independency.today
13.12.15, 16:37
"Feblik" to pierwsza książka Pani Musierowicz, którą przeczytałam po dziesięcioletniej z górą przerwie- miałam 30 lat kiedy wydano "Język Trolli", życie dało mi akurat porządnego kopa i nagle okazało się, że nasze, tzn. moje i ukochanych książek mojego dzieciństwa drogi drastycznie się rozmijają. Mało tego- okazało się, że kultowa pisarka straciła styl, pazur, zdolność do błyskotliwego konstruowania fabuły, koloryzuje, przegina i irytująco moralizuje przemycając przy byle okazji ideologiczne smaczki, które mnie zupełnie nie odpowiadają. Tym sposobem wzięłam dwa rozwody- realny i symboliczny, także z książkami, które swego czasu potrafiłam wręcz obarczać winą za swoje niepowodzenia życiowe. Bo jak to tak: nagle okazuje się, że moją osobowość ukształtował romantyczny mit, który nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem.
Po "Feblika" sięgnęłam z nudów i tęsknoty. Sprawiłam go sobie mimochodem, podczas zakupów przedświątecznych na trzy samotne wieczory w domu, które mnie czekały. I nie rozczarowałam się: wzruszona i rozczulona wróciłam do tego odrealnionego, ale jakże miłego świata. Główna bohaterka jest dobrze zbudowaną, pełnokrwistą postacią. Wątki fabularne, chociaż często przegięte (spanie, spanie i jeszcze raz spanie), dają jednak pewne poczucie prawdopodobieństwa, a fabuła toczy się wartko. Jednak obarczanie przyszłej towarzyszki życia Ignacego ciężarem DDA może zaszkodzić dalszemu ciągowi tej sagi. Wygląda bowiem na to, że autorka nie zdaje sobie sprawy, czym jest problem alkoholowy w rodzinie, jakie spustoszenia w psychice rodziny, zwłaszcza dzieci alkoholików wywołuje. Pozazdrościć- sama w swojej rodzinie najwyraźniej z tym problemem się nie zetknęła- jednak pojedyncze uwagi nt. lęku Agnieszki przed uczuciem to za mało, żeby stworzyć pełny obraz tego problemu. Jak na DDA przystało powinna nam bohaterka zaprezentować wachlarz patologicznych zachowań, w tym: niekontrolowane wybuchy agresji, niestabilność emocjonalną, neurotyczne poczucie winy i tysiące innych, nieznośnych dla partnera cech, z którymi ciekawa jestem jak też święta rodzina B. sobie poradzi w przyszłości.
Dodam jeszcze, że irytująco w tym temacie wypada matka Agi: przerysowana, wiecznie bełkocząca, demonstrująca jedynie prymitywną agresję. A przecież to plastyczka, a zatem osoba "na poziomie", tyle, że z problemem alkoholowym. No, zobaczymy dalej, bo że do czytania sagi powrócę, to pewne. Chociaż cudów w tym temacie się nie spodziewam.