Dodaj do ulubionych

Męczę Feblika

05.12.15, 18:28
Męczę to jest właściwe słowo, gdyż, Jezusie, jakie to nudne jest... A dobrnęłam do połowy. Wykonałam na razie mniej chyba facepalmów niż przy lekturze "Wnusi", ale to jedyny plus. No i tak, apoteozą Gaby, pardon my Klatchian, wymiotuję już na odległość, gdyż ile można ładować nam w gardła gabiną wspaniałość. Przewiduję, że w "Ciotce" po Gabrielę przybędą anieli, zabrać ją żywcem w niebiosa, ale zrezygnują na skutek błagań rodziny, która bez Gabusi żyć nie może.

Nagła przemiana Ignasia - kretyńska, jego ustawiczne wykłady - irytujące do bólu. Jakby jednego ględzącego Ignaca było w Jeżycjadzie mało, teraz mamy dwóch. Pomysł by wysyłać drogi wazon zamiast kurierem siostrą, która mdleje i fatalnie znosi upał idiotyczny nieziemsko.

A, a matka Agi oraz Tekla, łeb sobie swój wiedźmi dam urżnąć, są ripostą na niniejszego forumu narzekania, że Gaba bez sensu przeżywa porzucenie. No to autorka nam teraz pokaże jak się naprawdę przeżywa porzucenie bez sensu, o!

Postacie - wciąż jednowymiarowe. Jak kto dobry, to śliczny, szczupły i do tego esteta, jak kto zły to i talentu malarskiego mu się odmówi, a co. Albo obdaruje się go grubaśną matką, bo grube to złe, wiadomo.

Prawdę mówiąc to zaczęłam przeskakiwać między stronami, bo więcej w tej książce ględzenia, niż czegokolwiek innego. O właśnie, a'propos ględzenia - przemowa Agi w skansenie o wiejskich prostaczkach mdłości indukuje. Jakby jaki dziewiętnastowieczny biały bwana o Murzynach przemawiał, ten sam stosunek. Takie prostaczki, takie ufne, takie naiwne, wow wow.
No nie, zdecydowanie nie szacuneczek z mojej strony. Obrzydliwe poczucie wyższości z autorki wyłazi, gdy tylko pisze o kimś z innej warstwy społecznej. Blah.

Następna scena w której Ignaś i Aga zasypiają w skansenie i budzą się o zmierzchu też kretyńska. Skanseny to są obiekty strzeżone, na litość, to nie tak, że każdy tam się może pętać ile zechce. Są otwarte w określonych godzinach, a po ósmej wieczorem na ogół zamknięte, więc ktoś by tam wcześniej, zamykając i sprzątając obiekt, wpadł i naszą parkę wystawił za bramę.

Podsumowując: Mater Dei, cóż za sakramenckie nudy!
Obserwuj wątek
    • gat45 Re: Męczę Feblika 05.12.15, 20:48
      Ja też jeszcze nie skończyłam - nie pożeram tej lektury, niestety nie. Ale przyznaję, że po zapoznaniu się z większością wyrażonych tutaj opinii, kontakt z tekstem właściwym zaskoczył mnie in puls. Książeczka zdecydowanie mniej nudna niż WdO i zdecydowanie lepsza od McD, ale ta ostatnia to chyba rekord nie do pobicia. Postaci... No cóż. Czytam usiłując sobie jednocześnie wyobrazić, jak bym je odbierała, gdybym o nich nie wiedziała tego, co wiem z poprzednich części. I chyba by zyskały. To znaczy, że autorce chyba się udało złagodzić ich najbardziej denerwujące cechy. Czyżby jednak zastosowała się do własnych rozważań o krytyce konstruktywnej?
      Nieustająco denerwujące za to pozostają dla mnie te niby głębokie komentarze światopoglądowe. Rozumiem, że człowiekowi może się nie podobać kierunek, w jakim świat zmierza od pewnego czasu. Mnie też się nie podoba. Ale przyczyn zła nie dopatrujemy się w tych samych źródłach, pani MM i ja. Cóż, bywa. A może raczej jest tak : ona WIE, jakie to przyczyny, a ja nie jestem w stanie rozplątać tego skomplikowanego supła. I jak zwykle nie wiem, co właściwie czuję w stosunku do osób, które posiadły znajomość prawdy bezwzględnej : podziw czy politowanie? A może i jedno, i drugie z lekką domieszką strachu?
      • sowca Re: Męczę Feblika 05.12.15, 23:36
        Dla mnie w "F" było sporo irytacji, ale nie mogę powiedzieć, żebym tę książkę zmęczyła. Bardzo męczyłam WdO, bardzo, tego wręcz skończyć nie mogłam, ciągnęły się te opisy przyrody, tego ludu prostego a szczerego, tego miejskiego koszmaru i raju na głębokiej wsi. Prawdę mówiąc, ledwo dobrnęłam do końca. Żadna ksiązka z Jeżycjady aż tak mnie nie zmęczyła - McDusia była jedną wielką irytacją, ale jakoś się czytała. WdO - niestrawna.
      • neandertalka Re: Supeł 03.08.18, 13:24
        gat45 napisała:

        > Ja też jeszcze nie skończyłam - nie pożeram tej lektury, niestety nie. Ale przy
        > znaję, że po zapoznaniu się z większością wyrażonych tutaj opinii, kontakt z te
        > kstem właściwym zaskoczył mnie in puls. Książeczka zdecydowanie mniej nudna niż
        > WdO i zdecydowanie lepsza od McD, ale ta ostatnia to chyba rekord nie do pobic
        > ia. Postaci... No cóż. Czytam usiłując sobie jednocześnie wyobrazić, jak bym je
        > odbierała, gdybym o nich nie wiedziała tego, co wiem z poprzednich części. I c
        > hyba by zyskały. To znaczy, że autorce chyba się udało złagodzić ich najbardzie
        > j denerwujące cechy. Czyżby jednak zastosowała się do własnych rozważań o kryty
        > ce konstruktywnej?
        > Nieustająco denerwujące za to pozostają dla mnie te niby głębokie komentarze św
        > iatopoglądowe. Rozumiem, że człowiekowi może się nie podobać kierunek, w jakim
        > świat zmierza od pewnego czasu. Mnie też się nie podoba. Ale przyczyn zła nie d
        > opatrujemy się w tych samych źródłach, pani MM i ja. Cóż, bywa. A może raczej j
        > est tak : ona WIE, jakie to przyczyny, a ja nie jestem w stanie rozplątać tego
        > skomplikowanego supła. I jak zwykle nie wiem, co właściwie czuję w stosunku do
        > osób, które posiadły znajomość prawdy bezwzględnej : podziw czy politowanie? A
        > może i jedno, i drugie z lekką domieszką strachu?

        Gatu, czy w ciągu tych trzech lat coś się u ciebie zmieniło w kwestii rozplątywania supła? Bo mnie się wydaje, że znam główną przyczynę: jest nią fakt, że światem rządzi wyłącznie zasada zysku i że ten zysk dąży do maksymalnej koncentracji. Za tym idzie wszystko inne: lekceważenie standardów środowiskowych i dobra ludzi (choć się nim na okrągło wyciera sobie gębę), błędne koło nadprodukcji i nadkonsumpcji, wielkie wymieranie gatunków, wylesianie, erozja gleb i zatruwanie wód, to, że świat dusi się od śmieci i że cała nasza działalność na tym globie to nieustanne przerabianie Ziemi na odpady... Itd. itd. Oczywiście również wojny. Również skurwienie (pardon) mediów. Dla p. MM przyczyną zła jest zapewne erozja wartości, i to tych Jedynie Słusznych... ale to też zaledwie skutek przyczyny pierwotnej.

        Nb. zastanawia mnie jej gloryfikacja dzieci, macierzyństwa i wielodzietności na tle wszystkich kryzysów, wobec których stoimy, w tym kryzysu związanego z coraz większym naciskiem na środowisko coraz bardziej lawinowo rosnącej w liczbę ludzkości. Właśnie 2 dni temu obchodziliśmy dzień długu ekologicznego - przejedliśmy wszystkie zasoby na ten rok i odtąd żyjemy na koszt przyszłych pokoleń. Z roku na rok dzień długu ekologicznego przypada wcześniej. W którejś z książek (McD?) Ignaś dostaje na Gwiazdkę duże zdjęcie Ziemi robione z Kosmosu i wyznaje, że dla niego ten widok tych miliardów światełek jest krzepiący. A mama Gaba potwierdza, "bo gdyby nie ci wszyscy ludzie, to już by tej Ziemi nie było". No nie... Co za naiwność. We mnie ten obrazek budzi grozę.

        Oczywiście za tą gloryfikacją płodności i mnożenia się stoi katolicki światopogląd - "człowiek koroną Stworzenia" i "rośnijcie i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną". Tylko że myśmy ją już napełnili po brzegi, przelewa się... a do czego prowadzi nakaz "czynienia sobie ziemi poddaną", to właśnie obserwujemy w całej krasie. Tak że (TAK ŻE :-) tego... pragnienie posiadania potomstwa jest w pełni naturalne, właściwe każdej żywej istocie, ale myślę, że dla własnego dobra powinniśmy się raczej zwijać, niż rozwijać. I poprzestać na jednym dziecku, góra dwóch. Odbicie Wiecznej Miłości w dziecięcej twarzyczce można podziwiać również w pojedynczym egzemplarzu. Czy p. MM nie czuje, że właśnie doszliśmy do ściany?
        • ewikk8 Re: Supeł 05.08.18, 11:48
          neandertalka napisał(a):
          Tak że (TAK ŻE :-) tego... pragnienie posiadania potomstw
          > a jest w pełni naturalne, właściwe każdej żywej istocie, ale myślę, że dla włas
          > nego dobra powinniśmy się raczej zwijać, niż rozwijać. I poprzestać na jednym d
          > ziecku, góra dwóch. Odbicie Wiecznej Miłości w dziecięcej twarzyczce można podz
          > iwiać również w pojedynczym egzemplarzu. Czy p. MM nie czuje, że właśnie doszli
          > śmy do ściany?

          Nie, nie czuje. Owszem, wsi spokojna, wsi wesoła - tego mnóstwo. Ale ekologii to za wiele nie ma w Jeżycjadzie.
          Co więcej, ja poważnie podejrzewam, że ta Wieczna Miłość w dziecięcej twarzyczce to mocno na wyrost... Popatrzmy, jak te dzieci faktycznie są traktowane? Ignacy raczy córki codzienną porcją łaciny, zamiast jednak zatroszczyć się, aby ta czekolada w domu raz na jakiś czas się pojawiła. Gaba pozwala maltretować synka. Idą podrzuca to tu, to tam.
    • misterni Barczysty Ignaś Borejko? 06.12.15, 00:26
      ;)
      Kiedy on barczysty się zrobił? We WdO jeszcze chudy i wąski w ramionach był ;). Podobna skucha była w poprzedniej części, gdy nagle, po latach się okazało, że Marek Pałys jest wysoki. ;) A wszak w dniu ślubu Idunia mogła mu swobodnie na czubek głowy napluć, gdyby założyła bodaj kilkucentymetrowy obcas ;).
      Poza tym zgadzam się, z Idy zrobili jakiegoś potwora wiecznie ględzącego, a pochwała Gaby, oczywiście w opozycji do całego zepsutego świata, nie do zniesienia.
      I coraz bardziej irytujący dziadkowie Borejkowie - testująca grami nieszczęśników pojawiających się w tej idealnej rodzince Mila, dziadek patrzący z wyższością na każdego, kto nie sypie sentencjami łacińskimi jak z rękawa ;).
      No i zauważyłam, że autorce zdarzają się coraz częściej błędy, a raczej niezręczności stylistyczne.
    • meapulpa Re: Męczę Feblika 06.12.15, 12:02
      A ja się przyznam, że wczoraj kupiłam i przeczytałam. I jakaż to była ulga, że "Feblik" okazał się w miarę znośny! Na pewno lepszy od WnO, a już na pewno od McHorrorusi. Czasem demonizujemy za bardzo na tym forum, pomne wcześniejszych wpadek Ałtorki. Ale "Feblik"? No, całkiem przyjemne zaskoczenie!
      Czasem przypomina mi NiN (rozmowy przy księżycu o miłości, tęsknocie, porzuceniu); a ostatnia scena z udziałem starego Borejszy: jego reakcja na przybycie IGS jest taka jak zawsze, gdy do jego starszych córek przychodził absztyfikant (także zmiana! wreszcie zmiana!).
      • tt-tka Re: Męczę Feblika 06.12.15, 12:29
        Nie mieszajcie, Meapulpo, Borejszy do bachoriady. Co by o Borejszy nie powiedziec, gleda ni ramolem nie byl. W przeciwienstwie do Borejki.
        Swoja droga te pomylki w nazwiskach, coraz czestsze, mialyzby znaczyc, ze juz nam wszystko jedno, who is who ? :-)
        • meapulpa Re: Męczę Feblika 06.12.15, 15:59
          Jakoś tak się u mnie utarło (tj. od kiedy Jeżycjada zaczęła mnie drażnić), że na Borejkę mówię: Borejsza. Tym samym oddzielam sobie dla własnego użytku dwie postaci: sympatycznego Ignacego Borejkę (do tomu "Imieniny") oraz starego ględę, obrońcę cnót niewieścich oraz intelektualnego snoba: starego Borejszę.
          Nie wpadłam na to, że mogę tym kalać nazwisko Jerzego Borejszy! Kajam się, i postanawiam poprawę.
          • tt-tka Re: Męczę Feblika 06.12.15, 18:22
            Nie sadze, by Jerzy Borejsza poczul sie skalany :-)
            Zastanowilo mnie, bo tych pomylek sporo sie porobilo - oprocz twojej i tej powyzej juz tu kiedys ojczymostwo Grzesia w stosunku do Laury przypisano Markowi, i Fryc szedl umowic swoj slub z Zaba (siostra) zamiast z Roza, i inne tez byly, tylko akurat sobie nie przypominam.

            Albo zmeczenie/znudzenie, albo... tfu, same frojdowskie swinstwa mi po glowie chodza !
    • trayi Wiśniowe kolczyki 07.12.15, 03:10
      Czas akcji to sierpień, więc raczej rzeczywiście chodzi o wiśnie.

      Ale kolczyki? Kolczyki robiło się z czereśni, ponieważ zrywa się je z drzew z tymi łodyżkami, które są wiotkie i długie, wiśnie raczej zrywa się bez tego. Rzadko zdarzy się wiśnia z łodyżką (nie wiem, jak się to fachowo nazywa), a już na pewno niezwykle rzadko występują podwójne wiśnie - z treści wynika, że założyła na oboje uszu, więc nawet znalazła dwie podwójne. Ale może jest jakaś odmiana wiśni, którą zrywa się z łodyżkami?

      Nie wiem. Jakoś mi to zazgrzytało. Jestem dopiero na 33 stronie, więc zobaczymy.
      • neandertalka Re: Wiśniowe kolczyki 03.08.18, 12:46
        trayi napisała:

        > Czas akcji to sierpień, więc raczej rzeczywiście chodzi o wiśnie.
        >
        > Ale kolczyki? Kolczyki robiło się z czereśni, ponieważ zrywa się je z drzew z t
        > ymi łodyżkami, które są wiotkie i długie, wiśnie raczej zrywa się bez tego. Rza
        > dko zdarzy się wiśnia z łodyżką (nie wiem, jak się to fachowo nazywa), a już na
        > pewno niezwykle rzadko występują podwójne wiśnie - z treści wynika, że założył
        > a na oboje uszu, więc nawet znalazła dwie podwójne. Ale może jest jakaś odmiana
        > wiśni, którą zrywa się z łodyżkami?
        >
        > Nie wiem. Jakoś mi to zazgrzytało. Jestem dopiero na 33 stronie, więc zobaczymy.

        Ależ są wiśnie z łodyżkami (szypułkami?) i po dwie, są, a jakże. Zwłaszcza kiedy zrywamy własnoręcznie, ale i na straganach się takie znajduje. To miękki owoc i z szypułką mniej podlega zgnieceniu w trakcie transportu.
        • iwoniaw Re: Wiśniowe kolczyki 03.08.18, 14:39
          To ja podobnie jak poprzedniczka - w życiu nie widziałam wiśni z ogonkami w sprzedaży. Zawsze i te rwane osobiście też zbierało się "na czysto". Nie wiem dlaczego, czy to cecha odmiany? W przeciwieństwie do czereśni, które jak najbardziej z ogonkami właśnie się zrywają i tak są sprzedawane.

          ("Miękkość" owocu nie jest argumentem, dojrzałe maliny też się zrywają "na czysto", a przecież miękkie)
          • neandertalka Re: Wiśniowe kolczyki 03.08.18, 15:44
            iwoniaw napisała:

            > To ja podobnie jak poprzedniczka - w życiu nie widziałam wiśni z ogonkami w spr
            > zedaży. Zawsze i te rwane osobiście też zbierało się "na czysto". Nie wiem dlac
            > zego, czy to cecha odmiany? W przeciwieństwie do czereśni, które jak najbardzie
            > j z ogonkami właśnie się zrywają i tak są sprzedawane.
            >
            > ("Miękkość" owocu nie jest argumentem, dojrzałe maliny też się zrywają "na czys
            > to", a przecież miękkie)

            To prawda, ale maliny zdejmuje się z szypułek nieuszkodzone, a przy odrywaniu wiśni czy czereśni ogonka nierzadko leciutko uszkadza się owoc. Ale faktycznie, bywają zrywane tak i tak, i częściej w handlu są te bez ogonków - właśnie przed chwilą takie widziałam w budce :-) Niewykluczone, że faktycznie chodzi o gatunek, bo tego roku, jakoś w czerwcu czy na przełomie czerwca i lipca widywałam na straganach te wcześniejsze - z ogonkami. Przynajmniej spora część je miała.
            >
            >
    • neandertalka Re: Męczę Feblika 04.08.18, 10:20
      Przenoszę mój niedawny wpis na koniec wątku, bo się obawiam, że w środku pozostaje niezauważony. A zależy mi, żeby został przeczytany, a może i skomentowany. Moderację proszę o usunięcie wpisu pierwotnego o tej samej treści w środku wątku, pt. Supeł (neandertalka 03.08.18, 13:24)

      gat45 napisała:

      > Ja też jeszcze nie skończyłam - nie pożeram tej lektury, niestety nie. Ale przy
      > znaję, że po zapoznaniu się z większością wyrażonych tutaj opinii, kontakt z te
      > kstem właściwym zaskoczył mnie in puls. Książeczka zdecydowanie mniej nudna niż
      > WdO i zdecydowanie lepsza od McD, ale ta ostatnia to chyba rekord nie do pobic
      > ia. Postaci... No cóż. Czytam usiłując sobie jednocześnie wyobrazić, jak bym je
      > odbierała, gdybym o nich nie wiedziała tego, co wiem z poprzednich części. I c
      > hyba by zyskały. To znaczy, że autorce chyba się udało złagodzić ich najbardzie
      > j denerwujące cechy. Czyżby jednak zastosowała się do własnych rozważań o kryty
      > ce konstruktywnej?
      > Nieustająco denerwujące za to pozostają dla mnie te niby głębokie komentarze św
      > iatopoglądowe. Rozumiem, że człowiekowi może się nie podobać kierunek, w jakim
      > świat zmierza od pewnego czasu. Mnie też się nie podoba. Ale przyczyn zła nie d
      > opatrujemy się w tych samych źródłach, pani MM i ja. Cóż, bywa. A może raczej j
      > est tak : ona WIE, jakie to przyczyny, a ja nie jestem w stanie rozplątać tego
      > skomplikowanego supła. I jak zwykle nie wiem, co właściwie czuję w stosunku do
      > osób, które posiadły znajomość prawdy bezwzględnej : podziw czy politowanie? A
      > może i jedno, i drugie z lekką domieszką strachu?

      Gatu, czy w ciągu tych trzech lat coś się u ciebie zmieniło w kwestii rozplątywania supła? Bo mnie się wydaje, że znam główną przyczynę: jest nią fakt, że światem rządzi wyłącznie zasada zysku i że ten zysk dąży do maksymalnej koncentracji. Za tym idzie wszystko inne: lekceważenie standardów środowiskowych i dobra ludzi (choć się nim na okrągło wyciera sobie gębę), błędne koło nadprodukcji i nadkonsumpcji, wielkie wymieranie gatunków, wylesianie, erozja gleb i zatruwanie wód, to, że świat dusi się od śmieci i że cała nasza działalność na tym globie to nieustanne przerabianie Ziemi na odpady, hodowla przemysłowa i niewyobrażalne cierpienie zwierząt... Itd. itd. Oczywiście również wojny. Również skurwienie (pardon) mediów. Dla p. MM przyczyną zła jest zapewne erozja wartości, i to tych Jedynie Słusznych... ale to też zaledwie skutek przyczyny pierwotnej.

      Nb. zastanawia mnie jej gloryfikacja dzieci, macierzyństwa i wielodzietności na tle wszystkich kryzysów, wobec których stoimy, w tym kryzysu związanego z coraz większym naciskiem na środowisko coraz bardziej lawinowo rosnącej w liczbę ludzkości. Właśnie 2 dni temu obchodziliśmy dzień długu ekologicznego - przejedliśmy wszystkie zasoby na ten rok i odtąd żyjemy na koszt przyszłych pokoleń. Z roku na rok dzień długu ekologicznego przypada wcześniej... W którejś z książek (McD?) Ignaś dostaje na Gwiazdkę duże zdjęcie Ziemi robione z Kosmosu i wyznaje, że dla niego ten widok tych miliardów światełek jest krzepiący. A mama Gaba potwierdza, "bo gdyby nie ci wszyscy ludzie, to już by tej Ziemi nie było". No nie... Co za naiwność. We mnie ten obrazek budzi grozę.

      Oczywiście za tą gloryfikacją płodności i mnożenia się stoi katolicki światopogląd - "człowiek koroną Stworzenia" i "rośnijcie i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną". Tylko że myśmy ją już napełnili po brzegi, przelewa się... a do czego prowadzi nakaz "czynienia sobie ziemi poddaną", to właśnie obserwujemy w całej krasie. Tak że (TAK ŻE :-) tego... pragnienie posiadania potomstwa jest w pełni naturalne, właściwe każdej żywej istocie, ale myślę, że dla własnego dobra powinniśmy się raczej zwijać, niż rozwijać. I poprzestać na jednym dziecku, góra dwóch. Odbicie Wiecznej Miłości w dziecięcej twarzyczce można podziwiać również w pojedynczym egzemplarzu. I spełniać się rodzicielsko. Czy p. MM nie czuje, że właśnie doszliśmy do ściany?
      • potworia Re: Męczę Feblika 04.08.18, 12:09
        neandertalka napisał(a):
        Bo mnie się wydaje, że znam główną przyczynę: jest nią fakt, że świ
        > atem rządzi wyłącznie zasada zysku i że ten zysk dąży do maksymalnej koncentrac
        > ji.

        Zgoda. Zasada maksymalizacji zysków i wynikające z niej przepastne nierówności to praprzyczyną większości nękających współczesność patologii - zagrożeń - konfliktów.

        >
        > Nb. zastanawia mnie jej gloryfikacja dzieci, macierzyństwa i wielodzietności na
        > tle wszystkich kryzysów, wobec których stoimy,


        Nie wiem... Dzietności owszem, ale czy wielodzietności?


        Żadna sióstr B. nie przekroczyła magicznej trójki, czy to już wielodzietność? Tradycyjne Wartości (bo to one są, moim zdaniem gloryfikowanie w J.) można z powodzeniem uprawiać w ramach modelu 2+1.

        W którejś z książek
        > (McD?) Ignaś dostaje na Gwiazdkę duże zdjęcie Ziemi robione z Kosmosu i wyznaje
        > , że dla niego ten widok tych miliardów światełek jest krzepiący. A mama Gaba p
        > otwierdza, "bo gdyby nie ci wszyscy ludzie, to już by tej Ziemi nie było". No n
        > ie... Co za naiwność. We mnie ten obrazek budzi grozę.
        >

        Tak, pamiętam, koszmarna scena (w sensie jakości literackiej i walenia Przekazu łopatami do czytelniczych główek). Rymuje się z resztą z Niemenem w taksówce i Wyspiańskim, maltretowanym przez Luśkę. Wg mnie to ślad jakiegoś postsmoleńskiego wątku, który w McD był i został finalnie amputowany. Ale to wyłącznie moja hipoteza krytyczna;-)

        > Oczywiście za tą gloryfikacją płodności i mnożenia się stoi katolicki światopog
        > ląd - "człowiek koroną Stworzenia" i "rośnijcie i napełniajcie ziemię, i czyńci
        > e ją sobie poddaną".


        Jednocześnie, żeby być sprawiedliwym, w książkach MM widać niekłamany szacunek i wrażliwość na przyrodę, pochwałę umiaru i - niebezpośrednio - "zrównoważonego rozwoju".

        Tylko że myśmy ją już napełnili po brzegi, przelewa się...
        > a do czego prowadzi nakaz "czynienia sobie ziemi poddaną", to właśnie obserwuj
        > emy w całej krasie. Tak że (TAK ŻE :-) tego... pragnienie posiadania potomstwa
        > jest w pełni naturalne, właściwe każdej żywej istocie, ale myślę, że dla własne
        > go dobra powinniśmy się raczej zwijać, niż rozwijać. I poprzestać na jednym dzi
        > ecku, góra dwóch. Odbicie Wiecznej Miłości w dziecięcej twarzyczce można podziw
        > iać również w pojedynczym egzemplarzu. I spełniać się rodzicielsko. Czy p. MM n
        > ie czuje, że właśnie doszliśmy do ściany?

        A może MM wyznaje pogląd Ghandiego - ziemia jest dość bogata i obszerna, żeby zaspokoić potrzeby wszystkich ludzi, ale nie dość, żeby zaspokoić ich chciwość?
        • neandertalka Re: Męczę Feblika 04.08.18, 15:04
          Cieszę się, potworio, że się ze mną generalnie zgadzasz w kwestii diagnozy. A teraz troszkę dyskusji :-)

          potworia napisał(a):

          neandertalka napisał(a):
          > > Nb. zastanawia mnie jej gloryfikacja dzieci, macierzyństwa i wielodzietno
          > ści na
          > > tle wszystkich kryzysów, wobec których stoimy,

          > Nie wiem... Dzietności owszem, ale czy wielodzietności?
          > Żadna sióstr B. nie przekroczyła magicznej trójki, czy to już wielodzietność?
          > Tradycyjne Wartości (bo to one są, moim zdaniem gloryfikowanie w J.) można z >powodzeniem uprawiać w ramach modelu 2+1.


          Naturalnie, można. Ale jakoś model 2+1 praktycznie nie występuje w J (no chyba że komuś małżonka zeszła przed czasem, ale to los, nie wybór, zresztą i Robrojek, i Grzegorz nadrabiają ten niedostatek w kolejnych małżeństwach). Prawdę mówiąc, do tego, co w książkach, dodaję też to, co MM pisze w KG. A tam kult dziecka i zachęta do miecia dzieci (im więcej, tym lepiej) wali po oczach. Czy trójka to wielodzietność? Różnie można ją interpretować, ale moim zdaniem w dzisiejszych przeludnionych czasach - tak. 2+3 oznacza nie wymienialność pokoleń, a dalszy wzrost, a na ograniczonej Ziemi z ograniczonymi zasobami nieograniczony wzrost jest niemożliwy, również w sensie liczebności.


          > > Oczywiście za tą gloryfikacją płodności i mnożenia się stoi katolicki światopogląd - "człowiek koroną Stworzenia" i "rośnijcie i napełniajcie ziemię, i
          > czyńcie ją sobie poddaną".

          > Jednocześnie, żeby być sprawiedliwym, w książkach MM widać niekłamany szacunek
          > i wrażliwość na przyrodę, pochwałę umiaru i - niebezpośrednio - "zrównoważonego
          > rozwoju".
          >

          To prawda, przyznaję i doceniam. Zresztą to m.in. za tę postawę i za "opisy przyrody" mimo wszystko ją lubię :-) Zarazem jednak autorka zdaje się nie dostrzegać, że katastroficzny wzrost ludzkiej populacji jest dla przyrody (a pośrednio i dla samej ludzkości) wielkim zagrożeniem. Zwłaszcza że sapiens rządzi się na planecie tak, jak się rządzi.

          > Tylko że myśmy ją już napełnili po brzegi, przelewa się...
          > > a do czego prowadzi nakaz "czynienia sobie ziemi poddaną", to właśnie ob
          > serwuj
          > > emy w całej krasie. Tak że (TAK ŻE :-) tego... pragnienie posiadania poto
          > mstwa
          > > jest w pełni naturalne, właściwe każdej żywej istocie, ale myślę, że dla
          > własne
          > > go dobra powinniśmy się raczej zwijać, niż rozwijać. I poprzestać na jedn
          > ym dzi
          > > ecku, góra dwóch. Odbicie Wiecznej Miłości w dziecięcej twarzyczce można
          > podziw
          > > iać również w pojedynczym egzemplarzu. I spełniać się rodzicielsko. Czy p
          > . MM n
          > > ie czuje, że właśnie doszliśmy do ściany?
          >
          > A może MM wyznaje pogląd Ghandiego - ziemia jest dość bogata i obszerna, żeby
          > zaspokoić potrzeby wszystkich ludzi, ale nie dość, żeby zaspokoić ich chciwość?

          Cóż, celne. Dzięki za przytoczenie. Oczywiście, nawet dziś, przy tych blisko 8 miliardach, gdyby 1) zmienić wielkoprzemysłowy, wielkoobszarowy, zchemizowany model rolnictwa na taki, który współdziałałby z glebą, zamiast z nią walczyć 2) skasować hodowlę przemysłową i przejść - jako ludzkość - na odżywianie się roślinami; 3) odejść od rozpaczliwego wydzierania ziemi kurczących się resztek paliw kopalnych i przejść na odnawialne źródła energii, przy równoczesnej współpracy transgranicznej 4) zakazać produkcji plastiku 5) zmienić model transportu - z samochodowego na zbiorowy, zwłaszcza kolejowy 6) itd. itd. - to pewnie dalibyśmy radę. No, ale na nic takiego się nie zanosi w skali masowej, choć są środowiska, które usilnie o to walczą - na poziomie i konsumenckim, i politycznym. W tej sytuacji wzrost populacji oznacza wzrost problemów i zaostrzanie się tych wszystkich kryzysów, które już teraz nas dręczą. (Jasne, chciwość stoi za tym wszystkim - chciwość korporacji i chciwość konsumentów, umiejętnie rozbudzana i podsycana.)

          Po drugie - Gandhi wypowiadał się o świecie takim, na jakim wtedy żył. Na początku jego życia ludność świata liczyła 1 milion 200 tysięcy, pod koniec - 2 miliony 500 tysięcy. Dziś, po upływie 70 lat od jego śmierci liczy prawie 8 miliardów. Tempo przyrostu rośnie, a wraz z nim tempo wyczerpywania się zasobów. Myślę, że gdyby Gandhi żył dzisiaj, mógłby skorygować swoje stanowisko co do nieograniczonych możliwości Ziemi. Z całym szacunkiem - dla Gandhiego i dla ciebie :-)

          • tt-tka Re: Męczę Feblika 04.08.18, 15:23
            Podlacze sie juz bez cytowania :)

            apoteoza macierzynstwa - zdecydowania, a co gorsza bez warunkow i zastrzezen :(
            malo- czy wielodzietni, posiadanie dziecka powinno byc decyzja, nie wypadkiem, decyzja konsekwentnie wykonywana. Jak sie ma dziecko bez pomyslu, srodkow i czasu na jego wychowywanie, ma sie je tylko po to, by podrzucac komu sie da, to niestety jest to skrajna nieodpowiedzialnosc, przez aitorke kompletnie niedostrzegana badz lekcewazona.

            Co do ideolo Mahatmy, nalezaloby zaczac od przedefiniowania potrzeb - kubek mleka moze wystarczyc do przezycia, ale juz niekoniecznie do dobrego wykonywania pracy wymagajacej wysilku fizycznego badz umyslowego. Oraz lanie godzinami wody w lazience/dwoch lazienkach z pewnoscia nie sprzyja temu, by zasobow matki ziemi starczylo dla wszystkich, ale o tym nikt w jezycjadzie nie mysli. Troska o swiat skonczyla sie na nerwusowych nenufarach.

            PS tez sadze, ze Gandhi dzis wyrazalby sie ogledniej o mozliwosciach wykarmienia wszystkich mieszkancow ziemi (tudziez ulokowania pod dachem, ubrania, ogrzania, leczenia itp)
            • potworia Re: Męczę Feblika 04.08.18, 20:33
              Pogląd Gandhiego wyznaje również (choć nie przytacza go dosłownie) Martin Caparros, autor "Głodu", książki będącej obszerną, wielopłaszczyznową monografią tytulowego zjawiska. Caparros pisze z jawnie zadeklarowanej perspektywy ideologicznej (wiele osób odrzuca jego pracę jako "lewacką propagandę") , ale faktów i statystyk nam nie skąpi. A ich wymowa i wnioski są oczywiste: nigeryjska rodzina z dziesięciorgiem dzieci kosztuje planetę mniej niż australijska rodzina z dwojgiem. Nawet jeśli ta ostatnia składa się z segregujacych odpady wegan. Nie liczebność gatunku jest problemem ale jego modus operandi.
              To w całkowitym abstrachuju od Jeżycjady, w której próżno szukać jakiejś pogłębionej refleksji na tematy globalne;-)
              • tt-tka Re: Męczę Feblika 04.08.18, 21:44
                Ba, rzecz w tym, ze ludzkosc trzeba nie tylko wyzywic (byc moze na to zasoby wystarcza, mam na mysli dzisiejsza wydolnosc produkcji zywnosci i liczbe ludnosci), ale i przyodziac, leczyc, ksztalcic, zatrudnic... a mamy tez strefy klimatyczne inne niz w Nigerii czy Indiach. Niektorych dogrzac trzeba.
                Oraz - wzrastajaca coraz szybciej ilosc spozywcow kiepsko wrozy. Mozliwosci surowcowe nie sa nieograniczone.
                • potworia Re: Męczę Feblika 04.08.18, 22:20
                  Teza Caparrosa jest taka, że kontrolowany (!) przyrost demograficzny byłby w skali globalnej absolutnie do udźwignięcia, gdyby całkowicie przemodelować sposób gospodarowania zasobami. W trybie obecnym jesteśmy na równi pochyłej, skąd widać dno. A może już spadamy, kto wie.
                  Przyznam, ze w jakimś stopniu mnie to przekonuje. Przyodziewek, leczenie i kształcenie jednych w świecie idealnym oznacza zatrudnienie drugich. W tym samym świecie idealnym słońce Sahary mogłoby z powodzeniem ogrzać mieszkańców syberyjskiej tajgi (nie, nie mam na myśli łosiów:-). Technologicznie wykonalne, co innego stoi na przeszkodzie i nie jest to przeludnienie. Zwłaszcza, że w przypadku mieszkańców bogatej Północy, a do nich się trochę awansem zaliczamy, problem jest, przyznajmy, nieco abstrakcyjny.



              • neandertalka Re: Męczę Feblika 05.08.18, 00:12
                potworia napisał(a):

                > Pogląd Gandhiego wyznaje również (choć nie przytacza go dosłownie) Martin Capar
                > ros, autor "Głodu", książki będącej obszerną, wielopłaszczyznową monografią tyt
                > ulowego zjawiska. Caparros pisze z jawnie zadeklarowanej perspektywy ideologicz
                > nej (wiele osób odrzuca jego pracę jako "lewacką propagandę") , ale faktów i st
                > atystyk nam nie skąpi. A ich wymowa i wnioski są oczywiste: nigeryjska rodzina
                > z dziesięciorgiem dzieci kosztuje planetę mniej niż australijska rodzina z dwo
                > jgiem. Nawet jeśli ta ostatnia składa się z segregujacych odpady wegan. Nie lic
                > zebność gatunku jest problemem ale jego modus operandi.
                > To w całkowitym abstrachuju od Jeżycjady, w której próżno szukać jakiejś pogłęb
                > ionej refleksji na tematy globalne;-)

                Abstrachuj! Co za urocze slowo, przyswajam je sobie :-D :-D

                Ad rem: któż z bogatego (tzn. także naszego) świata zechce odrzucić dzisiejszy modus operandi i żyć jak nigeryjska rodzina? Przykro mi, nikt. Przeciwnie, to biedne Południe robi co może, żeby dochrapać się naszego poziomu i mieć te wszystkie samochody, smartfony, komfort cieplny i inne dobra, i ten cały pierdylion gadżetów, który nas nieustannie otacza. I trudno im się dziwić.
            • neandertalka Re: Męczę Feblika 05.08.18, 00:18
              tt-tka napisała:

              Oraz lanie godzinami wody
              > w lazience/dwoch lazienkach z pewnoscia nie sprzyja temu, by zasobow matki ziem
              > i starczylo dla wszystkich, ale o tym nikt w jezycjadzie nie mysli. Troska o sw
              > iat skonczyla sie na nerwusowych nenufarach.

              Właśnie! Czy tej Agnieszce nie przyszło do głowy, ile ona wody zużywa bezpowrotnie na to nieustanne mycie i kąpiele? To jakaś obsesja. To się leczy (choć z trudem, niestety).
              • jottka Re: Męczę Feblika 05.08.18, 09:59
                czytałyście "Jeść przyzwoicie" Karen Duve? Czarne wydało ze 2 lata temu, niemiecka reżyserka i pisarka (u nas to jej jedyny tłumaczony tekst i do tego non-fiction) - przez rok żyła na kolejnych dietach/ stylach życia, od bio przez wegetarianizm, weganizm i jakieś skrajne modele. bardzo sensownie i zabawnie przy okazji opisane wrażenia plus właśnie refleksja, co możemy zrobić nawet w małej skali. a na co nie powinniśmy się godzić w dużej.
                • neandertalka Re: Męczę Feblika 05.08.18, 23:32
                  Padły przy okazji ciekawe propozycje lektur, dziękuję :-) A żeby wrócić do tematu praprzyczyny tego całego bajzlu: możliwe, że sięga ona jeszcze głębiej. Kto z was czytał "Farba znaczy krew" Zenona Kruczyńskiego? To książka o myślistwie, ale zawiera m. in. rozmowę z W. Eichelbergerem, b. ciekawą. Główna teza jest taka: na jakimś etapie swojej ewolucji oddzieliliśmy się od świata przyrody, z którym pierwotnie stanowiliśmy jedność, podobnie jak wszystkie żywe istoty. Oddzieleni, pragniemy przywrócić tę utraconą więź, i robimy to na rozmaite sposoby, np. poprzez usiłowanie zapanowania nad przyrodą. Zabijanie na polowaniu to jeden z przejawów. Poprzez nałogi (myślistwo W.E. do nich zalicza). Myślę, że to dążenie do maksymalizacji zysku, źródło wszelkich dzisiejszych kryzysów, też można uznać za przejaw tendencji do panowania nad przyrodą, czyli nad światem (nie pamiętam, czy wymieniony w książce), które ma zrekompensować utraconą więź.

                  Od siebie dodam, że tak właśnie widzę religie. Dla mnie nie są one postępem, są regresem w stosunku do pierwotnej jedności z siłami przyrody i ich ubóstwienia. Znakiem oddzielenia. Z całym szacunkiem dla wierzących.

                  • zla.m Re: Męczę Feblika 09.08.18, 13:29
                    A dla mnie ubóstwianie sił przyrody niczym (poza obiektem) nie różni się od ubóstwiania pana z brodą na chmurce. Jesteśmy przyrody częścią, czy tego chcemy, czy nie - i powinniśmy świetnie wiedzieć, że nie ma w niej nic do ubóstwiania. Jest walka o przeżycie, często kosztem innego. Nie, nie twierdzę że to wada. To cecha. Trzeba ją wziąć na klatę. I owszem, gatunek ludzki należy powstrzymać w ekspansji, zgadzam się jak najbardziej. Nie mogę jednak potępić pojedynczego mieszkańca nigeryjskiej wioski, że próbuje polepszyć sobie byt, kupuje dzieciom komputery itp. Osobiście stawiałabym na ograniczenie dzietności, ale by to osiągnąć szybko, trzeba by wprowadzić jakąś formę przymusu.
                    • jottka Re: Męczę Feblika 09.08.18, 19:47
                      z tego, co pamiętam, wystarczy edukacja kobiet, w sensie szkolnym, nie antykoncepcyjnym, żeby osiągnąć relatywnie szybko rezultaty. jest jakaś stwierdzona już dawno zależność, że każdy rok w szkole przekłada się na spadek liczby potomstwa, bo rośnie samodzielność delikwentek. stąd też nic dziwnego, że religie tradycyjne, czyt. patriarchalne, tak zażarcie walczą o trzymanie kobiet w domu...
                    • marutax Re: Męczę Feblika 09.08.18, 20:38
                      zla.m napisała:

                      > Osobiście stawiałabym na ograniczenie dzietności, ale by to osiąg
                      > nąć szybko, trzeba by wprowadzić jakąś formę przymusu.

                      Do tego nie dojdzie, bo w krajach "rozwiniętych" jest to kwestia ekonomii. Ludzie mogą zgadzać się, że przeludnienie to problem, ale w momencie, gdy usłyszą, że w przypadku zmniejszenia przyrostu naturalnego nie dostaną w ogóle emerytur, ich zgoda stanie się czysto teoretyczna. Trzeba by zmienić funkcjonowanie całego społeczeństwa. Zwłaszcza, że w przypadku narzucenia modelu 2+1 ludzkość stanie w obliczu kolejnego problemu: starsze pokolenia będą o wiele liczniejsze od młodszych. Nie będzie możliwości zapewnienia im opieki. Grupa nieproduktywna będzie procentowo o wiele liczniejsza niż obecnie. I tym podobne. Może rozwiązaniem, które pozwoliłoby takiemu modelowi funkcjonować, będzie automatyzacja? Bo po drugiej "ciemnej" stronie jest przymusowa eutanazja...
                    • potworia Re: Męczę Feblika 10.08.18, 09:35
                      zla.m napisała:

                      > Nie mogę jednak potępić pojedynczego mi
                      > eszkańca nigeryjskiej wioski, że próbuje polepszyć sobie byt, kupuje dzieciom k
                      > omputery itp.


                      Problem w tym, że mieszkaniec owej wioski często nie jest w stanie zapewnić swoim dzieciom codziennej miski sorgo i pitnej wody (czasem też ratującej życie dawki antybiotyku za dwa dolary), a jedynym sposobem poprawienia sobie bytu jest straceńcza próba sforsowania Morza Śródziemnego.
                      A po drugiej stronie Europejczycy stawiają patrole z bronią automatyczną, albo humanitarnie odsyłają delikwenta, gdzie jego miejsce.


                      >
                      >
                      • neandertalka Re: Męczę Feblika 10.08.18, 12:19
                        potworia napisał(a):

                        > zla.m napisała:
                        > > Nie mogę jednak potępić pojedynczego mieszkańca nigeryjskiej wioski, że próbuje polepszyć sobie byt, kupuje dzieciom komputery itp.
                        >
                        > Problem w tym, że mieszkaniec owej wioski często nie jest w stanie zapewnić swo
                        > im dzieciom codziennej miski sorgo i pitnej wody (czasem też ratującej życie da
                        > wki antybiotyku za dwa dolary), a jedynym sposobem poprawienia sobie bytu jest
                        > straceńcza próba sforsowania Morza Śródziemnego.
                        > A po drugiej stronie Europejczycy stawiają patrole z bronią automatyczną, albo
                        > humanitarnie odsyłają delikwenta, gdzie jego miejsce.

                        Otóż to.

                        Ja zresztą tego, że gdzieś tam w tyle (albo i z przodu) głowy ów ratujący życie mieszkaniec nigeryjskiej wioski ma - jako stan docelowy - obraz dobrego życia wylansowany przez bogatą Północ, też wcale nie potępiam. Co tu można potępiać.

                        Tyle że tego modelu życia, jeśli miałby się rozszerzyć z Europy i Ameryki na resztę świata, planeta nie udźwignie. Już teraz nie jest w stanie udźwignąć. Klincz.

                        marutax: "Ludzie mogą zgadzać się, że przeludnienie to problem, ale w momencie, gdy usłyszą, że w przypadku zmniejszenia przyrostu naturalnego nie dostaną w ogóle emerytur, ich zgoda stanie się czysto teoretyczna. Trzeba by zmienić funkcjonowanie całego społeczeństwa."

                        Oj, trzeba by. I to społeczeństwa globalnego. Bo idąc dalej tropem "kto będzie pracował na nasze emerytury", dochodzimy natychmiast do pytania "kto będzie pracował na emerytury naszych dzieci, wnuków i prawnuków". Znaczy, każde pokolenie wstępujące ma być odpowiednio liczniejsze od zstępującego? Gdy już obecne zderza się z granicami ziemi, wody, powietrza, zasobów? Ten model działał, gdy było nas mało, nie teraz.

                        W tej sytuacji radosne lansowanie przez MM postawy "mnóżmy się, bo przez to dotykamy Tajemnicy, a im więcej dotykamy, tym lepiej, a poza tym niemowlęta mają piąsteczki i ślicznie pachną" uważam za szkodliwe.



                  • jentyk_trawiasty Re: Męczę Feblika 18.09.18, 22:59
                    neandertalka napisał(a):

                    Główna teza jest t
                    > aka: na jakimś etapie swojej ewolucji oddzieliliśmy się od świata przyrody, z k
                    > tórym pierwotnie stanowiliśmy jedność, podobnie jak wszystkie żywe istoty. Oddz
                    > ieleni, pragniemy przywrócić tę utraconą więź, i robimy to na rozmaite sposoby,
                    > np. poprzez usiłowanie zapanowania nad przyrodą. Zabijanie na polowaniu to jed
                    > en z przejawów. Poprzez nałogi (myślistwo W.E. do nich zalicza). Myślę, że to d
                    > ążenie do maksymalizacji zysku, źródło wszelkich dzisiejszych kryzysów, też moż
                    > na uznać za przejaw tendencji do panowania nad przyrodą, czyli nad światem (nie
                    > pamiętam, czy wymieniony w książce), które ma zrekompensować utraconą więź.
                    >
                    > Od siebie dodam, że tak właśnie widzę religie. Dla mnie nie są one postępem, są
                    > regresem w stosunku do pierwotnej jedności z siłami przyrody i ich ubóstwienia
                    > . Znakiem oddzielenia. Z całym szacunkiem dla wierzących.
                    >
                    Mam nadzieję, że nie łamię regulaminu :) i nie chcę tu rozpętać dyskusji na tematy religijne. Zatem jeśli można, powiem tylko, że bardzo mnie zdziwiło takie spojrzenie. Pierwotnie przyroda stanowi z jednej strony źródło zaspokajania potrzeb, z drugiej śmiertelne zagrożenie. Nie potrafię sobie wyobrazić, czy człowiek pierwotny odczuwał z nią jedność, czy nie, ale sądziłabym raczej, że miał do niej stosunek "wykorzystać, co można i obronić się". Większość religii stawia swoim wyznawcom za zadanie wyjścia ponad to i właśnie dążenie do mniej żarłocznego stosunku do otoczenia. Oczywiście wszystko może ulec wypaczeniu i instrumentalizacji.
          • echt_poznaniara Re: Męczę Feblika 13.08.18, 11:51
            neandertalka napisał(a):

            Gandhi wypowiadał się o świecie takim, na jakim wtedy żył. Na początku jego życia ludność świata liczyła 1 milion 200 tysięcy, pod koniec - 2 miliony 500 tysięcy

            Coś ci się pomyliło. W 1820 roku (wikipedia) ludność świata liczyła około miliarda, czyli raczej ty także miałaś na myśli miliard dwieście milionów, dwa miliardy pięćset milionów.
      • jentyk_trawiasty Re: Męczę Feblika 18.09.18, 22:32
        neandertalka napisał(a):

        > Oczywiście za tą gloryfikacją płodności i mnożenia się stoi katolicki światopog
        > ląd - "człowiek koroną Stworzenia" i "rośnijcie i napełniajcie ziemię, i czyńci
        > e ją sobie poddaną". Tylko że myśmy ją już napełnili po brzegi, przelewa się...
        > a do czego prowadzi nakaz "czynienia sobie ziemi poddaną", to właśnie obserwuj
        > emy w całej krasie.
        No nie wiem. Pewnie, że są tacy, co uważają, że "czyńcie sobie ziemię poddana" oznacza, że można robić ze środowiskiem co się chce i bez żadnego umiaru, ale to jest katolicyzm rozumiany okropnie powierzchownie i na ogół instrumentalnie. I niezgodnie z nauczaniem, zwłaszcza Franciszka, który głosi rzeczy dokładnie przeciwne.
    • szarotkaaaa Re: Męczę Feblika 10.08.18, 14:57
      bupu napisała:


      > Następna scena w której Ignaś i Aga zasypiają w skansenie i budzą się o zmierzc
      > hu też kretyńska. Skanseny to są obiekty strzeżone, na litość, to nie tak, że k
      > ażdy tam się może pętać ile zechce. Są otwarte w określonych godzinach, a po ós
      > mej wieczorem na ogół zamknięte, więc ktoś by tam wcześniej, zamykając i sprząt
      > ając obiekt, wpadł i naszą parkę wystawił za bramę.

      Skansen w Supraślu oferuje także noclegi i znane są mi przypadki, kiedy pojedyncze osoby zostały nielegalnie na noc, ukryte w obiekcie typu stóg siana.
    • kangur_rudy Re: Męczę Feblika 08.06.21, 10:39
      bupu napisała:


      > Pomysł by wysyłać drogi wazon zamiast kurierem siostrą, która mdleje i fatalnie
      > znosi upał idiotyczny nieziemsko.
      >
      Kurierem? Przecież kurierzy to w większości mężczyźni, a mężczyźni zawodzą. Poza tym Tekla postanowiła ukarać swoją młodszą siostrę, przez którą rzekomo wdepnęła w szkło. A to, że mdleje? Udaje na pewno - czy ktoś, kto źle znosi wysokie temperatury, byłby w stanie po całym dniu chodzenia w upale malować łazienki w ekspresowym tempie, czytać do późna w nocy arcydzieła światowej literatury, wyławiając z nich perełki co bardziej celnych opisów, a po drodze jeszcze sprzątnąć gruz, którego w stanie nie był sprzątnąć Grzegorz?
      • bupu Re: Męczę Feblika 09.06.21, 16:18
        kangur_rudy napisała:

        > bupu napisała:
        >
        >
        > > Pomysł by wysyłać drogi wazon zamiast kurierem siostrą, która mdleje i fa
        > talnie
        > > znosi upał idiotyczny nieziemsko.
        > >
        > Kurierem? Przecież kurierzy to w większości mężczyźni, a mężczyźni zawodzą. Poz
        > a tym Tekla postanowiła ukarać swoją młodszą siostrę, przez którą rzekomo wdepn
        > ęła w szkło. A to, że mdleje? Udaje na pewno - czy ktoś, kto źle znosi wysokie
        > temperatury, byłby w stanie po całym dniu chodzenia w upale malować łazienki w
        > ekspresowym tempie, czytać do późna w nocy arcydzieła światowej literatury, wył
        > awiając z nich perełki co bardziej celnych opisów, a po drodze jeszcze sprzątną
        > ć gruz, którego w stanie nie był sprzątnąć Grzegorz?


        Dobrz, wychodzi mi, iż wytworna Agniesia jest kosmitką o nadludzkich siłach (sterczenie na drabinie godzinami w zaawansowanej ciąży takichż sił wymaga), a udaje omdlewającą leliję, żeby owe siły zamaskować.
        • tt-tka Re: Męczę Feblika 09.06.21, 17:36
          Wytworna jest cwana gapa, ktora krzepy ma dosc na malowanie pomieszczenia i wynoszenie gruzu, nb w cholerycznym upale, tudziez na obsluge leniwca, ktory we wlasnym domu, gdzie ona jest gosciem, nawet kanapka jej nie poczestuje, ale ktorej nie chce sie zmiesc potluczonego szkla w domu siostry, u ktorej aktualnie pomieszkuje...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka