pi.asia
30.09.17, 20:02
Jako że tematy Jeżycjadowe ulegają powoli wyczerpaniu, a pojawiają się fanfiki i opowiadania zupełnie z Borejkolandią niezwiązane, postanowiłam podrzucić Wam swój tekst na pożarcie.
Najpierw wprowadzenie, konieczne do zorientowania się w temacie.
Poznałam przez internet Bernadetę Milewski, Amerykankę polskiego pochodzenia, autorkę świetnego bloga Kierunek Avonlea. Dziewczyna mieszka w USA, z mężem Evanem i córką Nadią. Uwielbia twórczość Lucy Maud Montgomery i od kilku lat wędruje jej śladami po Wyspie Księcia Edwarda, którą regularnie odwiedza. Rok temu kupiła na Wyspie dom o nazwie Blue Moon i spędziła w nim (wraz z rodziną oczywiście) całe lato, zamieszczając zarówno na blogu, jak i na fb, zdjęcia i relacje z pobytu. Jej córka, w stroju Ani Shirley, przez jeden dzień oprowadzała turystów po muzeum LMM!
I teraz najważniejsze: Blue Moon leży w sąsiedztwie Złotego Brzegu. Tego Złotego Brzegu, opisanego w książkach LMM. A w Złotym Brzegu krótko mieszkała z rodzicami dziewczynka o imieniu Rilla (nazwiska nie pamiętam). Potem zresztą ta rodzina zamieszkała gdzie indziej, ale przez jakiś czas Rilla była Rillą ze Złotego Brzegu. A tego lata Nadia ją poznała i dziewczynki się zaprzyjaźniły.
Wyobraźnia mi ruszyła i za żadne skarby nie chciała się zatrzymać. W końcu jej uległam i napisałam opowiadanie o tej przyjaźni. I o wielu innych rzeczach. Celowo wymieszałam epoki i bohaterów rzeczywistych z książkowymi - współcześni państwo Milewski mają za sąsiadów państwa Blythe, a na poczcie dziewczynki spotykają panią Maud, czyli Lucy Maud Montgomery. Ot, taki misz-masz, baśniowy sen nocy letniej.
To opowiadanie mam zamiar wydrukować na pięknym papierze i posłać Bernadecie (oraz jej córce) w prezencie gwiazdkowym. Proszę więc o ocenę mego dzieła - czy zawirowania czaso-bohatero-przestrzenne są zrozumiałe i strawne? Bo to, że są ABSOLUTNIE nierealne, to akurat dobrze wiem:) Co byście poprawiły, usunęły, rozwinęły? Gdzie strzeliłam babola? Oddaję me dzieło w Wasze ręce ;)