filifionka-listopadowa
23.10.09, 13:19
Fragment rozmowy z Jerzym Illgiem, opublikowanej w WO, w zeszłym
tygodniu("Trawka i spirytus z noblistami").
"Raz w Kalifornii rzeczywiście to się nam przydarzyło - podziwiałem
młodzieńczą gotowość Miłosza do spróbowania wszystkiego. Kiedyś w Krakowie
przyniosłem mu swoje hipisowskie wspomnienia o narkotykach, buddyzmie i latach
60. w Polsce. Myślałem, że dając mu to do przeczytania, dam mu szansę poznania
Polski dla niego egzotycznej, której nie znał. Swój obraz codziennego życia
w kraju budował bowiem z takich książek jak 'Jeżycjada' albo 'Panna
Nikt', wydawało mu się, że w tym dostrzega kawałek polskiej rzeczywistości."
Jaki obraz kraju, i młodzieży w nim żyjącej mógł mieć Miłosz, jeśli z
Jeżycajdy czerpał swoja wiedzę? Wg. mnie to częściowo wyjaśnia jego zachwyt
nad M.M, ale absolutnie tłumaczy z braku krytycyzmu. Jak ktoś, kto poświecił
się literaturze, może niedostrzegań tych wszystkich wpadek, niedociągnięć i
rozdźwięku między wizją autorki a rzeczywistością przedstawioną? Gdybym
czerpała wiedzę na temat inteligencji, tylko z Jeżycjady, byłabym bardzo
zmartwiona.