mARZENIE - To was nie rusza???/?/??? 09.12.05, 01:04 W moim watku sa informacje i nr konta. Ale zbieraja na proteze - wiec chyba na leczenie nie trzeba. Z drugiej strony tekst w interii brzmi jakos tak... ostatecznie. Dowiem sie. Odpowiedz Link Zgłoś
agroturystyczny Re: mARZENIE - To was nie rusza???/?/??? 09.12.05, 01:05 Daj namiar jak mogę to wpłacę:) Odpowiedz Link Zgłoś
hansgrubber Konto i informacje 09.12.05, 01:11 Apel o pomoc dla 11-letniego Wiktora Zwracamy się z uprzejmą prośbą do ludzi dobrej woli o pomoc finansową na zakup protezy dla Wiktora. Nasz 11-letni syn Wiktor Piwowarczyk przed chorobą był energicznym, zdrowym i lubiącym grać w piłkę dzieckiem. Nie narzekał nigdy, że go coś boli. Był początek stycznia. Wiktor wrócił, jak co dzień ze szkoły nie mówiąc nic. W nocy jednak nie mógł spać. Powiedział, że boli go prawa noga pod kolanem. Ból z każdym dniem nasilał się. Pojechaliśmy więc skonsultować do szpitala. Lekarze zostawili syna na obserwacji kilka dni, po czym wypisali go w „stanie dobrym” każąc smarować nóżkę różnymi maściami. Jednak Wiktor dalej uskarżał się na ból. Nóżka nie wyglądała normalnie. Dość znacznie spuchła i zsiniała. Nie mógł już w tym czasie normalnie stać na dwóch nogach. Postanowiliśmy zabrać syna do szpitala w Prokocimiu. Tam od razu została postawiona diagnoza, iż syn ma pod kością piszczelową krwiaka i natychmiast trzeba go usunąć. Przeprowadzono zabieg, który przebiegł bez żadnych komplikacji. Jednak po około dwóch tygodniach nastąpił nawrót. Lekarze zdecydowali się na jeszcze jeden zabieg, podczas którego przeprowadzono biopsje. Tydzień po biopsji stwierdzono, że jest to nowotwór kości - Sarcom Ewingi. Był to dla nas szok. Przydzielono mu lekarza prowadzącego, który od razu przedstawił nam cały tok leczenia i rokowania. Wynikało z nich, że Wiktor przejdzie 6 etapów chemioterapii a potem nastąpi zabieg mający na celu usunięcie chorej części kości i wstawienie endoprotezy. Przyszła pierwsza chemia, czuł się nie najgorzej. Pierwsza chemia nie była tą najmocniejszą, jednak druga już tak. Przystąpił do niej już jako „łysolek”, lecz absolutnie bez żadnych obaw, silny jak zwykle i pełen energii. Okazało się jednak, że jego organizm nie jest w stanie po tak intensywnym działaniu odbudować się w pełni tzn. wyprodukować wystarczającej ilości poszczególnych elementów krwi. Przez tydzień leżał w izolatce. Czuł się fatalnie. Zaczął narzekać na ból brzucha. Okazało się po badaniu USG, że Wiktor ma zapalenie wyrostka robaczkowego i trzeba go natychmiast usunąć, jednak wtedy, gdy dojdzie do siebie. Tydzień walczył z okropnym bólem. W końcu jednak doszło do zabiegu. Po kilku dniach okazało się, że Wiktorowi podczas zabiegu złamała się chora noga, dokładnie w tym miejscu gdzie została zaatakowana przez nowotwór. Włożono ją w szynę. Potem jakby tego wszystkiego było mało, lekarze stwierdzili, że do organizmu Wiktora dostały się przez centralne wejście bakterie, co tłumaczyło jego bóle w klatce piersiowej, zdecydowano się więc na jego usunięcie. Potem jakoś wszystko wróciło dzięki Bogu do normy. Nasz syn przeszedł jeszcze trzy etapy chemioterapii. Za każdym razem jednak to samo: po chemii ból w nóżce ustępował, stawała się ona w miarę „normalna”, potem następował spadek wartości krwi, w czasie którego Wiktor został poddawany przetaczaniu krwi i po okresie 2 - 3 tygodni choroba wracała, i syn nie mógł wytrzymać z bólu. Widząc, że dotychczasowe leczenie nie przynosi oczekiwanego skutku, postanowiliśmy skonsultować wszystko z lekarzami z Warszawy. Pojechaliśmy tam już po zakończeniu piątego etapu chemii. Lekarze w Warszawie stwierdzili, że lepiej będzie jak Wiktor zostanie u nich i będzie dalej leczony ich metodami. Uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. Przeprowadzono szczegółowe badania, które jednoznacznie wykazały, że nowotwór rozwija się w bardzo dużym tempie i zaatakował już także tkankę miękką. Najlepszym i najbezpieczniejszym wyjściem była amputacja kończyny. Analizując wszystkie za i przeciw, konsultując sprawę z innymi ludźmi będącymi w takiej samej sytuacji podjęliśmy decyzję o odjęciu nóżki. Wiktor przyjął to nad podziw dobrze, na początku płakał, lecz szybko mu wszystko przeszło. Nie zapomnimy tego dnia, kiedy odbył się zabieg. Wydawało się, że wszystko będzie dobrze, lecz w nocy Wiktor nie mógł wytrzymać z bólu. Dzwonił do domu, co chwilę. Prosił abyśmy mu pomogli, bo nie wytrzymuje z bólu. Trzy pierwsze dni po zabiegu były najgorsze. potem wszystko jakoś powróciło do normy. Kilka dni później rozpisano i podano mu specjalną chemię. Po ponad miesięcznym pobycie w Warszawie wrócił do domu. Tylko - a może aż na dwa tygodnie. Na dzień dzisiejszy znów przebywa w Warszawie i przechodzi przez siódmy już etap leczenia. Jego największym marzeniem jest normalnie funkcjonować, a naszym zdaniem jest mu to w jak największym stopniu umożliwić. Musimy zakupić mu specjalistyczną protezę, która da mu radość z tego, że znów będzie mógł normalnie chodzić. Jednak sytuacja materialna naszej wielodzietnej rodziny nie pozwala na pokrycie kosztów zakupu. Cena takiej protezy jest astronomiczna - 40 tys. zł. W tym celu chcielibyśmy pozyskać sponsorów, którzy swoimi datkami pomogą nam w jej zakupie. Za okazane serce i pomoc wszystkim darczyńcom z góry serdecznie dziękujemy. Rodzice Wiktora Alicja i Zbigniew Piwowarczyk Poniżej podajemy nr konta, na które instytucje i osoby dobrej woli mogą wpłacać datki: KBS O/Gołcza 26 8591 0007 0154 0759 5064 0001 z dopiskiem: "Pomoc dla Wiktora" I link zeby nie bylo podejrzen miechow.info/gazeta/gazeta?id=1262 Odpowiedz Link Zgłoś