Dodaj do ulubionych

Laura a Emma

11.06.13, 09:48
Wczoraj obejrzałam (uroczy skądinąd) serial na podstawie "Emmy" Jane Austen i przy zakończeniu dwa razy miałam silne skojarzenie z mcdusiową Laurą. Raz, kiedy Emma, szlochając, wpada do narzeczonego i krzyczy, że go kocha, ale ślubu nie będzie, nie będzie, bo och, to niemożliwe. I, krucabomba, narzeczony nie traktuje jej jak dziecka, nie dyryguje, nie mówi, że jej obawy są nieistotne. Uspokaja - i rozwiązuje problem (naginając się do jej potrzeb zresztą).
A potem, kiedy jadą w poślubną podróż niespodziankę. Emma nie wie, gdzie jadą, a okazuje się, że narzeczony wyczaił, że ona nigdy nie była nad morzem i wiezie ją na wybrzeże. I tu już miałam wrażenie kliszy totalnej - tyle że to było 200 lat temu, a podróż na odległość 130 km była dziką wyprawą...

Więc wychodzi na to, że Jane Austen widziała relacje damsko-męskie bardziej postępowo i "równorzędnie" niż droga nasza pani MM. Nie jest to wniosek wesoły.
Obserwuj wątek
    • mmoni Re: Laura a Emma 11.06.13, 10:59
      To było na podstawie Jane Austen? To chyba scenarzyści poszaleli, bo co prawda "Emmę" czytałam dawno, ale żadnych podróży poślubnych sobie nie przypominam.
      • ginny22 Re: Laura a Emma 11.06.13, 11:02
        Szaleństwem nie nazwałabym dodania jednej sceny na koniec filmu ;)
      • jhbsk Re: Laura a Emma 11.06.13, 11:14
        W książce nie było, ale w serialu to tak jakoś pasuje do całości.
    • jhbsk Re: Laura a Emma 11.06.13, 11:01
      Serial faktycznie uroczy. A co do reszty też się zgadzam.
    • kindzie Re: Laura a Emma 11.06.13, 11:39
      ginny22 napisała:


      > Więc wychodzi na to, że Jane Austen widziała relacje damsko-męskie bardziej pos
      > tępowo i "równorzędnie" niż droga nasza pani MM. Nie jest to wniosek wesoły.

      Ani sceny, że Emma wpada i szlocha, ani wyjazdu nad morze w ramach podróży poślubnej nie ma w książce. A czy (abstrahując od tych scen dodanych przez współczesnych scenarzystów) Jane Austen widziała relacje damsko-męskie bardziej postępowo niż MM? Pewnie można by dyskutować. Pan Bennet z "Dumy i uprzedzenia" (przedstawiany jako mądry człowiek i ukochany ojciec) mówił do Elżbiety, że nie będzie szczęśliwa ani godna szacunku, jeśli nie wyjdzie za mąż za człowieka, którego sama będzie postrzegać jako przewyższającego ją.
      • jhbsk Re: Laura a Emma 11.06.13, 11:52
        Scen nie ma. Ale jest wzmianka o wyjeździe nad morze:
        „Miesiąc pośredni – październik – był tym, który Emma i pan Knightley odważyli się sobie wyznaczyć. Postanowili, że ślub ich odbędzie się, póki Izabella i Jan są jeszcze w Hartfield, co da im możność spędzenia, jak było w projekcie, dwóch tygodni nad morzem."

        A co do kwestii zamieszkania po ślubie, to jest tak:
        „I zaczął mówić o tej sprawie, mówił zaś prostym, bezpretensjonalnym językiem, jak przystało na dżentelmena; takiego języka używał pan Knightley nawet wobec kobiety, w której się kochał; długo bił się z myślami, jak prosić, by go poślubiła nie niwecząc spokoju i szczęścia jej ojca. Emma miała gotową odpowiedź od pierwszego słowa: „Póki ojciec żyje, jakakolwiek zmiana stanu jest dla niej niemożliwa. Nigdy go nie opuści”. Tylko część tej odpowiedzi wszakże została uznana za słuszną. Pan Knightley tak samo jak ona czuł, że Emma nie może opuścić ojca; nie chciał jednak się zgodzić, by wszelka inna zmiana miała być nie do przyjęcia. Przemyślał to głęboko, gruntownie, miał zrazu nadzieję, że namówi pana Woodhouse'a na towarzyszenie córce do Donwell; wmawiał sobie, że byłoby to wykonalne, jednakże zbyt dobrze znał pana Woodhouse'a, by długo oszukiwać samego siebie; teraz przyznawał, że w jego przekonaniu podobna przeprowadzka nie poszłaby jej ojcu na zdrowie, a może nawet zagrażałaby jego życiu, czego nie wolno ryzykować. Pan Woodhouse oderwany od Hartfield! Nie, pan Knightley czuł, że nie należy podejmować podobnej próby. Jednakże projekt, który wzniósł na gruzach poprzedniego, nie natrafi, jak ufał, na sprzeciw jego najdroższej Emmy; polega on na tym, aby to jemu udzielono gościny w Hartfield. Aby dopóki szczęście ojca, innymi słowy, życie, wymagało, by Hartfield było nadal jej ogniskiem domowym, stało się ono również jego domem."
        • ginny22 Re: Laura a Emma 11.06.13, 13:04
          Wielkie dzięki, akurat treść ksiązkowej "Emmy" pamiętam najsłabiej. Widzę jednak, że mimo udramatycznienia kwestii zamieszkania w serialu, duch jej pozostał ten sam (tzn. Knightley bierze pod uwagę potrzeby i szczęście Emmy i się do nich dopasowuje).
      • jhbsk Re: Laura a Emma 11.06.13, 11:53
        Mam wrażenie, że chodziło o to, że Elżbieta jako inteligentna osoba nie zniosła by kogoś poniżej swojego poziomu.
        • molly_bloom Re: Laura a Emma 11.06.13, 13:33
          Dokładnie o to chodziło. To było w kontekście odrzucenia przez Elżbietę oświadczyn tępego i zadufanego w sobie pana Collinsa, który to czyn pan Bennet pochwalał.
          • molly_bloom Re: Laura a Emma 11.06.13, 13:34
            Pochwalał odrzucenie, nie oświadczyny :P
          • kindzie Re: Laura a Emma 11.06.13, 14:42
            molly_bloom napisała:

            > Dokładnie o to chodziło. To było w kontekście odrzucenia przez Elżbietę oświadc
            > zyn tępego i zadufanego w sobie pana Collinsa, który to czyn pan Bennet pochwal
            > ał.

            Niezupełnie. To było w kontekście oświadczyn pana Darcy'ego, o którym dotąd pan Bennet miał kiepską opinię. Panu Bennetowi nie tylko chodziło o to, żeby Elżbieta nie związała się z tępym bufonem, ale uważał właśnie, że koniecznym warunkiem jej szczęścia jest to, aby jej mąż nad nią górował. Wyraził to tak: "I know that you could be neither happy nor
            respectable, unless you truly esteemed your husband; unless you looked up to him as a
            superior"
    • lululemon12 Re: Laura a Emma 11.06.13, 11:47
      A czy przypadkiem Knightley nie wyznaje pod koniec, że zakochał się w Emmie, bo znosiła jego ciągłe uwagi i pouczenia jak żadna inna kobieta na świecie? Mogę się mylić, czytałam to dość dawno.
    • meduza7 Re: Laura a Emma 11.06.13, 13:14
      Ja tam nie widzę żadnego podobieństwa pomiędzy akurat Laurą i Emmą (scena z serialu to jednak dość odległe skojarzenie), począwszy od tego, że Emma chciała urządzać życie wszystkim dookoła, wmawiając sobie, że jest świetną swatką - a Laura chciała jedynie urządzić własne.
      Hm, biorąc pod uwagę jej uległość i podporządkowanie Aaadaaammmooowi, przypominałaby raczej... Fanny Price? Ale tylko pod tym względem, bo poza tym to są postaci tak różne, jak tylko można. Właściwie, można by uznać Laurę z czasów przedadamowych za odpowiednik Elżbiety Bennett, podobnie jak ona inteligentną i niezależną, która później, pod magicznym wpływem Złotej Nici, zmieniła się właśnie w Fanny.

      W ogóle dywagacje o podobieństwach bohaterek Musierowicz i Austen mogą być ciekawe :)
      • ginny22 Re: Laura a Emma 11.06.13, 13:45
        > Ja tam nie widzę żadnego podobieństwa pomiędzy akurat Laurą i Emmą (scena z ser
        > ialu to jednak dość odległe skojarzenie), począwszy od tego, że Emma chciała ur
        > ządzać życie wszystkim dookoła, wmawiając sobie, że jest świetną swatką - a Lau
        > ra chciała jedynie urządzić własne.

        Toteż nie porównuję ich charakterów, a jedynie dwie sceny, które mi się skojarzyły. BTW Emma w sobie więcej zdecydowania i życia niż mcdusiowa Laura i to jest z pewnoscią róznica między tymi bohaterkami.
    • guineapigs Re: Laura a Emma 11.06.13, 14:37
      A ja tak z zupełnie innej beczki (jak mawiano w Monty Pythonie) - Austin znam tylko RiR w formie filmu, próbowałam czytac, ale jakos nie moja filizanka herbaty, że tak ujmę z angielska. Ale jestem zachwycona, że taka forme narracji mozna przerobić na tak fajne kino. Pamietam filmową dyskusje o tym, jak pozbawić siostry pieniedzy (nazwisk i imion nie pamietam) i porównuje do prozy - no film jest lepszy (jak mawiała koza, żujac papier).
      Ale co mi się w RiR podoba (co prawda z okolicznosci socjologicznych ówczesnej Anglii jestem kiepska i to bardzo) - to własnie FORMA. Sa jakies reguły, wg. których wypada postepować. I to moze tłamsi, meczy - ale w efekcie jakos pozwala 'zachować twarz'. Młodsza siostra, ta romantyczna, 'poszła za głosem' i naraziła sie na śmieszność i pogardę (chroń mnie Panie od pogardy, kazdy twój wyrok niech sie zisci itp). I tak nie wyszła za ukochanego, i tak wyszła za tego kapitana (typ Robrojka) - i tyle. Dobrze, że nie wyladowała w klasztorze.
      A Eleanor (czy jak tam jej było) wyszła za Hugh Granta, czego i sobie bardzo, bardzo zyczę, nawet nie wiecie jak bardzo. Mysle, że wyjscie za HG rozwiazałoby wszystkie moje problemy, nawet jakby po roku małżęnstwa był rozwód z orzeczeniem mojej winy (pomijam fakt, że nie wyobrażam sobie faktu, ze zdradzam HG z kimkolwiek). I wcale nie chodzi mi o trzymanie w ramionach progenitury HG, a coś innego.
      A teraz niby inaczej? A popatrzcie na porady w serwisach typu 'praca', 'CV' itp. Tak usiadż, tak trzymaj rece, tak mów do podwładnego/przełożonego, takich zwrotów używaj, o ubiorze nie wspomnę. Tyle, że nie narzeczonemu masz się podobać, a tzw. chlebodawcy. A że w pracy spedzasz cały dzień, to na jedno wychodzi.
      • meduza7 Re: Laura a Emma 11.06.13, 15:06
        W filmie to pójście Marianny za głosem serca i w związku z tym narażenie na kompromitację było ciut przerysowane, przypominam sobie jakieś szalone eskapady powozem, których w książce nie było, generalnie - Marianna bardziej żywiołowa, spontaniczna i mająca w nosie opinię. W książce jednak udało jej się uniknąć "dostania się na języki" m. in. przez to, że w kluczowym momencie, na jakimś przyjęciu, na którym spotkała Willoughby'ego z narzeczoną, udało jej się zachować pozory spokoju i towarzyskiej uprzejmości, nie okazała nic z tych uczuć, jakie w niej szalały, ergo: nie miała w nosie opinii.
        W ogóle czytałam gdzieś, że pierwotnie Austen planowała, że Marianna zajdzie z Willoughbym w ciążę - ostatecznie oszczędziła jej tego, zaciążając tylko trzecioplanową postać.
        Swoją drogą, Austen daje nam ciekawy rzut oka na ówczesną podwójną moralność. Kobieta, która złamała zasady, zostaje na zawsze wykluczona z towarzystwa (Maria Bertram z "Mansfield Park"), no chyba, że uda jej się przez szybkie zamążpójście zatuszować skandal (Lidia Bennett). Mężczyzna, który uwodzi cudze żony (Henry Crawford) albo jest posądzany o posiadanie nieślubnego dziecka (pułkownik Brandon) nadal jest dżentelmenem przyjmowanym w towarzystwie i tzw. dobrą partią...
    • verte34 Re: Laura a Emma 24.06.13, 19:53
      Coś w tym jest. Serialu nie znam, natomiast kocham Austen, moja bliźniaczkę zresztą (16. 12). Laura przypomina Emmę niezależnością, rozbuchaną inteligencją i pewną niekonwencjonalnością. Mówię o dawnej, Tygrysiej Laurze. Emma przypomina Laurę współczesną (błe) tym, co można nazwac "poskromieniem złośnicy": pokornym wyjściem za mąż za postać-mentora.
      Mam inny pomysł.
      Czytam po raz 10+ Mansfield Park, właśnie jestem z Fanny w Portsmouth.
      Mrs Price jawi mi się trochę jako Gaba (czy też na odwrót;)): Wyszła za mąż pochopnie za mało wartościowego człowieka, nie "oddziałuje wychowawczo" na swoje dzieci - a ma ich dziewięcioro (nie wiem czy dzisiejsza trójka to jak ówczesna dziewiątka?). Dom zatłoczony, w domu mówiąc oględnie - grzybnia. Gary i sztućce mają brudne - nie ma zmywarki jak u Gaby pre-Imieninowej ;). Aha. Mrs Price kocha tylko synów, córki tak sobie bytują mimochodem :))
      Tyle mi się skojarzyło.
      • galene_ra Re: Laura a Emma 24.06.13, 21:46
        verte34 napisała:

        > Coś w tym jest. Serialu nie znam, natomiast kocham Austen, moja bliźniaczkę zre
        > sztą (16. 12).

        Serial (ten z 2009, bo o nim jest mowa w pierwszym wpisie tego wątku), jest najlepszą jaką widziałam ekranizacją Emmy i można go nabyć za jakieś 20 zł albo obejrzeć na yt. Bardzo polecam.
        www.youtube.com/watch?v=l4bGT0W-45E
        • ginny22 Re: Laura a Emma 24.06.13, 23:43
          Aktualnie to za złotych dziesięć w empiku ;)
      • ginny22 Re: Laura a Emma 24.06.13, 23:45
        > Emma przypomina
        > Laurę współczesną (błe) tym, co można nazwac "poskromieniem złośnicy": pokornym
        > wyjściem za mąż za postać-mentora.

        Nie widzę w tym nic pokornego. Emma, poza tym, Knightleya znała, wiedziała, jaki on jest, co myśli, jak żyje. Znali się dobrze, to nie była złota nić i "Kniiiiiiiiiiiiiiiightley".
        • verte34 Re: Laura a Emma 25.06.13, 21:58
          > Nie widzę w tym nic pokornego.
          No fakt, może nie "pokornie".
          Chciałam przez to powiedzieć że rezygnuje z indywidualizmu, uznaje wyższość pana stworzenia i daje się pouczać. Zostaje upupiona i zuniformizowana, o.
          "Kniiiiiiiiiiiiiiiightley", usłyszałam uszami wyobraźni :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka