Dodaj do ulubionych

wyładowany telefon i inne zgrzyty

29.08.16, 09:33
"Słów trzeba używać precyzyjnie, w ich właściwym znaczeniu inaczej fałszują rzeczywistość" (Małgorzata Musierowicz, Feblik, strona 110)

A dwie strony wcześniej: "telefon miała wciąż wyładowany". Wprawdzie Słownik Języka Polskiego PWN dopuszcza użycie tego przymiotnika w odniesieniu do urządzeń typu akumulator, kondensator (w znaczeniu "pozbawiony energii elektrycznej") ale - jak mi Bór miły, nigdy nie słyszałam, żeby jakikolwiek posiadacz telefonu mówił, że mu się on wyładował! Zawsze, ale to zawsze pada w takiej sytuacji określenie "rozładowała się bateria" bądź "telefon się rozładował".

O ile z wyładowanym telefonem mogę ostatecznie się zgodzić, o tyle "ujeżdżanie" powoduje u mnie nagły przypływ agresji.
Kiedyś mieliśmy już Natalię, która zamierzała ujeżdżać na nartach, było ujeżdżanie odkurzaczem, a teraz w WdO i F wszyscy ujeżdżają samochodami, motorynkami, rowerami i czym się tylko da. I w końcu mi się ulało.

HALO! Pani MM!!! wg Słownika Języka Polskiego PWN "ujeżdżać" znaczy:

1.«przyzwyczaić konia do chodzenia pod siodłem lub w zaprzęgu»
2. «ubić powierzchnię drogi przez częste jeżdżenie»
3. pot. «podporządkować sobie kogoś»

Nie interesuje mnie, że w Wielkopolsce TAK SIĘ MÓWI. W moim mieście mówi się potocznie dochtórka, ciekać, chapcie, po schódkach i iść na dziorgę. A w innym mieście mówi się inaczej. Ale w literaturze dla młodzieży wypada, a wręcz należy używać poprawnych form, zwłaszcza, gdy samej się pisze, że "słów trzeba używać precyzyjnie".

I jeszcze na koniec: gdyby pani MM przeczytała jakikolwiek reportaż o młodych kobietach, zwabianych do pracy rzekomo w barze czy sklepie, a w rzeczywistości do burdelu, i gdyby dowiedziała się z tego reportażu, że dziewczyna przez kilka dni jest przywiązywana do łóżka i ustawicznie gwałcona, co jest nazywane ujeżdżaniem, to już nigdy słowo "ujeżdżać" nie przeszłoby jej przez klawiaturę.
Może właśnie z tego powodu tak mnie wkurza użycie tego słowa zamiast normalnego "jeździć".

Wybaczcie, musiałam dać sobie upust.
Obserwuj wątek
    • zla.m Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 10:54
      A ja myślę, że przesadzasz. Różnice językowe są ciekawe, sprawiają, że język jest barwny, książka dla młodzieży może jak najbardziej zawierać wyrażenia regionalne, niech się czytelnik zdziwi, czegoś dowie. Rozumiem twoją niechęć do słowa "ujeżdżać", ale nie możesz swoich osobistych niemiłych skojarzeń przerzucać na resztę świata i wymagać, by się dostosował. Ja nie lubię koloru eufemistycznie zwanego musztardowym, czy to powód, żeby nikt nie mógł go używać?
      • vi_san Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 12:06
        A ja o tyle zgodzę się z Pi, że tego "ujeżdżania" jest po prostu za dużo i do tego "wklejone" jakby autorka poznała kilka słów gwarowych i "popisywała się" znajomością gwary. Inaczej by zabrzmiało gdyby np.wprowadziła bohatera mówiącego ta gwarą.
        Analogicznie: możesz uwielbiam kolor malinowy, ale jeśli na każdy odcień czerwieni będziesz mówiła "malinowy" - będzie brzmiało głupio.
        • zla.m Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 19:39
          Oki, może i słowa "ujeżdżać" jest za dużo, może narrator nie powinien go używać, mogę się zgodzić. Ale mi chodziło o to, że całkiem prywatne, okropne skojarzenie, które ma pi.asia (i ma do tego prawo! rozumiem, że reportaż był wstrząsający), nie może być zarzutem dla autorki, która użyła tego słowa neutralnie. Nie można tekstu z "lodem" albo "patelnią" użytymi w znaczeniach podstawowych nazwać nieodpowiednim dla młodzieży, bo się komuś kojarzy.
          • vi_san Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 19:56
            Zła, ale zauważ, że skojarzenie z reportażem było tylko uzupełnieniem ogólnego zdegustowania słowem! Głównym "zarzutem" było to, że jest ono używane niezgodnie ze znaczeniem i nieprawidłowo. I z tym zarzutem - całkowicie się zgadzam! Bo jeszcze gdyby tego "ujeżdżania" używał bohater gwara mówiący - to ok, jest to właśnie ubogacanie języka, zapoznawanie młodzieży z różnymi regionalnymi naleciałościami itd. Ale jeśli stosuje je narrator - to jest to po prostu błąd. Albo też, z czym MI osobiście się te "regionalizmy" upychane na siłę przez MM kojarzą - Autoressa poznała pięć słówek gwarowych na krzyż i popisuje się, jaka to z niej wielka "lokalna patriotka". Niezależnie czy jest to "popis" znajomością gwary czy po prostu błąd językowy - w książce dla młodzieży [albo takiej w której przynajmniej teoretycznie targetem jest młodzież!] nie powinno mieć miejsca - i redakcja powinna była to wyłapać. No, ale jak redakcją zajmuje się córeczka, gotowa jedynie mamuni pył spod stóp zdmuchiwać... :(
          • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 21:06
            zla.m napisała:

            > Oki, może i słowa "ujeżdżać" jest za dużo, może narrator nie powinien go używać
            > , mogę się zgodzić. Ale mi chodziło o to, że całkiem prywatne, okropne skojarze
            > nie, które ma pi.asia (i ma do tego prawo! rozumiem, że reportaż był wstrząsają
            > cy), nie może być zarzutem dla autorki, która użyła tego słowa neutralnie.
            >
            Ależ mnie wcale nie chodzi o prywatne skojarzenia! Wkurza mnie użycie przez MM słowa ujeżdżać, bo jest to słowo kompletnie niepasujące, niewłaściwe. A do tego reportażu nawiązałam, żeby dobitnie pokazać, jakie jest jedno ze znaczeń słowa "ujeżdżać" (podporządkować sobie kogoś, zmusić do uległości). Zresztą konia też się ujeżdża, czyli zmusza do zachowań nam akurat potrzebnych.
      • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 12:07
        zla.m napisała:

        > Różnice językowe są ciekawe, sprawiają, że język je
        > st barwny, książka dla młodzieży może jak najbardziej zawierać wyrażenia region
        > alne, niech się czytelnik zdziwi, czegoś dowie.
        Ok, zgoda. W Kalamburce woźny mówi do Ignasia "cóżeś ty tam napleproł? Fyrej do chaty! Fyrej, fyrej bo nic nie wiada, może byndzie poruta!", a w WdO gwarą mówi Chrobot. Byłam tym zachwycona, bo jest to urocze, wnosi do książki lokalny koloryt i poszerza wiedzę czytelnika. (Co ciekawe, i woźny, i Chrobot to ludzie przedstawiani przez autorkę jako niewykształceni i prości, a Chrobot wręcz prostacki). Ale Borejkowie, jako elita kulturalna, wszyscy po polonistykach, czytujący i cytujący w oryginale Wielkich Tego Świata, powinni mówić poprawnie.
        Jasne, Natalii może się wyrwać gwarowe słowo, w końcu jest Poznanianką, ale już narrator odautorski powinien się zdecydować - albo pisze poprawną polszczyzną, albo jak popadnie.

        >Ja nie lubię koloru eufemistycznie zwanego musztardowym, czy to powód, żeby nikt nie mógł go używać?
        Ale tu nie chodzi o lubię-nie lubię, tylko o poprawne-niepoprawne. A to różnica. Słowo "ujeżdżać" w kontekście użytym przez MM jest niepoprawne, i o tym właśnie piszę.
        Kiedy dziewczyna z plecakiem powiedziała "szarpło", to Ignaś ją poprawił. A przecież też "tak się mówi"! I mówi się "my byli", "weszedł", "klękłem"...

        Dam jeszcze jeden przykład - w moim mieście ludzie nagminnie mówią "półtorej metra", "półtorej roku". Użycie takiego zwrotu w literaturze dla młodzieży nijak by się nie obroniło, mimo że "u nas tak się mówi".

        • guineapigs Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 13:28
          He he, fajne: ten półtorej. Ten metr, ten kilogram, ten półtorej. W zasadzie, jakby taka miara: półtorej funkcjonowała że tak powiem 'normalnie' (tzn. nie jako jeden i pół, ale jako konkretna norma: półtorej - ten półtorej), to takie 'mówienie' a nawet pisanie miałoby sens. Co prawda 'półtorej godziny' jest oczywiste, ale np. ''półtorej roku' już nas razi. Ale tylko dlatego, że nie ma osobnej miary zwanej 'półtorej', bo mówiac "półtorej" mamy na myśli 'jeden i pół' (godziny, metra, kilograma itp). Co nie znaczy, że gdzieś tam nie może funkcjonować sobie taki 'ten półtorej': metra, godziny, roku, minuty itd. Oczywiście ów półtorej musi odnosić się do znormalizowanej miary - 1 rok to 12 miesięcy, półtora roku to 18 miesięcy=> półtorej roku to 18 miesięcy, metr to 100 cm, półtora metra to 150 cm => półtorej metra to 150 cm etc, ale to brzmi smiesznie tylko dla rm, bo dla rż już normalnie: półtorej godziny.
          A z ciekawości: skąd pochodzisz? Może po prostu w Twoich okolicach kiedyś wykształciła się miara nazwana 'ten półtorej' bo wiekszość ludzi kupowała z różnych przyczyn 'te półtoraje' czy mierzyła 'półtorajami' i już?
          Ale popieram: takie ciekawostki nalezy wplatać, bo są świetna stylizacją, ale jakoś to zaznaczyć: czy to w dialogu, czy zamknąć tzw. cudzysłowem. No chyba, że i tzw. narrator operuje 'językiem epoki' czy 'gwarą' - to nie trzeba oczywiście (jak w np. Chłopach, gdzie i narrator jest wystylizowany).
          • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 14:22
            Jestem z Częstochowy. Zbyt wiele gwary u nas nie ma, raczej po prostu niechlujstwo językowe. W moim mieście ludzie bardzo często zamiast "podobno" mówią "prawdopodobnie". A niestety, to nie to samo.

            Natomiast jedno częstochowskie słowo powinno wejść do użytku ogólnopolskiego, bo jest krótkie, piękne i idealnie odzwierciedla istotę rzeczy. Jakie to słowo?
            Wyobraźcie sobie taką scenę - Natalia jest w Częstochowie i robi zakupy w osiedlowym sklepiku....
            - Chleb foremkowy poproszę, jakieś miękkie masło, żeby dało się smarować...
            - Mix śmietankowy? - zaproponowała sprzedawczyni.
            - Może być. I jeszcze serek topiony, może ementaler, kilo cukru i pączka.
            - Dziewięć trzydzieści - podsumowała sprzedawczyni. - Dać pani zrywkę?
            - Proszę? - spłoszyła się Natalia.
            - Zrywkę - powtórzyła sprzedawczyni. - Dać?
            - Nie, dziękuję - wybąkała Natalia. - To już wszystko.
            - Tak, ale czy zrywkę, na te zakupy?
            - Poproszę reklamówkę, tę zwykłą - ostrożnie powiedziała Natalia, nie bardzo wiedząc, o czym jest mowa.
            - Czyli zrywkę - uśmiechnęła się sprzedawczyni, jednym zgrabnym ruchem zrywając foliową torebkę z zawieszonego na haczyku pakieciku. - Pani pewnie przyjezdna?
            - To widać? - zdziwiła się Natalia.
            - Nie, ale poza Częstochową nikt nie wie, co to jest zrywka. Mówią: reklamówka, torebka, woreczek, a to jest po prostu zrywka. Bo się ją zrywa.

            Popularyzujcie zrywkę!
            • gat45 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 15:13
              Nie ma po co, kres zrywek bliski. I chwała istocie najwyższej.
              A Tobie chwała, że nie wymieniłaś najbardziej mnie denerwującej nazwy FTS (foliowej torebki szeleszczącej) : siatka. Siatka, proszę państwa, ma oka ! Siatką łapało się upatrzonego faceta za guzik w tramwajowym tłoku, jak motylka ! A czy można schwytać gościa na FTS ? Ja się pytam ? Nie mówiąc już o tym, że i guziki nam zdecydowanie zanikły.
              • mariamm87 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 15:52
                ej, u mnie to jest siatka! Jako ze właśnie zastępuje siatkę z oczkami.
                • buka_z_muminkow Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 23:26
                  u mnie też :-) reklamówka mówi się na to szeleszczące , natomiast siatka na grubszą torbę foliową. Ewentualnie na szeleszczące - siateczka, jako, że to taka siatka gorszej jakości i mniej pakowna :) Mnie osobiście mówienie "reklamówka" na te cienkie woreczki trochę razi, bo z reguły są one jednokolorowe albo przezroczyste i niczego w związku z tym nie reklamują :)
              • zla.m Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 19:31
                gat45 napisała:

                > A Tobie chwała, że nie wymieniłaś najbardziej mnie denerwującej nazwy FTS (foli
                > owej torebki szeleszczącej) : siatka. Siatka, proszę państwa, ma oka !

                A w przypadku miednicy też masz pretensję, gdy ktoś mówi tak na naczynie plastikowe, a nie miedziane? Bo wiesz, to jest ten sam mechanizm przesunięcia znaczeniowego:

                coś ma jakiś wygląd i jest z danego tworzywa (miedzi, sznurka) i ma swoją nazwę -> inne rzeczy są z innego tworzywa, ale mają ten sam wygląd i pełnią tą samą funkcje -> te inne rzeczy zaczyna określać się nazwą pierwotną. Ave uzus!
                • gat45 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 08:00
                  zla.m napisała:

                  > A w przypadku miednicy też masz pretensję, gdy ktoś mówi tak na naczynie plasti
                  > kowe, a nie miedziane? Bo wiesz, to jest ten sam mechanizm przesunięcia znaczen
                  > iowego:
                  > [...]

                  Zastanowiłam się porządnie i oto co mi wyszło : syntetyczna miednica mi nie przeszkadza i tak, dalej mam pretensję o "siatkę" w postaci foliowej torebki. I już wiem, dlaczego. Otóż podstawowym znaczeniem słowa "siatka" jest ..... no właśnie, siatka. Coś plecionego i ażurowego o przeznaczeniu dowolnym, gdzie to coś na zakupy jest na dość dalekim miejscu. W związku z tym mechanizm przesunięcia znaczeniowego jest jednak inny. Co innego przesuwać znaczeniowy trzon, a co innego wypustkę. A dwa znaczenia "miednicy" są od siebie wystarczająco daleko, żeby plastikowa nie kojarzyła mi się z fragmentem szkieletu odlanym z masy plastycznej do celów szkolenia studentów medycyny.
                  • zla.m Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 09:37
                    Kwestia przyzwyczajenia. Dla większości ludzi, mieszkających w miastach (a to większość nawet w ruralnej Polsce), doświadczenia związane z łowieniem ryb czy nawet ogradzaniem płotów, już o łapaniu motyli nie wspomnę, to mały fragment życia. Za to często chodzą po zakupy. Dlatego nie widzą problemu z nazwaniem "tej rzeczy z uszami na towary" siatką, niezależnie od tego czy jest faktycznie z siatki, folii czy materiału.
                  • zla.m Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 09:42
                    gat45 napisała:

                    > zla.m napisała:
                    >
                    > > A w przypadku miednicy też masz pretensję, gdy ktoś mówi tak na naczynie
                    > plasti
                    > > kowe, a nie miedziane? Bo wiesz, to jest ten sam mechanizm przesunięcia z
                    > naczen
                    > > iowego:
                    > > [...]
                    >
                    > Zastanowiłam się porządnie i oto co mi wyszło : syntetyczna miednica mi nie prz
                    > eszkadza i tak, dalej mam pretensję o "siatkę" w postaci foliowej torebki. I ju
                    > ż wiem, dlaczego. Otóż podstawowym znaczeniem słowa "siatka" jest ..... no właś
                    > nie, siatka. Coś plecionego i ażurowego o przeznaczeniu dowolnym, gdzie to coś
                    > na zakupy jest na dość dalekim miejscu. W związku z tym mechanizm przesunięcia
                    > znaczeniowego jest jednak inny. Co innego przesuwać znaczeniowy trzon, a co inn
                    > ego wypustkę. A dwa znaczenia "miednicy" są od siebie wystarczająco daleko, żeb
                    > y plastikowa nie kojarzyła mi się z fragmentem szkieletu odlanym z masy plastyc
                    > znej do celów szkolenia studentów medycyny.

                    A w ogóle chyba się nie zrozumiałyśmy. Ja nie pisałam o "miednicy" w znaczeniu kości biodrowych, ale o znaczeniu pierwotnym: naczynie z miedzi i ciągu przekształceń: naczynie z miedzi -> miednica -> miednica wykorzystywana w gosp. domowym -> dowolna miska w gospodarstwie domowym = miednica.

                    A siatka ma wiele znaczeń, owszem wszystkie metaforyczne (sięc szpiegowska, sieć internetowa) opierają się na powiązaniach jak sznurkiem, ale sądzę, że w świadomości większości ludzi kwestia materiału jest wtórna.
                    • verdana Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 12:14
                      Zasadniczym znaczeniem spodni jest to, że są pod spodem. Spódnicy też. A bielizny to, ze jest biała.
                      • ananke666 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 28.09.16, 00:27
                        A zasadniczym znaczeniem atramentu jest bycie czarnym. Bo kiedyś był to po prostu czarny barwnik przeznaczenia dowolnego.
                        • gat45 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 28.09.16, 10:29
                          To jasne, ale co właściwie chcecie mi Panie powiedzieć i udowodnić ?
                          Jak świat światem słowa zmieniały znaczenie i jak świat światem istnieli epigoni, którzy upierali się prze starym znaczeniu, krytykując nowe trendy. Doskonale wiem, że nie zatrzymam języka i wiem także, że moje kurczowe trzymanie się znaczeń takich, jakich się nauczyłam przed opuszczeniem Polski, to stracona pozycja. Ale cóż, od kiedy miałam 14 lat dałam sobie słowo, że nie zacznę mówić tak, jak ówczesna Polonia. To bardzo krępuje ruchy językowe.
                          W konkretnym przypadku "siatki" broniłam słowa i dalej go będę bronić, bo inne znaczenia "sieci" tak bardzo sugerują coś co ma węzły i luki, że nazywanie siatką czegoś, co ma jednolitą powierzchnię, bardzo mnie razi. "Zrywka" jest świetna. Taka świeża i tak dokładnie oddająca naturę określanego obiektu.
                          Co ma do tego atrament i spódnica ? Jestem pewna, że swojego czasu było sporo takich Gatów, które upierały się, że nie i nie, że będą mówić dalej "nogawice" czy jak to się tam nazywało, a "spodnie" - jak sama nazwa wskazuje - itd.... Gaty przegrały. Ja może jeszcze nie przegram, skoro pojawiła się młodziutka i śliczna zrywka ?
                          A poza tym życzę sobie mieć tylko takie problemy. I wszystkim tu piszącym życzę tego samego :)
                          • zla.m Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 28.09.16, 14:23
                            Udowodnić chcemy chyba, że mówienie o foliówce "siatka" nie jest błędem :). Oraz - zgodnie z moim wyczuciem językowym - nie brzmi obecnie dziwacznie czy źle. Wolę siatkę niż zrywkę (jej zakres znaczeniowy jest wąski i też nie obejmuje ogółu "foliowych rzeczy do noszenia") - ale to już kwestia raczej gustu niż czegokolwiek innego :) Ale zaciekawiłaś mnie, jak mówiła ówczesna Polonia? Makaronizmy? Na siłę próby uwspółcześniania języka?
                            • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 28.09.16, 18:01
                              zla.m napisała:

                              > Udowodnić chcemy chyba, że mówienie o foliówce "siatka" nie jest błędem :). Ora
                              > z - zgodnie z moim wyczuciem językowym - nie brzmi obecnie dziwacznie czy źle.

                              Tak w ogóle foliówka oznacza tunel foliowy, w którym uprawia się np. chryzantemy.

                              > Wolę siatkę niż zrywkę (jej zakres znaczeniowy jest wąski i też nie obejmuje og
                              > ółu "foliowych rzeczy do noszenia")

                              Bo "foliowe rzeczy do noszenia" to reklamówki, zrywki i woreczki. Każde słowo nazywa inną rzecz. Reklamówka jest dość gruba, kolorowa, z nadrukiem. Zrywka - cienka, foliowa, szeleszcząca torba z uszami. Woreczek - cienki, foliowy, bez uszu.
                              A siatka ma oka. Tu się zgadzam z Gatem. Ostatecznie dopuszczam nazwanie siatką tekstylnej torby na zakupy (też ma oka, tyle że mikroskopijne), ale nazywanie siatką zrywki czy reklamówki już mi bardzo zgrzyta.

                              >- ale to już kwestia raczej gustu niż czego
                              > kolwiek innego :)
                              :)
            • vi_san Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 15:59
              Ja z Trójmiasta i u nas "zrywka" funkcjonuje! Nie wszyscy tak mówią, ale tez i nie spotkałam się,żeby ktoś nie wiedział o co chodzi. :)
              Ja osobiście "zrywek"/foliówek/reklamówek/torebek itd staram się unikać. Siatki "z siatki" co prawda nie posiadam na stanie, ale mam nader praktyczną "reklamówkę" miasta Bydgoszcz - z płócienka, ciemną, formatu A-4... I zawsze ona mi służy jak po ten chleb, masło, serek, cukier i pączka idę.
              Nie popularyzujmy "zrywek"! One są te, no, nieekologiczne!
              • tt-tka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 16:15
                Zrywka mnie zachwycila ! Nie znalam. I nie szkodzi, ze foliowa, jesli wejda papierowe czy plocienne torby zrywane z haczyka celem zapakowania zakupow, to zrywka ocaleje. Jestem za.

                A co do ujezdzania itp - jestem przeciw. Niech tak mowi postac "lokalnie osadzona w gwarowej rzeczywistosci", ale nie studentka polonistyki ! A tym bardziej nie narrator. A IGS powinien pomachac Dorocie paluchem i pouczyc ja, ze tak sie nie mowi, a przynajmniej nie powinno. W poprawianiu zupelnie obcej osoby "nie mogl sie powstrzymac", a przy Dorocie jezyk mu odjelo czy zachwycil sie tak, ze przestal zauwazac bledy ?
                mam podobne odczucia co Visanna - MM lyknela kilka doslownie gwarowych wyrazen i popisuje sie ich znajomoscia. Ale to bardziej wnerwia niz dodaje kolorytu, niektorych przynajmniej.
                • vi_san Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 16:21
                  O! Jak wynajdą papierowe zrywki to jestem za!
                  Co do reszty - dokładnie tak. Jakaś postać ogólnie gwarą mówiąca - ok. Narrator - nie! Oczywiście, każdemu zdarza się używać regionalizmów, zwłaszcza, jeśli w rejonie gwara jest silna, bądź dużo czasu spędza z lokalnymi. Ja po kilku dniach na działce na malowniczych Kaszubach mam "zaśpiew" kaszebsci [w sensie ogólnie "melodyki" wypowiedzi], mam kaszubskie "jo" zamiast "tak" itp. Ale ja ne piszę książek, więc sobie mogę pozwalać. :D
              • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 16:23
                vi_san napisała:

                > Ja z Trójmiasta i u nas "zrywka" funkcjonuje! Nie wszyscy tak mówią, ale tez i
                > nie spotkałam się,żeby ktoś nie wiedział o co chodzi. :)

                Hmmm, kolejny dowód na to, że Kaszuby i Śląsk od wieków są połączone tajemną więzią.
                Ludowa piosenka śląska "Zachodzi słoneczko za las kalinowy" ma identyczną melodię jak kaszubska piosenka "Rebocze, rebocze". A w kościele w Jastarni jest identyczna ambona w kształcie łodzi jak w podczęstochowskich Koziegłówkach. Obie mają prawie 200 lat.

                Ad rem: siatka to to nie jest, bo siatka ma oka. Reklamówka też nie, bo reklamówka - jak sama nazwa wskazuje - ma jakiś nadruk popularyzujący Coś. Torebka ani woreczek też nie, bo ma uszy, a woreczek uszu nie ma, zaś torebka jest papierowa. Po prostu zrywka i już :)
                • gat45 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 16:50
                  Torebka musi być papierowa ? To jak się nazywa to coś nylonowe, co ja noszę na ramieniu i zawiera całe moje życie (no, niech będzie 80%)? Teraz nylonowe, a kiedyś skórzane ?

                  Zrywka bardzo mi się podoba jako taka, byle nie była z tej szeleszczącej folii, która potem wszystko zaśmieca. Po niedawnej powodzi miałam okazję podziwiać śliczne brzegi mojej rzeczki dosłownie zasłane tym świństwem. Na szczęście już posprzątane. A po każdym bardziej wietrznym dniu mnóstwo tego wisi na drzewach... Fuj.
                  • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 17:29
                    gat45 napisała:

                    > Torebka musi być papierowa ? To jak się nazywa to coś nylonowe, co ja noszę na
                    > ramieniu i zawiera całe moje życie (no, niech będzie 80%)? Teraz nylonowe, a ki
                    > edyś skórzane ?

                    Taka torebka to też torebka, jak najbardziej. Natomiast torebka jako "opakowanie na zakupiony towar" jawi mi się wyłącznie papierowa. Pamiętacie, jak się kupowało 10 deko pudrówek miętowych czy landrynek? Ekspedientka pakowała je w torebkę. Papierową.
                    • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 17:36
                      guineapigs napisała:
                      >takie ciekawostki nalezy wplatać, bo są świetna stylizacją, ale jakoś to zaznaczyć: czy to w >dialogu, czy zamknąć tzw. cudzysłowem. No chyba, że i tzw. narrator operuje 'językiem epoki' >czy 'gwarą' - to nie trzeba oczywiście (jak w np. Chłopach, gdzie i narrator jest wystylizowany)
                      No właśnie!
                      Jeśli czytamy: Gorunc w Poznaniu beł taki, co ludziska ledwie dychali i próżno szukali aby tej odrobiny cienia; szyćko beło rozpalone kiej ten piec, ino w Borejkowej chałupie dało sie odetchnąć, jako że w cieniu stała.... - to wszystko w zupełnym porządku.

                      Ale jeśli mamy taki tekst: Upał w Poznaniu był taki, że ludzie, półżywi z gorąca, daremnie szukali, gdzie by się schronić. Wszystko było rozpalone jak piec, ino w mieszkaniu Borejków panował miły chłód - no to nóż mi się w kieszeni otwiera. A nawet i widelec.
                    • gat45 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 18:02
                      Fakt.
                      "Poproszę krówek za dwa złote". I człowiek odchodził z papierową torebką. No, torbeczką.
                      • ewaty Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 22:22
                        A w Łodzi to jest "tytka":)
                        • tt-tka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 22:41
                          ewaty napisała:

                          > A w Łodzi to jest "tytka":)


                          O, a w Warszawie "tytka" to byl zawsze kawalek papieru zwiniety w taki rozek - na dole ciasno, a na gorze otwarty i w czyms takim kupowalam te krowka za dwa zlote. Wygodnie bylo wyjadac, tytke trzymalo sie w jednej dloni, a druga wyciagalo smakolyk.
                • lord_vmordevol Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 23.09.16, 14:44
                  pi.asia napisała:

                  > Hmmm, kolejny dowód na to, że Kaszuby i Śląsk od wieków są połączone tajemną wi
                  > ęzią.
                  > Ludowa piosenka śląska "Zachodzi słoneczko za las kalinowy" ma identyczną melod
                  > ię jak kaszubska piosenka "Rebocze, rebocze". A w kościele w Jastarni jest iden
                  > tyczna ambona w kształcie łodzi jak w podczęstochowskich Koziegłówkach. Obie ma
                  > ją prawie 200 lat.

                  Ale co ma jakaś dziura pod Częstochową do Śląska?
                  Ambona w kształcie łodzi to akurat był dość typowy motyw wszędzie. Łódź Piotrowa, "nie ryby, a ludzi łowić będziesz", takie tam.

                  > woreczek też nie, bo ma uszy, a woreczek uszu nie ma, zaś torebka jest papiero
                  > wa. Po prostu zrywka i już :)

                  Nie, torebka nie musi być papierowa.
                  • klymenystra Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 23.09.16, 18:22
                    Koziegłówki są w województwie śląskim. Poza tym masz rację, ambona w kształcie łodzi pojawia się w wielu kościołach, nie tylko w Polsce.
                    • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 23.09.16, 18:53
                      Oczywiście, że ambony w kształcie łodzi są popularne, ale porównajcie sami te dwie.
                      Koziegłówki
                      :
                      https://jurapolska.com/foto_wycieczki/22072015_19.jpg

                      i Jastarnia

                      https://cdn.ipernity.com/200/31/70/38943170.33f8b998.640.jpg?r2

                      Identyczna łódź, zdobienie na jej brzegu, maszt zakończony kluczem i flagą z twarzą (Chrystusa czy Piotra?), aniołki podtrzymujące żagiel (w Koziegłówkach jest ich więcej), sznur na brzegu łodzi, udrapowanie żagla, sieć przewieszona przez burtę koło rufy - widzicie to niesamowite podobieństwo? Przyjrzyjcie się spiętrzeniu fal przed dziobem i wokół łodzi. A potem poszukajcie sobie w internecie innych ambon. Nie ma żadnej podobnej!

                      Nie wiem, co ma "podczęstochowska wiocha" do Jastarni, ale ambony w obu miejscowościach najprawdopodobniej tworzył ten sam artysta.
                      • gat45 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 23.09.16, 22:13
                        pi.asia napisała:

                        [...]


                        > Nie wiem, co ma "podczęstochowska wiocha" do Jastarni, ale ambony w obu miejsc
                        > owościach najprawdopodobniej tworzył ten sam artysta.

                        Że co proszę ? Artysta ? No nieeeeeeeeee........... :(:(;(
                        • tt-tka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 23.09.16, 22:39
                          gat45 napisała:

                          > > Nie wiem, co ma "podczęstochowska wiocha" do Jastarni, ale ambony w obu
                          > miejsc
                          > > owościach najprawdopodobniej tworzył ten sam artysta.
                          >
                          > Że co proszę ? Artysta ? No nieeeeeeeeee........... :(:(;(

                          No a kto ? Budowlaniec ?
                          Ambona, lawki, a juz na pewno rzezbienia na nich to snycerka, czyli kunszt.
                        • mamuka_z_boru Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 24.09.16, 00:25
                          A co jest nie tak w "artyście"? Artysta plastyk, artysta rzeźbiarz... W czasach powstania tych ambon pewnie się ich twórcy tak nie określało, ale dziś właśnie tego określenia można spokojnie użyć.
                    • lord_vmordevol Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 23.09.16, 20:47
                      klymenystra napisała:

                      > Koziegłówki są w województwie śląskim. Poza tym masz rację, ambona w kształcie

                      Bywa też ambona w kształcie ryby, z księdzem w paszczy. A te Koziegłówki w województwie sobie mogą być, ale taki z nich Śląsk, jak z Sosnowca. Zresztą województwo "śląskie" to dość dziwaczny twór w ogóle, bo Śląska jest w nim może ze 2/3, reszta to Małopolska. Za to ziemie rzeczywiście śląskie w tym województwie to jakieś 10% czy 15% prawdziwego Śląska, i to ledwie wschodnie peryferie.
              • buka_z_muminkow Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 23:27
                ja tez z Trójmiasta i o zrywce nigdy nie słyszałam :-)
                • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 06:27
                  A "zrywka" to jest dlatego, że ZRYWA się ją z pakietu wiszącego na haczyku.

                  "Po czemu?" - znam tę formę, bardzo mi się podoba, i jest całkowicie poprawna! W odróżnieniu od "na ile?" (np. na ile te kartofle? - Na dwa dni!)
                  • marutax Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 06:55
                    pi.asia napisała:

                    > "Po czemu?" - znam tę formę, bardzo mi się podoba, i jest całkowicie poprawna!
                    > W odróżnieniu od "na ile?" (np. na ile te kartofle? - Na dwa dni!)

                    "Po czemu?" może być, też się z tym stykałam. Natomiast dopasowanie odpowiedzi "do rymu" mnie powaliło ;-)
                    • tt-tka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 13:49

                      > > "Po czemu?" - znam tę formę, bardzo mi się podoba, i jest całkowicie popr
                      > awna!
                      > > W odróżnieniu od "na ile?" (np. na ile te kartofle? - Na dwa dni!)

                      Od razu ! widze przepiekna wakacyjna scene - jezioro, przy brzegu mnostwo lodek fullwypas, na nich dzentelmeni ze sprzetem wedkarskim tez fullwypas mocza te bambusowe kije i japonskie zylki w wodzie bez zadnych efektow. Przyplynal dlubanka miejscowy, sznurek na leszczynowym kijku zarzucil do wody, wyciagnal rybe, zarzucil, wyciagnal i tak pol godziny (moze mniej). Wszyscy do niego "na co pan tak lowi ?", na co on tonem czlowieka, ktory nie ma czasu na gawedy, bo musi nakarmic rodzine i sam zjesc "na kolacje!". I odplynal.
                      • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 19:27
                        tt-tka napisała:


                        > Od razu ! widze przepiekna wakacyjna scene - jezioro, przy brzegu mnostwo lodek
                        > fullwypas, na nich dzentelmeni ze sprzetem wedkarskim tez fullwypas mocza te b
                        > ambusowe kije i japonskie zylki w wodzie bez zadnych efektow. Przyplynal dluban
                        > ka miejscowy, sznurek na leszczynowym kijku zarzucil do wody, wyciagnal rybe, z
                        > arzucil, wyciagnal i tak pol godziny (moze mniej). Wszyscy do niego "na co pan
                        > tak lowi ?", na co on tonem czlowieka, ktory nie ma czasu na gawedy, bo musi n
                        > akarmic rodzine i sam zjesc "na kolacje!". I odplynal.

                        Piękne, piękne!!! :D

                        Uwielbiam różne stare zwroty i słowa - np. latosie jabłka (w znaczeniu tegoroczne), złoty polski (zamiast złotówka) - zwrot "po złotemu" jest jak najbardziej prawidłowy; czy określenia części ubrania. Palto (Dorota ma palto) już prawie wyszło z użytku, zastąpione płaszczem. A przecież palto jest zimowe, a płaszcz to już raczej letnio-wiosenny. W dodatku są różne płaszcze - może to być trencz, prochowiec a nawet pudermantel ;) Kto dziś wie, czym one się różnią? Albo co to są prunelkowe trzewiki czy grylażowe cukierki?

                        Jeśli komuś nie chciało się czytać artykułu o gwarze częstochowskiej, wyjaśniam, że na dziorgę szło się do cudzego ogrodu/sadu na owoce, oczywiście bez zezwolenia.
                        W artykule pominięto inne cudne częstochowskie słowo: ciekać. Znaczy to tyle, co łazić, wędrować, wałęsać się. Gdzieś ty ciekał całe popołudnie? My tu z dochtórką czekamy, a on gdzieś pociekł! Chapcie załóż! No.
                        • bupu Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 22:31
                          pi.asia napisała:



                          > Jeśli komuś nie chciało się czytać artykułu o gwarze częstochowskiej, wyjaśniam
                          > , że na dziorgę szło się do cudzego ogrodu/sadu na owoce, oczywiście bez
                          > zezwolenia.

                          Melduję posłusznie, że u nas w regionie chadza się na pachtę :D
                          • mariamm87 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 31.08.16, 09:03
                            u nas chodzi się na grandę :)
                            • filifionka-listopadowa Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 31.08.16, 13:08
                              Ja znam popularne na "na szaber" i będące właściwie w zaniku "na herendę".
                              • lord_vmordevol Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 23.09.16, 15:03
                                filifionka-listopadowa napisała:

                                > Ja znam popularne na "na szaber" i będące właściwie w zaniku "na herendę".

                                Prawidłowo do szabru konieczne jest mienie porzucone.
                    • zla.m Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 19:28
                      Byłam kiedyś w górach, z towarzystwem, które nosiło na plecach kociołek i w tym kociołku na ognisku gotowalismy sobie kolacje. Wiadomo, potrawa jednogarnkowa, jakieś fasole, groszki, wędlina, kasza czy inny ryż. Dobre było, ale ze względu na wygląd nosiło wdzięczną nazwę "brei".

                      Stoję sobie z kolegą z tej wyprawy w wiejskim sklepie i tak nam wychodzi, że trzeba na kolację dokupić kiełbasy. Akurat w tym momencie sprzedawczyni kończy z poprzednim klientem i pyta, co podać. Kolega odpowiada, że kiełbasę taką-owaką, a na pytanie ile - "a, tak na jedną breję..." :D
                      • guineapigs Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 20:14
                        Ha, przypomniało mi się "Trzech Panów w Łódce", oni tam robili coś, co jeden z nich nazwał fachowo 'Irlandzki stew' - a polegało to na tym, że się do kociołka wrzucało co popadło i było pod ręka . Więc i pies Montmorency nie chciał być gorszy i przyniósł to, co mógł przynieść w swej psiej istocie - szczura.
                        Zła, jak kiedyś będziesz na takim biwaku raz jeszcze, to nie mów, że robicie 'breję', ale że 'Irlandzki stew'.
                        • slotna Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 06.09.16, 13:38
                          Nie wiem, co oni tam robili, bo nie doczytalam tej ksiazki, ale gulasz irlandzki to jest bardzo smaczna potrawa: jagniecina lub wolowina z warzywami okopowymi (pasternak zamiast pietruszki), dlugo duszone, najlepiej w piekarniku. Polecam ;)
                          • tt-tka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 06.09.16, 15:32
                            slotna napisała:

                            > Nie wiem, co oni tam robili, bo nie doczytalam tej ksiazki, ale gulasz irlandzk
                            > i to jest bardzo smaczna potrawa: jagniecina lub wolowina z warzywami okopowymi
                            > (pasternak zamiast pietruszki), dlugo duszone, najlepiej w piekarniku. Polecam
                            > ;)

                            Oni to dusili w kociolku na ognisku i wrzucali do tego kociolka wszystko, co mieli. Wyszlo "cos" bardzo zawiesiste i sytne. Na ile jadalne - nie pamietam :)
                            • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 06.09.16, 18:14
                              Przypomniałaś mi jeszcze jedno częstochowskie słowo - pieczonki. Otóż pieczonki robi się w żeliwnym kociołku z dokręcaną pokrywą, który to kociołek wykłada się liśćmi kapusty, napełnia warstwami: ziemniaki w plastrach, boczek, cebula, kiełbasa, ziemniaki, boczek itd., na wierzch znowu kapusta, dokręca się pokrywę a następnie ustawia się w dogasającym ognisku (ma nie być płomieni, tylko żar). Po godzinie woń bijąca z garnka jest tak upojna, że wiadomo - pieczonki są gotowe.
                              Niektórzy dodają jeszcze marchew i buraki, ale moim zdaniem to profanacja ;)

                              Podejrzewam, że pieczonki znane są w całej Polsce, tylko inaczej się nazywają.
                              • tt-tka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 06.09.16, 18:29
                                Zabilas mi klina, nie pamietam, jak to sie u nas nazywalo - podobnie, ale jednak NIE pieczonka. Owszem, zeliwny kociolek, warstwa ziemniakow, cebuli, grzybkow, wedliny, ziemniaki, cebula... a na wierzch lisc lub kilka kapusty i przykrywalo sie to darnia kladziona na tych lisciach, scisle dopasowana do garnka !Jak od zapachu bractwo dostawalo silnego slinotoku, to znaczylo, ze gotowe :)
                                • marutax Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 06.09.16, 18:51
                                  tt-tka napisała:

                                  > Zabilas mi klina, nie pamietam, jak to sie u nas nazywalo - podobnie, ale jedna
                                  > k NIE pieczonka. Owszem, zeliwny kociolek, warstwa ziemniakow, cebuli, grzybkow
                                  > , wedliny, ziemniaki, cebula... a na wierzch lisc lub kilka kapusty i przykrywa
                                  > lo sie to darnia kladziona na tych lisciach, scisle dopasowana do garnka !Jak o
                                  > d zapachu bractwo dostawalo silnego slinotoku, to znaczylo, ze gotowe :)

                                  Może jedno z tych określeń: stryk, prażonka, duszonka?
                                  Cytat: "Jest to potrawa okolic Śląska. Podobno pochodzi z Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Przyrządza się ją w zamykanym szczelnie żeliwnym garnku tzw. kociołku myśliwskim wstawiając go do ogniska (blisko, ale nie bezpośrednio do ognia lub nad żarem" z tej strony: wielkiezarcie.com/przepisy/pieczonka-kociolek-duszonka-stryk-30062072



                                  • tt-tka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 06.09.16, 19:02
                                    PRAZONKA !!! to wlasnie ta nazwa, dzieki :)
                                    • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 06.09.16, 20:10
                                      Z okolic Jury - też się zgadza :)
                      • lord_vmordevol Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 23.09.16, 14:48
                        zla.m napisała:

                        > kociołku na ognisku gotowalismy sobie kolacje. Wiadomo, potrawa jednogarnkowa,
                        > jakieś fasole, groszki, wędlina, kasza czy inny ryż. Dobre było, ale ze względ
                        > u na wygląd nosiło wdzięczną nazwę "brei".

                        "Breja" oryginalnie to właśnie dawna potrawa takiego rodzaju.
                  • mamuka_z_boru Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 13:07
                    W Lubuskiem też są zrywki, inaczej zwane foliówkami lub jednorazówkami. W sumie dopiero teraz sobie uświadomiłam, że słysząc "jednorazówka" od razu mam przed oczami zrywkę a nie np. maszynkę do golenia.
                • vi_san Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 07:03
                  Pozdrawiam sąsiadkę. :)
                  Językowe zawirowania bywają zabawne... Ot, jak z tą zrywką. Ty nie słyszałaś, a ja owszem, nie raz i nigdy nikt się nie dziwował co to takiego - dla wszystkich [kupujących i ekspedientek] zrywka była zawsze czymś oczywistym - tą jednorazową niemal zawsze, cieniutką "foliówką", którą się zrywa z pakietu.
                  Co do wyładowania i rozładowania telefonu - masz rację poniżej, dla mnie też te formy są zamienne "Telefon mi się rozładował" i "Telefon mi się wyładował". Chociaż częściej mówię "Komórka mi zdechła/padła" co też jest dla słuchaczy oczywiste... :D
              • jhbsk Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 10:28
                Nie używam zrywek, ale nazwę mogę propagować. Jest wspaniała. Zrywka się zrywa.
            • zla.m Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 19:25
              znam określenie zrywka, choć w Częstochowie byłam raz, w wieku lat ośmiu i przejazdem. I jakoś do mnie nie przemawia, kojarzy się z podrywką albo zrywaniem się (czyli szybkim ruchem), nie z zakupami.
            • slotna Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 06.09.16, 13:35
              Ja mówię na to foliówka, ew. jednorazówka. Na taką nieco grubszą, kosztującą parę groszy (dosłownie) w marketach również. Reklamówka natomiast to torba z dużo grubszej folii, taka co się pojawiła w latach '90, bywały na niej i reklamy (najbardziej charakterystyczna i kojarząca mi się z tamtym czasem to żółta torba z Billi) i gołe panie ;)

              Siatka to torebka z siatki, mój dziadek nadal takiej używa, nawet nie wiem czy nie zrobionej przeze mnie.
          • buka_z_muminkow Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 23:22
            Półtorej funkcjonuje, ale nie jako ten, a jako to. Oczywiście w mowie potocznej ;-) "Ten półtorej" mnie rozbawił :D
            Półtorej roku temu nie razi mnie w ogóle, ale to pewnie kolejna rzecz, która w moim lokalnym środowisku jest uważana za normalną. Forum kształci! :-)
          • jhbsk Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 10:26
            Z tego co wiem półtorej odnosi się do form żeńskich - półtorej tony na przykład. A półtora do męskich - półtora kilograma.
          • ciotka_scholastyka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 03.09.16, 11:23
            "He he, fajne: ten półtorej. Ten metr, ten kilogram, ten półtorej. W zasadzie, jakby taka miara: półtorej funkcjonowała że tak powiem 'normalnie' (tzn. nie jako jeden i pół, ale jako konkretna norma: półtorej - ten półtorej), to takie 'mówienie' a nawet pisanie miałoby sens. Co prawda 'półtorej godziny' jest oczywiste, ale np. ''półtorej roku' już nas razi. Ale tylko dlatego, że nie ma osobnej miary zwanej 'półtorej', bo mówiac "półtorej" mamy na myśli 'jeden i pół' (godziny, metra, kilograma itp). Co nie znaczy, że gdzieś tam nie może funkcjonować sobie taki 'ten półtorej': metra, godziny, roku, minuty itd. Oczywiście ów półtorej musi odnosić się do znormalizowanej miary - 1 rok to 12 miesięcy, półtora roku to 18 miesięcy=> półtorej roku to 18 miesięcy, metr to 100 cm, półtora metra to 150 cm => półtorej metra to 150 cm etc, ale to brzmi smiesznie tylko dla rm, bo dla rż już normalnie: półtorej godziny."

            Zakręciło mi się w głowie :)
        • marutax Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 18:31
          pi.asia napisała:

          > Dam jeszcze jeden przykład - w moim mieście ludzie nagminnie mówią "półtorej me
          > tra", "półtorej roku". Użycie takiego zwrotu w literaturze dla młodzieży nijak
          > by się nie obroniło, mimo że "u nas tak się mówi".
          >

          Własnousznie zasłyszany dialog z krakowskiego Kleparza:
          "- Po czemu cebula?
          - Po złotemu"

          Fakt, w powieści może wystąpić tylko w charakterze anegdotki tudzież regionalizmu ;-)
          • vi_san Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 08:14
            Cudny dialog! I właśnie wart upamiętnienia w literaturze zamiast tego nieszczęsnego "ujezdzania"...
            • gat45 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 09:00
              vi_san napisała:

              > Cudny dialog! I właśnie wart upamiętnienia w literaturze zamiast tego nieszczęs
              > nego "ujezdzania"...
              >

              To mi przypomniało inny cudny dialog :
              - Po ile ?
              - Po siedem.
              - A co po siedem ?
              - A co po ile ?
    • guineapigs Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 20:52
      Przyznam się, że mnie ten temat męczył dziś: wyładowanie/rozładowanie. Moim zdaniem to jednak są zupełnie inne znaczeniowo słowa, tzn. nie zupełnie, bo dotyczą podobnej sprawy, ale oznaczają coś innego. Wyładowanie/wyładowywanie to proces, rozładowanie - to efekt wyładowywania. Bateria się ciągle wyładowuje (jak jest uzywana), by na koniec być rozładowaną (czyli już nie działa). Natomiast samo słowo 'wyładowany' jak nic na pierwszy rzut oka czy ucha kojarzy mi się z 'wypełnionym' - np. ciężarówka wyładowana meblami. I dalej mamy, niby podobnie, ale jednak nie:
      - Wyładujcie panowie te meble (czyli wynieście je z cieżarówki)
      - Rozładujcie panowie pakę (czyli opróżnijcie pakę ciężarówki)
      Chyba nie spotkałam się z zestawem: 'rozładować meble' w tym kontekście, raczej 'rozładuj meble' oznacza: usuń zbędne rzeczy, ubrania, zrób miejsce w szafie - inaczej: usuń coś, może nie do końca, ale w jakiejś części.
      Nie wiem, jak słowniki, ale mnie się faktycznie to 'wyładowana bateria' jakoś nie klika. Już nawet nie chodzi o regionalizm, ale o sens obiektywny, taki zdroworozsądkowy. kazdy kierowca wie, że akumulator jest rozładowany - bo się wyładował, zaprawdę nie znam nikogo, kto powiedziałby: nie mogę jechać, bo mam wyładowany akumulator - zawsze jest: rozładowany. Takoż i kazda inna forma baterii.
      Aleśmy na smaczek językowy trafiły, no no no!
      A swoja drogą, jakby mi ktoś powiedział: mam wyładowany telefon - to pomyślałabym, ze ma wyładowany numerami, aplikacjami, wiadomościami i czym tam jeszcze.
      • tt-tka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 22:38
        guineapigs napisała:


        > A swoja drogą, jakby mi ktoś powiedział: mam wyładowany telefon - to pomyślałab
        > ym, ze ma wyładowany numerami, aplikacjami, wiadomościami i czym tam jeszcze.

        Wlasnie, wyladowany, czyli wypchany czyms do wypeku !
    • zmija_w_niebieskim Nadusić 29.08.16, 22:17
      A propos regionalizmów - czy spotkaliście się ze słowem "nadusić" - używanym zamiast "nacisnąć"? Pamiętam, jak (wiele lat temu) czytałam całkiem niezłą powieść sensacyjną i to idiotyczne tłumaczenie prawie popsuło mi przyjemość czytania - bohaterowie co i rusz coś naduszali - przyciski w telefonie, dzwonek u drzwi, klamkę...
      Słyszeliście, żeby ktoś tak mówił?
      • bupu Re: Nadusić 29.08.16, 22:56
        zmija_w_niebieskim napisała:

        > A propos regionalizmów - czy spotkaliście się ze słowem "nadusić" - używanym z
        > amiast "nacisnąć"? Pamiętam, jak (wiele lat temu) czytałam całkiem niezłą powie
        > ść sensacyjną i to idiotyczne tłumaczenie prawie popsuło mi przyjemość czytania
        > - bohaterowie co i rusz coś naduszali - przyciski w telefonie, dzwonek u drzwi
        > , klamkę...
        > Słyszeliście, żeby ktoś tak mówił?

        Słyszeliśmy, to znaczy ja słyszałam. U mnie w regionie (Ziemia Chełmińska) często tak mówią.
        • kkokos Re: Nadusić 30.08.16, 19:30
          bupu napisała:

          > zmija_w_niebieskim napisała:
          >
          > > A propos regionalizmów - czy spotkaliście się ze słowem "nadusić" - używ
          > anym z
          > > amiast "nacisnąć"?
          >
          > Słyszeliśmy, to znaczy ja słyszałam. U mnie w regionie (Ziemia Chełmińska) częs
          > to tak mówią.
          >
          >

          ha, oko mi się ucieszyło, bo przeczytałam ziemia chełmska :) część mojej rodziny tak właśnie mówi, a jest z okolic chełma i zamościa
          • marutax Re: Nadusić 30.08.16, 20:24
            Ja też z tych okolic i prawdę mówiąc dopiero teraz dowiaduję się, że "nadusić" to regionalizm ;-) Od urodzenia "naduś" i "przyciśnij" są dla mnie równoprawnymi synonimami. Jak kartofle/ziemniaki, strugaczka/temperówka.
            • vi_san Re: Nadusić 31.08.16, 07:02
              O! A dla mnie strugaczka - to TYLKO takie niebezpieczne narzędzie w żyletką w środku! Do ostrzenia ołówków, ale takie tradycyjnie żyletkowe. Te obecne, bezpieczne, marketowe - to wyłącznie temperówki...
              A do kartofli i ziemniaków można jeszcze dorzucić pyry. :D
              • tt-tka Re: Nadusić 31.08.16, 08:47
                U, a dla mnie strugaczka to takie cos do obierania marchewki. To ustrojstwo z zyletka to tez temperowka :)
                Laury mowiacej gwara calkiem sobie nie wyobrazam. To dama, nawet jesli tylko cwiercdamula i nie splami sie nieliterackim zwrotem. No, moze przy Krawcowej Operowej rzucic potoczne "spoko", ale nie na Roosevelta i nie wobec matki.
                • kkokos Re: Nadusić 01.09.16, 18:55
                  dla mnie też temperówka jest do ołówków - po prostu były dwa rodzaje temperówek, z żyletką i takie, w których się wkłada ołówek do środka i przekręca.
                  a do obierania marchewki jest skrobaczka. słowa strugaczka nie używam, ale jeśli słyszę, to też mi się raczej z marchewką kojarzy.
                • vi_san Re: Nadusić 06.09.16, 22:24
                  Z Laury taka dama jak ze mnie astrofizyk w Houston... :P I właśnie tu bym "wyłapała" na miejscu Autoressy [dawnej, bo na obecną nie liczę], że właśnie wypunktuje, jak to się Larwa nosiła, koraliki pastereczki, perfumy ciotek i co tam jeszcze, jak to pozowała na Bógwico, a w efekcie wystarczył rok w sąsiedztwie osobnika niższej kategorii gwarą mówiącego i proszę! Wylazło, że to mała snobka, a nie serio dama. Na marginesie: damą można pozostać nawet mówiąc wyłącznie gwarą, a nie ma też przeciwwskazań, by osoba posługująca się czystą, literacką polszczyzną była pracownicą fachu pokrewnego miłości... :P
                • yackandandah22 Re: Nadusić 29.09.16, 11:55
                  tt-tka napisała:
                  U, a dla mnie strugaczka to takie cos do obierania marchewki. To ustrojstwo z zyletka to tez temperowka :)
                  U mnie (a ja z Katowic) to do ołówków to była ostrzałka. A do marchewki - obieraczka.
                  A jak nazywacie to małe do zamiatania (nie miotłę)? U nas w domu to zawsze był śmiatek i łopatka. Nie wiem, czy to typowa gwara śląska, taka, jaką operowała moja sąsiadka ('całe rano na balkonie przesiedziała, a ciągle biała jak kejza')...
                  Natomiast jeśli chodzi o danie jednogarnkowe, to szwagier nazywał to pipra z mamrą :-)
                  • tt-tka Re: Nadusić 29.09.16, 12:10
                    To male do zamiatanie (zmiatania na smietniczke, tak ?) to zmiotka, jak sama nazwa wskazuje.
                    Zmiotki to rowniez resztki zgarniete na szufelke, ale nie smieci sensu stricte (kurz, pajeczyny), tylko wlasnie resztki. Resztki pocietego papieru czy strzepki materialu. Nie pytajcie dlaczego, ale smieci to smieci w odroznieniu od zmiotkow. (Gdy mowa o tych malych szczotkach, to w odroznieniu od zmiotek). Szczotki zmiotki sa rodzaju zenskiego, a resztki zmiotki rodzaju meskiego.
                    • tt-tka Re: Nadusić 29.09.16, 12:28
                      A ostrzalka, opcjonalnie oselka to byl taki kamienny podluzny kawalek, na ktorym ostrzylo sie noze.
                      Nie mylic z oselka masla, choc ksztalt troche podobny :)
                      • yackandandah22 Re: Nadusić 29.09.16, 12:41
                        tt-tka napisała:
                        A ostrzalka, opcjonalnie oselka to byl taki kamienny podluzny kawalek, na ktorym ostrzylo sie noze.
                        Nie mylic z oselka masla, choc ksztalt troche podobny :)
                        No właśnie, koleżanka z Ogrodzieńca się kłóciła, że ostrzałka to do noży, a do ołówków i kredek - naoszczanka...
                        • lord_vmordevol Re: Nadusić 29.09.16, 12:45
                          yackandandah22 napisał(a):

                          > ołówków i kredek - naoszczanka...

                          Brzmi jak nazwa wody mineralnej. Ale jakaś mało zachęcająca.
                      • bupu Re: Nadusić 29.09.16, 16:01
                        tt-tka napisała:

                        > A ostrzalka, opcjonalnie oselka to byl taki kamienny podluzny kawalek, na ktory
                        > m ostrzylo sie noze.

                        u nas do ostrzenia noży i kos jest bardzo zdecydowanie osełka. Do ołówków i kredek zas ostrzynka. A ostrzałka, pani, to jeszcze co innego, pan Reymont na to taczalnik mówił, a fachowo narzędzie zwało się kołem szifierskim. Takie koło z kamienia co się obraca i się na tym ostrzy różnosci.

                        > Nie mylic z oselka masla, choc ksztalt troche podobny :)
                        • tt-tka Re: Nadusić 29.09.16, 16:47
                          bupu napisała:


                          > u nas do ostrzenia noży i kos jest bardzo zdecydowanie osełka. Do ołówków i kre
                          > dek zas ostrzynka. A ostrzałka, pani, to jeszcze co innego, pan Reymont na to t
                          > aczalnik mówił, a fachowo narzędzie zwało się kołem szifierskim. Takie koło z k
                          > amienia co się obraca i się na tym ostrzy różnosci.

                          Bogaty ten nasz jezyk, piekny i wieloznaczny.
                          Toscie mnie, pani, douczyli, i nie Wy jedna, wszystkim dzieki :)
                          A slowa "ostrzynka", podobnie jak "zrywka", wcale nie znalam. Oba mi sie podobaja,
      • requeson Re: Nadusić 29.08.16, 23:12
        zmija_w_niebieskim napisała:

        > A propos regionalizmów - czy spotkaliście się ze słowem "nadusić" - używanym z
        > amiast "nacisnąć"? Pamiętam, jak (wiele lat temu) czytałam całkiem niezłą powie
        > ść sensacyjną i to idiotyczne tłumaczenie prawie popsuło mi przyjemość czytania
        > - bohaterowie co i rusz coś naduszali - przyciski w telefonie, dzwonek u drzwi
        > , klamkę...
        > Słyszeliście, żeby ktoś tak mówił?

        W Poznaniu tak sie mowi. :) niezaleznie od poziomu wyksztalcenia.
        • la.spinka Re: Nadusić 30.08.16, 22:38
          Potwierdzam, w Poznaniu się nadusza przyciski.
      • buka_z_muminkow Re: Nadusić 29.08.16, 23:14
        Moja babcia tak mówi - chociaż częściej chyba mowi "nagnieć" :)
      • mariamm87 Re: Nadusić 30.08.16, 09:50
        Daaawno dawno pracowałam na infolinii jednej z sieci komórkowej i pracował tam też taki chłopak z Sandomierza. Wprawiał wszystkich klientów w konsternację polecając im naduszanie różnych przycisków w telefonach :)
        • zmija_w_niebieskim Re: Nadusić 30.08.16, 22:38
          W takim razie zbiorowo przepraszam wszystkich - za użycie zwrotu "idiotyczne tumaczenie".
          To dlatego, że nigdy się z takim słowem nie spotkałam.
          Pozdrawiam :)
      • reveiled Re: Nadusić 31.08.16, 22:54
        Moja babcia, polonistka, tak mowila...
      • turzyca Re: Nadusić 06.09.16, 21:51
        Slyszalam dokladnie tego dnia, ktorego pytalas. I czydziesci czy slyszalam. W Poznaniu bylam. :D
      • lord_vmordevol Re: Nadusić 23.09.16, 15:10
        zmija_w_niebieskim napisała:

        > amiast "nacisnąć"? Pamiętam, jak (wiele lat temu) czytałam całkiem niezłą powie
        > ść sensacyjną i to idiotyczne tłumaczenie prawie popsuło mi przyjemość czytania
        > - bohaterowie co i rusz coś naduszali - przyciski w telefonie, dzwonek u drzwi
        > , klamkę...
        > Słyszeliście, żeby ktoś tak mówił?

        Słabo, ale znam tę formę.
        Natomiast w czasach słusznie minionych tłumaczeń z lat '90 wyszło "Tehanu", gdzie bohaterka-kapłanka co i rusz odkluczała i zakluczałą drzwi. (Poniekąd takie miała obowiązki, więc dużo tego było)

    • buka_z_muminkow Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 29.08.16, 23:16
      Na Pomorzu wszyscy mówią, że telefon sie "wyładował" :) "Rozładował" także. Obie formy funkcjonują zamiennie.
      Przyznam, że dopiero po lekturze tego wątku zauważyłam, że może być inaczej :-)
    • vi_san Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 08:05
      Z ciekawosci: co to znaczy "iść na dziorgę"?
      • jhbsk Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 10:35
        Znalazłam takie coś na ten temat: Częstochowa: Tu w chapciach chodzi się po zrywki Jest i dziorga.
    • kajaanna Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 19:58
      "Bateria mi siadła".

      Ale do tego trzeba być między ludźmi, a nie tworzyć musierowiczowskiej frazy
      • truscaveczka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 31.08.16, 14:49
        Padła też :)
        • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 31.08.16, 22:05
          A ziemniaki, czyli kartofle, po poznańsku pyry, to na Śląsku grule.
          • ewa9717 Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 01.09.16, 09:27
            Grule to u górali.
          • bupu Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 01.09.16, 14:34
            pi.asia napisała:

            > A ziemniaki, czyli kartofle, po poznańsku pyry, to na Śląsku grule.

            Ano grule, ino ze nie na Ślonsku, ale w górach. Na Ślonsku majom kartofle.
    • la.spinka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 22:41
      zla.m napisała:

      >Nie interesuje mnie, że w Wielkopolsce TAK SIĘ MÓWI.

      Ale, ale - skąd my wiemy, że niby w Wielkopolsce tak się mówi? Mieszkam w Wielkopolsce i nie słyszałam takiego zastosowania słowa "ujeżdżać". Może po prostu pani MM chce być taka młodzieżowa i używać języka młodych - tylko znów jej nie wyszło?
      • la.spinka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 22:42
        Przepraszam - nie zla.m, tylko pi.asia, oczywiście, źle podpisałam cytat, wybaczcie.
        • zla.m Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 31.08.16, 00:42
          Tak się zdziwiłam, ale nawet nie zamierzałam się kłócić, że to nie ja... bo może coś w polemicznym zapale rzuciłam ;-)
      • tt-tka Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 30.08.16, 22:51
        la.spinka napisał(a):


        > Ale, ale - skąd my wiemy, że niby w Wielkopolsce tak się mówi? Mieszkam w Wielk
        > opolsce i nie słyszałam takiego zastosowania słowa "ujeżdżać". Może po prostu p
        > ani MM chce być taka młodzieżowa i używać języka młodych - tylko znów jej nie w
        > yszło?

        Moze dawniej uzywano ? Bo u MM to ujezdzanie od dawna mnie denerwuje, Nutria chciala ujezdzac na nartach, pan Gruszka, nie mlodziez przeciez, tez zrzedzil, zeby sie Laura ubrala, a nie ujezdzala na rowerze prawie bez niczego... Tak samo zreszta, a nawet bardziej, denerwuje mnie rozdziawianie w kazdym tomie. Jakby nie znala innych okreslen ! Wyjatkowo nieapetyczne imho.
        >
        • pi.asia Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 31.08.16, 06:11
          tt-tka napisała:

          Tak samo
          > zreszta, a nawet bardziej, denerwuje mnie rozdziawianie w kazdym tomie. Jakby n
          > ie znala innych okreslen !

          A ja jakoś bardzo lubię to słowo, zawsze mnie rozśmiesza.
        • vi_san Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 31.08.16, 07:14
          A ja bym się nawet tego nieszczęsnego "ujeżdżania" nie czepiała, gdyby nie to, że jest kompletnie nielogiczne!Czemu nagle, ni w pięć ni w dziewięć dorosła już Nutria zaczyna "ujeżdżać", choć wcześniej ne miała ŻADNYCH inklinacji gwarowych? Jeśli już MM chciała się popisać swoją znajomością pięciu gwarowych słówek - trzeba było np. z Gruszki uczynić "lokalsa", który gwarę wplata. A jeśli jej jednego Gruszki mało i chciała, żeby ktoś ze świętego klanu - to Larwa, proszę bardzo, nawet jest logiczne: przebywając z "gwarującym" panem G. sama nabrała. Ba, nawet by można było z tego uczynić fajny element! Scenka:
          Laura wpadła z wizytą do domu rodzinnego. Siedziała przy stole kuchennym, sącząc herbatkę jaśminową z żółtego kubka, naprzeciw niej Gabrysia, jednym okiem zerkająca na "dochodzący" na kuchence obiad.
          - I wiesz mamo, Adam był strasznie zawiedziony, że akurat Kuba i Michał, jego dwaj pupile zostali przyłapani, jak poszli na dziorgę do Iksińskich...
          - Gdzie poszli?!
          - Do Iksińskich. Na dziorgę.
          - Na co poszli? Córuś, mów do mnie po polsku, proszę!
          - Na dziorgę, czyli na szaber. No, bez zgody właściciela przeleźli przez płot nachapać się owoców! Adama to bardzo zmartwiło, bo dobrzy uczniowie i takie porządne rodziny, a tu poszło zawiadomienie do szkoły, obaj chłopcy będą mieć obniżone sprawowanie...
          Koniec scenki.
          Moim zdaniem zresztą nader pasuje do OBECNEJ MM pomartwienie się, że "dobrzy chłopcy" rozczarowali nauczyciela i że będą mieć obniżone sprawowanie, a prześlizgnięcie się nad faktem, że naruszyli cudzą własność...
    • zla.m Re: ujeżdżać - małe OT - ciekawostka 23.09.16, 21:21
      Kilka dnia temu na innym forum przeczytałam wpis: "widzę, że znowu będziecie ujeżdżać po takiej-to-a-takiej", Autorka wpisu jak najbardziej z okolic Poznania :)
      • tt-tka Re: ujeżdżać - małe OT - ciekawostka 23.09.16, 21:29
        zla.m napisała:

        > Kilka dnia temu na innym forum przeczytałam wpis: "widzę, że znowu będziecie uj
        > eżdżać po takiej-to-a-takiej", Autorka wpisu jak najbardziej z okolic Poznania
        > :)

        Totez pan Gruszka z podpoznanskich okolic niech tak mowi i niech mu bedzie na zdrowie. Ale jednak nie polonistka Natalia. I nie autorka ksiazek w zasadzie nie pisanych gwara.
    • guineapigs Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 02.01.17, 19:22
      UFFFFFFFFF!!!!!!! Znalazłam ten watek i nie muszę zakładać nowego!!!!!
      Czy Pieróg klapnął na dupę w Brulionie??????
      Tam jest scena, kiedy Pieróg siada na krześle i ono, to krzesło 'aż trzasnęło'!!!!
      Wychodzi mi, że Piróg klapnął jak długi na dupę.
      Oczywiście wiem, bo aż taka idiotka nie jestem, że chodziło o to, że to krzesło zatrzeszczało.
      Ale skoro "Słów trzeba używać precyzyjnie, w ich właściwym znaczeniu inaczej fałszują rzeczywistość" - to albo Pieróg pacnął na doopą ku uciesze licealnej gawiedzi i dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugo się podnosił za pomocą dwój, uwag i totalnego zuzycia resztek autorytetu i sympatii, albo MM pomyliła 'trzasnąć' z 'zatrzeszczeć'.
      • lord_vmordevol Re: wyładowany telefon i inne zgrzyty 03.01.17, 09:42
        guineapigs napisała:

        > Tam jest scena, kiedy Pieróg siada na krześle i ono, to krzesło 'aż trzasnęło'!
        > !!!
        > Wychodzi mi, że Piróg klapnął jak długi na dupę.
        > Oczywiście wiem, bo aż taka idiotka nie jestem, że chodziło o to, że to krzesło
        > zatrzeszczało.

        Mnie się akurat widzi, że krzesło by zatrzeszczało, jakby on miał atak owsików i zaczął się wiercić, a krzesło byłoby stare, rozeschnięte i trzeszczące przy zmianie naprężeń. Ale jeżeli wydało dźwięk w wyniku udaru rzycią, to to jest dźwięk innego rodzaju, właśnie trzaśnięcie, takie krótkie, intensywne, może sugerujące nawet jakieś uszkodzenie, a nie przeciągłe zatrzeszczenie. Gdyby natomiast krzesło się od tego w ogóle rozpadło, to by "trzasnęło pod nim", albo coś w tym rodzaju.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka