bupu
20.11.17, 12:13
Wygląda na to, że faktycznie w Poznaniu nastąpiła inwazja porywaczy ciał i sympatyczną rodzinę Schoppe zastąpili Ludzie Ze Strąków. W "Imieninach" dowiadujemy się, że na imprezie rodzinnej w Koszutach grał na flecie mały Wolfgang. Tylko, że ten Wolfgang z późniejszych tomów był rocznik 85, więc w roku 1998 liczył sobie lat trzynaście, a zważywszy na generalny wzrost w Szopofamilii, nie sądzę, żeby dawało się go określić przymiotnikiem "mały".
W odwrotną stronę poszedł stary Szop, dwumetrowy brodacz w "Imieninach", w "Żabie" gdzieś ten wzrost był zaposiał.
Tak nawiasem mówiąc troska rodziny Borejków w ostatniej scenie "Imienin" nieodmiennie mnie powala. Słowna, grzeczna i punktualna Róża nie pojawia się na własnym przyjęciu imieninowym i czy ktoś tam się zaniepokoił?
Ależ.
Czarująca babunia Borejko zionie dyzgustem i sugeruje, że gdyby nie chodziło o Pyzę, należałoby się obawiać o stan cnoty zaginionej, gdyż znikła wszak z chłopakiem, Gabuchna paluszki pod stołem zaplata i oburza się, że Pyzunia to przecież odpowiedzialne dziecko, reszta rodziny natomiast radośnie żre, wszystko inne mając w odwłoku. Nikt się nie podniesie, nie stuknie nawet palcem o palec.
Taka miła, kochająca rodzina.