maitresse.d.un.francais
12.02.10, 17:21
Jest w którejś książce opis, jak to Gaba dzielnie gotuje, walcząc z
morszczukiem, marchewką oraz własną niewiedzą w tej dziedzinie.
Rodzina żre i nic nie mówi.
Gabie jest przykro, ale nagle ją olśniewa, że samo milczenie stanowi pochwałę.
"Bo gdyby podała rozgotowany makaron!..."
No właśnie. Nie ukrywam, że temat ten przypomniał mi się, kiedy konsumowałam
rozgotowany (osobiście) makaron. (Nie powiem z czym, żeby podczytująca to
forum MM nie padła na zawał). Nie jest trujący, można to zjeść. Więc czemu
byłoby to tak straszliwe wydarzenie, podkreślone pełnym grozy wielokropkiem po
wykrzykniku?
I druga sprawa: dlaczego Gaba ma uważać za nagrodę sam fakt, że żrą i nie marudzą?