Dodaj do ulubionych

Wpadki tłumaczy.

IP: *.globalconnect.pl 08.08.06, 11:47
Semi-automatic gun czyli karabin półautomatyczny - a tak naprawdę chodziło o
pistolet maszynowy.
Obserwuj wątek
    • sharleena wpadki Leszka? 08.08.06, 12:28
      drogi Leszku,
      musiałbyś podać także tekst oryginalny, bo trudno tak stwierdzić o co naprawde
      chodziło.
      z terminologią militarną trzeba delikatnie, to prawda
      odsyłam cie Leszku do artykułu na temat semi-automatic i machine zabaweczek
      (maja one więcej wspólnego niż się wydaje)
      krytykowac trzeba umić.
      życzę Leszku sukcesów w nauce.
      Twoja s
    • autumna Re: Wpadki tłumaczy. 10.08.06, 14:51
      Bardzo fajny wątek - choć nie tylko o ksiązkach - był kiedyś na "Tłumaczeniach":
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10100&w=3519915&s=0
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10100&w=17569583&a=17569583
      Ode mnie - byki w "Nie wiem, jak ona to robi" Alice Pearson, wyłowione wyłącznie na podstawie polskiego przekładu - oryginału na oczy nie widziałam:

      ubogi angielski major ciułający na pierwsze wydania książek (chodziło o "English major" - studenta anglistyki)
      mąż kupuje żonie bieliznę Agentki Prowokatorki - przetłumaczono na polski dosłownie nazwę firmy Agent Provocateur
      bohaterka na obiad przyrządza "czerwony pieprz", który własnoręcznie opaliła nad ogniem i obrała (oj, widać, że tłumaczył mężczyzna).
    • Gość: aga Re: Wpadki tłumaczy. IP: 81.219.117.* 11.08.06, 11:57
      akurat czytam powiesc Styron'a "Pogrążając się w mroku"
      i pada tam zdanie "poprosze o herbatę z lodu "
      ice tea to po naszemu po prostu herbeta mrozona jesli dobrze pamietam, ale nawet najlpeszym tlumaczom drobne wpadki zdarzyc sie mogą ,zwlaszcza
      (w srodku dosc obszernej powiesci) , jelsi nie zmienia to znaczenia ,sensu wypowiedzi mozna jakos przebolec, choc oczywiscie nie powinny sie zdarzac ,ale tlumacze to tez ludzie
    • Gość: Lysek chitrusek Re: Wpadki tłumaczy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.06, 17:51
      Jolanta Kozak (rewelacyjna tłumaczka moim zdaniem) w powieści "W księżycową
      jasną noc" tłumaczy rozmowę żołnierzy. Wartownik obserwujący most na rzece
      odpowiada dowódcy "ciemno, że brydża nie widać". Chyba chodzi o most,aaaaaaale!
      Ci żołnierze wciąż grają w brydża zapisując układy kart na tekturkach. Może
      chodzi o celową dwuznaczność, którą wyłapała tłumaczka, a ja, biedny miś, nie.
      • Gość: anka Re: Wpadki tłumaczy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.06, 00:55
        kilka kwiatków z niezbyt ambitnej książeczki pt. "Kochając większą kobietę"
        (tłumaczyła i wydała Sonia Draga)
        "miej bezpieczną podróż!" (kalka językowa, może do przyjęcia, ale mnie razi)
        główna bohaterka chodziła też na Pilaty (czyżby chodziło o pilates?)
        to na razie tyle :)
    • autumna Re: Wpadki tłumaczy. 21.08.06, 08:07
      W "Dzienniku Bridget Jones" Bridget wyjeżdżając na weekend z Danielem spakowała się na "dziwięćdziesięciostopniowy upał". Tłumacz widać uznał, że to taki żarcik, a to skala Fahrenheita, a więc przekładając na nasze warunki, czyli Celsjusza - upał po prostu trzydziestostopniowy.
        • Gość: Anka Cunningham IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.08.06, 08:39
          w 'wyjatkowych czasach' Cunninghama Broadway jest raz rodzaju zenskiego, raz
          meskiego (I cz. ksiazki). ponadto pada tam stwierdzenie, ze spodnie mialy
          mnostwo kieszeni i ekspresow (II cz. bodajze). czy ekspresy to suwaki czy jakis
          bardziej nowoczesny element odziezowy? jesli suwaki, to kto tak jeszcze mowi?
        • autumna Re: Wpadki tłumaczy. 21.08.06, 08:40
          > no, ale czegos takiego chyba sie nie zmienia? to tak, jak odleglosci podaje sie
          > w milach, wage w funtach itd.

          Jasne, że nie przelicza się wszystkich jednostek w książce "na nasze", ale przekład powinien pozwolić na sensowne odebranie tekstu. Tu nie podano jednostki w ogóle; Brytyjczyk ma w domyśle Fahrenheity, ale my - Celsjusze. Jeśli bohaterka zakrzyknie rozpaczliwie "O rany, ważę już 150!", to wyobrazisz sobie hipopotama, bo naturalnie pomyślisz o kilogramach, nie o funtach; tłumacz powinien to jednak jakoś uwzględniać.
          • Gość: lilimeye Re: Wpadki tłumaczy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.06, 11:44
            W książce Dickensa "Dawid Copperfield" trafiłam kiedyś na opis osób siedzących w
            saloniku przy herbacie i wzmiankę, że jedna z dam nosi...kajdanki!(przy czym nie
            było żadnej logicznej przyczyny, by te kajdanki nosiła, bo nie była aresztowana,
            zresztą, czy w tamtych czasach wogóle używano kajdanek??? chyba raczej kajdan w
            lochach :-))) Przypuszczam, że w oryginale to były "cuffs", które ktoś
            bezmyślnie przetłumaczył jako "kajdanki" zamiast "mankiety" :-)))
            W innej książce (już nie pamiętam tytułu, bo to dawno było) z kontekstu
            wynikało, że chodzi o lody, natomiast tłumacz przetłumaczył "mrożony krem"!!!
            Tak się zastanawiam, kto te książki tłumaczy??? Przecież nawet dzieci wiedzą, że
            "ice cream" to po polsku "lody"
            • autumna Re: Wpadki tłumaczy. 21.08.06, 15:40
              > W innej książce (już nie pamiętam tytułu, bo to dawno było) z kontekstu
              > wynikało, że chodzi o lody, natomiast tłumacz przetłumaczył "mrożony krem"!!!

              Ja trafiłam na "mrożony krem" w "Emilce ze Srebrnego Nowiu".
            • aiczka Re: Wpadki tłumaczy. 20.09.06, 10:02
              > Tak się zastanawiam, kto te książki tłumaczy??? Przecież nawet dzieci wiedzą, ż
              > e
              > "ice cream" to po polsku "lody"
              To przypuszczalnie była "Emilka ze Srebrnego Nowiu" albo "Janka ze Wzgórza
              Latarni". Były tam też "dzikie truskawki" (zamiast poziomek).
              • agnieszka_azj Re: Wpadki tłumaczy. 25.09.06, 12:30
                Podobnie nie wszyscy wiedzą, że cream to smietana - ostatnio w "Laleczce" Joy
                Fielding trafiłam na scenę jak bohaterka spożywa na kolację makaron pokryty
                warstwą kremu. Z kontekstu (zapiekanka z makaronem z mrozonki) wyrażnie wynika,
                że to była śmietana.
          • waldemar_batura Re: Wpadki tłumaczy. 21.08.06, 12:12
            Funty czy stopy dzięki temu nie tłumaczeniu przyjęły się już tak bardzo, że
            chyba każdy czytający Polak z grubsza wie o co z nimi chodzi, z Fahrenheitem
            sprawa jest gorsza, bo w tej skali zero jest gdzie indziej i trudno przeliczać -
            to powinni bezwzględnie tłumaczyć, natomiast mnie bardziej wkurzają proste, ale
            bezmyślne kalki językowe, typu "brown hair" - "brązowe włosy". Kto po polsku
            mówi tak o czyichś włosach?!

            Parę innych przykładów potwórków tłumaczeniowych:
            - Wczesne tłumaczenia Conana i zdania w rodzaju: "Już żem się zgniewał, bom
            przecież stanowisko swe jasnym uczynił".
            - Autobiografia Magica Johnsona. Dla nieinteresujących się sportem to będzie
            mniej czytelne, ale chodziło o to, że zdanie, które powinno brzmieć mniej
            więcej: "Wiedziałem, że można przegrać w wyniku podniebnego haka, ale nie
            przypuszczałem, że wykona go Magic.", wyszło: "Wiedziałem, że można chybić
            powietrzny hak, ale nie przypuszczałem, że może stać się to za sprawą magii.".
            - CAŁE tłumaczenie "Pana Światła" Zelazny'ego w wykonaniu niejakiego Roberta
            Reszke (specjalnie zapamiętałem nazwisko), tak pełne bzdur, że nawet nie chce
            się wymieniać (jak "wcinanie generatorów" albo dialog o spłukiwanych wodą
            toaletach: kto zgadnie, o co w nim chodzi, dla tego niestraszny będzie żaden
            wiersz awangardowy ;-) ).
            - Niektórzy znawcy przedmiotu są zdania, że w pewnym sensie bublem - ale
            znacznie wyższej próby i odmiennego rodzaju - jest tłumaczenie Nabokova pióra
            Stillera, który tak chciał się popisać swoją erudycją, że wsadził do "Lolity",
            szczególnie w komentarzach, wiele znaczeń, których autor w ogóle nie miał na
            myśli i nie zawarł w oryginale. :-)
            -
            I've been waiting for this so long time, my little green friend!
                  • Gość: aga Re: Wpadki tłumaczy. IP: 81.219.117.* 24.08.06, 18:57
                    własnie najwyrazniej nie znasz sie na kolorach kasztonowe to takie bardziej z rudym
                    a ciemny blond to jak sama nazwa wzkazuje ciemny blond
                    ok zebys mial rozornienie :
                    ta np. pani ma łosy brązowe : lauren.graham.filmweb.pl/
                    ta ciemny blond
                    movies.yahoo.com/movie/contributor/1800023864/photo/554686
                    oczywiscie wsyztsko zalezy od farby;p
                    szukanie kasztanowych zajelo mi najwiecej czasu;p aż w koncu pryzpomniala mi się kasia skowrońska www.kasiaskowronska.friko.pl/galeria/skany/mag_sport-071103.jpg
                    • waldemar_batura Re: Wpadki tłumaczy. 24.08.06, 23:38
                      No, jeśli dla Was, Drogie Panie, taki ciemny blond to zupełnie inny kolor niż
                      brązowy (ciekawe tylko jaki - zwykle nie ujmuje się go w zestawieniach), to
                      rzeczywiście odpowiedniejszym partnerem dla rozmowy będzie najbliższy fryzjer.
                      Ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu na temat tłumaczy.
                    • waldemar_batura Re: Wpadki tłumaczy. 24.08.06, 23:38
                      No, jeśli dla Was, Drogie Panie, taki ciemny blond to zupełnie inny kolor tęczy
                      niż brązowy (ciekawe tylko jaki - zwykle nie ujmuje się go w zestawieniach), to
                      rzeczywiście odpowiedniejszym partnerem dla rozmowy będzie najbliższy fryzjer.
                      Ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu na temat tłumaczy.
                    • waldemar_batura Re: Wpadki tłumaczy. 24.08.06, 23:42
                      No, jeśli dla Was, Drogie Panie, taki ciemny blond nie ma nic wspólnego z
                      brązowym (taki zupełnie inny kolor - ciekawe czemu nie ujmuje się go w
                      zestawieniach), to rzeczywiście lepszym partnerem do rozmowy będzie najbliższy
                      fryzjer. Ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu na temat tłumaczy.
                    • waldemar_batura Re: Wpadki tłumaczy. 24.08.06, 23:42
                      No, jeśli dla Was, Drogie Panie, taki ciemny blond nie ma nic wspólnego z
                      brązowym (taki zupełnie inny kolor - ciekawe czemu nie ujmuje się go w
                      zestawieniach), to rzeczywiście lepszym partnerem do rozmowy będzie najbliższy
                      fryzjer. Ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu na temat tłumaczy.
                • aiczka Re: Wpadki tłumaczy. 20.09.06, 10:10
                  Albo raczej używa się określenia "szatyn(ka))". Każdego z określeń (łącznie z
                  "brązowymi") użyłabym w innym przypadku. Zdarza się, żę ludzie określają siebie
                  jako "ciemnych blondynów", bo w dzieciństwie mieli włosy blond, tymczasem osoby
                  postronne nazwałyby ich szatynami. Określenie "brązowe włosy" często dobrze
                  opisuje włosy ufarbowane na dość jednolity kolor - gdy nie mają rdzawego połysku
                  etc.
          • Gość: neutrina Re: Wpadki tłumaczy. IP: 82.160.102.* 20.09.06, 17:01
            Mnie na studiach tlumaczeniowych uczono jednak, że jednostki należy mniej więcej przeliczać, czyli np. nie pisać 100 jardów, ale ok. 100 metrów lub ponad 90 metrów. To jednak bardzo ułatwia zrozumienie tekstu. Pamiętam, że nieprzeliczanie jednostek było traktowane przez wykładowców jako poważny błąd w tłumaczeniu.
        • Gość: mega-musk Re: Wpadki tłumaczy. IP: 150.254.85.* 20.09.06, 11:34
          klymenystra napisała:

          > no, ale czegos takiego chyba sie nie zmienia? to tak, jak odleglosci podaje
          sie
          > w milach, wage w funtach itd

          Nie mam nic przeciwko zachowaniu w ksiązkach oryginalnych systemów miar i wag
          pod warunkiem że obok wartości jest podana JEDNOSTKA!!! w jakiej jest to
          wyrażone (zboczenie naukowca)
    • lib Re: Wpadki tłumaczy. 23.08.06, 22:47
      To nie książkowy przykład, ale tłumaczeniowy: w filmie :Karmazynowy pirat"
      jeden pan wyrzuca drugiego za burtę i krzyczy So Long! Po polsku słyszymy Tak
      Długo!
      W książce Olivera Sacksa "Wyspa daltonistów i wyspa sagowców" czytamy o
      ludziach z Kaukazu, choć z kontekstu jasno wynika, że nie może o nich chodzić,
      za to zapewne chodzi o causasians, czyli białych ludzi.
      lib

    • jarka63 Re: Wpadki tłumaczy. 25.08.06, 11:32
      Podłoga wysypana piaskiem,w oryginale sanded floor (Zysk)
      Simon,który siedział na palu - czyli Szymon Słupnik (Zysk)
      Gotowane słodycze (dosłowne tłumaczenie) - w Br.Eng. to twarde cukierki (Rebis)

      I wiele,wiele innych.Gdzie są redaktorzy? I dlaczego tłumacze nie znaja realiów
      danego obszaru językowego?
      • jottka re ogólne 25.08.06, 11:55
        jarka63 napisała:

        > I wiele,wiele innych.Gdzie są redaktorzy?

        redaktor kosztuje, wprawdzie relatywnie niewiele, no ale przecież można
        zaoszczędzić, a ludzie i tak kupią


        > I dlaczego tłumacze nie znaja realiów danego obszaru językowego?

        bo podstawowym, a często jedynym kryterium wyboru tłumacza przez wydawnictwo,
        jest cena strony tłumaczenia - i wybiera sie tego, kto sie zgodzi na najniższą,
        co zwykle pociąga za sobą adekwatne umiejętności
        • capuccino_days Re: re ogólne 25.08.06, 12:20
          > > I dlaczego tłumacze nie znaja realiów danego obszaru językowego?
          >
          > bo podstawowym, a często jedynym kryterium wyboru tłumacza przez wydawnictwo,
          > jest cena strony tłumaczenia - i wybiera sie tego, kto sie zgodzi na
          najniższą,
          > co zwykle pociąga za sobą adekwatne umiejętności

          to może być kwestia taka, że jak tłumacz chce być "konkurencyjny" to zgadza się
          na niskie stawki, więc musi wystukać dużo więcej stron. w takim pośpiechu przy
          nastej stronie danego dnia (lub nocy:) można pewnie napisać każdą głupotę, a
          jak jeszcze nie ma się czasu tego później sczytać, to wychodzi jak wychodzi
          • jottka Re: re ogólne 25.08.06, 12:42
            to niezupełnie działa w ten sposób

            ad jarka - nierzadko w rubryce redaktor/ redakcja widnieje znamienne słowo
            'zespół', dzieło od razu należy omijać. często też pod pojęciem redakcji rozumie
            sie bezpośrednie przygotowanie tekstu do druku, które nie ma wiele wspólnego z
            redakcją językową czy merytoryczną, są firmy, które ten ostatni typ redakcji
            pomijają z założenia, natomiast dobry redaktor - co logiczne - kosztuje, więc
            jeśli mu czy jej proponuje sie standardowo stawki pare zet za strone, to po
            pewnym czasie zaczyna szukać innej roboty


            ad capuccino - zgadza sie, tego typu konkurencyjność jest wymuszana przez część
            firm, tyle że nazwiska w ten sposób nie uzyskasz, a to podstawowe dobro
            tłumacza. na tempo to można tłumaczyć raport dla pana prezesa, jak sobie
            zapomniał, że rano przyjeżdża wspólnik z paryża, bo cyfry i tak są
            jednoznaczne:) teksty o wysokim poziomie skomplikowania (może to być literatura
            piękna, może być dzieło naukowe albo popularnonaukowe) wymagają z definicji
            więcej czasu, bo często nie sam przekład jako taki czas ci zajmuje, tylko
            szukanie specjalistów do konsultacji i specjalistycznych źródeł.

            no więc albo znowu - ludzie zaczynają szukać innego zajęcia (bo mordercza praca,
            powiedzmy, przez miesiąc, za którą dostaniesz po pół roku 2-3 tysiące i masz z
            tego zapłacić podatek, mało kogo zanęci na dłuższą metę), albo poniżej pewnej
            granicy nie zejdą. powoli jednakowoż czytelnictwo zaczyna zwracać uwagę na to,
            co czyta, jest pewna nadzieja, że rynek wymusi przyzwoitość:)
    • tomqpl Vonnegut 26.08.06, 12:06
      W "Wampterach, fomie i granfalonach" Vonneguta "Brave New World" Huxleya
      przetłumaczono jako "Odważny nowy świat" zamiast "Nowy wspaniały świat".
      • Gość: EWa Re: Vonnegut IP: *.CNet2.Gawex.PL 26.08.06, 22:40
        Cykl książek o braciszku Cadfaelu (autorka Ellis Peters) tłumaczą różni ludzie,
        stąd jedna i ta sama postać różnie nazywa się w kolejnych tomikach, np.:
        Maud/Matylda
        Egidiusz/Idzi it. Nie jest to może największy z błędów, ale dość irytujący.
        No i chyba najzabawniejsza wpadka tłumaczy, już nie pamiętam , z jakiego filmu:
        Penstation idiota tłumacz oddał jako Stację Pióro.
        • Gość: Anka Frida Kahlo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.06, 08:40
          Wlasnie koncze biografie FK wyd. przez Swiat Ksiazki (2003). Tlumaczenie -
          Barbara Cendrowska, ktora sadzac po wynikach w wyszukiwarce tlumaczy sporo i
          nie byle co. A w ww. ksiazce mamy takie kwiatki:
          - przy opisie obrazu 'Strzaskana kolumna' czytam o gwozdziach wbitych w cialo
          (str. 73), podczas gdy na zalaczonej reprodukcji wyraznie widac gwozdzie. nails
          a fingernails czyni roznice...
          - przy opisie obrazu 'Zraniony stol' tlumaczka pisze (str. 235) o ulubionym
          pawiu FK, a tak naprawde El Granizo byl jelonkiem i wlasnie to zwierze widac na
          reprodukcji;
          - Schiaparelli (str. 206) to wg tlumaczki mezczyzna, a to dosc znana
          projektantka mody obracajaca sie w swiecie artystow w Paryzu od lat 20-tych.
          owszem miala znanego stryja badacza Marsa, ale to na pewno nie on zaprojektowal
          stroj dla Fridy;
          - FK czasem podpisaywala sie w listach jako Xochitl (np. str. 201) czyli w
          wersji polskiej krol Toltekow - historia takiego nie odnotowuje, ale boginie -
          tak;
          - plus kwiatki typu 'zadzwonil do niej, ze nie pochwala sposobu leczenia' -
          str. 250
          Najdziwniejsze jest to, ze oprocz tlumaczki i redaktora nad ksiazka pracowaly
          tez 3 osoby z dzialu korekty.
          • zigzaur Fakt autentyczny: 20.09.06, 10:21
            We wczesnych latach pięćdziesiątych (NATO, Stalin, wojna w Korei, powstanie
            Bundeswehr itd.) delegacja pewnej huty pojechała na targi do Düsseldorfu (miasto
            to leżało w państwie ówcześnie nazywanym w Polsce "NRF", stosunków
            dyplomatycznych między państwami nie było, "NRF" nie uznawała polskiej granicy
            zachodniej ani istnienia państwa o nazwie "NRD").
            Delegacja hutników przeprowadziła rozmowy z firmą Mannesmann, światowym
            monopolistą w pewnej dziedzinie. Niemcy potem przesłali ofertę, ale aby zachować
            się elegancko (albo być może wiedzieli już o "inżynierach z awansu
            społecznego"), napisali ją w języku polskim.

            W tekście oferty pojawił się zwrot "...możemy też zorganizować szkolenie dla
            Waszych sprzedawczyków...".

            Najwidoczniej, autorzy oferty śledzili polską prasę i zauważyli, że w owym
            czasie bardzo często na pierwszych stronach gazet pojawiało się słowo
            "sprzedawczyk", znacznie częściej niż "sprzedawca". Myślano, że takie są
            tendencje rozwojowe języka polskiego.

            Jak było w zwyczaju w owe lata, korespondencja wpadła w ręce wiadomej służby.
            Funkcjonariusz stwierdził, że ma pewny awans: Niemcy zachodnie, sprzedawczycy,
            szkolenie.

            Hutnicy mieli poważne problemy z udowodnieniem, że nie są szpiegami.
            • zigzaur Kolejny fakt autentyczny: 20.09.06, 10:26
              Pewien dyrektor państwowej firmy odchodził na emeryturę i napisał po niemiecku
              pismo pożegnalne do zagranicznego kontrahenta. Chciał napisać, że będzie o nich
              pamiętał do końca swych dni. I użył zwrotu "bis meine Tage beendet sind".

              Tylko że w języku niemieckim zwrot "meine Tage" oznacza okres (w znaczeniu
              ginekologicznym).
              • zigzaur Jeszcze jeden fakt autentyczny: 20.09.06, 10:30
                Za czasów Gierka pewien dyrektor zjednoczenia został zaproszony na
                międzynarodową konferencję i w związku z tym poproszono go o przesłanie krótkiej
                notki biograficznej po angielsku.
                Dyrektor kazał kadrowcowi napisać opinię a potem przetłumaczyć na angielski.
                Kadrowiec użył powszechnego wówczas zwrotu:
                "... wyróżniał się osobistym zaangażowaniem w pracy zawodowej i działalności
                społecznej..."
                Po przetłumaczeniu na angielski i wysłaniu przyszły pytania wyjaśniające:

                1. Czy u Was zazwyczaj pracuje się per procura, bo Wasz dyrektor WYRÓŻNIAŁ się
                tym, że pracował osobiście?
                2. Czy prowadzenie bujnego życia towarzyskiego (social activity) nie nadwyrężyło
                dyrektorskiego zdrowia?
            • cauliflowerpl Cendrowska. 06.08.14, 16:06
              O rety.
              Aż sobie pozwolę odkopać wątek sprzed 8 lat, bo zdumienie moje sięgnęło zenitu.
              Skończyłam właśnie powieść "Królowa Noor" w tłumaczeniu Cendrowskiej.
              Przytoczę tylko to, co już mam zanotowane, bo innych kwiatków nie chce mi się szukać:

              "Król, doświadczony lotnik, święcił uroczystość dokonania wielkiego kroku naprzód przez swą ukochaną linię lotniczą, którą uważał za żywotne dla Jordanii połączenie ze światem" - czyżby zbyt dosłowne tłumaczenie "vital"?
              "Hussein i ja zostaliśmy, gawędząc o rodzinie i polityce. Wiedziała (gospodyni, przypis mój) wszystko, wypytując o każdego członka rodziny po imieniu i wykazując znajomość bieżących wydarzeń w szerokim świecie" - inwazja imiesłowów.
              "(Król i królowa Hiszpanii) Podróżują po kraju nie przedsiębiorąc szczególnych środków ostrożności"
              "... miast rezydować w swym wspaniałym zamku - Muzeum Prado, hiszpańska rodzina królewska zamieszkała w Palacio de la Zarzuela, skromnej budowli, którą wznieśli na spokojnych przedmieściach Madrytu" - orzeczenie nie odpowiada podmiotowi

              i - moje ulubione - poszczególny projektant:
              "...a ubrania, które wybiera znana kobieta, mogą przynieść sukces nie tylko poszczególnemu projektantowi, lecz rozpropagować przemysł odzieżowy całego kraju"

              Nie wiem, co złego uczyniła Jej Wysokość Królowa Noor Pani Cendrowskiej, zemsta tłumaczce udała się jednak doskonale - ta książka, w polskim wydaniu, nie nadaje się do czytania.

              Dziękuję za ostrzeżenie przed kolejnym "dziełem".
              • cauliflowerpl Re: Cendrowska. 06.08.14, 16:08
                Acha, no i zdanie "zanotowałam potem w SWOIM dzienniku" powtórzyło się widocznie tyle razy, że się doń przyzwyczaiłam i prawie o nim zapomniałam. Gdy pojawiło się po raz setny, zaczęłam się zastanawiać, czy pominięcie tego "swoim" faktycznie zmyliłoby czytelnika, który pomyśleć gotów, że chodzi, na przykład, o dziennik Księżnej Walii.
      • jarkoni Re: Wpadki tłumaczy. 19.09.06, 23:55
        właśnie oglądam TVN "Katastrofy lotnicze", kapitan samolotu krzyczy: Wieża,mamy
        ogień na pokładzie... Tłumaczenie: Mamy awarię...
        To był 3 września 1998, 229 osób zginęło...
        To nie różnica między Kubusiem Puchatkiem pani Ireny Tuwim, a Fredzią Phi-Phi
        jakiej frustratki z anglistyki..
        Powoli zaczynam podejrzewać, że część bieżących informacji ze świata jest
        tłumaczona albo ad hoc, albo przez ignorantów.. I oby nie.
        Pozdrawiam
        • escott Re: Wpadki tłumaczy. 20.09.06, 00:32
          Twój zarzut słuszny, ale post trochę za bardzo chyba napastliwy. "Fredzia" to
          nie jest przekład "frustratki z anglistyki" tylko tłumaczenie znakomicie
          oddające klimat i język oryginału. "Kubuś Puchatek" Ireny Tuwim przyjął się,
          tak jak przyjęła się landrynkowata wersja Disneya, ale z na wskroś
          angielskim "Winnie the Pooh" nie ma wiele wspólnego. To ("KP") jest po prostu
          wygładzona, posłodzona adaptacja - nie przeczę, bardzo miła w lekturze.
          Zgadzam się, że tłumacze "bieżących informacji ze świata" często popełniają
          błędy, ale prosiłabym o wyjaśnienie, co to jest "tłumaczenie ad hoc"?
          • jarkoni Re: Wpadki tłumaczy. 20.09.06, 01:24
            escott, ja wiem, że i Kubuś Puchatek był kobietą, jak i Curie-Skłodowska była
            kobietą (vide "Seksmisja"), pewnie zwyciężyły dziesiątki lat tłumaczenia i
            dlatego Fredzia Phi-Phi była szokiem i zdziwieniem jednego sezonu i zaginęła w
            pomroce dziejów. Pamiętam tylko, że była tłumaczką jakaś rewolucyjna studentka
            anglistyki. A Winnie the Pooh znają w "Tuwimowym" tłumaczeniu już pokolenia i
            jakiż sens z tym walczyć.
            Nie wiem jak inni, ja Fredzi nie polubiłem, a Kubusia uwielbiam...Dlatego, że
            słodki.
            Natomiast "ad hoc" to nie bieżące tłumaczenie np. sytuacji z frontu na żywo w
            TV, ale praca pod presją czasu.Ma Pan 5 minut na przetłumaczenie tekstu, za 7,5
            minuty wchodzimy na antenę, a lektor/ka musi jeszcze na to spojrzeć z raz.Wot i
            bywajut oszibki konieszna, prosta niet wremieni sztoby toczno eto sdielat
            • jarkoni Re: Wpadki tłumaczy. 20.09.06, 01:30
              a co do wpadek tłumaczy, od ponad 20 lat nie mogę się doczekać kiedy zobaczę
              tłumaczenie np "don't pull my leg" jako nie ciągnij mnie za nogę.Wtedy popłaczę
              się ze śmiechu.
              • mufka9 Re: Wpadki tłumaczy. 20.09.06, 10:07
                a czy ktoś jeszcze pamięta audycje radiowe Marka Gaszyńskiego, który prezentował
                zespoły heavymetalowe (!) i tłumaczył np. AC/DC "She's got the balls' jako "ona
                ma piłki" a "beating around the bush" = "kręcąc się dookoła krzaka"...
                :-D
              • aiczka Re: Wpadki tłumaczy. 20.09.06, 10:19
                Ależ właśnie miałam opisać uroczą scenę z jakiegoś miniserialu, którego akcja
                toczy się w dziewiętnastym czy na początku dwudziestego wieku: elegancka i
                dobrze wychowana panienka figlarnie mówi do towarzyszącego jej w restauracji
                pana: "Ciągniesz mnie za nogę!". Niestety nie pamiętam, co to był za film, więc
                Ci nie powiem, co masz obejrzeć.
              • Gość: kluge Re: Wpadki tłumaczy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.06, 11:46
                Moje ulubione:

                w jednym filmie nie pamiętam tytułu
                policjant krzyczy "palms up!"
                a po polsku lektor czyta "palmy w górę!"

                kompletnie pozbawione sensu i nikt tego
                nie wychwycił.. (może myślał że tłumaczy
                opis jakiejś mszy wielkanocnej?)

                i jeszcze
                są dwa tłumaczenia Kontaktu Sagana
                w jednym jest napisane coś w rodzaju
                "przeegzaminowali" ileśtam planet
                a chodzi oczywiście o examine czyli
                badać
              • Gość: ms Re: Wpadki tłumaczy. IP: 65.57.245.* 21.09.06, 06:22
                > od ponad 20 lat nie mogę się doczekać kiedy zobaczę
                > tłumaczenie "don't pull my leg" jako nie ciągnij mnie za nogę.

                www.poleng.pl/home/translation/index.php?lang=eng&stext=don%27t%20pull%20my%20leg&ttext=nie%20wyci%C4%85gnij%20mojej%20nogi
                "nie wyciągnij mojej nogi"

                www.tranexp.com:2000/InterTran?url=http%3A%2F%2F&type=text&text=don%27t+pull+my+leg&from=eng&to=pol
                "don't ciągnąć mój noga"

                ectato poltran był akurat wyłączony, ale też był śmieszny

                btw. a co to tak naprawdę znaczy?
              • Gość: paszczakowna1 Re: Wpadki tłumaczy. IP: *.iim.pl 21.09.06, 09:45
                > a co do wpadek tłumaczy, od ponad 20 lat nie mogę się doczekać kiedy zobaczę
                > tłumaczenie np "don't pull my leg" jako nie ciągnij mnie za nogę.

                Kiedyś w księgarni dostałam przy zakupie broszurkowe wydanie noweli kryminalnej
                Biggersa (tego od Charlie'go Chana). Za darmo, i prędko zrozumiałam dlaczego.
                Widniało tam zarówno 'jesteś ciągnący moją nogę' (you are pulling my leg), jak i
                'postradał oblicze' (lost his face). Nazwiska tłumacza nie było chyba i
                podejrzewam program komputerowy, bo człowiek by tego nie zrobił.
            • escott Re: Wpadki tłumaczy. 20.09.06, 10:35
              jarkoni, albo Ty mnie ciągniesz za nogę ;) albo ja nic z tego nie rozumiem.
              Znowu jakieś tajemnicze historie. Dziesiątki lat tłumaczenia CZEGO zwyciężyły i
              co poległo? Co ma piernik (płeć) do wiatraka (teoria przekładu)? Od kiedy o
              jakości tłumaczenia decyduje Twoja sympatia do bohatera polskiej wersji i/lub
              sondaż opinii publicznej? Kto walczy z "Kubusiem..." Tuwimowej?
              Jak sobie wyobrażasz pracę tłumacza wiadomości "nie pod presją
              czasu"? "Spokojnie, chyba jest tu coś o jakiejś wojnie, ale proszę się nie
              spieszyć, nadamy to jutro?"
              Znowu, przyznaję Ci rację, że tłumaczenia telewizyjne wołają często o pomstę do
              nieba. Ale nie widzę związku z "Fredzią..."
              A, i jeszcze jedno pytanie: skąd znam "Fredzię...", skoro zniknęła w pomroce
              dziejów?
          • Gość: Bozena Re: Wpadki tłumaczy. IP: *.server.ntli.net 20.09.06, 22:00
            Alez wlasnie, ze nie oddaje - przynajmniej imie Fredzia Fi-fi czy cos tam.
            Pierwowzorem dla Puchatka byla niedzwiedzica 'Winnie' ale to nie od Winnifer
            czy Winniefred a od Winnipeg - z tego stanu pochodzil opiekun misia. Potem mis
            ten stal sie inspiracja ksiazki, ale podobno oryginalnie mial sie nazywac
            Edward. Nie wiem skad autorce tlumaczenia przyszlo do glowy, ze to dziewczynka
            Fredzia???