feomelanin
13.01.17, 22:19
Od dłuższego czasu nie mogę przejść do porządku dziennego nad tym, co dzieje się w późniejszych tomach "Jeżycjady" z Januszem Pyziakiem, ojcem wyrodnym i złem wszelkim wcielonym. Jak w porównaniu ze swym wcieleniem z "Kwiatu kalafiora" i "Idy sierpniowej" zgłupiał, stracił zainteresowania, zbrzydł (to akurat się zdarza po 30 latach, ale...), skurduplał i znikczemniał, a przede wszystkim, jakiego zrobiono z niego niemożebnego buca i "człowieka-który nie-umiał-kochać". Krótko mówiąc, Pyziak we mnie zakiełkował i wyrósł w opowiadanie.
Jeśli ktoś ma ochotę poczytać o Borejkach z innego punktu widzenia, zapraszam.
drive.google.com/file/d/0BzjXHVp8gwBiVFFONjRhUmRVSXM/view?usp=sharing