vittalie
30.09.16, 23:57
Na początek - witam, jako docelowa (jeszcze) czytelniczka Musierowicz ;) We wakacje załkałam nad MacDonaldusią i uradowana znalazłam analizę na Niezatapialnej, a tam linki do tego Forum.
Jak na histeryczkę, tfu!, historyczkę amatorkę przystało, która poznała tylko z 3 czy 4 książki z cyklu, MUSIAŁAM narysować drzewo genealogiczne, żeby łapać się kto z kim jest spokrewniony. Nie wiem czy był juź taki wątek, ale w łepetynie kołacze mi się scena z TiR, gdzie 14 Laura zobaczyła u Almy zdjęcie ojca z nową kobietą. I - chyba! - z dziećmi. Zaraz... Laura i Róża mają rodzeństwo przyrodnie ze strony ojca? Bo chyba MM nie powstrzymałaby się przed soczystymi opisami kryształowych łez przelanych,
nocy na tęsknocie zmarnowanych,
uśmiechów na twarzy udawanych,
krzywd stale rozdrapywanych
przez św. Jeżyc z powodu, iź ona nie może przeboleć, że Janusz zajmuje się tylko TYMI dziećmi, a jej nawet nie odwiedzi, nigdy jej nie kochał, ona jest gorszego sortu... Jakby autorka chciała, to zaraz by się jaki Bernard przyplątał z taką rewelacją. W sumie jeszcze wszystko się może zdarzyć... Dlatego ponawiam pytanie... Czy te dzieciaki *jeśli to one były* są jednoznacznie nazwane bachorami Pyziaka?