Dodaj do ulubionych

Szopowpadki

20.11.17, 12:13
Wygląda na to, że faktycznie w Poznaniu nastąpiła inwazja porywaczy ciał i sympatyczną rodzinę Schoppe zastąpili Ludzie Ze Strąków. W "Imieninach" dowiadujemy się, że na imprezie rodzinnej w Koszutach grał na flecie mały Wolfgang. Tylko, że ten Wolfgang z późniejszych tomów był rocznik 85, więc w roku 1998 liczył sobie lat trzynaście, a zważywszy na generalny wzrost w Szopofamilii, nie sądzę, żeby dawało się go określić przymiotnikiem "mały".

W odwrotną stronę poszedł stary Szop, dwumetrowy brodacz w "Imieninach", w "Żabie" gdzieś ten wzrost był zaposiał.

Tak nawiasem mówiąc troska rodziny Borejków w ostatniej scenie "Imienin" nieodmiennie mnie powala. Słowna, grzeczna i punktualna Róża nie pojawia się na własnym przyjęciu imieninowym i czy ktoś tam się zaniepokoił?
Ależ.
Czarująca babunia Borejko zionie dyzgustem i sugeruje, że gdyby nie chodziło o Pyzę, należałoby się obawiać o stan cnoty zaginionej, gdyż znikła wszak z chłopakiem, Gabuchna paluszki pod stołem zaplata i oburza się, że Pyzunia to przecież odpowiedzialne dziecko, reszta rodziny natomiast radośnie żre, wszystko inne mając w odwłoku. Nikt się nie podniesie, nie stuknie nawet palcem o palec.
Taka miła, kochająca rodzina.
Obserwuj wątek
    • przymrozki Re: Szopowpadki 20.11.17, 13:55
      Na dodatek Szopy z "Imienin" nie mają nic przeciwko temu, żeby nędzny Frycu znosił na rodzinne imprezy dziewczęta - wręcz przeciwnie, dziewczę wita się serdecznie i ciepło. Szop-tata dał nawet genialnemu synowi przyzwolenie na wagary, bo przecież, że ganianie koleżanek po stogach siana jest ważniejsze niż nauka (nawiasem pisząc, czy Szop i tak nie powinien był zwolnić syna z zajęć, skoro miał on się zjawić w Koszutach?).
      Potem Frycu, już jaki student, musi udawać przed rodzicami i rodzeństwem, że owszem, może i zna jakąś Różę, ale to tylko koleżanka. Bo przecież, że tylko nauka się liczy.

      Podtrzymuję swoją tezę, że miał miejsce jakiś straszliwy wypadek. Większość rodziny zginęła, a ci, którzy przeżyli, doznali urazów, które zmieniły im osobowość. A niektórym nawet wzrost.

      A co do obaw rodziny. Był dzień i burza. Można było zgadywać, że Róża siedzi w jakiejś kawiarni i suszy buty. Ewentualnie. Powiedzmy, że tak. Ale ta sama rodzina zupełnie spokojnie zareagowała na całonocny brak dziecka w wieku podstawówkowym i to brak niczym nieuzasadniony. Wyszła to i wróci, nieprawdaż. Polska nie jest taka znowu duża, żeby dziecko mogło na swej drodze nie napotkać któregoś z licznych wielbicieli Gabrieli.

      • verdana Re: Szopowpadki 20.11.17, 15:16
        Nie ma siły. Na własne imieniny, do gości, bez uprzedzenia, osoba ułożona, grzeczna i posłuszna nie przychodzi tylko gdy leży w szpitalu lub w kostnicy.
        • przymrozki Re: Szopowpadki 20.11.17, 15:29
          Nie wiem, czy dobrze pamiętam ("Imieniny" to nie jest moja ulubiona część), ale czy Milicja i Azbestowe Centrum wiedziały, że Różę uwiózł Fryc? Bo to mogło działać jako okoliczność uspokajająca.

          Inna rzecz, że jak ona planowała wrócić do swoich gości? Przecież nawet gdyby nie burza, byłaby w Koszutach z rodziną Szopów. Tyle tylko, że mogłaby zadzwonić.
        • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 20.11.17, 16:58
          verdana napisała:

          > Nie ma siły. Na własne imieniny, do gości, bez uprzedzenia, osoba ułożona, grz
          > eczna i posłuszna nie przychodzi tylko gdy leży w szpitalu lub w kostnicy.

          Okazuje się, że romanste w stylu Jagny Boryny również są okolicznością łagodzącą.

          Przymrozki, oczywiście, że nigdy nie grało to, że Fryc urywa się na wagary, które sam musi usprawiedliwić a potem ta dammm! mamy rodzinną imprezę. Coroczną!
    • bupu Re: Szopowpadki 20.11.17, 16:18
      Przeglądam "Żabę" i proszę, co znalazłam, rozmowę Borejków ze starmi Szopami:

      – Pan wybaczy, nie widzę tu żadnego cudu, tylko klasyczną pułapkę biologiczną –
      sprzeciwił się pan Schoppe i urwał, zdezorientowany, rozglądając się wokół i nie pojmując,
      co wywołało takie poruszenie przy stole. Rodzina wymieniała znaczące spojrzenia, ktoś
      chrząknął, zaś Pyza zerwała się od stołu i zawołała z wielkim wzburzeniem:
      – Ach! Teraz wszystko rozumiem!!!
      Laura też wszystko teraz rozumiała. Podobnie Babi.
      – No, faktycznie – mruknęła – To wiele wyjaśnia.
      – Rzecz prawdziwie godna uwagi – wtrącił dziadek, z badawczą dociekliwością
      przyglądając się panu Schoppe. – Fortes creantur fortibus et bonis*.[* Dzielnych tworzą
      dzielni i zacni (Horacy).] A nasze błędy nie zawsze obciążają w stu procentach nas.
      – To w dużym stopniu sprawa korzeni – zgodziła się mama Laury.
      Róża, której przybranie pozycji stojącej znacznie wzmocniło poczucie moralnej
      przewagi, przemówiła nagle tonem kategorycznym:
      – Tu nie ma czego się bać. To tylko małe dziecko. Całkiem bezbronne. Będzie miało
      na imię Mila
      – mówiąc to, Róża położyła obie dłonie na brzuchu. – Ciekawe, ile
      centymetrów dzieli ją teraz od nas. Mam nadzieję, że już śpi i nie słyszy, co jej dziadek
      wygaduje. Dobranoc. Muszę się położyć, bo mi kostki puchną. – Już szła w stronę wyjścia,
      gdy nagle przystanęła w progu i odwróciła się. Jej oczy pałały, a policzki były
      zarumienione.


      Z czego wynika, że ów tajemniczy wypadek, odmieniający wzrost i osobowość, uszkodził Szopowi seniorowi pamięć, gdyż najwyraźniej 2 maja 2004 zapomniał, że jego matka miała na imię Milena i w związku z tym nie wstrząsnęło nim imię nienarodzonej wnuczki. Dwa miesiące później już pamiętał imię matki, zapomniał natomiast imienia wnuczki.
      • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 20.11.17, 17:01
        Zapomniał też najwyraźniej, że był kumplem Jurka Hajduka, a zatem potencjalnie mógłby znać i Grzegorza "Sałatę" Strybę i wiedzieć doskonale, że Róża nie jest pułapką biologiczną z nizin społecznych. Ale wziąwszy pod uwagę, że zapomniał, że Róża to dziewczyna syna to co się dziwić?
        • przymrozki Re: Szopowpadki 20.11.17, 17:20
          Szop-tata jako nauczyciel miał prawo do belferskich skrótów myślowych. Podczas tej rozmowy akurat mógł mieć matkę w Środzie.

          A swoją drogą - niezła wpadka.
          • emae Re: Szopowpadki 20.11.17, 17:34
            przymrozki napisała:

            > Szop-tata jako nauczyciel miał prawo do belferskich skrótów myślowych. Podczas
            > tej rozmowy akurat mógł mieć matkę w Środzie.

            :D :D :D
            • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 20.11.17, 17:47
              Oni wszyscy najwyraźniej mają matkę w Środzie...
              • pi.asia Re: Szopowpadki 25.11.17, 23:32
                Zacna, dobra i odpowiedzialna Pyzunia za jednym zamachem olała nie tylko własnych imieninowych gości, ale także Wiktora i jego mamę, która zapewne przygotowała prawdziwą ucztę dla obojga solenizantów. Wystarczyło, że Frycu okazał jej zainteresowanie, by cały świat przestał dla niej istnieć.
                Zaiste, to o takich istotach płci żeńskiej pisał nieoceniony mistrz Sztaudynger: Na widok spodni gotowa do zbrodni.
                • potworia Re: Szopowpadki 26.11.17, 10:28
                  Pyza i zbrodnia? No, proszę Cię... Przecież ona, uwsteczniając się z tomu na tom, na etapie Imienin jest przerośniętym niemowlęciem...
                  • przymrozki Re: Szopowpadki 26.11.17, 15:43
                    To prawda. Pyza ma inteligencję emocjonalną małego dziecka.

                    W "Tygrysie i Róży" dowiadujemy się, że droga Pyzunia, zaręczona szczęściara, której narzeczony ma dla niej aż dwa popołudnia w tygodniu (choć tylko w ściśle oznaczonych godzinach) uświadamia sobie, że od roku nie spędziła z siostrą ani jednej chwili. Że nie były nawet na spacerze. Róża dochodzi jednak do wniosku, że jej poczucie winy jest bezpodstawne. Wszak CAŁY różany czas należy się teraz Frycowi.
                    Jak rozumiem Pyza jest tak zajęta byciem dziewczyną Fryderyka, że zajmuje jej to nawet te popołudnia, w których jej ukochana para spodni nie ma dla niej czasu.
                    • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 26.11.17, 16:05
                      Nie może także iść na koncert z Lelujkami gdyż Frycowi byłoby przykro. Zawsze mnie wkurza ten fragment. Fryc wydziela tej biednej niewolnicy miłości i stogu słomy, dwa popołudnia w tygodniu, a ona nie może iść nawet na koncert.
                      • przymrozki Re: Szopowpadki 26.11.17, 16:17
                        Też mnie to trochę osłabia.

                        Ale to chyba był właśnie skutek inteligencji emocjonalnej Róży. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby Frycu faktycznie był jakiś szczególnie zaborczy. To Pyzunia doszła do wniosku, że skoro w końcu kogoś ma (w końcu! szesnaście lat za późno!), to ma siedzieć w domu i przeżywać swoje narzeczeństwo. Jej późniejszy wybór studiów też by świadczył o całkowitym braku własnego życia wewnętrznego. Dobrze, że w końcu (w końcu! dwadzieścia dwa lata za późno!) wypełniła swoje ramiona. Dzięki temu zyskała jakieś drugie zainteresowanie.
                    • bupu Re: Szopowpadki 26.11.17, 16:44
                      przymrozki napisała:

                      > To prawda. Pyza ma inteligencję emocjonalną małego dziecka.
                      >
                      > W "Tygrysie i Róży" dowiadujemy się, że droga Pyzunia, zaręczona szczęściara, k
                      > tórej narzeczony ma dla niej aż dwa popołudnia w tygodniu (choć tylko w ściśle
                      > oznaczonych godzinach) uświadamia sobie, że od roku nie spędziła z siostrą ani
                      > jednej chwili. Że nie były nawet na spacerze. Róża dochodzi jednak do wniosku,
                      > że jej poczucie winy jest bezpodstawne. Wszak CAŁY różany czas należy się teraz
                      > Frycowi.
                      > Jak rozumiem Pyza jest tak zajęta byciem dziewczyną Fryderyka, że zajmuje jej t
                      > o nawet te popołudnia, w których jej ukochana para spodni nie ma dla niej czasu

                      Pytanie mnie się wypchnęło na usto i klawiaturę: czy Różyczka kiedykolwiek i jakkolwiek definiuje się jako niezależna istota ludzka, a nie córka, siostra, narzeczona, żona oraz matka? Bo ilekroć usiłuję ją rozpatrywać w oderwaniu od tych ról, tyle razy napotykam na próżnię, gdzie nikt nie usłyszy mego krzyku.
                      • przymrozki Re: Szopowpadki 26.11.17, 17:49
                        bupu napisała:


                        > Pytanie mnie się wypchnęło na usto i klawiaturę: czy Różyczka kiedykolwiek i ja
                        > kkolwiek definiuje się jako niezależna istota ludzka, a nie córka, siostra, nar
                        > zeczona, żona oraz matka? Bo ilekroć usiłuję ją rozpatrywać w oderwaniu od tych
                        > ról, tyle razy napotykam na próżnię, gdzie nikt nie usłyszy mego krzyku.
                        >

                        Moim zdaniem, Pyza nie jest niezależną istotą ludzką ani przez dwie linijki którejkolwiek z książek.

                        I to nawet nie chodzi o to, że jest (najprawdopodobniej) żoną przy mężu i że nie ma wyższego wykształcenia. Bo żadna z tych dwóch kondycji nie oznacza automatycznie wyzbycia się wszelkich cech indywidualnych. Prosty przykład, Mila Borejko. Ona ma swój charakter, swoje upodobania i swoje życie wewnętrzne. Pyzunia nie.

                        Widać to najlepiej w momencie epizodu samotnego macierzyństwa. Kiedy Frycu okazał się kochasiem, co odszedł w siną dal, Róża została z niczym. Bez koleżanek, bez wykształcenia, bez zainteresowań. Gdyby nie rodzina, gargantuiczny apetyt zaspokajałaby kitem z okien. I gdyby nie Laura, dla której ze względu na Fryca nie mogła latami wykroić pół godziny ze swojego życia, Pyza nie miałaby nikogo mniej więcej w swoim wieku, z kim mogłaby pogadać.
                        • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 26.11.17, 19:33
                          Miejmy nadzieję, że wypełnianie ramion jest hobby Pyzy, bo na przykład ja, gdybym znalazła się na pokładzie tego samolotu, w którym muszę ogarniać dwójkę dzieci, z czego jedno zarzygane i dwoje kuzynostwa, dla których byłabym do tego stopnia nie istotna, że stałabym się nagle ich ciocią i miałabym do tego beztrosko śpiącego męża, to przysięgam - nie tylko paw dziecka znalazłby się na głowie męża.
                        • potworia Re: Szopowpadki 26.11.17, 20:29
                          Od kiedy Patrycji Borejko rozjechał się kontakt z Romą Kowalikówną, nie odnotowano już na Jeżycach żadnej dziewczyńskiej przyjaźni , ani nawet koleżeństwa. Brak znajomych nie jest chyba cechą szczególną Pyzy, choć w jej przypadku wygląda szczególnie żałośnie.
                          • przymrozki Re: Szopowpadki 26.11.17, 21:50
                            No ale powiedzmy, że w przypadku Laury brak koleżanek jakoś się tłumaczy. Taki charakter, że lubi być sama. Poza tym, mimo wszystko, Tygrys utrzymuje w miarę koleżeńskie relacje z Esmeraldą. I to mimo tego, że Kopcówna należy do przeklętego grona "jakich-to-dziecko-ma-koleżanek".

                            Natomiast Róża, jak się nas próbuje przekonać, jest wicesłoneczkiem Jeżyc. Uśmiechnięta, chętna do pomocy, sympatyczna i pełna dobrych uczuć. Ale nie utrzymuje kontaktów z koleżankami z klasy, bo te nikczemne jednostki ludzkie rozmawiają na przerwach o popularnych aktorach. A w takim procederze Róża nie życzy sobie brać udziału, woli stać sama i okazywać swą intelektualną wyższość. Trochę to bucowate zachowanie z jej strony, zwłaszcza jak na kogoś, kogo się stawia Laurze za wzór bycia miłym dla każdego.
                            • bupu Re: Szopowpadki 26.11.17, 22:01
                              przymrozki napisała:


                              > Natomiast Róża, jak się nas próbuje przekonać, jest wicesłoneczkiem Jeżyc. Uśmi
                              > echnięta, chętna do pomocy, sympatyczna i pełna dobrych uczuć. Ale nie utrzymuj
                              > e kontaktów z koleżankami z klasy, bo te nikczemne jednostki ludzkie rozmawiają
                              > na przerwach o popularnych aktorach. A w takim procederze Róża nie życzy sobie
                              > brać udziału, woli stać sama i okazywać swą intelektualną wyższość. Trochę to
                              > bucowate zachowanie z jej strony, zwłaszcza jak na kogoś, kogo się stawia Laurz
                              > e za wzór bycia miłym dla każdego.

                              Być miłym dla każdego oznacza najwyraźniej być miłym dla rodziny oraz Potencjalnych Portek.
                              • przymrozki Re: Szopowpadki 26.11.17, 22:07
                                bupu napisała:

                                > przymrozki napisała:
                                >

                                > Być miłym dla każdego oznacza najwyraźniej być miłym dla rodziny oraz Potencjal
                                > nych Portek.
                                >

                                Przy czym dla potencjalnych portek też tylko do czasu. Gdy Pyza już zrobiła partię w stogu siana, spokojniutko strzeliła poważna przykrość Wiktorowi (i jego mamie, jak słusznie zauważono powyżej). Okazuje się, że miły dla wszystkich człowiek uważa, że jak się ma chłopaka, to już i savoir-vivre człowieka nie obowiązuje. Przychodzenie na umówione spotkanie jest zaś najwyraźniej powinnością smutnych, szesnastoletnich starych panien, które nie są zajęte miłością przez aż dwa popołudnia w tygodniu (choć w ściśle określonych godzinach).
                                • potworia Re: Szopowpadki 26.11.17, 22:52
                                  Małostkowo sprostuję, że tę przykrość strzeliła chwilę przed wiekopomnym siana stogiem.
                            • potworia Re: Szopowpadki 27.11.17, 11:14
                              A tak a propos popularnych aktorów, to autorka całkiem zręcznie złapała signum temporis za zakręcony ogonek. Jestem rówieśniczką Pyzy i doskonale pamiętam plagę Leomanii, której sama uległam. Di Caprio po olśniewającym debiucie w "Co gryzie Gilberta G..." i bardzo ciekawej roli w "Całkowitym zaćmieniu" wyamancił się Titanikiem na szersze wody i podbił serduszka milionów. Po dwóch dekadach stwierdzam, że nie ma się czego wypierać, bo z czarującego chłopca o łobuzerskim uroku wyrósł kawał wielkiego i bardzo świadomego aktora.
                              • vi_san Re: Szopowpadki 27.11.17, 11:35
                                No, ja ciut od Pyzy starsza... Leo w Titanicu dla mnie słodko - niestrawny. Natomiast teraz... Ooo... Teraz to inna kwestia. Można by... No i właśnie, wyrobił się bardzo aktorsko. Poza tym może mam spaczony gust, ale tak jak teraz MI się podoba bardziej.
                                • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 27.11.17, 14:27
                                  Ja też z podobnych roczników i pamiętam, że my bucowate dziewczęta tchnące intelektualizmem na odległość, kochałyśmy się w Johnnym Deppie.
                                  A propos prezentowania intelektualizmu przez Pyzę, rozumiem, że nie chce brać w leomanii, ale co ona - u licha - ma w zamian. Z intelektualnych rozrywek widzimy ją jedynie w "Imieninach" kiedy martwi się lekcjami do odrobienia. I nie, nie zawala tych lekcji bo się zaczytała w "Buszującym w zbożu" ani nie wsiąkła w Dekaefie, tylko meblowała sobą kuchnię borejklanu.
                                  • potworia Re: Szopowpadki 27.11.17, 17:52
                                    Keanu Reeves'a też pamiętam znad niejednego tapczanu.
                          • haszyszymora Re: Szopowpadki 27.11.17, 16:27
                            Tak gwoli uczciwości kronikarskiej, Gaba w latach 90-tych ma bardzo fajną koleżeńską relację z Kreską, wiemy też, że utrzymuje kontakt z Anielą. Może panie są już zbyt dojrzałe na nazywanie ich dziewczętami, ale stanowczo zaprzyjaźnione. :)
                            • przymrozki Re: Szopowpadki 27.11.17, 17:55
                              Nawet Pyza miała koleżankę. W "Dziecku Piątku" rozmawiała przez telefon o chłopakach z klasy (w tym czasie Gaba opowiadała Tygrysowi o łyżkach), a w "Nutrii i Nerwusie" koleżanka przysłała Pyzie pocztówkę z Zakopanego.
                              • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 27.11.17, 17:58
                                Ale później koleżanka najwyraźniej wyjechała do matki do Środy.
                                Ale, ale! Tygrys jest w klasie z Kołodziejanką. Rozumiem, że mimo przyjaźni rodzin, dziewczyny mogą się nie lubić, ale hasło "jakie to dziecko ma koleżanki" obejmuje też Kołodziejankę?...
                                • przymrozki Re: Szopowpadki 27.11.17, 18:24
                                  Kołodziejanka raczej też wyjechała do Środy, do matki, skoro Gaba dzwoni do rodziców Esmeraldy jako do jedynych rodziców z klasy córki, których zna.

                                  Ewentualnie Ulka nagle się zestarzała i została koleżanką z klasy Natalii lub Roberta. W końcu została zaproszona na ich ślub.
                                  • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 27.11.17, 18:30
                                    No tak, zapomniałam, że dla Kołodziejanki było miejsce a dla Joanny de domo Borejko już nie za bardzo.
    • przymrozki Re: Szopowpadki 20.11.17, 17:42
      Zachęcona wątkiem wróciłam do ostatnich stron "Imienin". Rodzina Szopów, jak się wydaje z opisu imprezy w Koszutach, była duża, hałaśliwa i gościnna. Fryc miał kuzynów gotowych wozić jego narzeczoną do Poznania o dowolnej porze, grubego wujka, który odśpiewywał staroangielskie pieśni biesiadne oraz poetyczną i melancholijną kuzynkę ze Swarzędza, która wykonała romans cygański z towarzyszeniem gitary.

      Sam Frycu o młodszym bracie mówi z czułością "Bączek", a siostrę nazywa "piegowatą" (piegi musiała stracić w wypadku).
      • emae Re: Szopowpadki 20.11.17, 17:44
        Niekoniecznie w wypadku, w wyniku licznych zabiegów prowadzonych w celu zwalczenia trądziku zwalczyła przypadkiem również piegi.
        • zaisa Re: Szopowpadki 26.11.17, 09:41
          A może to nie był trądzik tylko od razu piegi?
          Mam wrażenie, że Mr Szopa również uśmiercił wcześnie własną matkę i zapewnił jej szare męczące życie, mimo, że te kilka lat wcześniej była pogodną osobą. I żywą. Chyba, że mnie się pomieszało i w Koszutach świętowano prababcię a nie babcię?
          • przymrozki Re: Szopowpadki 26.11.17, 15:45
            To chyba mogła być druga babcia, mama mamy Fryca. Czy z tekstu wynika, że to była babcia Szopowa?
      • minerwamcg Re: Szopowpadki 28.11.17, 10:06
        Tam w ogóle musiał pieprznąć a zdrowo jakiś meteoryt. Szopowie z "Imienin" wydają się fajną, rozkochaną w muzyce rodziną, mającą spory kapitał społeczny, i pewnie też nie taki ostatni materialny, skoro stać ich na wyprawienie babci jublu w Koszutach. W "Żabie" mamy znękanych biedą strasznych mieszczan z depresyjną matką, ojcem tyranem i dziećmi wciąganymi najpaskudniej do rodzinnych rozgrywek. Katalog błędów wychowawczych, zaburzonych osobowości i chorób psychicznych w różnym stadium.
        Gdyby mi się miał kiedyś przyśnić naprawdę koszmarny sen, byłaby to lekcja fizyki z tatą Szopem. Mamoż ma mileńka, co to musi być za potworny nauczyciel! A pedagog? Myśleć nie chcę. Nauki ścisłe nauczane przez ludzi o nieprawidłowej osobowości to chyba największy generator samobójstw i prób samobójczych wśród nastolatków.
        • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 28.11.17, 13:51
          Niekoniecznie. Z dalszej rodziny znałam jedną panią profesor licealną, która była beznadziejną matką, za to uczniowie ją uwielbiali.
          • rudziaczeq Re: Szopowpadki 28.11.17, 13:56
            Nie wiem dlaczego, ale przed oczami pojawiła się mi postać Betonowego centrum Jeżyc. Przypadek? :)
            • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 28.11.17, 16:06
              przypadek :) Ja znałam betonowe centrum Mokotowa.
              • piotr7777 Re: Szopowpadki 28.11.17, 19:22
                Z całym szacunkiem, ale
                -w Imieninach mamy zjazd familijny w związku z urodzinami seniorki rodu zwanej babcią, czyli nie tylko rodziców i rodzeństwo Fryderyka, ale i dalszych krewnych. W Żabie i Czarnej polewce mamy tylko najbliższą rodzinę Fryderyka i to w życiu codziennym
                -w scenie z Imienin Alina jest miła a Jan tak samo milczący i sztywny jak w kolejnych powieściach
                -między Imieninami a Żabą minęło ponad 6 lat, w czasie których Alina straciła pracę i wpadła w depresję
                -rozmowę Fryderyka z ojcem znamy tylko z jego relacji, która wcale nie musi być w 100 procentach zgodna z rzeczywistością. Z cała pewnością Jan wypisał wszystkim swoim dzideciom (Wolfgang ma wtedy lat 13, Żaba 9) usprawiedliwienia z części lekcji, więc gdyby Hajduk zadzwonił z zapytaniem uzyskałby odpowiedź twierdzącą. W tym miejscu dygresja - w Kwicie kalafiora Mila widząc Gabrielę i Janusza razem w szpitalu uważa, że mają się ku sobie a Gabriela tylko udaje, za pomiata Januszem. Ignacy ją uspokaja, że generalnie "Juliusz" jest O.K. i z jego perspektywy to nie ma tu żadnej bliższej relacji, nawet sobie docinają. Potem dodaje, że nie może wykluczyć, ze Mila ze swoją matczyną intuicją wypatrzyła coś więcej i dziwi się, że nie ma intuicji ojcowskiej. To pewnie stereotyp, ale Jan może być ulepiony z tej samej gliny co Ignacy i jeżeli syn powiedział mu, że na zjazd rodzinny zaprosi koleżankę to nie pomyślał, że może to coś więcej (zresztą późniejsze traktowanie Róży przez Fryderyka raczej utwierdziło go w słuszności tego poglądu)
                -mogę sobie wyobrazić, że Jan widząc ciążowy brzuch dziewczyny syna nie poczuł nic a wzruszył się na widok słodkiego bobasa. Skojarzenie Mila- Milena nie musi być oczywiste, pierwszym skojarzeniem jest raczej Emilia
                -nawet jeśli Jan znał Grzegorza Strybę (a wcale nie jest powiedziane, bo jeden jest fizykiem a drugi matematykiem, jeden pracuje na uczelni a drugi w szkole, jedynie mogą być w podobnym wieku i zetknąć na jakiś zajęciach międzywydziałowych) to przecież Róża nie nosi nazwiska Grzegorza. Choć pewnie Fryderyk relacjonując wizytę u Borejków mógł opowiadać np. o "panu Grzegorzu" czy "panu Strybie"z którym lubił konwersować na tematy naukowe.
                -Gabriela gdy otwiera drzwi przyszłemu teściowi swojej córki ma zaledwie 43 lata i może wyglądać nawet młodziej
                -a co do wzrostu czy gdzieś jest napisane, że Jan jest niski albo coś w tym rodzaju? Choć z Markiem zdarzyła się wtopa (metr sześćdziesiąt osiem versus "wysoki brunet") więc tu bym się nie zdziwił.
                To tyle w temacie różnych wpadek z różnych wątków.
                • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 28.11.17, 20:02
                  wszystko racja za wyjątkiem intuicji ojcowskiej Ignaca. On się zastanawiał, czemu nie ma takiego związku frazeologicznego, gdyż ojcowie również przejawiają intuicję chociaż się o niej nie mówi. Ale tak się tylko przyczepiam dla porządku.
                  Zgadzam się z tą Aliną, że 6 lat mogło dokonać spustoszeń w niej plus depresja - jak na moje oko - mocno zaawansowana i kopnęłabym cały Szopoland, że się tym nie interesuje.
                • przymrozki Re: Szopowpadki 28.11.17, 22:26
                  @Piotr

                  Niby tak, ale pamiętajmy też, że Borejkowie oraz Schoppowie nie istnieją. I że to nie jest tak, że oglądamy ich życie jakby byli naszymi sąsiadami widywanymi w przypadkowych momentach. Musimy zakładać, że sytuacje opisywane przez Małgorzatę Musierowicz są jakoś tam reprezentatywne. Albo że czemuś fabularnie służą. Bo wiesz, o co chodzi. Jak nie możemy ufać autorce, że to, co nam pokazuje jest opisem świata przedstawionego, to o kant de możemy sobie potłuc taką Jeżycjadę. Jeżeli najpierw widzimy dużą rodziną, która wspólnie muzykuje i wydaje się być ze sobą związana, to mamy prawo być zdziwieni widząc potem Szop-mamę i Szop-tatę samych w obcym, zimnym wszechświecie obrażonych na wszystko co społeczne i radosne.

                  Oczywiście. Dałoby się historię poprowadzić tak, że pierwsze wrażenie Pyzy o rodzinie Fryca okazało błędne. Że raz w roku wszystkie Szopy biorą podwójną dawkę leków i tylko dlatego się nie zagryzają na urodzinach zdziwaczałej babci. Tylko że to wymaga wyjaśnienia autorki. Bo inaczej wygląda po prostu jak niedoróbka.
          • minerwamcg Re: Szopowpadki 29.11.17, 00:17
            zuzudanslemetro napisała:

            > Niekoniecznie. Z dalszej rodziny znałam jedną panią profesor licealną, która by
            > ła beznadziejną matką, za to uczniowie ją uwielbiali.

            Chrzestna matka mojego męża :) Toczka w toczkę. Ale to jest chyba co innego. Można (choć się zdecydowanie nie powinno) nie lubić własnych dzieci, można też kochać je głupio i przez to być beznadziejnym rodzicem - ale starszy pan Schoppe sprawia wrażenie, jakby nie lubił całego świata i połowy okolicy. Nie lubi własnej rodziny, pracy, swojego życia - czemuż więc miałby lubić cudze bachory, które w dodatku wagarują, nie uczą się, nie szanują nauczycieli w ogóle a jego w szczególności i ani im w głowie zrozumieć, jaki jest nieszczęśliwy, że musi ich uczyć.
            Czy ktoś już pisał o podobieństwach pomiędzy tatą Schoppe a Adasiem Miauczyńskim?
            • zuzudanslemetro Re: Szopowpadki 29.11.17, 10:25
              Faktycznie, pan Schoppe to Adaś Miauczyński z Dnia Świra!
            • potworia Re: Szopowpadki 29.11.17, 13:42
              Trafne! Podobieństwo do mojego rodzonego ojca przysłoniło mi wszystkie inne skojarzenia.
              Mi właściwie dyskutowana tutaj rozbieżność nie przeszkadzała, przywykłam do tego, że rzeczywistość w J. się rozjeżdża między tomami. Ale Żaba jest dla mnie egzemplum zmarnowanej szansy na ciekawą, realistyczną powieść dla dojrzewających dziewcząt, z niełatwą rodziną w roli głównej i fabułą osnutą wokół detronizacji idealizowanego brata i nawiązywania więzi z tym nieidealnym. Nawet symboliczne do wyrzygu spopielenie dziewczęcego skarbczyka dałoby się strawić. Niestety górę wzięła gloryfikacja Borejków ciąg dalszy i pochwała prokreacji jako leku na całe zło tego świata.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka