Dodaj do ulubionych

Róża w Oxfordzie

20.03.18, 10:01
Ten motyw czasem przewijał się w dyskusjach, ale dane zawsze były zbyt ograniczone, by wyciągać jakieś wnioski. Teraz mamy ich ciut więcej, choć nie z pierwszej ręki.
Intryguje mnie życie Róży w Oxfordzie. Mieszkała tam kilkanaście lat, wychowywała dwoje dzieci. Tymczasem można odnieść wrażenie, że z Anglią nic jej nie wiązało poza pracą Fryca i umową najmu.
Róża nie pracuje i raczej nigdy nie pracowała. Taka powtórka z Mili, której życiowym celem było wychowywanie dzieci. ALE - między PRL anno domini 1977 a Wielką Brytanią w drugiej dekadzie XXI wieku jest ogromna różnica! W "KK" prowadzenie domu rzeczywiście było pracą na dwa etaty. Czynności takie jak pranie, zakupy czy sprzątanie pochłaniały o wiele więcej czasu niż dzisiaj. Ponadto Mila miała czwórkę dzieci, które dzieliło sporo lat, a pracę porzuciła dopiero po narodzinach trzeciego. Róża ma dwójkę dobrze już odchowaną.
Pierwsza sprawa więc to kwestia pracy, a raczej jej braku. A druga, wynikająca z tej pierwszej - CO właściwie Róża robiła, kiedy mąż był w pracy a dzieci w szkole? Siedziała w domu i codziennie myła okna? Nie czuła się samotna, nie miała potrzeby, by "wyjść do ludzi" lub zrobić coś produktywnego? Z "CZ" wyłania się obraz kobiety, która przez ponad dziesięć lat nie weszła w żadne relacje ze światem, w którym żyła. Nie miała znajomych, w nic się nie zaangażowała. Kiedy mąż wyjechał jedynym wsparciem była matka, która przyjechała z Polski. W przeprowadzce pomagała tylko siostra męża. Przez dwa miesiące Róża siedziała i czekała, zawieszona między powrotem do Polski, a pozostaniem w Anglii - tylko pod warunkiem powrotu Fryca. A co z opcją "Fryca nie ma, ale życie moje i dzieci jest w Oxfordzie, zostajemy, sama przedłużam umowę najmu"? Nie chodziło raczej o pieniądze - Fryderyk nie przestał utrzymywać rodziny, a przecież wcześniej też żyli tylko z jego pensji.
Obserwuj wątek
    • przymrozki Re: Róża w Oxfordzie 20.03.18, 10:32
      Ostatni raz tryb życia Róży widzieliśmy w 2004 r. W ciąży wzięła dziekankę i albo siedziała w domu, albo chodziła po mleko półtłuste, albo prasowała ubranka, albo zjadała kurczaki, albo haratała w Scrabble'a z Laurą. Jeżeli utrzymała ten stopień zainteresowania światem, to nic dziwnego, że nic jej w Anglii nie trzyma. Patelnia smaży tak samo w Oxfordzie i w Poznaniu, a w Poznaniu kogoś jednak zna. I zawsze znajdzie jakiegoś frajera, który jej zorganizuje dach nad głową.
      • tt-tka Re: Róża w Oxfordzie 20.03.18, 10:42
        Rozy po prostu nie ma. MM kupila lalke i udaje, ze zo zywe.
        Sorry, moge sobie wyobrazic kobiete, ktora nie pracuje zarobkowo, nawet znam takie - ale kazda z nich jednak cos robi i jakies relacje ze swiatem ma. Chocby z sasiadka, nauczycielami dzieci, sprzedawca w pobliskim sklepie...
        Absolutnie niemozliwe, nawet w poteznie zaburzonej rodzinie, w ktorej wszyscy sa, pardon, nienormalni, jest takie calkowite milczenie, gdy raptem zmienia sie cale zycie. Dzieci wierca dziesiatki dziur w brzuchu, sa zachwycone/obrazone/ciekawe/cokolwiek, ale SA ! I matka COS im mowi, wyjasnia, przekonuje, kaze. A tam miedzy Roza a dziecmi nie pada ani jedno slowo. Rekwizyty, ot co.
      • marutax Re: Róża w Oxfordzie 20.03.18, 10:51
        przymrozki napisała:

        > Ostatni raz tryb życia Róży widzieliśmy w 2004 r. W ciąży wzięła dziekankę i al
        > bo siedziała w domu, albo chodziła po mleko półtłuste, albo prasowała ubranka,
        > albo zjadała kurczaki, albo haratała w Scrabble'a z Laurą. Jeżeli utrzymała ten
        > stopień zainteresowania światem, to nic dziwnego, że nic jej w Anglii nie trzy
        > ma. Patelnia smaży tak samo w Oxfordzie i w Poznaniu, a w Poznaniu kogoś jednak
        > zna. I zawsze znajdzie jakiegoś frajera, który jej zorganizuje dach nad głową.
        >

        Ale wtedy mieszkała z rodziną, więc niemal cały czas miała jakieś towarzystwo. W Oxfordzie wydaje się całkiem sama. Fryderyk pracuje (prawdopodobnie dużo), dzieci sporą część dnia spędzają w szkole - napisałabym "i na zajęciach pozaszkolnych", ale możliwe, że jako borejkowska krew poza szkołą nic nie robią i nie mają znajomych ;-/ A Róża siedzi sama w domu, coś odkurzy, coś ugotuje... I nic więcej? Może stąd to prasowanie - to jedna z niewielu czynności, którym dziś trzeba poświęcić niemal tyle samo czasu, co pół wieku wcześniej...
        • przymrozki Re: Róża w Oxfordzie 20.03.18, 10:56
          marutax napisała:


          > Ale wtedy mieszkała z rodziną, więc niemal cały czas miała jakieś towarzystwo.
          > W Oxfordzie wydaje się całkiem sama.

          Ale też co czytamy nowy tom, to w Oxfordzie ktoś z rodziny siedzi. A to mama Fryderyka, a to Gaba, a to Mila, a to Łusia z Ziutkiem.
        • yvi1 Re: Róża w Oxfordzie 20.03.18, 10:57

          > Ale wtedy mieszkała z rodziną, więc niemal cały czas miała jakieś towarzystwo.
          > W Oxfordzie wydaje się całkiem sama. Fryderyk pracuje (prawdopodobnie dużo), dz
          > ieci sporą część dnia spędzają w szkole - napisałabym "i na zajęciach pozaszkol
          > nych", ale możliwe, że jako borejkowska krew poza szkołą nic nie robią i nie ma
          > ją znajomych ;-/ A Róża siedzi sama w domu, coś odkurzy, coś ugotuje... I nic w
          > ięcej? Może stąd to prasowanie - to jedna z niewielu czynności, którym dziś trz
          > eba poświęcić niemal tyle samo czasu, co pół wieku wcześniej...

          He,he.Mamy nowy rodzaj postaci.Grzegorz,mieszadlo do salat i zup.Roza,automat do prasowania.Mila i Karol,automat do zucia gumy...
    • mika_p Re: Róża w Oxfordzie 20.03.18, 23:42
      W wyobraźni wszystko się miesci, tylko czasem autorka zapomni spisać to do książki.
      Wystarczyłyby trzy zdania:
      Róża bez większego żalu zrezygnowała z pracy w restauracji, a i bez wyrzutów sumienia, bo jak zwykle w czasie wakacji stały personel uzupełniali studenci z całego świata, chcący w czasie wakacji przeżyć przygodę, dorobić, podszlifować język. Bardziej przykro było szefowi, który - mimo że pracowała tylko na część etatu - cenił jej zdolność łagodzenia konfliktów i zadrażnień, o które tak łatwo w międzynarodowym środowisku i w relacjach z klientami. Choć angielski Róży nie był najlepszy, promieniowała z niej chęć pomocy i rozwiązania problemu, którą wyczuwali wszyscy poza ekstremalnymi pieniaczami, a tych rozbrajała zawsze propozycja "a nice cup of tea"
      • marutax Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 08:37
        mika_p napisała:

        > W wyobraźni wszystko się miesci, tylko czasem autorka zapomni spisać to do ksią
        > żki.
        > Wystarczyłyby trzy zdania:

        I jeszcze ze dwa o koleżankach, które namawiały Różę do pozostania, ale kiedy zdanie Gaby przeważyło pomogły z pakowaniem...
      • ako17 Re: Róża w Oxfordzie 11.07.21, 18:51
        mika_p napisała:

        > W wyobraźni wszystko się miesci, tylko czasem autorka zapomni spisać to do ksią
        > żki.
        > Wystarczyłyby trzy zdania:
        > Róża bez większego żalu zrezygnowała z pracy w restauracji, a i bez wyrzutów
        > sumienia, bo jak zwykle w czasie wakacji stały personel uzupełniali studenci z
        > całego świata, chcący w czasie wakacji przeżyć przygodę, dorobić, podszlifowa
        > ć język. Bardziej przykro było szefowi, który - mimo że pracowała tylko na częś
        > ć etatu - cenił jej zdolność łagodzenia konfliktów i zadrażnień, o które tak ł
        > atwo w międzynarodowym środowisku i w relacjach z klientami. Choć angielski Róż
        > y nie był najlepszy, promieniowała z niej chęć pomocy i rozwiązania problemu, k
        > tórą wyczuwali wszyscy poza ekstremalnymi pieniaczami, a tych rozbrajała zawsze
        > propozycja "a nice cup of tea"
        >

        >
        O. Śliczne
    • kon.zrzeda Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 09:40
      Czy Róża, powróciwszy w pielesze, nie powiedziała czegoś w rodzaju "Miło być w domu i dobrze jest mieć dom"? W tym Oksfordzie musiało być coś mocno nie tak. Obstawiam, że kiepskie małżeństwo, samotność i ugrobienie z dziećmi w domu siadło jej na psyche. Częsty przypadek.
      • bupu Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 13:33
        kon.zrzeda napisała:

        > Czy Róża, powróciwszy w pielesze, nie powiedziała czegoś w rodzaju "Miło być w
        > domu i dobrze jest mieć dom"? W tym Oksfordzie musiało być coś mocno nie tak.
        > Obstawiam, że kiepskie małżeństwo, samotność i ugrobienie z dziećmi w domu siad
        > ło jej na psyche. Częsty przypadek.

        A ja obstawiam, że to skutki klanowej indoktrynacji. Prawdziwy dom jest wszakże jeden, borejkowski, pod czujnym spojrzeniem mamuni i babuni.
    • bupu Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 10:01
      marutax napisała:

      > Ten motyw czasem przewijał się w dyskusjach, ale dane zawsze były zbyt ogranicz
      > one, by wyciągać jakieś wnioski. Teraz mamy ich ciut więcej, choć nie z pierwsz
      > ej ręki.
      > Intryguje mnie życie Róży w Oxfordzie. Mieszkała tam kilkanaście lat, wychowywa
      > ła dwoje dzieci. Tymczasem można odnieść wrażenie, że z Anglią nic jej nie wiąz
      > ało poza pracą Fryca i umową najmu.
      > Róża nie pracuje i raczej nigdy nie pracowała. Taka powtórka z Mili, której życ
      > iowym celem było wychowywanie dzieci. ALE - między PRL anno domini 1977 a Wielk
      > ą Brytanią w drugiej dekadzie XXI wieku jest ogromna różnica! W "KK" prowadzeni
      > e domu rzeczywiście było pracą na dwa etaty. Czynności takie jak pranie, zakupy
      > czy sprzątanie pochłaniały o wiele więcej czasu niż dzisiaj. Ponadto Mila miał
      > a czwórkę dzieci, które dzieliło sporo lat, a pracę porzuciła dopiero po narodz
      > inach trzeciego. Róża ma dwójkę dobrze już odchowaną.
      > Pierwsza sprawa więc to kwestia pracy, a raczej jej braku. A druga, wynikająca
      > z tej pierwszej - CO właściwie Róża robiła, kiedy mąż był w pracy a dzieci w sz
      > kole? Siedziała w domu i codziennie myła okna? Nie czuła się samotna, nie miała
      > potrzeby, by "wyjść do ludzi" lub zrobić coś produktywnego? Z "CZ" wyłania się
      > obraz kobiety, która przez ponad dziesięć lat nie weszła w żadne relacje ze św
      > iatem, w którym żyła. Nie miała znajomych, w nic się nie zaangażowała.

      Uprzejmie tylko przypomnę, że Pyza jest Borejkówną z matki. A Borejkowie, cały klan co do jednej sztuki, programowo nie miewają zainteresowań, ani przyjaciół. Pokazcie mi w tych nowszych tomach, tak od CR wzwyż, bodaj jednego członka klanu, który posiada jakieś hobby, działa w jakiejś organizacji albo posiada życie towarzyskie. Chociaż jednego.

      No nie znajdziecie takiej osoby. Tam się pracuje, czyta albo marynuje na łonie rodziny, innych opcji nie przewidziano. I żadne z Borejków nie jest zainteresowane światem, oni się do tego świata dawno odwrócili tyłem. Miłośnik i znawca antyku Ygnac nawet w muzeach nie bywa, o bodaj korespondowaniu z innymi filologami klasycznymi nie wspomnę. Milicja kiedyś dramatopisała, ale już nie pisze bo teatry nie chcą wystawiać, więc foch. Cztery ich córki nie mają żadnych przyjaciół ani życia poza domem i pracą, to samo z wnukami (Boginio, jacy to muszą być boleśnie nudni ludzie, zero zainteresowań, skupieni wyłącznie na sobie a najvardziej ich kręci wewnątrzklanowa prokreacja...)

      Zatem Róża może się wam wydawać dziwolągiem, ale jako członek klanu jest normalna i w niczym nie odstaje od obowiązującego wewnątrz klanu modelu.
      • sowca Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 10:47
        Laura śpiewa w ognisku muzycznym, dopiero pozniej staje się to jej zawodem.
        Józinek gra w piłkę z kumplami.
        Nutria pisze wiersze.
        Ida remontuje z pasją.

        Reszta faktycznie.
        • bupu Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 14:04
          sowca napisała:

          > Laura śpiewa w ognisku muzycznym, dopiero pozniej staje się to jej zawodem.

          Wzmianka o ognisku muzycznym pojawiła się tylko raz, na przestrzeni wielu tomów.

          > Józinek gra w piłkę z kumplami.

          A potem zainteresowanie piłką mu odpada i usycha razem z życiem towarzyskim. Jako późny nastolatek i dorosły Józef ma dokładne zero zainteresowań i zero kumpli.

          > Nutria pisze wiersze.

          Tak. Jako nieszczęśliwa stara panna, co to boczkiem w stołowym. W momencie, gdy łapie portki (Rojka), przestaje pisać poezje.

          > Ida remontuje z pasją.

          Ida remontuje nie z miłości do remontów, tylko dlatego, że chce zamieszkać w Ruince, co bez remontu byłoby niewykonalne.
        • tt-tka Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 14:25
          sowca napisała:

          > Laura śpiewa w ognisku muzycznym, dopiero pozniej staje się to jej zawodem.
          > Józinek gra w piłkę z kumplami.
          > Nutria pisze wiersze.
          > Ida remontuje z pasją.


          Ale a propos czego ta uwaga ? zycia Rozy w O. ? Bo Laura pospiewala w ognisku jako jeszcze uczennica, zreszta nie nawiazujac tam zadnych znajomosci, Jozwa haratal w gale majac lat 9, jako dorosli, a tym bardziej sparowani sa tak samo wyizolowani jak reszta.
          Nutria ucieka w wiersze, Ida w remonty (po latach w piwnicy bylabym sklonna remontowac nawet szalas pasterski), ale nadal nie jest to sposob na zycie. Tm bardziej na zycie poza klanem.

          Roza moze - kiedys tak ja sobie wyobrazilam :) - byc kochana czytelniczka i bywalczynia ludu ksiegi u MM, rozwiazywac zagadki literackie i zachwycac sie fotkami cudzych dzieci, ale nawet gdyby, co z tego ma jej rodzina i ona sama ? Ulepkowa atmosferke na stronie ?
      • marutax Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 11:37
        bupu napisała:


        > Zatem Róża może się wam wydawać dziwolągiem, ale jako członek klanu jest normal
        > na i w niczym nie odstaje od obowiązującego wewnątrz klanu modelu.

        Rzecz w tym, że w Oxfordzie Róża jest niejako z konieczności poza klanem. I przez +/- 10 lat nie stworzyła sobie życia poza Frycem. Jego nie ma i nagle nic nie ma. Nawet nie można powiedzieć, że żyła dla dzieci, bo ani się ich potrzebami nie interesuje, ani nie angażuje w ich życie.

        To właśnie wydaje mi się koszmarne. Jeśli tak rzeczywiście można bytować, to objaw poważnych zaburzeń. Serio, ja nie oczekuję, żeby Róża zaczęła uprawiać ekwilibrystykę, rzeźbić w drewnie ani działać radzie miasta (czy jej angielskim odpowiedniku). Ale ona nie ma nic i nikogo! Nie wyobrażam sobie, by tak żyć nawet miesiąc, a co dopiero kilka lat.


        • bupu Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 12:15
          marutax napisała:

          > bupu napisała:
          >
          >
          > > Zatem Róża może się wam wydawać dziwolągiem, ale jako członek klanu jest
          > normal
          > > na i w niczym nie odstaje od obowiązującego wewnątrz klanu modelu.
          >
          > Rzecz w tym, że w Oxfordzie Róża jest niejako z konieczności poza klanem. I prz
          > ez +/- 10 lat nie stworzyła sobie życia poza Frycem. Jego nie ma i nagle nic ni
          > e ma. Nawet nie można powiedzieć, że żyła dla dzieci, bo ani się ich potrzebami
          > nie interesuje, ani nie angażuje w ich życie.

          Wypisz wymaluj jak jej mamunia, nieprawdaż? Z tym że mamunia istnieje dla seniorów, męża ma w nosie tak samo jak progeniturę. Niemniej Róża taki dokładnie model życiowy wyniosła z domu rodzinnego.
          • marutax Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 12:41
            bupu napisała:

            >
            > Wypisz wymaluj jak jej mamunia, nieprawdaż? Z tym że mamunia istnieje dla seni
            > orów, męża ma w nosie tak samo jak progeniturę. Niemniej Róża taki dokładnie mo
            > del życiowy wyniosła z domu rodzinnego.

            Jednak jest duża różnica. Gaba ma jakąś pracę i choć nie widać, by łączyły ją z kimś przyjacielskie relacje to może przynajmniej z kimś ponarzekać na pensum. Ma kilkoro dawnych znajomych, z którymi utrzymuje kontakty, wprawdzie zależne od potrzeb jej i rodziny, ale jednak ci ludzie istnieją. No i ma cały czas obok przynajmniej jedną siostrę.

            Róża to Gaba podniesiona do potęgi. Według dostępnych informacji nie pracuje, nie działa, nie ma zainteresowań ani znajomych. A okoliczności bytowe sprawiają, że nie ma też na co dzień borejkowskiej rodziny.

            Na serio nie umiem sobie wyobrazić, jak wyglądało jej życie w Oxfordzie...
            • sanfran_84 Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 13:24
              marutax napisała:

              >
              > Róża to Gaba podniesiona do potęgi. Według dostępnych informacji nie pracuje, n
              > ie działa, nie ma zainteresowań ani znajomych. A okoliczności bytowe sprawiają,
              > że nie ma też na co dzień borejkowskiej rodziny.
              >
              > Na serio nie umiem sobie wyobrazić, jak wyglądało jej życie w Oxfordzie...

              Róża jest typowym bohaterem-rekwizytem, od momentu zamążpójścia niepotrzebnym fabularnie, więc wysłanym na emigrację, od czasu do czasu tylko wyciąganym z szafy. Z tego względu ma nienapisane życie osobiste, do tej pory nie było ono nikomu do niczego potrzebne, wystarczyło tylko wiedzieć, kto jest jej mężem i ile ma ona dzieci. Gdy MM uznała, że Róża jest potrzebna z powrotem w głównym nurcie historii, nie zadbała o to, by zasypać nieco tę wyrwę, która musiała się objawić, gdy Róża wróciła jako pełnoprawna uczestniczka wydarzeń. A wystarczyło naprawdę tych kilka zdań, które tu na forum proponowałyście - że rezygnuje z jakiejś pracy na ćwierć etatu, że koleżanki nie chciały, żeby wracała do PL, ale skoro decyzja zapadła, to pomogły ją pakować, itp. Cała akcja Róża - Oksford wynika więc nie tyle z cech osobowościowych Róży i tego, co wyniosła ona z domu, ile z zaniedbania poczynionego przez autorkę. Wiadomo, że gdy saga rozrosła się o kolejnych bohaterów, części z nich siłą rzeczy trzeba była zabrać czas antenowy, ale nikt nigdy nie kazał MM opisywać żywotu Róży w Oksfordzie dzień po dniu. Wystarczyło tylko krótko zarysować tło jakiegokolwiek jej codziennego życia przy okazji przeprowadzki.
              Podobnie rzecz stała się z Elką, tyle że ona wylądowała dużo dalej i na razie nie widać powodu, dla którego miałaby wracać i objawiać się w fabule kolejnych książek. Patrząc na to, jak wyglądało życie Róży do momentu powrotu do Poznania (czyli nijak przez plus-minus dekadę), może to i lepiej...
              • tt-tka Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 13:55
                Imo nie wystarczyloby kilka zdan o rezygnacji z cwiercetatu i pomagajacych sie pakowac kolezankach, bo to w zaden sposob nie usprawiedliwia Rozy, ktora swoimi wlasnymi dziecmi nie zajmuje sie wcale, nie rozmawia z nimi ani razu, nie zalatwia zadnych ich spraw w jukeju (wlasnie przestaly tam chodzic do szkoly) ani w Polsce (wlasnie zaczely tu chodzic do szkoly), nie zatroszczy sie nawet o to, na czym beda siedziec ani w czym trzymac swoje rzeczy (ulokowano je w pokoju przygotowanym dla niemolecia) - za to o bratowa i bratanice jest dbala i rozcwierkana. Ergo - rodzina to tyllko ta, z ktorej sie pochodzi, wlasna, osobiscie zalozona jest ignorowana. Zupelnie jak Gabon, ktory swoimi dziecmi sie zajmowal i kochal je tylko do chwili, gdy wyrosly z pieluch, za to siostrzencem i siostrzenica - ho, ho, ho. Zawsze i chetnie.
                • sanfran_84 Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 15:53
                  tt-tka napisała:

                  > Imo nie wystarczyloby kilka zdan o rezygnacji z cwiercetatu i pomagajacych sie
                  > pakowac kolezankach, bo to w zaden sposob nie usprawiedliwia Rozy, ktora swoimi
                  > wlasnymi dziecmi nie zajmuje sie wcale, nie rozmawia z nimi ani razu, nie zala
                  > twia zadnych ich spraw w jukeju (wlasnie przestaly tam chodzic do szkoly) ani w
                  > Polsce (wlasnie zaczely tu chodzic do szkoly), nie zatroszczy sie nawet o to,
                  > na czym beda siedziec ani w czym trzymac swoje rzeczy (ulokowano je w pokoju pr
                  > zygotowanym dla niemolecia) - za to o bratowa i bratanice jest dbala i rozcwier
                  > kana. Ergo - rodzina to tyllko ta, z ktorej sie pochodzi, wlasna, osobiscie zal
                  > ozona jest ignorowana. Zupelnie jak Gabon, ktory swoimi dziecmi sie zajmowal i
                  > kochal je tylko do chwili, gdy wyrosly z pieluch, za to siostrzencem i siostrze
                  > nica - ho, ho, ho. Zawsze i chetnie.
                  >

                  Wszytko prawda, ale czy to znów nie wynika z tego, iż Róża jest rekwizytem? MM potrzebna była kobieta-matka, która pokaże rozedrganej artystce i jej mężowi-miągwie, że opieka nad noworodkiem to po pierwsze bułka z masłem, po drugie supersprawa i nic, tylko się cieszyć, i prasować te przysłowiowe ciuszki. Do tego musiała z jakiegoś powodu zamieszkać z młodym małżeństwem, więc to musiał być ktoś z rodziny. A która z kobiet w tej rodzinie najbardziej cieszyła się macierzyństwem i opieką nad noworodkiem? Która powiadała, że nie trzeba się bać, to tylko małe dziecko, ono nic nie zrobi? Ano Róża właśnie, więc MM napisała grubymi nićmi fastrygowany wątek z niby-porzuceniem Róży przez Fryca, zapakowała towarzystwo z powrotem do Polski i Róża w Poznaniu robi dokładnie to, do czego była potrzebna: zajmuje się IGSem, Agnieszką i ich córką. Jej własne dzieci także nie były fabularnie do niczego potrzebne, więc również robią za żujące gumę i nieodzywające się rekwizyty. Są tam tylko po to, żeby pokazać, iż Róża jest matką, ale ona swoje matczyne zapędy realizuje na małej Strybównie - bo takie było założenie autorki. Słowem - nie tyle winię tu Różę samą w sobie, ile MM, która tak się skupiła na tym, co jej było potrzebne, że zapomniała, że nie współgra to z resztą, choćby wspomnianą przez Ciebie opieką (a raczej jej brakiem) Róży nad własnymi dziećmi.
                  • tt-tka Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 16:00
                    Laura tez rekwizyt. A i Gaba. O nadszympansie nie mowiac. Opieke nad oblanym lzami szczescia, wyczekiwanym Juleczkiem realizuje sie podrzucajac trzylatka zapracowanej po uszy Pulpie...

                    Tak, wiem, ze to wina MM. Moglabym na nia najechac, ale jakos sie utarlo, ze mowimy o jej ksiazkach, nie o niej. Na ogol. Zreszta gdybym szczerze napisala, co mysle o altorce, to sama siebie musialabym wyciac :)
                    • sanfran_84 Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 18:17
                      tt-tka napisała:

                      > Tak, wiem, ze to wina MM. Moglabym na nia najechac, ale jakos sie utarlo, ze mo
                      > wimy o jej ksiazkach, nie o niej. Na ogol. Zreszta gdybym szczerze napisala, co
                      > mysle o altorce, to sama siebie musialabym wyciac :)
                      >
                      Nie no jasne, rozumiem :) Chodzi mi tylko o to, że ciężko w pewnych momentach szukać jakichś związków przyczynowo-skutkowych w poczynaniach bohaterów, bo one nie zostały napisane przez MM. Róża i jej oksfordzkie życie, a także interakcje z jej własnymi dziećmi w sprawach wyjazdu taty do USA/powrotu do PL są tego najlepszymi przykładami. Pytanie, po co w ogóle Róża została przywleczona (niby) na stałe do kraju. Czy dla samej pomocy przy świeżym maleństwie nie wystarczyłoby, gdyby po prostu R. i dzieci przyjechały do Poznania na wakacje i ślub Józefa? Ślub niechby wtedy był przed wakacjami albo po prostu pod koniec czerwca/na początku lipca, narodziny NRS w tym samym czasie i by sobie Róża siedziała z małą i nowo upieczonymi rodzicami przez ponad miesiąc - tyle by wystarczyło, żeby się sami ogarnęli. A Schoppiątka niechby wtedy więcej czasu spędzały z drugą babcią i kimś od nich z rodziny, bo na Roosevelta małe dziecko, przy którym mama chwilowo pomaga, a one wolą pochodzić z kimś do kina, do zoo, na wycieczki, a nie siedzieć i gapić się na kwękające dziecko. Mamy wtedy Różę przy Strybach bez zgrzytu, że się nie zajmuje własnym potomstwem.
                      • marutax Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 18:40
                        sanfran_84 napisał(a):

                        > Pytanie, po co w ogóle Róża została przywleczona (niby) na stałe do kraju.

                        Podejrzewam, że w celu dziedziczenia ról. Róża ma przejąć rolę Gaby, bo Autorka zorientowała się, że pani Stryba zbliża się do wieku emerytalnego i robienie z niej centrum dla młodego pokolenia zaczyna być coraz bardziej sztuczne.
                        Mała Mi(la) była zapewne przewidziana na bohaterkę tomu po "Chucherku", tyle że przyszła pandemia i się odwlekło. Teoretycznie Milę można było wprowadzić dopiero z okazji "jej" części, ale wówczas konieczne byłoby pokazanie całej masy spraw związanych z przenosinami nastolatki do nowego kraju i innego systemu edukacji. MM nie ma na to ochoty, więc ściągnęła dziewczę już teraz, by za jakieś trzy-cztery lata było gotowe na swoją historię (miłosną zapewne). Dzięki temu wszelkie problemy migracyjne będą wtedy już dawno rozwiązane.
                        • bupu Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 21:34
                          marutax napisała:


                          > Podejrzewam, że w celu dziedziczenia ról. Róża ma przejąć rolę Gaby, bo Autorka
                          > zorientowała się, że pani Stryba zbliża się do wieku emerytalnego i robienie z
                          > niej centrum dla młodego pokolenia zaczyna być coraz bardziej sztuczne.

                          Też to podejrzewam.


                          > Mała Mi(la) była zapewne przewidziana na bohaterkę tomu po "Chucherku", tyle że
                          > przyszła pandemia i się odwlekło. Teoretycznie Milę można było wprowadzić dopi
                          > ero z okazji "jej" części, ale wówczas konieczne byłoby pokazanie całej masy sp
                          > raw związanych z przenosinami nastolatki do nowego kraju i innego systemu eduka
                          > cji. MM nie ma na to ochoty, więc ściągnęła dziewczę już teraz, by za jakieś tr
                          > zy-cztery lata było gotowe na swoją historię (miłosną zapewne). Dzięki temu wsz
                          > elkie problemy migracyjne będą wtedy już dawno rozwiązane.


                          Mała Mila była przewidziana na bohaterkę Ciotki Zgryzotki, o czym dobitnie świadczy okładka tego dzieła, okładka prezentująca dziewczę niewątpliwie sporo młodsze od Nory, o prostych, jasnych włosach. Potem się autoressie koncepcja zmieniła, być może z powodu właśnie komplikacji przeprowadzkowych, jakie musiałyby przed Szopówną stać, więc MM zblondyniła i wyprostowała włosy Norze, bo obrazek przecie już poszedł w świat.

                          ...a swoja drogą to ciekawe, że z dwojga dzieci Róży żadne nie odziedziczyło po niej koloru oczu, wszystkie jasnookie po ojcu. Ciemne kolory oczu są dominujące...
            • bupu Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 13:41
              marutax napisała:

              > bupu napisała:
              >
              > >
              > > Wypisz wymaluj jak jej mamunia, nieprawdaż? Z tym że mamunia istnieje dl
              > a seni
              > > orów, męża ma w nosie tak samo jak progeniturę. Niemniej Róża taki dokład
              > nie mo
              > > del życiowy wyniosła z domu rodzinnego.
              >
              > Jednak jest duża różnica. Gaba ma jakąś pracę i choć nie widać, by łączyły ją z
              > kimś przyjacielskie relacje to może przynajmniej z kimś ponarzekać na pensum.

              Móc może, ale tego nie czyni. Potrafisz podać nazwisko bodaj jednego kolegi/koleżanki z pracy Gabona? Nie potrafisz, bo to nigdy nie padło w tekście. Gaba utrzymuje dokładne zero kontaktów towarzyskich z ludźmi ze swego miejsca pracy i poswięca tejże pracy niezbędne minimum myśli (nie mówiąc o tym, że w ogóle o tejż pracy z rodziną nie rozmawia, mimo, że ta praca jest obiektem pasji jej ojca, też filologa klasycznego).

              > Ma kilkoro dawnych znajomych, z którymi utrzymuje kontakty, wprawdzie zależne o
              > d potrzeb jej i rodziny, ale jednak ci ludzie istnieją. No i ma cały czas obok
              > przynajmniej jedną siostrę.

              No właśnie. Żyje dla rodziny, tak samo jak Róża.

              > Róża to Gaba podniesiona do potęgi. Według dostępnych informacji nie pracuje, n
              > ie działa, nie ma zainteresowań ani znajomych. A okoliczności bytowe sprawiają,
              > że nie ma też na co dzień borejkowskiej rodziny.
              >
              > Na serio nie umiem sobie wyobrazić, jak wyglądało jej życie w Oxfordzie...

              Ponuro, jak sądzę.
        • tt-tka Re: Róża w Oxfordzie 09.07.21, 13:17
          marutax napisała:


          > Rzecz w tym, że w Oxfordzie Róża jest niejako z konieczności poza klanem. I prz
          > ez +/- 10 lat nie stworzyła sobie życia poza Frycem. Jego nie ma i nagle nic ni
          > e ma. Nawet nie można powiedzieć, że żyła dla dzieci, bo ani się ich potrzebami
          > nie interesuje, ani nie angażuje w ich życie.

          Dochodze do przesmutnego wniosku, ze w Oksfordzie ona zyla dla rodziny B., jak wszyscy w klanie. Od wizyty do wizyty. Od listu do listu. Od telefonu do telefonu. I oczywiscie od instrukcji do instrukcji.


    • guineapigs Re: Róża w Oxfordzie 10.07.21, 14:00
      Ja napisze cos z punktu widzenia osoby, ktora mieszka w UK, konkretnie w Anglii.
      Otoz tu jest tyle do robienia, tyle do obejrzenia, tyle do zwiedzenia - ze zycia nie starczy. Osoba taka jak Roza - czyli pochodzaca z inteligenckiej rodziny i majaca podstawy kulturowe do tego, by poznawac swiat, nie ma zadnego usprawiedliwienia na to, ze 'nie ma nic do roboty'. Za niewielkie pieniadze rozne firmy organizuja jedno czy dwudniowe wyprawy, oczywiscie sa tez dluzsze - kilkudniowe, ale ciagle nie jest to majatek rujnujacy budget domowy.
      A Oksford to jest miasto studenckie - i z pewnoscia jest wiele atrakcji na miejscu, ja co prawda tam nie mieszkam ale przypuszczam, ze zycie kulturalne tam jest calkiem fajne: koncerty, wystawy etc. Zreszta wystarczy wygoglowac - i z pewnoscia nie ma tygodnia bez czegos fajnego.
      Mieszkam w UK od 2005 roku - i uwierzcie mi: tu jest tyle do ogladania czy zwiedzania, ze nudzic sie nie sposob. Czy ktos lubi muzea, czy krajobrazy - znajdzie dla siebie wiele, az za duzo!
      Ostatnio wybralam sie az do Szkocji - 'az' bo to daleko ode mnie a mam stare auto i sie balam troche, ze padnie. Nie padlo.
      Krajobrazy zaparly moj dech w piersiach, obserwacja szkockich wsi i miasteczek pobudzila moj mozg do myslenia socjologicznego: roznice w osadnictwie w Anglii i Szkocji, o zamkach mijanych po drodze juz nie wspomne. A taka ilosc informacji historycznych, jaka moglam po drodze (drogach) poczytac - to nie wiem, jak to ujac, ale to bylo MNOSTWO.
      Ja zdaje sobie sprawe, ze to po czesci cepelia i przyciaganie turystow, ale uwierzcie mi: jak ktos mowi, ze sie w UK nudzi bo nie ma co robic - to znaczy ze nosa nie wystawil dalej niz na wlasne osiedle.
      Zreszta to chyba dotyczy kazdego kraju... Wedle powiedzenia: 'jak ktos nie chce, to szuka powodow, jak ktos chce to szuka sposobow'.
      Caly czas bazuje na tym, ze Roza to nie jakas 'madka z brajankiem' czekajaca na benefity, ale kobieta z konkretnym, inteligenckim pochodzeniem spolecznym i wyposazona w powazny zasob kulturowy. Jak taka osoba nic nie robi w UK - to mie sie we lbie nie miesci. I to w Oksfordzie.
      • bupu Re: Róża w Oxfordzie 10.07.21, 14:51
        guineapigs napisała:

        > Ja napisze cos z punktu widzenia osoby, ktora mieszka w UK, konkretnie w Anglii
        > .
        > Otoz tu jest tyle do robienia, tyle do obejrzenia, tyle do zwiedzenia - ze zyci
        > a nie starczy. Osoba taka jak Roza - czyli pochodzaca z inteligenckiej rodziny
        > i majaca podstawy kulturowe do tego, by poznawac swiat, nie ma zadnego usprawie
        > dliwienia na to, ze 'nie ma nic do roboty'.

        Ja tylko przypomnę, że Borejkowie programowo nie zwiedzają i nie biorą udziału w wydarzeniach kulturalnych. Wszyscy, jak jeden mąż i jedna żona. No, Nutria na Cyprze zwiedzała niejako służbowo, niemniej nikt z familii nie był bodaj odrobinę zainteresowany jej wrażeniami. Oni mają umysły zamknięte szczelniej niż niemieckie wojskowe konserwy, nie interesuje ich nic poza nimi samymi. Dodatkowo Róża interesuje się wyłącznie niemowlętami i prasowaniem ubranek. I niczym więcej. Co miałaby zwiedzać i po co?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka