lavanta
24.11.14, 01:01
Cześć i czołem,
nie było mnie tu bardzo długo, dlatego chciałam przywitać się raz jeszcze i bardzo proszę o jelitko i szklane korale na szyję (czy one nie były jakoś potwornie ciężkie, tak swoją drogą?).
Szukałam podobnego wątku i nie udało mi się znaleźć, ale jeśli się powtarzam, to bardzo proszę również o stosowne pouczenie.
Muszę przyznać, że po przeczytaniu "Wnuczki" dominującym uczuciem jest u mnie bezbrzeżny smutek z powodu postaci Ignacego Grzegorza. Nie jestem w stanie zrozumieć, skąd bierze się taka potworna niechęć do tego chłopaka ze strony praktycznie każdej osoby, jaka staje na jego drodze - wliczając w to samą autorkę.
Mnie samą potwornie drażnił jako dziecko-geniusz, kabel i przemądrzały smarkacz faworyzowany przez dziadka, ale jaki problem mają z nim wszyscy teraz? Poszturchiwany, strofowany przez całą rodzinę, która patrzy na niego z politowaniem, włącznie z jego własną, kochającą i wspierającą cały świat, matką, która - jak mi się wydaje po scenie, w której wyobrażała sobie przyszłość Józina - też postawiła na swoim synu krzyżyk.
Cała "miła, ciepła i dobra" Borejcza rodzina nie potrafi dostrzec w nim zalet aż do tego stopnia, że Ignacy - który jako dzieckiem promieniował pewnością siebie - dziś nie jest w stanie nawet doradzić Dorocie, jaki prezent powinna wymyślić dla tajemniczego rycerza, ideała-Józina. On, Ignacy-romantyk, sam mówi, że jego kuzyn byłby w tym lepszy!
Dlaczego nie możemy zobaczyć Ignacego, który np. czuje się jak ryba w wodzie, spotykając się na piwie ze znajomymi ze studiów i rozmawiając z nimi o sztuce? Nie, za każdym razem zostaje nam przedstawiony obraz wiecznie odklejonego chłopca, który nie potrafi odnaleźć się na wsi (skandal), jest wieczną fajtłapą, siada na szerszeniach, rozbija samochody, nie umie złapać równowagi na motorynce, parzy się patelnią i nosi śmieszne ubrania. Po prostu taki rodzinny klaun. Nikt mu nie powie wprost, że spodnie, które wybrał, są idiotyczne, nikt go nie zabierze na parę lekcji prowadzenia samochodu, tylko wszyscy z niego szydzą na boku, ewentualnie mu w milczeniu współczują.
Może przesadzam, nie wiem, ale czy tylko ja postać Ignacego odbieram w ten sposób?