Dodaj do ulubionych

Etykietowanie dzieci

30.03.18, 19:08
Idusia w ostatnich tomach jaka jest, to wiemy. Mimo tego jednak niemile mnie zaskoczyło wspomnienie o Karolku - że "maruda", "po tacie, jak mniemam". Po pierwsze, to nie była jakaś spontaniczna uwaga na konkretne zachowanie - tylko poświęcone specjalnie tej kwestii postscriptum w mailu do Patrycji. Z jakiego powodu Idusia uznała "recenzowanie" ciotecznego wnuka , trudno rzec, zwłaszcza że nie podaje żadnych szczegółów (np. jakiegoś konkretu, który ją aż tak zbulwersował, że musi, bo się udusi, przy Róży się powstrzymała z delikatności, ale pary sobie upuści choć w korespondencji), jeszcze trudniej orzec, w którymż to momencie kontaktów z Idusią (czy w ogóle rodziną B.) Fryderyk okazał się "marudą"?

No ale to Ida. Tymczasem Grzegorz empatyk-sympatyk, stoicko znoszący obelgi teścia przy akcji zmywarka, fochy Laury i bycie "macochem" także nie pała sympatią do Karolka - już jego pierwsza myśl dotyczy wyglądu (!) chłopca, o którym lepiej nie wspominać, gdyż - jako że K. jest podobny do swego ojca - byłoby to "bolesne wspomnienie" (niby dla Róży; serio? To jest taka trauma, że syn jest podobny do własnego ojca, a nie do listonosza - nawet jeśli tenże ojciec wyciął jakiś numer?), a potem jest tylko "lepiej". Otóż tenże Grzegorz-Oaza-Spokoju myśli (o kilkuletnim dziecku!) "dobrze mu tak" (!), gdy Karol wypluwając gumę do kosza trafia we własne buty (swoją drogą, był tu kiedyś wątek o pluciu, w tym gumą - widać geny wspólne z ciotką Patrycją Karolek również posiada :-D ) - ponieważ wcześniej smarkacz śmie zwerbalizować spostrzeżenie, iż mąż babki "posiwiał na brodzie". To jest aż taka obraźliwa uwaga ze strony siedmiolatka wobec faceta ok. sześćdziesiątki?

Czy tylko mnie się wydaje, że Karolek jest szykowany na kolejną Czarną Owcę Zupełnie Jak Ojciec? Okropnie o tym dziecku myślą ci członkowie rodziny, którzy w ogóle poświęcają im jakąś myśl. Nikt nie zauważa, co się dzieje w życiu tego chłopca i że - na przykład - "bycie marudą" miałoby może jakiś, choćby tyciuteńki, powód? :-/
Obserwuj wątek
    • potworia Re: Etykietowanie dzieci 30.03.18, 19:38
      Jeśli jest prawdą, że uczuciom tej dwójki dzieciaków, którym właśnie rozpadła się rodzina i reszta świata, autorka nie poświęca nawet kilku zdań, ani szczątkowej refleksji, to dla mnie podłość na miarę eleganckiego wykopania Gizeli z życia córki i wnuków, co do tej pory było Największym Świństwem w Jeżycjadzie. Proszę, niech ktoś sprostuje, jeśli jestem w błędzie.
      • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 14:17
        potworia napisał(a):

        > Jeśli jest prawdą, że uczuciom tej dwójki dzieciaków, którym właśnie rozpadła s
        > ię rodzina i reszta świata, autorka nie poświęca nawet kilku zdań, ani szczątko
        > wej refleksji, to dla mnie podłość na miarę eleganckiego wykopania Gizeli z życ
        > ia córki i wnuków, co do tej pory było Największym Świństwem w Jeżycjadzie. Pro
        > szę, niech ktoś sprostuje, jeśli jestem w błędzie.

        Gdyby autorka rzeczywiście nic o małych Szopach nie wspomniała ("Róża płakała głośno, wreszcie mogła przestać udawać, że wszystko jest w porządku, bo dzieci pojechały na tydzień z wujkiem Wolfim w Bieszczady") to w zasadzie byłoby OK. Nie ma obowiązku pisania o wszystkim.

        Ale MM nam o Karolku i małej Mili wspomniała. I właśnie to, co napisała jest, z mojego punktu widzenia, lekko odpychające.
    • ciotka_scholastyka Re: Etykietowanie dzieci 30.03.18, 19:53
      iwoniaw napisała:

      > Nikt nie zauważa, co się dzieje w życiu tego ch
      > łopca i że - na przykład - "bycie marudą" miałoby może jakiś, choćby tyciuteńki
      > , powód? :-/

      Ależ wg narratora w życiu tego chłopca NIC się nie dzieje, wszystko jest w porządku, Ignasiu, tak ma być. Karolek jest wredną marudą, bo tak. I brzydką w dodatku.
      • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 30.03.18, 20:16
        I ktos, kto ma w rodzinie Ygnaca lub ktos, kto stworzyl taka glede ma czelnosc narzekac na czyjes marudzenie :)

        Zgadzam sie - to, ze nikt, a zwlaszcza ich matka !, elegancko lub mniej elegancko ignoruje uczucia mlodych Szopow, moze nawet nie dopuszcza takiej mozliwosi, ze oni maja jakies uczucia jest porownywalne ze stosunkiem seniorow do Gizeli. Tylko tym razem obejmuje, jak rozumiem, cala rodzine.
    • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 30.03.18, 21:39
      > ponieważ wcześniej smarkacz śmie zwerbalizować spostrzeżenie, iż mąż babki "posiwiał na brodzie". To jest aż taka obraźliwa uwaga ze strony siedmiolatka wobec faceta ok. sześćdziesiątki?

      Tylko do tego się odniosę - jeśli tenże mąż babki ma z powodu tego siwienia kompleksy, bo starość, panie, desperacja, koniec bycia atrakcyjnym już nawet nie młodym, ale dojrzałym człowiekiem, to tekst o siwieniu przyjmuje ZAWSZE jako osobistą zniewagę, niezaleznie od autora :P
      Stąd mnie nie dziwi "dobrze mu tak" potem, w sumie całkiem ludzka reakcja ;) - tylko większośc ludzi nie werbalizuje ;).
    • bupu Re: Etykietowanie dzieci 30.03.18, 22:24
      iwoniaw napisała:

      > wcześniej smarkacz śmie zwerbalizować spostrzeżenie, iż mąż babki "posiwiał na
      > brodzie". To jest aż taka obraźliwa uwaga ze strony siedmiolatka wobec faceta
      > ok. sześćdziesiątki?

      Raczej około siedemdziesiątki. Czterdziestoletni w 1991 roku Kallarepa, w roku 2017 musiał mieć lat 66. W tym wieku nawet zupełnie siwa broda jest zjawiskiem normalnym.
      • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 11:57
        Wszystko jedno. Dla mnie to jest cudnie opisana ludzka reakcja. Serio, nikomu z was się nie zdarzyło pomyśleć czegoś niemiłego na temat swojego/obcego dziecka? To podziwiam, bo imho nie jest to łatwe.
        • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 12:22
          mama_kotula napisała:

          > Wszystko jedno. Dla mnie to jest cudnie opisana ludzka reakcja. Serio, nikomu z
          > was się nie zdarzyło pomyśleć czegoś niemiłego na temat swojego/obcego dziecka
          > ? To podziwiam, bo imho nie jest to łatwe.

          Mnie nawet czesto ;-) Ale jakies to niepodobne do ebylo.
        • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 12:31
          mama_kotula napisała:

          > Wszystko jedno. Dla mnie to jest cudnie opisana ludzka reakcja. Serio, nikomu z
          > was się nie zdarzyło pomyśleć czegoś niemiłego na temat swojego/obcego dziecka
          > ? To podziwiam, bo imho nie jest to łatwe.

          Ależ zdarzało, a nawet zdarza. W ogóle jestem programowo przeciwna roztkliwianiu się na cudzymi dziećmi. Ale gdybym odbierała z lotniska dziecko będące w sytuacji życiowej Karolka, to bym przywiozła jakąś czekoladę. Albo paczkę gum, skoro lubi. Zapytałabym też babci dziecka, czy mogę mu jakoś sprawić frajdę (to siedmiolatek, można go jeszcze ucieszyć jakąś grą, kinem czy parkiem linowym). I gdybym coś złośliwego o nim pomyślała, to bym się jednak tego trochę wstydziła.

          Duża Mila łapiąc się kiedyś na tym, że cieplej myśli o Róży niż o Laurze natychmiast się skarciła, bo wiedziała, że dzieci wyczuwają takie rzeczy. Grzesiowi czy Idzie nie przyszło do głowy, żeby trochę temu małemu odpuścić, żeby poczuł się jak wśród życzliwych sobie ludzi? Zwłaszcza, że przecież oboje wokół Róży chodzą na palcach.
          • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 12:37
            Bo porzucenie (jesli mialo miejsce) dotyczy TYLKO zony i ona jedynie i wylacznie ma prawo cierpiec. Prawdaz. A dzieci maja obowiazek byc mile i bezproblemowe. Jak bardzo Grzegorz nasiaknal borejkowszczyzny... on juz rzeczywiscie jest ich.
          • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 13:00
            > I gdybym coś złośliwego o nim pomyślała, to bym się jednak tego trochę wstydziła.

            Ależ oczywiście! Ja też się wstydzę. Nie wiemy, czy Grzegorz się nie wstydził, w sumie.
            • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 13:06
              mama_kotula napisała:

              > > I gdybym coś złośliwego o nim pomyślała, to bym się jednak tego trochę ws
              > tydziła.
              >
              > Ależ oczywiście! Ja też się wstydzę. Nie wiemy, czy Grzegorz się nie wstydził,
              > w sumie.

              Gdyby sie wstydzil, powinnismy sie o tym dowiedziec od narratora. A ze nie dowiedzielismy sie, wiec sie nie wstydzil.
              • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 13:16
                Gdyby sie wstydzil, powinnismy sie o tym dowiedziec od narratora. A ze nie dowiedzielismy sie, wiec sie nie wstydzil.

                Oj, znowu? #borejkowie_nie_srają_bo_nie_było_wspomniane ;)
                • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 13:20
                  mama_kotula napisała:

                  > Gdyby sie wstydzil, powinnismy sie o tym dowiedziec od narratora. A ze nie dowi
                  > edzielismy sie, wiec sie nie wstydzil.
                  >
                  > Oj, znowu? #borejkowie_nie_srają_bo_nie_było_wspomniane ;)

                  Dla mnie to zupelnie nie ta sama kategoria. Nie zakladam, ze nie chodza do toalety, bo nie ma tego jasno napisanego. I bynajmniej takich fizjologicznych szczegolow nie potrzebuje. Ale jesli autorka chce nam opowiedziec o emocjach czy przemysleniach postaci, jesli uwaza, ze one sa istotne, musi je zaznaczyc.
                  • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 13:23
                    Najwidoczniej autorka uznała, że nie są w tym momencie istotne. Tak myślę.
                    • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 14:07
                      mama_kotula napisała:

                      > Najwidoczniej autorka uznała, że nie są w tym momencie istotne. Tak myślę.

                      Hej, no ale szanujmy trochę MM. To jest profesjonalna pisarka, nie nastoletnia autorka fanfiku.

                      Co innego, gdybym ja napisała tutaj na forum "słuchajcie, dziewczyny, ale widziałam dziś obrzydliwego faceta! Taki chłopaczek mały, z siedem lat na oko, niechcący splunął sobie gumę do żucia na buta, a ten facet, czy wy to sobie wyobrażacie, powiedział pod nosem - dobrze ci tak, no co za chu, co nie?". Wtedy argument "nie znasz sytuacji, to się nie wypowiadaj z taką pewnością" miałby sens.

                      Natomiast jeżeli mamy rozmawiać o Jeżycjadzie, musimy zakładać, że to, co o bohaterach opowiedziała nam MM jest wystarczające do ich poznania, zrozumienia i oceny. Że przedstawione nam zachowania, postawy i tok rozumowania są reprezentatywne. I że "poza kadrem" nie dzieje się nic istotnego dla akcji.
                      • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 14:21
                        przymrozki napisała:
                        >
                        > Natomiast jeżeli mamy rozmawiać o Jeżycjadzie, musimy zakładać, że to, co o boh
                        > aterach opowiedziała nam MM jest wystarczające do ich poznania, zrozumienia i o
                        > ceny. Że przedstawione nam zachowania, postawy i tok rozumowania są reprezentat
                        > ywne. I że "poza kadrem" nie dzieje się nic istotnego dla akcji.


                        Otoz to!
                      • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 17:37
                        Dakota, ale dlaczego my - czytelnicy - mamy decydować o tym, co ma być dla autorki istotne, a co nie? To jest istotne dla mnie, dla ciebie, dla kogokolwiek, dla pani MM nie jest, z dowolnych powodów. Może uznała, że akurat ta myśl Grzesia, że dobrze tak gówniarzowi, nie będzie istotna dla rozwoju akcji ani dla niczego innego. A ty możesz uważać, że tak, jest istotna.

                        Ja się chyba starzeję, przyznaję, na wiele rzeczy mam wywalone. I tak, ja mogę się zająć oceną Grzesia na podstawie tego, co myślał, dla mnie takie mysli nie są niczym negatywnym, mogę ocenić Grzesia pozytywnie, negatywnie, w sumie pani MM dała duże pole do interpretacji tutaj. Mogę pomysleć: o, Grzegorz taki ludzki, takie myśli ma zupełnie ludzkie, a nie jak cała reszta świętych Borejów; mogę pomyśleć - oho, Grzegorz czuje sie niezręcznie w tej sytuacji z dziećmi, dlatego mu myśli pierwotne :P przez głowę przelatują; mogę pomyśleć - Grzegorz świnia i uj, jak tak mozna dziecku, mogę rozważać, czy Grzegorz się zawstydził, jak tak pomyślał? A może nie? A może jest zmęczony, a może zestresowany, a może <cokolwiek>. Ja nie mówię, że ocenianie Grzesia na podstawie tych myśli jest nieuprawnione - ja po prostu nie przyklaskuję negatywnej ocenie, i tyle, bo dla mnie to nie jest jednoznacznie negatywne zachowanie. Nie?
                        • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 17:47
                          mama_kotula napisała:

                          > Dakota, ale dlaczego my - czytelnicy - mamy decydować o tym, co ma być dla auto
                          > rki istotne, a co nie? To jest istotne dla mnie, dla ciebie, dla kogokolwiek, d
                          > la pani MM nie jest, z dowolnych powodów. Może uznała, że akurat ta myśl Grzesi
                          > a, że dobrze tak gówniarzowi, nie będzie istotna dla rozwoju akcji ani dla nicz
                          > ego innego. A ty możesz uważać, że tak, jest istotna.


                          Ze przepraszam co? A w jaki sposob my o tym decydujemy? Autorka sama ustala, co jest istotne i to co wazne w ksiazkach zawiera. Natomiast ja nie rozumiem, w imie czego my mamy sobie pewne rzeczy dospiewywac. Czemu mamy przypisywac postaciom i autorce inne intencje. Nie mowie oczywiscie o rozbieznosciach miedzy tym, co deklarowane, a co wynika z opisow tak naprawde. Ale w przypadku Grzegorza nie mamy zadnej podstawy, zeby zakladac, ze zawstydzil sie tego, jak postrzegal Karola, i ze chwile pozniej myslal inaczej, ale tego autorka nie napisala. Jakby chciala i uwazala za istotne, to by napisala . Nie napisala czegos takiego- nie mialo to miejsca.
                          • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 18:57
                            Nie rozumiem, wydawało mi się, że na tym polega refleksja nad książką, na rozważaniu pewnych rzeczy, np. dlaczego ktoś zachował się tak, a nie inaczej - szczególnie w przypadku, kiedy nie jest wszystko powiedziane. Na rozważaniu w oparciu o, na przykład, własne doświadczenie, obserwacje, na pewnych rozkminach.
                            Mam stwierdzić wprost, że Grzesio uj, bo źle myśli i się nie wstydzi? Ale ja nie wiem, czy Grzesio uj, bo źle myśli i się nie wstydzi, nie wiem, czy się nie wstydzi. NIE WIEM, dlaczego tak reaguje, autorka nie pisze. Mogę się pozastanawiać nad rozmaitymi powodami, dla których człowiek w danej sytuacji zachowuje się tak, a nie inaczej, okreslić ich prawdopodobieństwo i tak dalej.

                            Dobrze, przeczytałam scenę raz jeszcze. Dokładnie, od początku do końca.
                            Uważam, że to robienie z igły wideł. Ciekawa scenka rodzajowa i tyle, dobry szkic chwilowej emocji Grzesia, tyle.
                            • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 19:04
                              mama_kotula napisała:

                              > Nie rozumiem, wydawało mi się, że na tym polega refleksja nad książką, na rozwa
                              > żaniu pewnych rzeczy, np. dlaczego ktoś zachował się tak, a nie inaczej - szcze
                              > gólnie w przypadku, kiedy nie jest wszystko powiedziane.

                              Tak, ale nie na wymyslaniu rzeczy, ktorych tam nie ma. I kto mowi, ze Grzes uj? Zachowal sie jakos malo sympatycznie i generalnie zborejczal, i tyle.
                              • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 19:05
                                > Tak, ale nie na wymyslaniu rzeczy, ktorych tam nie ma.

                                Ale tam nic nie ma. Równiez nie ma tego, że Grześ sie nie wstydził. Jakby było to istotne dla rozwoju akcji, to autorka by o tym wspomniała, prawda? ;)
                                • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 19:11
                                  Cała scenka z Karolkiem brzmi, zacytuję:

                                  - Ale posiwiałeś na brodzie - zawiadomił go bezlitośnie spostrzegawczy Karolek i wypluł gumę w kierunku kosza na śmieci. Trafił sobie w adidasa. Dobrze mu tak.

                                  To jest wg mnie scenka, szkic emocjonalny, typu akcja-reakcja, dorabianie do tego drugiego, trzeciego i piątego dna jest kompletnie bez sensu. Ale, jak już dorabiamy jakieś dno, to mniemam, że moje jest tak samo uprawnione, jak twoje - skoro nie zostało powiedziane dokładnie NIC na temat tego, co więcej pomyślał/poczuł Grzesio.
                                  • ciotka_scholastyka Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 20:11
                                    mama_kotula napisała:

                                    > Cała scenka z Karolkiem brzmi, zacytuję:
                                    >
                                    > - Ale posiwiałeś na brodzie - zawiadomił go bezlitośnie spostrzegawczy Karolek
                                    > i wypluł gumę w kierunku kosza na śmieci. Trafił sobie w adidasa. Dobrze mu tak

                                    Nawiasem mówiąc, nie rozumiem: "dobrze mu tak"? Co to za problem, guma na adidasie?
                                    • krystalla Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 20:52
                                      ciotka_scholastyka napisała:

                                      > mama_kotula napisała:
                                      >
                                      > > Cała scenka z Karolkiem brzmi, zacytuję:
                                      > >
                                      > > - Ale posiwiałeś na brodzie - zawiadomił go bezlitośnie spostrzegawczy Ka
                                      > rolek
                                      > > i wypluł gumę w kierunku kosza na śmieci. Trafił sobie w adidasa. Dobrze
                                      > mu tak
                                      >
                                      > Nawiasem mówiąc, nie rozumiem: "dobrze mu tak"? Co to za problem, guma na adida
                                      > sie?
                                      Ale chyba nikt tu nie rozpatruje gumy na adidasie jako problemu in se.

                                      Ja przyłączam się do frakcji oceniającej Grzegorza negatywnie. Jakaś paskudna Schadefreude - i to wobec młodziaka w wieku wnukowym. Cokolwiek było podstawą takiej reakcji Kalarepy (kompleksy, narcyzm, uprzedzenie do dzieci, nie wiem) - była ona niefajna, mówiąc łagodnie.
                                      • ciotka_scholastyka Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 21:12
                                        krystalla napisała:

                                        > > Nawiasem mówiąc, nie rozumiem: "dobrze mu tak"? Co to za problem, guma na
                                        > adida
                                        > > sie?
                                        > Ale chyba nikt tu nie rozpatruje gumy na adidasie jako problemu in se.

                                        Tu nikt, ale Grzegorz myśli "dobrze mu tak", jakby to był problem. Dla Karolka, rzecz jasna.
                                        • krystalla Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 21:30
                                          ciotka_scholastyka napisała:

                                          > krystalla napisała:
                                          >
                                          > > > Nawiasem mówiąc, nie rozumiem: "dobrze mu tak"? Co to za problem, g
                                          > uma na
                                          > > adida
                                          > > > sie?
                                          > > Ale chyba nikt tu nie rozpatruje gumy na adidasie jako problemu in se.
                                          >
                                          > Tu nikt, ale Grzegorz myśli "dobrze mu tak", jakby to był problem. Dla Karolka,
                                          > rzecz jasna.

                                          No może to była jaaś z tych owocowych, co to takie miękkie, półlejące są. I siem wkleiła w sznurowadła. ;-)
                • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 14:15
                  mama_kotula napisała:

                  > Oj, znowu? #borejkowie_nie_srają_bo_nie_było_wspomniane ;)

                  Posiadywanie na sedesie i zajmowanie lazienki bylo wspominane.
              • dominka1 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 13:32
                dakota77 napisała:

                > mama_kotula napisała:
                >
                > > > I gdybym coś złośliwego o nim pomyślała, to bym się jednak tego tro
                > chę ws
                > > tydziła.
                > >
                > > Ależ oczywiście! Ja też się wstydzę. Nie wiemy, czy Grzegorz się nie wsty
                > dził,
                > > w sumie.
                >
                > Gdyby sie wstydzil, powinnismy sie o tym dowiedziec od narratora. A ze nie dowi
                > edzielismy sie, wiec sie nie wstydzil.
                >
                > J nie uważam,że człowiek powinien wstydzić się myśli.Co innego nasze zachowanie i sposób,w jaki traktujemy innych.Mnie zastanawia jedynie ,że Grzegorz nie myśli o Karolku-irytujący smarkacz- tylko negatywnie postrzega jego podobieństwo do Fryca Z drugiej strony .Mila też raczej nie jest podobna do Róży,ale to nie przeszkadza,więc może jest w Karolu coś denerwującego.Chociaż takie -subiektywnie-niemiłe dla mnie jest podkreślanie,że dla dzeici Róży Grzegorz to mąż babki.Dlaczego nie dziadek? Niemało jest takich wzmianek,że dla Grzesie Pyziakówny to nie rodzina,pomimo,że był z Gabą od czasów gdy jej córki były małe,a w ich życiu nie było ojca.
                Co do koncentracji rodziny na Róży nie na dzieciach-na tym etapie jest prawidłowo.Oni muszą je pomóc,żeby ona stanęła na nogi i pomogła dzieciom i sobie.Myślę,że gdyby Gabie lata temu pozwolono nie być dzielną,rozpaczać,być załamaną-przeszłaby etap żałoby po Pyziaku i doszła do siebie,bez wspominania 1 męża z bólem po tylu latach
                • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 13:46

                  > Co do koncentracji rodziny na Róży nie na dzieciach-na tym etapie jest prawidło
                  > wo. Oni muszą je pomóc,żeby ona stanęła na nogi i pomogła dzieciom i sobie.Myślę
                  > ,że gdyby Gabie lata temu pozwolono nie być dzielną,rozpaczać,być załamaną-prze
                  > szłaby etap żałoby po Pyziaku i doszła do siebie,bez wspominania 1 męża z bólem
                  > po tylu latach.

                  Ale czy to ma oznaczac, ze dzieci nalezy ignorowac? Nie przywitac sie z nimi milo, choc rodzina ich dawno nie widziala? Nie zainteresowac, jak sie czuja w Poznaniu, daleko od domu, swoich pokojow, znanego otoczenia, przyjaciol? Przeciez te dzieciaki zostaly wyrwane z korzeniami. I nikt nie poswieca uwagi temu, jak to znosza.
                  • dominka1 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 13:59
                    dakota77 napisała:

                    >


                    > Ale czy to ma oznaczac, ze dzieci nalezy ignorowac? Nie przywitac sie z nimi mi
                    > lo, choc rodzina ich dawno nie widziala? Nie zainteresowac, jak sie czuja w Poz
                    > naniu, daleko od domu, swoich pokojow, znanego otoczenia, przyjaciol? Przeciez
                    > te dzieciaki zostaly wyrwane z korzeniami. I nikt nie poswieca uwagi temu, jak
                    > to znosza.
                    >
                    >
                    >
                    > To mnie dziwi ,bo o wiele łatwo byłoby połączyć wątek Nory z wątkiem Mili,którą wspiera Pulpa i spółka ,a Karolka zakolegować z Ziutkiem,a Ida mogłaby mieć trochę atencji dla syna siostrzenicy .Chyba,że rodzinie te dzieci są obojętne,obce ,ale sprzeczne to jest z opisami z wcześniejszych tomów.
                    >
                    >
                • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 19:03
                  > Mnie zastanawia jedynie ,że Grzegorz nie myśli o Karolku-irytujący smarkacz- tylko negatywnie postrzega jego podobieństwo do Fryca

                  Ale gdzie to negatywnie postrzega?
                  Grześ nie chciał poruszać tematu podobieństwa do taty nie ze względu, że to źle, że dzieci do taty są podobne, tylko dlatego, że o ojcu kanalii się nie mówi w ogóle, bo Różyczkę to boli.
                  • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 19:04
                    Co, generalnie, jak wiemy z przykładu Gabrieli i Pyziaczka, do niczego dobrego nie prowadzi.
    • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 11:27
      Tak. Scena z Grzegorzem jest kolejną cegiełką w murze mojej niechęci do tego celofanowego mieszadła do sałat.

      Z Różą Grześ obchodził się jak z jajkiem. Nawet nie pocałował na przywitanie niewidzianej od dwóch miesięcy żony, żeby nie sprawić pasierbicy przykrości (najwyraźniej uważał, że widok małżeństwa innego niż rozpadające się ją zabije). Natomiast jego łaska nie sięga bynajmniej siedmiolatka, któremu właśnie świat się zawalił. Bo o ile Róża wraca do siebie, do miejsca, które uważa za swoje i bezpieczne, o tyle Karolek jedzie w nieznane (będzie musiał zmienić nawet używany na co dzień język). Bardzo to miło ze strony obcych zamieszkujących to nieznane, że ułatwiają dziecku aklimatyzację swoją niechęcią.

      Swoją drogą, czy siedmioletni chłopiec marudzący w takiej sytuacji jest jakimś ewenementem? Nie sądzę. To, że nie jest wulkanem tęczy i jednorożców niekoniecznie znaczy, że kłamie tfu... marudzi jak ojciec.

      A inną swoją drogą, czy Fryc marudził?
      • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 11:36
        przymrozki napisała:

        > Tak. Scena z Grzegorzem jest kolejną cegiełką w murze mojej niechęci do tego ce
        > lofanowego mieszadła do sałat.
        >
        > Z Różą Grześ obchodził się jak z jajkiem. Nawet nie pocałował na przywitanie ni
        > ewidzianej od dwóch miesięcy żony, żeby nie sprawić pasierbicy przykrości (najw
        > yraźniej uważał, że widok małżeństwa innego niż rozpadające się ją zabije). Nat
        > omiast jego łaska nie sięga bynajmniej siedmiolatka, któremu właśnie świat się
        > zawalił.

        To cale powitanie bylo idiotyczne. Zupelnie nie rozumiem, czemu Gaba zabronila Grzegorzowi wylewnie przywitac sie z rodzina. Co zlego byloby w pocalowaniu i przytuleniu zony, ktorej nie widzialo sie od dwoch miesiecy? Od przytulenia pasierbicy, ktorej nie wiedzialo sie jeszcze dluzej, i jej dzieci? Rozumiem, ze Gaba nie chciala, by z Roza rozmawiac o Frycku i uzalac sie nad nia, ale co ma do tego mile powitanie?
        A mysli Grzegorza o Karolu naprawde byly niesympatyczne.
        • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 14:20
          dakota77 napisała:

          > A mysli Grzegorza o Karolu naprawde byly niesympatyczne.
          >

          Imho gorzej niz niesympatyczne. Gdyby salaciarz pomyslal "co za irytujacy smarkacz" - coz, nieszczesliwy tez moze byc irytujacy, nawet bardzo. Ale on pomyslal "dobrze ci tak" - myslowe odgrywanie sie doroslego na dziecku na poziomie podstawowki.
      • malgorzata_madej Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 22:23
        p Nat
        > omiast jego łaska nie sięga bynajmniej siedmiolatka, któremu właśnie świat się
        > zawalił. Bo o ile Róża wraca do siebie, do miejsca, które uważa za swoje i bezp
        > ieczne, o tyle Karolek jedzie w nieznane (będzie musiał zmienić nawet używany n
        > a co dzień język). Bardzo to miło ze strony obcych zamieszkujących to nieznane,
        > że ułatwiają dziecku aklimatyzację swoją niechęcią.

        widzę to jako piękną kontynuację "McDusi" - tam też w rodzinie pojawia się (przyjeżdża w gości) osoba, która nie budzi ich sympatii, a Borejkowie są tak wspaniali, że nie muszą się starać. jak kogoś nie lubią, to po prostu obrażają i poniżają i święty spokój. a jak ktoś ma z tym problem, to mu Dziad Ygnac z Milą wyjaśnią, że oni nikim nie gardzą, więc ma zamilknąć. to oczywiście jeszcze bardziej smutne, skoro potem tak traktują dziecko z rodziny (Magdusia miała przynajmniej możliwość uciec), ale to tylko ciąg dalszy tej samej dojmującej wyższości :-(
    • mia0418 Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 18:19
      iwoniaw napisała:

      Tymczasem Grzegorz empatyk-sympatyk, stoicko znoszący obelgi teś
      > cia przy akcji zmywarka, fochy Laury i bycie "macochem" także nie pała sympatią
      > do Karolka - już jego pierwsza myśl dotyczy wyglądu (!) chłopca, o którym lepi
      > ej nie wspominać, gdyż - jako że K. jest podobny do swego ojca - byłoby to "bol
      > esne wspomnienie" (niby dla Róży; serio? To jest taka trauma, że syn jest podob
      > ny do własnego ojca, a nie do listonosza - nawet jeśli tenże ojciec wyciął jaki
      > ś numer?), a potem jest tylko "lepiej".

      Mamy przykład - Gaba malowniczo cierpiała i płakała kiedy Laura spytała, czy jest podobna do ojca. Albo Grześ faktycznie osiągnął fazę ostatecznego zborejczenia, albo przeląkł się, że Róża będzie histeryzować na każdą wzmiankę o Fryderyku przez milion lat, podobnie jak Gabiszon i wolał nie dolewać oliwy do ognia. Chociaż przypuszczam, że wuntpie i obstawiam opcję nr 1.
      • mama_kotula Re: Etykietowanie dzieci 31.03.18, 19:21
        > Mamy przykład - Gaba malowniczo cierpiała i płakała kiedy Laura spytała, czy jest podobna do ojca. Albo Grześ faktycznie osiągnął fazę ostatecznego zborejczenia, albo przeląkł się, że Róża będzie histeryzować na każdą wzmiankę o Fryderyku przez milion lat, podobnie jak Gabiszon i wolał nie dolewać oliwy do ognia. Chociaż przypuszczam, że wuntpie i obstawiam opcję nr 1

        Dokładnie to. Tu nie chodzi o to, że podobieństwo dziecka do ojca jest złe, tylko o to, by o ojcu nie mówić wcale, bo Różyczka ma traumusię. Więc nie wspominamy wg tego Kogo Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy to imię brzmi Januszek, czy Frycek.
    • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 17:15
      Ja w temacie Mistera von Kallareppa aka Mieszalnik Sałaty, on ogólnie jakiś taki nie wiem, dziwny jest. Rozumiem, że mogło mu nie wyjść oswajanie swoich pasierbic bo wiadomo, komputer jeden jemu do pracy potrzebny no ale... Z Jozinem też się nie dogaduje,bo go zwyczajnie nie lubi bo mu Gieniuszsza niszczy fizycznie i psychicznie , z córkami Pulpy o ile wiem też nie bardzo,ba, nawet o ile się orientuję w temacie raczej nie rozmawia z nimi, dzieci Motającej Się Natalii to już w ogóle, upośledzeni panie tego, ogólnie,mam wrażenie,że on się tak nadaje do gadek z dziećmi w wieku dowolnym, jak jelitko Inki na pasek do spodni. Co do Karolla zaś, prawdopodobnie zaginie gdzieś w otchłani ewentualnie zostanie faktycznie czarnym owcem bo skoro Laurra Nasienie Podłe Pyziacze ustatkowała się u boku Naszpanpolonisty w szalecie (swoją drogą, dziecię przez Laurrę powite nosi imię Julian, ciekawe, czy będzie mieć obsesję na punkcie tykania mu stopy, jak myślicie ? ) i nie ma już na kogo wylewać pomyj oraz jadu no to wiadomo... Gabryella Boleściwa Jeżycka też tak jakoś mam wrażenie straciła na sile wyrazu, no to na kogoś trzeba. Żeby był dzielny. Bardzo dzielny. I historia kołem się toczy no bo jak inaczej... P.S. Gupia rurza bo wieży frycowi i gupi karol bo pluje.
      • ciotka_scholastyka Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 17:35
        nocna_glizda napisała:

        > swoją drogą, dziecię przez Laurrę powite nosi imię Julian

        Obawiam się, że raczej Juliusz. Wiadomo po kim.
        • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 17:43
          ciotka_scholastyka napisała:


          > > swoją drogą, dziecię przez Laurrę powite nosi imię Julian
          >
          > Obawiam się, że raczej Juliusz. Wiadomo po kim.

          Wielbiciele Micka za wieszczem Juliuszem raczej nie przepadaja... a Julian po kim moglby byc ? Tuwim nie, Przybos nie, Kawalec jeszcze bardziej nie...
          • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 17:57
            Aż się pofatygowałam z mojego pięterka po egzemplarz "Zgryzotki" gdzie stoi co następuje : "A Juleczek Laury?Porcelanowa laleczka! Juleczek przecież w dodatku też był z cesarskiego cięcia, nie zdążył się zmęczyć po drodze podobnie jak najnowsze Trąbalątko" (Ida do Gabryelli ) No i teraz pytanie, po kim Julian ? I czy Julian ? Jakie jeszce imię można zdrobnić na Juleczka ? Chociaż u MM wszystko jest możliwe, skoro Kazimierz to Ziutek....
            • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 18:05
              Ej jeszcze jedno, jaka ja gupia jestem... Juliusz, najwspanialszy ze wspaniałych... No Cezar przecież nikt inny... :D Idol dziada Boreja. no, chyba,że coś się zmieniło i Cezarowi na imię jest inaczej bo to wiecie, różnie może być... :D
              • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 18:23
                Slusznie prawisz, ani chybi po Cezarze. Imienia, o ile wiem, nie zmieniono mu.
                Bo doprawdy nie smiem przypuszczac, ze po niejakim Juliuszu Pyzie :)

                Swoja droga te siostrzane meile, cytowane szczatkowo, robia na mnie wrazenie... takie sobie. Ani to dowcipne, ani akcji nie popycha, wyglada tak, jakby MM juz nie chciala/nie umiala napisac dialogow, a zamiast dac akcje, wszystko streszczala w monologach pan w srednim wieku.
                Juz w WdO uderzylo mnie, ze majlowanie nie zastepuje rozmowy, a tylko kazda sobie swoje pisze...
                • krystalla Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 18:32
                  tt-tka napisała:

                  > Juz w WdO uderzylo mnie, ze majlowanie nie zastepuje rozmowy, a tylko kazda so
                  > bie swoje pisze...

                  Prawda?... Kiedyś (ach, kiedyś!) te dialogi były i zabawne, i prawdziwe jakoś. Teraz jedyne w CZ dialogi polegają na irytującym powtarzaniu po przedmówcy albo oświadczaniu oczywistości. Co ma być zabawne, zapewne.
                • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 18:38
                  Mnie ogólnie wnerwiają te maile serio. Siostry. Kochają się. Nie mieszkają przesadnie daleko od siebie komunikacja za pomocą telefonów istnieje, no może z wyjątkiem Idy bo jej komórka wiadomo, no ale kurna cisnąć takie makarony? A Pulpecyja to przepraszam co, wysyła dziecko do ciotki w warunki powiedzmy delikatnie średnie (wody brak, toalety takoż, klepisko w miejsce podłogi ) i co, nie dziwi jej ani nie martwi że Norcia do mamusi ani dudu ? Nie pisze nie dzwoni? Ciotunia za dziecko odpowiedzialna niby pisze ,że jest ok ale ja serio bardzo przepraszam gdyby mojemu synu coś się z komórką stało... Z resztą, stało się jak wyjechał z dziewczyną do pracy, komóreczkę mu ukradli a ja myślałam,że mnie zawał na miejscu trafi i już zaczęła kombinacje jakby tu dzieciątku podesłać telefonik jakiś coby całkiem bez kontaktu nie zostać. Dziwne to wszystko jakieś serio.... A dziad Borej ubolewał nad rozpadem więzi międzyludzkich przy okazji niszczenia Mieszalnika Sałaty przy pomocy zmywarki...
                  • piotr7777 Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 19:04
                    Trochę to dziwne, skoro Laura i Adam są zakręceni na punkcie Mickiewicza do tego stopnia, że wakacje spędzają w miejscach z nim związanych (było Wilno, była Szwajcaria, ciekawe czy byli w Paryżu, Dreźnie albo w Turcji, bo Nowogródek i Krym raczej odpadają) że właściwie powinni nazwać syna imieniem któregoś z mickiewiczowskich bohaterów. Wprawdzie Gustaw, Konrad i Jacek są zajęci przez inne jeżycjadowe postaci, ale jest np. Tadeusz.
                    Tym bardziej, że wyobrażam sobie reakcję pradziadka Borejki - "co? Juliusz, po tym wiarłomocy, który zostawił Gabunię" i tłumaczenie, że Pyziak miał na imię Janusz.
                    • bupu Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 19:19
                      piotr7777 napisał:

                      > Trochę to dziwne, skoro Laura i Adam są zakręceni na punkcie Mickiewicza do teg
                      > o stopnia, że wakacje spędzają w miejscach z nim związanych (było Wilno, była S
                      > zwajcaria, ciekawe czy byli w Paryżu, Dreźnie albo w Turcji, bo Nowogródek i Kr
                      > ym raczej odpadają) że właściwie powinni nazwać syna imieniem któregoś z mickie
                      > wiczowskich bohaterów. Wprawdzie Gustaw, Konrad i Jacek są zajęci przez inne je
                      > życjadowe postaci, ale jest np. Tadeusz.
                      > Tym bardziej, że wyobrażam sobie reakcję pradziadka Borejki - "co? Juliusz, po
                      > tym wiarłomocy, który zostawił Gabunię" i tłumaczenie, że Pyziak miał na imię J
                      > anusz.

                      Aha. Teraz mam wizję Laury, która powiła bliźnięta płci męskiej, a na chrzcie dała im Gerwazy i Protazy...
                      • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 19:22
                        bupu
                        >
                        > Aha. Teraz mam wizję Laury, która powiła bliźnięta płci męskiej, a na chrzcie d
                        > ała im Gerwazy i Protazy...


                        Lepsze to niż Lech i Jarosław. Przepraszam ale mi się na klawiaturę cisnęło... :D Co nie zmienia faktu, iż moim zdaniem najfajniej by było, gdyby któraś z bohaterek powiła trojaczki (bo bliźnięta już oklepane ) i dała im na imię Lech, Czech i Rus, wyobrażacie to sobie ? :D
                      • joanna_ewa_scotland Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 07:15
                        Kusy i Sokol ;)
                    • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 19:19
                      E ta zaraz zajęte, dwóch Ignaców mamy (w tym jednego Grzegorza ) to w sumie co za problem? A Laurra Z Shalettu wraz z Adamem "Złotym Nicieniem " Polonistą na moje oko tacy zafiksowani są że aż w oczy kłuje. Moim skromnym zdaniem cała ta ich miłość do wieszcza to kolejny dowód na ukazanie jak małymi i głupimi są inni ludzie, bo wszak wiemy, iż jedynie Boreje z przyległościami są tacy inteligentni, wspaniali i wzniośli, nie to co reszta zamieszkującego Wielkopolskę ( oraz ościenne ) plebsu. Vide pani od techniki czytająca Harlequiny, a tu masz, pani MM ambitną literaturą po oczach wali.Ten Seneka, ten Marek Aureliusz, ten Plutarch choćby o komediach Plauta nie wspomnę. Takie to subtelne jak salwa z Katiuszy moim zdaniem...
                    • mia0418 Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 20:12
                      piotr7777 napisał:

                      > Tym bardziej, że wyobrażam sobie reakcję pradziadka Borejki - "co? Juliusz, po
                      > tym wiarłomocy, który zostawił Gabunię" i tłumaczenie, że Pyziak miał na imię J
                      > anusz.

                      Ach, wyobraźcie sobie reakcję Borejków gdyby MM zafundowała nam mały przewrót i Ignacy zacząłby się mylić w drugą stronę... :D
                    • sowca Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 22:14
                      piotr7777 napisał:

                      >
                      > Tym bardziej, że wyobrażam sobie reakcję pradziadka Borejki - "co? Juliusz, po
                      > tym wiarłomocy, który zostawił Gabunię" i tłumaczenie, że Pyziak miał na imię J
                      > anusz.

                      Cudna wizja :D :D :D
              • szafrannowa Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 19:16
                Cezar to mial na imie Gajusz ;)
                • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 19:29
                  szafrannowa napisała:

                  > Cezar to mial na imie Gajusz ;)

                  Ich w ogole bylo trzech, Gajusz, Juliusz i Cezar i miedzy soba zawarli triumwirat i bardzo prosze nie wmawiac mi, ze bylo inaczej :)
                • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 19:32
                  szafrannowa napisała:

                  > Cezar to mial na imie Gajusz ;)

                  Dokladnie :). A Juliusz Cezar to byly nazwiska rodowe.
                  • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 19:45
                    dakota77 napisała:


                    > > Cezar to mial na imie Gajusz ;)
                    >
                    > Dokladnie :). A Juliusz Cezar to byly nazwiska rodowe.


                    Juliusz bylo mianem rodowym, rod Juliuszow. Cezar tez ? Zawsze myslalam, ze to bylo imie lub przydomek...
                    • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 19:55
                      tt-tka napisała:

                      > dakota77 napisała:
                      >
                      >
                      > > > Cezar to mial na imie Gajusz ;)
                      > >
                      > > Dokladnie :). A Juliusz Cezar to byly nazwiska rodowe
                      >
                      >
                      > Juliusz bylo mianem rodowym, rod Juliuszow. Cezar tez ? Zawsze myslalam, ze to
                      > bylo imie lub przydomek...

                      Tfu, oczywiscie, ze Cezar to byl przydomek, nie drugie nazwisko, rozpedzilam sie. Ale przydomek odziedziczony po przodkach. Ojciec naszego Julka nazywal sie dokladnie tak samo, Gajusz Juliusz Cezar.
                    • iwoniaw Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 20:00
                      Bo początkowo ta trzecia część nazwiska - cognomen - to był przydomek (odnoszący się do jakiejś charakterystycznej cechy - wyglądu, zachowania lub zasług), ale ponieważ rodziny noszące to samo nazwisko rodowe - nomen - były liczne i rozgałęzione, z czasem przydomki również zaczęły być dziedziczone w konkretnych gałęziach rodu; co było tym bardziej użyteczne przy rozróżnianiu osób, że imię - praenomen - nie występowało w zbytnim wyborze (mówimy o ludziach, którzy wyczerpawszy swą inwencję nazewniczą na Marku, Lucjuszu, Gajuszu czy Publiuszu kolejnym chłopcom nadawali imiona tak wyrafinowane jak Quintus, Sextus, Sepitimus... etc.) Tak że ten ;-)
                      • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 20:52
                        iwoniaw napisała:

                        imię - praenomen - nie występowało w zbytnim wyborze (mówimy o ludziach, którzy wyczerp
                        > awszy swą inwencję nazewniczą na Marku, Lucjuszu, Gajuszu czy Publiuszu kolejny
                        > m chłopcom nadawali imiona tak wyrafinowane jak Quintus, Sextus, Sepitimus... e
                        > tc.) Tak że ten ;-)

                        Numerowanie dzieci bylo takie pragmatyczne :)
                        >
                        >
                      • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 21:19
                        iwoniaw napisała:

                        > Bo początkowo ta trzecia część nazwiska - cognomen - to był przydomek (odnosząc
                        > y się do jakiejś charakterystycznej cechy - wyglądu, zachowania lub zasług), al
                        > e ponieważ rodziny noszące to samo nazwisko rodowe - nomen - były liczne i rozg
                        > ałęzione, z czasem przydomki również zaczęły być dziedziczone w konkretnych gał
                        > ęziach rodu; co było tym bardziej użyteczne przy rozróżnianiu osób, że imię - p
                        > raenomen - nie występowało w zbytnim wyborze (mówimy o ludziach, którzy wyczerp
                        > awszy swą inwencję nazewniczą na Marku, Lucjuszu, Gajuszu czy Publiuszu kolejny
                        > m chłopcom nadawali imiona tak wyrafinowane jak Quintus, Sextus, Sepitimus... e
                        > tc.) Tak że ten ;-)
                        >
                        >


                        Tak, a potem jeszcze jako "drugie imie"/"trzecie imie" Mlodszy lub Starszy...
                        W zawilosciach rodowych Rzymian zawsze sie gubilam.
    • ssssen Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 20:59
      iwoniaw napisała:

      > Tymczasem Grzegorz empatyk-sympatyk, stoicko znoszący obelgi teś
      > cia przy akcji zmywarka,

      Zupełnie nie rozumiem tego zdania jak i nie rozumiałem dawnej nagonki na forum na Ignaca z tej okazji, jakbyście nie odczytały że Ignacy pokajał się - przyznał że nie miał racji i przeprosił.
      • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 21:07
        ssssen napisał:

        > iwoniaw napisała:
        >
        > > Tymczasem Grzegorz empatyk-sympatyk, stoicko znoszący obelgi teś
        > > cia przy akcji zmywarka,
        >
        > Zupełnie nie rozumiem tego zdania jak i nie rozumiałem dawnej nagonki na forum
        > na Ignaca z tej okazji, jakbyście nie odczytały że Ignacy pokajał się - przyzn
        > ał że nie miał racji i przeprosił.

        Pokajal sie, ale nagonka przypadkiem nie glownie dlatego, ze czlowiek, ktory przez lata nie kiwnal palcem przy pracach domowych odstawil histerie pod tytulem a po co nam zmywarka?
        • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 01.04.18, 22:32
          dakota77 napisała:

          > Pokajal sie, ale nagonka przypadkiem nie glownie dlatego, ze czlowiek, ktory pr
          > zez lata nie kiwnal palcem przy pracach domowych odstawil histerie pod tytulem
          > a po co nam zmywarka?


          Dlatego, ale nie tylko. Ygnac sobie pozwolil na znacznie wiecej. Zarzucil konsumpjonizm, przy okazji tez bezmyslnosc, nie dopuscil przy tym nikogo do glosu, na chama przerywajac i Gabie, i Grzegorzowi ("moze tata pozwoli... - nie pozwalam ! - nie pozwolil Ignacy"), a w koncu przeprosil tylko Strybe i to wcale nie za to, za co powinien. Gaby, choc to jej imieniny spieprzyl, nie przeprosil

      • ciotka_scholastyka Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 10:00
        ssssen napisał:

        > Zupełnie nie rozumiem tego zdania jak i nie rozumiałem dawnej nagonki na forum
        > na Ignaca z tej okazji, jakbyście nie odczytały że Ignacy pokajał się - przyzn
        > ał że nie miał racji i przeprosił.

        Pan szanowny chyba z kolei nie doczytał tej sceny, bo jakie było jej zakończenie? Ano takie:

        - Chciałbym cię przeprosić, Grzegorzu - przemówił ten fanatyczny starzec, ten kostyczny
        bojownik i zapalczywy konserwatysta. - Zareagowałem zbyt gwałtownie, a przecież nie miałem racji. Przynajmniej jeśli chodzi o tę konkretną zmywarkę, która, co oczywiste, przyda się Gabrysi bardzo. Ale, co gorsza, nie miałem racji in merito. ( W samej treści.) W zapalczywości swojej zapomniałem, że mówię do człowieka podobnych zasad, do człowieka rozumnego i wyważonego. I - do pana tego domu. Proszę, byś to wybaczył zgrzybiałemu ojcu swojej córki... to jest... mojej córki, to jest... ojcu twojej żony.
        Grzegorz poczuł, że z serca stacza mu się ogromny głaz, i zrozumiał, jaki to ciężar był powodem jego ciągłych westchnień przez ostatnie kilkadziesiąt minut.
        - Tato - powiedział. - To ja przepraszam. Niepotrzebnie się uniosłem. Ja nawet krzyknąłem! I to na ciebie, pana tego domu. A przecież powinienem cię zrozumieć. Bo ty masz rację - z wyjątkiem tej konkretnej zmywarki - masz rację in merito!
        - Tak sądzisz? - uradował się Ignacy Borejko, wznosząc rudawe brwi.
        - Tak, tato. Tak sądzę.


        Dziękuję za takie "pokajanie się". Dziad został po raz kolejny wbity w przekonanie, że ma rację i nic się nie stało. I rośnie stary satrapa, jak myślisz, czemu się taki zrobił?
        Grzegorz na nieśmiałą kpinę swojej żony, że Markowi A naczynia myli niewolnicy (ona tu już powinna wywalić staremu leniowi, co myśli, zamiast bąkać żartobliwie) powinien ją poprzeć i powiedzieć, ok, tato, jeśli pewnego dnia umyjesz po sobie chociaż szklankę, to możemy porozmawiać o sensie kupna zmywarki, ale póki co, bądź łaskaw się w tej kwestii nie wypowiadać.
        • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 11:21
          ciotka_scholastyka napisała:



          > Grzegorz na nieśmiałą kpinę swojej żony, że Markowi A naczynia myli niewolnicy
          > (ona tu już powinna wywalić staremu leniowi, co myśli, zamiast bąkać żartobliwi
          > e) powinien ją poprzeć i powiedzieć, ok, tato, jeśli pewnego dnia umyjesz po so
          > bie chociaż szklankę, to możemy porozmawiać o sensie kupna zmywarki, ale póki c
          > o, bądź łaskaw się w tej kwestii nie wypowiadać.


          Szczerze ? Odradzalabym taki tekst Grzegorzowi. To nie on powinien to powiedziec, tylko Gabon albo Milicja.

          Swoja droga - Grzegorzowi spadl kamien z serca, gdy okazalo sie, ze Ygnac nie jest juz na niego obrazony. W ogole go nie ruszylo to, ze na zone nie mogl liczyc, ze ona go nie poparla. A gdy po wymianie zdan z dziadem Grzegorz zrejterowal do swego pokoju, bynajmniej nie poszla za nim. Pokrecila sie jeszcze po kuchni, posiedziala z goscmi, w koncu zaniosla mezowi kanapki i kawalek ciasta zamiast go przywlec do stolu. I to po tym uroczym randewu z Bernardem !
          A Strybie ciezarem na sercu zalega Ygnac. I ciezar mu z serca spada, gdy Ygnac okazal laskawosc.
          • ciotka_scholastyka Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 13:05
            tt-tka napisała:

            > Szczerze ? Odradzalabym taki tekst Grzegorzowi. To nie on powinien to powiedzie
            > c, tylko Gabon albo Milicja.

            Co racja, to racja. Ja też sobie nie wyobrażam mojego męża rozmawiającego w podobnym tonie z moi ojcem :) Niemniej - zareagowałby. Tutaj żadna z reakcji zaangażowanych w tę scenę osób nie jest właściwa. Wszyscy podkulają ogony, żeby nie rozsierdzić bardziej pana i władcy. I tutaj wydaje mi się, że jeszcze Grzegorz stawia się najbardziej. Mimo że później obcinają mu jaja.

            - Tato, czy zmywanie naczyń przez jedną osobę, po posiłkach wielu osób, uważasz za
            przejaw naturalnych związków międzyludzkich?


            - Boże miłosierny! - wybuchnął rozgoryczony Grzegorz. - O niczym innym nie marzę niż o
            rozmowie z moją żoną sam na sam! I kto mi w tym przeszkadza? Przecież nie zmywarka!!!


            Przynajmniej próbował...
            • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 13:25
              Tak, Grzegorz probuje. Wytlumaczyc racjonalnie :), argumentujac i uzasadniajac. Po szesciu latach w tym domu on jeszcze nie wie, ze z Ygnacem sie nie dyskutuje, Ygnacowi sie potakuje i odpowiada zgodnie z jego oczekiwaniem.

              Milicja i Gabon wiedza to, dlatego nie probuja dyskutowac. Tylko zadna z nich (zamiast dyskutowac czy podkulac ogon) nie huknela "Tato/mezu, zamknij sie !!!" - oczywiscie Ygnac i tak nie zamknalvy sie, ale awantura zeszlaby na inny temat, a zmywarka bezpieczna, cala i zdrowa zostalaby w swoim kacie nie niepokojona juz przez nikogo.
              • dominka1 Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 14:10
                tt-tka napisała:

                > Tak, Grzegorz probuje. Wytlumaczyc racjonalnie :), argumentujac i uzasadniajac.
                > Po szesciu latach w tym domu on jeszcze nie wie, ze z Ygnacem sie nie dyskutuj
                > e, Ygnacowi sie potakuje i odpowiada zgodnie z jego oczekiwaniem.
                >
                > Milicja i Gabon wiedza to, dlatego nie probuja dyskutowac. Tylko zadna z nich (
                > zamiast dyskutowac czy podkulac ogon) nie huknela "Tato/mezu, zamknij sie !!!"
                > - oczywiscie Ygnac i tak nie zamknalvy sie, ale awantura zeszlaby na inny tema
                > t, a zmywarka bezpieczna, cala i zdrowa zostalaby w swoim kacie nie niepokojona
                > juz przez nikogo.
                Nie wyobrażam sobie zwrócić się do kogoś lub usłyszeć od innej osoby''zamknij się". Uważam,że Ignacy przesadził z reakcją,ale padły potem jakieś słowa przeprosin,potem sam używał chętnie zmywarki.Trochę tak jest,że zarzucamy MM ,że odbiega od realizmu przedstawiając taką dużą rodzinę,żyjącą bez kłótni i sprzeczek,a kiedy pojawił się w jej powieściach konflikt o zmywarkę to nagle senior rodu zachował się tak niewybaczalnie,że chyba powinien w ramach pokuty wyprowadzić się z własnego mieszkania.
                • bupu Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 14:24
                  dominka1 napisała:

                  > Nie wyobrażam sobie zwrócić się do kogoś lub usłyszeć od innej osoby''zamknij
                  > się". Uważam,że Ignacy przesadził z reakcją,ale padły potem jakieś słowa przep
                  > rosin,potem sam używał chętnie zmywarki.Trochę tak jest,że zarzucamy MM ,że odb
                  > iega od realizmu przedstawiając taką dużą rodzinę,żyjącą bez kłótni i sprzeczek
                  > ,a kiedy pojawił się w jej powieściach konflikt o zmywarkę to nagle senior rodu
                  > zachował się tak niewybaczalnie,że chyba powinien w ramach pokuty wyprowadzić
                  > się z własnego mieszkania.


                  Bo tak się zachował. Człowiek, który w całym swym małżeńskim życiu nie umył po sobie bodaj jednej łyżeczki, wybuchnął gromką awanturą o zmywarkę, twierdząc, iż jest to przejaw rozpasanego konsumpcjonizmu. I oświadczył z całą stanowczością iż czuje się zakupem zmywarki dotknięty do żywego, on, człowiek, który zmywanie zawsze radośnie zostawiał innym. Przepraszam, ale to jest chamstwo i galopujący egoizm w stanie czystym.

                  Tak nawiasem mówiąc, czy tylko mnie grzegorzowa konkluzja wkurcza do niemożliwości? Znaczy się okej, ta konkretna zmywarka jest wyjątkiem, bo jest dla św. Gabona, ale generalnie zmywarki to parszywy konsumpcjonizm? Co, do jasnej deutery, jest tak szlachetnego w myciu garów na piechotę? Budowaniu więzi międzyludzkich zrobi znacznie lepiej, jeśli dana osoba, zamiast stać nad zlewem wrzuci gary do zmywary, naciśnie przycisk i pójdzie poprzebywać ze swoimi bliskimi, takie mam wrażenie.
                  • dominka1 Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 14:32
                    bupu napisała:




                    > Bo tak się zachował. Człowiek, który w całym swym małżeńskim życiu nie umył po
                    > sobie bodaj jednej łyżeczki, wybuchnął gromką awanturą o zmywarkę, twierdząc, i
                    > ż jest to przejaw rozpasanego konsumpcjonizmu. I oświadczył z całą stanowczości
                    > ą iż czuje się zakupem zmywarki dotknięty do żywego, on, człowiek, który zmywan
                    > ie zawsze radośnie zostawiał innym. Przepraszam, ale to jest chamstwo i galopuj
                    > ący egoizm w stanie czystym.
                    >
                    > Tak nawiasem mówiąc, czy tylko mnie grzegorzowa konkluzja wkurcza do niemożliwo
                    > ści? Znaczy się okej, ta konkretna zmywarka jest wyjątkiem, bo jest dla św. Gab
                    > ona, ale generalnie zmywarki to parszywy konsumpcjonizm? Co, do jasnej deutery,
                    > jest tak szlachetnego w myciu garów na piechotę? Budowaniu więzi międzyludzkic
                    > h zrobi znacznie lepiej, jeśli dana osoba, zamiast stać nad zlewem wrzuci gary
                    > do zmywary, naciśnie przycisk i pójdzie poprzebywać ze swoimi bliskimi, takie m
                    > am wrażenie.
                    Moim zdaniem to miało MM chciała nam pokazać,że Ignacy zaczyna się starzeć i dziwaczeć,nagle technika staje się wrogiem,najlepsze są sposoby życia "ze starych czasów',czyli z jego młodości.No i na końcu przekonuje się,że to nieprawda i sam najchętniej korzysta ze zmywarki.
                    >
                    • bupu Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 14:44
                      dominka1 napisała:


                      > Moim zdaniem to miało MM chciała nam pokazać,że Ignacy zaczyna się starzeć i dz
                      > iwaczeć,nagle technika staje się wrogiem,najlepsze są sposoby życia "ze starych
                      > czasów',czyli z jego młodości.No i na końcu przekonuje się,że to nieprawda i s
                      > am najchętniej korzysta ze zmywarki.

                      Aha. I dlatego ustami Grzegorza przyznała mu rację.
                      • dominka1 Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 14:56
                        bupu napisała:

                        > dominka1 napisała:
                        >
                        >
                        > > Moim zdaniem to miało MM chciała nam pokazać,że Ignacy zaczyna się starze
                        > ć i dz
                        > > iwaczeć,nagle technika staje się wrogiem,najlepsze są sposoby życia "ze s
                        > tarych
                        > > czasów',czyli z jego młodości.No i na końcu przekonuje się,że to niepraw
                        > da i s
                        > > am najchętniej korzysta ze zmywarki.
                        >
                        > Aha. I dlatego ustami Grzegorza przyznała mu rację.
                        >
                        > Grzegorz nie jest przez MM traktowany jako autorytet,którego wypowiedzi są tożsame z narratorem.Na tym etapie cechami Grzegorza były bezkonfliktowość,nieśmiałość i bycie introwertykiem,który przeprasza,że żyje,jest nieasertywny.Dla mnie to spójne-przyznaje rację teściowi,nie potrafi spławić Bernarda,oddaje wychowanie swojego syna starszym Borejkom.Dziwne było w sumie to,że w pierwszej chwili w ogóle zareagował na tyradę IB,a nie despotyczna Mila .W sumie najbardziej reakcji spodziewałabym po wybuchowej Idusi ;)
                        >
                        >
                        • bupu Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 15:08
                          dominka1 napisała:

                          > > Grzegorz nie jest przez MM traktowany jako autorytet,którego wypowiedzi s
                          > ą tożsame z narratorem.Na tym etapie cechami Grzegorza były bezkonfliktowość,ni
                          > eśmiałość i bycie introwertykiem,który przeprasza,że żyje,jest nieasertywny.Dl
                          > a mnie to spójne-przyznaje rację teściowi,nie potrafi spławić Bernarda,oddaje w
                          > ychowanie swojego syna starszym Borejkom. Dziwne było w sumie to,że w pierwszej
                          > chwili w ogóle zareagował na tyradę IB,a nie despotyczna Mila .W sumie najbar
                          > dziej reakcji spodziewałabym po wybuchowej Idusi ;)

                          Popatrz na tekst jeszcze raz. Co tam widzisz? Bo ja widzę wyłącznie wyrażony przez Grzegorza pogląd, że Ygnac ma rację. Nikt, absolutnie nikt się nie zająknął, że Ygnac się zachowuje idiotycznie. Narrator również nie. Po prostu nie ma w tekście nic, co kazałoby mniemać, że autorka traktuje Ygnaca jak zdziwaczałego staruszka.
                • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 14:49
                  dominka1 napisała:


                  > Nie wyobrażam sobie zwrócić się do kogoś lub usłyszeć od innej osoby''zamknij
                  > się". Uważam,że Ignacy przesadził z reakcją,ale padły potem jakieś słowa przep
                  > rosin,potem sam używał chętnie zmywarki

                  W ogole nie chodzi o to, ze przeprosil i ze uzywal !
                  Chodzi o to, ze Ygnac zachowuje sie, jakby mieszkal w tym domu sam albo byl jego zwierzchnikiem najwyzszym, "pierwszy przed Bogiem", nawet nie po. I checi, potrzeby, czynnosci innych mieszkancow nie maja prawa zaistniec, poki Ygnac sie o nich 1) nie dowie i 2) nie zaakceptuje.
                  I tak, to jest zachowanie wymagajaceimho przywolania do rzeczywistosci kazda dostepna metoda.
      • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 19:09
        Wydaje mi się, że problem z tą sceną jest inni niż "Ignacy myślał, że nie potrzeba zmywarki, najpierw się uniósł, a potem przeprosił". Bo tu, jak słusznie zauważasz, problem zakończył się modelowo.

        Ten konflikt jest bardziej złożony. Mila i Ignacy stworzyli małżeństwo z takim podziałem obowiązków, że on nie robi w kuchni nic, a ona wszystko (i spoko, jak oboje są zadowoleni, niech im się szczęści). I w ten układ wchodzi druga para - Gaba i Grześ, którzy, w swoim mniemaniu, również są gospodarzami. Na dodatek również są małżeństwem z jakimś tam swoim podziałem obowiązków. I uwag można mieć wiele. Na przykład:
        - do Ignaca, że nie uznaje Gabrysiów za równorzędnych sobie w prawie do decydowania o sprawach domowych;
        - do Grzesia i dużej Mili, że nie porozmawiali z Ignacym o planowanym zakupie. On tam też jest gospodarzem, mimo wszystko;
        - do Gabrysi, że wiedziała jak jest, a jednak postanowiła zostać z rodziną w domu, w którym jej mąż będzie ostatni w kolejce dziobania (załóżmy, że Grześ nie wiedział, a jak się dowiedział, było za późno);
        i wreszcie, niezależnie od tego wszystkiego:
        - do Gabrysi, że w momencie, w którym jej ojciec potraktował jej męża jako gościa w domu albo jakiegoś ubogiego krewnego żyjącego na cudzej łasce, nie stanęła po stronie męża. Nawet nie to, że nie podjęła dyskusji z ojcem, bo OK, wiedziała, że nie warto. Ale nie zrobiła nic, żeby mąż poczuł, że stoi po jego stronie. I pamiętajmy też o kontekście sceny - Gabrysiowie wrócili właśnie z nieudanej wycieczki, w trakcie której Grześ zmywał naczynia po Bernardzie, a jego żona się śmiała, że tak zabawnie wyszło.
        • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 22:46
          Ten konflikt sprowadza sie imho do jednego - w domu ma prawo byc to, co Ignacowi potrzebne (maszynka do golenia, lodowka, telewizor do czasu), co zaakceptowal (odkurzacz, zelazko) albo czego nie zauwazyl (prasowalnica :))
          Natomiast rzeczy zbedne jemu Ignac uwaza za zbedne w ogole i takie nie maja prawa bytu w JEGO domu.

          Diabelnie mnie ciekawi, jak i czy w ogole zostala zalatwiona sprawa zabitej gwozdziami futryny. Ktos te gwozdzie pracowicie i w milczeniu wyciagal, a potem maskowal dziury czy wezwano fachowca i kto placil i czy ktos opirmandolil seniora.
          • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 10:40
            tt-tka napisała:

            > Diabelnie mnie ciekawi, jak i czy w ogole zostala zalatwiona sprawa zabitej gwo
            > zdziami futryny. Ktos te gwozdzie pracowicie i w milczeniu wyciagal, a potem ma
            > skowal dziury czy wezwano fachowca i kto placil i czy ktos opirmandolil seniora
            > .

            To jest powód, dla którego cisnęłam "Czarną polewkę" w limbo. Pogodziłam się z tym, że Gabrysiowie są tak fatalnymi rodzicami, że nie zauważyli transformacji Ignasia w szpicla. I wierzę, że wszyscy przeoczyli przemianę Ignaca w króla Leara. Ale nie jest możliwe, żeby nikt nie zauważył brutalnego i trwałego aktu ograniczenia wolności Laury. A skoro zauważyli, to znaczy, że nie zareagowali. No motyla noga, ja o takiej patologicznej rodzinie mogę czytać, owszem, ale nie w książkach stawiających mi tę rodzinę za wzór.
            • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 10:51
              przymrozki napisała:

              >
              > To jest powód, dla którego cisnęłam "Czarną polewkę" w limbo. Pogodziłam się z
              > tym, że Gabrysiowie są tak fatalnymi rodzicami, że nie zauważyli transformacji
              > Ignasia w szpicla. I wierzę, że wszyscy przeoczyli przemianę Ignaca w króla Lea
              > ra. Ale nie jest możliwe, żeby nikt nie zauważył brutalnego i trwałego aktu ogr
              > aniczenia wolności Laury.

              Idealistka z kolezanki :)
              Imo ograniczeniem wolnosci Laury nikt by sie nie przejal, moze nawet uznaliby to za sluszne. Ale dewastacja futryny i niemoznosc otwarcia okna w cholerne upaly najwyrazniej tez nikogo nie ruszyla.
            • piotr7777 Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 15:48
              > To jest powód, dla którego cisnęłam "Czarną polewkę" w limbo. Pogodziłam się z
              > tym, że Gabrysiowie są tak fatalnymi rodzicami, że nie zauważyli transformacji
              > Ignasia w szpicla. I wierzę, że wszyscy przeoczyli przemianę Ignaca w króla Lea
              > ra. Ale nie jest możliwe, żeby nikt nie zauważył brutalnego i trwałego aktu ogr
              > aniczenia wolności Laury. A skoro zauważyli, to znaczy, że nie zareagowali. No
              > motyla noga, ja o takiej patologicznej rodzinie mogę czytać, owszem, ale nie w
              > książkach stawiających mi tę rodzinę za wzór.
              Tak mi się zdaje, że zachowanie Ignacego zostało skrytykowane przez
              a) narratora (że Ignacy wariuje, kiedy nie ma Mili, ta jest akurat u Patrycji i Floriana)
              b) Laurę (to akurat zrozumiałe), ale ani narrator ani żadna z postaci nie podważa jej stanowiska
              c) Milę (jest chyba dailog gdzie Ignacy się oburza, że jak to on, dziadek, nie ma prawa wyrazić zgody na żlub wnuczki a Mila odpowiada mu, że nie ma takiego prawa)
              d) samego Ignacego (w kolejnej książce przyznaje sam przed sobą, że stał się uciążliwy dla otoczenia).
              Tak samo skrytykowane jest donosicielstwo Ignasia (który zresztą traktuje szpiegowanie siostry jako pole doświadczalne do pracy detektywa). Tu oczywiście Ignacy zamiast wziąć winę na siebie odcina się od wnuka - i taka postawa też nie jest pochwalona.
              Ale po co bawić się w niuanse. Lepiej rzucać działa ciężkiego kalibru o "patologicznej rodzinie" (w wypadku fikcyjnych Borejków zarzut niesprawiedliwy) i zarzucać atutorce, że stawia postawę Ignacego za wzór, gdy nie stawia.
              Podczas gdy po pierwsze autorka względem Ignacego nigdy nie była bezkrytyczna, po drugie, akurat w tej książce krytyki jego zachowania jest naprawdę dużo. Ale skoro Borejkowie to patologia, więc jeśli Ignacy nie trafił do zakładu zamkniętego, Ignaś do pogotowia opiekuńczego a Gabriela i Grzegorz nie zostali objęci nadzorem kuratorskim, no to rzeczywiście można uznać, że autorka chwali.
              • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 16:13
                Piotrze, bardzo prosze, nie udawaj, ze nie wiesz, o czym mowa - o zabijaniu futryny gwozdziami mianowicie. I to juz nie jest zdziwaczenie ani uciazliwosc starzejacego sie tetryka, tylko znacznie wiecej. A DO TEGO nie odniosl sie nikt i nigdzie, nie wiemy, czy ktos Ygnaca opieprzyl zasluzenie, co stalo sie z oknem, kto poniosl koszta i czy jakies postanowienia odnosnie wolnosci osobistej mieszkancow zapadly.
                Gdyby padlo na mnie, przysiegam, wynioslabym demonstracyjnie do antykwariatu najukochansze pozycje Ygnaca na pokrycie kosztow wymiany futryny, gdyby on odmowil oplacenia szklarza. Gdyby oplacil, zagrozilabym tym samym (trzebieniem ksiegozbioru) przy kazdej nastepnej takiej akcji.
                • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 17:44
                  tt-tka napisała:

                  > Piotrze, bardzo prosze, nie udawaj, ze nie wiesz, o czym mowa - o zabijaniu fut
                  > ryny gwozdziami mianowicie. I to juz nie jest zdziwaczenie ani uciazliwosc star
                  > zejacego sie tetryka, tylko znacznie wiecej. A DO TEGO nie odniosl sie nikt i
                  > nigdzie, nie wiemy, czy ktos Ygnaca opieprzyl zasluzenie, co stalo sie z oknem
                  > , kto poniosl koszta i czy jakies postanowienia odnosnie wolnosci osobistej mie
                  > szkancow zapadly.


                  Tak jest. Literatura działa tak, że jeżeli w w pierwszym akcie pojawia się broń, to ona (ta broń, nie ta literatura) musi w końcu wystrzelić. A jeżeli nie wystrzela, to ewentualnie można jej obecność wyjaśnić jakoś inaczej.

                  Jeżeli w książce pojawia się postać, która zachowała się jak ostatnia mał... gerytka, to nie można zostawić tego wątku bez rozwiązania. A tutaj tak się stało. I tego akurat jestem raczej pewna, bo pamiętam, jak na to rozwiązanie czekałam i się nie doczekałam. I że wzbudziło to we mnie uczucia gwałtowne.
              • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 16:20
                piotr7777 napisał:


                > a) narratora (że Ignacy wariuje, kiedy nie ma Mili, ta jest akurat u Patrycji i
                > Floriana)

                Tak, ale to nie była reakcja na zabicie okien Laury.

                > b) Laurę (to akurat zrozumiałe), ale ani narrator ani żadna z postaci nie podwa
                > ża jej stanowiska

                Nieznana jest nam reakcja żadnego członka rodziny na zabicie okien. Narrator czynu bynajmniej nie potępia. Uważa go za dosyć zabawny. Zresztą, narrator nie jest członkiem rodziny Borejków. Fakt, że on coś potępia, nie znaczy, że rodzina się z nim zgadza.

                > c) Milę (jest chyba dailog gdzie Ignacy się oburza, że jak to on, dziadek, nie
                > ma prawa wyrazić zgody na żlub wnuczki a Mila odpowiada mu, że nie ma takiego p
                > rawa)

                Ta rozmowa dotyczy ślubu Róży, nie ma nic wspólnego z sytuacją Laury. Nawiasem mówiąc, moim zdaniem, akurat w tym jednym przypadku Borejko miał trochę racji - radosne pakowanie Pyzy w małżeństwo z wątpliwej stałości zimnym Frycem, "bo przecież dziecko" było głupotą. Nawet gdyby ci dwoje mieli się w końcu pobrać, to zadaniem kochającej rodziny jest danie Róży pewności, że cokolwiek wybierze, kierując się dobrem swoim i dziecka, dostanie wsparcie. Tylko dziadek nie uważał, że Róża musi wyjść za mąż i to bez względu na to, jakim mężczyzną jest Fryc.

                > d) samego Ignacego (w kolejnej książce przyznaje sam przed sobą, że stał się uc
                > iążliwy dla otoczenia).

                Znowu. Myśli te nie mają nic wspólnego z zabiciem okien.

                > Tak samo skrytykowane jest donosicielstwo Ignasia (który zresztą traktuje szpie
                > gowanie siostry jako pole doświadczalne do pracy detektywa). Tu oczywiście Igna
                > cy zamiast wziąć winę na siebie odcina się od wnuka - i taka postawa też nie je
                > st pochwalona.

                Tak. Dlatego napisałam, że godzę się z tym, że Gabrysiowie, zbyt zajęci tym wszystkim (czymkolwiek "to wszystko" jest) mogli przeoczyć, że ich syn wyrasta im pod nosem na szpicla. To jest w granicach mojego wyobrażenia. Poza granicami jest zabijanie okien, któremu nikt się nie sprzeciwia. W rodzinie, która choćby stała koło normalnej, podobny wyskok zakończyłby się dziką awanturą.

                I tak, uważam, że jeżeli racjonalny dotychczas starszy człowiek zaczyna przejawiać podobne odchyły to należy zainteresować się jego zdrowiem. Demencja to choroba, można spowolnić jej rozwój, tylko trzeba szybko reagować. No i przede wszystkim - Ignacemu, który przestał zachowywać się racjonalnie należało odebrać monopol na wychowywanie Ignasia. Przecież Mila widziała, że Ignaś dziwaczeje. Tylko że jej jedyną reakcją było ostentacyjne zepchnięcie Ignasia z zaszczytnego stanowiska ulubionego wnuka i zastąpienie go Józinkiem.


                • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 17:33
                  "Tylko dziadek nie uwazal, ze Roza musi wyjsc za maz" - no, ja bym polemizowala. To Ygnac bredzi o niemowleciu, ktore popiskuje zalosnie, bo ciqgle (!) jest owocem nieslubnego zwiazku, to on wnuczce, ktore mu tlumaczy jak soltys krowie na rowie, ze Fryc szuka pracy, a potem beda stabilizowac sie i formalnie wiazac truje, ze android niestaly i wypaczony przez ojca, bo zenic sie powinien zaraz natychmiast.
                • malgorzata_madej Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 17:59
                  Przecież Mila widziała, że Ignaś dziwaczeje. Tyl
                  > ko że jej jedyną reakcją było ostentacyjne zepchnięcie Ignasia z zaszczytnego s
                  > tanowiska ulubionego wnuka i zastąpienie go Józinkiem.

                  nie tylko Mili! tam w ogóle w którymś momencie ("Sprężyna"? "McDusia"?) nastąpiła taka niespodziewana zamiana miejsc. wcześniej ideałem syna, wnuka, chłopca i dorastającego chłopaka był Ignaś, uwielbiany i stawiany za wzór przez całą rodzinę, jak i Autorkę (takie przynajmniej moje wrażenie), nagradzany tym bardziej, im bardziej upodabniał się do dziwaczejącego dziadka. a potem nagle ten sam Ignaś spada z piedestału, a cudem natury, wzorem i ideałem staje się "milczący macho" Józinek... oczywiście, w kontekście całej serii Ignaś/Józinek to taki dwugłowy potwór, a nie dwie odrębne osoby, ale po ludzku to łamie serce, jak się pomyśli o tym Ignasiu, który zrezygnował z dzieciństwa, żeby zdobyć poklask swoich dorosłych i nagle okazało się, że z kretesem wszystko przegrał :-( stał się pośmiewiskiem, cała rodzina (łącznie z jego własną matką, która najpierw oddała go staremu Ignacemu jak jakiemuś Titelituremu, a potem boi się z nim jeździć samochodem!) stanęła na tej pozycji, co Józinek, wyśmiewając się z "miągwy". szczęście przynajmniej, że akurat sam Józek wyrósł z tego etapu niszczenia słabszych
                  • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 18:41
                    Wydaje mi sie, ze akurat Milicja w najmniejszym stopniu widziala Ignasia jako ulubienca - jej faworytem, od kiedy zaczyna oceniac wnukow, nie wnuczki, od poczatku byl Jozinek. Juz w JT mowi czy mysli o nim per strachajlo i bardzo nielojalnie zachowuje sie wzgledem niego wobec dra Kowalika.
                    Wszyscy inni tak, Ignas bostwo, nawet Ida, choc deprecjonuje Ignasia, chce, by jej syn dorownal mu intelektem.

                    Psalam juz gdzies, ale powtorze - calkiem rozbiezne sa fawory seniorow. Ulubiencow Milicji Ignac lekcewazy lub ignoruje, ona z kolei jego pupilow zlewa, forsujac swoich.
                  • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 18:44
                    malgorzata_madej napisała:

                    ale po ludzku to łamie serce, jak się p
                    > omyśli o tym Ignasiu, który zrezygnował z dzieciństwa, żeby zdobyć poklask swoi
                    > ch dorosłych i nagle okazało się, że z kretesem wszystko przegrał :-( stał się
                    > pośmiewiskiem, cała rodzina (łącznie z jego własną matką, która najpierw oddała
                    > go staremu Ignacemu jak jakiemuś Titelituremu, a potem boi się z nim jeździć s
                    > amochodem!) stanęła na tej pozycji, co Józinek, wyśmiewając się z "miągwy". szc
                    > zęście przynajmniej, że akurat sam Józek wyrósł z tego etapu niszczenia słabszy
                    > ch


                    To by było pół biedy, gdyby on "zrezygnował, żeby zdobyć poklask". Bo to by sugerowało, że sam podjął decyzję i mierzy się z tej decyzji konsekwencjami. A on przecież był niemowlęciem, gdy zrobiono z niego znawcę Plutarcha. Nie miał innego wyjścia niż dać się wychować na lizuska i gogusia. Dziecko do lat siedmiu ma jednak ograniczone możliwości rozpoznania tego, że jest wychowywane na tata-wariata i ma też praktycznie żaden arsenał środków zapobiegawczych. A na tym etapie wszyscy, łącznie z Idą, uważali Ignasia za najlepsze dziecko, jakie wydała na świat rodzina Borejków (w "Córce Robrojka" widzimy Idę cierpiącą katusze, że Józinek nie jest taki elokwentny jak kuzyn). Małego Ignasia nie lubi tylko Laura, ale za tą niechęcią nie idą żadne próby wychowania brata.

                    A gdy Ignaś wyrósł na to, na co był wychowywany, wszyscy stracili dla niego serce. To rzeczywiście smutne.
                    • malgorzata_madej Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 18:59
                      przymrozki napisała:

                      To by było pół biedy, gdyby on "zrezygnował, żeby zdobyć poklask". Bo to by sug
                      > erowało, że sam podjął decyzję i mierzy się z tej decyzji konsekwencjami. A on
                      > przecież był niemowlęciem, gdy zrobiono z niego znawcę Plutarcha. Nie miał inne
                      > go wyjścia niż dać się wychować na lizuska i gogusia. Dziecko do lat siedmiu ma
                      > jednak ograniczone możliwości rozpoznania tego, że jest wychowywane na tata-wa
                      > riata i ma też praktycznie żaden arsenał środków zapobiegawczych. A na tym etap
                      > ie wszyscy, łącznie z Idą, uważali Ignasia za najlepsze dziecko, jakie wydała n
                      > a świat rodzina Borejków (w "Córce Robrojka" widzimy Idę cierpiącą katusze, że
                      > Józinek nie jest taki elokwentny jak kuzyn). Małego Ignasia nie lubi tylko Laur
                      > a, ale za tą niechęcią nie idą żadne próby wychowania brata.
                      >
                      > A gdy Ignaś wyrósł na to, na co był wychowywany, wszyscy stracili dla niego ser
                      > ce. To rzeczywiście smutne.

                      oczywiście, masz rację, Ignaś był dziwadłem i freekiem, zanim się w ogóle zorientował, co się dzieje :-(
    • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 02.04.18, 17:45
      Osobiście mam wrażenie, że Ygnacio to już kompletnie odjechał i mózg mu wyerodował całkowicie. Jego upadek umysłowy z tomu na tom rysuje się coraz wyraźniej, choćby zabijanie gwoździami okna w pokoju Laurki,żeby daleko nie szukać. I robienie z IGS szpiona. No ludzie serio ? Jak kiedyś w pierwszych tomach nawet go w sumie lubiłam, ot, facet lekko oderwany od rzeczywistości, zapomina do jakiej szkoły chodzi jego dziecko (vide rozmowa z nauczycielką Nutrii ) leży w łóżku bo ma świnkę i w końcu może sobie poczytać swoje ukochane książki te które ON chce a nie te które musi ( i kij z tym ,że zwala na głowę nieletniej całą hopę z domem opieką i czym tylko ) ogólnie, taki no, całkiem sympatyczny człowieczek, prawie jak mój świętej pamięci ojciec, tak obecnie.... Nie no sorry ale serio, nie. Przyznam bez bicia kiedy w 'Zgryzotce' przedstawiona była scena dziwnie uplasowanego Ygnaca już taką miałam nadzieję że może jednak odwalił w końcu kitę, no może w końcu a tu zonk, jednak nie. Cholera mnie trzaska bo ja oczywiście rozumiem,że na starość ludzie dziwaczeją, wiadomo, a jak jeszcze mózg wyeroduje jędza skleroza ewentualnie ten niemiec co to wszystko gdzieś chowa i kradnie to owszem, może być ciężko ale do ciężkiej deutery, przecież to jakaś karykatura jest. Milicja nie lepsza, pamiętacie tą scenę w Kalamburce chyba kiedy to najechała na Ignaca ,że OŚMIELIŁ się zemdleć z bólu przy OBCEJ kobiecie ? Oni oboje są serio, siebie warci. I przysięgam oraz klnę się na jelitko,że gdyby mnie taki Ygnacy wpadł w ręce to bym dziada utłukła. I na wszelki wypadek wstawiła do zmywarki na najdłuższy możliwy program. Z resztą, kochane dziewczynki (i kobitki oraz ewentualnie panowie ) nad czym tu deliberować, cały cykl zszedł już nawet nie na psy, tylko osiągnął był dno i kilka metrów mułu niestety Autoressa z niezrozumiałym dla mnie uporem drąży w tym mule dalej. Osobiście uważam,że z samej litości mogłaby wykończyć oba dziady Boreje (dla pewności przed pogrzebem przypalikować jedno i drugie osikowym kołeczkiem ), Idusię zamknąć w ośrodku dla osób z zaburzeniami odżywiania bo laska ewidentnie coś ma na głowę ( tu cytat może niepełny ale z Idusi właśnie : " Córka Robrojka " Ida o pani Kalinie Majchrzak : Klasyczny typ cyklotymiczny plus jednak wrodzone chamstwo" ) Gabona et consortes wysłać w podróż do Meksyku czy gdziekolwiek, pozostawić jeno młode pokolenie ( Karolek i reszta nieletnich ) oraz zakończyć farsę pt "Borejczada" słowami " I żyli długo i szczęśliwie " ... Kończ Waćpani, wstydu oszczędź....
    • szarotkaaaa Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 00:09
      Jeszcze nie dotarłam do tego miejsca, ale to tylko potwierdza moje przypuszczenie, że MM nie wie, na co się porwała. Dzieci wracające z Anglii do Polski w wyniku trudnej sytuacji życiowej, a nie wskutek planów rodzinnych to bardzo trudny temat, zwłaszcza, że czytelnicy nic o nich nie wiedzą. Czy chodziły do polskiej szkoły? Jak radzą sobie z językiem? Czy w ogóle odwiedzały Polskę, czy im się ona podoba? Czy w ogóle wyrażały chęć powrotu? Mila ma już 14 lat, jej edukacja nie będzie prosta, bez korepetycji się nie obędzie, bo jak mniemam Mila i Fryc nie planowali powrotu do Polski? To by oznaczało, że nie przywiązywali wagi do nauki polskiego, historii i ogólnie jakichś przydatnych w Polsce rzeczy.
      Rozumiem, że 20 lat temu ktoś mógł jeszcze pomyśleć, że angielska oświata stoi na wyższym poziomi niż polska, ale teraz wystarczy poczytać wypowiedź jakiegokolwiek polskiego emigranta, który ma dzieci w wieku szkolnym. Ludzie bardzo boją się o to, jak ich nastoletnie dzieci poradzą sobie w szkole. O te młodsze strach też jest, ale mniejszy, bo i umysł bardziej chłonny i wdrożenie w system krótsze, więc mniej trwałe.
      Druga sprawa, to porzucenie przez ojca, rozpad małżeństwa rodziców i nienaturalna atmosfera w rodzinie w Polsce. Jak można przelewać niechęć do ojca na małego chłopca, tylko dlatego, że ów chłopiec jest podobny zewnętrznie do rodzica? Może gdyby miał choć jedną typowo borejczą cechę, to by go od razu pokochali, np. rude włosy, zielone oczy, dzielna grzywka...
      Z każdym kolejnym wątkiem zauważam, jak obła i oślizgła jest ta rodzina...
      • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 14:39
        Pewnie,że czytelnicy nic nie wiedzą na temat Mili bis oraz Karolla Marudy, bo przecież po co ? Na moje niewprawne oko pani M wypchała naszą Różyczkę Polną w czortu (a raczej do Oxfordu ), bo prawdopodobnie nie miała w związku z nią jakichś większych planów ale niestety niestety, życie jest życiem, chlebek i masełko kupić za coś trzeba a wiadomo,że zawsze znajdzie się baran który chociażby z sentymentu kupi kolejną książkę. A teraz mamy co mamy, kolejne pokolenie w kołchozie czyli IGS wraz z wiotką kicającą po drabinie w końcowej fazie ciąży Agnieszką, dzielną, bardzo dzielną jakże skrzywdzoną przez tego podlucha Fryca Różyczkę z dzielną grzywką dzieci które wyrwane ze środowiska które znają i rozumieją wszyscy mają gdzieś i nikt ich o niczym nie informuje... No bo ja by chciała wiedzieć gdzie byli Mila i Karolek w czasie kiedy Betonowa Grzywka siedziała w szpitalu ? Bo o ile się orientuję coś takiego jak telefon nie istnieje ? Róża swojej komórki nie ma ? A jak ma to do Gabonna numeru niet ? Do Pulpecji też nie ? Do Idy ? Chociaż sms wysłać, "Cześć tu Róża, niech ktoś podjedzie po Norę, jesteśmy w szpitalu, Agnieszka rodzi a Nora trochę słabo się czuje, ja tu zostanę i dopilnuję wszystkiego " To po wuj było wypisywać te bzdury o idealnym sposobie komunikacji między siostrami, że telefoniczna, internetowa ,telepatyczna ? Ewidentnie, od czasów walenia miotłą w podłogę nie zmieniło się nic. Jeśli chodzi o dzieci i czy ktokolwiek pytał je o cokolwiek. No już to widzę. Przyjechała ciotunia Gabunia i taka kochana, pomocna, empatyczna pyta Marudnego Karola i Milę-o-której-nie-wiemy-jaka-jest : " Słuchajcie dzieciaki, jest taka sprawa, mamy pewien problem, waszym rodzicom sypie się małżeństwo i w ramach solidarności rodzinnej chcemy wam pomóc, wam i waszej mamie, co wy na to,żeby wrócić do Polski ? Tak, Milu nie ma problemu, zabierzemy twojego kotka." Mwahahaha. Mwahahahaha. No, już to widzę.
        I jeszcze jedna sprawa. Według mnie Rożyczka jest szykowana na kolejne Niewzruszone Betonowe Centrum pytanie tylko, kto przejmie rolę stetryczałego Dziada Boreja? Czyżby Floryan Partiotyczny, co to nie rzucim ziemi skąd nasz ród, nie damy wybudować marketu ? Bo mam wrażenie,że on zaczyna bredzić tak samo jak Ygnacio.... ( vide przemowa do Nory ). Gdzież ach gdzież ten buntownik na Harleyu, z czerwonym czubkiem ? Mam wrażenie że Harley poszedł na złom tylko czubek się ostał :( A dzieci Różyczki... To nazwisko, Schoppe. Brzmi tak jakby z niemiecka no nie ? :D i dziwić się,że Karollo jest marudny i nikt go nie lubi.

        szarotkaaaa " Z każdym kolejnym wątkiem zauważam, jak obła i oślizgła jest ta rodzina... " Czy masz coś kochana do bycia obłym oraz obślizgłym ? :D Ja się przynajmniej nie ukrywam, jestem dumna z siebie i mojej... Obslizgłości :D Glizda rulez :P
        • szarotkaaaa Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 14:43
          nocna_glizda napisała:

          > szarotkaaaa " Z każdym kolejnym wątkiem zauważam, jak obła i oślizgła jest ta r
          > odzina... " Czy masz coś kochana do bycia obłym oraz obślizgłym ? :D Ja s
          > ię przynajmniej nie ukrywam, jestem dumna z siebie i mojej... Obslizgłości :D
          > Glizda rulez :P

          Kocham wszystkie glizdy, ale beton, co go oślizgłość zżera u podstaw jest mi obmierzłym.
        • dakota77 Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 14:46
          nocna_glizda napisała:


          Przyjechała ciotunia Gabunia i taka kochana, pomocna, empatyczna py
          > ta Marudnego Karola i Milę-o-której-nie-wiemy-jaka-jest : " Słuchajcie dzieciak
          > i, jest taka sprawa, mamy pewien problem, waszym rodzicom sypie się małżeństwo
          > i w ramach solidarności rodzinnej chcemy wam pomóc, wam i waszej mamie, co wy
          > na to,żeby wrócić do Polski ? Tak, Milu nie ma problemu, zabierzemy twojego
          > kotka." Mwahahaha. Mwahahahaha. No, już to widzę.

          Babunia Gabunia przeciez! :)
          • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 14:58
            dakota77 napisała:

            > nocna_glizda napisała:
            > Babunia Gabunia przeciez! :)


            O Jeżu mój kolczasty, najmocniej przepraszam faktycznie, babunia Gabunia... Się mylnęłam bom się zdenerwowała lekutko... :D

        • piotr7777 Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 15:23
          To nazwisko, Schoppe. Brzmi tak jakby z n
          > iemiecka no nie ? :D i dziwić się,że Karollo jest marudny i nikt go nie lubi
          > .
          Nie tylko brzmi, po prostu jest niemieckie. To akurat wiadomo z Imienin, gdzie Fryderyk przyznaje się Róży do niemieckich korzeni i pyta czy jej to nie przeszkadza a ona rewanżuje się kresowymi korzeniami Borejków.
          Po co wyważać otwarte drzwi?
          • nocna_glizda Re: Etykietowanie dzieci 03.04.18, 15:47
            Drogi Piotrze, nie wyważam otwartych drzwi, stwierdzenie było w kontekście Flobrego... Ale rozumiem, że na pierwszy rzut oka może wyglądać inaczej :)
            • piotr7777 Re: Etykietowanie dzieci 04.04.18, 21:00
              Uporządkujmy fakty.
              1) Karolek jest marudny w czasie jazdy samochodem z lotniska - domaga się gumy (jedną już wypluł), soku lub lodów. Co prawda jeśli po kimś ma tę cechę to raczej po mamie (vide Nutria i Nerwus) aw wypadku Idy trzeba wziąć poprawkę na jej specyficzny charakterek (żeby było jasne- nie pochwalam)
              2) Dzieci Rózy i Fryderyka jest niewiele ale nie robią - w przeciwieństwie do matki - wrażenia nieszczęśliwych. Ciekawi je Poznań, cieszą się że znalazły się w rodzinnej kamienicy, Milena (trochę wkurzające jest IMO nazywanie nastolatki "małą Milą" zwłaszcza przez Idę, dla której "duża Mila" jest mamą) jest na rysunku uśmiechnięta. Karolek nie, ale patrz punkt 1
              3) I tu wniosek - nie wiemy jakim ojcem był Fryderyk, ale ten Fryderyk, którego mieliśmy okazję poznać raczej nie wygląda na faceta, który potrafi zbudować emocjonalną więź z dziećmi. Owszem, dbałby o rozwój umysłowy i o potrzeby bytowe, ale to wszystko. Dlatego fakt, że odpuścił kwestię edukacji jest wątpliwy chyba że ...
              4) być może Milenie i Karolkowi nie podobało się w brytyjskiej szkole a ojciec przy wszystkich wadach jakoś to rozumiał , dlatego mógł uznać, że zmiana szkoły na polską (jakby nie było sam jest absolwentem polskiego nie brytyjskiego liceum) była dla nich dramatem.

              No i najważniejsze - nie wiemy nawet czy Róża i Fryderyk się rozstali. Moim zdaniem nie wie tego sama autorka bo wysyła sprzeczne znaki. Z jednej strony sugestię, że Fryderyk źle się zapowiadał, Ignacy od początku go nie lubił (nieprawda - chciał się od niego uczyć obsługi internetu) a Pyzunia jest biedna i zawsze pokrzywdzona mail Natalii), do tego, dośc obrzydliwe wtręty Gabrieli poddające w wątpliwość pracę w Stanach (trzykrotnie zaznaczone, że tak twierdzi sam Fryderyk).
              Z drugiej końcowy mail Gabrieli, że Fryderyk się odezwał i że ona go osądziła pochopnie, ale dobrze się stało, bo taka jest rola teściowej. Niby Opium w rosole też się kończy nadzieją, że Janusz wróci (W dodatku bardziej skonkretyzowaną) a skończyło się CKNUK-iem, ale pamiętajmy - Róza i Fryderyk mają ślub kościelny, Gabriela i Janusz nie mieli. A dla autorki to ma znaczenie. Żeby pozostać wierna swojemu światopoglądowi musiałaby albo a) unieważnić małżeństwo Róży i Janusza (zbyt wydumane) b) skazać Różę na wieczysty celibat, czyli w grudnie rzeczy unieszczęśliwić (bo Gabriela ma jednak Grzegorza).
              Także reasumując - za mało wiemy, by wyciągać wnioski. Lepiej poczekać do następnej książki.
              • malgorzata_madej Re: Etykietowanie dzieci 04.04.18, 21:31
                (trochę wkurzające jest IMO nazywanie nastolatki
                > "małą Milą" zwłaszcza przez Idę, dla której "duża Mila" jest mamą)

                w mojej rodzinie jest osiemdziesięcioletni pan zwany nadal "młodym Wiktorem"... nie muszę dodawać, że stary Wiktor umarł kilkadziesiąt lat, ja od Wuja Wiktora jestem ponad dwa razy młodsza, ale takie ksywki zostają na życie :D
                zresztą, ja też jestem "małą Gosią", no bo przecież jakoś muszą mnie od "dużej" odróżnić :D
                czy mamy powody sądzić, że to określenie przeszkadza Mili?
              • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 04.04.18, 22:07
                piotr7777 napisał:

                > Uporządkujmy fakty.
                > 1) Karolek jest marudny w czasie jazdy samochodem z lotniska - domaga się gumy
                > (jedną już wypluł), soku lub lodów. Co prawda jeśli po kimś ma tę cechę to racz
                b]]> ej po mamie (vide Nutria i Nerwus)[/b]

                Gratki, Piotrze ! Jako pierwszy wylapales i nazwales po imieniu :)



                > Z jednej strony suges
                > tię, że Fryderyk źle się zapowiadał, Ignacy od początku go nie lubił (nieprawda
                > - chciał się od niego uczyć obsługi internetu)

                Zupelnie jak Nutria do Janusza, i tez lata po fakcie...



                > musiałaby albo a) unieważnić małżeństwo Róży i Janusza

                :) Fryca, kolego - jeszcze nie jest tak zle, zeby Roza z wlasnym ojcem... ani on z corka.
              • potworia Re: Etykietowanie dzieci 04.04.18, 23:03
                @piotr7777
                Wśród mojej rodziny i znajomych przetaczała się przez ostatnie 3 lata lawina rozstań i rozwodów i po prostu nie wierzę, że może istnieć dziecko, po którym rozpad rodziny spływa jak po foczce. Jeśli MM stworzyła takie monstra, dowodzi to albo nieznajomości dziecięcej psychiki, albo odpuszczenia sobie nawet pozorów realizmu, albo rażącej niewrażliwości.
                Albo w następnym tomie odsłonią się nieznane nam kulisy całej szop-gate i wszystko nabierze nieznanego dotąd sensu i wymiaru. Niezawodne forumki już ukręciły parę smakowitych spekulacji:-)
              • szarotkaaaa Re: Etykietowanie dzieci 05.04.18, 12:36

                > 3) I tu wniosek - nie wiemy jakim ojcem był Fryderyk, ale ten Fryderyk, którego
                > mieliśmy okazję poznać raczej nie wygląda na faceta, który potrafi zbudować em
                > ocjonalną więź z dziećmi. Owszem, dbałby o rozwój umysłowy i o potrzeby bytowe,
                > ale to wszystko. Dlatego fakt, że odpuścił kwestię edukacji jest wątpliwy chyb
                > a że ...
                > 4) być może Milenie i Karolkowi nie podobało się w brytyjskiej szkole a ojciec
                > przy wszystkich wadach jakoś to rozumiał , dlatego mógł uznać, że zmiana szkoły
                > na polską (jakby nie było sam jest absolwentem polskiego nie brytyjskiego lic
                > eum) była dla nich dramatem.
                >
                Ja tu czegoś nie rozumiem - jeśli dziecku nie podoba się szkoła w jego kraju, to przeprowadzamy się z całą rodziną do innego, żeby dziecko mogło się tam uczyć? A co, jeśli w drugim kraju też mu się nie spodoba? Kolejna przeprowadzka? Mila i Karol nie znali innej szkoły, ba, nie znali życie w innym kraju, co za tym idzie, angielska szkoła była jedyną jaką znali. Niektóre dzieci po prostu nie lubią szkoły i tyle. Zmiana kraju nauczania w przypadku nastolatki, która mając 14 lat za dwa lata kończyłaby obowiązkową edukację Anglii, jest bardzo trudnym przedsięwzięciem, większość ludzi, którzy planują powrót, robi to wcześniej. W Polsce przed Milą będą jeszcze 4 lata obowiązkowej edukacji, no i co najważniejsze, nie wiemy jak z jej polskim?
                • szarotkaaaa Re: Etykietowanie dzieci 05.04.18, 12:39
                  Przepraszam za literówki, jestem w pociągu :D
                • krystalla Re: Etykietowanie dzieci 05.04.18, 15:58
                  szarotkaaaa napisała:
                  no i co najważniejsze, nie wiemy jak z jej polskim?

                  Pozwolę sobie wysnuć przypuszczenie, że z jej/ich polskim jest fantastycznie, wszak to język dziadów, Dziadów, Chrobrego... No jakżeby inaczej??
                  • piotr7777 Re: Etykietowanie dzieci 05.04.18, 18:04
                    .K., pomyliłem Fryderyka z Januszem, przepraszam się.
                    Jak z polskim Mili - nie wiemy, ale Karolek (urodzony w UK) zdanie o siwej brodzie Grzegorza powiedział raczej po polsku. Zatem Mila, urodzona w Polsce tym bardziej mówi po polsku biegle.
                    Nie wiemy jakimi rodzicami są Róza i Fryderyk. Ale - w oparciu o książki - Róża, która uważa, że jej życie nabrało sensu w momencie wypełnienia ramion, zapewne całą energię w Oksfordzie angażowała w kontakt emocjonalny z dziećmi. Czyli to mogło młodym zabwarantować a) biegła znajomość polskiego (wszak matka raczej tylko w tym języku do nich mówiła) b) orientację w różnych niuansach dotyczących historii Polski (może Róża jest niewykształcocna, ale wiedzą stosowną dysponuje) c) znajmość polskich ksiażek (Róza z nudów pewnie dużo czyta i sobie i dzieciom) d) wiedzę o rodzinie Borejków i szacunek dla tejże. Skoro Róża nie pracuje (przynajmniej na etacie) i nie ma życia towarzyskiego to właściwie tylko to jej zostało.
                    A Fryderyk? On jest raczej typem zimnego rodzica, ale nie takiego który dla zasady stosuje zimny chów motywując to dobrem dzieci (coś jak Ewa Jedwabińska). On raczej ucieka w pracę, w domu głównie wypoczywa a jeśli nawet bawi się z dziećmi to tylko w ramach limitów.
                    Co wiemy, to że Róża choruje na migrenę (migrena to nie jakaś fanaberia ale poważna choroba neurologiczna, mocne napadowe bóle głowy to jedynie jej objaw) a mimo to Fryderyk nie odciąża jej w zajmowaniu się dziećmi.
                    I teraz kolejna kwestia - Fryderyk może być chłodny jak był jego śp. ojciec (choć sposób w jaki Jan zwracał się do Żaby świadczy o tym, że potrafił okazać ciepło przynajmniej córce), ale - tak jak jego ojcu - powinno mu zależeć na edukacji dzieci. I jeżeli zdecydował/wyraził zgodę/nie sprzeciwił się przeniesieniu Mili (bo to ona jako starsza jest w trudniejszej sytuacji) do polskiej szkoły (a gdyby chciał mógłby zgłosić uprowadzenie dzieci przez ich babkę) to znaczy, że a) albo kompletnie przestał się interesować dziećmi albo b) były ku temu jakieś powody. I może były nimi domniemane kłopoty Mili z nauką i adaptacją w szkole (zapewne jak wszystkie dzieci w nowych książkach nie ma ona w UK żadnych bliskich kolegów czy koleżanek).
                    A z tym ślubem kościelnym, o którym pisałem, to żeby było jasne - nie ja uważam by to był ważny argument przeciw rozwodowi. Ale M. M. zapewne tak uważa, inaczej nie podkreślałaby cywilnego charakteru ślubu Gabrieli z Januszem, zwłaszcza że powodów ku temu nie było - oba śluby Gabrieli są poza akcją książek, Gabrysia nigdy nie jest wspomniana jako chrzestna kogokolwiek a dobre relacje z ojcem Krzysztofem mogłaby mieć nawet mając przeszkodę w przyjmowaniu komunii (zwłaszcza, że księża są bardziej wyrozumiali dla małżeństw niesakramentalnych z przeszkodami niż dla tych, gdzie przeszkód nie ma). Podobno jakiś ksiądz zasugerował autorce, że pozytywna postać nie powinna być w związku niesakrametnalnym, ale i tak ona posunęła to o wiele dalej, IMO niepotrzebnie.
                    • szarotkaaaa Re: Etykietowanie dzieci 05.04.18, 18:09
                      piotr7777 napisał:

                      > .K., pomyliłem Fryderyka z Januszem, przepraszam się.
                      > Jak z polskim Mili - nie wiemy, ale Karolek (urodzony w UK) zdanie o siwej brod
                      > zie Grzegorza powiedział raczej po polsku. Zatem Mila, urodzona w Polsce tym ba
                      > rdziej mówi po polsku biegle.
                      A mówi, owszem, ale czy deklinuje, robi rozkład zdania, stopniuje, czyta i pisze? To nie jest wiedza wchłaniania przez osmozę od rodziców, tylko dlatego, że są oni Polakami.
                    • tt-tka Re: Etykietowanie dzieci 05.04.18, 19:00
                      piotr7777 napisał:



                      > A Fryderyk? On jest raczej typem zimnego rodzica, ale nie takiego który dla zas
                      > ady stosuje zimny chów motywując to dobrem dzieci (coś jak Ewa Jedwabińska). On
                      > raczej ucieka w pracę, w domu głównie wypoczywa a jeśli nawet bawi się z dzieć
                      > mi to tylko w ramach limitów.

                      Przepraszam, nie wiemy, jakim Fryc jest ojcem. Widzimy go w tej roli tylko przy bardzo malenkiej Mili, a wtedy jest ojcem nie bardzo udolnym i troche przestraszonym, ale przejetym swoja rola.
                      Tak samo zreszta nie wiemy, jaka matka jest Roza. Wzorce z domu miala kiepskie, a czy przejela/choc dostrzegla inne ?


                      > Co wiemy, to że Róża choruje na migrenę (migrena to nie jakaś fanaberia ale pow
                      > ażna choroba neurologiczna, mocne napadowe bóle głowy to jedynie jej objaw) a m
                      > imo to Fryderyk nie odciąża jej w zajmowaniu się dziećmi.

                      Fryc spi, to sie dzieje w samolocie. A Roza nie budzi go, nie goni zreszta do pomocy takze zaczytanej Luski, siostry rzygajacego Ziutka. Matka Polka Meczennica mi sie tu objawia i nie jest to dobry prognostyk imo.
                    • potworia Re: Etykietowanie dzieci 05.04.18, 20:06
                      piotr7777 napisał:

                      >
                      > I teraz kolejna kwestia - Fryderyk może być chłodny jak był jego śp. ojciec (ch
                      > oć sposób w jaki Jan zwracał się do Żaby świadczy o tym, że potrafił okazać cie
                      > pło przynajmniej córce)

                      Urodzinowy tekst Taty Szopa "Masz tu, Żabciu, 20 złotych, kup sobie jakiś dezodorant" uważam za mistrzowski, na poziomie dawnej Jeżycjady. Ale jako córka szopopodobnego ojca zapewniam cię, że ten sposób okazywania uczuć rodzicielskich był wysoce niewystarczający.

                      Przynajmniej dopóki Tata żył. Teraz żal i tego.

                    • zla.m Re: Etykietowanie dzieci 06.04.18, 07:07
                      piotr7777 napisał:

                      > Jak z polskim Mili - nie wiemy, ale Karolek (urodzony w UK) zdanie o siwej brod
                      > zie Grzegorza powiedział raczej po polsku. Zatem Mila, urodzona w Polsce tym ba
                      > rdziej mówi po polsku biegle.

                      Mila nie wiem, czy w Polsce spędziła choć 2 lata, dla niej podstawowym językiem też jest angielski. Nawet jak świetnie zna polski komunikacyjnie i, niech będzie, biegle w nim czyta, to słownictwo szkolne ("przydawka", "blastocysta", "epikureizm", "gleby lessowe" itp.) musi opanować praktycznie od zera. Oboje muszą, no ale KArol ma łatwiej.

                      > Nie wiemy jakimi rodzicami są Róza i Fryderyk. Ale - w oparciu o książki - (..._
                      > A Fryderyk? On jest raczej typem zimnego rodzica, ale nie takiego który dla zas
                      > ady stosuje zimny chów motywując to dobrem dzieci (coś jak Ewa Jedwabińska). On
                      > raczej ucieka w pracę, w domu głównie wypoczywa a jeśli nawet bawi się z dzieć
                      > mi to tylko w ramach limitów.

                      To wiesz w oparciu o książki? Chyba mi parę tomów umknęło ;-) To, że Szyderyk miał dla Róży 2 popołudnia w tygodniu, to wcale nie znaczy, że mu na punkcie dzieci nie odbiło i nie spędza z nimi mnóstwa czasu. Dodatkowo jest sporo osób (z powodów społecznych i panującej kultury - głównie mężczyzn), które nie umieją okazywać uczuć i emocji innym dorosłym, ale nie mają już oporów przy dzieciach. Wszystkie potrzeby emocjonalne w stylu przytulanie, poczucie bycia razem/w grupie, potrzeba wspólnej zabawy itp., które na co dzień są tłumione, także w relacjach romantycznych, są przelewane na dzieci i z dziećmi spełniane (bo to jest kulturowo dopuszczalne, nawet dla "twardego faceta", zwłaszcza gdy dzieci są małe).

                      Ale to co piszę, to taka sama mniemanologia stosowana, jak zakładanie, że Fryc był zimny i ucieczkowy.
                      > powinno mu zależeć na edukac
                      > ji dzieci. I jeżeli zdecydował/wyraził zgodę/nie sprzeciwił się przeniesieniu M
                      > ili (bo to ona jako starsza jest w trudniejszej sytuacji) do polskiej szkoły (a
                      > gdyby chciał mógłby zgłosić uprowadzenie dzieci przez ich babkę) to znaczy, że
                      > a) albo kompletnie przestał się interesować dziećmi albo b) były ku temu jakie
                      > ś powody. I może były nimi domniemane kłopoty Mili z nauką i adaptacją w szkole
                      > (zapewne jak wszystkie dzieci w nowych książkach nie ma ona w UK żadnych blisk
                      > ich kolegów czy koleżanek).

                      I rozwiązaniem problemów z adaptacją w szkole (ciągnących się od 10 lat, bo 4 latki idą do szkoły w UK) jest przeniesienie jej do polskiej szkoły. Gdzie problemy z językiem (nieznajomość języka szkolnego, jak i "młodzieżowego"), sposobami uczenia się i egzekwowania wymagań oraz z opanowaniem sporej części materiału "polskocentrycznego" (literatura, historia, geografia, o religii żal wspominać) tak jej dadzą popalić, że w ogóle nie będzie miała siły martwić się brakiem przyjaciół... Zaiste, mistrzowskie posunięcie.
                      • malgorzata_madej Re: Etykietowanie dzieci 06.04.18, 08:03
                        > Mila nie wiem, czy w Polsce spędziła choć 2 lata, dla niej podstawowym językiem
                        > też jest angielski. Nawet jak świetnie zna polski komunikacyjnie i, niech będ
                        > zie, biegle w nim czyta, to słownictwo szkolne ("przydawka", "blastocysta", "ep
                        > ikureizm", "gleby lessowe" itp.) musi opanować praktycznie od zera. Oboje muszą
                        > , no ale KArol ma łatwiej.

                        no wypraszam sobie, ale "epikureizm" znają na pewno! "epikureizm" mówili, zanim nauczyli się mówić "mama" i "dzień dobry"!
                        • przymrozki Re: Etykietowanie dzieci 06.04.18, 08:23
                          malgorzata_madej napisała:

                          >
                          > no wypraszam sobie, ale "epikureizm" znają na pewno! "epikureizm" mówili, zanim
                          > nauczyli się mówić "mama" i "dzień dobry"!

                          Oczywiście w kontekście "stoicyzm górą, epikureizm kanałami".
                          • zla.m Re: Etykietowanie dzieci 06.04.18, 08:46
                            przymrozki napisała:

                            > malgorzata_madej napisała:
                            >
                            > >
                            > > no wypraszam sobie, ale "epikureizm" znają na pewno! "epikureizm" mówili,
                            > zanim
                            > > nauczyli się mówić "mama" i "dzień dobry"!
                            >
                            > Oczywiście w kontekście "stoicyzm górą, epikureizm kanałami".

                            :D

                            Pozostaje mi się tylko zgodzić. Psieplasiam epikureizm. I Plutarcha (na wszelki wypadek ;-) )
                      • reveiled Re: Etykietowanie dzieci 06.04.18, 10:12
                        "Mila nie wiem, czy w Polsce spędziła choć 2 lata, dla niej podstawowym językiem też jest angielski. Nawet jak świetnie zna polski komunikacyjnie i, niech będzie, biegle w nim czyta, to słownictwo szkolne ("przydawka", "blastocysta", "epikureizm", "gleby lessowe" itp.) musi opanować praktycznie od zera. "
                        Potwierdzam. Od 14-go roku zycia mieszkam w Kanadzie, polskiego uzywam na biezaco, duzo czytam po polsku, na koniec siodmej klasy mialam z polskiego szostke, ale nie wiem, co to jest przydawka albo gleby lessowe. Blastocysta i epikureizm, owszem, ale to dlatego, ze te slowa sa prawie takie same po angielsku. Sadze, ze poradzilabym sobie calkiem dobrze np. na studiach w Polsce, ale moj brat, ktory w chwili wyjazdu mial 8 lat i dobrze mowi po polsku , raczej nie dalby rady.
                  • szarotkaaaa Re: Etykietowanie dzieci 05.04.18, 18:06
                    krystalla napisała:

                    > szarotkaaaa napisała:
                    > no i co najważniejsze, nie wiemy jak z jej polskim?
                    >
                    > Pozwolę sobie wysnuć przypuszczenie, że z jej/ich polskim jest fantastycznie, w
                    > szak to język dziadów, Dziadów, Chrobrego... No jakżeby inaczej??

                    To nie jest takie proste, wystarczy wejść na jakiekolwiek forum dla imigrantów ;) Dzieci nie chcą mówić po polsku, bo to jest jakiś dziwny język, którym mówią tylko rodzice. Oczywiście, nie zawsze :)
                    • piotr7777 Re: Etykietowanie dzieci 06.04.18, 19:17
                      Żeby było jasne - nie wiemy ani jak wyglądało życie rodzinne R. i F., ani nawet jaki jest stan ich małzeństwa.
                      Tyle, że - jak pisałem w innym wątku - M.M. raczej nie napisze książki o cierpieniu Mili i Karolka w konserwatywnej rodzinie matki, tęsknocie za fajnym światem Oksfordu, problemach adaptacyjnych w polskiej szkole. I w razie potencjalnego konfliktu Borejkowie - reszta świata przyzna rację Borejkom.
                      Fryderyk mógłby być świetnym ojcem, ale M.M. nie chce (nie potrafi) tworzyć postaci mieszczących się w różnej gamie odcieni szarości. Dla odmiany Róża może być poczciwą gapą w świecie Borejków, ale na zewnątrz reprezentuje wszystkie borejkowskie wartości. Tym bardziej, że jest to postać bez wykształcenia, zawodu ani pasji, więc gdyby odebrać jej macierzyństwo nie zostałoby nic - byłaby postać wydmuszka. I sądzę, że akurat tego M.M. jest świadoma.
                      Dlatego kończąc - poczekajmy do następnej książki. Moim zdaniem raczej będzie o Ani Górskiej, nie o Milenie, ale pewnie wątek Rózy, Fryderyka i ich dzieci jakoś tam zostanie rozwinięty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka