piotr7777
12.11.14, 18:04
....pozwolę sobie zacząć.
Otóż pamiętacie jak w Księdze Gości jedna z wielbicielek M. M. nieśmiało zasugerowała, że zachowanie Józefa zakrawa na przemoc. No i M. M. napisała, że skąd, to nie przemoc, bo prawdziwa przemoc to coś innego, czego nigdy czytelniczce nie życzy.
No i prymitywny Igor Bogatka to ma być chyba personifikacja tej prawdziwej przemocy -coś na zasadzie: "pisaliście, że Józef to przemocowiec. No to macie przemoc - czytajcie i zadrżyjcie". Aby jeszcze bardziej uwypuklić ten kontrast autorka podkreśliła na stronie 83, że Dorota widzi u Józefa oprócz dobroci, spokoju etc. także siłę, ale nie agresywną tylko dobrą. Warto podkreślić - jest to ocena osoby obcej (w tym momencie), więc w założeniu obiektywna.
Z kolei przemiana sympatycznej Agaty w namolną kokietkę ma z jednej strony podkreślić trafność zachowania Józefa z pamiętnego Sylwestra, z drugiej ma być potwierdzeniem jego pozytywnej ewolucji - dawny Józef potraktowałby ją jak kolegę z podwórka, czyli ostro powiedział coś w rodzaju "spadaj" albo "odczep się" nowy toleruje zaloty koleżanki, bo wie, że z niewiastami - nawet "niedamami" - tak należy postępować.
I jeszcze dwie dygresje - oczywiście Bogatka przedstawiony jest w sposób zdehumanizowany, ale z zastrzeżeniem, że "to nie była oczywiście jego wina, któż odpowiada za zestaw genów, jaki mu w tej loterii przypadnie" To jednak pewien postęp w stosunku do antropologii z wcześniejszych książek.
A druga dygresja - postaci Józefa dobrze zrobiło to, że w książce nie ma ani jednego jego przemyślenia. Komunikuje się oszczędnie a widziany jest oczami innych - pytanie czy autorka sama doszła do wniosku, że przez monologi wewnętrzne zaszkodziła swojemu ulubieńcowi.
Co Wy na to?