Dodaj do ulubionych

Jeżycjada - pierwsze wstrząsy

15.08.16, 10:17
W kilku wątkach pojawia się motyw pierwszego wstrząsu – chwili, w której czytelnik zauważa, że coś tu jest baaardzo nie w porządku, nie może uwierzyć w to, co przeczytał, czuje się ogłuszony... Taki symboliczny początek Neo-Jeżycjady, który pamięta się nawet po wielu latach/tomach i który do dziś dzień wywołuje dreszcze obrzydzenia, zawodu lub złości.

W moim przypadku nastąpiło to dość wcześnie, bo w "Noelce", którą ogólnie uważam za jedną z lepszych części cyklu i do której chętnie wracam. Mimo to są w tej książce dwa fragmenty, które najchętniej wymazałabym z pamięci i które są dla mnie przykładem wmawiania czytelnikom, jak powinni postrzegać bohaterów i wydarzenia.

Scena pierwsza – Gaba stoi w drzwiach kuchni i obserwuje rodzinę. Ojciec, matka, rumiana Pyza i Laura –
"Leniwe, wdzięczne, smukłe stworzonko siedmioletnie o przewrotnym uśmieszku, ciemnych lokach i stalowych oczach swego ojca.
Aj! - Zabolało. Po ukłuciu w sercu Gabrysia poznała, że dotarła do właściwej przyczyny swego smutku."
W tym momencie pierwszy raz mną zatrzęsło. Gaba patrzy na córkę i automatycznie myśli o złym, zdradzieckim mężu, a serce kłuje... Innymi słowy – widok Laury (bo przy Pyzie skojarzeń nie ma) wywołuje u matki smutek i ból. Bo ma oczy Janusza. Serio?
Niestety scenka okazała się zwiastunem tego, w jaki sposób Gabrysia będzie patrzyła na Laurę w przyszłości. Otoczoną cieniem Janusza, uwarunkowaną pyziaczym dziedzictwem. Brrr.

Scena druga – reakcja Elki, kiedy dziewczyna dowiaduje się, że osobą, do której Grzegorz poszedł na wigilię, jest Gabriela. Słowa:
"Nie wiedziałam, co mam zrobić. Przecież ja mu urządziłam w południe awanturę o to, że idzie do jakiejś baby. Gdybym wiedziała, że to chodzi o Gabrysię!"
zabrzmiały w moich uszach (oczach? ;-) jak efekt prania mózgu. Najpierw przez x stron Autorka podkreślała, że Elka uważa Gabę za istotę wyższą – ciepłą, energiczną, wrażliwą, rozumiejącą, wspaniałą, cudowną matkę itd. A w finale ładuje takie stwierdzenie, bo przecież sam fakt, że to GABRYSIA wszystko zmienia! Gaba nie może postąpić źle, nie może kogoś skrzywdzić. Ba, nawet Grzegorz przestaje być w tym momencie winny, bo świętość Gaby nobilituje i jego uczynki.
Jak już pisałam w innych wątkach, zachowanie Grzegorza i Gabrysi przy okazji tej wigilii było paskudne. Ona nie powinna go zapraszać, wiedząc, że facet ma w domu nastoletnią córkę bez matki i dwóch starszych krewnych. On nie powinien tego zaproszenia przyjmować, zwłaszcza, że wigilia była dla Elki bardzo ważna. Kompletnym świństwem jest to, że Grzegorz i Gaba zdecydowali już, że będą razem, a mimo to rodzina Strybów nawet nie wie o istnieniu pani Pyziak. Podsumowując – prawie wszystko jest tu nie w porządku. Ale co z tego – przecież to Gabrysia! Czyli mamy chyba pierwszą sytuację, gdy Autorka nakazuje interpretować wydarzenia przez pryzmat bohaterów, a dokładniej – adautorskiego wyobrażenia bohaterów. Zachowanie, które obiektywnie jest złe, staje się akceptowalne tylko dlatego, że osobą "zachowującą się" jest odautorsko pozytywna Gabrysia.

Wyszło długo i z rozmachem, bo jak widać do dziś mam do tych scen stosunek emocjonalny ;-) Dla mnie na nich kończy się prawdziwa Jeżycjada. A jak to wygląda u innych czytelników?
Obserwuj wątek
    • animavillis Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 10:55
      U mnie wyglądało to tak, że pierwsze tomy Jeżycjady (od "Szóstej klepki" do "Kalamburki" włącznie) przeczytałam za jednym zamachem, w przeciągu jednych wakacji jako chyba dziesięciolatka. Potem nastąpiła długa przerwa aż do ukazania się "Języka Trolli". I właśnie ten tom, jako całość, nie jakiś szczególny jego fragment, jest dla mnie końcem "starej" Jeżycjady. Przede wszystkim, nie podobało mi się to, że chociaż na okładce jest Staszka, nie poznajemy jej myśli ani odczuć (a szkoda, bo to ciekawa postać), narratorem jest małoletni Józinek. Wydaje mi się, że tym samym przełamana została konwencja dość konsekwentnie podtrzymywana we wszystkich poprzednich tomach. Poza tym, już wtedy, w wieku wczesnonastoletnim nie podobał mi się wątek ciąży Róży i "ucieczki" Fryderyka oraz sposób przedstawienia Pyziaka. Do tej pory uważam, że JT to najmniej udany tom Jeżycjady, a szkoda, bo historia poważnie chorej dziewczyny, pochodzącej spoza klanu Borejków na dodatek, bez wątpienia miałaby potencjał...
      • buka_z_muminkow Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 21.08.16, 17:31
        ja podobnie. Za jednym zamachem przeczytałam wszystko do Imienin włącznie, potem w krótkim czasie wyszedł kolejny tom. Kalamburkę traktowałam jako spięcie klamrą całości i zakończenie cyklu. JT wyszedł dopiero w liceum, może byłam już na to "za stara" ;-) i nie odbierałam książki tak bezkrytycznie, jak poprzednich... ale miałam tez świadomość, że MM uległa naciskom fanów i napisała kolejny tom, mimo deklarowanego wcześniej zakończenia serii. JT nie podobała mi sie więc z 2 powodów: po pierwsze, czuć było, że jest napisana na siłę. Po drugie - ta ksiażka była taka... "zimna". Było w niej coś nieprzyjemnego i smutnego. Koleżanka ze szkolnej ławki miała podobny odbiór...
    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 11:51
      Pulpecja. Noelka mnie podirytowala (w tych momentach i z tych powodow, co Ciebie, plus jeszcze kilka innych - ten Slawek, ktory auto ustawia specjalnie z mysla o Idzie, ten trynd, ze swiat kreci sie wokol Borejkow), ale mnie juz BBB nie podobal sie. Niemniej to ciagle byla jezycjada.
      Od Pulpecji mamy borejczade, zadnych Jezyc i ich mieszkancow, swiat to Roosevelta 5 mieszkania 2. I Gabon jako punkt wyjscia i punkt odniesienia do wszystkiego, noc poslubna Idy i potem scena w kuchni, kiedy Ida skarzy sie na smarkate - reakcja Gabona, reakcja Pulpy - Ignac juz kreowany na herosa i wyrocznie - Mila zmieniajaca sie (zmieniona ?) w Milicje Kostuche - znikajace zwolna rodziny przyzenianych (w N mamy Zaczkow w komplecie, w P jest tylko Baltona u Borejkow, Wiesi dziewczyny syna przedstawiac nie trzeba, jej reakcja na plany zeniaczkowe syna jest nieistotna, mama Marka tez przestaje sie pojawiac na Roosevelta). Zadlawilam sie borejklanem i zatesknilam za innymi. A innych niet.
      • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 12:48
        To ja się podpisuję. Całkowicie i zdecydowanie. Od Pulpecji jest dla mnie "koniec" Jeżycjady a nastaje Borejczada.
      • abdiasz Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.09.16, 22:45
        Zgadzam się z przedmówczynią - Pulpecja. Dzisiaj sobie odświeżyłem i znów walnęła mnie obuchem po łbie poniższa scena z kluczami.

        "Trudno było się spodziewać, by panna młoda nosiła pęk kluczy w jakimś zakamarku swego powiewnego stroju, w którym, nawiasem mówiąc, właśnie dygotała na wietrze, okryta li i jedynie narzuconą na ramiona pelerynką. Pogoda pogarszała się z każdą chwilą, goście drżeli i przytupywali, należało coś postanowić, ale Borejko, na którą zwracało się tyle par oczu należących do gości, niestety - także sąsiadów z niemal wszystkich pięter, nic jakoś wymyślić nie mogła. Miała ochotę płakać i tyle. Wiatr zapierał dech, zimne płatki zasypywały oczy, a mdlące uczucie koszmarnej porażki, takie samo jak we śnie, nie chciało jej opuścić. Przeciwnie. Rosło i rosło, utrwalając się na dobre.
        - Jak mógłbym ci pomóc, Milu? - zapytał bezradnie Ignacy Borejko, lecz żona rzuciła mu tylko bolesne spojrzenie. Nie miała dla niego żadnych wskazówek.
        - Wyłamię drzwi! - zaofiarowała się zrozpaczona Patrycja.
        Od śniegu, wiatru i łez winy twarz jej była czerwona i błyszcząca jak pomidor.
        - Głupia jesteś! - powiedziała mama Borejko, nagle wyprowadzona z równowagi.
        Powiedziało się to jej ostrzej, niż by chciała. Szczerze mówiąc - bardzo nawet ostro. Patrycja rzuciła matce spojrzenie pełne zdumienia i urazy. Marek, który właśnie odprawił taksówkę i teraz chował portfel, kuląc się pośród zamieci, odwrócił w zdumieniu głowę i spojrzał na swą teściową, jakby ją widział po raz pierwszy w życiu."

        Patrz, Marku, patrz. Oto Twoja teściowa. A, nawiasem mówiąc, Milencja nigdy Patrycji za te słowa nie przeprosiła.

        Inny diamencik z tej samej książki.

        "- Nie - rozumiem tylko - rzekł ojciec w zadumie - dlaczego Patrycja nie chce na mnie patrzeć. Być może, biedne dziecko, jest nadal w szoku. Co ona teraz robi?
        - Leży w łóżku - odparła Natalia. - Położyła się, jak tylko wróciliśmy do domu. Chyba śpi, w każdym razie leży odwrócona do ściany i nic nie mówi.
        - W tym wieku takie reakcje są już trochę dziwne - orzekła pani Pałysowa. - Ale Patrycja jest bardzo wrażliwa, prawda? Rodzina spojrzała po sobie z powątpiewaniem.
        - Dotychczas nie należała do szczególnie wrażliwych - podsumowała Ida tę wymianę spojrzeń.
        - Może jej po prostu zimno - skwitowała mama.
        I podała rodzinie deser."

        Nosz kurde bele, żeby w sumie obca kobieta, Monika, bardziej przejmowała się dziewczyną, z którą wyraźnie jest coś nie halo, niż jej rodzona matka i siostry... Nie, wtedy właśnie Jeżycjada straciła dla mnie urok. Ciepły dom Borejków. Brrr.
        • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.09.16, 23:14
          A mi się w Pulpecji nie podobało jedno - znaczy nie, nie jedno, ale to głównie. We wszystkich wcześniejszych książkach - bohaterka przechodziła jakąś przemianę, pod wpływem wydarzeń, uczuć się rozwijała, kształtowała, mogła zrozumieć swoje błędy i podjąć postanowienie poprawy [jak tam z realizacją postanowień to już nie wnikajmy]. A Pulpa nic. Na początku książki jest rozkapryszoną, pewną siebie, zarozumiałą egoistką - i dokładnie taka jest i na końcu. Ta książka [i jej bohaterka] nie mają dla mnie ŻADNEGO pozytywnego przesłania. Raczej wręcz odwrotnie: miej w zadku uczucia przyjaciół to tobie będzie fajnie. A przyjaciółka? Pies z nią tańcował, grunt, że JA mam to czego chciałam. A jak ona nie umie się cieszyć faktem, że świadomie wyrwałam faceta w którym była zakochana, to jest zawistna i fałszywa. Totalna pochwała egoizmu, egocentryzmu i lekceważenia wszystkiego poza "ego, mei, mihi, me, me...". Nie tego nas, czytelników, Jeżycjada uczyła...
          • abdiasz Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 00:10
            Prawda, Pulpecja nie zmienia się na lepsze. Ale jak dla mnie to akurat było dość realne, może niewychowawcze, ale bardzo prawdopodobne. Poznajemy ją jako zadufaną w sobie pannicę, która pod wpływem nieszczęśliwej miłości nabawia się rozstroju nerwowego. Rodzina jej nie wspiera, wręcz przeciwnie, w odwłoku ma jej problemy i wahania nastrojów. Tak więc, panie tego, i sama Pulpecja niesympatyczna, i bliskich ma paskudnych. Bardzo realistyczne. Ale ciepłe i miłe, to już nie.
            • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 07:03
              Ależ ja nie neguję, że jest bardzo liczne grono małoletnich egoistek, zadufanych w sobie i liczących się tylko z sobą! Ale żadnej nie nazwałabym "bohaterką pozytywną"! I to mnie w Pulpecji zatelepało - bohaterka nie musi być idealna, ba, nie powinna taka być! Ale bohaterka pozytywna, w książce dla młodych panienek - powinna dostrzec w sobie pewne wady. Całkiem inna byłaby sytuacja, gdyby tej cholernej idiotce przemknęło choć przez łeb, że jednak zrobiła świństwo - monstre przyjaciółce [Pulpunia "zauważa" atrakcyjność Baltony dopiero PO TYM, jak Romcia jej wyznała, że się w nim kocha, wcześniej był dla niej tylko kumplem z podwórka!] i nawet nie to, żeby zrezygnowała z chłopaka [życiowość!], ale żeby ZDAŁA SOBIE SPRAWĘ, że postąpiła paskudnie! Żeby nastąpiła jakaś [nawet nieudana!] próba naprawienia relacji z Romą, no, cokolwiek, co wykazałoby, że nie jest pustogłowym, zapatrzonym tylko w siebie potworkiem! Wsparcie rodziny B. też tak mniej więcej od Pulpecji właśnie zaczyna być mocno dyskusyjne...
              • abdiasz Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 10:09
                Toteż był właśnie dla mnie moment, w którym odautorskie deklaracje o misji wychowawczej literatury młodzieżowej poszły do piachu: p. Musierowicz w komentarzu przedstawia Borejków (w tym Patrycję) jako wspaniałych ludzi, natomiast w rzeczywistości zaczynają się oni ocierać o patologię. Ale przyznam bez bicia, gdyby nie ten słodki sosik cudowności Borejków, to byłaby jeszcze całkiem niezła powieść obyczajowa o młodej egoistce, która idzie sobie bezrefleksyjnie przez życie, bez jakiegokolwiek wsparcia swojej równie egoistycznej rodzinki. Nie ma pozytywnego zakończenia, chociaż p. Musierowicz bardzo się starała, żeby nam pomalować świat Borejków na różowo. Ale na tym obrzydliwym tynku nawet tona różu nie pomoże, zawsze coś wyjdzie. Przypomina mi się jej udana myśl z opium o przykrywaniu słonia kołderką - zawsze coś wychynie.
                • kkokos Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 22:03
                  abdiasz napisał(a):

                  > Tgdyby
                  > nie ten słodki sosik cudowności Borejków, to byłaby jeszcze całkiem niezła powi
                  > eść obyczajowa o młodej egoistce, która idzie sobie bezrefleksyjnie przez życie
                  > , bez jakiegokolwiek wsparcia swojej równie egoistycznej rodzinki.

                  no właśnie, mamy taką przemianę w agresywnej, nieszanującej uczuć bliskich, niedoceniającej tego, co ma elce - choć akurat dla agresji i pretensji elki do świata znalazłoby się trochę okoliczności łagodzących (brak matki, nieobecny duchem - a za chwilę już w ogóle wdupiemający - ojciec), a u patrycji niekoniecznie.
              • galene_ra Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 14:07
                vi_san napisała:
                > nie powinna taka być! Ale bohaterka pozytywna, w książce dla młodych panienek
                > - powinna dostrzec w sobie pewne wady.
                Przemiana bohaterki akurat w tej książce nie wydaje mi się konieczna. Jestem w stanie zaakceptować, że to powieść o rozwoju miłości a nie postaci. :)

                > re przyjaciółce [Pulpunia "zauważa" atrakcyjność Baltony dopiero PO TYM, jak Ro
                > mcia jej wyznała, że się w nim kocha, wcześniej był dla niej tylko kumplem z po
                > dwórka!] i
                Nie mam przy sobie książki, więc nie sprawdzę, ale wydaje mi się, że to zaczęło się wcześniej i wyznanie Romy uświadamia Patrycji jej uczucia. Oczywiście Pulpecja odpycha od siebie tę świadomość, co Roma słusznie acz kąśliwie jej wytyka.

                >Żeby nastąpiła jakaś [nawet nieudana!] próba naprawienia relacji z Romą,
                Bardzo mi brakuje takiej sceny. I w dodatku jakiś głupi nagły ślub Romy, który wymyśliła autorka też psuje książkę.

                "Noelka" i "Pulpecja" są ostatnimi tomami mimo swoich olbrzymich wad dającymi się mimo irytacji czytać z przyjemnością jako taką.
                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 14:19

                  > Przemiana bohaterki akurat w tej książce nie wydaje mi się konieczna. Jestem w
                  > stanie zaakceptować, że to powieść o rozwoju miłości a nie postaci. :)


                  Mowa o Patrycji w Pulpecji, ale jak sie zastanowic, to inne postacie jezycjady (neo) tez sie nie rozwijaja. Zmieniaja sie, tak, ale zeby to zakwalifikowac jako rozwoj...mam opory. Silne. Bardzo silne.
                • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 20:11
                  Galene - ja się nie upieram przy "przemianie" Pulpy. Ja bym tylko nieśmiało oczekiwała, że w książce "z zacięciem dydaktyczno - moralizatorskim" [a takowe u MM jest nader silne, nawet jeśli w Jeżycjadzie podawane w fajnym "sosie"] - bohaterka POZYTYWNA, nie będzie zapatrzoną w czubek własnego kinola pustą niunią, mająca głęboko w zadku uczucia wszystkich poza sobą samą. A jeśli już taka bohaterka się pojawia, bo tak sobie pani autorka wymyśliła - to, na Zeusa, niechże to będzie nazwane po imieniu, a nie sprzedawane jako zalety! Nie miałabym zastrzeżeń, gdyby autorka oceniła i opisała, że Patrycja miała Romę i jej uczucia głęboko w Rowie Mariańskim, bo jest potworną egoistką, o czym dobitnie świadczy to, to i jeszcze tamto. Ale nie! Mamy tylko, że Patunia się zakochała, odkrywszy to zakochanie dopiero PO wyznaniu Romy [!!!] a ta paskudna brzydula w lenonkach, fałszywa przyjaciółka nie umie się cieszyć jej szczęściem tylko pretensje jakieś ma i zastrzeżenia zgłasza... Doprawdy, zaskakujące, że młoda Kowalikówna nie ma ochoty nawet napluć na buty klabzdrze, która wzięła się za faceta tuż po tym jak [podobno] przyjaciółka wyznała jej swoje uczucie do tegoż... I, owszem, uważam "Pulpecję" za książkę bardzo dobrze pokazującą kryzys takiej "letniej" przyjaźni między dziewczynami i rozkwit uczucia jednej = porażkę uczuciową drugiej. Tylko zabrakło mi odautorskiego komentarza, w książce, podkreślę, adresowanej do nastoletniego targetu, że to NIE JEST postawa pozytywna. Że pozytywne byłoby, gdyby nawet ta debilna Pulpa Baltonę wzięła, de facto Roma szans nie miała i tyle, ale żeby pod tymi blond loczkami przemknął ślad myśli, że zrobiła kumpeli świństwo. Żeby choć spróbowała jakoś się sama przed sobą usprawiedliwić. Żeby zauważyła, że oprócz jej własnego tyłeczka są też inni ludzie, w tym i tacy, których potraktowała po chamsku dla własnej rozrywki. Tymczasem nic - mamy śliczną, słodką Patunię, zakochaną w Fijole i nic, null, zero refleksji. Zero komentarza odautorskiego. Zero wskazania, że tak nie jest fajnie.
                  Noelkę lubię, pomimo wad, Pulpecję w sumie też, ale, jak mówię, to właśnie przy Pulpecji miałam pierwszy taki wrzask w duszy "Ale zaraz! Co to ma być?!?!?!" Przy Noelce tylko mi cicho zęby zgrzytały - w niektórych momentach.
                  • ciotka_scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 13:39
                    > Mamy tylko, że Patunia się zakochała, odkrywszy to zakochanie dopiero PO wyznaniu Romy [!!!]

                    Nie rozumiem zupełnie, skąd to zgorszenie, dodatkowo zaakcentowane wykrzyknikami, że odkryła to dopiero PO wyznaniu Romy. W tym jest coś dziwnego? Uważam za absolutnie normalny i dość często spotykany w przyrodzie fakt, że uświadamiamy sobie, jak bardzo nam na czymś/na kimś zależy, dopiero wtedy, gdy zainteresowanie zgłosi ktoś inny. Nawiasem mówiąc, na takim schemacie oparta jest spora liczba filmów i książek.
                    • ewa9717 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 13:53
                      ciotka_scholastyka napisała:
                      Uważam za a
                      > bsolutnie normalny i dość często spotykany w przyrodzie fakt, że uświadamiamy s
                      > obie, jak bardzo nam na czymś/na kimś zależy, dopiero wtedy, gdy zainteresowani
                      > e zgłosi ktoś inny. Nawiasem mówiąc, na takim schemacie oparta jest spora liczb
                      > a filmów i książek.
                      No ale to wcale nie zmienia faktu, ze Patunia zachowała się podle. Chłopak/mąż koleżanki, a co dopiero przyjaciółki jest nietykalny! I nie to, ze ja święta i mezozoik z poprzedniej epoki. Nie miałam nic naprzeciwko dla zartu wyjęcia chłopaka jakiejś niezbyt lubianej dziwie, ale zrobić takie świństwo przyjaciółce? W życiu!
                      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 14:45
                        ewa9717 napisała:


                        > No ale to wcale nie zmienia faktu, ze Patunia zachowała się podle. Chłopak/mąż
                        > koleżanki, a co dopiero przyjaciółki jest nietykalny! I nie to, ze ja święta i
                        > mezozoik z poprzedniej epoki. Nie miałam nic naprzeciwko dla zartu wyjęcia chło
                        > paka jakiejś niezbyt lubianej dziwie, ale zrobić takie świństwo przyjaciółce? W
                        > życiu!


                        Co prawda Baltona chlopakiem Romy nie byl, choc krecil sie (jak kolo kazdej), a to sie z dziobem pchal, a to do kina, na Sylwestra...
                        ... ale Roma powiedziala otwartym tekstem, ze jej na nim zalezy, a Patunia swego juz uswiadomionego zainteresowania wypiera sie jak zaba blota, malo z tym, ma pretensje do przyjaciolki, ze tamta jej to uswiadomila. I potem pretensje do Romy, ze stosunki sie rozluznily. Do siebie zadnych. I zero zainteresowania sprawami jedynej przyjaciolki. I zero refleksji, kiedy ta stala sie byla przyjaciolka.
                        • galene_ra Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 15:37
                          tt-tka napisała:

                          > ... ale Roma powiedziala otwartym tekstem, ze jej na nim zalezy, a Patunia sweg
                          > o juz uswiadomionego zainteresowania wypiera sie jak zaba blota, malo z tym, ma
                          > pretensje do przyjaciolki, ze tamta jej to uswiadomila. I potem pretensje do R
                          > omy, ze stosunki sie rozluznily.

                          Bo ona bardzo, ale to bardzo nie chce być zakochana w Baltonie, ani jak twierdzi w nikim innym. To wiarygodnie przedstawiona scena. Zdenerwowana Roma, która stawia sprawę jasno i Patrycja, która nie jest w stanie prawdy o swoich uczuciach przyjąć. I wydaje mi się, że rozwój uczucia to delikatna sprawa i rozumiem, że w tym momencie Patrycja nie była gotowa na konfrontacje. Ją to za bardzo przerażało.
                          Mam pretensje do autorki, że nie odbyła się rozmowa przyjaciółek pod koniec książki, gdy sprawy sercowe już się ułożyły. Choćby miała być tylko zasygnalizowana, tak jak rozmowa Aurelii z Kreską w innym tomie. Albo skoro przyjaźń już nie była możliwa to chociaż rozstanie się z szacunkiem, takie jak Maćka i Jacka.

                          > I potem pretensje do Romy, ze stosunki sie rozluznily.

                          Chyba żal bardziej niż pretensje. Tak chyba wynika z sceny u fotografa. I jeszcze poczucie bezradności.
                          • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 15:50
                            galene_ra napisała:


                            >
                            > Bo ona bardzo, ale to bardzo nie chce być zakochana w Baltonie, ani jak twierdz
                            > i w nikim innym. To wiarygodnie przedstawiona scena. Zdenerwowana Roma, która s
                            > tawia sprawę jasno i Patrycja, która nie jest w stanie prawdy o swoich uczuciac
                            > h przyjąć. I wydaje mi się, że rozwój uczucia to delikatna sprawa i rozumiem, ż
                            > e w tym momencie Patrycja nie była gotowa na konfrontacje. Ją to za bardzo prze
                            > rażało.
                            > Mam pretensje do autorki, że nie odbyła się rozmowa przyjaciółek pod koniec ksi
                            > ążki, gdy sprawy sercowe już się ułożyły. Choćby miała być tylko zasygnalizowan
                            > a, tak jak rozmowa Aurelii z Kreską w innym tomie. Albo skoro przyjaźń już nie
                            > była możliwa to chociaż rozstanie się z szacunkiem, takie jak Maćka i Jacka.

                            Totez wlasnie. Roma zniknela z zycia Patrycji, jakby jej nigdy nie bylo. Zero kontaktu, tylko paskudne komentarze do fotek na NK. Przestala byc potrzebna/przydatna.


                            > > I potem pretensje do Romy, ze stosunki sie rozluznily.
                            >
                            > Chyba żal bardziej niż pretensje. Tak chyba wynika z sceny u fotografa. I jeszc
                            > ze poczucie bezradności.

                            Moze i zal, ale ja to odebralam jako zal do Romy, a nie do losu (pozniejsze sceny, nie ta u fotografa). To Roma sie nie odzywa, nie zagaduje, wlecze sie ze smetna mina, kiedy Patrysi jest wesolo, to Roma wyjezdza tak nie w pore i Patrycja glupio wpada.
                            Roma tez sie nie starala odbudowac niczego, ale ja rozumiem - poczula sie przez przyjaciolke oszukana. Nie bez podstaw.
                            I w ogole mam wrazenie, ze ta przyjazn byla dosc jednostronna - Pulpa przypomina sobie dowody przyjazni Romy, lojalnosci Romy i tak dalej. Swoich wobec Romy nie.
                            • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 15:52
                              A tak nawiasem - Pulpa chodzi do Kowalikow. Czy Roma bywala na Roosevelta i dlaczego nie :), ciekawe.
                            • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 08:56
                              A ja tam nawet i takiego żalu do Romy nie widzę... Raczej coś w rodzaju niewyrażonej głośno wymówki, że czort wie czemu nie chce/nie umie cieszyć się szczęściem Patuni. No, mam takie wrażenie, że gdyby to opisywano Gabona usty, to by padło coś w rodzaju: "Ta Roma, zawsze udawała przyjaciółkę naszego Pulpecika, ale jak tylko Patrycja zaczęła sobie życie układać z ukochanym to wyszło szydło z worka - zawiść, zazdrość i w ogóle wredny charakter". Nie przyjmując do wiadomości, że to Patrycja była niejednokrotnie nielojalna, że to Patrycja "zakręcona" uczuciem o przyjaciółce zapomniała, że to Patrycja w końcu, w pełni świadomie , wzięła się za chłopaka, na którym przyjaciółce zależało... Tak, jak z tym Sławkiem, który, oczywiście, demonstruje Idzie cokolwiek parkując auto. Parkuje tylko na złość Idusi. Sam fakt, że coś takiego Gabie za dzielną grzywką powstało świadczy, że państwo B. mają przerost formy nad treścią i o tym, że kompletnie nie dostrzegają "reszty świata" - zapewne gdyby Sławek przyjechał ze swoją szwedzką dziewczyną - zrobiłby to też "Idzie na złość" a nie dlatego, że myśli i pamiątki po rudym pawianie już dawno wyrzucił do śmieci i po prostu szczęśliwie układa sobie życie z kimś innym i chce tą osobę przedstawić SWOIM bliskim...
                              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 11:01
                                Rodzina B. zdecydowanie ma przerost :)
                                jest taka scenka w P, gdy Patysia idzie korytarzem i drwi glosno z adoratora ktory sie Kolo niej placze, za nia suna kolezanki duszace sie ze smiechu i zachwycone sytuacja, a na koncu wlecze sie posepna, niezadowolona Roma. Zawistnica jedna.
                                A pamietacie NiN ? Aniela z nagla, z dnia na dzien zostaje zaskoczona wiadomoscia, ze trzy osoby zwalaja jej sie na kark i ma po nie wyjechac do Gdyni (10-, 13- i 24-latka ! nie staruszka chwiejaca sie o dwoch laskach i nie niemowle !), jedzie, nikogo nie ma, wiec dzwoni do Gabona, referuje i co slyszy ? "dobra, dobra, przestan nawijac" - mowi uprzejmie Ida. Nawet nikt nie przeprosil za fatyge...
                                • gat45 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 12:11
                                  Przypomnijcie mi, proszę : czy po "Pulpecji" rodzina B. dalej korzysta z usług doktora Kowalika ? Ot tak, na każdy gwizdek ? I na 99% za bezdurno ?
                                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 12:23
                                    gat45 napisała:

                                    > Przypomnijcie mi, proszę : czy po "Pulpecji" rodzina B. dalej korzysta z usług
                                    > doktora Kowalika ? Ot tak, na każdy gwizdek ? I na 99% za bezdurno ?

                                    A wiesz, nie pamietam... tzn nie pamietam konkretnej sceny, natomiast wzmianki o zaprzyjaznionym lekarzu, od zawsze domowym lekarzu itp pojawialy sie z pewnoscia. Jak bede przgladac i znajde, to wrzuce.
                                    Na pewno do Kowalika ida w JT, ale to do szpitala, bo on dyzuruje (innych lekarzy wszak w Poznaniu nie ma, doktorostwo Palysostwo na sylwka poszli).
                                    A, i jak Kreska rodzi, to tez dzwoni sie po Kowalika i on przylatuje, choc ginekologiem poloznikiem nie jest.
                                    • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 14:07
                                      sanciasancia napisała:
                                      >pytanie o homo sapiens.
                                      Takąż właśnie sondę uliczną wyemitowała kiedyś radiowa Trójka, tylko pytanie dotyczyło "kogoś z rodziny". Jedna z odpowiedzi brzmiała "nie, nie wyparlibyśmy się, w końcu to rodzina...ale dziadkowi byśmy nie powiedzieli."

                                      A można było wysłać kogoś na ulicę z mikrofonem, albo zrobić sondaż na jakimś forum w necie, na dowolnie wybrany temat. Odpowiedzi są zachwycające. Osobiście, tymi ręcami robiłam sondę "czy wierzy pan/pani w przesądy, jeśli tak to w jakie?" Padały oczywiście przykłady czarnego kota, kominiarza, czterolistnej koniczynki, piątku trzynastego.... i na koniec trafił mi się pan, który z mocą oświadczył: nie wierzę w przesądy, bo to przynosi pecha! :)
                                      • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 15:51
                                        Wiesz, co, dalej mi się ta scena nie podoba. Po pierwsze trochę trudno mi uwierzyć, że w Poznaniu przepytano na ulicy kilka osób i żadna nie wiedziała co to homo sapiens. Po drugie scena służy do pokazania sytuacji "my", kulturalni i oświeceni, kontra "oni", dzicz, co raz, że się z duchem dotychczasowych powieści kłóci, a dwa zarysowanie jest grubą kreską.
                                        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 16:36
                                          sanciasancia napisała:

                                          > Wiesz, co, dalej mi się ta scena nie podoba. Po pierwsze trochę trudno mi uwier
                                          > zyć, że w Poznaniu przepytano na ulicy kilka osób i żadna nie wiedziała co to h
                                          > omo sapiens. Po drugie scena służy do pokazania sytuacji "my", kulturalni i ośw
                                          > ieceni, kontra "oni", dzicz, co raz, że się z duchem dotychczasowych powieści k
                                          > łóci, a dwa zarysowanie jest grubą kreską.

                                          Wlasnie, wlasnie. Dotatkowo ta dzicz jest kolorowo ubrana, umalowana i zaopatrzona w luksusowe dobra. W przeciwienstwie do slachetnie ubogich Borejkow i Bernarda, wyjatkowo odzianego w czarny plaszcz.
                                          >
                                          >
                                          • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 16:41
                                            ucieklo
                                            ...bo jak wiadomo rozpasany konsumpcjonizm - te zagraniczne sery i purpurowe poncho - nieuchronnie wiaze sie z ubostwem duchowym.
                                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 14.12.16, 15:11
                                      Sprawdzilam. Wezwanie do rodzacej Kreski sie nie liczy, bo to czas, gdy Roma i Pulpa jeszcze sie, hm, przyjaznia. Ale mamy JT, 13 lat pozniej. Jozwa z zarowka w gebie "podszedl do telefonu, podniosl sluchawke i podal ja babci (...) Babi (...) wykrecila z pamieci numer doktora Kowalika. Numer ten wybierano ZAWSZE (podk. moje), kiedy w domu zdarzalo sie cos naglego, groznego czy chocby tylko groteskowego, a rodzicow Jozinka nie bylo akurat w poblizu. Czyli CZESTO (podk. moje)"

                                      Rodzina B. nadal korzysta. Do roku 2004 co najmniej. Na kazdy gwizdek. I na 99,9% za bezdurno.
                              • potworia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 12:04
                                Ale Roma nie miałaby jak "cieszyć się szczęściem Patuni" bo w chwili, gdy Patrycja i Baltona finalnie przełamali lody, Roma jest już gdzie indziej i zaręczona.
                                Poza tym Patrycja nie "wzięła się za chłopaka, na którym przyjaciólce zależało", bo cała książka traktuje o tym jak wypiera, zaprzecza i próbuje zlekceważyć coraz bardziej beznadziejne w nim zakochanie.
                                Pulpecja to jedna z moich ulubionych książek w serii. Przenikliwa, gorzka, mimo happy endu boleśnie realistyczna. Żadnego moralizatorstwa tam nie widzę. Ani gloryfikacji Patrycji ani bynajmniej potępienia Romy (uwielbiam, liczyłam na jej własny tom).
                                • mamuka_z_boru Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 14:06

                                  > Ani gloryfikacji Patrycji ani bynajmniej potępienia Romy (uwielbiam, liczyłam na jej
                                  > własny tom).

                                  Buko dzięki, że się nie doczekaliśmy. Mielibyśmy serwowane refleksje Romy, jaka to ona brzydka, zazdrosna i w lenonkach, ale na szczęście otwarta i miła rodzina Borejków jej to wybacza. I że tylko oni ją rozumieją, bo przecież nie rodzice-materialiści. I że jak niedajbuko Mila z Ignacym umrą, to jakby straciła rodziców... Itp. itd.
                                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 15:11
                                    Jakie tam refleksje, agresywnie umalowana i glosno /a bodaj nawet wyzywajaco/ smiejaca sie jest z definicji niezdolna do refleksji. Choc i bezrefleksyjnie zrozumialaby, ze z pryszczykami (Patrycja miala olsniewajaca cere), mocnym makijazem (Patrycja nie musiala sie malowac) i czarnym dowcipem zamiast niewymuszonej erudycji (w postaci lacinskich cytatow) nie miala szans i powinna lapac sie za pierwszego, ktory sie nawinie i nie ucieknie, a nie wybierac wedle wlasnego gustu i uznania.
                                    Od kiedy Roma czyta "Toksycznych rodzicow", wiadomo, ze nie ma dla niej nadziei. A odrodzic sie w cieple borejkowskim nie chciala, glupia, na Roosevelta nie chodzila, to i szczescie jej przysluguje co najwyzej trzeciej kategorii.
                                    Jak dobrze, ze MM nie miala na Rome pomyslu...
                                    • guineapigs Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 19:42
                                      100 na 100!!!! Pamiętasz oczywiście metamorfozy Idy: 1. - IS: biedne, zakompleksione stworzenie po kilku maminych radach, odzianiu się w ładne sukienki i z nową, twarzową fryzurką (zrobioną co prawda po amatorsku, ale jednak) zdobyła wymarzonego chłopaka. 2. Potem, w dalszych tomach, wyrosła z niej prawdziwa seksbomba z wybitnym biustem (o ile mię pamięć nie myli, jakoś to było wspomniane).
                                      Oczywiście inteligencja Idy była od początku niepodważalna.
                                      To przykre, że z Romy MM zrobiła taką 'nierokującą'. Nieładną, głupio ubraną i umalowaną, nieciekawą jako osoba. Przy dorodnych i inteligentnych Borejkównach i Pyziakównach Roma Kowalik wypada bardzo, bardzo słabo.
                                      W zasadzie jest to chyba jedyna dziewczyna, której MM nie daje żadnych szans na to, by ją postrzegać jako atrakcyjną. Pomijając już nawet Borejkóny i Pyziakówny. Każda inna niz Roma dziewczyna 'coś w sobie ma'. Cesia uważą się za brzydką - a Hajduk i brodacz widzą ją jako atrakcyjną, nie wspominając o tym, że własny ojciec - co niejako oczywiste, ale jednak wydaje się naprawdę obiektywne - widzi Cesię jako pycho zdrowe, rózowe czy jakos tak, ale na pewno brzmi to atrakcyjnie. Do tego Cesia ma zamiłowanie do pediatrii. Julia jest piekna acz leniwa, Danka piękna i tajemnicza choć tez leniwa ale pisze wiersze i udziela się w kółku teatralnym, Kreska - nie wiemy, czy piękna ale na pewno ładna, do tego interesująca osobowość, inteligencja, zdolności plastyczne. Nawet opisywana jako nieatrakcyjna wizualnie Arabella (nawet Robrojek nie udaje, że ma piękną córkę) jest świetną dziewczyną, zdolną uczennicą, dobrą ogrodniczką i tzw. handymenem w jednym, wszyscy ją lubią, Czarek się w niej zakochuje (Mery Sue w wydaniu Posen). Nawet niby nieładna Aurelia jest jednak opisana jako 'o ciekawej urodzie' czy jakoś tak (czyli nie musisz być barbie by być ładna, widzę tu typ urody Kayah czy J. Steczkowskiej), no i - UCZYCIELKA.
                                      A Roma - nic, po prostu nic. Złapała lekarza (w domyśle: dzięki ojcu), wybyła za granicę, i już. Zero dobrego słowa, nic. A taka rozgarnięta dziewuszka z niej była w Kłamczusze.
                                      Nawet Lonia się przeistoczyła w atrakcyjną kobietę.
                                      Naprawdę, jakbym umiała pisać fanfiki, to wysłałabym Romę na jakiś casting, gdzie fotograf uznałby, że jej chuda twarz świetnie pasuje kamerze, że jest niesamowicie plastyczna i dzięki odpowiedniemu oswietleniu i ujęciu Roma może reklamowac i erotyczną bieliznę i nowoczesne wiertarki. Potem by się okazało, że po lekturze 'toksycznych rodziców' Roma zainteresowała sie psychologią, potem psychiatrią, i na koniec zrobiłaby doktorat ..... Ale ale, ktoś już to przed toba, kochana Guineapigs, napisał w wątku!!!! Nie kopiuj cudzych pomysłów!!!
                                      Tak, MM zrobiła cos naprawdę bardzo przykrego za pomocą Romy.
                                      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 20:04
                                        Za pomoca Romy MM dala do zrozumienia, ze dla dziewczyny, ktora osmieli sie ulokowac uczucia w wybranku Borejkowny, zle sie to skonczy. Borejkowny, nawet tylko czesciowe, sa bezkonkurencyjne, po prostu.
                                        I zadna z nich nie tylko nie wygrywa rywalizacji, ale nawet nie ma okazji rywalizowac. Nigdy zadna baba sie wokol ich chlopa/chlopa in spe nie peta.
                                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 16:00
                                    mamuka_z_boru napisała:


                                    > Buko dzięki, że się nie doczekaliśmy. Mielibyśmy serwowane refleksje Romy, jaka
                                    > to ona brzydka, zazdrosna i w lenonkach, ale na szczęście otwarta i miła rodzi
                                    > na Borejków jej to wybacza. I że tylko oni ją rozumieją, bo przecież nie rodzic
                                    > e-materialiści. I że jak niedajbuko Mila z Ignacym umrą, to jakby straciła rodz
                                    > iców... Itp. itd.


                                    Wlasnie. Jak Strybeusz. Ojciec mu umarl, coz, normalna rzecz, ale jak sie tesciom zejdzie, to strata bedzie niepowetowana. I jemu juz teraz, kiedy oboje zywi, serce sciska sie bolesnie na sama mysl. Tfu.
                                • zla.m Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 18.12.16, 22:34
                                  potworia napisał(a):

                                  > Poza tym Patrycja nie "wzięła się za chłopaka, na którym przyjaciólce zależało"
                                  > , bo cała książka traktuje o tym jak wypiera, zaprzecza i próbuje zlekceważyć c
                                  > oraz bardziej beznadziejne w nim zakochanie.

                                  Problem polega na tym, że Patrycja nie chce być zakochaną w Baltonie, bo nie podoba jej się, że on ma na nią taki wpływ, że ma nad nią władzę. Pulpa dotychczas robiąca co chce z zakochanymi chłopakami, nie chce być teraz tą stroną zabiegającą, pewnie się podświadomie boi, że ktoś ją potraktuje tak, jak ona Marcelka na przykład (i szkoda, że jej się to nie zdarza). Ona w ogóle nie ma wyrzutów sumienia, że podrywa chłopaka, na którym jej przyjaciółce zależy, ma tylko do Romy pretensję, że to wyznała. Czemu? Ano temu, że gdzieś tam jednak czuje, że nie powinna się chłopakiem "zaklepanym" przez przyjaciółkę interesować. Ale jest zbyt egoistyczna i żadna z niej przyjaciółka, więc poza chwilową złością na Romę, nie bierze jej istnienia pod uwagę.

                                  Jak pamiętam lata liceum, to fakt, że chłopak interesował się Kasią a nie Basię, nie miał żadnego znaczenia ;-) Jeżeli Basia go "zaklepała", to Kasia miała moralny obowiązek wysłania go na drzewo, gdy proponował randkę. Oczywiście, nie zawsze to działało, ale jednak, takie były niepisane reguły... Może dlatego, że tak naprawdę wiedziałyśmy, że chłopak jest na trochę, a przyjaźń - na długo. Owszem, nie upieram się, że to była reguła zawsze i wszędzie. Ale jednak sądzę, że dość powszechna.
                                  • przymrozki Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.07.19, 22:18
                                    zla.m napisała:

                                    > Ona w ogóle nie ma wyrzutów
                                    > sumienia, że podrywa chłopaka, na którym jej przyjaciółce zależy, ma tylko do
                                    > Romy pretensję, że to wyznała.

                                    No nie, to nie było tak. Patrycja i Roma, między innymi przez Baltonę, ale też z powodu ogólnego powodzenia Patrycji i zazdrości Romy, oddaliły się od siebie, jakoś gorzej im się rozmawiało. Wiemy, że martwiło to przynajmniej Pulpę. W chwili rozluźnienia, kiedy już wydawało się, że jest lepiej, dziewczyny rozmawiają sobie o wadach Baltony raźno zmierzając do puenty "szkoda naszej przyjaźni na takie byle co jak Florian Górski". I wtedy Roma wykonuje zaskakującą woltę, wyznaje, że jej na Florku zależy. Patrycja, co widzimy z jej punktu widzenia, czuje się wyprowadzona w pole - Roma wrobiła ją w wyznanie typu "wolę ciebie niż Baltonę" sugerując coś w rodzaju wzajemnego paktu, a potem okazało się, że Kowalikównie wcale nie zależało na przyjaciółce, tylko na wykoszeniu konkurencji w wyścigu o parę spodni.

                                    A czy Roma w ogóle mogła "zaklepać" Baltonę? Rozumiem, gdyby on był jej chłopakiem albo przynajmniej wszystko w tym kierunku zmierzało. Ale w takiej sytuacji? Florek latał za Patrycją, Patrycja, choć jeszcze o tym tak do końca nie wiedziała, też go kochała. Nie jestem pewna, czy przyjaźń łączy się z prawem rozbijania takiego tlącego się uczucia, "bo tak".
                            • galene_ra Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 23:18
                              tt-tka napisała:
                              > Moze i zal, ale ja to odebralam jako zal do Romy, a nie do losu (pozniejsze sce
                              > ny, nie ta u fotografa). To Roma sie nie odzywa, nie zagaduje, wlecze sie ze sm
                              > etna mina, kiedy Patrysi jest wesolo, to Roma wyjezdza tak nie w pore i Patrycj
                              > a glupio wpada.

                              Ja jednak będę się upierać, że to jest żal do losu. A w późniejszych scenach udawanie przed sobą, że nic się nie stało. Kiedy już się nie da udawać następuje psychiczne załamanie.
                              Gdy Roma wyjeżdża a Pulpecja kłamie to w ogóle nie widzę żalu, złości do przyjaciółki tylko ogromne zażenowanie wpadką.

                              > Roma tez sie nie starala odbudowac niczego, ale ja rozumiem - poczula sie przez
                              > przyjaciolke oszukana. Nie bez podstaw.

                              Też mi się postawa Romy wydaje w pełni uzasadniona. To Patrycja powinna wykonać pierwszy krok.

                              > I w ogole mam wrazenie, ze ta przyjazn byla dosc jednostronna - Pulpa przypomin
                              > a sobie dowody przyjazni Romy, lojalnosci Romy i tak dalej. Swoich wobec Romy n
                              > ie

                              Może rzeczywiście jednostronna a może to tylko wrażenie wynikające z sytuacji. Patrycja przypomina sobie dowody przyjaźni Romy, gdy ta jest skrzywdzona i to także niechcący przez Pulpecję. Wtedy raczej myśli się o tym, co przyjaciółka zrobiła dla nas, niż co my zrobiłyśmy dla niej.
                      • ciotka_scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 17:38
                        > No ale to wcale nie zmienia faktu, ze Patunia zachowała się podle.

                        Jeszcze raz - chodziło mi wyłącznie o: "Nie rozumiem zupełnie, skąd to zgorszenie, dodatkowo zaakcentowane wykrzyknikami, że odkryła to dopiero PO wyznaniu Romy."

                        Reszty posta się NIE CZEPIAM.

                        PS Baltona nie był chłopakiem Romy, że zauważę, i ani myślał być, z tego co wiemy.
                        • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 21:11
                          A ktoś twierdził, że Baltona się w Romie skrycie kochał? Bo nie zauważyłam... Zdaje się, że dla wszystkich jest jasne, że Roma szans nie miała żadnych u tego właśnie chłopaka - ani to pierwsza ani ostatnia taka historia. I ani to pierwsza, ani ostatnia historia, że ładniejsza przyjaciółka bez skrupułów sobie tegoż chłopaka bierze - bo może.
                          Czepiłaś się wykrzykników - ok. No to bez podkreślenia [acz nadal uważam, że pannica, która PO takim wyznaniu przyjaciółki "nagle" odkrywa w sobie pokłady uczucia do tego właśnie chłopaka - to sucz nieziemska] i bez wykrzykników. Bo zasadniczo do wyznania Romci - Baltona był dla słodkiej Patuni kumplem z dzieciństwa, tylko i li. I tak, uważam, że postąpiła podle. I uważam za jedną z największych i najpoważniejszych "wpadek" MM nie nazwanie tego po imieniu - czyli nie napisanie, że tak bywa, że to życiowe i do bólu częste - ale na pewno nie w porządku. Bo u MM - Patunia jest słodka jak śpiączka cukrzycowa, milusia i szczęśliwa, a ta paskudna brzydula Romcia okazuje się być zawistnym padalcem, który nie umie docenić wspaniałości Borejkówny. No, kurczę, jakoś ja też nie umiem. I o ile książkę "Pulpecja" - lubię, właśnie z życiowość, o tyle kreowanej na BOHATERKĘ POZYTYWNĄ Patuni - nie czorta polubić nie mogę.
                          • kkokos Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 21:49
                            vi_san napisała:

                            nadal uważam, że pa
                            > nnica, która PO takim wyznaniu przyjaciółki "nagle" odkrywa w sobie pokłady ucz
                            > ucia do tego właśnie chłopaka - to sucz nieziemska

                            emma też odkryła w sobie pokłady uczuć do pana knightleya dopiero po wyznaniu harriet... czy nagle jane austen potępia swoja bohaterkę, dla które przedtem ma sporo wyrozumiałości?

                            Bo u MM - Patunia jest słodka jak śpiączka cukrzycowa, milusia i szczęśliw
                            > a, a ta paskudna brzydula Romcia okazuje się być zawistnym padalcem, który nie
                            > umie docenić wspaniałości Borejkówny. No, kurczę, jakoś ja też nie umiem.

                            a tu się akurat zgadzam - świństwem jest to, jak pani MM potraktowała romę i jak pozwala ją traktować borejkom w kolejnych tomach (te odstające uszy). roma zasługiwała i na zrozumienie, i na współczucie, i na autorskie wsparcie, a nie na kretyński myk z młodym lekarzem jak diabeł z pudełka.

                            I o i
                            > le książkę "Pulpecja" - lubię, właśnie z życiowość, o tyle kreowanej na BOHATER
                            > KĘ POZYTYWNĄ Patuni - nie czorta polubić nie mogę.

                            a mnie patrycja irytuje całościowo, że akurat o ten numer z baltoną nie mam większych od tej irytacji pretensji (pomijając już to, że w ogóle nie rozumiem tych ochów, achów i kultu, jakim na forum baltona ze swym dziubkiem jest powszechnie otoczony - więc może trochę dla mnie trafił swój na swego i bóg z nimi?)
                            • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 23:06
                              Kkokos - mi nie chodzi o potępienie Patrycji! Takie rzeczy zdarzały się jak świat światem i są NORMALNE, zwłaszcza w przypadku "letniej" przyjaźni [bo pierw należałoby się zastanowić, czy to co łączy Patrycję i Romę to na serio PRZYJAŹŃ?]. Zauważ też, że 1. czasy były jakieś inne wówczas, 2. Hariett miała jakieś tam powody przypuszczać, że nie jest Jerzemu zupełnie obojętna [ten taniec po tym jak ją ta wredna żona pastora ośmieszyła], 3. Jane Austen jednak tą biedną Hariett "wydaje" szczęśliwie za mąż za "odpowiedniego" dla niej mężczyznę. No i jakoś "Emmę" czytałam ze sto lat temu z okładem, ale miałam wrażenie, że autorka nie gloryfikuje swojej bohaterki? Podkreślę, że to tylko moje wrażenie, ale odebrałam, iż J.A. ocenia Emmę jako zadufaną w sobie, ponad miarę pewną siebie i dość apodyktyczną? Mogę się mylić, ale takie miałam odczucia czytając...
                              Uh... Po Pulpecji [zanim się pokazały kolejne "idylliczne" tomy to mi się marzyło, żeby za kilka lat się okazało, że Baltona jak był "harleyowcem" tak pozostał, tylko od nadmiaru piwa i koncertów "muzyki metalicznej" mu się odpowiedzialność za rodzinę skurczyła do zera - i miałam taką wizję: Pulpa, zaniedbana, zaharowana, żeby dom utrzymać, z trójką przychówku spotyka gdzieś w parku Romę - zaczynają rozmawiać, tak normalnie, typu "co u ciebie" no i tu clou imprezy" Pulpa maturę jakoś doskrobała, ale to wszystko, mieszkają kątem na zapleczu kwiaciarni, w której Baltona przestał być udziałowcem a jest tylko pracownikiem, tak jak i sama Patrycja, troje dzieci, czwarte w drodze... No a Roma, związawszy się z młodym a obiecującym lekarzem poszła na medycynę [nie wiemy nic o jej predyspozycjach, więc nie ma mowy o mężologii stosowanej], skończyła studia, jej mąż jest chirurgiem, ona zajęła się np. bariatrią, ma sukcesy, była na stażach w Australii, Japonii i USA, owszem, mają dwoje dzieci, zastanawiali się nad wykupieniem dawnej willi, ale uznali, że szkoda kasę pchać w remonty i zainwestowali w przestronny dom [tu wpisać dobrą, komfortową dzielnicę Poznania], Roma wydała podręcznik dla uniwersytetów medycznych o zastosowaniu laparoskopu przy zabiegach bariatrycznych i ma "na koncie" cykl artykułów w prasie branżowej o leczeniu cukrzycy... I nie, nie chciałabym, żeby Roma nagle objawiła się jako pięciogwiazdkowa piękność! Ale żeby się okazało, że dobrze ścięte włosy w nowoczesną, asymetryczną fryzurę podkreśliły ładne kości policzkowe, szkła kontaktowe ujawniły piękne szare oczy dotąd ukrywane za nietwarzowymi lenonkami, a dobrane ciuchy - ujawniły świetną, smukłą figurę. I choć pozostała nie piękną Romcią, to jednak zyskała urok itd...
                              Ja nie mam do Patrycji pretensji o "ten numer z Baltoną". Jak pisałam nie raz - jest to nader częste i życiowe. Ale mam pretensje o bycie tępą, zapatrzoną tylko we własny interes egoistką - plus do autorki, że takie coś jest [teoretycznie nastolatkom] serwowane jako bohaterka pozytywna.
                              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 23:49
                                - Widzialas Patrycje ?!
                                - Nie - zdziwila sie Roma, dawniej Kowalik, kiedy juz skojarzyla, ze pytanie dotyczy niegdysiejszej wspolsiedzacej z nia w lawie szkolnej. Bardzo na wyrost zwanej wowczas przyjaciolka. Wysluchala komunikatow o tym, jak niegdys przesliczna Pulpa haniebnie sie roztyla, o co mniejsza, nadal jest ladna, niestety, stwierdzila niechetnie ich dawna kolezanka z klasy, ale sluchaj, kura domowa sie z niej zrobila okropna, gdacze na okraglo i bez sensu, tylko patrzec, kiedy zacznie znosic jaja ! Tylko kuchnia, przepisy, ona o niczym innym nie mowi i nic innego nie robi ! Nigdy nie byla lotna, ale teraz juz calkiem zglupiala, a ten jej maz, nie uwierzysz, taki byl fajny chlopak, a roztyl sie, rozlal i podtatusial tak, ze az przykro patrzec ! Bo wiesz...
                                Roma przez kilka minut uprzejmie udawala, ze slucha, w koncu nie wytrzymala.
                                - A z czym ty wlasciwie ... ? - kiedy wyjasnilo sie, ze kolezanka (zreszta wtedy wielbicielka i ogon Patrycji) dzwoni w konkretnej i interesujacej sprawie, a ploty byly tylko przy okazji, Roma zaczela sluchac uwaznie. Tak, to interesujacy projekt, poza moja specjalnoscia, ale pokrewna dziedzina...wiesz co, przemysle, zorientuje sie, jak stoje z czasem i odpowiem. Tak, szybko. Przeslij materialy.
                                - Mamus ! - do pokoju wpadl wyrosniety i rozczochrany chlopak - o, pardon, to za chwile.
                                Dala mu znak, zeby zostal, zaraz konczy rozmowe, wysluchala, z czym przyszedl, wyrazila stanowczy sprzeciw zarazem mruzac oko. I tak bylo jasne, ze ojciec pozwoli mu na ten pomysl, a matczyne "zabraniam" posluzy mu jako usprawiedliwienie cichego "tylko na 30% kosztow sam musisz zarobic". Uprawiali te gierke od lat, chlopcy juz dawno zorientowali sie, na czym to polega, ale przestrzegali konwencji.
                                - Przystojnego mam syna - pomyslalo jej sie glosno i w pore ugryzla sie w jezyk, by nie dodac, ze to do pracy modela nie wystarczy. Niech smarkacz sprobuje.
                                - I ty niezgorsza, mamus - syn cmoknal ja w policzek i juz go nie bylo. Roma odruchowo zerknela w lustro i usmiechnela sie. Dobrze wygladala, nie da sie ukryc. Nie do wiary, co nozyczki w zrecznych rekach i dobrze dobrane okulalary zrobily z twarza, ktorej przez dwadziescia kilka lat swego zycia nie lubila. A, co tam, przyjemnie jest byc ladna, ale jeszcze przyjemniej podziwiana i lubiana - pierwsze za osiagniecia, drugie za ciety dowcip, sklonnosc do czarnego humoru to chyba jedyne, co jej zostalo z tych smarkatych lat.
                                Zerknela w swoja rozpiske - spotkanie, zebranie, szkolenie, musi sie przygotowac do poprowadzenia i trzeba to upchnac w czasie tak, zeby jednak mogli wyskoczyc na dlugi weekend do Fryzji. Swiatowe zycie dobra rzecz, kiedy intensywne i smakuje, ale troche spokoju tez potrzeba. Nie ma cudow, przez najblizsze dwa dni gotuja chlopaki, sami, bez niej.

                                Wzruszyla ramionami, a potem rozesmiala sie sama do siebie na wspomnienie poczatku rozmowy. Baltona, mroczny rycerz utyty i podtatusialy ? Wylewa sie ze zbroi ? Az trudno uwierzyc, ze kiedys to tak zabolalo...
                                • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 00:12
                                  O właśnie! Coś w tym stylu! Tylko mi się tłukła osobista rozmowa eks... znajomych? Bo przyjaciółek to mocno na wyrost... Albo spotkanie typu Roma będąc odkryciem medycznym itd jest jako gość honorowy na poznańskim Uniwersytecie Medycznym [czy tam Akademii Medycznej, jak zwał tak zwał] a ów podtatusiały roztyty Baltona dostarcza kwiaty dla gościa honorowego. No i ona rozpoznaje w tym grubawym, nieciekawym panu, zwąsiałym i ospałym dawnego amanta, on w niej tą chudą i zakompleksioną pannicę, której nie chciał, jemu coś pika, zaczyna rozmowę, jak to mu się życie zasupłało, bo on wcale tak nie chciał, bo chciał być "mhrrrocznym wilkiem" a tu Patusia w ciąży jednej, drugiej a za trzecim razem to bliźnięta, o zobacz, tu mam zdjęcie, i życie jest do luftu, a ty zawsze byłaś taka piękna, ach, taka nieosiągalna... I na to podchodzi ten jej wciąż przystojny mąż z kieliszkiem szampana "Chodź, kochanie, profesor i wszyscy goście na ciebie czekają" i z takim ciepłym, troskliwym uśmiechem i gestem zabiera ja, na prawdę nieosiągalną dla woja Flobrego do świata nauki i wiedzy, a nie dostawcy kwiatków...
                                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 00:32
                                    E, o czym z Pulpa rozmawiac, o Borejkach ? Po co ? zwlaszcza Romie po co to ?

                                    A Flobry wydaje sie byc calkiem zadowolony z zycia. I niech mu bedzie. Gdyby Roma miala go zobaczyc takiego, jak MM narysowala, to...wspomnien szkoda. Ja wole wierzyc, ze ja jej zycia pochlania tak, ze nawet nie wspomina nieudanej szczeniecej milosci i sparcialej nastoletniej "przyjazni". I satysfakcja, szczegolnie taka podszyta msciwoscia nie jest jej do niczego potrzebna.
                                    • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 00:35
                                      A się nie upieram. Twoja wizja nader do mnie trafia. :) I tego bym Romie życzyła...
                              • kkokos Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 12:28
                                vi_san napisała:

                                3. Jane Austen jednak tą biedną Har
                                > iett "wydaje" szczęśliwie za mąż za "odpowiedniego" dla niej mężczyznę.

                                i to takiego, do którego harriet dawno już ciągnęło - to zupełnie co innego niż wydanie za diabła z pudełka.

                                ode
                                > brałam, iż J.A. ocenia Emmę jako zadufaną w sobie, ponad miarę pewną siebie i d
                                > ość apodyktyczną? Mogę się mylić, ale takie miałam odczucia czytając...

                                moim zdaniem się nie mylisz, ale - powtórzę - autorka ma dla niej wiele wyrozumiałości. i choć emma dostaje po drodze po nosie (piknik i panna bates), to autorka wciąż traktuje ją lekko, żartobliwie, pobłażliwie, ot, głupia młodość i nieznajomość życia i świata. tam też nie ma potępienia. choć oczywiście dzięki temu, że autorka ma równie wiele ciepłych uczuć dla harriett, nic nie zgrzyta - a sposób potraktowania romy zgrzyta jak cholera.


                                > Uh... Po Pulpecji [zanim się pokazały kolejne "idylliczne" tomy to mi się marzy
                                > ło, żeby za kilka lat się okazało, że Baltona jak był "harleyowcem" tak pozosta
                                > ł, tylko od nadmiaru piwa i koncertów "muzyki metalicznej" mu się odpowiedzialn
                                > ość za rodzinę skurczyła do zera - i miałam taką wizję: (...) I nie, nie chciałabym, żeby Roma nagle objawiła się jako pięciogwi
                                > azdkowa piękność! Ale żeby się okazało, że dobrze ścięte włosy w nowoczesną, as
                                > ymetryczną fryzurę podkreśliły ładne kości policzkowe, szkła kontaktowe ujawnił
                                > y piękne szare oczy dotąd ukrywane za nietwarzowymi lenonkami, a dobrane ciuchy
                                > - ujawniły świetną, smukłą figurę. I choć pozostała nie piękną Romcią, to jedn
                                > ak zyskała urok itd...

                                no dokładnie tak! i to też byłoby pieruńsko życiowe - bo przecież często się zdarza, że kobieta dwudziestoletnia umiarkowanie interesująca rozkwita dopiero po trzydziestce, kiedy pozna samą siebie, nabierze pewności siebie itd.


                                > Ja nie mam do Patrycji pretensji o "ten numer z Baltoną". Jak pisałam nie raz -
                                > jest to nader częste i życiowe. Ale mam pretensje o bycie tępą, zapatrzoną tyl
                                > ko we własny interes egoistką - plus do autorki, że takie coś jest [teoretyczni
                                > e nastolatkom] serwowane jako bohaterka pozytywna.
                                >

                                o ile nie mam pretensji o bycie tępą egoistką, bo takie postaci też są cholernie w książkach mających uchodzić za życiowe potrzebne, to o serwowanie w charakterze bohaterki pozytywnej oczywiście pretensję dużą. bo przecież autorka przyznaje różnym postaciom prawo do ucierania nosa, ba, do dobijania postaci, które uważa za niepozytywne - vide różne teksty, których musiała wysłuchiwać mcdusia. więc to nie jest tak, że patrycji nie można było ustawić do pionu.
                                • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 22:30
                                  Ba, miałam takie wrażenie, znaczy tak mi się wydaje, że miałam, bo [jak pisałam] "Emmę czytałam daaawno temu i nie czuję potrzeby powrotu - że gdyby nie ta intrygantka bohaterzyca, swatka od siedmiu boleści żołądka i zębów - to Hariett i Robert Martin spokojnie by się zeszli - i obyłoby się bez powieści. :D
                                  I w pełni rozumiem, że autoreesa [MM] usprawiedliwia i jakoś "wybiela" Patrycję. Ale robi to tak niezręcznie - że we mnie zawyło. Pełnym głosem, słyszalnym z Trójmiasta do Sydney w Australii "Co to ma być!?!?!?!". Zauważyłaś też, że autorka "Emmy" choć nie potępia wprost swojej bohaterki - to jednak nie opisuje jej odautorsko w superlatywach. J.A. dostrzega, że jej Emma jest zadufana w sobie, że jest zbyt przekonana o swojej nieomylności i w gruncie rzeczy kompletnie niedojrzała. Pisze o tym z sympatią, z pewnym pobłażaniem - ale pisze nie jako o zaletach! Tymczasem MM Pulpę niemal "gloryfikuje" - Patunia jest cudowna, słodka, śliczna i urocza a ta wredna Roma jej zazdrości, zawistnica paskudna i lenonki nosi. I w efekcie otrzymujemy książkę przy której moje wnętrzności pierwszy raz skręciło w supełek.
                                  A co do ostatniego akapitu - źle się wyraziłam. Nie ma do Patrycji pretensji o bycie tępą, zarozumiałą i zapatrzoną wyłącznie we własne zachcianki egoistką. Mam za to ogromne pretensje do MM, że takie coś proponuje swoim czytelniczkom [z założenia nastoletnim!] jako BOHATERKĘ POZYTYWNĄ! Nie "życiową", nie "autentyczną", nie "z problemami, ale dająca się lubić". A jako POZYTYW! No to ja bardzo przepraszam... I to jest [w moich oczach] pierwsza książka, która "położyła" sens Jeżycjady, acz nadal jest to książka dobra i dobrze napisana.
                            • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 00:34
                              > a tu się akurat zgadzam - świństwem jest to, jak pani MM potraktowała romę i ja
                              > k pozwala ją traktować borejkom w kolejnych tomach (te odstające uszy). roma za
                              > sługiwała i na zrozumienie, i na współczucie, i na autorskie wsparcie, a nie na
                              > kretyński myk z młodym lekarzem jak diabeł z pudełka
                              Ten myk z młodym lekarzem w ogóle jest taki dziewiętnastowieczny, nie wyobrażam sobie młodego lekarza żeniącego się z maturzystką, jeszcze do tego córką szefa, przecież każdy normalny ordynator zszedł by na apopleksję, gdyby jego wychuchana córunia wyszła za mąż zamiast poszła na studia i kontynuowała rodzinną tradycję. Zwłaszcza, że syn niespecjalnie rokował.
                              • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 18:11
                                sanciasancia napisała:

                                > Ten myk z młodym lekarzem w ogóle jest taki dziewiętnastowieczny, nie wyobrażam
                                > sobie młodego lekarza żeniącego się z maturzystką, jeszcze do tego córką szefa
                                > , przecież każdy normalny ordynator zszedł by na apopleksję, gdyby jego wychuch
                                > ana córunia wyszła za mąż zamiast poszła na studia i kontynuowała rodzinną trad
                                > ycję. Zwłaszcza, że syn niespecjalnie rokował.

                                Ja to tak odbieram, że doktor miał być dla Romy nagrodą pocieszenia, coby nikt nie mówił, że Patunia ją skrzywdziła. No jak skrzywdziła, skoro proszę, o, Roma sobie znalazła męża, w dodatku lekarza, stojącego u wrót kariery!

                                W dziewiętnastym wieku ten chłyt może by zadziałał, jednak obecnie tak jakby nie bałdzo. W oczach współczesnego czytelnika to wygląda tak, jakby po porażce z Baltoną, co padł na pulchne łono Pulpy, Roma się desperacko rzuciła na pierwszego lepszego faceta, który nie uciekał, po czym powlokła go spiesznie do ołtarza, żeby się już na pewno nie oddalił.
                                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 21:21
                                  bupu napisała:
                                  >
                                  > Ja to tak odbieram, że doktor miał być dla Romy nagrodą pocieszenia, coby nikt
                                  > nie mówił, że Patunia ją skrzywdziła. No jak skrzywdziła, skoro proszę, o, Roma
                                  > sobie znalazła męża, w dodatku lekarza, stojącego u wrót kariery!
                                  >
                                  > W dziewiętnastym wieku ten chłyt może by zadziałał, jednak obecnie tak jakby ni
                                  > e bałdzo. W oczach współczesnego czytelnika to wygląda tak, jakby po porażce z
                                  > Baltoną, co padł na pulchne łono Pulpy, Roma się desperacko rzuciła na pierwsze
                                  > go lepszego faceta, który nie uciekał, po czym powlokła go spiesznie do ołtarza
                                  > , żeby się już na pewno nie oddalił.

                                  I moim zdaniem tak mialo wygladac. Z wylaczeniem desperacji :)
                                  Same widzicie, moje KC, ze to nie byla prawdziwa milosc, tylko takie mlodziencze zadurzenie, Roma sie od razu zareczyla, a Baltona to tylko jej sie wydawalo, to Patunia jest naprawde zakochana !

                                  Dla mnie gorzki samotny placz Romy jest bardziej przejmujacy niz lapanie sie za usta borejczych bab (Pulpy nie wylaczajac)

                                  Plus nie chce sobie wyobrazac reakcji choleryka Kowalika, gdyby mu podwladny zasunal, ze wlasnie zareczyl sie z jego 18-letnia corka. Gdyby corka mu to zasunela, tym bardziej nie chce.
                                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 21:32
                                    Tak w ogole to jeszcze na podkoziolek, czyli mniej wiecej srodek lutego, Rome interesuje tylko Baltona, o nikim innym nie ma mowy. To jak dlugo przed zareczynami ona znala swego narzeczonego i co na to jej rodzice ???
                                    • kkokos Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 22:14
                                      może została żoną z łapanki - facet chciał dostać stypendium, ale ono było tylko dla żonatych :P
                          • galene_ra Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 22:45
                            vi_san napisała:
                            > ucia do tego właśnie chłopaka - to sucz nieziemska] i bez wykrzykników. Bo zasa
                            > dniczo do wyznania Romci - Baltona był dla słodkiej Patuni kumplem z dzieciństw
                            > a, tylko i li.
                            Zasadniczo nie był kumplem już wcześniej. Bo jest między nimi przyciąganie już na początku powieści. Choćby scena tarzania się w śniegu, w której Patrycja czuje linę, która wiąże ją z odchodzącym Baltoną. To nie jest nawet złota nić, tylko od razu lina czy sznur.
                    • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 22:09
                      Ciotko, no błagam! Napisałam wszak wyraźnie, książka JEST życiowa! I nie ma nic dziwnego w tym, że Patunia nagle "odkryła" w sobie uczucie po tym, jak przyjaciółka jej się w zaufaniu zwierzyła. Nic dziwnego. Tylko, uwaga, skoro nie doczytałaś tego dotąd w moich postach, to podkreślam: zabrakło mi albo jakiegoś śladu myśli pod blond czuprynką, że postąpiła nie do końca fajnie, albo chociaż komentarza odautorskiego, że, nie ma zmiłuj, Pulpa postąpiła typowo, życiowo i EGOISTYCZNIE. Że Pulpa okazała się być nie bohaterką pozytywną, a wyłącznie zapatrzoną w koniec swego nosa, paskudną niunią. Przypomnę ci, Ciotko, że w założeniu targetem tej książeczki są małolatki. I one, te potencjane nastoletnie czytelniczki, powinny dostać jasny przekaz - tak bywa, to życiowe ale NIE DOBRE. A otrzymują info, że nic z tych rzeczy! Patunia jest słodka i szczęśliwa, Florian zakochany i szczęśliwy i tylko ta brzydka Romcia zawistnica paskudna w lenonkach nie chce się cieszyć szczęściem przyjaciółki...
                      • ciotka.scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 27.01.23, 11:43
                        vi_san napisała:

                        > Ciotko, no błagam! Napisałam wszak wyraźnie, książka JEST życiowa! I nie ma nic
                        > dziwnego w tym, że Patunia nagle "odkryła" w sobie uczucie po tym, jak przyjac
                        > iółka jej się w zaufaniu zwierzyła. Nic dziwnego. Tylko, uwaga, skoro nie doczy
                        > tałaś tego dotąd w moich postach, to podkreślam: zabrakło mi albo jakiegoś ślad
                        > u myśli pod blond czuprynką, że postąpiła nie do końca fajnie, albo chociaż kom
                        > entarza odautorskiego, że, nie ma zmblablablablabla blablablablablaaaaa, blaaa blaaa blaaaaaaa.....

                        Czort swoje, pop swoje.
                        • ciotka.scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 27.01.23, 11:46
                          Ja piszę, czego nie rozumiem w świętym oburzeniu, że Patrycja odkryła swoje uczucia po wyznaniu Romy, a dostaję w zamian po raz milion pińcet sto dziwińcet ten sam elaborat o tym, jaką to Patrycja całościowo była egoistką i bezmyślną wredną małpą. Bo raz by nie wystarczyło, trzeba pisać to samo w stu postach.
                          Boszszsz...
        • gat45 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 07:26
          > "Trudno było się spodziewać, by panna młoda nosiła pęk kluczy w jakimś zakamark
          > u swego powiewnego stroju, w którym, nawiasem mówiąc, właśnie dygotała na wietr
          > ze, okryta li i jedynie narzuconą na ramiona pelerynką. Pogoda pogarszała się z
          > każdą chwilą, goście drżeli i przytupywali, należało coś postanowić, ale Borej
          > ko, na którą zwracało się tyle par oczu należących do gości, niestety - także s
          > ąsiadów z niemal wszystkich pięter, nic jakoś wymyślić nie mogła. Miała ochotę
          > płakać i tyle. Wiatr zapierał dech, zimne płatki zasypywały oczy, a mdlące uczu
          > cie koszmarnej porażki, takie samo jak we śnie, nie chciało jej opuścić. Przeci
          > wnie. Rosło i rosło, utrwalając się na dobre.
          > - Jak mógłbym ci pomóc, Milu? - zapytał bezradnie Ignacy Borejko, lecz żona rzu
          > ciła mu tylko bolesne spojrzenie. Nie miała dla niego żadnych wskazówek.

          Co to jest za pytanie ? (to tak nawiązując do wątku o prawach właścicielskich :) )
          Takie pytanie może zadać osoba trzecia. Ale patriarcha rodu ? Pan domu i głowa rodziny ?
          • abdiasz Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 10:14
            Przecież Ignacy nigdy się domem nie interesował, więc gdy już coś się wydarzy, to siłą bezwładu zwraca maślane oczy na Milę ;) Jak dla mnie logiczne. Ale bardzo źle o nim świadczy.
            • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 11:15
              abdiasz napisał(a):

              > Przecież Ignacy nigdy się domem nie interesował, więc gdy już coś się wydarzy,
              > to siłą bezwładu zwraca maślane oczy na Milę ;)

              No, zainteresowal sie, dzien wczesniej :)
              Noelka "zeby ci bylo lzej na duszy (do zony to mowi), ja po prostu natychmiast zdejme te firanki i wrzuce je do pralki". Ale owszem "zona spojrzala na niego z zaskoczeniem. Po raz pierwszy w historii ich malzenstwa ojciec Borejko przejawil
              tak daleko idaca chec wlaczenia sie w sprawe porzadkow" - czy w czasie czterech ciaz Mili firanki zdejmowala i zawieszala wyprane Gizela albo Kazio czy wisialy brudne po kilka miesiecy ?
              I dalej "ojciec Borejko zlazil z drabiny bardzo niepewnie, poniewaz zasadniczo nigdy dotad nie przebywal na drabinie". A czytelnikom wciska sie, ze on szafe scienna wlasnorecznie zrobil - stawal na palcach i wystarczylo ? I ten (duzo pozniejszy) tekst Idy "zawsze byl tu nasz ojciec i emanowa swoista meskoscia".
              Podziwiac, ze malzenstwa tylko dwoch Borejkowien sa popaprane, a dwie pozostale stworzyly jednak udane zwiazki.
              • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 15:01
                tt-tka napisała:

                czy w czasie czterech
                > ciaz Mili firanki zdejmowala i zawieszala wyprane Gizela albo Kazio czy wisialy brudne po kilka miesiecy ?

                Nie, prawdopodobnie Mila wzorem swojej biologicznej matki w 8 miesiącu latała po drabinie.

                > I ten (duzo poz niejszy) tekst Idy "zawsze byl tu nasz ojciec i emanowa swoista meskoscia".

                Kluczowym słowem w tym zdaniu jest "swoistą". Słownik Języka Polskiego: "swoisty - właściwy komuś lub czemuś; charakterystyczny, specyficzny". Męskość Ignacego nie była obiektywną męskością w tradycyjnym - a raczej powszechnym - tego słowa znaczeniu. To męskość specyficzna dla jego osoby, w której wcale nie muszą mieścić się cechy utożsamiane z typowym mężczyzną.

                • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 21:06
                  Ignacego seniora należy podziwiać za dalekowzroczność i planowanie. Spłodził cztery córki, prawda? Razem z matką jest więc PIĘĆ kobiet, które dbają o dom. Ignacy już nic nie musi - ani okien myć, ani śmieci wyrzucać, ani odkurzać. Od tego są kobiety. Oczywiście do pewnego momentu o dom dbała tylko i wyłącznie jedna kobieta. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego Mila nie zaganiała córek do pomocy! Nutria ma "maślane łapy" głównie dlatego, że nigdy nie zmywała, więc nie miała jak i kiedy się nauczyć. Niestety, dzieciak musi potrzaskać trochę naczyń, zanim nabierze wprawy.

                  Teraz sobie uświadomiłam, że mój pierwszy Jeżycjadowy wstrząs nastąpił strasznie dawno temu, jeszcze w KK! Milę odwiedza koleżanka i zastaje ją w łazience szorującą wannę. A kilkunastoletnia pannica w tym czasie czyta Arystotelesa. Nosz marwa kuć!
                  • 3piota Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 21:59
                    pi.asia napisała:
                    > Nutria ma "maślane łapy" głównie dlatego, że nigdy nie zmywała, więc nie miała
                    > jak i kiedy się nauczyć.

                    Zwłaszcza, że uwielbiała taplać się w wodzie.
                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 22:23
                      3piota napisał(a):

                      > pi.asia napisała:
                      > > Nutria ma "maślane łapy" głównie dlatego, że nigdy nie zmywała, więc nie
                      > miała
                      > > jak i kiedy się nauczyć.
                      >
                      > Zwłaszcza, że uwielbiała taplać się w wodzie.

                      No wlasnie SIE uwielbiala taplac, Siebie, nie talerze czy sztucce :)
                      Panny w KK nie maja pojecia o pracach domowych, bo matke denerwowaly ich niezdarne czy tam slamazarne poczynania. A gdy Gaba wziela sie wreszcie za pomaganie, takze nie dopuszczala mlodszych do zadnych dzialan, zdaje sie. No i mamy maslanolapa Natalie, Pulpe, ktora dopiero na swoim wziela sie do roboty... otrzasa mnie (a nie jestem pedantka, w najmniejszym stopniu !), gdy czytam o ich pokoiku, ktory od Wigilii do walentynek nie widzial szczotki ani odkurzacza.
                  • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 22:28
                    pi.asia napisała:

                    > Kompletnie nie rozumiem, dlaczego Mila nie zaganiała córek do pomocy!
                    > Nutria ma "maślane łapy" głównie dlatego, że nigdy nie zmywała, więc nie miała
                    > jak i kiedy się nauczyć. Niestety, dzieciak musi potrzaskać trochę naczyń, zan
                    > im nabierze wprawy.

                    Tylko że kiedy Ida w "IŚ" przebywa dłuższy czas sama to jakoś potrafi i coś ugotować, i nie zabałaganić domu... W "Kalamburce" Fela stwierdza, że dziewczynki potrafią pracować, jeśli się je przypilnuje. Czytając "IŚ" miałam wrażenie, że po chorobie Mili Borejkówny zaczęły pomagać w codziennych obowiązkach i nabyły "domowe" umiejętności. Potem to się stopniowo rozmyło, aż do wielkiej powtórki w osobie Laury demolującej kuchnię Almy.



                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 22:40
                      marutax napisał(a):



                      > Tylko że kiedy Ida w "IŚ" przebywa dłuższy czas sama to jakoś potrafi i coś ugo
                      > tować, i nie zabałaganić domu...

                      Sprzatania sobie nie przypominam, a ugotowac - juz w KK Ida wiedziala, ze rybke przed smazeniem nalezy posypac maka, choc nie praktykowala. Moze byla po prostu bystrzejsza od starszej siostry, bardziej spostrzegawcza, uczyla sie patrzac na matke ? Albo - obrazoburcza mysl - nauczyla sie tego w szkole na tzw "robotach", zwanych takze ZPT ? (u mnie w szkole mielismy zajecia kuchenne, a to zblizony okres)

                      Czytając "IŚ" miałam wrażenie, że
                      > po chorobie Mili Borejkówny zaczęły pomagać w codziennych obowiązkach i nabyły
                      > "domowe" umiejętności. Potem to się stopniowo rozmyło, aż do wielkiej powtórki
                      > w osobie Laury demolującej kuchnię Almy.

                      To moze Gaba i Ida, ale zanim mlodsze troche podrosly, to wlasnie "rozmylo sie"...
                      >
                      >
                      >
                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 22:30
                  marutax napisał(a):

                  "zawsze byl tu nasz ojciec i emanowa s
                  > woista meskoscia".
                  >
                  > Kluczowym słowem w tym zdaniu jest "swoistą". Słownik Języka Polskiego: "swoist
                  > y - właściwy komuś lub czemuś; charakterystyczny, specyficzny". Męskość Ignacego nie była obiektywną męskością w tradycyjnym - a raczej powszechnym - tego słowa znaczeniu. To męskość specyficzna dla jego osoby, w której wcale nie muszą mieścić się cechy utożsamiane z typowym mężczyzną.

                  Nie twierdze, ze typowy. Ani Ida nie twierdzi, sadze, ze wrecz obrazilaby sie za takie stwierdzenie. Ale ta wlasnie "swoista meskosc" Ignaca stanowila model znany jego corkom, jedyny albo najlepszy, i to uchronilo pozbawione ojca corki Gabrieli od zdziwaczenia, znowu twierdzenie Idy (obecnosc grzesia zostala zignorowana w jej wywodzie).
      • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 20:19
        A a'propos Sławka - ja nigdy nie pojmowałam... Znaczy nie znam tam rozkładu okien od podwórka, ale zawsze miałam takie poczucie, że ktoś ma mocny przerost ambicji nad realiami... Bo moim zdaniem Sławek po prostu stawiał auto pod oknami swoich rodziców. Albo po prostu tam, gdzie na podwórku akurat było miejsce. I CAŁA rodzina B. była dla niego tylko i li sąsiadami rodziców. No, z Idą był, owszem, zaręczony [chyba?], ale cała sprawa była na tyle dawno i na tyle krótko, że NIE WIERZĘ, żeby celowo autem chciał Idusi cokolwiek udowodnić. Tym bardziej, że wyjechał w cholerę za granicę, tam ma swoje życie, swój świat i "ulica dzieciństwa" jest dla niego, jak i dla większości dorosłych, którzy już opuścili gniazdo, cóż, tylko ulicą z dzieciństwa, a nie czymś znaczącym.
        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 20:46
          Juz to pisalam, nie pamietam w ktorym watku - o tym, ze Slawek ustawia na zlosc Idzie mysli Gabunia nasza kochana. Dla ktorej borejklan to pepek swiata.

          SLawek oczywiscie ustawia pod oknami rodzicow, ten sam pion - i imo dawno ma z glowy smarkata sprawe sprzed lat.

          Natomiast Borejkowie wytrwale przezywaja i opowiadaja o tym. Szczegolowo. Marek, ktory Slawka nigdy wczesniej nie widzial, od razu wie, ze przystojniak, ktory z szyderczym usmiechem na ustach wylazl z sutereny to niegdysiejszy narzeczony jego obecnej zony :)
    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 13:03
      marutax napisał(a):

      Kom
      > pletnym świństwem jest to, że Grzegorz i Gaba zdecydowali już, że będą razem, a
      > mimo to rodzina Strybów nawet nie wie o istnieniu pani Pyziak.


      Ale nikt nie traktuje tego jako swinstwa, prawda ? Ani altorka, ani bohaterowie. A jak rodzina Schoppe nie wie, ze Roza to nie tylko kolezanka, to Fryc jest swinia bezdyskusyjna.
      Sorry, nie moglam sie powstrzymac.
      • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 13:09
        tt-tka napisała:

        > Ale nikt nie traktuje tego jako swinstwa, prawda ? Ani altorka, ani bohaterowie
        > . A jak rodzina Schoppe nie wie, ze Roza to nie tylko kolezanka, to Fryc jest
        > swinia bezdyskusyjna.
        > Sorry, nie moglam sie powstrzymac.

        Nie szkodzi, też mi to przyszło do głowy w kontekście wątku o ucieczce Fryca ;-) I oczywiście przypomniało Janusza Porzucającego kontra Grzegorza "Zostawiłem Ciężko Chorą Żonę z Niemowlęciem, bo Dostałem Stypendium".
        • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 14:19
          Ja łykałam Jeżycjadę jak gęś ciepłe kluski, bezkrytycznie zachwycając się Borejklanem, aż do Noelki, którą zresztą uwielbiam.
          Rzuciło mnie najpierw info o Gabrysi, przygarniającej zbłąkane psy i koty. Z lekka mną to wstrząsnęło, bo jako żywo, ani cień psa czy kota nigdy się na Roosevelta nie pojawił.
          Potem mnie rzucił obraz Gabrysi, którą zabolało. Heloł, kobita od roku spotyka się z fajnym facetem, planują połączyć losy a ją boli przeszłość?
          Potem wkurzył mnie Tygrys, wyżerający migdały, czytający cudze listy i przymierzający Idusiową suknię ślubną.
          I od tego się zaczęło.
          W Pulpecji szlag mnie trafił z tego samego powodu, co wszystkich - noc poślubna Idy i Marka, głupia Gaba i Tygrys, wredny na każdym kroku.
          NiN - ciąg dalszy wrednego Tygrysa i kolejne poważne rysy na świetlanej postaci Gaby.

          Ale i tak najpoważniejszym szokiem była dla mnie hodowla koni u Florków. Po tym ciosie już się nie podniosłam. Siłą rozpędu kupiłam Kalamburkę, McD dostałam od przyjaciółki, ale ani WdO, ani F nie nabyłam i nie czytałam.
          • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 14:27
            A chcesz e-wersje? Jeśli tak daj znać na gazetowy, ja mam Jezycjade w komplecie w wersji elektronicznej.
            • verdana Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 15:15
              Mnie trząchnęło przy Rumunkach przygarniętych na Wigilię bez zgody rodziców - albowiem Cygan nie człowiek i wyższych uczuć nie ma, ani świat nie obchodzi.
              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 15:21
                W ogole pojawila sie juz na forum analiza - nie pamietam watku ani nicka autorki - w ktorej wykazano, ze wlasnie w Noelce pojawilo sie to wszystko, co w nastepnych tomach rozroslo sie i spotwornialo.
                Moze ktos wie i zalinkuje, bo to bardzo dobry tekst byl.
            • ako17 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.07.19, 18:40
              Dzień dobry,
              jestem tu nowa w sensie aktywnym, bo czytać Was uwielbiam od lat. Ostatnio przeczytałam Ciotkę, ale tych poprzednich nie, bo po McD nie chciałam mieć już z tymi książkami nic wspólnego. Poza tym przeszłam na kindla, bo nie mam gdzie składować papierowych egzemplarzy, mimo, że tak cudownie pachną :P. A, jak wiadomo, wersji elektronicznych Jeży w oficjalnym obiegu nie ma.
              Ciotkę znalazłam w wersji pdf pod adresem wskazanym na tym forum. A są może gdzieś jeszcze dostępne te 2, których nie przeczytałam?
              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.07.19, 19:57
                Podaj poczte, to na pewno ktoras forumka pozyczy :)
                e-poczte oczywiscie i e-wersje
              • ako17 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.07.19, 20:44
                ako17@op.pl. Dziękuję :)
                A żadne jelitko lub palto Inki w kubku z krasnalkiem dla mnie się nie znajdzie?
                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 10:52
                  ako17 napisała:

                  > ako17@op.pl. Dziękuję :)

                  Dziewczyny, forumki kochane, ktora ma, niech sie podzieli z kolezanka, apeluje !
                  Ja juz nie mam, czyscilam kompa i powyrzucalam mase badziewia, w tym znaczna czesc neoj.

                  > A żadne jelitko lub palto Inki w kubku z krasnalkiem dla mnie się nie znajdzie?

                  Alez, alez - palto dostaniesz, jak przyjdzie jesien :), jelitka w tym upale szybko sie zasmiardna, no co by tu... moze schlodzonego jeliptona z owsianym ciasteczkiem ? Podprowadzone ze swiezo otwartej paczki Ygnaca (niech sie dziad zlosci), czestuj sie !
                  • sayoasiel Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 17:41
                    tt-tka napisała:


                    > Alez, alez - palto dostaniesz, jak przyjdzie jesien :), jelitka w tym upale szy
                    > bko sie zasmiardna, no co by tu... moze schlodzonego jeliptona z owsianym ciast
                    > eczkiem ? Podprowadzone ze swiezo otwartej paczki Ygnaca (niech sie dziad zlosc
                    > i), czestuj sie !
                    >

                    Nie wiem czy to taka dobra myśl. Ciasteczka owsiane wróżyły zostanie narzeczoną kogoś z klanu.
                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 19:25
                      sayoasiel napisał(a):


                      > Nie wiem czy to taka dobra myśl. Ciasteczka owsiane wróżyły zostanie narzeczoną
                      > kogoś z klanu.


                      Etam, to, ze Ygnac byl gotow podzielic sie z Aga Kosooka swoimi ciasteczkami, znaczylo, ze ja zaakceptowal. A my Ygnaca o zdanie nie pytamy, w nosie mamy jego akceptacje i bierzemy ciasteczka jak swoje !
                    • przymrozki Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 19:33
                      sayoasiel napisał(a):

                      > Nie wiem czy to taka dobra myśl. Ciasteczka owsiane wróżyły zostanie narzeczoną
                      > kogoś z klanu.

                      Na dodatek z kawalerów ostali się jeno chłopcy nieletni - Ziutek czołowy fan Józinka i Karolek o oczach swojego ojca.

                      Bo Szymon już uczynił z Natalii teściową, a Jędruś, najpewniej akurat w to lato, które mamy za oknem, przeżywa swój turboromans u boku Chucherka. Tak jest. My tu jemy ciastka z jelit, a on się pewnie właśnie zaręcza. No nic. Jego zdrowie!
                      • sayoasiel Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 23:33
                        przymrozki napisała:

                        > Na dodatek z kawalerów ostali się jeno chłopcy nieletni - (....) i Karolek o oczach swojego ojca.
                        To byłby piękny absztyfikant. Z oczami swojego ojca, jelitem Inki, w poziomkowej apaszce Pulpecji i jeżdżący syrenką szwagra. Pachnący Aqua di Gio, ulubionym zapachem mamusi. Taki multi.
                        >
                        > Bo Szymon już uczynił z Natalii teściową, a Jędruś, najpewniej akurat w to lato
                        > , które mamy za oknem, przeżywa swój turboromans u boku Chucherka. Tak jest. My
                        > tu jemy ciastka z jelit, a on się pewnie właśnie zaręcza. No nic. Jego zdrowie
                        > !
                        Zdrowie !
                        No,to może właśnie ta biała plama, ta znajomość, niewymyślona zapewne jeszcze przez MM, by się wypełniła. Ciekawe czemu. Czemu MM nie interesują romanse "starszych" osób ? Ponad liceum ? Czemu pierwszy Jędrek ? Czy to po to, żebyśmy mieli w Bukoliadzie dramat niedoszłego ojca, na którego dzidziuś nie czeka ?
          • ssssen Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 15:39
            "Rzuciło mnie najpierw info o Gabrysi, przygarniającej zbłąkane psy i koty. Z lekka mną to wstrząsnęło, bo jako żywo, ani cień psa czy kota nigdy się na Roosevelta nie pojawił." - pewnie szły na rosołek...
            • sayoasiel Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 17:43
              Same nie szły. Pewnie jak ta kura z Opium się bohatersko rzucały Gabrysi pod nogi, albo pod koła Astry.
    • fornitta69 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 21:37
      Pierwszy tom jezycjady,który mnie rozczarował to "Corka Robrojka". Za malo humoru,za duzo kiczu. Ale później byly "Imieniny", które mi sie dobrze czytalo i jeszcze lepszy (wg mnie) "Tygrys i Roza". Prawdziwy koniec jezycjady i początek Neo to dla mnie "Język Trolli"- od tego tomu juz żadna czesc mi sie nie podobała. To nie byla kwestia jakiegoś konkretnego,jednego obrzydzenia czy zbulwersowania- lektura calej ksiazki byla podszyta zdziwieniem i rozczarowaniem. Z kolejnymi czesciami zdziwienie zniknelo,rozczarowanie trzyma się mocno.
      • iwoniaw Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 21:48
        początek N
        > eo to dla mnie "Język Trolli"- od tego tomu juz żadna czesc mi sie nie podobała
        > . To nie byla kwestia jakiegoś konkretnego,jednego obrzydzenia czy zbulwersowan
        > ia- lektura calej ksiazki byla podszyta zdziwieniem i rozczarowaniem. Z kolejn
        > ymi czesciami zdziwienie zniknelo,rozczarowanie trzyma się mocno.


        Mam tak samo. Jeszcze "Kalamburka" stoi u mnie na pograniczu, bo o ile sama koncepcja tej książki jako klamry-podsumowania i wiele wątków w niej do mnie przemawia, o tyle postać Gizeli i nieudolne "szycie" wątków z dawnych części w bardzo niekorzystnym świetle stawia rodzinę B., ewidentnie wbrew intencji autorki. Ta część ma duży potencjał, a jest sporą fuszerką - w ogromnej części dzięki brakowi/nieudolnej redakcji, bo akurat Kalamburka z redakcją broniłaby się świetnie i mogłaby być czymś lepszym niż wiele chwalonych i "klasycznych" części J.
        • fornitta69 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 21:10
          Z "Kalamburka" mam ten sam problem co większość czytelniczek- nie klei mi sie za Chiny z reszta jezycjady. Sama ksiazka ma duzo dobrych momentow- mnie się podobały kawałki powojenne, Gizela i jej trudne relacje z Mila,przyjaźń Mili i Moniki. Smaki,zapachy,atmosfera-to tam jest.
          • nigolla Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 21:14
            Dokładnie. Jako sama książka jest super, ale mnie też w ogóle nie przekonuje historią. Pomimo kilkukrotnej lektury Kalamburki nie widzę za Milą tej historii, o której mowa.
            • verdana Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 16:47
              To doskonała książka. Problem w tym, ze kompletnie o kim innym.
              • fornitta69 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 15:25
                Az doskonala bym jej nie nazwala ;) Miala wg mnie troche słabych momentów. Początek, ślub Natalii, maly Ingac urzeczony mala Mila i inne.
    • iskrzy_54 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 22:49
      Kompletnym świństwem jest to, że Grzegorz i Gaba zdecydowali już, że będą razem, a mimo to rodzina Strybów nawet nie wie o istnieniu pani Pyziak. Podsumowując – prawie wszystko jest tu nie w porządku.

      Rodzina Borejków też nic o planach bycia razem nie wie, a przecież Gaba ma dwie córki, nie tylko Elce spada na głowę wiadomość o planach małżeńskich ojca. Gaba i Grzegorz spotykali się od roku i żadne z nich nie raczyło powiadomić rodziny o planach małżeńskich? Chyba właśnie przy Noelce (do której BTW często wracam bo lubię) mną zatrzęsło, plus zabieranie cudzych dzieci bez pytania rodziców (ja bym raczej zaprosiła staruszkę w wyleniałym futerku), no i last but not least ogólnie potępienie Elki za zachowanie wobec Terpentuli - ok, nie było miłe, ale miałam wrażenie, że czytelniczki mają uznać Elkę za wredną paskudę i potępić (jak Tomek) - ja tam zawsze widziałam to trochę inaczej - najpierw wredny dziadunio odprawia z kwitkiem faceta, na którym jej zależy, potem Elka dowiaduje się, że na Wigilię została zaproszona kompletnie obca osoba no i wreszcie rewelacja Grzesia - idę do kobiety, z którą się od dawna spotykam i która pewnie będzie twoja macochą - nie byłam rozpieszczoną przez trzech facetów jedynaczką, ale kiedy się dowiedziałam, że moja Mama zaprosiła na Wigilię paru swoich znajomych (nawet nie przyjaciół) kompletnie mi nieznanych, stwierdziłam, że wyjadę na święta (czego żałuję, ale skąd miałam wiedzieć, że będzie to ostatnia Wigilia Mamy); czytanie cudzej korespondencji przez Tygrysa - koszmar, w żaden sposób nie potępiony przez Ałtoressę, i wreszcie sam fakt, że Gaba poniekąd skradła siostrze show, mogła Grzesia zaprosić na drugi dzień Świąt - nie kiedy Ida poznawała teściową (przecież nie wiedziała, że mama Marka to Monika), ani w dzień ślubu i przyjęcia weselnego; natomiast kompletny koniec Jeżycjady dla mnie to NiN - rodzinka, która zostawia ciężko chorą Gabę z niemowlakiem, Gaba, która narzuca swoje ospowate bachory Nutrii, która potrzebuje świętego spokoju, chamska Lałra, no i lbnl defraudacja Lałry która zostaje kompletnie olana przez Gabona, wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
      • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 23:09
        iskrzy_54 napisała:

        > Rodzina Borejków też nic o planach bycia razem nie wie, a przecież Gaba ma dwie
        > córki, nie tylko Elce spada na głowę wiadomość o planach małżeńskich ojca. Gab
        > a i Grzegorz spotykali się od roku i żadne z nich nie raczyło powiadomić rodzin
        > y o planach małżeńskich?

        Dziewczynki rzeczywiście nie wiedziały, ale już Borejkowie coś tam kojarzyli. Grzegorz moim zdaniem zachował się gorzej, bo Elka była starsza i odpadał argument, że nie zrozumie itd. Skoro uważał ją za "właściwie dorosłą", to tak powinien ją traktować. Niemniej podejmowanie decyzji o wspólnej przyszłości w sytuacji, gdy nowy partner kompletnie nie zna dzieci z poprzedniego związku jest nieodpowiedzialne w każdym przypadku.

        > no i last but not least ogólnie potępienie Elki za zachowanie wobec Terpentuli - ok, nie było miłe, ale miałam wrażenie, że czytelniczki mają uznać Elkę za wredną paskudę i potępi
        > ć (jak Tomek) - ja tam zawsze widziałam to trochę inaczej - (,,,)

        Właśnie za Elkę (plus klimat, M+C i sporo dobrych scen) lubię tę książkę. To jest chyba ostatni tom Jeżycjady, w którym doskonale rozumiem bohaterkę. Widzę jej wady, ale mogę postawić się na jej miejscu. I też uważam, że w tę wigilię Elka została potraktowana fatalnie, choć akurat Terpentula oberwała rykoszetem. Chyba właśnie dlatego pewne fragmenty "Noelki" tak mnie zdenerwowały - były jak fałszywe nuty w pięknym nokturnie. Nie spodziewałam się jeszcze, że w przyszłości nastąpi odwrócenie proporcji i z powodzi fałszywych dźwięków będę wyławiać nieliczne czyste frazy...
        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 23:36
          marutax napisał(a):
          Ch
          > yba właśnie dlatego pewne fragmenty "Noelki" tak mnie zdenerwowały - były jak f
          > ałszywe nuty w pięknym nokturnie. Nie spodziewałam się jeszcze, że w przyszłośc
          > i nastąpi odwrócenie proporcji i z powodzi fałszywych dźwięków będę wyławiać ni
          > eliczne czyste frazy...

          No wlasnie...zgrzyt i kiks, kiks i zgrzyt. Udalo mi sie otworzyc Pulpecje. Poza nocna wizyta u nowozencow, biala roza itp coz my tam mamy ?
          "Ida i Marek jakos niespodziewanie postanowili, ze jada w gory i na nartach spedza swoje dwa miodowe tygodnie. Musieli jeszcze tylko pokonac Natalie, ktora miala pomysl, ze pojedzie z nimi i wcale nie bedzie im przeszkadzac, tylko ujezdzac na nartach (...) Pokonali ja, mamiac obietnica wspolnych wakacji w przerwie semestralnej"
          Natalia ma 20/21/22 lata. Troche wiecej niz Pyza i Tygrys. A dwoje doroslych ludzi, z ktorych przynajmniej jedno nie jest niesmiale, zamiast popukac sie w glowe czy czule zapytac "porabalo cie?" mami ja obietnica wspolnego wyjazdu pozniej. Wszystkich zaczyna ostro cofac w rozwoju, nie pamietalam, ze tak wczesnie.
          • iwoniaw Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 23:46
            Natalia ma 20/21/22 lata. Troche wiecej niz Pyza i Tygrys.

            Hehe, to by w jakimś stopniu tłumaczyło, dlaczego nikt nie pacyfikuje Tygrysa i Pyzy - skoro takie pomysły osoby 20+ nie są szokujące, to cóż się dziwić nieletnim dzieciom :-D
          • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 01:06
            Przelecialam Pulpecje do polowy, dalej juz mi sie nie chce. Ale przypomnialam sobie dokladnie, czemu wlasnie po tej ksiazce zaczelo mnie odrzucac. Mimo naprawde ladnej historii milosnej Pulpy i Baltony, bardzo dobrze napisanej "letniej przyjazni" dwoch nastolatek, ktorym wystarczy chlopak, by de facto zerwac kontakty do konca zycia (a przynajmniej cyklu) i mimo innych urokow.

            Gabon uswiecany i postepujace oglupianie wszystkich, oto powod. Zycie calej rodziny ustawiane tak, by Gabuni oszczedzic klopotow (niech inni je maja ! bo jednak przywileje jednych zawsze sa kosztem innych), ta Ostoja, ktora martwi sie o wszystko i wszystkich i na tym martwieniu sie poprzestaje, ten Dmuch, dorosly czlowiek, ktory przy rodzacej wnuczce dzwoni nie na pogotowie, tylko do Centruma Jezyckiego...to byl wlasnie wstrzas, juz nie wzdryganie sie.
      • piotr7777 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 18:34
        > Kompletnym świństwem jest to, że Grzegorz i Gaba zdecydowali już, że będą razem
        > , a mimo to rodzina Strybów nawet nie wie o istnieniu pani Pyziak. Podsumowując
        > – prawie wszystko jest tu nie w porządku.

        Myślę, że nie tylko rodzina Strybów, ale w ogóle nikt "nie wie o istnieniu pani Pyziak", bo taka osoba na kartach Jeżycjady nie istnieje.
        Panią Pyziak mogłaby być matka Almy i Janusza, ale ona nie żyje. Mogłaby nią być druga żona Janusza, ale co do niej nie wiadomo czy istnieje.
        Są jedynie trzy panny Pyziak - Alma, Róża i Laura.
        Natomiast Gabriela do wyjścia za mąż za Grzegorza nosi na kartach powieści nazwisko Borejko. Tym nazwiskiem określają ją nie tylko inne postaci (co faktycznie jest słabym dowodem, bo często jest tak, że starzy znajomi nazywają mężatki nazwiskami panieńskimi odruchowo lub dla lepszej orientacji) ale również narrator a ten z założenia się nie myli.
        Poza tym wiemy tylko, że Elka nie wiedziała, że ojciec jest w związku z kobietą. Metody i Cyryl wiedzieć mogli jeśli nie konkretnie o Gabrieli to o samym fakcie znajomości Grzegorza z jakąś kobietą. Zwracam uwagę, że Cyryl nie komentuje wyznania Grzegorza ani słowem a Metody wprawdzie krytykuje decyzję Grzegorza i zwraca uwagę na potrzebę pilnowania domowego ogniska, ale poza tym specjalnie nie jest zszokowany tym wyznaniem.
        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 18:53
          Piotrze, byla juz dyskusja na ten temat w innym watku. Ale powtorze sie - imo Gabon jest Pyziakowa, a nazwiska Borejko uzywa altorka dla wygody (w jej mniemaniu) czytelnikow. By wiadomo bylo, kto jest kto.

          Jesli jednak bedziesz sie upierac, ze ona zachowala panienskie nazwisko, przewrotnie zapytam - dlaczego ? Jej matka i siostry przyjely nazwiska swoich mezow. Czyzby Gabunia nasza kochana juz w chwili slubu chciala zaznaczyc swoj dystans do "tego czlowieka" ?
    • 3piota Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 00:33
      Koniec lat osiemdziesiątych tamtego stulecia. W związku z tym, że już byłam dzieciata a trzyletnia córka bezwzględnie domagała się codziennego głośnego czytania, no i ile można tłuc Brzechwę i Tuwima - wpadł mi w ręce w księgarni jakiś "Hihopter". Obok leżała "Ida sierpniowa" tej samej autorki, no to kupiłam. "Hihopter" był dziwny, po jednokrotnym przeczytaniu córka go olała, nie chciała bisów i zażądała nazad Brzechwę. Poszło to stać na półkę, a "Idę" ja przeczytałam, ale też bez entuzjazmu, raczej ze zdziwieniem, no ale przecież nie ja miałam być w zamyśle autorki odbiorca tej treści. I też poszła ta "Ida" stać na półkę. Jakoś w trzeciej klasie podstawówki córka po nią sięgnęła, dodatkowo naznosiła ze szkolnej biblioteki co tam z Jeżycjady znalazła i chronologicznie to leciała, a ja z nią, bo o każdej przeczytanej książce chciała pogadać. I jeszcze zachciała mieć to na własność, no to się kupiło. Ona oczywiście wtedy nie zwracała uwagi na dziwne sytuacje i chronologię od czapy, ale mi tam zgrzytało a zgrzytało. Nie wyprowadzałam jej z błędu, sama do tego doszła gdzieś tak w wieku lat trzynastu w okolicy "Imienin". Z młodszą córką znów leciały chronologicznie całą sagę i szydziły co niemiara. A ja już teraz z nimi. Tym bardziej, że czasów przed "Imieninami" nie mogły przecież zweryfikować, no to im mama wskazywała gdzie autorka dziwaczy. Ale i beze mnie im zgrzytało. Czytając "Noelkę" orzekły, że ten dzień chyba 48 godzin trwał, coby tę całą akcję zmieścić. I to bez mojej sugestii. Żeromskiego zniecierpiały od pierwszego pojawienia się w BBB. Kozia też. Józinka nie cierpiały już chyba w NiN gdy jeszcze w łonie Idy był. Zastanawiały się jak to możliwe, że ta Pyza jest taka dupowata, że w DP mając 12 lat jeszcze lalki w kałuży kąpie.
      I zgodnie orzekły, że nie chciałyby żyć w takiej rodzinie mimo jej rzekomego ciepełka.
      Ale kolejne tomy kazały nabywać i analizowałyśmy a jakże! Skończyły na McDusi, którą z racji stałego już pobytu poza domem przeczytały z poślizgiem, wymamrotały jakieś niepochlebne opinie w sensie, że nie da się już dłużej tych pierdół czytać i "dwie dziurki w nosie i skończyło się".
      WdO i F nie ruszyły. A ja zostałam z tymi wszystkimi tomami. No ale za to na forum mam o czym pyskować.
      • szafirki_i_konwalie Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 11:28
        Dzien dobry, czytam forum z wielka uciechą od wielu lat, ale dotąd nie ośmieliłam sie odezwać. Aż do tego wątku 😉 Juz scena z Rumunkami w Noelce oraz przygarnianie psów i kotów przez Gabrysię zaczęły mnie mocno zastanawiać. Ale sytuacja z maturą Pulpecji mną po prostu wstrząsnęła!!! To nie przedstawienie oraz bieganie wnuczek w zwiewnych szatach tudzież artystyczne łkanie, tylko wynik egzaminu maturalnego jednej z córek jest tematem dnia! Bezdyskusyjnie! Nie mogę uwierzyć, ze nikogo oprócz Natalii to nie interesowało!!! Na miejscu biednej Pulpy czułabym się z tym jeszcze gorzej. I cierpka uwaga Mili w stylu wiedziałam, ze tak będzie. Straszne! Sama jestem mamą wspaniałych córek i nie wyobrażam sobie, ze nie czekam z drżeniem serca na informację tak wielkiej wagi od którejś z nich. Mimo wspaniałej historii miłosnej Pulpy i Baltony ta scena w dużej mierze zepsuła mi odbiór książki (oraz ta, gdzie Patrycja leży twarzą do ściany i sie nie odzywa od kilku godzin, a Miła stwierdza, ze może jej po prostu zimno i podaje rodzinie deser. Nie zostawia sie tak dzieciaka, nawet 19-letniego, przecież widać, ze cos się dzieje!). Następnie w kolejnych tomach zachowanie Laury oraz totalna bezwolność Pyzy, która na propozycję randki (cytuję z pamięci) stwierdza jak we śnie: "oczywiście Tygrys pójdzie z nami". Gdyby jedna z moich córek była tak podległa drugiej, to mocno by mnie to zaniepokoiło. Do tego powitanie Gaby na dworcu po rocznej nieobecności Natalii (na miejscu tej ostatniej wsiadlabym z powrotem do pociągu - pytanie, czy gdyby nie eskortowała jej Gaba, rodzina równie licznie stawiłaby się na peronie?). I clou programu - przebiegła pani Trak jako przybrana matka Mili oraz przyszywaną babcia Borejkowien - straszne, wszystko mi opadło do kolan. A potem niestety z każdym tomem jeszcze gorzej...
        PS. Przepraszam za brak niektórych polskich liter, pisałam na szybko z telefonu.
        • buka_z_muminkow Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 21.08.16, 17:27
          Reakcja rodziny na maturę Pulpy moim zdaniem prawdopodobna, bo mimo odautorskiego ciepełka, widac, że rodzina mało interesuje się życiem tej dziewczyny.... Przykre to, ale sa takie rodziny... tylko ie mowi sie o nich: ciepłe, kochające i rodzinne....
          • truscaveczka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.12.16, 09:51
            No ciepłe, kochające, awantur nie ma (bo i o co, skoro nikomu na niczym nie zależy, nie interesują nikogo żadne sprawy poza własnym zadkiem?), intelektualiści, więc na pewno wrażliwi...
            • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.12.16, 16:24
              marlepcia napisała:
              > No i Ignacy opozycjonista oraz Mila zawsze stojący po właściwej stronie barykady, bez >moralnych dylematów i wątpliwości - no kurde, nie wierzę.

              Ignacy pochodził z Kresów. Jako dzieciak, tuż po wojnie, przyjechał z matką do Polski, bo "tam, na Wschodzie, już na wieki wieków Rosja". Trudno żeby miał jakiekolwiek wątpliwości w kwestii świetlaności ustroju, który pozbawił go rodzinnego domu. Z matką kotów nie darł, a ona też miała konkretne przekonania, i zapewne przekazała je synowi.

              Z kolei Mila wychowywana była przez ciężko pracującą Gizelę, mającą oczy i umiejącą kojarzyć fakty. Ojciec jej najserdeczniejszej przyjaciółki nie mógł wrócić do Polski, bo z miejsca trafiłby na UB. Z biblioteki usuwano wiele książek - to dla Mili czytelniczki też musiał być wstrząs. I składanie samokrytyki. I jeszcze wyjazd Moniki i brak listów.

              Zresztą dam przykład z mojego własnego podwórka: Ojciec (rocznik 1931, syn powstańca śląskiego) po wojnie działał w WiN-ie, trafił do więzienia, i w wieku lat 17-tu odpracowywał wyrok w kopalni Andaluzja. Nigdy nie wielbił ustroju i nigdy nie miał co do niego żadnych wątpliwości.

              Mama (rocznik 1934, córka powstańca warszawskiego) po wojnie trafiła do półsierocińca, bo Dziadek był w Londynie a Babcia została z trójką małych dzieci. Też nie miała powodu do uwielbiania ustroju.

              Scena, gdy Mila z Moniką rozmawiają o tym, co było najgorsze, i wspominają, że najgorsza była Janka, która notowała, kto nie płakał po Stalinie, jako żywo przypomniała mi wspomnienia mojej Mamy, która na wieść o śmierci Wodza Najwyższego zaczęła tańczyć z miotłą po pokoju.

              Tak więc dla mnie bycie Ignacego i Mili po właściwej stronie barykady, bez zawahań i wątpliwości, jest absolutnie wiarygodne.

              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.12.16, 20:07
                Wiarygodne tak, ale i dowodzace ciasnoty umyslowej - czy corka szwaczki, jaka de facto i de iure byla Mila, mialaby szanse na studia w innej rzeczywistosci ? Czy Ignac, syn owdowialej bibliotekarki, jedynej zywicielki, zrobilby z palcem w nosie dwa fakultety ?
                ale te dwa golabeczki uwazaja siebie za istoty wyjatkowe, ktorym zawsze i wszedzie sie nalezy, a inni ich nie obchodza...
              • guineapigs Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.12.16, 20:26
                No właśnie, mnie się zdaje, ze w tych pierwszych latach po wojnie ludzie w większosci byli przeciw ustrojowi, bo był to ustrój po prostu morderczy. Oczywiście chłopi mogli się cieszyć z reformy rolnej, inni z powszechnego szkolnictwa itp, ale jednak to były tylko malutkie elementy układanki (zresztą ta reforma rolna to także nie była chyba taka witana z otwartymi ramionami, bo przecież były te różne kontygenty, rozkułaczanie, represje za podziemie, napad na religię). Nie znam się na tym za bardzo, ale wydaje mi się, że taki np. Boryna byłby bardzo przeciwko.
                Rózne dylematy to możemy mieć dziś, gdy porównujemy produkcje kinowe i telewizyjne 'wtedy' i 'teraz', gdy załamujemy ręce nad brakiem redakcji i korekty w wydawnictwach, które przez lata wydawały perełki literatury a teraz wydają totalne gnioty.
                Ale ktoś, kto dorastał w czasach od razu powojennych i odczuł na skórze własnej lub skórze kogoś bliskiego represje to normalnie, z natury rzeczy i psychologii, musiał być przeciw.
                Mógł oczywiście jakos wtopić się w system, nie wychylać się, godzić z rzeczywistością - ale chyba raczej był przeciw. Nie miał dylematów moralnych i wątpliwości, raczej próbował uwić sobie gniazdko i przeczekać tam życie. Myślę, że naprawdę dobrze pokazuje to serial 'Dom' - Popiołek nie ma watpliwości, że system jest zły, że 'koniec świata'. ale jakoś się adaptatuje. Dla Henia i jego ojca system jest wręcz koszmarny, bo gdyby nie system to spokojnie robiliby biznesy. Wrotek nie może kręcić takich filmów, jakie chce, ale kręci propagandę, która daje mu powodzenie - i jest w miarę zadowolony, chociaż pewnie wolałby robić dobre kino.
                Ze względów oczywistych nie ma tam postaci kompletnie zmiażdżonych przez system (Lawinowie jakoś sobie radzą, syn starosty jest lekarzem, Łukasz wraca z Kanady i zostaje dziennikarzem). Może jedynie Wiktor jest tym najbardziej poszkodowanym, ale i to w wersji lajt (innej nawet wtedy byc nie mogło, co juz daje do myślenia). Ale stary Talar jest absolutnie anty, Bronek jak to dzieciak cieszy się że zobaczy Murzyna z saksofonem, Andrzej to ten, który nareszcie może studiować a nie tylko czytać ukradkiem przy pasaniu krów, --
                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 00:16
                  Reforma rolna i powszechne szkolnictwo to byly kawaleczki bez znaczenia. Oczywiscie. I nie kazdemu sie podobalo, ze dzieci chodza do szkoly zamiast na pastwisko, z pewnoscia. Stary Talar jako jeden z wielu byl przeciw. Ciekawe, czy jego synowie tez ?
                • gat45 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 07:46
                  Ja to trochę inaczej widzę.
                  Ustrój zmienił się po wojnie, która wykończyła kraj ekonomicznie. Świadomość społeczna w Polsce zrzuciła praktycznie wszystkie trudności i braki na nowy system. Społeczeństwo było do takiej reakcji przygotowane : wrogość do 'sowietów' przynajmniej od 1920 roku, pogłębiona przez fakt, że to 'ruskie' (w 1945 roku od zaborów upłynęło tylko 27 lat !) i antychrysty. Zabrali ziemie wschodnie. Co razem z nienajczulszym podejściem do obywatela sprawiało, że niechęć do nowego reżimu była rzeczywiście powszechna.
                  Ignacy i Mila mają do władz stosunek klasycznej niechęci tych, którzy uważali się za zdeklasowanych przez nowe rządy. Oboje należeli chyba do rodzin przed wojną raczej niezbyt bogatych (rodzice Mili gnieżdżący się w pokoiku w jakiejś robotniczej oficynie, matka Ignaca - kobieta pracująca, a więc z pewnością nie dziedziczka pałacu i włości, odebranych przez tych paskudnych czerwonych), ale zachowują się, jak bezety (= b.z. = bywszy ziemianin). Nb taka postawa była bardzo częsta, szczególnie u przesiedleńców ze wschodu - tam każdy zostawił dwór na Wołyniu albo kamienicę we Lwowie. A kto nie mógł się uskarżać na stratę majątku, ten się skarżył na ograniczenie praw kościoła w życiu ogólnym kraju (polskiego kościoła nie prześladowano tak, jak to zrobiono po rewolucji z cerkwią). No i w ogóle "przed wojną było lepiej" było dla wielu ludzi dogmatem do tego stopnia, że wrogość, a przynajmniej niechęć, do systemu deklarowali nawet jego bezpośredni beneficjenci.

                  A co do śmierci Stalina : znam jedną panią, która ponoć rzeczywiście opłakała ten zgon rzewnymi łzami. Miała wówczas 3 latka i była osóbką bardzo wrażliwą na muzykę, więc połączenie muzyki żałobnej, którą ponoć nadawało radio przez cały dzień (czytanych grobowym głosem komunikatów nie rozumiała) z ogólną nerwowością domowników (wtedy wielu ludzi na każdą wiadomość tego typu reagowało jednym strachem : będzie wojna), tak na dziewczynkę zadziałało.
                  • ewa9717 Ac, Gatu! 08.12.16, 12:07
                    A ja znam osobscie panią, lat wtedy ponad trzydzieści, która własnemi łzami rzewnemi publicznie opłakała śmierć Lońki Breżniewa! Nie był to godzinny szloch, jednakowoż łzy pociekły ;)
                • lord_vmordevol Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 12:00
                  guineapigs napisała:

                  > No właśnie, mnie się zdaje, ze w tych pierwszych latach po wojnie ludzie w więk
                  > szosci byli przeciw ustrojowi, bo był to ustrój po prostu morderczy. Oczywiście

                  Nie był taki znowu morderczy, zwłaszcza że dopiero co była wojna. Różnica, podejrzewam, była jednak zauważalna. No i to jednak Ruskie wygoniły Niemców, znacząco poprawiając jakość życia Polaków. Do tego życie w przedwojennej Polsce to wcale nie była taka znowu sielanka, którą zburzyłby manifest PKWN, a w szczególności władza niekoniecznie była ukochaną emanacją zadowolonego społeczeństwa. No i nawet gospodarczo różnica nie musiała być bardzo znaczna, bo sanacja potrafiła się nieźle wtranżalać w prowadzenie przedsiębiorstw, które ją akurat zainteresowały. Więc, wbrew temu, co by się teraz chciało mówić, nie tylko wcale nie wszyscy, czy nawet większość, koniecznie byli przeciw, ale nawet jest możliwe, że wyniki referendum to naprawdę było 3xTak, tyle że pewnie z mniejszymi procentami.

                  > chłopi mogli się cieszyć z reformy rolnej, inni z powszechnego szkolnictwa itp
                  > , ale jednak to były tylko malutkie elementy układanki (zresztą ta reforma roln

                  Te malutkie elementy to było jakieś 2/3 społeczeństwa licząc samych chłopów właśnie.

                  > a to także nie była chyba taka witana z otwartymi ramionami, bo przecież były t
                  > e różne kontygenty, rozkułaczanie, represje za podziemie, napad na religię). Ni

                  Zaraz po wojnie nie było napadu na religię, a wręcz przeciwnie. Zwłaszcza na Ziemiach Odzyskanych Kościół i PPR radośnie sobie współpracowali w odniemczaniu i repolonizacji.

                  > e znam się na tym za bardzo, ale wydaje mi się, że taki np. Boryna byłby bardzo
                  > przeciwko.

                  Boryna to był bogaty chłop i pewnie by się załapał na kułaka. Ale wieś nie składała się z takich Borynów i w tym właśnie problem. Są, OIDP, w "Chłopach" też właśnie i jacyś biedujący komornicy, którzy radośnie ładowaliby się w transporty na zachód, na zdobyte ziemie.


                  > Tu podam anegdotkę z własnej rodziny. Otóż pewna ciocia została zapamietana prz
                  > ez to, że ryczała w dniu śmierci Stalina, wszyscy się z tego wyśmiewali: ty pła
                  > kałaś po śmierci Stalina!!! Jak to było naprawdę? Otóż owa ciocia gdzieś się wy

                  Stalin Stalinem, ale to jednak była solidna firma. Dla przeciętnego człowieka to był gościu, który przegonił Niemców i pilnował, żeby nie podskakiwali - podczas gdy Zachód dogadywał się z, bodajże, Adenauerem i montował sobie NATO. Więc wymagało to oczywiście pewnej egzaltacji, ale płacz po Stalinie nie był pewnie bardziej nietypowy niż płacz po Wojtyle.


                  Podsumowując: ekstrapolowanie postaciom poglądów wstecz od lat dziewięćdziesiątych to nie jest prosta sprawa.
                • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 17:35
                  Inteligencja pewnie była przeciwna. Chłopi i robotnicy, których była większość, raczej nowy ustrój popierali, w końcu za sanacji cierpieli upiorną biedę. (Moja babcia, która przed wojną własnie krowy pasała, wierzyła w komunizm do końca.) Zresztą zdaje się, że w tych pierwszych latach komuniści szli ramię w ramię z kościołem, dopiero w latach pięćdziesiątych to się zmieniło.
                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 18:43
                    sanciasancia napisała:

                    > Inteligencja pewnie była przeciwna.

                    Jekj czesc, dla uscislenia. Ta druga czesc tworzyla kadry, organizowala na przyklad BOS, Wszechnice, zwiazki tworcze i kilka innych rzeczy i instatucji.
                  • kindzie Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 19:38
                    sanciasancia napisała:

                    > Inteligencja pewnie była przeciwna. Chłopi i robotnicy, których była większość,
                    > raczej nowy ustrój popierali, w końcu za sanacji cierpieli upiorną biedę. (Moj
                    > a babcia, która przed wojną własnie krowy pasała, wierzyła w komunizm do końca.
                    > )

                    Moja prababcia - która wspominała jak przed wojną dzieliło się zapałkę na czworo - także twierdziła, że "teraz" (czyli za późnej komuny, w latach osiemdziesiątych) jest bez porównania lepiej niż wtedy.

                    Ale nie byłabym pewna tego powszechnego poparcia dla komuny wśród chłopów i robotników. W późnych latach czterdziestych i we wczesnych pięćdziesiątych przez komunistyczne więzienia przewinęło się mnóstwo chłopów za niedostarczenie obowiązkowych kontyngentów (według niektórych szacunków aż do pół miliona). Wielu w latach czterdziestych było represjonowanych za poparcie dla mikołaczykowskiego PSL-u.
                    Robotnicy chyba także nie mieli przesadnie entuzjastycznego poparcia dla komuny o czym świadczy poznański czerwiec w 1956, protesty w grudniu 1970, wydarzania radomskie w 1976, no i później utworzenie Solidarności.

                    Fakt, że przed wojną panowała w Polsce upiorna bieda wśród chłopów i robotników, i że sanacja urządzała strajkującym chłopom takie same masakry i masowe aresztowania jak komuna strajkującym robotnikom.
                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 19:58
                      kindzie napisała:


                      > Robotnicy chyba także nie mieli przesadnie entuzjastycznego poparcia dla komuny
                      > o czym świadczy poznański czerwiec w 1956, protesty w grudniu 1970, wydarzania
                      > radomskie w 1976, no i później utworzenie Solidarności.

                      Hm. Jeszcze solidarnosciowy wybuch, ktory pamietam, osobiscie, bo juz duza bylam, byl pod haslem "socjalizm tak, wypaczenia nie".
                      • kindzie Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 09:47
                        tt-tka napisała:

                        > Hm. Jeszcze solidarnosciowy wybuch, ktory pamietam, osobiscie, bo juz duza byla
                        > m, byl pod haslem "socjalizm tak, wypaczenia nie".

                        Masz rację. Chyba nawet wszystkie te zdarzenia, które wymieniłam, odbywały się w podobnym duchu.
                        Przecież przywódcą strajku w 1956 w warszawskim FSO był sekretarz komitetu zakładowego partii, członkowie partii bardzo różnie odnieśli się też do protestów robotniczych w 1970 (co dobrze pokazuje film "Czarny czwartek") i w ogóle wydaje mi się, że najwięcej protestów budziła rozbieżność pomiędzy deklaracjami rządzących w Polsce komunistów, teorią, na której miał się opierać ustrój społeczny, a praktyką. Czyli innymi słowy przeciwko temu, że tych wypaczeń było więcej niż prawdziwego socjalizmu.

                        Było pisane w tym wątku o postawie starego Talara z serialu "Dom" wobec komuny. Nie pamiętam już dobrze tego serialu (mam tylko mgliste wspomnienie, że był świetny, i mocne postanowienie, żeby go sobie odświeżyć), ale o ile właśnie pamiętam, to stary Talar jak najbardziej popierał reformę rolną. Buntował się przeciwko przymiarkom do jej faktycznego wycofania poprzez kolektywizację dopiero co przyznanej chłopom ziemi.

                        I przechodząc już do meritum tego forum: Borejkowie i inni pozytywni bohaterowie Jeżycjady przecież również nie sprzeciwiają się walce z analfabetyzmem, elektryfikacji kraju, reformie rolnej, darmowemu szkolnictwu i darmowej służbie zdrowia. Sprzeciwiają się "wypaczeniom" czyli brakowi suwerenności Polski, jej podporządkowaniu Związkowi Radzieckiemu, czystkom antysemickim, represjom politycznym, tłamszeniu swobody wyrażania poglądów. Zastanawiam się przy tym, czy pomimo tego wszystkiego gdziekolwiek w Jeżycjadzie znajdzie się fragment, w którym Borejkowie wychwalaliby wprost przedwojenne czasy
                        w porównaniu do PRL-u. Gizela w "Kalamburce" ma wiele zgryźliwych myśli na temat PRL-u, ale w scenie odbywającej się przed wojną równie zgryźliwie ocenia tamtą rzeczywistość.

                        Zatem IMO trochę na wyrost jest przypisywanie pozytywnym bohaterom Jeżycjady bezrefleksyjnej gloryfikacji przedwojennych czasów i totalnego potępiania wszystkich aspektów powojennej rzeczywistości.
                        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 11:05
                          Nie przypisuje im bezmyslnej gloryfikacji i autorka postu, od ktorego zaczela sie ta galaz chyba tez nie...

                          Parafrazujac - gloryfikacja nie, bezmyslnosc tak :)

                          Oni, i to mnie uderzylo od razu, gdy czytalam K, bo ten okres to studenckie lata moich rodzicow, sa bezrefleksyjni i niezaangazowani w nic w stopniu niewiarygodnym, jak na tamte czasy zwlaszcza. Mozna bylo dzialac w ZMP albo w kolku rozancowym, ale GDZIES dzialal praktycznie kazdy i kazda. A co Ignac ? Jego glowne zajecie na studiach (to, o ktorym zostalismy powiadomieni) to opedzanie sie od awansow kolezanek. Porownac to chocby z "Paladynami" Snopkiewicz, gdzie to studenckie zycie kwitnie bujnie na wszystkich frontach przez 24 h na dobe, to postacie z K wcale nie zyja...oni wegetuja :(

                          A w pozniejszych tomach mamy sarmackie odbicia, kasztelana z Zawichostu, cukiernice z Kiejdan i czarna polewke serwowana kleczacemu konkurentowi. Bue.
                          • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 20:38
                            Wiesz, prototypem jednej z bohaterek "Paladynów" była moja babcia, i ona akurat cierpiała na nadmiar zaangażowania w losy świata i ludzi.
                            • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 21:24
                              sanciasancia napisała:

                              > Wiesz, prototypem jednej z bohaterek "Paladynów" była moja babcia, i ona akurat
                              > cierpiała na nadmiar zaangażowania w losy świata i ludzi.
                              >

                              Grrrratuluje ! Mozesz zdradzic ktora ? proooosze

                              Ale zadne z moich rodzicow ani ich znajomych z pewnoscia nie bylo prototypem, a wszyscy oni wspominali te lata jako okres wybujalej aktywnosci. Zaangazowanie, akcje takie i owakie, ale i wieczorynki, potancowki, dyskusje, zespoly taneczne, sportowe, no i nauka, dosc czasochlonna, powiedzmy sobie, i czesto grupowa. To byl okres w ich zyciu stadny jak zaden inny.
                              • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 21:48
                                Zetempówa Nika, bodajże.
                                Wiem, że to trochę nie na temat, bo raczej o Laurze i Róży, ale jak się tak patrzę na swoich znajomych na studiach, a ja jestem z rok starsza od Pyzy i też po fizyce, to my się głównie uczyliśmy i spotykaliśmy na domówkach (np. po kolokwium, kolokwia były w soboty, więc akurat). Kilkoro ciągnęło drugi kierunek studiów. Była bardzo silna grupa wspinająca się i chodząca po górach (głównie teoretycy), z odnogami postaci grotołazów. Kilka osób ćwiczyło judo/karate/aikido, raczej nie wyczynowo, ale dość aktywnie (np. mój mąż chodził na treningi 3 razy w tygodniu). Dość dużo ludzi robiło zdjęcia i mieliśmy stały dowcip, że wystawę fotografii w głównym korytarzu moglibyśmy wymieniać co tydzień (miałam nawet w tamtych czasach zajęcia z Andrzejem Draganem, nie fotografię, tylko elektrodynamikę). Kilka osób działało od liceum w klubie astronomicznym/Funduszu na Rzecz Dzieci. Ludzie dawali dość dużo korepetycji: matematyka, fizyka, ale i angielski. Nawet jakieś kółka zainteresowań działały, teraz są jeszcze prężniejsze.
                                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 22:19
                                  Jak juz wyslalam, to pomyslalam sobie "zeby nie Honorka, zeby nie Honorka" :)

                                  Ale co chcesz, na taka Nike zawsze mozna bylo liczyc. I wiadomo, ze nie bedzie ocierala nikomu lez przez 20 lat, tylko potrzasnie w pore. gabonowi przydalby sie ktos Taki, nie uwazasz ?

                                  Gratuluje raz jeszcze, miec przodkinie uwieczniona w literaturze to nie kazdemu sie trafia :)
                                  A te postacie byly ZYWE, pelnokrwiste i tak plastyczne, ze do dzis kazda mam przed oczami. I kazdego.

                                  Wracajac do studenckiej aktywnosci - w kazdym czasie, jak wynika, jest to okres wzmozonego zycia spolecznego. Tylko, psiakostka, Borejkow to jakos nie dotyczy...
                                  • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 22:47
                                    Powiem Ci dyplomatycznie, że jako babcia w sytuacji podbramkowej się nie sprawdziła.
                                    • potworia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 23:35
                                      To ja przepraszam, że się wetnę, ale jako fanka "Paladynów" muszę, bo się uduszę.
                                      Nika jest świetną postacią i ciekawą osobą, nazbyt jednak pryncypialną. Jej pożegnalny list do Lilki łamie mi serce przy każdej, regularnie odświeżanej lekturze. Jeśli jej się pogłębiało z wiekiem, to jako babcia mogła rzeczywiście zmilicyjnieć.
                                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 01:09
                                      sanciasancia napisała:

                                      > Powiem Ci dyplomatycznie, że jako babcia w sytuacji podbramkowej się nie sprawd
                                      > ziła.
                                      >

                                      Nie sprostalas jej wyobrazeniom o ideale czlowieka, obywatelki i wnuczki ? Wybacz, znam ten bol, tez mialam nikopodobna babcie - byla wspanialym czlowiekiem, tyle ze wnuczka, a wczesniej corka byla zawsze mniej wazna niz ludzkosc jako taka.
                                      Ale osoby spoza rodziny autentycznie plakaly na jej pogrzebie i wspominaly po latach... jej zrozumienie i niezawodnosc wspominaly...
                                      • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 04:15
                                        To też :), choć myślę, że mój ojciec to gorzej znosił, a potem jak byłam dzieckiem starał się buforować. Moja babcia była świetnym obywatelem (ta historia z przenocowaniem na stołówce dziewczyn, które przyjechały na egzamin, wydarzyła się naprawdę) i lekarzem (diagnostą i w ogóle) i pewnie człowiekiem też, ale wiesz, ja w pewnym momencie przeżyłam koniec świata i okolic, i do dziś wspominam go jako "koniec świata i do tego histerię babci i rodziców". Trochę tak, jak postukać w ten spiż i się zorientować, że to właściwie gips jest, a potem czyścić ubranie z pyłu. Czasem, jak dziś, mam wrażenie, że ten pył ciągle się sypie.
                                        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 10:50
                                          To wspolczuje i przepraszam za dowcip, niestosowny byl.
                                          Moja babcia byla spizowa do konca. I faktycznie niezawodna, choc nigdy nie pomogla w sprawach, ktore nie zgadzaly sie z jej pogladami.
                                          Natomiast dziadek rzeczywiscie sypnal gipsem koniec koncow - ale to dopiero, jak babci zabraklo. Dopoki ona zyla, swietnie udawal spizowego. Albo i byl, tylko przerdzewial, kto go wie...
                    • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 21:57
                      Bardziej myślę o latach 40-tych i bardzo wczesnych 50-tych. '56 to jest już 10 lat po wojnie, wspomnienia wojny i sanacji się zacierają.
                      Chłopi przed wojną cierpieli ogromną biedę i jak piszę ogromną, to myślę o moim dziadku, który okresowo jadł co drugi dzień, czy babci mojego męża, która tłuste mleko spróbowała po wojnie. Pewnie wraz z prześladowaniami to poparcie zmalało, ale wydaje mi się, że po wojnie było dość duże.
                      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 22:23
                        Przede wszystkim po wojnie pamietalo sie te wojne. I perspektywa kolejnej byla jakos malo pociagajaca...
                        A z czasem zacieraly sie wspomnienia biedy wojennej i przedwojennej, aktualne bolaczki byly bardziej bolace. I aspiracje juz rozbudzone, skoro juz sie stalo podmiotem, nie przedmiotem historii i terazniejszosci.
    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 12:49
      Z drugiej reki - moja niezyjaca juz przyjaciolka twardo trzymala pion moralny i naiwna wiare czytelnicza az do Kalamburki. Dopiero po tej ksiazce krzyknela "Co ona z nich zrobila ! Z idiotow potwory !"
    • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 16:22
      marutax napisał(a):

      > W kilku wątkach pojawia się motyw pierwszego wstrząsu – chwili, w której czytel
      > nik zauważa, że coś tu jest baaardzo nie w porządku, nie może uwierzyć w to, co
      > przeczytał, czuje się ogłuszony... Taki symboliczny początek Neo-Jeżycjady, kt
      > óry pamięta się nawet po wielu latach/tomach i który do dziś dzień wywołuje dre
      > szcze obrzydzenia, zawodu lub złości.

      Oryginalna nie będę: Noelka. Najpierw Gaba zagarniająca Grzesia na Wigilię, a potem te nieszczęsne Rumunki. Momenty "wychowawcze" Gabetonu w Pulpecji upewniły mnie tylko, że źle się dzieje w państwie borejskim.
      • sowca Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 22:50
        Chyba mam większy zasób tolerancji albo za młodu nie wychwytywałam wielu rzeczy, bo zmroziło mnie pierwszy raz w "Imieninach", kiedy Grześ usiłował spędzić z żoną miły dzień, a ta trąba nie potrafiła powiedzieć "Sorry, Bernard, nie dziś". I to miało być zabawne. Nie było. BYło strasznie smutne.Grzegorz był przynajmniej wściekły, a kretynka Gabon nwet słówkiem się nie zająknęła, że jej przykro. Nie musiała poświęcać męzowi aż jednego popołudnia...
        • ssssen Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 18.08.16, 08:23
          "kretynka Gabon nwet słówkiem się nie zająknęła, że jej przykro." - problem w tym że jej chyba nie było przykro.
    • ssssen Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 15:57
      A ja przeczytałem w latach 80-tych wszystko do OwR i byłem pewien że dalej nic nie było. Dopiero chyba pod koniec lat 90-tych znajoma uświadomiła mnie że MM napisała więcej części. Do chyba Kalamburki przeczytałem to hurtem i jednoznacznie stwierdziłem że zmiana PRL na RP bardzo autorce zaszkodziła. BBB bardzo mi się jeszcze podobał, ale potem? Brrr... Chyba najpierw rąbnął mnie niezwykły zbieg okoliczności w "Noelce" - no jakim cudem widziana przez Elkę przypadkiem kobieta z która ta poczuła dziwną więź zostaje potem żoną jej ojca? I ta Terpentula potworna, która strzeliła focha i zostawiła faceta którego kochała (choć w sumie to dosyć realistyczne jest...).
      Dalej - gejowaty Kozio - ahtysta z Koziej Wólki, pan Jankowiak który Bóg wie czemu łazi z tym świadectwem bez sensu tam i z powrotem i narzekając "kiedyś było lepiej" i oblewając się śmierdzącą peerleowską "Przemysławką"...
      No a potem to już poszło z górki, mylą mi się tytuły i treść, ostatnio nawet z waszych dyskusji zorientowałem się że przegapiłem jeden tom.
    • haszyszymora Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 16:44
      Pulpecja. Ponieważ czytałam w głębokim nastolęctwie, najbardziej trzepneła mnie przemiana Baltony. Bo to, panie tego, nie może być tak, by się jakaś subkultura młodzieżowa przystawiała do Borejkówny. Chcesz wstęp na Roosevelta, to ścinaj te kolorowe włosy i wymieniaj motocykl na samochodzik w kwiatki. Do dziś serce mi się ściska.
      Inna rzecz, że Baltona ubawił mnie setnie stwierdzeniem, że lubi słuchać "mrocznego rocka". Kto wie, może MM upupiła Baltonę, by nie musieć pisać o zjawiskach, których nie zna. :P

      Poza tym sławetna noc poślubna Idy - znów, człowiek ma lat piętnaście, już gryzie paluchy, bo rany-rany, będą momenty! A figę.
      Wielkie halo o białą róże, do dziś dla mnie niezrozumiałe. No i tajemnicze zniknięcie Romy pod koniec książki, przemycone gdzieś na marginesie i na odczep się. Znów szkoda, bo ta zakompleksiona, szczeniacko cyniczna i trochę depresyjna Roma była IMHO najciekawszą postacią w tej historii. Jej płacz po Sylwestrze kopnął mnie w de znacznie bardziej niż Pulpowa matura.

      A zresztą Pulpa wydała mi się nieznośną, antypatyczną snobką. Czy ona ma jakiegokolwiek znajomego, prócz Romy, do którego gadałaby po ludzku i bez poczucia wyższości?
      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 16:51
        haszyszymora napisał(a):

        No i tajemnicze znik
        > nięcie Romy pod koniec książki, przemycone gdzieś na marginesie i na odczep się
        > . Znów szkoda, bo ta zakompleksiona, szczeniacko cyniczna i trochę depresyjna R
        > oma była IMHO najciekawszą postacią w tej historii. Jej płacz po Sylwestrze kop
        > nął mnie w de znacznie bardziej niż Pulpowa matura.
        >
        > A zresztą Pulpa wydała mi się nieznośną, antypatyczną snobką. Czy ona ma jakieg
        > okolwiek znajomego, prócz Romy, do którego gadałaby po ludzku i bez poczucia wyższości?


        W Pulpecji nie. A w pozniejszych tomach gada juz tylko z rodzina. Znajomych niet.
        • sowca Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 22:26
          Teraz sobie uświadomiłam, że sposób, w jaki Patrycja potraktowała Romę (nie próbowała z nią odbudować kontaktu, nie porozmawiały) też mnie trzasnął...
          • iwoniaw Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 22:55
            To, że zerwała kontakt i go nie odnawiała to jedno - wyjątkowo wstrętny jest natomiast komentarz na temat Romy oglądanej na Naszej Klasie - obejrzała sobie ją tylko po to, by powiedzieć swej rodzinie, że mąż dawnej przyjaciółki jest paskudny z wyglądu i dzieci takoż (uszy odstające). Zaiste, miłe i to i empatyczne i świadczące o tym, że oceniamy ludzi po tym, co najważniejsze i eleganckie jak cho... ho ho ho.
            • ayo2137 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 01.06.20, 22:11
              Hej, w której części było o tej naszej klasie?
              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 01.06.20, 22:25
                W Sprezynie.
                • ireann Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.06.20, 13:51
                  No nie całkiem paskudny:) Przypominał Clooneya, tylko uszy odstawały.
      • 3piota Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 18.08.16, 00:13
        haszyszymora napisał(a):
        > A zresztą Pulpa wydała mi się nieznośną, antypatyczną snobką. Czy ona ma jakiegokolwiek
        > znajomego, prócz Romy, do którego gadałaby po ludzku i bez poczucia wyższości?

        Nie musiała. W Pulpecjadzie była na przykład taka scena walentynkowa w jej szkole. Oto korytarzem idzie Patrycja Borejko a jakiś Jacunio do niej się zaleca. Ona jasna sprawa go niszczy, a za nimi podążają klasowe koleżanki i duszą się ze śmiechu. Patrycja Borejko i jej dwórki. Tylko Roma wlecze się ponura. Z zazdrości of course.
      • ssssen Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 18.08.16, 08:20
        O, przypomniałaś mi - mnie zdenerwowało stwierdzenie że Baltona jeździł na Harleyu... Harley w Polsce na początku lat 90-tych u takiego smarka? Skąd on miał na to pieniądze?

        I druga sprawa - przypomniało mi się - do dziś nie rozumiem jakim cudem Kozio przegonił Arturka-Gburka na rowerze jadąc jakimś skrótem przez nieznane okolice.
        • truscaveczka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 09:33
          Ja odebrałam okreslenie "harley" na takiej zasadzie, na jakiej na wszystkie buty sportowe mówi się "adidasy", może o to chodziło?
          • draconessa Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 11:49
            Truscaveczko, baltona mowi wyraznie, ze ma Harleya - Davidsona, spodziewajac sie podziwu ze strony metodego:) Ale zgadzam sie - Harley u takiego smarkacza w latach 90? Niemozliwe. To sa jednak dosc drogie maszyny...Baltony nie byloby na niego w zyciu stac... Ale MM przeciez nei sprawdza takich drobiazgow, a korekta jej wydawnictw jest czysto teoretyczna...
            • lord_vmordevol Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 12:04
              draconessa napisała:

              > Truscaveczko, baltona mowi wyraznie, ze ma Harleya - Davidsona, spodziewajac si
              > e podziwu ze strony metodego:) Ale zgadzam sie - Harley u takiego smarkacza w
              > latach 90? Niemozliwe. To sa jednak dosc drogie maszyny...Baltony nie byloby n

              To były czasy, kiedy po wsiach można był wygrzebać w stodołach zadziwiające rzeczy, w tym barokowe meble robiące za pudło na żarcie dla świń i napędzające starą młockarnię zabytkowe motocykle na przykład z demobilu. I kupić to za flaszkę - która to flaszka była jeszcze dostępna dla nastolatka w sklepie ;-)
              Więc teoretycznie dałoby się.

              > a niego w zyciu stac... Ale MM przeciez nei sprawdza takich drobiazgow, a korek
              > ta jej wydawnictw jest czysto teoretyczna...
              >
              • draconessa Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 16:24
                Teoretycznie taki, ale praktycznie bardziej mozliwe byloby wydlubanie ze stodoly Junaka albo Sokola. sprzed wojny jeszcze albo jakiegos ruskiego motocykla, czy moze nawet poniemieckiego - pod Poznaniem :)
                • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 16:58
                  draconessa napisała:

                  > Teoretycznie taki, ale praktycznie bardziej mozliwe byloby wydlubanie ze stodol
                  > y Junaka albo Sokola. sprzed wojny jeszcze albo jakiegos ruskiego motocykla, cz
                  > y moze nawet poniemieckiego - pod Poznaniem :)

                  Mogłabym uwierzyć, że Florian w podpoznańskiej stodole wygrzebał jakiego Zündappa z czasów drugiej wojny (świetne motocykle skądinąd), albo, tak jak piszesz Sokoła, czy Junaka sprzed wojny, czy ruskiego IŻ 350 (takim popylał Magneto w "Czterech Pancernych"), ale kurde nie Harleya. I nie wyobrażam sobie, żeby takiego Florka Górskiego mogło być stać na prawdziwego Harleya. Nie ma takiej opcji po prostu, no chyba, że wyrodny pan Górski został milionerem i przysłał motocykiel synowi w prezencie.
                • lord_vmordevol Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 17:15
                  draconessa napisała:

                  > Teoretycznie taki, ale praktycznie bardziej mozliwe byloby wydlubanie ze stodol
                  > y Junaka albo Sokola. sprzed wojny jeszcze albo jakiegos ruskiego motocykla, cz
                  > y moze nawet poniemieckiego - pod Poznaniem :)

                  Harleye były chyba przesyłane w lend-lease, więc mógłby być zdemobilizowany "ruski" Harley. Nie, żebym się upierał, że to tak na pewno było :-)
    • al-rubia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 18.08.16, 17:40
      Ja niespójności wyłapywałam w wielu tomach, ale to nie dyskredytowało autorki w moich oczach, chociaż czasem zdecydowanie przesadzała - jak choćby w BBB, gdzie dyrektor Pieróg traktuje rodziców w bardzo dobrym poznańskim liceum pod koniec lat 80. XX w., jakby chodziło o zawodową szkołę rolniczą gdzieś w Kaczych Dołach, 30 lat wcześniej. Są pewne granice prawdopodobieństwa. Mocno mnie też zastanawiały niektóre działania Gaby, zwłaszcza przygarnięcie Rumunek: co ona zamierzała potem z nimi zrobić? Wyprowadzić z powrotem na ulicę, czy odwieźć na posterunek policji? Radykalny przełom w moim stosunku do Jeżycjady i jej bohaterów nastąpił jednak wówczas, kiedy przeczytałam, jak Ignacy zrobił z wnuka szpiega sióstr i donosiciela, przy pełnej aprobacie autorki. Bo to już nie była jakaś wpadka wynikająca z niedopatrzenia, roztargnienia czy nieudanej próby połączenia wielu tomów w całość spójną chronologicznie i faktograficznie. Taka wolta moralna zdecydowanie przekroczyła moje możliwości zaakceptowania nowych pomysłów MM.
      • truscaveczka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 09:35
        Przy Rumunkach jest jakiś taki wtręt, że nie miała wyjścia i musiała je zabrać, czy mnie pamięć zwodzi? W każdym razie normalnie myślący człowiek powiedziałby "Nie możemy ich zabrać, tu gdzieś są ich rodzice, i będą się martwić. Ale jak chcecie, kupimy im po czekoladzie na święta." czy coś takiego.
    • ewaty Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 10:16
      Morze nie wstrząsy, ale sceptyczne podniesienie brwi i to już, gdy czytałam po raz kolejny Jeżycjadę, jako osoba dorosła. Chodzi o kwestię podejścia do uczciwości. Pierwsze- gdy Gaba w KK odkrywa, że w piwnicy jest dzielone nielegalne mięsko i otrząsa się na to, do dziś nie wiem, czy to była prezentacja poglądów autorki, czy liczenie się z cenzurą. Bo w tamtych czasach ktoś, kto nie umiał upolować produktów konsumpcyjnych, słabe miał szanse na przetrwanie...Drugie zdziwienie- "Szósta klepka", Bobio podpalający kalki i wizyta pana od ubezpieczeń i wciśnięcie mu figurki- łapówki, żeby nie dostać pieniędzy z ubezpieczenia, za które się płaci, nie wiem, jak miał być cel wychowawczy tej akcji?
      • iwoniaw Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 10:36
        wizyta pana od ubezpieczeń i
        > wciśnięcie mu figurki- łapówki, żeby nie dostać pieniędzy z ubezpieczenia, za
        > które się płaci, nie wiem, jak miał być cel wychowawczy tej akcji?


        Właśnie mi uświadomiłaś, że ta sytuacja jest z lekka absurdalna w ogóle - wszak "pan od ubezpieczeń" nie przybywa do stwierdzenia szkody przymusowo i wiedziony kosmicznym impulsem, tylko trzeba go wezwać, gdy się taką szkodę poniesie. Jeśli ktoś dochodzi do wniosku, że coś jest jego winą/zaniedbaniem/premedytacją, a nie wypadkiem losowym i nieuczciwością byłoby brać za to odszkodowanie, to po prostu nie zgłasza szkody i tyle. Wszak pan z ubezpieczalni nie przechodził chyba przez Słowackiego z tragarzami?
        • figala Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 10:41
          Tak gdybając, może ajent przybył na wezwanie Nowakowskich? Albo właściciela (miasto? spółdzielnia?) mieszkania? Nie jest powiedziane, że mieszkanie należy do Żaczków.
        • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 10:47
          iwoniaw napisała:


          > Właśnie mi uświadomiłaś, że ta sytuacja jest z lekka absurdalna w ogóle - wszak
          > "pan od ubezpieczeń" nie przybywa do stwierdzenia szkody przymusowo i wiedzion
          > y kosmicznym impulsem, tylko trzeba go wezwać, gdy się taką szkodę poniesie.

          Z tego, co pamiętam, po ajenta dzwonią Żaczkowie (ojciec zostawia informację Cesi, ona nie ma czasu i stwierdza "niech ktoś inny dzwoni"). I nie ze względu na firanki, ale na to, że zalali Nowakowskich, więc to oni są najbardziej poszkodowani. Ajent zresztą mówi podczas wizyty coś w stylu: "u nich już byłem, z odszkodowaniem nie będzie problemu".
        • verdana Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 22:58
          Do nas pan przybył, gdy zaleliśmy sąsiadów, wiedziony przeczuciem, ze jak sąsiadom spadł tynk na głowę, to posadzka piętro wyżej musi być w stanie żałosnym.
      • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 10:54
        ewaty napisała:

        "Szósta klepka", Bobio podpalający kalki i wizyta pana od ubezpieczeń i
        > wciśnięcie mu figurki- łapówki, żeby nie dostać pieniędzy z ubezpieczenia, za
        > które się płaci, nie wiem, jak miał być cel wychowawczy tej akcji?

        Tutaj cel wychowawczy był - obecny przy wizycie ajenta Bobcio błyskawicznie doszedł do wniosku, że rodzina na nim zarobi, więc powinni mu wręcz dziękować. A już na pewno nie karać ;-) Trudno wytłumaczyć kilkulatkowi, dlaczego postąpił źle, jeśli rodzina odnosi korzyść. W rezultacie Żaczkowie zrezygnowali z odszkodowania, by uświadomić dziecku, że negatywne działania mają negatywne skutki, złe uczynki nie popłacają, cel nie uświęca środków i tak dalej. Przy Bobciu byłabym skłonna uwierzyć, że gdyby tego nie zrobili to po pierwszej rozmowie o problemach finansowych dziecię postanowiłoby podpalić dach...
        • neandertalka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 11:26
          W czasach Szóstej klepki p. MM nie pisała w celach wychowawczych. Pisała, żeby było śmiesznie. I było.

          Tylokrotnie macie jej tu za złe jej późniejsze moralizatorstwo, a teraz doszukujecie się go we wczesnych tomach i macie za złe brak wydźwięku moralnego sceny?
          • a_i_ola Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 12:03
            Pierwsze wstrząsy?
            Wąsy. Wąsy.
            • ssssen Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 10:41
              Mistrzowska fraszka.
          • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 12:23
            neandertalka napisał(a):

            > W czasach Szóstej klepki p. MM nie pisała w celach wychowawczych. Pisała, żeby
            > było śmiesznie. I było.
            >
            > Tylokrotnie macie jej tu za złe jej późniejsze moralizatorstwo, a teraz doszuku
            > jecie się go we wczesnych tomach i macie za złe brak wydźwięku moralnego sceny?


            Alez wydzwiek moralny byl i to podany z humorem i wdziekiem.
            A pozniejsze moralizatorstwo mamy za zle, bo bylo moralizatorstwem, a nie przeslaniem.
            • neandertalka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 13:50
              "Alez wydzwiek moralny byl i to podany z humorem i wdziekiem."

              Tak! Ale ktoś tu wcześniej napisał tonem zarzutu o braku celu wychowawczego tej akcji. Chodziło mi o brak konsekwencji w takim zarzucie. Nieuzasadnionym zresztą, jak widać.

              Aczkolwiek celem nr 1 autorki ewidentnie nie było wychowywanie - ono wyszło tak mimochodem. I o to chodzi.

              • ewaty Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 14:13
                Ja pytałam o cel wychowawczy akcji z panem od ubezpieczeń wobec Bobcia, a nie wobec czytelniczek.
          • ewaty Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 12:54
            "W czasach Szóstej klepki p. MM nie pisała w celach wychowawczych. Pisała, żeby było śmiesznie. I było.

            Tylokrotnie macie jej tu za złe jej późniejsze moralizatorstwo, a teraz doszukujecie się go we wczesnych tomach i macie za złe brak wydźwięku moralnego sceny? "

            Ja mam za złe brak logiki w scenie, a nie wydźwięku moralnego. Czy ja wiem, zresztą, czy w tamtych tomach brak elementów wychowawczych? Optymistyczne przesłanie wiary w ludzi, tego, że w każdym drzemie okruch dobra, że nie warto skupiać się na pozorach- to jak najbardziej wychowywanie.
        • ewaty Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 12:40
          > Tutaj cel wychowawczy był - obecny przy wizycie ajenta Bobcio błyskawicznie dos
          > zedł do wniosku, że rodzina na nim zarobi, więc powinni mu wręcz dziękować. A j
          > uż na pewno nie karać ;-) Trudno wytłumaczyć kilkulatkowi, dlaczego postąpił źl
          > e, jeśli rodzina odnosi korzyść. W rezultacie Żaczkowie zrezygnowali z odszkodo
          > wania, by uświadomić dziecku, że negatywne działania mają negatywne skutki, złe
          > uczynki nie popłacają, cel nie uświęca środków i tak dalej. Przy Bobciu byłaby
          > m skłonna uwierzyć, że gdyby tego nie zrobili to po pierwszej rozmowie o proble
          > mach finansowych dziecię postanowiłoby podpalić dach... "


          Firanki do wyrzucenia, osmalone ściany trzeba wyczyścić i odmalować- to wszystko kosztuje, więc jaki zarobek?
          • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 12:53
            ewaty napisała:

            > Firanki do wyrzucenia, osmalone ściany trzeba wyczyścić i odmalować- to wszystk
            > o kosztuje, więc jaki zarobek?

            Ale to mialo dotrzec do Bobcia, pieciolatka, ktory zawyl uszczesliwiony "jeszcze na mnie zarobicie !". Takiemu nie przetlumaczysz, ze farby, ze firanki, on wie tylko, ze "kapnie tysiaczek" i to dzieki temu, ze dziecko nieletnie. Strach sie bac. Taki smyk potrafi po lekturze Pinokia wsadzic do piaskownicy albo doniczki (takiej , ktora zaraz pojdzie na smietnik, co gorsza) ostatnie wyszabrowane matce sto zlotych celem wyhodowania pieniazkowego drzewka, i to z banknotami, a nie drobnica w monetach.
            • piotr7777 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 21.08.16, 11:44
              Taki smyk potrafi po lekturze Pinokia wsadzic do piaskownicy albo donic
              > zki (takiej , ktora zaraz pojdzie na smietnik, co gorsza) ostatnie wyszabrowane
              > matce sto zlotych celem wyhodowania pieniazkowego drzewka, i to z banknotami,
              > a nie drobnica w monetach.

              No chyba nie, bo Pinokio został przecież wyrolowany i to jest napisane wprost. Więc nawet dziecko to zrozumie. Już prędzej będzie myśleć, że skoro na początku Pinokio zabił Gadającego Świerszcza a potem tenże Świerszcz pojawia się żywy kilkakrotnie, zwierzęta mają moc odzyskiwania życia.
              Dlatego lepiej tej książki nie polecać zbyt małym dzieciom.
              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 21.08.16, 14:20
                piotr7777 napisał:

                >
                > No chyba nie, bo Pinokio został przecież wyrolowany i to jest napisane wprost.
                > Więc nawet dziecko to zrozumie. Już prędzej będzie myśleć, że skoro na początku
                > Pinokio zabił Gadającego Świerszcza a potem tenże Świerszcz pojawia się żywy k
                > ilkakrotnie, zwierzęta mają moc odzyskiwania życia.

                Trudno ocenic, jaka droga pojdzie mysl i wyobraznia nielata i co on zapamieta... Pieniazkowe drzewo przerobila na wlasnej kieszeni moja znajoma, dlatego ten przyklad przywolalam

                > Dlatego lepiej tej książki nie polecać zbyt małym dzieciom.

                To na pewno ! Nawet z komentarzem wlasnym i tlumaczeniem po wiele razy :)
                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 21.08.16, 14:25
                  Swoja droga, teraz na to wpadlam, dzieci tak duzo czytajace we wlasnych zabawach wcale tych lektur nie odtwarzaja. Albo mi umknelo. Wstystkie dzieci, ktore znalam (lacznie z tym, ktorym bylam) bawily sie w ulubionych bohaterow ksiazkowych i filmowych...
          • ssssen Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 10:45
            Ale im "kapnął tysiączek" to było sporo pieniędzy w połowie lat 70-tych, to mógł być miesięczny zarobek dla wielu. Myślę że malowanie i firanka kosztowały mniej - zatem mogli na tym zarobić.
    • meduza7 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 12:05
      Ja dość długo byłam czytelnikiem bezkrytycznym. Większość sytuacji, które opisujecie, przyjmowałam tak, jak autorka zaplanowała, np. przyprowadzenie małych Rumunek na Wigilię jako szlachetny gest Gaby i przejaw jej dobroci. Ale pierwszy mój - może nie wstrząs ale zgrzyt - wiązał się właśnie z tą dobrocią i szlachetnością. Otóż bodajże w "Dziecku piątku" jest scena, gdzie Gaba planuje usmażyć sobie cyklopa na kolację, ale wszyscy po kolei jej te cyklopy podżerają, aż w końcu orientuje się, że nic dla niej nie zostało - i od tej pory całą uwagę poświęca temu, żeby nikt się nie zorientował, że ona nie ma już nic do zjedzenia. Wtedy po raz pierwszy miałam takie "eeeeej, ależ to jest na siłę!".
      Potem były "Imieniny", najnudniejsza imho część cyklu, gdzie z kolei trząchnęła mną nagła przemiana Róży w pięciogwiazdkową piękność. Skojarzyło mi się to zresztą z późną Chmielewską, której bohaterki też przeszły magiczną przemianę i jak wcześniej były fajne, ale zwyczajne, tak potem każda z nich okazywała się super piękna i utalentowana.
      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 12:27
        meduza7 napisała:

        Skojarzyło mi się to zre
        > sztą z późną Chmielewską, której bohaterki też przeszły magiczną przemianę i ja
        > k wcześniej były fajne, ale zwyczajne, tak potem każda z nich okazywała się sup
        > er piękna i utalentowana.

        I bogata ! Bogactwem spadlym z nieba, a to zapis w testamencie, a to wygrana w kasynie. U obu dawne kolacze, na ktore trzeba zapracowac zostaly zastapione przez te golabki, co to same do gabki...ktos tu juz wspomnial, ze wytrzymal wiele, ale koni w porzeczkach nie zdzierzyl :)
        • mozambique Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 12:41
          U Chmielewskiej to w ododatku kazda boahterka ma "wstrząsajacej zgrabności nogi" co powoduje aboslutny pad-na-twarz całego męskiego otoczenia , w ktorjsk ksiaze jest nawet scena ze przyotjny facet nie jest w stanie rozmawiac na zadne tematy służbowe bo mu sie w pokoju plątają owe boskie nogi

          i tak akurat projekcja wlasnych kompleksów autorki była nie do zniesienia ( jak wiadomo sama Chmielewska cale zycie bolałą na brakiem wlasnej urody , jedyne z czego byłą dumna to nogi)
          • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 13:18
            mozambique napisała:

            > U Chmielewskiej to w ododatku kazda boahterka ma "wstrząsajacej zgrabności nog
            > i" co powoduje aboslutny pad-na-twarz całego męskiego otoczenia , w ktorjsk ks
            > iaze jest nawet scena ze przyotjny facet nie jest w stanie rozmawiac na zadne t
            > ematy służbowe bo mu sie w pokoju plątają owe boskie nogi
            >
            > i tak akurat projekcja wlasnych kompleksów autorki była nie do zniesienia ( ja
            > k wiadomo sama Chmielewska cale zycie bolałą na brakiem wlasnej urody , jedyne
            > z czego byłą dumna to nogi)
            >

            Eeee, słucham? Nie każda, dalece nie każda. U Joanny kwestia nóg wypłynęła chyba tylko raz, kiedy skomplementował ją Kazio we "Wszyscy jesteśmy podejrzani". Tereska i Okrętka epokowych nóg nie posiadały, Kasia Piaskowska z "Drugiego wątku" też nie, chociaż ogólnie była urodziwa. Dziewczęcie z "Wyścigów" i "Florencji" też nie dysponowało superodnóżami, nie przypominam sobie takowych także u Chmielewskiej synowej ze "Zbiegu okoliczności". No a bohaterki z późnej fazy twórczości Chmielewskiej generalnie miały śliczne wszystko i za boginie swej piękności robiły. Natomiast otumanienie nogami spadło zdaje się na Lesia (kończyny należały zdaje się do Barbary), no ale Lesio to w ogóle istota z innej planety jest :D

            A swoją drogą Chmielewska słusznie była dumna z nóg, bardzo zgrabne miała, natomiast nie mam pojęcia skąd jej się brały kompleksy na tle urody. No, sianko na jałowej glebie mogę zrozumieć, faktycznie grzywy jak tarpan nie posiadała, ale reszta? Przecież to piękna kobieta była.
            • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 13:34
              bupu napisała:
              >
              > Eeee, słucham? Nie każda, dalece nie każda. U Joanny kwestia nóg wypłynęła chy
              > ba tylko raz, kiedy skomplementował ją Kazio we "Wszyscy jesteśmy podejrzani".

              A skad :)
              We "Wszystko czerwone" tych nog, co to lampa byla na nich (a reszta kadluba w ciemno) dobrych kilka stron. I Chmielewskiej wlasne, i Alicji, i czyjes tam jeszcze, nawet Ewy i Elzbiety, choc wszystkie cztery zasloniete ubiorem, tez piekne.
              Pozniejszych czytalam niewiele i ogolne wrazenie powalajacej urody bohaterek bylo takie namolne, ze szczegoly typu odnoza juz mi umknely
              • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 14:16
                tt-tka napisała:

                Co do podkreślania nóg się zgodzę, nawet w książkach, w których pojawia się Chmielewska jako bohaterka w wieku przedemerytalnym nadal ma zgrabne nogi i lata głównie w szpilkach ;-)

                Z kompleksów zapamiętałam głównie ten "włosowy". To była taka opozycja - świetne nogi i fatalna fryzura, często zasłaniana peruką. Prawdę mówiąc przed lekturą "Całe zdanie nieboszczyka" czy "Romansu wszechczasów" nie miałam pojęcia, że perukę można nosić ot tak, na co dzień, bo się lubi...

                > Pozniejszych czytalam niewiele i ogolne wrazenie powalajacej urody bohaterek by
                > lo takie namolne, ze szczegoly typu odnoza juz mi umknely

                Później bohaterki są masowo prześliczne, ale rzuca się w oczy coś jeszcze: we wczesnych powieściach, których bohaterką była Joanna, jej uroda nie jest opisywana bezpośrednio. Owszem, były nogi i włosy, ale figura, oczy, cera - to wszystko pozostawało w domyśle. Do tego często pojawiały się postacie drugoplanowe, opisywane jako szałowe piękności - Beata, Finetka, Ewa... A o samej bohaterce wiadomo było tyle, że nie odstaje od nich za bardzo, więc też musiała zaliczać się do tych urodziwych (scenka z "Wszyscy jesteśmy podejrzani"). No i musiała być na tyle atrakcyjna, by nie raziło, że interesują jej super przystojni faceci ;-).
              • gat45 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 14:17
                Ja też mam w pamięci wyraźnie zakodowany zdecydowany nadmiar zachwytów nad nogami bohaterek w ogóle, jeszcze bardziej denerwujący w przypadku narracji w pierwszej osobie. No i w ogóle opisywanie siebie jako wyjątkowo urodziwej zawsze wprawiało mnie w jakiś taki dziwny stan - nie wiedziałam, czy się na autorkę złościć, czy jej współczuć. Było tego mrowie a mrowie, naprawdę. Nawet w jednym z pierwszych dzieł jakiś milicyjny pułkownik zaczyna rozmowę z Joanną od "dlaczego nikt mi nie powiedział, że pani jest taką piękną kobietą". To było za czasów, kiedy autorka jeszcze kochała milicję i oznajmiała to w każdym tomie, a do alkowy wpuszczała prokuratorów i tajniaków tzw. służb.
                Tak więc : o nogach było baaaaardzo dużo, a kompleks włosów odbiła sobie raz a dobrze tworząc tę bohaterkę, co to się w czasie przemieszcza i kudłata jest tak, że przy niej Lady Godiva to łysol.
                • mozambique Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 14:32
                  plotek o tym ze autor ksiażek "późnj Chmielewskiej" jest dosc tajemniczy - znają chyab wszyscy prawda ? ( styl, słownicto, opisy postaci i wogole cały ciąg przyczynowo-skutkowy tak sie różni ow wczesnej Chmielewsiej ze wniosek jest jeden : albo autorka nagle, w jendym momencie zdziadziała, ztetryczala, zwulgaryzowała sie i stracila poczucie humoru albo... korzystala z ghost-writera w dodatku faceta, kory pamiętal tylko jedno - ze nogi Chmielewskiej, czyli protagonistki akcji, tzreab podkreslac na kazdym kroku) )
                  W dodatku ten "nogowy szał" jest tym bardzij wątpliwy ze w dzisiejszych realich ( XXIw) naprawde uroda nóg kobiecych na liscie kryteriów jest gdzies na dalekim miejscu , po wyżej umiejscowionych, bardziej rzucajacych sie w oczy zaletach. Obecnie częsciej mozna napotkac zachwyt kształtem damskich posladków niż łydek , naprawde. Zachwyt czyimis nogami panował w epoce gdy innych czesci ciala kobiecie podkreslac było jakos "niebardzo" i gdy kobiety rzadko nosiły spodnie ( a jak wiadomo autorka spodni wrecz nie cierpiała)
                  • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 14:54
                    mozambique napisała:

                    > plotek o tym ze autor ksiażek "późnj Chmielewskiej" jest dosc tajemniczy - znaj
                    > ą chyab wszyscy prawda ? ( styl, słownicto, opisy postaci i wogole cały ciąg p
                    > rzyczynowo-skutkowy tak sie różni ow wczesnej Chmielewsiej ze wniosek jest jede
                    > n : albo autorka nagle, w jendym momencie zdziadziała, ztetryczala, zwulgaryzow
                    > ała sie i stracila poczucie humoru albo... korzystala z ghost-writera w dodatk
                    > u faceta, kory pamiętal tylko jedno - ze nogi Chmielewskiej, czyli protagonistk
                    > i akcji, tzreab podkreslac na kazdym kroku))

                    W schyłkowej Chmielewskiej, która wyraźnie pisana jest ręką jakiegoś debila, nie ma Chmielewskiej - protagonistki. Mam tu na myśli "Gwałt" i to nieszczęsne coś o Kręcidupci, czego tytuł mój umysł starannie wypiera z pamięci. Joanna powraca jako protagonistka w "Zbrodni w efekcie", którą pisał ktoś bardziej ogarnięty, ale tam, jako żywo, żadnych aktów strzelistych na temat nóg nie ma. Albo ja mam taką sklerozę.

                    > W dodatku ten "nogowy szał" jest tym bardzij wątpliwy ze w dzisiejszych realic
                    > h ( XXIw) naprawde uroda nóg kobiecych na liscie kryteriów jest gdzies na dalek
                    > im miejscu , po wyżej umiejscowionych, bardziej rzucajacych sie w oczy zaletac
                    > h. Obecnie częsciej mozna napotkac zachwyt kształtem damskich posladków niż łyd
                    > ek , naprawde. Zachwyt czyimis nogami panował w epoce gdy innych czesci ciala k
                    > obiecie podkreslac było jakos "niebardzo" i gdy kobiety rzadko nosiły spodnie (
                    > a jak wiadomo autorka spodni wrecz nie cierpiała)
                    >

                    Bzdura. Zachwyt nad nogami trwa nadal, a podkreślanie innych części anatomii nie stało się możliwe dopiero w ostatnich dekadach. Obejrzyj sobie stroje z czasów młodości Chmielewskiej, z lat 50 i 60 i zobacz co one mianowicie podkreślają (to nie to samo co wywalanie na wierzch i pchanie widzom w zęby).
                    • mozambique Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:04
                      jako żywo - w zachwytach ( lub hejtach) nad jakąkolwiek , skąpo ubraną celebrytką, modelką czy aktorką próżno szukac choćby wzmianki o nogach , komentuje sie wszytko - od dopczepów włosów po tipsy na palcach stóp ale nogi gdzie w tych komentarzach nikną, jkby ich nie było
                      zapewne dlatego ze pozostale szcególy anatomii sa bardziej ciekawe

                      wsród normalnych ludzi , od kolezanek ikolegów od wiieeeeelu lat nie slyszalm juz jakiejkolwiek wzmianki o czyichs nogach ( no chyab ze o butach:) , od facetów mozna uslyszeg ze jakas laska ma fajny zestaw : tyłek, cycki , włosy ale nogi ? , kobietki miedzy sobą plotkują o szczupłości , rozmiarach, celulicie ale o zgrabnosci nóg? tego tematu nie ma
                      mam wrazenie ze nogi sa obecnie niemodne :)
                      • mozambique Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:14
                        ja Ch. przestalam czytac wlasnie po tym jak seje sie wszystko w stylu zmeniło i juz nie pamietam tytułu ale akcja zaczyna sie tak ze jest jakas protagonistka znalazala zwłoki i do jej domu przyjezdza policjant i i detektyw w celu przesłuchania
                        no i siedzą sobei , ona sie kreci i cos im przynosi a oni obaj po prostu mysli nie mogą zebrać, pytania zadać i jezyk im kołkiem staje w obliczu tych niesamowitych nóg . Te niewyobrażalne nogi wzmiankowane sa w tej scenie kilka razy, za kazdym razem uniemozliwiają policjantowi zrobienie notatki czy coś tam i w obliczu tego kretynizmu odpusciałąm sobei czytanie CHmeielewskeij juz na zawsze
                        • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:44
                          mozambique napisała:

                          > ja Ch. przestalam czytac wlasnie po tym jak seje sie wszystko w stylu zmeniło i
                          > juz nie pamietam tytułu ale akcja zaczyna sie tak ze jest jakas protagonistka
                          > znalazala zwłoki i do jej domu przyjezdza policjant i i detektyw w celu przesłu
                          > chania
                          > no i siedzą sobei , ona sie kreci i cos im przynosi a oni obaj po prostu mysli
                          > nie mogą zebrać, pytania zadać i jezyk im kołkiem staje w obliczu tych niesamo
                          > witych nóg . Te niewyobrażalne nogi wzmiankowane sa w tej scenie kilka razy, za
                          > kazdym razem uniemozliwiają policjantowi zrobienie notatki czy coś tam i w ob
                          > liczu tego kretynizmu odpusciałąm sobei czytanie CHmeielewskeij juz na zawsze
                          >

                          To na pewno nie była późna Chmielewska z nią jako protagonistką ("Krętka blada" i temu podobne) bo tam Joanna była starą gropą, z pełną świadomością tego faktu i nikt jej się do stóp nie słał. W ogóle nie mogę sobie przypomnieć ani znaleźć tej sceny, chociaż przekopałam wszystkie półki z Chmielewskimi.
                          • mozambique Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:46
                            a czy we wszystkich protagonistka jest alter ego autorki ?
                            • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 16:04
                              mozambique napisała:

                              > a czy we wszystkich protagonistka jest alter ego autorki ?
                              >

                              Nie, ale w tych bez alter ego też tej sceny nie znalazłam.
                              • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 18:24
                                Wydaje mi się, że chodzi o scenę przesłuchania Kasi w "Drugim wątku", tyle że tam nie ma konkretnie nóg, a ogólna piękność powalająca przesłuchującego ;-)

                                "(Henio) Został posadzony przy stole i rozpoczął relację. Rozpoczął ją od jąkania się i jakichś idiotycznych, urywanych uwag.
                                — No dobrze, powiem prawdę — zdecydował się mężnie po tych kilku pierwszych, kretyńskich zdaniach. — Ja też człowiek, chociaż policjant, i nigdzie nie jest powiedziane, że policjant musi być ślepy. To jest cholernie piękna dziewczyna i oko mi w jednej chwili zbielało. Jak Boga kocham, piękna wyjątkowo i trudności miałem, które udało mi się przełamać, za co cześć mi się należy i chwała, a nie jakieś tam głupowate chichoty.
                                (...)
                                Kasia otworzyła drzwi bez żadnych pytań, ujrzała obcego faceta i popatrzyła pytająco, zdziwiona i odrobinę zaniepokojona. Henio z kolei otworzył usta, przebił się przez chwilową niemoc głosową, powstrzymał wybiegającą z serca propozycję spędzenia razem upojnego wieczoru, przedstawił się i grzecznie spytał, czy może liczyć na chwilę rozmowy. Kasia udzieliła zezwolenia i zaprosiła go do środka. Otumaniony widokiem Henio rąbnął z miejsca (...) Patrzyła tymi oczami jak błękitne gwiazdy tak, że Henio miał do wyboru, odwrócić się ryłem, albo powiedzieć prawdę. Odwrócić się tyłem nie miał siły, wybrał zatem to drugie.
                                — Pani ciotka nie żyje. Została zamordowana.
                                Teraz już nie tylko mógł, ale nawet powinien wpatrywać się w tę piękną twarz służbowo i od razu doznał dużej ulgi."
                                • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 18:57
                                  marutax napisał(a):

                                  > Wydaje mi się, że chodzi o scenę przesłuchania Kasi w "Drugim wątku", tyle że t
                                  > am nie ma konkretnie nóg, a ogólna piękność powalająca przesłuchującego ;-)
                                  >

                                  >" Kasia otworzyła drzwi bez żadnych pytań, ujrzała obcego faceta i popatrzyła pyt
                                  > ająco, zdziwiona i odrobinę zaniepokojona. Henio z kolei otworzył usta, przebił
                                  > się przez chwilową niemoc głosową, powstrzymał wybiegającą z serca propozycję
                                  > spędzenia razem upojnego wieczoru, przedstawił się i grzecznie spytał, czy może
                                  > liczyć na chwilę rozmowy. Kasia udzieliła zezwolenia i zaprosiła go do środka.
                                  > Otumaniony widokiem Henio rąbnął z miejsca (...) Patrzyła tymi oczami jak błęk
                                  > itne gwiazdy tak, że Henio miał do wyboru, odwrócić się ryłem, albo powiedzieć
                                  > prawdę. Odwrócić się tyłem nie miał siły, wybrał zatem to drugie.
                                  > — Pani ciotka nie żyje. Została zamordowana.
                                  > Teraz już nie tylko mógł, ale nawet powinien wpatrywać się w tę piękną twarz sł
                                  > użbowo i od razu doznał dużej ulgi."

                                  No właśnie, nie ma nóg, a Henio mimo wszystko nie zgłupiał, opanował wstrząs urodą i zachował się profesjonalnie. Poza tym Henia jest jedna sztuka, a wspominana wcześniej w wątku miała zawierać policjantów dwóch. Nic się nie zgadza.
                                • ciotka_scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.09.16, 20:05
                                  "Henio miał do wyboru, odwrócić się ryłem, albo powiedzieć prawdę."
                      • gat45 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:16
                        Czasy wczesnej Chmielewskiej to praktycznie triumfalne wejście mini, czyli nogi po raz pierwszy od wieków wyszły spod halek i spódniczek. Wszyscy wtedy odkrywali damskie nogi, w obu tego słowa znaczeniach. Bo ile damskich odnóży widział w całości i na żywo przeciętny facet przed modą mini ? Tyle, co na plaży i na boisku. A tu mu się zaczęły pchać przed oczy od rana do wieczora. Urok nowości ?
                        • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:28
                          gat45 napisała:

                          > Czasy wczesnej Chmielewskiej to praktycznie triumfalne wejście mini, czyli nogi
                          > po raz pierwszy od wieków wyszły spod halek i spódniczek. Wszyscy wtedy odkryw
                          > ali damskie nogi, w obu tego słowa znaczeniach. Bo ile damskich odnóży widział
                          > w całości i na żywo przeciętny facet przed modą mini ? Tyle, co na plaży i na b
                          > oisku. A tu mu się zaczęły pchać przed oczy od rana do wieczora. Urok nowości ?
                          >

                          Od jakich wieków? Jaka nowość? Spódnice znacznie przed kolanko pojawiły się w latach dwudziestych, na litość boską. A u wiejskich bab mógł se taki oglądać nóg od kolana w dół ile wlazło także w dziewiętnastym stuleciu, obleczonych najwyżej pończochą wełnianą w zimie.
                          • mozambique Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:36
                            lata 20 te ? prawisz ?

                            www.google.pl/search?q=moda+lat+20+tych&rlz=1C1SKPC_enPL460PL460&espv=2&biw=1309&bih=715&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjcz8vC5vDOAhWBWywKHUaHArAQ_AUIBigB
                            • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 16:02
                              mozambique napisała:

                              > lata 20 te ? prawisz ?
                              >
                              > www.google.pl/search?q=moda+lat+20+tych&rlz=1C1SKPC_enPL460PL460&espv=2&biw=1309&bih=715&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjcz8vC5vDOAhWBWywKHUaHArAQ_AUIBigB
                              >

                              Ano prawię.

                              https://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/02574/twenties-NEW_2574493k.jpg

                              https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/3d/c0/35/3dc035aa582e4e8a7ed3cded70513829.jpg

                              https://i.ytimg.com/vi/SclJ94h2oyQ/hqdefault.jpg

                              https://missdeestyle.files.wordpress.com/2014/02/favim-com-1075.jpg

                              https://image.glamourdaze.com/2014/05/1920s-silhouette-1024x647.jpg
                              • mozambique Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 05.09.16, 15:18
                                nie porównuj tancerek i artystek kabaertowych do tzw mody ulicy
                • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 20:09
                  gat45 napisała:

                  > Nawet w jednym z pierwszych dzieł jakiś milicyjny pułkownik zaczyna rozmowę z Joanną od "dlaczego nikt mi nie powiedział, że pani jest taką piękną kobietą". To było za czasów,
                  > kiedy autorka jeszcze kochała milicję i oznajmiała to w każdym tomie, a do alkow
                  > y wpuszczała prokuratorów i tajniaków tzw. służb.

                  A nie, to zdanie pada w "Zbiegu okoliczności", czyli już za czasów policji. I dotyczy nie Joanny oryginalnej, ale młodszego modelu, czyli synowej-imienniczki ;-)
              • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 14:45
                tt-tka napisała:


                >
                > A skad :)
                > We "Wszystko czerwone" tych nog, co to lampa byla na nich (a reszta kadluba w c
                > iemno) dobrych kilka stron. I Chmielewskiej wlasne, i Alicji, i czyjes tam jesz
                > cze, nawet Ewy i Elzbiety, choc wszystkie cztery zasloniete ubiorem, tez piekne

                Nogi były, bo na nich była lampa, ale kwestia urody była poruszona tylko u Alicji, bez orgiastycznych zachwytów, ze stwierdzeniem, że to nogi miała najlepsze ze wszystkiego i bezwzględnie powinna była je pokazywać.

                "Po namysle doszłam do wniosku, że ta osobliwa instalacja miałaby swój głęboki sens, gdyby Alicja bodaj przez chwilę posiedziała pod lampą, w gronie gości. Nogi miała najlepsze ze wszystkiego i powinna je pokazywać przy każdej okazji, któż inny bowiem miał to czynić? Zosia, Anita i Elżbieta były w spodniach. Ewa miała kieckę prawie do kostek i wysokie lakierowane buty, pozostawałam ja, ale na mnie jedną marnować całą lampę to doprawdy zbyteczna rozrzutność!"

                No faktycznie, same ekstraordynaryjne odnóża. Nie przesadzacie aby odrobinę?

                W nogi Elżbiety wgapiał się zakochany kretyn Kazio, tego zbrodniczego wieczoru przy czym też nie było opisów jakie te nogi cudne, tylko stwierdzenie faktu, że na inne, miotające się pod lampą odnóża uwagi za bardzo nie zwracał, bo koncentrował się na Elżbiecie. Aktów strzelistych pod adresem czyichkolwiek nóg nie zauważyłam.
                • gat45 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:11
                  Właściwie nieważne, kto ma rację. Mnie zaciekawia coś innego : jak to się dzieje, że przynajmniej kilka z nas zapamiętało nadmiar podkreślania urody nóg u Chmielewskiej, jeżeli - jak twierdzi Bupu - jest ich właściwie mało ? Czy to my mamy jakiś kompleks nożny ? Nie ma mowy, żebym zadała sobie trud ponownego czytania całej JCh pod kątem występowania zachwytów nad nogami, więc chyba już umrę z tym niedosytem wiedzy... :( Trudno.
                  • mariamm87 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.09.16, 09:42
                    No właśnie sama jestem zdziwiona czytając post Bupu bo ja też dałabym sobie rękę obciąć, że o tych nogach jest w Chmielewskiej co chwile. I teraz bym ręki nie miała :(
                • mozambique Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:18
                  no jak to u LAicji ?
                  A Ewa , która schudłą i wypiękniała zabójczo , az zakochal sie w niej Hiszpan ?
                  • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:25
                    mozambique napisała:

                    > no jak to u LAicji ?
                    > A Ewa , która schudłą i wypiękniała zabójczo , az zakochal sie w niej Hiszpan ?
                    >

                    Nie Hiszpan, tylko Włoch, Giuseppe Grassani. I konkretnie o nogach Ewy nic tam nie było.
                    • mozambique Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:37
                      bylo - ze najlpesze nogi miałą Ewa tylko ze nosiła spódnice do kostek i wysokie lakierowane buty
                      • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 16:04
                        mozambique napisała:

                        > bylo - ze najlpesze nogi miałą Ewa tylko ze nosiła spódnice do kostek i wysoki
                        > e lakierowane buty
                        >

                        Nie było, tam gdzie wzmiankowana była długa kiecka i lakierowane buty, mowa była o tym, że najlepsze ze wszystkiego nogi miała Alicja. Cytat leży w tym wątku, poszukaj sobie.
      • neandertalka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 13:55
        E no, przemiana nieciekawego, grubego dziecka w atrakcyjną nastolatkę to zjawisko moim zdaniem wcale nierzadkie :-) Mnie to w Imieninach nie razi.
        • fornitta69 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 15:21
          Dla mnie Roza- dziecko byla ladna (i nie gruba tylko pulchna).
        • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.08.16, 16:51
          neandertalka napisał(a):

          > E no, przemiana nieciekawego, grubego dziecka w atrakcyjną nastolatkę to zjawis
          > ko moim zdaniem wcale nierzadkie :-) Mnie to w Imieninach nie razi.

          Pyza jednak nie przeistacza się w tylko atrakcyjną nastolatkę. Ona się przeistacza w cudowną piękność, za którą faceci, ogłuszeni jej urodą, uganiają się plutonami. I ta przemiana, inaczej niż w wypadku Idusi, nie wynika z nabrania pewności siebie i zadbania o własny wygląd, czy z jakichkolwiek innych realnych czynników. Przecież Pyza, poza odchudzaniem, nic specjalnego nie robi, makijażu nie stosuje, odziewa się w dżinsy i polary, osobowości atrakcyjnej nie posiada, umiejętności towarzyskie mizerne, a pewność siebie znikomą. A tu nagle brzdęk! i z poczciwej Różyczki mamy jeżycką piękną Helenę, której cały męski świat rzęzi żądzą u stóp. Tak automagicznie, o. I to mnie właśnie razi.
          • neandertalka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 20.08.16, 11:30
            Świeżo rozkwitłej nastolatce nie jest potrzebny makijaż, żeby była olśniewająca. Nie każda oczywiście ma to szczęście, ale to się zdarza. Znam przypadki. I wtedy widać to w każdym stroju, również w polarze i dżinsach. Więc w moich oczach przemiana Róży jest całkiem prawdopodobna. Nawet jeśli nie miała pewności siebie ani wyrazistej osobowości. Była miękka, ciepła i kobieca, plus świeżo wylęgła z dziecięcego kokonu uroda - i wystarczy, żeby faceci padali trupem. O ile wiem, ten właśnie zestaw cech podoba się najbardziej.
            • zla.m Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 21.08.16, 19:24
              neandertalka napisał(a):

              > . Była miękka, ciepła i kobieca, plus świeżo wylęgł
              > a z dziecięcego kokonu uroda - i wystarczy, żeby faceci padali trupem. O ile wi
              > em, ten właśnie zestaw cech podoba się najbardziej.

              Moim zdaniem to zestaw cech, który podoba się mężczyznom (a i to nie wszystkim), nie nastolatkom - dla nich "świeża dziecięca uroda" to żadna atrakcja, bo niemal wszystkie dziewczyny w ich otoczeniu taką dysponują.
              • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 21.08.16, 20:12
                zla.m napisała:

                >
                > Moim zdaniem to zestaw cech, który podoba się mężczyznom (a i to nie wszystkim)
                > , nie nastolatkom - dla nich "świeża dziecięca uroda" to żadna atrakcja, bo nie
                > mal wszystkie dziewczyny w ich otoczeniu taką dysponują.

                Zgadzam się, że to nagłe powodzenie Pyzy wśród rówieśników jest mało realne. Może gdyby pani MM zamiast cud urody przypisała jej sex-appeal i wdzięk, który może być niezależny od wyglądu i nawet charakteru... Ale Róża jako piękność kojarzy mi się z opisem matki głównej bohaterki "Harpii" Chmielewskiej - kobiety, mimo wielkiej urody facetów nie interesowała. Fragment:
                "Bieżan widział przed sobą nie żadną maszkarę, tylko bardzo piękną kobietę. Jakim cudem tak piękna kobieta mogła nie mieć powodzenia i do czterdziestego roku życia trwać w staropanieństwie?
                Nie wytrzymał, spytał o to wprost. Trzy siostry popatrzyły na siebie wzajemnie.
                - Ona była drętwa - powiedziała Melania. - Beznadziejnie.
                - Sztywna - przyświadczyła Felicja. - Nie miała wdzięku. Wszystko traktowała tak śmiertelnie poważnie, że można było przy niej umrzeć z nudów."

                Dlatego owszem, jestem skłonna uwierzyć, że bardzo wyładniała. Ale żeby od razu przełożyło się to na trwałe zainteresowanie płci przeciwnej? Tu już gorzej...
                • gat45 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 22.08.16, 10:38
                  Pogrzebałam w pamięci własnej (obserwacje i lektury) i przypomniałam sobie o takim zjawisku wśród nastolęctwa, jakim jest owczy pęd. Kiedy jakaś panna nagle i niespodziewanie staje się w swoim środowisku MODNA. Niestety nie mogę sobie przypomnieć okoliczności włączenia się takiego procesu, ale niech będzie na przykład tak : jest sobie średnio popularna dzieweczka, ani gwiazda, ani szara mysz. Nagle na szkolnej zabawie tylko z nią tańczy Teofilek, bożyszcze wszystkich chłopaków, bo najlepszy na boisku, w bójkach niepokonany, a i nauczycielom umie się odciąć. Nazajutrz po tej potańcówce za panną, która zwróciła na siebie uwagę samego Teofilka, ciągnąć się będzie zdecydowanie większy ogon wielbicieli niż w przeddzień, a potem to już by poszłoooo.....
    • gaudia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 20.08.16, 00:50
      Obruszałam się na różne sceny, które zostały tu już wymienione. Zaufanie do Ałtorki podupadało z każdym tomem. Jednak prawdziwy wstrząs, którego objawem było zamknięcie książki i rzucenie nią o ścianę, przeżyłam czytając o wreszcie wypełnionych ramionach.
      Ten tom dostałam od przyjaciółki, sama byłam już na etapie: szkoda kasy na MM.
      Po scenie z wypełnionymi ramionami nie wróciłam do MM i wiedzę o jej tfurczości czerpię z foruma tego.
      • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 20.08.16, 10:18
        gaudia napisał:

        Jednak prawdziwy wstrząs, którego objawem było
        > zamknięcie książki i rzucenie nią o ścianę, przeżyłam czytając o wreszcie wypeł
        > nionych ramionach.

        O tak, na tym etapie czytanie niektórych fragmentów było wręcz bolesne... I te słowa w ustach osoby 23-letniej, która nie pracuje, nie studiuje, nie ma przyjaciół, zainteresowań ani planów na przyszłość... Toż to jakaś koszmarna propaganda rodem ze średniowiecza albo jakiejś fundamentalistycznej religii/kultury, która widzi kobietę jako podległe mężczyźnie narzędzie do rodzenia dzieci.
    • mofd21 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 20.08.16, 15:56
      Jestem tu nowa, ale Jeżycjadę czytam od dawna.
      Moim pierwszym wstrząsem (lekkim, jako całość) był "Brulion Bebe B". Choćby Pieróg - w poprzednich częściach cyklu był surowym i wymagającym, ale jednak całkiem dobrym nauczycielem - tu zmienia się w jakiegoś bezdusznego służbistę. Szkoła - w poprzednich częściach bywało tam raz lepiej, raz gorzej, ale dawało się ją znieść, tu nagle jest jakimś koszmarnym miejscem, z okropnymi nauczycielami. Lisieccy - w Idzie Sierpniowej wszystko wskazywało, że się ich naprostuje - ale tu nagle się okazują młodocianymi bandytami (serio?). Bernard już wtedy mnie wkurzał swoim głupim i niedojrzałym zachowaniem. Ale chyba najbardziej mnie wkurzyła wypowiedź Damba, kiedy z Bernardem szli ulicą w czasie burzy, cytuję:
      " [Bernard:] - O co zakład, że pozalewa ludziom piwnice?
      - Chciałbym to widzieć - ucieszył się Dambo (...). - Gdyby tak z piwnic wypłynęły na ogromnej fali te wszystkie lokaty kapitału, te pralki automatyczne, lodówki, zamrażarki oraz bańki i kanistry z zapasami paliwa - i gdyby tak się wymieszały i popłynęły szybko w dal, ulicą Armii Czerwonej, o! To dopiero by był happening!"
      Miało to chyba w założeniu pokazać, jak to Dambo gardzi materializmem - szkoda, że mnie to bardziej wygląda na zawiść - sąsiad ma nowy samochód, ja nie mam nic - niech mu ukradną! Brak mi słów. Ogólnie to była pierwsza książka z tej serii, co do której miałam mocno mieszane uczucia.
      Coś, co miało być także krytyką materializmu miało miejsce w "Imieninach", gdzie Grzegorz kupił Gabie zmywarkę z okazji jej święta, a Ignac oczywiście się oburzył. Sam, z tego co pamiętam, w życiu nie umył po sobie nawet talerzyka - i on ma czelność się o to oburzać!? O co, że jego córce będzie lżej? I żonie, przy okazji, która sama przyznaje, że zawsze nienawidziła zmywać? Na dodatek, kiedy Grześ godzi się z teściem, mam wrażenie jakby autorka dawała do zrozumienia, że zasadniczo to używanie zmywarek to wredny materializm/konsumpcjonizm - ale u Borejków można to usprawiedliwić. Hipokryzja. Wkurza mnie to w ogóle, że w tej serii ludzie którzy ośmielą się czegoś dorobić są zwykle traktowani z pogardą.
      • 3fanta Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 21.08.16, 20:07
        Być może naprostowało by się Lisieckich gdyby zajęto się nimi długofalowo.A tu widać,że po prostu ,że opieka nad nimi była krótkotrwała.Tylko w końcówce wakacji.Też mi było szkoda,że wyrośli na bandziorów.
        • piotr7777 czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 22.08.16, 18:26
          ...jak to jest, że to forum powstało gdzieś na początku XXI wieku, kiedy ostatnia napisaną książką była Kalamburka. I nazywało się "Fani Małgorzaty Musierowicz".
          Wprawdzie od początku była informacja, że nie jest to TWA, można krytykować, ale zarazem autorka określona została jako "niezrównana".
          O.K., wtedy też był wątek o błędach (ale raczej na zasadzie "wyszukaj co się nie zgadza), były irytacje, ale też raczej przesłanki, że choć książki są super, to jednak nie do końca.
          Coś jak na zasadzie: "co was irytuje w ukochanej osobie" nikt nie oczekuje, że tak postawione pytanie zaowocuje zerwaniem czy też rozwodem.
          Zmiana nazwy nastąpiła dopiero po McDusi, czyli wtedy uznano, że nie ma sensu utrzymywać fikcji.
          I gdyby przyjąć - a osobiście skłonny byłbym się zgodzić - że cykl popsuł się od Języka Trolli a do tego momentu się bronił, i że do McDusi nadzieje były a potem ostatecznie prysły - O.K.
          Ale okazuje się, że Neojeżycjada czy Broejczada zaczyna się od Noelki, że denerwujące były w sumie i poprzednie książki a tak w ogóle to nikt nie zaszkodził literaturze młodzieżowej jak M.M. Jest to przeciętna pisarka, kiepska ilustratorka i w ogóle nieporozumienie. Jeden wielki "prorodzinny grzmot" (to chyba K. Dunin czy K. Szczuka czy inna feministyczna święta).
          O.K. - przesadzam. Ale i tak nie rozumiem tego tak radykalnego zwrotu.
          Bo że można pod wpływem wymiany zdań zweryfikować swoje wcześniejsze poglądy - O.K. Czyli np. ktoś napisze, że wkurzyło go jak w Imieninach rodzina B. olała Natalię a rzuciła się witać Gabrielę, inna osoba stwierdzi, że przecież Gabriela to najwspanialsza i najukochańsza postać cyklu a następnie zostanie zapytana jakby się czuła w sytuacji Natalii (jako ta mniej oczekiwana córka) i w efekcie zasieje pierwsze ziarnko wątpliwości.
          Ale takie ograbianie cyklu z wszystkich zalet (coś jak wyznanie "wszystkie orgazmy udawałem" po zerwaniu) - no nie wiem, ale nie podoba mi się.
          • vi_san Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 22.08.16, 18:56
            Trochę racji masz...
            Z tym że:
            1. Całą "prawdziwą" Jeżycjadę [czyli dla mnie do Pulpecji] zdecydowanie lubię! I będę bronić do ostatniej kropli krwi i ostatniego oddechu! Bo jeśli nawet nie były to książki genialne, wybitne czy zjawiskowe - to jest to zdecydowanie wartościowa literatura dla młodych dziewcząt. W tamtym czasie Jeżyc nie opanował jeszcze potworny klan Borejzombie, KAŻDA bohaterka przechodziła jakąś przemianę pod wpływem tego co ją spotykało [SK - Cesia nabiera pewności siebie i "walczy" o swoją pozycję w domu, BBB - Bebe z zagipsowanej uczy się okazywać uczucia, N - Elka rozumie swoje błędy i próbuje je naprawić - przeprasza Teresę itd]. Do Pulpecji - bohaterki nie są idealne i jest to nazywane po imieniu - Aniela w K nie jest pięciogwiazdkową pięknością, kłamie bez wyrzutów sumienia, Ida w IS jest postrzelona, narwana i impulsywna... Nie są doskonałościami - mają swoje wady, pod wpływem zdarzeń usiłują z nimi walczyć, próbują się zmienić. Pierwszym [dla mnie] zgrzytem była właśnie Pulpecja. I w tej książce jest sporo ładnych scen, autorka jeszcze miała lekkość pióra bez moralizowania i powiewania Wierzyńskim. Sama historia Patrycji i Florka - wdzięczna i realna. Ale... Pulpa paskudnie traktuje amantów - och, ona się po prostu ceni. Zachowuje się wrednie wobec [podobno] przyjaciółki - och, to wina Romy, bo jest brzydka i nosi lenonki. To mnie "zabolało" najbardziej - bohaterka pozytywna jest kompletnie bezrefleksyjna. Czy to znaczy, że nie ma bezmyślnych nastolatek, które mają głęboko w rzyci uczucia przyjaciółek? Ależ oczywiście, że są! Tylko nikt ich nie przedstawia jako fajnych, ciepłych i serdecznych, nie robią za "bohaterki pozytywne". Urody Pulpy się nie czepiam - od malucha zupełnego była opisywana jako wdzięczna i śliczna - ok, mogło jej zostać. Ale postać świetlanej Gabuchny, która miałam ochotę wywlec za kudły z pokoju nowożeńców [wraz z "czarownymi" dzieciątkami!] i już zamknąwszy drzwi w krótkich, dosadnych i żołnierskich słowach wyjaśnić jej, gdzie może sobie swoje debilna uśmiechy uprawiać i na czym polega WYCHOWANIE dzieci a nie ich "posiadanie"...
            Problem w tym, że o ile wcześniej były sceny "zgrzytające", były błędy, były "kiksy" - to jednak ogólnie - były to bardzo dobre książki i, bardzo "wychowawcze" a bez nudziarstwa i narzucania "jedynie słusznej opcji". Od Pulpecji mamy w sumie wyłącznie bohaterki tak zachwycające, że klękajcie narody przed ich urodą, mądre jak Einstein, uwielbiane we wszechświecie... No i przestali istnieć inni, poza Borejkami, ludzie, do których się można odezwać. Ludzie poza świętym Klanem to wyłącznie kibole tłukący się w przejściu podziemnym, otyli motorniczy, pijacy stanowiący element [w zamiarze] komiczny... Ewentualnie nadal kapitalnie napisane postaci "w tle" lub epizodyczne. Jedna postać szerzej opisana, która jest fantastyczna - to Gizela z Kalamburki, ale K jako część Jeżycjady jest kompletnie idiotyczna, bo ujawnia najpaskudniejsze cechy Borejków [solidnie nastoletnie Gaba i Ida nie znają W OGÓLE Gizeli, która ich matkę wychowała? Wiem, to kwestia "apokryfu" i Autoressa pisząc KK nie miała pojęcia, że z wrednej pani Trak uczyni opiekunkę Miluchny...].
          • pi.asia Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 22.08.16, 19:08
            Odpowiem za siebie i w swoim własnym imieniu.
            Jeżycjadę, a nawet i Borejczadę, łykałam jak gęś ciepłe kluski, biorąc bez zastanowienia wszystko na wiarę. Czasem coś mi zgrzytnęło (parę razy nawet zęby zgrzytnęły, gdy czytałam o hodowli koni, wreszcie wypełnionych ramionach - po tylu bezsensownych latach, matce w Środzie czy zabłąkanych psach i kotach), ale trwałam jako ta wierna, bezrefleksyjna czytelniczka kolejnych tomów.
            Potem trafiłam na to forum i - przyznam ze wstydem - dotarło do mnie, jakie byłam cielę, nie zauważając rzeczy oczywistych - kompletnie poplątanych dat, coraz bardziej dziecinnych głównych bohaterek, czy dzielnej Gabryjeli, co łka na sam widok oczu podobnych do oczu tego zuego Pyziaka.
            Pewnie w ramach odreagowania i nadrobienia lat ślepoty teraz dzielę się każdym zgrzytnięciem, jakie mi się w Jeżycjadzie trafi. A że jest nas tu trochę, każda z innym doświadczeniem życiowym, inną profesją i innym spojrzeniem na świat, więc jedna wyłapie to, inna tamto, a jeszcze inna owo.
            I nie, nie jest tak, że Jeżycjadę/Borejczadę potępiamy w czambuł. W każdej książce trafia się coś fajnego, ładnie pokazanego (może z wyjątkiem McD, która dla mnie jest kompletnie niestrawna), jest poruszony jakiś interesujący temat. Problem w tym, że zwykle to poruszenie ciekawego tematu jest zrobione w sposób, który - co ciekawe - nie pasuje żadnej z nas (np. ślub Laury, ciąża Róży, konflikty na linii Józinek-Ignaś). No trudno, żeby się zachwycać czymś kompletnie odjechanym, niemożliwym, czy po ludzku idiotycznym.
            Wyspowiadałam się ;)
          • tt-tka Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 22.08.16, 19:46
            piotr7777 napisał:

            > ...jak to jest, że to forum powstało gdzieś na początku XXI wieku, kiedy ostatn
            > ia napisaną książką była Kalamburka. I nazywało się "Fani Małgorzaty Musierowic
            > z".
            > Wprawdzie od początku była informacja, że nie jest to TWA, można krytykować, al
            > e zarazem autorka określona została jako "niezrównana".
            > O.K., wtedy też był wątek o błędach (ale raczej na zasadzie "wyszukaj co się ni
            > e zgadza), były irytacje, ale też raczej przesłanki, że choć książki są super,
            > to jednak nie do końca.
            > Coś jak na zasadzie: "co was irytuje w ukochanej osobie" nikt nie oczekuje, że
            > tak postawione pytanie zaowocuje zerwaniem czy też rozwodem.

            Za siebie - masa krytyczna, Piotrze... sumowalo sie, narastalo i w koncu doszlam do etapu, w ktorym zapytalam - czy ta "ukochana osoba" (okreslenie umowne) zmienila sie tak bardzo, ze stala sie kims zupelnie innym, kims, kogo nie tylko nie lubie, ale nawet nie jestem w stanie akceptowac, czy tez zawsze taka byla, a tylko ja bylam slepa i glupia
          • guineapigs Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 22.08.16, 20:00
            Mysle, że na tym właśnie opiera się tzw. niepewność co do żródeł, by potem przepoczwarzyć się w metodologię. Kiedyś łykano Galla Anonima, aż w końcu ktoś powiedział: sprawdzam - i okazało się, że jednak coś jest nie tak... potem inny, wiedziony metodą pierwszego, zanegował kolejne coś - i tak poszło az do zasady, że jak cos nie jest poświadczone w dwóch niezaleznych żródłach, to tego się nie uznaje za fakt (kolegów/koleżanki historyków przepraszam, jeśli pokićkałam logikę metodologii historycznej/. Tak samo z FORUM: najpierw jedna osoba coś zanegowała, postawiła znak zapytania, za nia poszła - juz śmielej - kolejna, no to się i trzecia wątpiąca pojawiła - i okazało się, że nie od Kalamburki, ale od wcześniejszych tomów coś zgrzyta. Moim zdaniem jest to bardzo naturalne, jak w historii zaczęło się od stawiania znaków zapytania co do kronik a skończyło na zanegowaniu istnienia Państwa Wiślan, tak w analizie tutajszej literatury najpierw pojawia się: hola hola, a dlaczego niby Gaba jest dzielna skoro ryczy od dekad? - a kończy na dywagacjach, kto jest czyim dzieckiem tak naprawdę. Moim zdaniem: normalna sprawa w badaniach/analizie. Inaczej byc raczej nie może. A swoją drogą, skoro Ciebie tak szokuje odkrywanie prawd o kolarach ócz Borejczych, idiotycznych zachowaniach Borejków i zmieniajacych się kształtach apartametów - to pomyśł sobie, co przechodzili ludzie kiedyś wobec rewelacji Kopernika.
          • iskrzy_54 Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 22.08.16, 20:26
            Ale takie ograbianie cyklu z wszystkich zalet (coś jak wyznanie "wszystkie orgazmy udawałem" po zerwaniu) - no nie wiem, ale nie podoba mi się.

            Piotrze, nie ograbiamy cyklu ze wszystkich zalet - czytaj uważnie, proszę. Dla mnie do Noelki to były to dobrze napisane książki, mimo, że nigdy nie byłam targetem (jestem starsza od Gaby), do których wracałam w różnych momentach życia, często bardzo ciężkich. I owszem widziałam różne kiksy (np. to nagłe przesunięcie roku urodzenia większości bohaterów), ale mi nie przeszkadzały, bo reszta była ok, jednych bohaterów lubiłam, jednych nie za bardzo, inni mnie wkurzali maksymalnie (Bernard). Natomiast w pewnym momencie zgrzyty zaczęły przeważać a ja zaczęłam mieć dysonans poznawczy - komentarz odautorski mi się rozjechał z opisem. podobnie jak wielu innym osobom na forum jest mi przykro, że Jeżycjada zmieniła się w Borejczadę, a bohaterowie stali się własnymi karykaturami. Nie zerwałam z MM (nadal maniakalnie kupuję każdy nowy tom), tylko już niestety nie jestem w stanie kupić tego co Autorka nam wciska na siłę: Gaba dzielna, Babi wspiera jak nikt, Józin rycerz bez skazy i zmazy, potrząsanie jak szczurem to nie przemoc, etc. Uważąm, że w każdym tomie Borejsagi jest potencjał, zabrakło tylko redakcji i odrobiny samokrytycyzmu. PS. A dlaczego Ty czytasz Forum, skoro jesteśmy takie be?
          • marutax Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 22.08.16, 20:40
            piotr7777 napisał:


            > Ale okazuje się, że Neojeżycjada czy Broejczada zaczyna się od Noelki, że dener
            > wujące były w sumie i poprzednie książki a tak w ogóle to nikt nie zaszkodził l
            > iteraturze młodzieżowej jak M.M. Jest to przeciętna pisarka, kiepska ilustrator
            > ka i w ogóle nieporozumienie. Jeden wielki "prorodzinny grzmot" (to chyba K. Du
            > nin czy K. Szczuka czy inna feministyczna święta).

            Jak zaznaczyłam zakładając ten wątek - chodzi w nim o wyłapanie pierwszego momentu, kiedy czytelnik nie mógł uwierzyć, że czyta swój ulubiony cykl. Nie oznacza to, że Borejczada zaczyna się od "Noelki", ale dla mnie w tym właśnie tomie pojawiają się pierwsze jej zapowiedzi. Takie, które zazgrzytały mi już przy pierwszym czytaniu, nie na zasadzie rewizji. Myślę, że gdyby Autorka dalej pisała klasyczną Jeżycjadę, pewnie bym o tych fragmentach zapomniała. Niestety tak się nie stało i coś, co uważałam za przykry wypadek przy pracy, od jakiegoś czasu stało się normą.
            Zauważ, że w starszych tomach krytykuje czy wyłapuje się przede wszystkim drobne błędy lub nieprawdopodobieństwa - praca nastoletniego Pyziaka, prowadzenie samochodu przez Rojka... Owszem, istnieją, ale nie rzutują na fabułę czy bohaterów. Są wynikiem pewnych uproszczeń. Do tego dochodzą pewne niefajne zachowania lub układy, jednak cały czas istnieje w tym doza prawdopodobieństwa i obiektywizmu: Gaba irytuje się, kiedy ojciec zostawia dom na jej głowie, egoistka Aniela jest wyrzutkiem w klasie, Lelujka, który przegrywa z Maćkiem, nadal pozostaje postacią z krwi i kości, a nie kukłą, którą można cisnąć w kąt, gdy stała się niepotrzebna. Natomiast w nowych tomach niektóre najpoważniejsze błędy czy irytacje są wręcz celowe: pomieszanie dat tak, by pasowały do nowych pomysłów, opisywanie negatywnych cech jako pozytywnych, Borejkocentryczny układ świata, zachowania kwalifikujące bohaterów na terapię... Do tego dochodzi brak researchu i korekty, absurdalne i nierealne motywy, które czytelnik powinien uznać za wspaniałe, bo takie były zamierzenia autorki... To wszystko gdzieś się zaczyna. I dlatego można podebatować, w którym momencie pojawiły się pierwsze wyraźne oznaki tego procesu.
            • pi.asia Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 22.08.16, 22:33
              Piotr7777 napisał:
              >Ale okazuje się, że Neojeżycjada czy Broejczada zaczyna się od Noelki, że denerwujące były w >sumie i poprzednie książki a tak w ogóle to nikt nie zaszkodził literaturze młodzieżowej jak M.M.

              Coś w tym jest. Bo literatura młodzieżowa ma za zadanie czegoś nauczyć, wskazać i nazwać po imieniu zachowania pozytywne i negatywne.
              A tu mamy beztroskie podejście Róży do seksu, a następnie równie beztroskie podejście do macierzyństwa - i ona jest przedstawiona jako bohaterka ze wszech mar pozytywna, godna naśladowania itepe.

              Mamy wspaniałego rycerza Józefa, który znęca się nad kuzynem, potrząsa dziewczyną jak szczurem i wiecznie marudzi, zrzędzi i narzeka, bo nic mu się nie podoba.

              Mamy wciskane na siłę twierdzenie, że tylko dzidziuś wypełniający ramiona jest sensem życia.

              Mamy wreszcie zaręczonych nastolatków i multum małżeństw, które zapoczątkowały się jeszcze w szkole. Owszem, zdarza się, w mojej licealnej klasie były trzy takie małżeństwa, ale to raczej wyjątek, niż reguła.

              Młodzież, pasiona takimi wizjami, może mieć kompleksy, że ma 18 lat i jeszcze się nie zaręczyła, może też radośnie przeć ku rozrodowi, bo dzidziuś wypełni puste ramiona i nada sens życiu, i będzie się rodzinną królową, co sama o sobie gada w pluralis maiestaticum.
            • tt-tka Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 02.09.16, 08:26
              marutax napisał(a):


              > Jak zaznaczyłam zakładając ten wątek - chodzi w nim o wyłapanie pierwszego mome
              > ntu, kiedy czytelnik nie mógł uwierzyć, że czyta swój ulubiony cykl. Nie oznacz
              > a to, że Borejczada zaczyna się od "Noelki", ale dla mnie w tym właśnie tomie p
              > ojawiają się pierwsze jej zapowiedzi. Takie, które zazgrzytały mi już przy pier
              > wszym czytaniu, nie na zasadzie rewizji. Myślę, że gdyby Autorka dalej pisała k
              > lasyczną Jeżycjadę, pewnie bym o tych fragmentach zapomniała. Niestety tak się
              > nie stało i coś, co uważałam za przykry wypadek przy pracy, od jakiegoś czasu s
              > tało się normą.

              O wlasnie ! Wpadka jedna, druga, a dalej rownanie w dol...i czlowiek sie zastanawia, czy ona (altorka) zawsze taka byla, tylko pilnowala sie, zeby tego nie ujawniac...czy szlachetnosc i dobre cechy postaci, w ktore szczerze sie wierzylo, byly od poczatku marnej proby, a tylko mysmy tego nie dostrzegali. Na przyklad w IS bawily i wzruszaly te listy zaniepokojonej rodziny do Idy, ale kiedy czytelnik dorasta (i zapoznaje sie z pozniejszym postepowaniem tych samych osob) otrzasa sie na mysl, ze praktycznie nikt nie sprawdzil, co sie dzieje z zaginiona 15-latka. Tak jak pozniej narzekaja na zaginiona Laure zamiast sie choc odrobine zaniepokoic.
              Czyli co, od zawsze to paskudne olewactwo w nich siedzialo ? A MM usprawiedliwia ? Trudno sie takim skojarzeniom oprzec.
          • tt-tka Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 07.09.16, 12:11
            piotr7777 napisał:

            > I gdyby przyjąć - a osobiście skłonny byłbym się zgodzić - że cykl popsuł się o
            > d Języka Trolli a do tego momentu się bronił, i że do McDusi nadzieje były a po
            > tem ostatecznie prysły - O.K.
            > Ale okazuje się, że Neojeżycjada czy Broejczada zaczyna się od Noelki, że dener
            > wujące były w sumie i poprzednie książki


            Wiesz, sie zastanowilam. Nie, nie byly, a przynajmniej nie bardzo. One STALY SIE denerwujace potwornie w kontekscie pozniejszych.
            Zajrzalam do Noelki, zeby sie odtruc. Przysieglam sobie poczytac tylko o Cyryjku i Metodym, bo to wspaniale nakreslone postacie, starannie omijajac Borejkow.

            Diabla tam. Zaraz na poczatku Elka wpada na ulicy na wysoka pania w zoltej pelerynie. Oczywiscie Gabriela. Oczywiscie "musiala jeszcze isc po jajka, maslo i cukier", bo Ida wlasnie sknocila piernik. Przysiegam, czytajac to pierwszy i kilka nastepnych razow nawet lekko nie zdenerwowalam sie, a teraz pasja mnie ogarnia. Oczywiscie musiala. Oczywiscie Gabriela musiala. Bo wszystkim innym w
            domu raczki i nozki odjelo, a i rozum, i 10-letnia Pyza, 18-letnia Pulpa, 20-letnia Natalia nie sa w stanie kupic masla, cukru i jajek w nieodleglym sklepie.

            MM przegiela i sama na tym najgorzej wyszla. Z kazdym kolejnym tomem urok zanika, irytacja wzrasta. Wstecznie tez.
            • pi.asia Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 07.09.16, 19:24
              tt-tka napisała:


              > ia. Oczywiscie musiala. Oczywiscie Gabriela musiala. Bo wszystkim innym w
              > domu raczki i nozki odjelo, a i rozum, i 10-letnia Pyza, 18-letnia Pulpa, 20-l
              > etnia Natalia nie sa w stanie kupic masla, cukru i jajek w nieodleglym sklepie.

              Chyba żartujesz! Niewzruszone Centrum, Święta Jeżycka, Oparcie Całego Świata, Stolica Mądrości miałaby pominąć okazję do pokazania, jak bardzo jest niezbędna? Nieważne, że akurat Gaba miała najwięcej roboty w kuchni, a Nutrię od spraw kuchennych trzymano z daleka, bo ciągle coś trzaskała. Może nawet Pyza zaofiarowała się, że pójdzie po zakupy ale Gaba stwierdziła "zostań Pyzuniu w domu, ja sama pójdę". Matka cicha bohaterka. O.
          • galene_ra Re: czytając Wasze wpisy zaczynam się zastanawiać 09.12.16, 16:13
            piotr7777 napisał:
            > Ale okazuje się, że Neojeżycjada czy Broejczada zaczyna się od Noelki, że dener
            > wujące były w sumie i poprzednie książki a tak w ogóle to nikt nie zaszkodził l
            > iteraturze młodzieżowej jak M.M. Jest to przeciętna pisarka, kiepska ilustrator
            > ka i w ogóle nieporozumienie. Jeden wielki "prorodzinny grzmot" (to chyba K. Du
            > nin czy K. Szczuka czy inna feministyczna święta).

            Odpowiem za siebie.
            Błędy, dziwaczne zachowania bohaterów osobiście zauważone lub znalezione przez forum nie przeszkadzają mi we wszystkich tomach do "Noelki". I te książki uważam za kawał porządnej literatury dla młodzieży. Nie wiem oczywiście, czy będą nadal czytane i wejdą do kanonu literatury dla dzieci i młodzieży. Piszę to zdając sobie sprawę, że taki kanon jest zmienny w czasie. (Nota bene czytałam "Tabu" Dunin i nie wystarczy mieć słuszne poglądy i zgrabnie je ujmować, aby stworzyć dobrą powieść dla kogokolwiek).
            Przy "Noelce" pierwszy raz poczułam zgrzyt i długo myślałam, że jestem przewrażliwiona z powodu własnej sytuacji, zwłaszcza że potem były całkiem niezłe powieści, w których występowały wady, ale przyjemność lektury nadal była duża. "Imieniny" były przełomową powieścią. Przeczytałam i oddałam a następnych już nie kupiłam.
    • kkokos Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 22.08.16, 19:39
      aaaa, jaki fajny temat.
      wpisuje nieczytając innych, dopiero potem się przedrę :)

      obuchem w łeb zdzielił mnie pyziak na autostradzie. są granice rysowania czarną kreską, nawet jeśli wybieramy kreskę grubości stalowej liny. że-na-da.

      ale tak naprawdę to już nie pamiętam, kiedy zaczęłam czytać forum, które z odkryć "coś tu nie gra" są moje, a które zauważyłam dzięki forum. bo na pewno niektórych bez forum bym nie wyłapała.
      • potworia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 15:56
        Pierwszym potężnym wstrząsem były ogólnie postrzegane Imieniny. Pierwsza książka z cyklu, o której ja - gówniara o bynajmniej niewyrobionym literackim guście - pomyślałam: Łomatko, jakie to złe, złe, złe, złe. Zero akcji, bohaterka w najlepszym razie żadna, amant odpychający, romans wyprany z jakiegokolwiek wdzięku, dowcipy niedowcipne, postaci tekturowe, dialogi drętwe, a tło obyczajowe blade i wypłowiałe.
    • zla.m Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.09.16, 22:15
      U mnie było o tyle inaczej, że nie przeżyłam wstrząsu związanego z treścią, a z formą. Czytałam Jeżycjadę w dzieciństwie i wczesnym nastolęctwie, głowy na pniu nie położę, ale wydaje mi się, że dotarłam do NiN. Potem miałam przerwę, bo jakoś czułam się już chyba za dorosła, a potem zobaczyłam w księgarni JT. Z ciekawości zajrzałam i... uch, jakie to było nieładne. Brzydka rzeczywistość, co gorsza paskudnie opisana, odrzuciło mnie (było to dawno, więc nie pamiętam zdań, ale takie ogólne wrażenie, że język opisu jest brzydki, niechlujny, słowem - słaby). Dopiero wiele, wiele lat później trafiłam przypadkiem tutaj i zaczęłam nadrabiać braki.
    • anndelumester Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.09.16, 12:05
      6. klepkę, Kwiat i Idę przeczytałam jako dziecko niewinne i młode, lekturę zakończyłam jakoś na Brulionie. Pierwszym szokiem była już Noelka - wniosek, że dorośli ludzi jednak się tak nie zachowują a książka ociera się o grafomanię. Minęły lata z dyskusji na forach dochodziły mnie słuchy, że autorka odjechała w stronę patetycznego bałwochwalstwa lumpeninteligencji i separowania się moralnego od pospólstwa i Kopiec Arlet. I oto syn, uczeń klasy I gimnazjum ma JT jako lekturę - poszłam więc do biblioteki i wzięłam hurtem wszystko od Noelki. Jestem w JT - i jest to perwersja. Jedyny plus - szybko się czyta - jedne tom jedno wylegiwanie w wannie/na kanapie. Obawiam się, że szyderczy gimnazjaliści AD 2016 suchej nitki na książce nie zostawią, bo poziom absurdu i śmieszności jest nie do ogarnięcia.
      • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.09.16, 13:48
        anndelumester napisała:
        > I oto syn, uczeń klasy I gimnazjum ma JT jako lek
        > turę - poszłam więc do biblioteki i wzięłam hurtem wszystko od Noelki.

        Na serio "Język Trolli" omawia się jako lekturę?!

        > Obawiam się, że szyderczy gimnazjaliści AD 2016 s
        > uchej nitki na książce nie zostawią, bo poziom absurdu i śmieszności jest nie d
        > o ogarnięcia.

        A to by było ciekawe - przeczytać, co teoretyczni adresaci "Języka..." myślą o tej książce. Na mój gust wyciągną z niej wniosek, że słabszych i wyróżniających się trzeba ośmieszać i tępić dla ich własnego dobra...

        • anndelumester Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.09.16, 14:32
          Tam chyba nawet jest stosowny fragment o tym, ze istoty jak Ignac Stary i Ignac Bis nie powinny się załapać na ewolucje, bo są z natury i chowu dupowate. Sama chętnie bym posłuchała wniosków bo i syn i jego koledzy nie mają obciążenia Jeżycjadą.
          • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.09.16, 14:58
            I Ignaś, cały czas nazywany miągwą. I scena, w której po bójce mamy dialog:
            "- Niech ci będzie - przyznał. - Bijesz nieźle.
            - Bo nic innego nie robię od dziecka, nolens volens!* - wydyszał Ignacy Grzegorz, który nawet leżąc na plecach w błocie i gmerając w nim cienkimi nogami jak mucha, umiał się zdobyć na ironię, i to po łacinie.
            - Nauczyłem cię! - zarechotał Józinek, który nagle zdał sobie sprawę, że to może być prawda i że wyhodował sobie tę żmiję na własnej piersi.
            - Właśnie, nauczyłeś. Tylko nie wiem, po co.
            - Po to, żebyś umiał, miągwo."

            No idealne dla gimnazjalistów: główny - pozytywny! - bohater, od wielu lat znęcający się nad kuzynem, który powinien mu za to dziękować.

            Jest też koszmarny obraz szkoły plus scena z kapeluszem Trolli, przerażająco głupio i fałszywie skonstruowana. Nic tylko pisać wypracowanie "Portret nauczyciela w JT".
            • anndelumester Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.09.16, 15:08
              To akurat mnie tak nie ruszyło, natomiast przedstawienie tych wszystkich ludzi 18+ jako średnio rozgaranietych już tak. Obawiam się, że statystyczny gimnazjalista lepiej orientuje się skąd się biorą dzieci od Róży, Gaby i Milicji razem wziętych, na dodatek statystyczny ma większe pojęcie o realiach ekonomicznych itd. Borejkowie mieszkający na kupie wszyscy, lekarska para w suterenie, etc. i tylko Józek ogarnia, że żarcie kosztuje. Horror jakiś. Plus Ignac Junior pląsający w garniturku i adidaskach po śniegu.
              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.09.16, 15:41
                Gdyby Twoj syn i jego koledzy wypowiedzieli sie o lekturze, tez bym bardzo prosila o ich ocene i wrazenia. Moze byc ocenzurowane :)
              • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.09.16, 15:45
                Obawiam się, że Ignaś w garniturku podpadnie pod kategorię "bić, żeby znormalniał"...

                Mnie scena z kapeluszem boli do dziś głównie dlatego, że przy pierwszym czytaniu dałam się na nią "nabrać", to znaczy odebrałam ją chyba tak, jak chciała Autorka. Dopiero chwilę później się zreflektowałam i uświadomiłam wszystkie wady tego fragmentu.
                • anndelumester Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 12.09.16, 12:58
                  Jestem w CP - też już bym go chętnie zbiła!!! Jak można tak okropnie przerysować postać. Zrobić z dziecka wrednego starego-maleńkiego, śliskiego pizdeusza bez charakteru brrr Ohyda.
                  • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 12.09.16, 13:42
                    anndelumester napisała:

                    > Jestem w CP - też już bym go chętnie zbiła!!! Jak można tak okropnie przerysowa
                    > ć postać. Zrobić z dziecka wrednego starego-maleńkiego, śliskiego pizdeusza bez
                    > charakteru brrr Ohyda.
                    >

                    Ja mam raczej ochotę lać dorosłych w otoczeniu IGS. Mamusia stosuje wychowanie na zasadzie "jesteś mądry, wychowuj się sam", ojciec nie ma dość jaj, żeby się własnym synem zająć, nie dziwota zatem, że młody dał się strasznemu dziaduniowi urobić na szpicla. Dziadunio przecież poświęcił mu uwagę, w przeciwieństwie do innych.
                    • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 12.09.16, 14:36
                      Scena z kapeluszem jest okropna. Czytając ją po raz pierwszy zorientowałam się od razu, że Trolla pod kapeluszem jest łysa i dlatego go "nie zdejma". Natomiast za bogów Olimpu i Walhalli nie mogłam pojąć, dlaczego Trolla po prostu nie podejdzie do biurka nauczycielki i nie wyjaśni szeptem całej sprawy. Wystarczyłoby kilka słów: mam białaczkę, po chemii wyszły mi włosy.

                      Helmuta można było ściągnąć do szkoły w innym celu - np. żeby dowiedzieć się, jaki jest stan Staszki, czy może ćwiczyć na wf-ie, czy musi regularnie brać leki itp. Oczywiście zakładając, że wcześniej nikt dorosły tego dyrekcji nie powiedział, co też jest mocno naciągane.
                      • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 12.09.16, 15:11
                        pi.asia napisała:

                        >Helmuta można było ściągnąć do szkoły w innym celu - np. żeby dowiedzieć się, jaki jest stan >Staszki, czy może ćwiczyć na wf-ie, czy musi regularnie brać leki itp. Oczywiście zakładając, że >wcześniej nikt dorosły tego dyrekcji nie powiedział, co też jest mocno naciągane.

                        To właśnie mnie uderzyło - Staszka przychodzi do szkoły jakby z ulicy, tuż przed lekcją, bez legitymacji i opiekuna. Nauczyciele powinni być powiadomieni o jej chorobie, ona powinna mieć załatwione potrzebne dokumenty. Dostać legitymację i poznać regulamin, w którym są też punkty odnośnie stroju. Ustalić, że może nosić kapelusz, wypracować jakieś rozwiązania w przypadku zasłabnięcia itd. A MM napisała tę scenę tak, że wyszło na to, że nauczycielka jest koszmarną wiedźmą, która znęca się nad ciężko chorą niewinną i bohaterską ofiarą.
                        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 12.09.16, 16:37
                          marutax napisał(a):


                          > To właśnie mnie uderzyło - Staszka przychodzi do szkoły jakby z ulicy, tuż prze
                          > d lekcją, bez legitymacji i opiekuna.

                          A jak juz opiekun sie zjawia, to tez nic nie zostaje wyjasnione i jest OK, czyz nie ? Bo Helmut jest pozytywnie zakrecony, a Teresa Orasabesca (czy jak tam) ma kuku na muniu i nie wie, ze w szkole siostry nalezy zalatwic sprawy, np z dyrekcja, wychowawca, lekarzem szkolnym (jest jeszcze ktos taki ?).
                          • verdana Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 12.09.16, 17:48
                            Wobec tego, ze dziecko bliskich znajomych miało białaczkę (na pocieszenie - wyrósł potężny drągal, już się ożenił), a znajoma maturzystka ziarnicę złośliwą (też zdrowa) to mnie to trząchnęło podwójnie. W czasie chemii obojgu zabraniano bardzo wielu rzeczy, bo organizm jest osłabiony. Wystarczy epidemia jakiegoś paskudnego wirusa, czy cokolwiek, a zagrożone może być nawet życie. Szkoła ma obowiązek informować, gdy coś takiego się pojawi - nauczyciele powinni też sygnalizować, czy dziecko zachowuje się normalnie, czy nie jest senne itd. Konieczne jest posiadanie telefonu kontaktowego do rodziny. W przypadku znanej mi dziewczyny zakazano jej na pewien czas studiów ze względu na szkodliwe opary farby. Czyli malowanie klas też odpada. I w tym kontekście nie nauczyciele są wredni, tylko rodzice, którzy nie wierzą w leczenie w Polce (błąd, akurat białaczki u dzieci leczy sie tu całkiem nieźle), ale narażają córkę na niebezpieczeństwo, bo tak.
                        • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 12.09.16, 18:45
                          Dopisuję ;-) Sprawdziłam, bo przyszło mi do głowy, że może pani Zajęczyk była nauczycielką Józinka (to była łączona lekcja podstawówki i gimnazjum), co uzasadniałoby jej niewiedzę. Ale nie, pani Zajęczyk nie tylko uczy w klasie, do której trafiła Trolla, ale też jest wicedyrektorką gimnazjum. Czyli gdyby ktokolwiek miał być poinformowany o chorobie uczennicy, to na pewno ona.
                          • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 12.09.16, 20:10
                            marutax napisał(a):

                            > Dopisuję ;-) Sprawdziłam, bo przyszło mi do głowy, że może pani Zajęczyk była n
                            > auczycielką Józinka (to była łączona lekcja podstawówki i gimnazjum), co uzasad
                            > niałoby jej niewiedzę. Ale nie, pani Zajęczyk nie tylko uczy w klasie, do które
                            > j trafiła Trolla, ale też jest wicedyrektorką gimnazjum. Czyli gdyby ktokolwiek
                            > miał być poinformowany o chorobie uczennicy, to na pewno ona.

                            Ta łączona lekcja gimby i podstawówki jest niemal tak samo kretyńska jak kwestia kapelusza Trolli. Gimnazjum i podstawówka, nawet jeśli mieszczą się w jednym budynku, stanowią dwa odrębne byty, z odrębnymi ciałami pedagogicznymi, siedzącymi w odrębnych pokojach nauczycielskich i odrębnymi planami lekcji. Tak więc, jeśli nie było nauczycielki klasy Jóźwierza, zastępstwo wyznaczał dyrektor szkoły podstawowej, której częścią była ta klasa. A pani Zajęczyk raz że w ogóle nie miałaby pojęcia, że w podstawówce ciało gogiczne się zdekompletowało, bo to nie jej teren, a dwa, że równie dobrze mogłaby wpaść na uniwerek na zastępstwo za Gabuchnę. Jedno i drugie tak samo możliwe, legalnie i technicznie.
                            • aadrianka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 13.09.16, 18:19
                              Osobiście uczyłam w szkole łączonej, podstawówce i gimnazjum, dyrektor był jeden, spora część grona pedagogicznego ze mną włącznie miała lekcje i w podstawówce, i w gimnazjum. Fakt, była to maleńka szkoła społeczna, nie ponury państwowy moloch opisany przez MM, w szkole państwowej nie pracowałam nigdy. Tak czy inaczej nie wierzę, że w przypadku braku nauczyciela nie zabrano dziewięciolatków do klasy rówieśniczej.
                              • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 13.09.16, 19:43
                                aadrianka napisała:

                                > Osobiście uczyłam w szkole łączonej, podstawówce i gimnazjum, dyrektor był jede
                                > n, spora część grona pedagogicznego ze mną włącznie miała lekcje i w podstawówc
                                > e, i w gimnazjum. Fakt, była to maleńka szkoła społeczna, nie ponury państwowy
                                > moloch opisany przez MM, w szkole państwowej nie pracowałam nigdy. Tak czy inac
                                > zej nie wierzę, że w przypadku braku nauczyciela nie zabrano dziewięciolatków d
                                > o klasy rówieśniczej.
                                >

                                W ponurych państwowych molochach te ciała są rozdzielne z reguły, wiem, bo też kiedyś uczyłam. Zresztą w JT jest zaznaczone explicite, że pani jakjejtam, która miała lekcje z klasą Trolli i wzięła na zastępstwo józinkowców, była wicedyrektorką gimnazjum i tylko gimnazjum. Zatem ciała gogiczne musiały być odrębne, więc z jakiej racji nauczycielka z gimby wpada do podstawówki i zabiera klasę? Idiotyczne i bez sensu.
                                • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 13.09.16, 19:48
                                  A, i jeszcze jedna sprawa. W dużych szkołach takich jak kombinat do którego chodził Józin, klasy są szalenie liczne, po trzydzieści sztuk małoletnich i więcej. To ja się pytam skąd pani wicedyr wytrzasnęła klasę, w której swobodnie zmieściło się sześćdziesięcioro uczniów? A nawet jeśli było ich mniej, to i tak sale szkolne wyposażane w tyle ławek, żeby mieściła się tam jedna klasa, mniej więcej. To jak się upchały dwie?
                                  • 3piota Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 13.09.16, 20:28
                                    bupu napisała:
                                    > A, i jeszcze jedna sprawa. W dużych szkołach takich jak kombinat do którego chodził
                                    > Józin, klasy są szalenie liczne, po trzydzieści sztuk małoletnich i więcej.
                                    > To ja się pytam skąd pani wicedyr wytrzasnęła klasę, w której swobodnie zmieściło
                                    > się sześćdziesięcioro uczniów? A nawet jeśli było ich mniej, to i tak sale
                                    > szkolne wyposażane w tyle ławek, żeby mieściła się tam jedna klasa, mniej więcej
                                    > To jak się upchały dwie?

                                    Było coś wspomniane, że Kopiec Gryzelda czy jak jej tam, no w każdym razie ta której stringi wystawały, siedziała na kolanach kolegi (imienia i nazwiska kolegi nie pomnę, ale też na pewno oryginalny zbitek), a za jej przykładem inne koleżanki poszły...
                                    Mnie coś innego zastanowiło. Taka ciżba w tej klasie, a Jożyn siedzi sam. Dopiero Trolla obok klapnęła bo tylko tam było wolne. Mimo ciasnoty nikt nie chciał obok tego gnojka siedzieć.
                                    • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 13.09.16, 20:44
                                      A nie, to na kolanach siadała niejaka Barbi i to nie z braku miejsc ;-) Co swoją drogą rodzi kolejne wątpliwości natury pedagogicznej - dzieci dziewięcioletnie razem z młodzieżą opisaną niczym margines społeczny, nauczycielka, która do tych dzieci mówi: "Jak mi który gębę otworzy, to w nią dostanie!" i Józinek, który zachwyca się głosem Trolli, bo "na co dzień nękany był wrzaskiem, ochrypłymi krzykami i wulgarnym bełkotem kolegów i koleżanek. " Ludzie, on jest w trzeciej klasie PODSTAWÓWKI! Naprawdę jego koledzy i koleżanki porozumiewają się "wulgarnym bełkotem"? Pewnie, kilku pseudo dorosłych może się znaleźć, ale to są dziewięciolatki...
                                      • verdana Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 13.09.16, 21:17
                                        Cały świat, od niemowlęcia do starca jest wulgarny i niekulturalny.
                                      • ciotka_scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 14.09.16, 08:46
                                        > Józinek, któ
                                        > ry zachwyca się głosem Trolli, bo "na co dzień nękany był wrzaskiem, ochrypłymi
                                        > krzykami i wulgarnym bełkotem kolegów i koleżanek. " Ludzie, on jest w trzecie
                                        > j klasie PODSTAWÓWKI! Naprawdę jego koledzy i koleżanki porozumiewają się "wulg
                                        > arnym bełkotem"? Pewnie, kilku pseudo dorosłych może się znaleźć, ale to są dzi
                                        > ewięciolatki...

                                        Myślę, że nie o jego klasowych kolegów mu chodziło, ale generalnie o uczniów podstawówki, zwłaszcza starszych, z którymi ma styczność na przerwach. Oczywiście to bez sensu, każdy z nas był kiedyś w trzeciej klasie i szkolne wrzaski raczej uważał za normalne. Jest to równie wiarygodne, co rozważania Józinka na temat łobuzów i hochsztaplerów, rządzących krajem (OK, niby on tylko przypomina sobie słowa swojego ojca, ale nawet jeśli, to nadal ma tylko dziewięć lat, w tym wieku jeszcze nas nie obchodzi, kto rządzi krajem i dlaczego łobuzy).
                                        • szafirki_i_konwalie Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 14.09.16, 10:28
                                          Dzien dobry, tu pozwolę sobie zaprotestować 😀. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich cała klasa (trzecia!) mojej córki żyła wyborami, a lube dziecię kilkakrotnie wracało do domu z rożnymi komunikatami typu: "a antek powiedział, ze jego tata bedzie głosował na..., ponieważ..." Albo ze większość rodziców odda swój głos na .... i dlaczego my inaczej?". Nawet pojawiały się słowa niecenzuralne (😉), ze ktoś powiedział, ze jakis kandydat jest głupi... Fakt, nie jest to moloch, tylko dość kameralna szkoła społeczna, ale moim zdaniem tego typu rozmowy mogły sie toczyć także w innych szkołach.
                                • buka_z_muminkow Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 06.12.16, 18:16
                                  W moim molochu (państwowym, na kilkaset dzieciaków) pokój nauczycielski był wspólny (jedyny osobny pokój miały nauczycielki klas 1-3), grono pedagogiczne wspólne. Byłam pierwszym rocznikiem gimnazjum. Gdy miałam praktyki jako nauczyciel w szkole podstawowej, gimnazjum było oddzielone kratką - też moloch, ale inna szkoła. Także bywa różnie,a być może zmieniło się to z czasem. Akcji JT bliżej mojej nauki, niż moich praktyk.
                        • truscaveczka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 09:46
                          Są specjalne przepisy regulujące takie kwestie - dziecko z chorobą przewlekłą w placówce oświatowej jest dość szczególnie traktowane (sama mam, więc siłą rzeczy się z grubsza orientuję.
    • patforek Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 05.12.16, 16:15
      Może to wywołać lekkie zdziwienie, pomieszanie zmysłów i sensację III stopnia ;) , ale dla mnie pierwszy wstrząs nastąpił dopiero w Czarnej Polewce. Żabę, Język Trolli i Imieniny lubię. Nie poradzę! Tak mam.
      Żabę, jako moją pierwszą część Jeżycjady, przeczytałam jako dziecko jedenastoletnie, wywarła na mnie pozytywne wrażenie, wywołuje nadal mimo wieku ciut bardziej zaawansowanego. Potem dostałam Opium, które to wrażenie spotęgowało. W wieku pryszczatym, ale nieco bardziej posuniętym, została mi wciśnięta Polewka po przeczytaniu wszystkich poprzednich części cyklu, które ze względu na brak choćby mikrego doświadczenia życiowego łykałam jak pelikan, zwiedziona rzekomym borejkowym ciepłem. Zwątpiłam i nabrałam podejrzeń, kiedy Ignac odrzucił popisowo Frycka i Wolfiego. Zachowanie Żaby i bliźniaczego Pawełka też miało posmak polewkowy. Lubiłam mini-Ignasia mimo kapusiowych inklinacji i słabego charakteru, jednakże w Polewce coś mnie od niego odrzuciło, zapewne kontrast pomiędzy nim, a małą Czekoladką jakoś mnie zniechęcił. Wtedy też porzuciłam Jeżycjadę.
      Sprężynę sprężyłam kilka lat później, równocześnie z McDusią i te dwie książeczki były dla mnie definitywnym zwrotem w gustach.
      I przeszło rok temu odkryłam to forum, by z lekką zgrozą napawać się bolesną analizą CAŁEGO cyklu.
    • marlepcia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 06.12.16, 13:25
      U mnie było skokowo: bardzo denerwowały mnie pojedyncze tomy z serii (nie przepadam za BBB - okropny Bernard!, nie cierpię DP - koszmarny Kozio!, denerwuje mnie CR - za zrobienie z Robrojka dziada, i i nienawidzę Imienin - za totalnie absurd, na którym opiera się fabuła, turboromans, antypatyczny Fryderyk i Róża, nagle przedstawiana jako niezwykła piękność), ale już od Kalamburki nie podobało mi się nic. Samą Kalamburkę łyknęłam z trudem (niestety potencjalne zalety, o których pisze Forum, przyćmiewa mi plot twist polegający na zamianie cwanej pani Trak, co to wcisnęła Borejkom mieszkanie węglem opalane, w szczodrą przybraną matkę Gizelę, która tak wiele w życie Mili wniosła, a jako żywo nikt się nawet o niej nie zająknął we wcześniejszych tomach. No i Ignacy opozycjonista oraz Mila zawsze stojący po właściwej stronie barykady, bez moralnych dylematów i wątpliwości - no kurde, nie wierzę), a JT mnie zawiódł boleśnie i tragicznie. Nienawidzę tego tomu właśnie za to, że zabił Jeżycjadę. Gdybym chciała poczytać o dziewięciolatkach i ich poglądach na żywie wróciłabym do "Dzieci z Bullerbyn". Kolejne części były tylko wbijaniem następnych gwoździ w trumnę cyklu (CP - obrzydliwa, McDusia - chcę zapomnieć). WdO i F, które przeczytałam kilka tygodni temu dzięki uprzejmości Forum to dla mnie reanimowanie trupa.
    • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 21:19
      Początek "Imienin" i pytanie o homo sapiens. Wtedy chyba stwierdziłam, że sam pomysł jest w miarę kiepski, teraz mam wrażenie, że to jeden z tych przełomowych momentów, kiedy bohaterowie Jeżycjady zamiast wychodzić na zewnątrz, zaczynają barykadować drzwi na Roosevelta 5 nadmiarowymi egzemplarzami Plutarcha.
    • ayo2137 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.03.20, 22:20
      Ciężko powiedzieć. Czytałam "Jeżycjadę" niekoniecznie po kolei, i to już jakieś 10 lat temu. Jednak ostatnio sobie odświeżam. Głównie za sprawą tego forum.
      Lubię "Noelkę" za ciepłe opisy świąt, dyskretnie ukazywane realia wczesnej transformacji (handlowanie pod rondem, handlarze z zagranicy) i genialną wigilię na ulicy. I za przemianę Elki. I za realistyczny opis jej czekania na Baltonę, wręcz czułam jej rozczarowanie, złość, niecierpliwość. Ale rzeczy, które zostały wymienione... tak, faktycznie.

      A z perspektywy czasu początkiem końca świetności tej serii była "Pulpecja". Fajny opis ówczesnych realiów, ciekawy wątek rozpadającej się nastoletniej przyjaźni, bohaterka, która nie wiąże się z pierwszym zainteresowanym chłopakiem, niezdana matura, facet manipulator, który podrywa jedną z przyjaciółek, by zbliżyć się do drugiej. Niestety, potencjał tej powieści został zmarnowany. Zamiast rozwinięcia tych wątków (zwłaszcza Pulpy i Romy) mamy pierwszy totalnie bezsensowny romans.
      Żadnej przemiany, dynamiki, głębszych przemyśleń. Ot, jest sobie Pulpa, jest sobie Baltona- podrywacz, manipulator, myślący, że wszystko mu się należy. I potem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki on się jej OŚWIADCZA (bez chodzenia ze sobą, poznawania się, pierwszych kłótni itp). Pulpa w brzydki sposób olała swoją niby najlepszą przyjaciółkę, która też znienacka się ZARĘCZYŁA (w kilka miesięcy po tym, jak Baltona dal jej kosza). Trochę tak jakby brakowało pomysłu. A przecież mogłaby to być naprawdę wartościowa, edukacyjna powieść, gdyby trochę zmienić zakończenie... Gdyby Pulpa spuściła na drzewo pana alleluja i do przodu i zawalczyła o odbudowanie przyjaźni, którą on zniszczył.

      Tak, wiem, że stary wątek :)
      • ayo2137 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.03.20, 22:32
        Aha, no i jeszcze, jak mogłam nie wspomnieć, łzy Gabona z powodu niewinnego żartu Laury (naprawdę, żeby dzieci wycinały tylko takie numery!), i początek traumy post-pyziaczej...
      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.03.20, 22:54
        ayo2137 napisał(a):

        Pulpa w brzydki sposób olała
        > swoją niby najlepszą przyjaciółkę, która też znienacka się ZARĘCZYŁA (w kilka
        > miesięcy po tym, jak Baltona dal jej kosza).

        W kilka TYGODNI - zareczyny 11 kwietnia, troche ponad miesiac od tego podkoziolka, na ktorym Roma jeszcze miala nadzieje na Baltone
        I nie "dal kosza", tylko paskudnie traktowal i paskudnie olal. A maman Borejko tak sie zachwycila uczciwoscia tych ocz blekitnych...

        > Tak, wiem, że stary wątek :)

        czasem i starsze wyciagamy :)
        • piotr7777 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 14:17
          Nie pamiętam dokładnie przebiegu akcji, ale czy nie było tak, że
          -Baltona nie podrywał Romy ani nie dawał żadnych nadziei, to ona miała oczekiwania w związku z nim
          -zakochał się w Patrycji (czas pokazał, że szczerze i trwale), ona w nim, trudno aby zrezygnowała z Mężczyczny Życia w imię dość słabej relaci koleżeńskiej (bo i przyjaźń to w sumie nie była), która i tak już była pogrzebana.
          Niby jest zasada - "nie podrywam byłego mojej przyjaciółki" (ale to nie ten przypadek), może i jest taka, która każe w imię solidarności nie wiązać się z facetem, który przyjaciółkę odrzucił i Patrycja tę drugą złamała, ale też wydaje mi się, autorka tego faktu była świadoma. Te zaręczyny Romy są faktycznie na siłę, to znaczy M.M. wcześniej tworzyła trójkąty "chłopak - piękność - brzydula" i chociaż różne byly końcowe rezultaty, zawsze to brzydula była protagonistką. Autorka była świadoma, że wiele czytelniczek będzie utożsamiać się z Romą, więc stworzyła jej na odczepnego szczęśliwe zakończenie a to że też wątpliwe (Zaręczyny z podwładnym ojca, dla którego motywacja mogła być inna niż miłosna, możemy liczyć, że nie była, bo po kilkunastu latach są dalej małżeństwem, ale tego nie wiemy). Mimo wszystko M.M. ten element krzywdy dostrzegła a zakończenie jest w sumie otwarte.
          • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 15:15
            piotr7777 napisał:

            > Nie pamiętam dokładnie przebiegu akcji, ale czy nie było tak, że
            > -Baltona nie podrywał Romy ani nie dawał żadnych nadziei, to ona miała oczekiwa
            > nia w związku z nim

            Na Sylwestrze o ile pamiętam calował Romę w usta. Niepodrywaniem bym tego nie nazwała.
            • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 15:55
              bupu napisała:

              > piotr7777 napisał:
              >
              > > Nie pamiętam dokładnie przebiegu akcji, ale czy nie było tak, że
              > > -Baltona nie podrywał Romy ani nie dawał żadnych nadziei, to ona miała oc
              > zekiwa
              > > nia w związku z nim
              >
              > Na Sylwestrze o ile pamiętam calował Romę w usta. Niepodrywaniem bym tego nie n
              > azwała.
              >
              >
              Właśnie w tym nie było podrywu:
              "Wszyscy wstali i stuknęli się kieliszkami. Baltona upił łyczek ze swojego szampana, skrzywił się lekko i odstawił go na stolik.
              - No, to do siego roczku! - powiedział i pocałował Romę w same usta. - Lubię całować dziewczyny - wyjaśnił z rozbrajającą szczerością, po czym już ruszał składać życzenia Elce, ale Tomek odsunął go stanowczo na bok, proponując, by może pocałował jego. Baltona odmówił i, wciąż się śmiejąc, od niechcenia objął Patrycję."

              Owszem, zakochana nastolatka mogła sobie dorobić nadzieje, ale obiektywnie ta scena pokazuje właśnie, że Baltona nie był zainteresowany Romą w żaden szczególny sposób.
              Warto też zauważyć, że Baltona i Tomek to najlepsi przyjaciele. Jeśli znali się od kilku lat to Florek mógł widzieć w Romie kogoś w rodzaju młodszej kuzynki, co tłumaczy pewien stopień poufałości między nimi.
              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 16:13
                O nie nie nie. On juz wczesniej calowal Rome, o czym wiemy z ust jej wlasnych. Mowi to Patrycji.

                Na ten podkoziolek tez poszedl w zasadzie jako para od Romy, czy do Romy.
                Imo - krecil sie przy Romie, zeby znalezc sie blizej Pulpy, co znajduje dosc obrzydliwym.
                • piotr7777 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 17:11
                  No więc dobrze - święty to on nie był. Może nawet gorszy niż Janusz Pyziak, bo tamten obiekty swoich adoracji raczej doprowadzał do irytacji a nie depresji. I Roma została skrzywdzona a nagroda pocieszenia (zaręczyny z podwładnym ojca) w sumie upokarzająca.
                  Nie da się jednak nie zauważyć, że ze wszystkich związków Borejkówien, relacja Patrycji i Floriana jest jedyną, która nie budzi wątpliwości. No bo w małżeństwie Grzegorza i Gabrieli tylko Grzegorz jest zaangażowany emocjonalnie, małżeństwo Idy i Marka ma zupełnie oficjalne kryzysy (choć i przeżywa okresowo rozkwit) a małżeństwo Natalii i Roberta też jest dalekie od ideału (przynajmniej z zewnątrz). Czyli związek zaczęty w kontrowersyjnych okolicznościach okazał się udany (choć nie wiem, czy autorka tak sobie to założyła).
                  O.k., wiem, że pewnie za chwilę napiszecie, że gdyby facet nazywał Was "pulpecikiem" albo mówił "moja żonka" dałybyście mu w pysk, ale Patrycji to nie przeszkadza.
                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 17:47
                    Ja bym wytlukla zastawe, gdyby chlop zaczal sie odzywac "bez dyskusji ! macie mnie posluchac, bo to dobra rada !" i tym podobne :)
                    A gdyby mi sciagnal na stale siostre i szwagra do domu - zwlaszcza taka siostre jak Gabon - to lomatulu.
                    Ale owszem, nikt nie przeczy, ze Flobre stanowia malzenstwo udane. Tyle w Baltona z Pulpecji bynajmniej nie rokowal az tak dobrze, jak sie w koncu stalo. I o tym mowa.
                • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 18:19
                  tt-tka napisała:

                  > O nie nie nie. On juz wczesniej calowal Rome, o czym wiemy z ust jej wlasnych.
                  > Mowi to Patrycji.

                  Nie mówi. Rozmowa wygląda tak:
                  "rozmawiały o Baltonie. Na niego bowiem zeszła rozmowa, kiedy Roma zapytała, gdzie się, u licha, Patrycja tak przemoczyła.
                  - To jego typowe zagranie - podsumowała ponuro Roma opowieść przyjaciółki.- Kompletnie nieodpowiedzialny motylek pawie oczko. Nie, raczej trupia główka. (...)
                  Tym razem jednak Patrycja uznała, że warto by się dowiedzieć dokładnie tego, co zaczęła podejrzewać.
                  - A właściwie skąd wiesz, że to jego typowe zagranie? - spytała.
                  - Z własnego doświadczenia - odparła Roma po prostu. Patrycja tak właśnie przypuszczała."

                  Nie wiemy, do czego nawiązuje Roma. Patrycja sobie dopowiada, ale bezpośrednio nic nie zostaje potwierdzone. Zwłaszcza że Roma stara się na wszelki wypadek zniechęcić Pulpę do Floriana. Tak samo jak w czasie Sylwestra: kiedy "(Roma) ujrzała wchodzących Patrycję i Marcela, pomachała im pogodnie na powitanie, po czym wzięła w palce sporego chipsa i nachyliwszy się poufale nad leżącym Baltona, wpuściła mu go w rozdziawioną paszczękę."
                  No chyba że jest jakiś inny cytat na ten temat?

                  >
                  > Na ten podkoziolek tez poszedl w zasadzie jako para od Romy, czy do Romy.
                  > Imo - krecil sie przy Romie, zeby znalezc sie blizej Pulpy, co znajduje dosc ob
                  > rzydliwym.

                  Do kina Baltona poszedł nie wiedząc, że będzie tam Patrycja. Owszem, razem z nim poszli Tomek, Elka i Roma, więc mogło się wydawać, że jest parą dla Romy, ale to był pokaz Jarmusha, który Baltona współorganizował.
                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 19:02
                    Wiemy, do czego nawiazuje Roma. Do pocalunku.
                    Wracac do P nie bede, ale tego krecenia sie Baltony bylo troche - i wlasnie przedstawione tak, jakby on krecac sie kolo Romy usilowal wyhaczyc Patrycje.
                    Nie mowiac o tym, ze taki w Pulpie zakochany (od dawna, jak sam pozniej twierdzi), a i z Elka sie umowil, i z dziobem do niej startowal... i tez potraktowal uzytkowo, tzn probowal, organizujac Aniolka dla kolegi.
                    Byl watek o rycerzu na harleyu, takim mrocznym, ze ojeju - wyszukiwarka mi wariuje, ale tam zanaliziwalysmy Baltone dosc dokladnie, no i nie zachwycal.
                    • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 19:17
                      tt-tka napisała:

                      > Wiemy, do czego nawiazuje Roma. Do pocalunku.

                      Nie, nie wiemy. Proszę, przedstaw cytat, który to wyjaśnia.

                      > Wracac do P nie bede, ale tego krecenia sie Baltony bylo troche - i wlasnie prz
                      > edstawione tak, jakby on krecac sie kolo Romy usilowal wyhaczyc Patrycje.
                      > Nie mowiac o tym, ze taki w Pulpie zakochany (od dawna, jak sam pozniej twierdz
                      > i), a i z Elka sie umowil, i z dziobem do niej startowal... i tez potraktowal u
                      > zytkowo, tzn probowal, organizujac Aniolka dla kolegi.
                      > Byl watek o rycerzu na harleyu, takim mrocznym, ze ojeju - wyszukiwarka mi wari
                      > uje, ale tam zanaliziwalysmy Baltone dosc dokladnie, no i nie zachwycal.

                      Ja Baltony nie lubię ogólnie, ale obwinianie go o wykorzystywanie Romy uważam za przesadę. Jak pisałam wcześniej - znał ją od wielu lat, więc pewien stopień bliskości był naturalny. To, że uczucia Romy się zmieniły i że zachowania wcześniej neutralne zaczęła odbierać jako szansę na coś więcej, jest także normalne. A że Baltona jest empatyczny jak jego harley to już inna sprawa.
                      Kiedy startował do Elki z dziobem? Na Sylwestrze u Romy? Akurat tam nie miało to żadnego "uwodzicielskiego" wydźwięku, ani w przypadku Romy, ani Elki.
                      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 19:26
                        cytatu nie zapodam, ale Pulpa opowiada o tym tarzaniu sie w sniegu i potem pocalunku i na to wlasnie Roma stwierdza, ze to jego stale zagranie i ze wie z doswiadczenia.

                        od dawna - i tez nie wiemy, od jak dawna - Baltona znal Tomka. Nie znaczy to wcale, ze byl w zazylych stosunkach z mlodsza siostra kumpla. Ani ze w bliskich, to nie leci z automatu.

                        Na sylwestrze zachowal sie obrzydliwie pod kazdym wzgledem. A Rome pocalowal "w same usta", iscie po kumplowsku, zeby potem moc tak pocalowac Patrycje, tak to odebralam. Rozwalil impreze, na ktora przyjal zaproszenie, olewal gospodynie i plul na podloge. Won.
                        • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 19:41
                          tt-tka napisała:

                          > cytatu nie zapodam, ale Pulpa opowiada o tym tarzaniu sie w sniegu i potem poca
                          > lunku i na to wlasnie Roma stwierdza, ze to jego stale zagranie i ze wie z dosw
                          > iadczenia.

                          Cytat podałam wcześniej. Wiemy tylko, że Pulpa opowiedziała o CAŁEJ sytuacji. Nie wiemy, do czego odnosi się Roma. Czy do pocałunku, czy do udawania kumpla, czy do Jarmusha, czy jakiegoś innego elementu. To Patrycja interpretuje słowa przyjaciółki jednoznacznie, podobnie robi zresztą i później - przy scenie z chipsami i kinie.

                          > od dawna - i tez nie wiemy, od jak dawna - Baltona znal Tomka. Nie znaczy to wc
                          > ale, ze byl w zazylych stosunkach z mlodsza siostra kumpla. Ani ze w bliskich,
                          > to nie leci z automatu.

                          Z automatu leci pewien stopień bliskości, nawet jeśli Baltona zawsze widział w Romie dziecko. Typu łażenie bez koszulki, bo "przecież to tylko młodsza siostra kumpla, widziałem, jak pryszcze wyciskała przed lustrem". I nie oznacza to, że osoby się przyjaźnią, tylko że zachowują się wobec siebie bez zwyczajnego dystansu.
                          >

                          • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 19:45
                            Nie bron go. Nic nie wskazuje na to, ze byl zzyty z Roma po bratersku, zwlaszcza ze rodzenstwo mialo oddzielne pokoje. Pulpa zna go jako kolege z kursu, a nie jako kogos stale czy czesto obecnego w zyciu Romy.

                            Bucerka zalatywal na kilometr, z wiekiem mu przeszlo, a w CZ znowu sie uaktywnilo. No niestety.
                            • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 20:17
                              Pulpa zna go jako kolegę z piaskownicy, to dla Elki jest tylko kolegą z kursu.
                              Obecność w życiu Romy nie musiała być istotnym tematem, zwłaszcza, że była zapośredniczona. Dopiero kiedy Roma zainteresowała się Baltoną romantycznie stał się on dla niej ważny.

                              Jak pisałam - nie lubię Baltony, uważam, że jest sztuczny, pretensjonalny, niedojrzały, zarozumiały, obleśny i pozbawiony empatii. I parę innych wad też bym znalazła. Ale w jego relacji z Romą nie widzę celowych złych intencji, raczej ślepotę i egocentryzm. Nie ma żadnych dowodów, że był z nią związany romantycznie, poza (ewentualnie) Sylwestrem, gdzie mógł, ale nie musiał zjawić się z powodu Pulpy, nie ma też scen, kiedy wykorzystuje znajomość z Romą, by zbliżyć się do jej koleżanki. Nic nie świadczy, że domyślał się jej uczuć, co też jest zarzutem, tyle że niejako z drugiej strony.
                              • jontrew Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.06.20, 10:16
                                Wydaje mi się, że analizowanie dobierania się w pary dzieciaków traktujemy trochę zbyt poważnie. Nastoletnie dramy, podchody, zrywania z sympatiami i przyjaciółmi wydają mi się naturalnym etapem, z którego się wyrasta. I to, że ktoś zachował się, czy zachowywał się przez pewien czas niezbyt fajnie, nie znaczy, że jest ostatnią świnią.
                                • ayo2137 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 14.06.20, 20:57
                                  To prawda, prawie każdy w nastoletnich latach zrobił coś, czego teraz żałuje. Różnica polega na tym, że Pulpa nie ma żadnych refleksji na temat swojego zachowania. Poprzednie bohaterki miały: Cesia lecząca kompleksy, Gaba stająca się bardziej wyrozumiała dla sióstr, Kłamczucha, która przestaje kłamać, Elka, w której budzi się wrażliwość na innych- i dopiero Patrycja Borejko żadnej przemiany nie przechodzi i nie jest to w żaden spsób skomentowane przez narratora.
    • rika1991 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 19.03.20, 19:26
      Dla mnie momentem przełomowym był "Język Trolli". Wszystkie wcześniejsze części Jeżycjady czytałam jako uczennica podstawówki, bardzo mi się podobały i nie miałam jeszcze dojrzalszych refleksji w momentach, w których miałabym je obecnie. Po "Język Trolli" sięgnęłam po dwóch, trzech latach od przeczytania reszty, zaraz gdy się ukazał. I byłam zaskoczona - wieloma rzeczami.

      1. Narracja z punktu widzenia ośmiolatka (tyle chyba miał Józinek?) nie przypadła mi do gustu jako nastolatce, a miłość Józka do Trolli raczej śmieszyła niż wzruszała. Nie rozumiałam, do kogo jest ta książka kierowana: dzieci, nastolatków czy dorosłych.
      2. Z punktu widzenia logiki historia Trolli i kapelusza wydawała mi się nieprawdopodobna, oderwana od rzeczywistości (jak to, opiekunowie Staszki nie powiedzieli w szkole o jej chorobie, zapisując dziecko? A Staszka myślała, że inni ludzie w wieku gimnazjalnym się nie domyślą?).
      3. Obraz szkoły - ponury, przygnębiający, zupełnie inny niż ten, który znałam. Z całym szacunkiem dla pani Musierowicz, w mojej klasie były ze dwie dziewoje chodzące do szkoły w mocnym makijażu i z bluzkami powyżej pępka, ale klasa prezentowała się znacznie bardziej przyjaźnie, na kolanach innej osoby nikt sobie na lekcjach nie siadał. Zastępstwo łączone gimnazjalistów i ośmiolatków? - jakiś absurd (sama byłam w zespole szkół).
      4. Zero reakcji dorosłych na relacje między Józkiem a Ignasiem czy bieganie Ignasia w nieadekwatnym stroju zimą.
      5. Ciąża Róży, wejście Róży w rolę męczennicy, a Fryca w rolę "tego złego, co porzucił". Jakby pani Musierowicz chciała na siłę zrobić z Fryca drugiego Pyziaka. I w ogóle stosunek Róży do życia, pójście na studia "za Frycem" i obojętność na to, co będzie robić w życiu. Brak ambicji, brak zainteresowań.

      I tak dalej, i tak dalej. "Żabę" czytało mi się odrobinkę lepiej, a w kolejnych tomach było tylko gorzej.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.09.22, 22:51
      Kop kop kop, odkopane.
      Od razu dorzucę swoje trzy grosze, no bo dlaczego nie.

      Ponieważ przeczytałam Jeżycjadę praktycznie od końca, doświadczyłam wstrząsu w drugą stronę - czytając OwR jako lekturę, a potem IS dla rozrywki, wytrzeszczałam oczy i pytałam: kim są te dobre mordy i co zrobiły z tymi zgryźliwymi Borejkami?! I co tu tak dużo bohaterów z zewnątrz, przecież to była saga o jednej rodzinie?

      No i wydaje mi się, że mój wstrząs przypadkowo trafił dokładnie w ten moment szczytu (OwR), po którym nastąpił spadek.
      Po powtórnej lekturze cyklu, tym razem we właściwej kolejności, jestem skłonna za początek końca uznać BBB.

      Po pierwsze, klimat zupełnie inny niż we wcześniejszych tomach, w których unosiła się jakaś nadzieja mimo ciężkich czasów. A tutaj znikąd nadziei, atmosfera "nic tylko pod pociąg się rzucić".
      Po drugie, język. W poprzednich tomach styl był nietypowy, trochę ąę, ale jednocześnie z jajem i "komunikatywny", że się tak wyrażę. W Brulionie autorka zdecydowanie przegięła z egzaltacją. No i po trzecie, to w BBB pojawił się pierwszy przypadek postaci zachowującej się niespójnie ze swoim wcześniejszym charakterem - Anieli. Ewentualnie jeszcze obijający się Pyziak-Porzucak, ale to było za kulisami.

      Oczywiście po Brulionie nie było tylko gorzej i gorzej, spadek był raczej skokowy - kolejne tomy wracały do klimatu "ciepełka", język też bywał raz bardziej strawny, raz mniej. Ale pewne zgrzyty, powracające co jakiś czas, w coraz bardziej rażącej formie, swój początek wzięły w BBB.
      • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.09.22, 23:52
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        >
        > Oczywiście po Brulionie nie było tylko gorzej i gorzej, spadek był raczej skoko
        > wy - kolejne tomy wracały do klimatu "ciepełka", język też bywał raz bardziej s
        > trawny, raz mniej. Ale pewne zgrzyty, powracające co jakiś czas, w coraz bardzi
        > ej rażącej formie, swój początek wzięły w BBB.


        To również w BBB pierwszy raz zawiało fatfobią (nieszczęsna Izabela - żabiooka, czerwonolica, skrzecząca grubaska) i to od razu ostro zawiało. We wcześniejszych tomach nikogo w tak obrzydliwy sposób nie opisywano.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 12.09.22, 00:19
          bupu napisała:
          >To również w BBB pierwszy raz zawiało
          >fatfobią (nieszczęsna Izabela - żabiooka,
          >czerwonolica, skrzecząca grubaska) i to od
          >razu ostro zawiało. We wcześniejszych
          >tomach nikogo w tak obrzydliwy sposób
          >nie opisywano.

          I bełkocąca, nie zapomnij o bełkocącej. Miała taki charakterystyczny sposób mówienia, który pewnie miał się kojarzyć z tępotą czy prostactwem, a mi kojarzył się raczej z jakąś wadą wymowy lub problemem rozwojowym i współczułam jej
        • lezbimbella_veganella Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 26.01.23, 07:59
          bupu napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          > >
          > > Oczywiście po Brulionie nie było tylko gorzej i gorzej, spadek był raczej
          > skoko
          > > wy - kolejne tomy wracały do klimatu "ciepełka", język też bywał raz bard
          > ziej s
          > > trawny, raz mniej. Ale pewne zgrzyty, powracające co jakiś czas, w coraz
          > bardzi
          > > ej rażącej formie, swój początek wzięły w BBB.
          >
          >
          > To również w BBB pierwszy raz zawiało fatfobią (nieszczęsna Izabela - żabiooka,
          > czerwonolica, skrzecząca grubaska) i to od razu ostro zawiało. We wcześniejszy
          > ch tomach nikogo w tak obrzydliwy sposób nie opisywano.

          Ha, właśnie było! Otóż fatfobia pojawiła się już w męczęńskim OwR - opis Matyldy jako małej Stągiewki to "była w dzieciństwie antypatycznym grubasem, z zębami tkniętymi próchnicą" przez co była prześladowana przez kolegów szkolnych i "obrzucana przezwiskami, z których Szczerbol było najłagodniejszym.."
          Już od pierwszego czytania rosołowej bajeczki mi to jakoś nie grało, ale mała Iza w BBB to już kompletne przegięcie.
          Z tym, że w starej Jeży MM pisała dość brutalnie o wszystkich dzieciach jako szpetnych poczwarach, w tym i pozytywnych. Dopiero w Neobachoriadzie zaczęła wyznawać kult pięknie pachnących dzieci i niemowląt, co nawet się ślinią i robią pod siebie Tak Mądrze.

          Fatfobię wobec Matyldy łatwo jest pominąć w OwR, bo panoszy się tam wszędzie i zajmuje całą uwagę czytelnika przepyszna brzydula Geniusia, która nie dość że fascynująco brzydka z włosami jak strzechą, to jeszcze zawsze lepka, brudna, zasmarkana, kaszląca i wiecznie umazana jedzeniem, czekoladę ma nawet na czole, a rajstopki wiadomo, cała kronika spożywcza. Tylko Kreska widzi w niej słodkiego Jeżyka. Kiedy zaś płacze gorzkie ślozy mała Aurelia, to jej własna macierz widzi ją jako brzydkiego szympansa. Nawet Nutria i Pulpa są w OwR są tylko tłem i starczy dla nich wyłącznie epitet "chuda" i "gruba" . Mamercięta takoż brzydkie jak maszkarony, i nawe Takoż Lisieccy, rozmazane, łasicowate.. z tym że w IS sama główna bohaterka też jest brzydka i na tym polega całe jej zakompleksienie i rozwój duchowy itd. Cesia też pycho czerwone przy kości, itd itd

          Z kolei śmieszyło mnie od zawsze, że według poczciwości MM to li i jedynie przez to prześladowanie w dzieciństwie Matylda stała się okrutną podrywaczką, uwodzicielką i łamaczką serc i to tylko z zemsty, bo taka niesczęśliwa w środku, jest CNUKinią i całować się nie potrafi bo nie mo uczuć prawdziwych.. Jakby podrywanie, randkową nie i flirtowanie nie było przyjemne same w sobie :-)))) A Juleczka mogła być piękna, ostra facetka i latać na randki z aprobatą całej rodziny, a Matylda już njeeee

          P.S. dlaczego mała Stągwinka to Szczerbol i próchnica, skoro jej wyrafinowana macierz to zamożna Stomatolog??? Kolejna zagadka musieryczna
          • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 26.01.23, 18:29
            lezbimbella_veganella napisała:


            > P.S. dlaczego mała Stągwinka to Szczerbol i próchnica, skoro jej wyrafinowana m
            > acierz to zamożna Stomatolog??? Kolejna zagadka musieryczna

            Wymyśliłam dwa wyjaśnienia tej zagadki. Jedno jest nawet trochę prawdopodobne (lecz dość prozaiczne), za to drugie na pewno Ci się spodoba ;)

            1. Matylda jako dziecko panicznie bała się dentysty. Czemu? Mieszkają w domku, jej matka mogła mieć prywatny gabinet i dziecko nieraz słyszało jęki pacjentów. Z kolei bezbolesne, szybkoobrotowe bormaszyny, które pojawiły się w latach 70-ych, wydają charakterystyczny, przenikliwy wizg, który dla dziecięcych uszu był nie do zniesienia. Wiem o czym piszę - sama jako wczesna nastolatka wymusiłam na dentystce, że nie będzie tego ustrojstwa włączać przy mnie, bo ten dźwięk był dla mnie gorszy od borowania tradycyjnego.
            Dorastając, Matylda postanowiła wreszcie zadbać o wygląd.

            2. Studenci stomatologii postanowili obserwować wpływ słodyczy na rozwój próchnicy na własnych dzieciach. ( Matylda była zgoła nieinteresującym, przejedzonym słodyczami grubasem. Bojąca się dentysty mała Matylda była idealnym obiektem badań.
            • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 26.01.23, 20:40
              pi.asia napisała:

              > lezbimbella_veganella napisała:
              >
              >
              > > P.S. dlaczego mała Stągwinka to Szczerbol i próchnica, skoro jej wyrafino
              > wana m
              > > acierz to zamożna Stomatolog??? Kolejna zagadka musieryczna
              >
              > Wymyśliłam dwa wyjaśnienia tej zagadki. Jedno jest nawet trochę prawdopodobne (
              > lecz dość prozaiczne), za to drugie na pewno Ci się spodoba ;)
              >
              > 1. Matylda jako dziecko panicznie bała się dentysty. Czemu? Mieszkają w domku,
              > jej matka mogła mieć prywatny gabinet i dziecko nieraz słyszało jęki pacjentów.
              > Z kolei bezbolesne, szybkoobrotowe bormaszyny, które pojawiły się w latach 70-

              Bezbolesne, psiakryda, jak Borejki kochające. Bez znieczulenia won z tym ustrojstwem od mojej paszczęki!


              > ych, wydają charakterystyczny, przenikliwy wizg, który dla dziecięcych uszu by
              > ł nie do zniesienia. Wiem o czym piszę - sama jako wczesna nastolatka wymusiłam
              > na dentystce, że nie będzie tego ustrojstwa włączać przy mnie, bo ten dźwięk b
              > ył dla mnie gorszy od borowania tradycyjnego.

              Owszem, milusi jak wbijanie gwoździa w ucho. Brrrrrrrr.
              • ciotka.scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 27.01.23, 12:53
                bupu napisała:


                > > Z kolei bezbolesne, szybkoobrotowe bormaszyny, które pojawiły się w lata
                > ch 70-
                >
                > Bezbolesne, psiakryda, jak Borejki kochające. Bez znieczulenia won z tym ustroj
                > stwem od mojej paszczęki!

                Dokładnie, dentysty nie boję się, odkąd wynaleziono prawdziwie działające znieczulenie, ale kiedy słyszę ten wizg, spinam się i pot mi po plecach spływa, chociaż już nic nie czuję! Ale ciało pamięta, jakie to one bezbolesne...
            • lezbimbella_veganella Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 27.01.23, 01:03
              pi.asia napisała:
              > Wymyśliłam dwa wyjaśnienia tej zagadki. Jedno jest nawet trochę prawdopodobne (
              > lecz dość prozaiczne), za to drugie na pewno Ci się spodoba ;)

              Masz racją, spodobało:-))))

              > 1. Matylda jako dziecko panicznie bała się dentysty. Czemu? Mieszkają w domku,
              > jej matka mogła mieć prywatny gabinet

              A otóż nie, jejmość stomatolog jest czynna zawodowo poza domem w przychodni lub klinice, na dyżurach i to aż tak całodobowych, że nie może nawet iść wieczorem do opery. Ofc jest to prosty skutkoprzyczyn, tylko po to aby Tyldzia mogła zamiast szan pani matki wziąć ze sobą widowiskową Geniusię. Co się kończy wiadomo jak widowiskowo :-)))) (tylko dlaczego Ewcia Sopel z Lisiecką nie dzwonią na izbę dziecka, kiedy Orelka nie wraca do domu aż w późną noc po spektaklu..?)

              > Z kolei bezbolesne, szybkoobrotowe bormaszyny, które pojawiły się w latach 70-
              > ych, wydają charakterystyczny, przenikliwy wizg, który dla dziecięcych uszu by
              > ł nie do zniesienia.

              Ach, współczuję cierpienia, bo ten własnie wizg jest dla mnie ...faworytny a ulubiony.
              Tak, jestem ohydna perwera, i mam bardzo twardy, kamienny czerep (jak na trolliszcze z Helu rodem przystało).
              Uwielbiam chodzić do dentysty i odczuwać te właśnie wizgi w mej rozdziawipapie i rozkoszować się wibracjami w kamiennej czaszce aż po cebulki włosów :-)))

              > 2. Studenci stomatologii postanowili obserwować wpływ słodyczy na rozwój próchn
              > icy na własnych dzieciach. ( Matylda była zgoła nieinteresującym, przejedzon
              > ym słodyczami grubasem
              . Bojąca się dentysty mała Matylda była idealnym obie
              > ktem badań.

              Ty!!! Toż to dokładnie tak jak piszesz, jaka normalna dentystka skarmiałaby dziecię słodyczami aż po otyłość, jednocześnie nie wymuszając rygorystycznie częstego mycia zębów i płukania dziąseł ?? Musi sadystka i
              szalona naukowczyni

              P. S. Teraz mi się przypomniała niejaka Geniusia Zombke, robiąca wspaniałe stomatologiczne exposé czyli chlupiąca kwaśnym mlikiem do bawarki. Swoją drogą jaki ten Maciuś zrobił się drobnomieszczański snob, w suterenie pod ziemią się gnieździ, kurę jada rozjechaną, ale skisłym mlesiem już pluje, widział to kto, anglosaska czaszka
              • sanfran_84 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 27.01.23, 09:14
                lezbimbella_veganella napisała:

                Swoją drogą jaki
                > ten Maciuś zrobił się drobnomieszczański snob, w suterenie pod ziemią się gnie
                > ździ, kurę jada rozjechaną, ale skisłym mlesiem już pluje, widział to kto, angl
                > osaska czaszka
                >
                >

                Zrobił? Toż to cały czas był snob pierwszej wody, który nie rozumiał, jak można nie kojarzyć Matyldy de la Mole (na szczęście łaskawie wybaczył to swojej wybrance myśląc, że - uwaga! - skoro taka ładna, to nie musi czytać) i nudził się, gdy słuchał o Indianie Jonesie.
                Swoją drogą, co oni mają z tym nudzeniem się (Laura nudząca się, gdy ktoś tam jej opowiada o muzyce popularnej, Pyza nudząca się, bo koleżanki rozmawiają o znanym aktorze) - mi również często ludzie opowiadają o rzeczach, które nie są w kręgu moich zainteresowań, ale miło posłuchać o czymś innym, nowym, dowiedzieć się czegoś. A tu tylko nuda, nuda i ten plebs niegodzien z wyżynami intelektu rozmawiać.
                • ciotka.scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 27.01.23, 12:57
                  sanfran_84 napisał(a):

                  > i nudził się,
                  > gdy słuchał o Indianie Jonesie.

                  a ja dla odmiany popróbowałam ostatnio z ciekawości owego Szestowa - trzy kartki dałam radę, toż to bełkot i bredzenie koszmarne. Zdecydowanie wolę Indianę Jonesa i jego pocałunki jak pompy ssąco-tłoczące (na ekranie znaczy).
                  • julian_arden Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 27.01.23, 20:15
                    ciotka.scholastyka napisała:

                    > sanfran_84 napisał(a):
                    >
                    > > i nudził się,
                    > > gdy słuchał o Indianie Jonesie.
                    >
                    > a ja dla odmiany popróbowałam ostatnio z ciekawości owego Szestowa - trzy kartk
                    > i dałam radę, toż to bełkot i bredzenie koszmarne. Zdecydowanie wolę Indianę Jo
                    > nesa i jego pocałunki jak pompy ssąco-tłoczące (na ekranie znaczy).


                    Cholercia, ja też tego Szestowa... Wpływ intelektualny Autorki nie do przecenienia.
              • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 27.01.23, 14:48
                lezbimbella_veganella napisała:

                >
                > >
                >
                > > jej matka mogła mieć prywatny gabinet
                >
                > A otóż nie, jejmość stomatolog jest czynna zawodowo poza domem w przychodni lub
                > klinice, na dyżurach i to aż tak całodobowych, że nie może nawet iść wieczorem
                > do opery.

                Jedno absolutnie nie wyklucza drugiego. Mój dentysta przez dwa dni w tygodniu przyjmuje w domowym gabinecie, w pozostałe jest dostępny w klinice. Dentystka, do której chodziłam na przełomie lat 70-tych i 80-tych równiez miała gabinet w domu, a oprócz tego pracowała w pobliskim technikum.
                Rzut oka w internet wystarczył, by stwierdzić, że kliniki są obecnie czynne nawet do 21-ej. Gdyby nawet dyżur dr Stągiewkowej trwał do 18-ej, to i tak raczej nie miała szansy zdążyć do opery na spektakl zaczynający się o 19-ej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka