bupu
05.12.15, 18:28
Męczę to jest właściwe słowo, gdyż, Jezusie, jakie to nudne jest... A dobrnęłam do połowy. Wykonałam na razie mniej chyba facepalmów niż przy lekturze "Wnusi", ale to jedyny plus. No i tak, apoteozą Gaby, pardon my Klatchian, wymiotuję już na odległość, gdyż ile można ładować nam w gardła gabiną wspaniałość. Przewiduję, że w "Ciotce" po Gabrielę przybędą anieli, zabrać ją żywcem w niebiosa, ale zrezygnują na skutek błagań rodziny, która bez Gabusi żyć nie może.
Nagła przemiana Ignasia - kretyńska, jego ustawiczne wykłady - irytujące do bólu. Jakby jednego ględzącego Ignaca było w Jeżycjadzie mało, teraz mamy dwóch. Pomysł by wysyłać drogi wazon zamiast kurierem siostrą, która mdleje i fatalnie znosi upał idiotyczny nieziemsko.
A, a matka Agi oraz Tekla, łeb sobie swój wiedźmi dam urżnąć, są ripostą na niniejszego forumu narzekania, że Gaba bez sensu przeżywa porzucenie. No to autorka nam teraz pokaże jak się naprawdę przeżywa porzucenie bez sensu, o!
Postacie - wciąż jednowymiarowe. Jak kto dobry, to śliczny, szczupły i do tego esteta, jak kto zły to i talentu malarskiego mu się odmówi, a co. Albo obdaruje się go grubaśną matką, bo grube to złe, wiadomo.
Prawdę mówiąc to zaczęłam przeskakiwać między stronami, bo więcej w tej książce ględzenia, niż czegokolwiek innego. O właśnie, a'propos ględzenia - przemowa Agi w skansenie o wiejskich prostaczkach mdłości indukuje. Jakby jaki dziewiętnastowieczny biały bwana o Murzynach przemawiał, ten sam stosunek. Takie prostaczki, takie ufne, takie naiwne, wow wow.
No nie, zdecydowanie nie szacuneczek z mojej strony. Obrzydliwe poczucie wyższości z autorki wyłazi, gdy tylko pisze o kimś z innej warstwy społecznej. Blah.
Następna scena w której Ignaś i Aga zasypiają w skansenie i budzą się o zmierzchu też kretyńska. Skanseny to są obiekty strzeżone, na litość, to nie tak, że każdy tam się może pętać ile zechce. Są otwarte w określonych godzinach, a po ósmej wieczorem na ogół zamknięte, więc ktoś by tam wcześniej, zamykając i sprzątając obiekt, wpadł i naszą parkę wystawił za bramę.
Podsumowując: Mater Dei, cóż za sakramenckie nudy!